ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Bez siły. Chestnut Springs #3

„Bez siły” to trzeci tom serii „Chetsnut Springs”, który skupia się na historii Jaspera Gervaisa i Sloan Winthrop. Motyw friedns to lovers w wykonaniu Elsie Silver? Dziesięć razy na tak! Jezu, to było tak genialne! Ta książka dosłownie pochłonęła mnie od pierwszej strony i sprawiła, że nie mogłam się od niej oderwać i co więcej - nie mogłam przestać o niej myśleć. Uwielbiam twórczość Elsie Silver i z każdą jej kolejną historią, mam wrażenie, że coraz mocniej. To, jak ta autorka potrafi manewrować słowem, bohaterami i fabułą sprawia, że ja padam na kolana i cały czas chcę więcej. Uwielbiam jej lekkość słowa, płynne przejścia i przyjemność, jakiej dostarczają mi jej książki. Fabuła skupia się na relacji naszych bohaterów, która jest wyjątkowa. Ta dwójka przyjaźni się od dziecka. Jako dorośli ludzie Jasper i Sloane pozostali sobie bliscy. On patrzył na nią już trochę inaczej, a ona przyznawała w duchu, że go kocha. Ta tajemnica jednak nie mogła wyjść na jaw. Jasper był utalentowanym hokeistą, rozegrał wiele znakomitych meczów i stał się obiektem westchnień licznych fanek. Ktoś taki nie mógł poślubić Sloane Winthrop, sławnej primabaleriny, pochodzącej z rodziny, która niemal zmonopolizowała rynek usług telekomunikacyjnych w kraju. Sloane miała narzeczonego, Sterlinga, syna wspólnika jej ojca, ale nie czuła się szczęśliwa. W dniu ślubu wydarzyło się coś, co rozbiło jej świat na kawałki. Wtedy jej wybawcą po raz kolejny został Jasper. Jak wiecie, jestem ogromną fanką motywu friends to lovers. Uwielbiam te emocje pomiędzy przyjaciółmi, gdy zdają sobie sprawę, że czują do siebie coś więcej. Uwielbiam to napięcie, które towarzyszy temu wszystkiemu. Tutaj również tak było. Pokochałam Jaspera i Sloane i to, jak bardzo ta dwójka się uzupełnia i jak do siebie pasuje. On jest tym cichym chłopakiem, który nie miał w życiu lekko. Ona pełna dobroci i energii, stanowiąca jego opokę - i ze wzajemnością. Oboje przechodzili trudny czas i to właśnie w swoich ramionach odnajdywali spokój. Autorka genialnie poprowadziła i przedstawiła ich relację. Miałam ciarki podczas czytania tego, jak te łańcuchy trzymające ich uczucia na uwięzi, wreszcie zostały zerwane. Nie brakowało emocji, uczuć i momentami bólu. Ta historia była cudownie pochłaniającą i tak emocjonalnie dobra, że ja nie mogę wyjść z podziwu. Połączenie hokeisty z primabaleriną, z kowbojskim tłem było strzałem w dziesiątkę! Gorąco polecam!💜
zagubione.w.slowach Szczur Weronika

Czterech ojców River Conway. Tom 2

Jeżeli idąc ulicą, podeszłaby do mnie osoba z pytaniem Czym jest komfort?, kazałbym jej kupić Czterech ojców River Conway. Historia River i jej opiekunów jest jak lek, który pomaga w wyleczeniu szeregu chorób i dolegliwości. Czytanie tej pozycji było dla mnie ogromną przyjemnością. Przez drugi, a zarówno pierwszy, tom zwyczajnie się płynie. Wszystko jest ze sobą połączone, tworząc przy tym, jedną, wspólną całość. Wątek romantyczny, występujący między River, a Loganem to jeden z powodów dla których żyje. Autorka poprowadziła go w niesamowity sposób, ukazująć prawdziwy, a przede wszystkich zdrowy związek, który powinien stanowić fundament relacji we współczesnym świecie. Budując z drugą osobą relację miłosną, w pełni starałbym się, by w jak największy sposób była upodobniona do tej, między nastolatkami. Wiem, to bardzo mocne słowa, aczkolwiek mówię to w pełnej świadomości. (Przede wszystkim chodzi mi tutaj o wartości, które występują). W tym tomie, do akcji wkracza matka River. Według mnie, jest to bardzo dobra decyzja, gdyż po przeczytaniu pierwszego tomu miałem ogromną nadzieję, że jej postać zostanie rozwinięta w następnych częściach. Jak widać, moje pragnienia zostały spełnione. Szczerze mówiąc, przez zapoznaniem się z lekturą, nie byłem przygotowany na taki zbieg wydarzeń. Przysięgam, nigdy nie spodziewałbym się tego, co miało miejsce - w głównej mierze chodzi mi, mniej więcej o Sally, a również matkę. Powodem, który jeszcze bardziej dodawał mi otuchy to dodatek! Kocham je, gdyż są, pewnego rodzaju, ostatnim puzzlem w całej układance. Czterech Ojców River Conway 2 to idealna pozycja literacka na zajęcie wolnego, wieczornego czasu. Zachęcam do przeczytania, szczególnie w trakcie zachodów słońca, tak, jak robiłem to ja!
Przeczytany Dawiec Krzysztof

