Recenzje
Krwawe igrzyska. Krwawe dziedzictwo #2
Królowa fae, arena, walka o przetrwanie i kilku niebezpiecznie atrakcyjnych sprzymierzeńców. Brzmi jak przepis na spokojną lekturę? Oczywiście, że nie. 🩸O CO CHODZI Sadie trafia w sam środek świata fae, gdzie za każdym sojuszem może kryć się zdrada, a odkrywanie własnej przeszłości zdecydowanie nie jest bezpiecznym hobby. Tym razem czekają ją Krwawe Igrzyska, nowe tajemnice, zagrożenia i kolejne komplikacje w relacjach z 4 panami. 👥BOHATEROWIE Sadie - sarkastyczna, autoironiczna i zdecydowanie moja ulubiona część tej książki. Pilnie potrzebuje pozbyć się dziewictwa i najwyraźniej uznaje to za problem wymagający natychmiastowego rozwiązania. 😂 To właśnie jej rozdziały podobały mi się najbardziej. A panowie? Tym razem mamy ich aż czterech. Jax traktuje Sadie jak swoją Kruszynę Cobra ma ją za swojego kociaka, którym może dowolnie dysponować Asher przestał jej docinać i teraz widzi w niej księżniczkę - przede wszystkim ją chroni i próbuje zadośćuczynić za wcześniejsze błędy Xerxes natomiast… jej nienawidzi i ... jednak nie 😂 Czy to zdrowa dynamika? Nie będziemy tutaj udawać. 😂 Ale zdecydowanie pasuje do tej serii. 🔥KLIMAT Ta część zdecydowanie bardziej kojarzyła mi się z Herkules. Krew tej samej autorki. Jest dużo relacji, przekomarzanek, napięcia i wydarzeń rozgrywających się pomiędzy głównymi punktami fabuły. I mały plot twist: jest zaskakująco mało spicy. Przy tej serii i czterech facetach spodziewałam się zdecydowanie więcej 🔥 Samych Igrzysk też jest niewiele. Jeśli liczycie na wielki turniej, mnóstwo starć i ciągłą walkę o przetrwanie na arenie, możecie być trochę zaskoczeni. Sama fabuła mocno skupia się też na Sadie, jej pochodzeniu, magii i relacjach z pozostałymi bohaterami. 🎯DLA KOGO Dla fanek pikantnego fantasy z mocną, zabawną bohaterką, reverse haremem i historią, która nie zawsze przejmuje się tym, co sugeruje tytuł. ⚔️WERDYKT Bardzo przyjemna i zabawna kontynuacja. Nie było tyle igrzysk ani spice, ile się spodziewałam, ale za to dostałam świetny humor Sadie i czterech facetów, którzy skutecznie komplikują jej życie. I to mi wystarczyło.
Las na receptę. Opowieść o terapeutycznej roli przyrody w naszym życiu
Książka "Las na receptę" to nie tylko swoisty poradnik o tym jak korzystać z kąpieli leśnych, ale też personalna podróż autora, Marka Michalskiego, przez odkrywanie tej techniki. Od strefy naukowej, przez rozmowy z ludźmi zajmującymi się tym tematem, aż po własne obszary eksploracji. Książka solidnie stawia na naukę. Silnie wybrzmiewa tu neurobilogia, antropologia, psychologia i psychiatria, ale także pierwotna potrzeba ludzi naszych czasów, zatrzymanie, odpuszczenie i powrót do natury. "Las na receptę" to również praktyczne sposoby I techniki korzystania z kąpieli leśnych. Bardzo zaciekawił mnie też wątek "zielonej recepty", która funkcjonuje już w Japonii. Jest to rodzaj retreatu, porównany przez autora do naszego wyjazdu do sanatorium, którego uczestnicy korzystają z kąpieli leśnych. Czy taki będzie kierunek rozwoju alternatywnej medycyny także w Polsce? Czy zamiast leku np. na ADHD, czy bezsenność dostać będzie można także u nas receptę w kolorze liści? Dzięki "Lasowi na receptę", nie tylko poznajemy istotę zanurzenia się w leśnej uważności, ale także uczymy się jak samodzielnie to robić. Jeśli interesuje cię taką tematyka, śmiało mogę polecić tą książkę. Myślę, że warto otworzyć się na kąpiele leśne, zwłaszcza teraz na początku jesieni kiedy to las ma nam do zaoferowania siebie w swojej, zaryzykuje stwierdzenie, najpiękniejszej odsłonie.
