Recenzje
Addiction. O krok od przepaści. Tom 1
🖤 Zacznę tę recenzję dość nietypowo, ale jest jedna rzecz, którą musicie o mnie wiedzieć. Sen jest dla mnie rzeczą świętą. Bywały sytuacje, kiedy wolałam się wyspać z odpowiednią ilością godzin snu, niż zarwać nockę na rzecz nauki na egzamin na studiach (co właściwie można uznać za moją wadę). Więc wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy ochoczo do późna w nocy czytałam Addiction i nie miałam o to do siebie wyrzutów sumienia. Cóż… to wszystko wina Fortuny. 💨 Ostatnio mam dość dziwną relację z czytaniem, wiele książek szybko mi się nudzi, generalnie nie łatwo jest mnie zadowolić i mam wygórowane oczekiwania co do historii, które czytam. Addiction na swoim regale miałam już od jakiegoś czasu, ale jakoś nie miałam ochoty na tę książkę. Zmieniło się to wczoraj, kiedy pomyślałam „Dobra, może ta książka mnie chociaż wciągnie.”. No i wciągnęła! Żałuję, że nie zabrałam się za nią wcześniej. W dodatku przeczytałam tę książkę w jeden dzień, a to ostatnim razem zdarzyło się jakieś… trzy miesiące temu (?). 🥊 Pióro Fortuny jest mi bardzo dobrze znane, jestem z jej twórczością od samego początku, od wydania jej pierwszej książki. Nie wiedzieć jednak czemu, miałam od niego przerwę aż na trzy lata, o ile dobrze liczę. Sama nie wiem czemu, ale od teraz obiecuję poprawę!! Bawiłam się super, książkę czytało mi się całkiem szybko, a emocje przy niektórych scenach sięgały zenitu. Zostałam pochłonięta przez historię Veidy i Reigana, a dzięki autorce odzyskałam wiarę w moje czytanie. 👩🏻🦱 Veida to dziewczyna o wysokim libido, która przyciąga kłopoty jak magnes. A może bardziej mężczyzn, które te kłopoty powodują. Uciekła z Nowego Jorku, aby w Miami przy przyjaciołach zacząć nowe życie i odciąć się od przestępczego światku jej byłego, który ją zdradził. Od samego początku przyjaciele Veidy ostrzegają ją przed swoim znajomym, Reiganem, który nie ma dobrej opinii. Problem w tym, że Veida ma skłonność do pakowania się w kłopoty, zwłaszcza, jeśli chodzi o atrakcyjnych mężczyzn. Ta dwójka postanawia zawrzeć pewien układ, który polega mniej więcej na tym, że on będzie ją zaspokajał seksualnie, a ona pomoże mu w brudnych interesach. 🐈⬛ Oboje określiłabym jako moralnie wątpliwych, a w ich relacji z pewnością gościła toksyczność, a już z pewnością adrenalina, ale prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, aby ta znajomość wyglądała inaczej, a przynajmniej nie na takim etapie. Kocham kreację Reigana, bo chociaż z całą pewnością za pomocą jednego jego telefonu mógłby sprawić, ze ktoś zniknie tego świata na dobre, to jednocześnie jest on facetem, który zaplątał Veidzie warkocze, bo, jak sam powiedział, wychował się w domu pełnym kobiet, a na brwi miał założony plaster z motywem księżniczki Disneya - ciężko jest go nie polubić, mimo wszystko. 🏎 𝐀𝐝𝐝𝐢𝐜𝐭𝐢𝐨𝐧 jest połączeniem moich absolutnie ulubionych motywów: nielegalne walki, wyścigi samochodowe, hate-love, ona zakochuje się pierwsza, ale to on zakochuje się bardziej. Jestem zafascynowana tą książką i tymi bohaterami, chociaż bądźmy szczerzy, to nie jest nic nowego na rynku wydawniczym. Jeszcze dziś zabiorę się na drugi tom, bo zakończenie pierwszego wgniotło mnie w ziemię. Jestem strasznie ciekawa, co wydarzy się w kontynuacji, a ponoć jest bardzo ciekawie i emocjonująco.
