Recenzje
Z masażem Ci do twarzy. Poznaj naturalne metody dbania o swoją urodę
Karolina Mazgaj, znana w mediach społecznościowych jako @Mazgajevska, w swojej książce "Z masaż Ci do twarzy" pokazuje, jak w świadomy i bezpieczny sposób włączyć automasaż do codziennej pielęgnacji. Autorka przedstawia techniki wykonywane dłońmi, a także z wykorzystaniem rollera, kamienia gua sha czy bańki chińskiej. Nie pomija również tematu estetycznego kinesiotapingu. Dużo miejsca poświęca mapie napięć twarzy, zwracając uwagę na to, że wygląd naszej twarzy może być powiązany z napięciami i postawą całego ciała. To zachęta do bardziej uważnej obserwacji własnych nawyków i sygnałów, jakie wysyła nam organizm. Ogromnym plusem publikacji są liczne fotografie, które ułatwiają prawidłowe odtworzenie poszczególnych technik. Sama instrukcja mogłaby nie być wystarczająca, dlatego wizualne przedstawienie kolejnych etapów zdecydowanie podnosi wartość praktyczną książki. Na uwagę zasługuje również estetyczne i przejrzyste wydanie, dzięki któremu korzystanie z poradnika jest wygodne i przyjemne. To wartościowa propozycja dla osób zainteresowanych naturalnymi metodami pielęgnacji, automasażem i świadomym dbaniem o siebie. Szczególnie poleciłabym ją tym, którzy chcą zacząć od prostych, codziennych rytuałów i wypracować dobre nawyki pielęgnacyjne.
Malbat znaczy grzech
Są takie książki, które czyta się dla romansu. Są takie, które czyta się dla akcji. A potem jest „Malbat znaczy grzech”, gdzie człowiek dostaje jedno i drugie, a do tego jeszcze sporą dawkę rodzinnych dramatów, lojalności i emocji. Jestem święcie przekonana, że ja jeszcze czekam w jakimś szalonym procesie rekrutacyjnym do Malbatu. Zdecydowanie bym się tam nadawała i była równie szalona, jak bohaterowie. No ale o tym za chwilę. „Malbat znaczy grzech” to kontynuacja losów bohaterów, których poznaliśmy w dwóch poprzednich tomach. Tym razem nasza banda popaprańców utknęła w pewnej wilii w Szwecji i na pomoc wezwała nestora rodu, który nie tylko miał zastąpić Hammera, ale i pomóc rodzinie w potrzebie. Czy i tym razem się wywiną z kłopotów? Od początku najbardziej urzekło mnie to, jak Zuzia kreuje swoich bohaterów. To nie są postacie jednowymiarowe, które można zamknąć w kilku słowach. Każdy z nich ma własne demony, motywacje i sposób patrzenia na świat. Co najlepsze, mimo tych wszystkich różnic tworzą rodzinę, za którą naprawdę chce się trzymać kciuki. I właśnie ten rodzinny aspekt kupił mnie chyba najbardziej. Malbat to nie jest idealna rodzina. Oni się kłócą, popełniają błędy i nie raz podejmują decyzje, które trudno nazwać rozsądnymi. A jednak w chwili zagrożenia stają za sobą murem. Ta lojalność i przywiązanie były wyczuwalne praktycznie na każdej stronie i sprawiały, że jeszcze bardziej angażowałam się w ich historię. Nie będę ukrywać, że od pierwszych stron mnie bawił wątek przepychanek baby kontra faceci. Fakt wprowadzenia nowego członka rodziny - Alberto, sprawił, że polubiłam ich jeszcze bardziej. Przysięgam, że nie wiem