Moc dyskomfortu. Jak rezygnacja z wygód i powrót do dzikości przywracają zdrowie, szczęście i poczucie spełnienia

,,Komfort i udogodnienia są świetne. Ale nie zawsze poprawiły nasz najważniejszy wskaźnik - szczęśliwe lata przeżyte w zdrowiu. Być może egzystencja wyłącznie w coraz bardziej przesadnie wygodnym, nadmiernie zabudowanym środowisku i ciągłe uleganie popędowi do komfortu ma niezmierzone efekty uboczne i sprawia, że przeoczamy głębokie ludzkie doświadczenia. W naszym życiu nie ma już warunków, w których ludzie ewoluowali, ani doświadczeń które mieli w przeszłości. Niewątpliwie się to zmieniło, często nie na lepsze". Wraz z autorem wybieramy się w wielotygodniową wyprawę na Alaskę, podczas której musi zmierzyć się z własnymi ograniczeniami i surowością dzikiej przyrody. Oprócz przeżyć związanych z wyznaniami i trudnościami autor przedstawia bardzo ciekawe badania naukowe na temat postrzegania szczęścia. Zabiera nas w podróż po różnych kulturach i ich rozumieniu ludzkiego dobrostanu. Pasjonująca i bardzo inspirująca książka, która sprawia, że inaczej zaczynamy postrzegać dzisiejsze udogodnienia.
Marigolds216 Snochowska Klaudia

PAST

Historia opowiada o nastolatce Sophie Ramone. Dziewczyna ma za sobą trudną przeszłość, niemal całe życie spędziła w rodzinach zastępczych. Kiedy zbliża się moment wejścia w dorosłość, los daje jej szansę na nowy początek. Trafia do rodziny Hammfordów, dobrze sytuowanych ludzi, którzy zobowiązują się utrzymać ją przez kolejne pięć lat, by mogła ukończyć edukację. Mimo wielkich obaw Sophie decyduje się przyjąć tę propozycję, licząc, że tym razem uniknie rozczarowania. Jednak nie wszyscy witają ją z otwartymi ramionami. Ich 19-letni syn Ace postanawia otwarcie okazywać jej wrogość. Z czasem okazuje się, że nie tylko jej nie akceptuje, on zna także najmroczniejsze fakty z przeszłości swojej przybranej siostry. WOW! Tylko to słowo może opisać emocje, jakie wywołała we mnie ta powieść. Historia Sophie i Ace’a jest zupełnie inna niż wszystko, co do tej pory czytałam. To nie jest słodki romans enemies to lovers. Autorka prowadzi nas przez trudną, niewyobrażalną drogę, jaką musi przejść główna bohaterka. Od pierwszych stron czułam, że ta książka wywołuje we mnie zupełnie inne emocje, nie chciałam jej odkładać, ale intensywność historii sprawiała, że musiałam robić przerwy. Sophie stała się moją ulubienicą. Pokochałam to, jak dokładne i szczegółowe opisy pozwalały lepiej ją poznać. Czułam ogromną satysfakcję, że autorka niczego nie zostawiła w półsłówkach. Jednocześnie wiele rzeczy odkrywaliśmy dopiero na końcu, co przez cały czas trzymało mnie w napięciu. Mimo moich teorii prawda i tak mnie zaskoczyła, a rozegranie fabularne było świetne. Bardzo rzadko płaczę przy książkach, a tutaj… nie mogłam powstrzymać łez. Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, nie wszyscy przypadli mi do gustu. Nie rozumiałam przyjaciółki głównej bohaterki, irytowały mnie jej zachowania względem Sophie. Rodziców natomiast bardzo polubiłam, ale zdecydowanie chciałabym zobaczyć więcej scen z ich udziałem. Była też jedna postać, która mocno mnie rozczarowała, ale tego wam nie zdradzę, choć podejrzewam, że nie tylko mnie. Podsumowując: ta historia jest naprawdę warta przeczytania i przeżycia tych wszystkich emocji. Ja będę ją polecać z ręką na sercu i mam ogromną nadzieję, że na papierze ukażą się kolejne tomy 🥹 Jeszcze raz ogromne gratulacje wydania! 💚
zaczytanaa_wita Kociemba Nicola