Addiction. O krok od przepaści. Tom 1
„𝐉𝐞𝐬𝐭𝐞𝐬 𝐨𝐬𝐭𝐚𝐭𝐧𝐢𝐚 𝐧𝐚 𝐦𝐨𝐣𝐞𝐣 𝐥𝐢𝐬𝐜𝐢𝐞 𝐩𝐫𝐢𝐨𝐫𝐲𝐭𝐞𝐭𝐨𝐰, 𝐀𝐮𝐫𝐢𝐬𝐭𝐞𝐥𝐥𝐨. 𝐏𝐫𝐳𝐞𝐝 𝐭𝐨𝐛𝐚 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐦𝐨𝐣𝐚 𝐫𝐨𝐝𝐳𝐢𝐧𝐚 𝐢 𝐳𝐚𝐰𝐬𝐳𝐞 𝐰𝐲𝐛𝐢𝐨𝐫𝐞 𝐢𝐜𝐡 𝐛𝐞𝐳𝐩𝐢𝐞𝐜𝐳𝐞𝐧𝐬𝐭𝐰𝐨, 𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐰𝐨𝐣𝐞.” ✧ ᴍᴏᴊᴀ ᴏᴘɪɴɪᴀ „Addiction” to książka, która opowiada o uzależnieniu nie tylko od substancji, ale także od emocji i drugiego człowieka. Dwoje bohaterów, których połączy układ. Natomiast, czy emocje między tą dwójką będą na tyle silne by poczuli coś głębszego i trwałego? Vedia Parker po uwolnieniu się z toksycznej relacji przeprowadza się do nowego miejsca, by zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Wszystko się układa, do czasu, gdy na horyzoncie pojawia się chłopak, przed którym wszyscy ją ostrzegają. Dziewczyna lubi się jednak pakować w kłopoty, a te same do niej przychodzą, początkowo stojąc za barem. Reigan Varney to tajemniczy chłopak zza baru. Ma on wiele za uszami, tyle samo przewinień co wrogów. Chcąc się na niektórych zemścić wplątuje w swój układ Vedię. A układ mający przynosić korzyści dla obu stron szybko powoduje same problemy, z którymi dziewczyna musi się mierzyć. Historia jest spójna i cudownie dopełniona. Akcja książki to brutalny świat, skupiony na nielegalnych walkach, ulicznych wyścigach oraz gangach. Gdy już się w niego zagłębicie, a stanowczy Reigan Varney zawróci wam w głowie, będzie niezwykle ciężko się od niego uwolnić i uciec. Sceny erotyczne były zmysłowo naprawdę bardzo dobrze napisane, jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie miałam przesytu i niechęci czytając takowe wątki. A samo zakończenie zmiotło mnie z planszy. Takiego obrotu spraw to ja dawno w żadnej książce nie czytałam. Przez co jestem ogromnie podekscytowana jak i ciekawa kolejnej części.
Bad Decisions. Dylogia Complicated. Tom 1
𝗗𝗲𝗰𝘆𝘇𝗷𝗲, 𝗸𝘁ó𝗿𝗲 𝘇𝗺𝗶𝗲𝗻𝗶𝗮𝗷ą ż𝘆𝗰𝗶𝗲. Nieczęsto zdarza mi się sięgać po książki, które długo po zakończeniu czytania wciąż gdzieś cicho rezonują, wracają nie tylko jako wspomnienie fabuły, ale jako emocjonalny ślad, który nie chce zniknąć. Zwykle, nawet jeśli lektura jest przyjemna i wciągająca, po odłożeniu ostatniej strony zaczyna się naturalny proces „rozchodzenia się” wrażeń — historia blaknie, postacie tracą wyraziste rysy w mojej pamięci, a emocje ustępują miejsca codziennym obowiązkom. Są jednak takie powieści, które nie poddają się temu procesowi. One nie pozwalają się zamknąć w prostym „przeczytane” i odłożyć na półkę. Wracają nagle — czasem w nocy, gdy leżę w łóżku, czasem w trakcie rozmowy, kiedy zupełnie niespodziewanie przypomina mi się jakiś dialog, gest bohatera, pojedyncze zdanie. „Bad Decisions” autorstwa Zuzanny Kulik należy właśnie do tej kategorii. To książka, która pod płaszczykiem z pozoru typowego dramatu obyczajowego kryje historię o wiele głębszą i bardziej złożoną. Na początku wydaje się, że wiemy, czego się spodziewać — powrót do rodzinnego miasta, spotkanie z dawną miłością, konieczność zmierzenia się z przeszłością. Schemat znany, wielokrotnie już przerabiany w literaturze. Ale im dalej wchodzimy w tę opowieść, tym wyraźniej czujemy, że Kulik nie zamierza nas prowadzić po bezpiecznych ścieżkach. Ona raczej otwiera kolejne drzwi do pokoi, o których istnieniu nawet nie wiedzieliśmy — a każdy z nich pachnie inaczej: raz ciepło i znajomo, innym razem duszno i niepokojąco. To powieść, która rośnie w czytelniku. Początkowo wydaje się subtelna, niemal niepozorna, ale z każdym kolejnym rozdziałem wnika głębiej, zajmując miejsce, które trudno potem opróżnić. I choć mogłaby funkcjonować jako lekka historia o miłości, staje się raczej opowieścią o tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy musi zmierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów. Tymi świadomymi i tymi podjętymi w afekcie. Kulik w swojej narracji nie moralizuje, nie mówi: „to była zła decyzja” lub „tak powinnaś postąpić”. Zamiast tego pozwala nam, czytelnikom, odczuwać ciężar tych decyzji na własnej skórze. I to właśnie dlatego ta książka nie znika z