Miłość w galopie. Ranczo Srebrzyste Sosny #3
"miłość w galopie" to trzeci tom kowbojskich romansów z srebrzystych sosen, a ja po tej książce stwierdzam, że chętnie nadrobię dwa poprzednie 🙂↕️ książka paisley hope mnie zaskoczyła, bo jest pełna motywów, których fanką na ogół nie jestem - samotny ojciec, ślub w vegas po nieplanowanym one night stand, główny bohater z reputacją kobieciarza. ma też sporo rzeczy, które mnie w tym gatunku irytują, a jednak.. dobrze się na niej bawiłam. była lekką, miłą odskocznią, w sam raz na końcówkę lata. w kowbojskich romansach lubię przede wszystkim klimat rancza, zazwyczaj też małego miasteczka i rodziny z wyboru, i "miłość w galopie" wszystkie te okienka odhacza. cole i ginger się przyjaźnią, łączy ich reputacja tych chaotycznych, nieco dzikich i szalonych bohaterów, którzy się jeszcze nie ustatkowali. od początku czuć między nimi pewne przyciąganie, które próbują zdusić w zarodku ze względu na konwenanse i obawę przed zniszczeniem przyjacielskiej więzi. styl pisania paisley hope jest bardzo lekki i przyjemny, sporo w nim humoru. podobało mi się to, że relacje z rodziną i przyjaciółmi grają tu dużą rolę, ale nie są idealne. pokazuje to, jak męczące potrafi być zmaganie się z szufladkami, do których wrzuca bohaterów społeczeństwo, jednocześnie ze świadomością, że jest to w dużej mierze konsekwencją ich wcześniejszego zachowania, którym próbowali tuszować czy odwracać uwagę od nieprzepracowanych rzeczy. niektóre sceny były wzruszające i urocze, inne podnosiły na duchu. jest to jeden z tych pociesznych romansów, przy których można się zrelaksować, o ile nie oczekuje się od niego zbyt wiele. muszę jednak wspomnieć o tym, że spicy scen jest tu sporo, opisy są długie i szczegółowe i niestety jak już bohaterowie zaczną to nie potrafią skończyć 🫠 stało się to w pewnym momencie męczące, ale muszę oddać autorce to, że relacja bohaterów rozwijała się w dobrym tempie, trzymała w napięciu. może dzięki tej konkretnej parze, która miała jednak sporo do przepracowania, kłody pod nogi rzucały im ich reputacja, plotki, sytuacja rodzinna. wątek z mabel był rozczulający, dla fanów poprzedniego tomu jest tu pewnie sporo smaczków związanych z postaciami znanymi właśnie stamtąd i generalnie myślę, że jeśli lubicie "klasyczne" kowbojskie romanse, to ta książka ma sporą szansę się wam spodobać 🌞
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
Czasem bywa tak, że plany się sypią, a marzenia trzeba odłożyć na później. Właśnie z tym mierzy się Jordan, gdy po wyrzuceniu z uczelni wraca do rodzinnego miasteczka. A tam już pierwszego dnia daje znać mieszkańcom o swoim powrocie. Próbując uratować kociaka, powoduje wypadek. Z pomocą przychodzi jej strażak, ale nie byle jaki, a jej sąsiad, Cassidy, do którego wzdychała lata temu. Jordan myślała, że wyleczyła się z tego nastoletniego zauroczenia, ale szybko przekonała się, jak bardzo była w błędzie. Kłopoty to drugie imię Jordan, ale dzięki temu jej sąsiad miał trochę rozrywki. Może samo ściąganie z drzewa nie jest niczym nadzwyczajnym, ale już z cmentarnego ogrodzenia... takie rzeczy nie wydarzają się codziennie. Choć nie wszystko jej wychodziło, talentu i wiedzy można jej pozazdrościć. Jest zafiksowana nauką i chce udowodnić, że jest jeszcze czegoś warta. Odkryła również, że potrafi dogadać się z małymi naukowcami i rozbudzić w nich ciekawość. Myślę, że nie tylko ja szaleję za samotnymi