jak ten facet z nimi wytrzymuje. Musi ich bardzo kochać. Jeżeli chodzi o akcję, to autorka zdecydowanie nie oszczędza czytelnika. Mam wrażenie, że przez większość książki cały czas coś się działo. Nie było miejsca na nudę, zbędne zapychacze czy przeciąganie wydarzeń. Tu flaki mieszają się z zupą pomidorową i wciąż jest to smaczne. Ma na myśli ludzkie flaki. Kiedy wydawało mi się, że wreszcie będę mogła złapać oddech, fabuła znowu nabierała tempa. W efekcie praktycznie cały czas byłam ciekawa, co wydarzy się dalej. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że to nie jest historia dla każdego. Owszem, dostajemy tutaj masę świetnego humoru, ale ten humor jest czarniejszy, niż najbardziej czarny asfalt. W skrócie - nie dla wrażliwych duszyczek. To, że osobiście uważam książkę za świetną, nie oznacza, że jest ona pozbawiona wad. Największym minusem okazały się dla mnie opisy Szwecji. Biorąc pod uwagę, jak ważnym miejscem jest ona dla fabuły, liczyłam na trochę więcej klimatu i lepsze wykorzystanie lokalizacji. Mam wrażenie, że spokojnie można było mocniej oddać charakter tego kraju i sprawić, żeby czytelnik rzeczywiście poczuł, że znajduje się właśnie tam. Dostałam bohaterów, których nie da się jednoznacznie ocenić, masę zwariowanych sytuacji, sporą dawkę akcji i rodzinę, która pomimo ciągłych sprzeczek bez wahania skoczyłaby za sobą w ogień. „Malbat znaczy grzech” przypomniał mi, dlaczego tak bardzo polubiłam tę serię. To historia szalona, brutalna, momentami absurdalna, ale jednocześnie pełna serca. A jeśli kiedyś Malbat faktycznie otworzy rekrutację, to możecie być pewni, że wyślę swoje CV jako pierwsza. Tylko nie pytajcie o referencje. Myślę, że po tej książce mogłyby mi bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Maskarada
Najnowsza książka K.N. Haner "Maskarada" to kontynuacja historii Avy Sackler, która jest oskarżona o morderstwo i trafia do aresztu, gdy myśli, że to już koniec nagle pojawia się tajemniczy prawnik Daniel Ross. Mężczyzna chce jej pomóc jednak jest związany z ludźmi z półświatka dla których Ava jest jedynie transakcją. Dziewczyna boi się mu zaufać jednak nie ma wyboru, bo jest jej jedyną szansą w tym momencie. Po pewnym czasie pojawia się Santiago, który wiele ryzykuje pomocą Avie oraz Kadir, który zdecydowanie nie chce odpuścić i chce ją za żonę. Jedna kobieta, trzech mężczyzn i świat, w którym człowiek jest traktowany jak rzecz, wystawiany na licytacje, a jego przyszłość to transakcja, która decyduje o jego losie. Wielkie pieniądze i żądza rządzą światem i tylko nieliczni potrafią się temu oprzeć. Przed Avą staje pytanie komu zaufać? K.N. Haner zdecydowanie umie budować napięcie u czytelnika i sprawić, że bohaterowie na długo zostają w pamięci. Jest to historia pełna napięcia, niepewności oraz mroku, który wciąga w swój świat już od pierwszych stron. Tu nic nie jest oczywiste, a ta historia pokazuje, że czasem ludzie, którym ufamy najbardziej na świecie i ci, którzy powinni nas chronić okazują się najgorszymi wrogami.