pamięci. Nie dlatego, że oferuje szokujący twist czy spektakularną fabułę, ale dlatego, że dotyka tych miejsc w naszej świadomości, w których chowamy własne błędy, własne „gdybym tylko wtedy…”. Czytając „Bad Decisions”, miałam wrażenie, że ta historia nie tyle „toczy się” przede mną, ile wciąga mnie w swój nurt, powoli, ale nieubłaganie. To ten typ powieści, która nie wybucha nagłymi fajerwerkami, lecz buduje napięcie w milczeniu, pozostawiając w nas echo — takie, które słychać jeszcze długo po tym, gdy książka zostaje zamknięta. Powrót do przeszłości — początek skomplikowanej drogi Główna bohaterka, Alison Tucker, po latach wraca do swojego rodzinnego miasta. Ale nie jest to powrót w stylu filmowych opowieści, gdzie bohaterka wysiada z pociągu, a na peronie czeka na nią uśmiechnięta rodzina, gotowa otworzyć ramiona i wybaczyć wszystkie błędy. Tutaj nie ma orkiestry, balonów i wzruszających uścisków. Zamiast tego jest cisza — gęsta, niewygodna, pełna wszystkiego, co kiedyś zostało niewypowiedziane. Jest spojrzenie zza firanki sąsiadki, która pamięta stare plotki. Jest ulica, po której stąpa się ostrożnie, bo każdy zakręt przypomina coś, o czym chciałoby się zapomnieć. To nie jest powrót, który otwiera nowy rozdział w życiu w sposób gładki i optymistyczny. To raczej wejście na ścieżkę, którą kiedyś porzuciło się w połowie, a teraz trzeba nią iść dalej — tylko że jest zarośnięta chwastami, a kamienie potykają o nogi. Alison wkracza do świata, który kiedyś był jej codziennością, ale dziś wydaje się obcy, jakby wszystko przesunęło się o pół kroku w bok. Ludzie są ci sami, a jednak inni. Domy stoją w tym samym miejscu, a jednak patrzą na nią jakby krzywo. Już od pierwszych stron widać, że to powrót pełen napięć, niewypowiedzianych pretensji i tajemnic, które latami dojrzewały w milczeniu. Nikt tu nie zapomniał dawnych konfliktów, nawet jeśli nauczył się o nich nie mówić. W powietrzu unosi się zapach dawnych porażek, niewykorzystanych szans i utraconych więzi. A na samym środku tego wszystkiego stoi Alison — kobieta, która nosi w sobie zarówno winę, jak i pragnienie naprawienia tego, co wydaje się nienaprawialne. To właśnie w tym miejscu zaczyna się historia o trudnych relacjach rodzinnych — takich, które nie są czarno-białe, lecz utkane z całego spektrum emocji: miłości, gniewu, tęsknoty, poczucia obowiązku i nieufności. Historia o uczuciu, którego nie można tak po prostu wymazać z pamięci, nawet jeśli lata próbowało się to zrobić. Alison nie jest bohaterką z pocztówki. Nie jest nieskazitelna. Jej słabości, chwile zawahania, impulsywne decyzje i wewnętrzne sprzeczności sprawiają, że staje się kimś, kogo można zobaczyć w lustrze własnych doświadczeń. W jej opowieści odnajdujemy lęki, które dobrze znamy — lęk przed oceną, przed odrzuceniem, przed tym, że mimo starań i upływu czasu, przeszłość i tak będzie nas definiować. Odnajdujemy też pragnienia, które potrafią popychać do działań nieracjonalnych, ale prawdziwych. I wreszcie — dylematy, które nie mają prostych rozwiązań. Bo jak pogodzić to, kim się było, z tym, kim jest się teraz? Jak naprawić coś, co rozpadło się dawno temu, gdy druga strona może już wcale nie chcieć, by to naprawiać? Powrót Alison to nie tylko fabularny punkt wyjścia. To symboliczny krok w stronę konfrontacji z samą sobą. Każde spotkanie, każdy dialog, każde spojrzenie staje się lustrem, w którym odbija się jej dawne „ja” i w którym musi zdecydować, czy potrafi na nie patrzeć bez wstydu, czy wciąż będzie odwracać wzrok. Bohaterowie z krwi i kości — nieidealni, pełni sprzeczności Alison to kobieta złożona, a może nawet wewnętrznie rozdarta. Nie jest bohaterką, z którą od pierwszej strony chcemy się zaprzyjaźnić i wspólnie przechodzić kolejne rozdziały. Wręcz przeciwnie — potrafi irytować, drażnić, a jej decyzje bywają niezrozumiałe. Czasami robi dokładnie to, czego czytelnik wolałby uniknąć, a jednak… trudno od niej oderwać wzrok. W jej wyborach jest coś boleśnie ludzkiego. Popełnia błędy — nie te piękne, filmowe pomyłki, które prowadzą do happy