ojcami. Cassidy na dodatek był strażakiem i hobbystycznie zajmował się ogrodem. Przepraszam bardzo, czy mogę takiego zamówić? Uwielbiam w nim to, że ponad wszystko stawiał dobro Zary. Jest jej i tak ciężko, bo jej mama wybrała karierę zamiast niej. I ja wszystko rozumiem, że należy się rozwijać, ale to, co zrobiła na urodzinach córki... nie zasługuje, by nazywać ją mamą. Zabawnie obserwowało się to jego uświadamianie, że sąsiadka wcale nie jest mu obojętna, ale dopiero gdy na horyzoncie pojawiła się konkurencja, przeszedł do działania. Oczywiście potrafił również sprawiać, że się rozpływałam: organizacja randek, kwiaty w dość oryginalnym wydaniu. I to całe wchodzenie przez okno? To było takie urocze, ale i szalone. Ona była pewna, że nigdy jej nie zauważał, on był przekonany, że kocha jego brata. Autorki budowały napięcie, bo zanim coś więcej się między nimi wydarzyło, wiele razy ktoś musiał im przeszkadzał. Kocham to, że Jordan jest wyrozumiała i od początku świadoma, że wchodząc w tę relację, bierze Cassidy'ego w pakiecie z Zarą. I sama była zaskoczona, jak bardzo tego pragnie. Nie chciała zastępować jej mamy. Chciała być kimś ważnym, kimś, na kogo będzie mogła liczyć. Rozumiem trochę tego strażaka. Bał się, że ponownie z Zarą zostaną postawieni na drugim miejscu. Ale Jordan nie jest taka jak jego była żona. Duet tych aktorek to coś genialnego. Jestem zachwycona humorem, styl jest lekki i ogromnie angażujący. Kiedy książka jest dla mnie dobra? Gdy śmieję się do niej jak głupia, a na koniec historia sprawia, że się wzruszam. Tu tak właśnie było. Bardzo lubię dzieci w książkach, a Zara skradła moje serce. Moment z tortem na jej urodziny bardzo mnie poruszył. Potrafiło też rzucić tekstem, który rozkładał na łopatki. Nie mogę nie wspomnieć o matkach głównych bohaterów, bombowe kobiety. Po cichu od początku liczył, że ich dzieciaki się zejdą. Trochę nawet im w tym pomagały. Na starość chce być taka jak oni. Jeśli Wasz TBR na jesień nie jest jeszcze zamknięty, ten tytuł koniecznie musicie tam wrzucić. Dla mnie „The STEM” to historia o tym, że szczęście można odnaleźć w nieszczęściu. Możemy się przekonać, miłość potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Często mamy ją tuż obok, ale po prostu jej nie zauważamy, potrzebujemy czasu, czasem lekkich życiowych zawirowań, by otworzyć oczy. I w tym przypadku jeszcze kota🤣 Po zapowiedzi na koniec... już nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Polecam.
Odporność psychiczna dziecka. 65 ćwiczeń wzmacniających siłę, spokój i wiarę w siebie
Czy chcesz pomóc dziecku budować odporność psychiczną? Przedstawiam książkę dla dzieci Agnieszki Grzeli-Opalińskiej "Odporność psychiczna dziecka. 65 ćwiczeń wzmacniających siłę, spokój i wiarę w siebie". Ta pozycja jest workbookiem dla dzieci. Omawia siedem tematów: odporność psychiczną, poczucie własnej wartości, oddziaływanie myśl - emocja - zachowanie, sposób postrzegania i interpretowania zdarzeń, sposoby radzenia sobie ze stresem, hejt oraz asertywność. Każdy z nich składa się z opowiadania i ćwiczeń. Bardzo podobają mi się takie praktyczne książki dla dzieci, które wspierają ich rozwój psychiczny. Wnętrze książki jest kolorowe i moim zdaniem bardzo atrakcyjne dla dzieci. Na jednej stronie znajduje się tylko jedno ćwiczenie, więc dzięki temu nie mamy wrażenia przytłoczenia. Część ćwiczeń dzieci mogą wykonywać razem z rodzicami. Polecam.