Szef na jedną noc
Z tą lekturą zdecydowanie nie można się nudzić! To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i już wiem, że nie ostatnie. Ilość akcji, niespodziewanych zwrotów i emocji - szczególnie tych trudnych - jest bardzo duża i właśnie przez to ta historia staje się nieodkładalna. Fani motywu slow burn mogą czuć się nieco przytłoczeni. „Szef na jedną noc” to romans biurowy, w którym ważną rolę odgrywają cyferki, korporacyjne plotki, ale przede wszystkim uczucia, w szczególności zazdrość i zawiść, które przysporzą bohaterom mnóstwa problemów. Elea Thompson jest młodą i bardzo ambitną kobietą, która dostaje się na wymarzony staż do firmy Starling & Partners. Podekscytowana, a jednocześnie pełna stresu, już pierwszego dnia przeżywa ogromny szok, gdy jej szefem okazuje się mężczyzna, z którym spędziła szaloną noc dwa lata wcześniej. Nicolas Starling udaje, że nie pamięta kobiety, ale czy na pewno? Pewne jest natomiast to, że wróciły do niego wszystkie emocje, wspomnienia i urażone ego, bo przecież to on zawsze wychodził pierwszy z pokoju hotelowego. Bohater jest niezwykle stanowczy, władczy i pełen męskiej energii, co można odczuć w każdym wydawanym poleceniu czy rozkazie. Relacja Elei i Nicolasa to mieszanka pożądania, tęsknoty i napięcia. Pełna niedopowiedzeń, różnic charakterów, ale przede wszystkim fizycznego przyciągania. Na początku nieco dziwiło mnie, że Elea tak łatwo wybaczała błędy Nikolasa. Nieco później pokazała jednak pazurek oraz swoją kobiecą siłę i niezależność. Długo nie wiedziałam, jak ta historia się zakończy, bo bohater zepsuł po całości wiele kwestii w ich relacji, ale właśnie ten wątek dostarczył ogromu emocji. Jeśli szukacie historii pełnej wrażeń, niespodziewanych zwrotów akcji, a jednocześnie muśniętej biurową pracą, klimatem korporacji oraz spicy momentami, to „Szef na jedną noc” będzie dla Was przyjemną i szybką pozycją na jeden wieczór. 😉🤭
Nieplanowany układ
Bardzo lubię twórczość autorki, więc po tę książkę również musiałam sięgnąć. Już po opisie wiedziałam, że może mi się spodobać. Camille zawodowo osiągnęła wszystko, o czym mogła marzyć, lecz prywatnie nie jest szczęśliwa. Pragnie założyć rodzinę, dlatego postanawia wziąć dłuższy urlop i zacząć chodzić na randki, aby znaleźć odpowiedniego partnera. W jej życiu ponownie pojawia się Bryan, z którym kiedyś łączył ją krótki romans, jednak mężczyzna wyjechał z miasta. Teraz wrócił i zamierza zostać przyjacielem kobiety. Kiedy dowiaduje się o jej marzeniu, proponuje jej układ - przyjaźń z korzyściami, w ramach którego pomoże jej spełnić pragnienie posiadania dziecka. Czy taki układ ma szansę przetrwać? Camille zawsze miała wszystko dokładnie zaplanowane, lecz przy Bryanie zaczyna być bardziej spontaniczna i przestaje traktować wszystko tak poważnie. Przez trudną przeszłość narzuciła sobie wiele ograniczeń, które z czasem okazują się jej niepotrzebne. Bohaterowie bardzo się od siebie różnili, ale jednocześnie świetnie się uzupełniali. Bryan pokazał Camille, że czasami warto odpuścić i wyluzować, a ona uświadomiła mu, że jego dotychczasowe życie wcale nie dawało mu szczęścia. Podobało mi się również to, że główna bohaterka zdecydowała się na terapię i rozmowę z kimś o swoich problemach. Dzięki temu mogła lepiej zrozumieć siebie i swoje zachowanie. Z kolei opisy jej nieudanych randek niejednokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Relacja, która początkowo miała opierać się wyłącznie na przyjaźni z bonusami, zaczęła stopniowo przypominać prawdziwy związek. Bohaterowie musieli jednak dojść do tego we własnym tempie i nauczyć się rozumieć swoje uczucia. Jeśli macie ochotę na lekką komedię romantyczną z motywem friends with benefits, koniecznie sięgnijcie po tę książkę! Było spicy, słodko, ale również wzruszająco, czyli dokładnie tak, jak lubię. Ja polecam!