endu, ale takie, które zostawiają brzydkie blizny, niepewność i żal. To sprawia, że zamiast odległej literackiej figury, widzimy w niej kogoś, kogo moglibyśmy spotkać w prawdziwym życiu. Kogoś, kto próbuje się poskładać po tym, jak świat — albo ona sama — rozbił jej życie na kawałki. Jej powrót do rodzinnego miasta jest jednocześnie powrotem do wersji siebie, którą chciała zakopać głęboko. I właśnie w tym tkwi największa siła tej postaci — Alison nie jest gotowa na to spotkanie z przeszłością, a mimo to wchodzi w nie po kostki, po kolana, aż po samą szyję. To czyni ją tak realną i tak trudną do jednoznacznej oceny. Dominic Sinners to mężczyzna, którego obecność działa jak katalizator całej historii. Jego zaręczyny z inną kobietą wydają się logiczne, przemyślane, oparte na rozsądku — w przeciwieństwie do dawnej relacji z Alison, która była mieszaniną namiętności, spontaniczności i chaosu. To kontrast, który działa jak lampa oświetlająca wszystkie różnice między tym, kim byli kiedyś, a kim są teraz. Dominic z pozoru wydaje się opanowany, trzymający życie w ryzach, ale pod tą warstwą kryje się człowiek, który nie do końca pogodził się z własnymi uczuciami. Ich relacja jest jak szarpanina na cienkiej linie zawieszonej nad przepaścią. Z jednej strony mamy niedopowiedziane emocje, które wciąż buzują pod powierzchnią — tęsknotę, złość, żal, ale też czułość, której oboje nie chcą się przyznać. Z drugiej strony — świadomość, że każde z nich jest już w innym miejscu w życiu, a powrót do tego, co było, może zniszczyć nie tylko ich samych, ale i ludzi wokół. To właśnie w relacji Alison i Dominica kryje się największe napięcie powieści. Nie ma tu prostych deklaracji ani czarno-białych rozwiązań. Jest za to cała paleta sprzecznych pragnień — chęć bliskości przeplata się z potrzebą ucieczki, a lęk przed kolejnym zranieniem walczy z głodem, by jeszcze raz poczuć to, co kiedyś ich łączyło. Kulik z dużą wrażliwością pokazuje, że miłość, szczególnie ta niedokończona, nie znika tylko dlatego, że ktoś tak postanowi. Ona trwa, zmienia formę, czasem mutuje w coś trudnego i niewygodnego, ale nadal jest obecna. Czytając ich wspólne sceny, miałam wrażenie, że każde spojrzenie, każde przypadkowe dotknięcie, jest jak iskra nad beczką prochu. Nie wiadomo, czy skończy się to wybuchem, czy tylko długim, dusznym milczeniem. I właśnie ta niepewność sprawia, że trudno odłożyć książkę. „Złe decyzje” — tytuł mówiący więcej niż się wydaje Tytuł powieści na pierwszy rzut oka wydaje się prosty, wręcz bezpośredni. Bad Decisions — złe decyzje. Od razu w głowie czytelnika uruchamia się mechanizm przewidywania: będzie o błędach, o życiowych potknięciach, o konsekwencjach, które bolą. I tak, to wszystko w tej książce znajdziemy, ale jednocześnie Zuzanna Kulik idzie krok dalej. Bo w świecie Alison i Dominica „złe decyzje” nie są tylko porażkami, które chcielibyśmy wymazać z pamięci. To często te momenty, które stają się punktem zwrotnym — początkiem czegoś nowego, nawet jeśli droga do tego „nowego” jest wyboista, pełna wątpliwości i chwil, kiedy ma się ochotę zawrócić. Kulik zdaje się mówić, że nie ma czegoś takiego jak czysto złe decyzje. Są wybory, które w danym momencie wydają się nierozsądne, samolubne czy po prostu głupie, ale z perspektywy czasu często widzimy w nich lekcje, które nas ukształtowały. To trochę jak z bliznami — w chwili, gdy się pojawiają, są bolesne, brzydkie i chcielibyśmy, żeby zniknęły, ale z czasem stają się częścią naszej historii. Historia Alison i Dominica idealnie to ilustruje. Każde z nich staje w obliczu wyborów, które trudno pogodzić z logiką czy społecznymi oczekiwaniami. Alison musi zmierzyć się z pytaniem, czy warto wracać do miłości, która już raz ją zraniła. Dominic z kolei balansuje między zobowiązaniami, które sam na siebie nałożył, a tym, co podpowiada mu serce. W tle majaczy uniwersalne pytanie: czy podążanie za uczuciem jest zawsze dobrym pomysłem, jeśli w konsekwencji może kogoś skrzywdzić? I tutaj właśnie widać największą siłę tytułu. Bad Decisions nie jest oskarżeniem, a