Ballada o Czarnych Srokach

Czasem zdarza nam się przeczytać książki, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, wymazać je z pamięci, a są takie, które chcemy pozostawić w naszej głowie przez cały czas. Chcemy o nich myśleć i zatracać się w wymyślonych scenariuszach. Chcemy marzyć o dalszym ciągu. Taką właśnie historią była dla mnie „Ballada o czarnych srokach”. Moją przygodę z fantastyką zaczęłam stosunkowo niedawno, ale od razu wciągnęłam się w ten gatunek. Pochłaniałam duże ilości wspaniałych książek, ale to ballada sprawiła, że poczułam się jak w domu. Historia Elaine niesamowicie mną wzruszyła. Uwięziona w domu przez matkę młoda dziewczyna marząca o wolności w końcu ucieka i oparcie znajduje jedynie w młodym złodzieju - Reign’ie. Przez lata tworzą swoją słynną szajkę czarnych srok, stając się przyjaciółmi, a przede wszystkim rodziną. Uwielbiam to jak Marysia ukazała motyw found family. Jestem jego ogromną fanką, a w tej historii ten motyw przebija zdecydowanie wszystko. To jak główna bohaterka pokazała, że zrobi wszystko dla tych, których kocha niesamowicie mnie rozczuliło i z pewnością zostanie w moim sercu na długo. Przechodząc do bohaterów chciałabym powiedzieć, że nasza główna bohaterka strasznie mi zaimponowała. Tak bezwzględna, ale również najbardziej uczuciowa osoba. Skrzywdzona przez świat, ale z ogromną determinacją i wolą walki. Kocham silne bohaterki i Elaine z pewnością jest ich przykładem. Książę William - no cóż. Mam co do niego mieszane uczucia. Niby genialnie mi się o nim czytało, ale pewne jest to, że nie zaprzyjaźniłabym się z nim w realnym życiu. Nie przypasował mi do końca jego charakter, może tak to ujmę. Jeśli chcecie dowiedzieć się o co mi chodzi to koniecznie przeczytajcie. Reign. Ponad wszystko wybierze swoją towarzyszkę. Zrobi dla niej wszystko i za wszelką cenę będzie próbował chronić. Uwielbiam go. Nie mam nawet racjonalnego wytłumaczenia dlaczego. Po prostu. Stał się jednym z tych bohaterów, których kocha się od pierwszej strony. Dodatkowo bohaterowie poboczni byli wspaniali. Nie dało się na nich nie zwrócić uwagi. Każdy świetnie ulokowany w historii. Nikt nie był tam bez powodu. Jestem naprawdę dumna z Marysi, że wyczarowała coś takiego! Pomysł na fabułę był jednym z ciekawszych jakie poznałam. Bawiłam się świetnie i nie można było oderwać mnie od lektury. Ogromna ilość plot twistów, to to co uwielbiam, a było ich pod dostatkiem. Poszukiwanie pierścionka i narażanie życia? He fell first? Akcja, akcja i jeszcze raz akcja? Wszystko to znajdziecie w balladzie. Styl pisania, mimo, że perspektywa trzecioosobowa, to bardzo przyjemny. Była ona praktycznie nie odczuwalna. Pięknie poskładane zdania, brak błędów, czy chociażby sztucznych dialogów, a do tego ogromna ilość cytatów. No po prostu I’m in love! Nie wiem co jeszcze napisać, bo mogłabym opowiadać o tej historii godzinami. Jednak na sam koniec chciałabym jeszcze dodać, że tak książka mimo, iż jest grubą cegiełką jest jedną z najbardziej wartych przeczytania premier tego roku. Jestem pod totalnym wrażeniem ile pracy Marysia włożyła w ten projekt i TRUST ME MUSICIE TO PRZECZYTAĆ, bo to pozycja zdecydowanie zasługująca na większą ocenę niż pięć gwiazdek.

@przeeczytana Prokopowicz Liliana