raczej zaproszeniem do refleksji. Czy to, co dziś nazywamy błędem, za rok czy dekadę nadal będzie błędem? A może stanie się kluczem do zrozumienia siebie? Kulik nie daje prostych odpowiedzi — zostawia nas z niewygodnym poczuciem, że czasem trzeba przeżyć coś bolesnego, by w ogóle zacząć żyć świadomie. Czytając tę powieść, miałam wrażenie, że każda decyzja bohaterów jest jak kamień wrzucony do wody. Fale rozchodzą się długo po tym, jak kamień tonie, dotykając miejsc i osób, o których początkowo nikt nie myślał. I może właśnie o to chodzi w „złych decyzjach” — że ich konsekwencje są zawsze większe, głębsze i bardziej złożone, niż byśmy przypuszczali. Styl narracji — lekkość i głębia emocji Jednym z największych atutów Bad Decisions jest bez wątpienia styl pisania Zuzanny Kulik. To ten typ narracji, który od pierwszych stron daje poczucie swobody, a jednocześnie skrywa w sobie ładunek emocjonalny zdolny wcisnąć czytelnika w fotel. Autorka operuje językiem prostym, pozbawionym zbędnych ozdobników, ale nie oznacza to, że brakuje w nim finezji. Wręcz przeciwnie — lekkość, z jaką prowadzi opowieść, staje się narzędziem do pogłębiania emocji. Nie znajdziemy tu nachalnego patosu ani przesłodzonej ckliwości, które często psują klimat podobnych historii. Kulik trzyma się z dala od melodramatycznych tonów, stawiając na autentyczność. To, co szczególnie mnie ujęło, to naturalne dialogi. Wiele scen między Alison a Dominikiem ma w sobie coś z podsłuchanej rozmowy — tej, której treści może i nie powinniśmy znać, ale od której nie potrafimy się oderwać. Nie ma tu wymuszonych fraz, które brzmią dobrze tylko na papierze. Jest za to język codzienności: zdania urywane w pół słowa, wahania, krótkie spojrzenia, które mówią więcej niż jakakolwiek deklaracja. Kulik potrafi pisać „między wierszami” — to umiejętność rzadka, a w literaturze obyczajowej szczególnie cenna. Czasem nie mówi nam wprost, co czują bohaterowie, tylko pozwala, byśmy sami to wyczytali z kontekstu. To sprawia, że czytelnik staje się współtwórcą historii, a nie jedynie biernym odbiorcą. W efekcie wciągamy się w opowieść na innym, głębszym poziomie — zaczynamy czytać nie tylko oczami, ale i emocjami. Co ciekawe, autorka doskonale balansuje tempo narracji. Są momenty, gdy akcja przyspiesza i czujemy rosnące napięcie, a zaraz potem tempo zwalnia, byśmy mogli w pełni poczuć ciężar wydarzeń. Ten rytm przypomina oddech — przyspieszony, gdy bohaterowie mierzą się z konfrontacją, i powolny, gdy każde słowo nabiera większego znaczenia. Dzięki temu wszystkiemu Bad Decisions zyskuje wyjątkowy klimat — taki, w którym czytelnik czuje się niemal jak dyskretny obserwator intymnych chwil bohaterów. To uczucie bliskości sprawia, że trudniej się od książki oderwać, bo mamy wrażenie, że jeśli zamkniemy okładkę, przegapimy coś ważnego. I może właśnie w tym tkwi magia stylu Kulik — że tworzy historie, które czytamy nie tylko z zainteresowaniem, ale i z poczuciem uczestnictwa. Tematy uniwersalne, które łączą Bad Decisions to powieść, która udowadnia, że literatura obyczajowa nie musi ograniczać się do prostych opowieści o miłości czy konfliktach rodzinnych. Owszem, oba te wątki są obecne i istotne, ale stanowią jedynie powierzchnię — punkt wyjścia do opowiedzenia historii o czymś o wiele bardziej uniwersalnym. To książka o strachu przed porażką, który potrafi paraliżować nas na długo przed podjęciem jakiegokolwiek działania. Kulik pokazuje, jak łatwo jest utknąć w miejscu, gdy boimy się konsekwencji — nie tylko tych realnych, ale i wyimaginowanych, które sami w sobie hodujemy. To również opowieść o potrzebie wybaczenia, zarówno sobie, jak i innym. Alison mierzy się z błędami przeszłości, które nosi w sobie niczym kamienie w plecaku — dopiero konfrontacja z nimi otwiera przed nią możliwość ulgi. Autorka nie moralizuje. Nie stawia bohaterów w roli „dobrych” i „złych”, lecz pokazuje ludzi podejmujących decyzje w oparciu o to, co w danym momencie jest dla nich dostępne — o ich zasoby emocjonalne, lęki, ograniczenia i marzenia. To podejście odbiera historii czarno-białą perspektywę i nadaje jej realistyczny, ludzki wymiar. To, co czyni tę opowieść tak bliską czytelnikowi, to fakt, że każdy z nas nosi w sobie momenty, w których podjęliśmy decyzję nieidealną. Może wynikającą z niewiedzy, może z desperacji, może z chwilowego porywu serca. Kulik przypomina, że takie decyzje — choć bolesne — nie muszą nas definitywnie zniszczyć. Mogą nas kształtować, zmuszać do refleksji, uczyć empatii wobec innych i wobec siebie. I tu właśnie ujawnia się największa siła tej powieści: Bad Decisions nie daje prostych recept, ale zostawia czytelnika z poczuciem, że w swojej niedoskonałości nie jest sam. To opowieść, która — niezależnie od wieku, doświadczeń czy życiowej sytuacji — dotyka czegoś wspólnego dla nas wszystkich. Postacie drugoplanowe — wzbogacenie fabuły Choć Alison i Dominic są centralnymi postaciami tej historii, to właśnie drugoplanowi bohaterowie wnoszą do niej dodatkowe barwy i odcienie. Bez nich Bad Decisions byłoby historią o relacji dwojga ludzi, a dzięki nim staje się pełnokrwistym obrazem skomplikowanej sieci powiązań, lojalności i zdrad, jakie tworzą się w rodzinie i wśród bliskich. Rodzina Alison jest daleka od wyidealizowanego obrazka z pocztówki. Każdy z jej członków nosi w sobie bagaż doświadczeń i tajemnic, które rzutują na relacje z innymi. Niektóre z tych sekretów są jak ciche, duszne pokoje w domu — istnieją, ale lepiej do nich nie zaglądać, bo to, co można tam znaleźć, może wywrócić porządek codzienności. I właśnie te cienie przeszłości sprawiają, że napięcie w powieści stale rośnie. Szczególnie interesującą postacią jest matka Alison, której obecność działa niczym katalizator — to ona przypomina córce o tym, przed czym ta uciekała. Jej sposób komunikacji, podszyty niewypowiedzianymi pretensjami i oczekiwaniami, staje się polem walki, w której nikt nie może wyjść bez ran. Z kolei ojciec Alison, choć mniej obecny w fabule, symbolizuje inny rodzaj relacji — ten cichy, oparty na próbach zrozumienia, ale też nieumiejętności przełamania barier emocjonalnych. Nie sposób też pominąć postaci stojących poza kręgiem rodzinnym, a jednak silnie oddziałujących na bohaterkę. Przyjaciele, dawni znajomi, a nawet osoby, które pojawiają się epizodycznie, wnoszą swoje mikro historie, przypominając, że każdy człowiek jest dla kogoś punktem zwrotnym, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy. Kulik nadaje im na tyle wyraziste rysy, że czytelnik ma wrażenie, jakby znał ich od lat — i jakby ich losy mogłyby być tematem osobnej powieści. To właśnie dzięki tym postaciom drugoplanowym świat Bad Decisions jest tak przekonujący. Nie jest jedynie tłem dla głównej historii, ale pełnoprawnym organizmem, w którym każdy ruch i każda decyzja — choćby podjęta przez kogoś z boku — wpływa na życie Alison. Refleksje po lekturze — co zostaje z czytelnikiem? Zakończenie Bad Decisions to moment, w którym książka nie znika wraz z odłożeniem na półkę, ale zaczyna żyć własnym życiem gdzieś w zakamarkach świadomości czytelnika. To właśnie wtedy pojawiają się pytania, które nie dają spokoju, budzą niepokój, zmuszają do zastanowienia się nad własnym życiem i wyborami. Jak daleko można się posunąć w imię miłości? To pytanie rozbrzmiewa w głowie długo po przeczytaniu ostatniej strony. Alison i Dominic pokazują, że uczucia bywają siłą potężną, ale też zdradliwą — potrafią popychać do działań, których konsekwencje trudno przewidzieć. W ich relacji miłość jest zarazem błogosławieństwem i przekleństwem, a my zadajemy sobie pytanie, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiego człowieka, a ile już przekroczyliśmy granic. Książka stawia też pytanie o wybaczenie — przede wszystkim sobie. Czy potrafimy spojrzeć w lustro i przyznać, że podjęliśmy decyzje, które skrzywdziły nie tylko innych, ale i nas samych? Czy jesteśmy w stanie odpuścić sobie ciężar przeszłości, który tak często ciąży na naszych barkach? Bad Decisions nie daje gotowych odpowiedzi, ale oferuje ważną lekcję: wybaczenie to proces, często bolesny i niełatwy, ale niezbędny do prawdziwego uzdrowienia. Co więcej, autorka pokazuje, że „złe decyzje” niekoniecznie muszą oznaczać koniec czy katastrofę. Czasem są początkiem nowej drogi — trudnej, krętej, ale prowadzącej do lepszego poznania siebie i swoich pragnień. To przesłanie rezonuje, bo każdy z nas miał momenty, kiedy wydawało się, że świat się zawalił, a jednak coś z tego bólu wyrosło — nowa nadzieja, nowa siła albo nowa świadomość. To właśnie ta mieszanka niepewności i nadziei pozostaje ze mną jako czytelnikiem po lekturze. Bad Decisions to książka, która nie serwuje gotowych recept na życie, ale pomaga znaleźć własne odpowiedzi. I to czyni ją wartościową — bo nie chodzi tu o to, co pisze autorka, ale o to, co czytelnik zabiera ze sobą, co zostaje w nim na dłużej. Warto sięgnąć po tę powieść nie tylko jako po historię Alison i Dominica, ale jako po zaproszenie do refleksji nad własnymi wyborami i emocjami. To opowieść o tym, że każdy z nas nosi w sobie historię „złych decyzji” — i że właśnie w nich, często nieświadomie, kryje się klucz do zrozumienia siebie i świata. Dlaczego warto sięgnąć po „Bad Decisions”? Bad Decisions to nie jest kolejna powierzchowna opowieść o miłości i rodzinnych dramatach. To historia, która angażuje nie tylko emocje, ale i rozum, zapraszając do głębokiej refleksji nad ludzką naturą, wyborami i konsekwencjami. Przede wszystkim, bohaterowie Zuzanny Kulik to ludzie z krwi i kości — pełni sprzeczności, nieidealni, a przez to autentyczni i bliscy. Alison i Dominic nie są archetypami czy bohaterami bez skazy. To postacie, które mogą irytować, zaskakiwać, a czasem wzbudzać współczucie, bo ich życie jest równie skomplikowane, co nasze własne. Styl pisania autorki zachwyca lekkością i naturalnością, ale zarazem nie boi się sięgać po emocjonalną głębię. Dialogi brzmią jak prawdziwe rozmowy, a narracja sprawia, że czytelnik czuje się niemal jak niewidzialny świadek intymnych momentów. To sprawia, że lektura płynie gładko, a jednocześnie zostawia ślad — taki, który nie pozwala przejść obok historii obojętnie. Tematy, które porusza Bad Decisions, są uniwersalne i ponadczasowe. To książka o błędach, które popełniamy, o wyborach, które definiują nasze życie, o miłości, która bywa trudna i nieoczywista, oraz o przebaczeniu, które czasem bywa jedynym ratunkiem. Każdy czytelnik znajdzie w tej powieści coś, co dotknie go osobiście. Wreszcie, Bad Decisions to powieść, która zmusza do refleksji — nie narzuca odpowiedzi, ale otwiera przestrzeń na zadawanie pytań. Co zostaje z nami po lekturze? Przede wszystkim świadomość, że życie nie jest czarno-białe, a nasze decyzje, nawet te złe, są częścią naszej drogi i naszej historii. Podsumowanie Bad Decisions Zuzanny Kulik to powieść, która zostaje z czytelnikiem na długo — nie tylko jako opowieść, ale jako emocjonalne doświadczenie. To historia o trudnych wyborach, o błędach, które niełatwo wymazać z pamięci, i o odwadze, by spojrzeć im prosto w twarz. Książka ta nie kusi prostymi rozwiązaniami ani łatwymi morałami — przeciwnie, pozostawia nas z pytaniami, które mogą towarzyszyć nam na co dzień, zmieniając sposób, w jaki patrzymy na siebie i innych. W „Bad Decisions” każda decyzja, choćby najgorsza, ma swoją wagę i znaczenie. To opowieść o tym, jak nawet w chwilach największych potknięć i życiowych zakrętów może kryć się szansa na coś nowego — na zrozumienie, na przebaczenie, na nadzieję. Zuzanna Kulik pokazuje, że nasze wybory, choć czasem bolesne, są częścią drogi, która kształtuje nas jako ludzi. Polecam tę powieść wszystkim, którzy cenią sobie literaturę niosącą emocjonalną głębię i autentyczność. „Bad Decisions” to więcej niż tylko historia — to przeżycie, które zaprasza do refleksji, zmusza do konfrontacji z własnymi uczuciami i pozostawia z poczuciem, że w życiu nie ma czarno-białych odpowiedzi, a każdy z nas niesie w sobie świat pełen odcieni. To książka dla tych, którzy chcą poczuć, jak mocne potrafią być „złe decyzje” i jak wiele mogą nauczyć — o nas samych, o naszych bliskich, o miłości i o przebaczeniu.
Przybornik leczenia traum. 165 porad, narzędzi i podpowiedzi, by terapia była udana
„Przybornik leczenia traum” jest docelowo podręcznikiem dla psychologów, jednak uważam, że pacjent również może bardzo wiele z niego wyciągnąć. Chociaż autorka operuje wieloma medycznymi nazwami, to tłumaczy je w przejrzysty sposób, dzięki czemu nie tak trudno zrozumieć o czym mowa. W środku można znaleźć wiele rycin i zdjęć, które znacząco ułatwiają wyobrażenie sobie poszczególnych procesów biologicznych. Nie brak tutaj również wielu ćwiczeń i materiałów dla pacjentów, z których psycholog może korzystać na sesjach terapeutycznych (na samym końcu znajdują się karty pracy). Wszystkie przytoczone metody oparte są na konkretnych badaniach naukowych, które są wymienione w bibliografii. Dla mnie szczególnie przydatne okazały się liczne ćwiczenia oddechowe - chyba nie zdawałam sobie sprawy, że można je wykonywać na tak wiele różnych sposobów. Oprócz tego omawiane są liczne medytacje, pozycje w jodze oraz narzędzia kognitywne. To zdecydowanie jedna z tych książek, do której będę jeszcze wracać, gdyż uważam, że może być świetnym narzędziem do pracy własnej.
Spoiled souls
𝐒𝐩𝐨𝐢𝐥𝐞𝐝 𝐬𝐨𝐮𝐥𝐬 - Laura Sadowska 𝓜𝓸𝓽𝔂𝔀𝔂: he fell first, problemy rodzinne, aktorstwo, enemies to lovers, touch her and i will kill you 𝓚𝓪𝓽𝓮𝓰𝓸𝓻𝓲𝓪 𝔀𝓲𝓮𝓴𝓸𝔀𝓪: 18+ 𝓞𝓬𝓮𝓷𝓪: 4/5⭐Hejka miśki, dzisiaj przychodzę do was z recenzją książki pt. „Spoiled souls” od Laury Sadowskiej. Patrząc na to, że 𝐒𝐩𝐨𝐢𝐥𝐞𝐝 𝐬𝐨𝐮𝐥𝐬 to pierwsza historia z pod pióra Laury, jestem naprawdę zachwycona i mogę z pewnością stwierdzić, że jak na debiut, jest napisana cudownie. Styl pisania jest lekki, cudny i zdecydowanie sprawia, że chce się zagłębiać w tą historię bardziej i bardziej. Akcja dzieje się już od pierwszych stron, a podczas czytania towarzyszyły mi przeróżne emocje. Niektóre sceny były przepełnione grozą i smutkiem, inne humorem, dlatego z pewnością mogę stwierdzić, że przeżyjecie prawdziwy rollercoaster emocjonalny. Także występuje tu mnóstwo plot twistów, które sprawiały, że czasami musiałam odłożyć książkę oraz rozchodzi to, co właśnie przeczytałam. Jeśli chodzi o bohaterów, to Vanessa przypadła mi do gustu już od samego początku. Mimo, że czasami pokazywała swoje słabe strony, ostatecznie zapamiętałam ją, jako silną i niezależną kobietę, która walczy o swoje do końca. Natomiast, co do Aarona miałam sprzeczne emocje, nazwałabym to bardziej love-hate relationship. On jest raczej typem bohatera, którego albo się kocha albo nienawidzi. Zachowanie chłopaka nie raz potrafiło mnie wkurzyć, po czym na kolejnej stronie, uśmiech sam mi się cisnął na twarz, tylko i wyłącznie na wzmiankę o nim. Ogromnie mi się podobało to zestawienie bohaterów o sprzecznych charakterach, ponieważ to sprawiło, że historia stała się znacznie ciekawsza dla odbiorcy. Nie mogę nie wspomnieć również o tym, że książka jest dość cienka, także będzie idealna do przeczytania w 1-2 wieczory. Występują tutaj także krótkie rozdziały, co dla mnie osobiście jest ogromnym plusem. Akcja działa się szybciej, a ja mogłam się bardziej wkręcić w fabułę, która uwierzcie mi, była niesamowicie zaskakująca. Mam nadzieję, że moja recenzja będzie dla was przydatna 💗