ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Echo zapomnienia

„Echo zapomnienia” K.E. December to drugi tom trylogii „Drzewo Życia”, który rozwija wydarzenia rozpoczęte w poprzedniej części i jeszcze mocniej wprowadza czytelnika w konflikt pomiędzy światem ludzi a niebiańskimi istotami. Emily nie jest już jedynie przypadkową uczestniczką rozgrywających się wydarzeń. Jej decyzje i czyny mają coraz większe znaczenie, a dokonanie czegoś, co do tej pory wydawało się niemożliwe, stawia ją w centrum zainteresowania anielskich zastępów. Zagrożenie staje się bardziej realne, konflikt przybiera na sile, a niewielkie Rootsville powoli przestaje być bezpiecznym miejscem. W tej części więcej miejsca poświęcono również relacji Emily i Samaela. Bohater coraz wyraźniej dostrzega, że dziewczyna nie jest mu obojętna, choć sam nie do końca potrafi zrozumieć, co właściwie do niej czuje. Ich więź rozwija się stopniowo i stanowi ważny element historii, jednak nie dominuje całkowicie nad głównym wątkiem. Autorka rozbudowuje wykreowany świat, przedstawia kolejne zasady rządzące niebiańską rzeczywistością i wprowadza nowych uczestników konfliktu. Dzięki temu fabuła nabiera większego rozmachu, choć momentami mnogość informacji, postaci oraz zależności może wymagać od czytelnika większego skupienia. Szczególnie osoby, które nie pamiętają dokładnie wydarzeń z pierwszego tomu, mogą początkowo potrzebować chwili, aby ponownie odnaleźć się w tej historii. Tempo jest nierówne. Niektóre fragmenty są dynamiczne i pełne napięcia, podczas gdy inne skupiają się głównie na rozmowach, emocjach bohaterów oraz wyjaśnianiu kolejnych elementów świata. Nie każdemu przypadną również do gustu decyzje podejmowane przez Emily, która momentami działa impulsywnie, jednak pasuje to do sytuacji, w jakiej się znalazła. „Echo zapomnienia” jest typowym tomem środkowym — rozwija rozpoczęte wcześniej wątki, komplikuje sytuację bohaterów i przygotowuje grunt pod finał trylogii. Nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania, ale zdecydowanie poszerza historię i pozostawia czytelnika z ciekawością dotyczącą dalszych wydarzeń. To propozycja przede wszystkim dla osób, które lubią urban fantasy, motywy aniołów, zakazanych sojuszy, walki pomiędzy dobrem a złem oraz relacje rozwijające się w cieniu nadchodzącej katastrofy. Dla mnie była to interesująca kontynuacja, choć nie wszystkie jej elementy angażowały mnie w takim samym stopniu.

Gypsygirlrecenzuje.blogspot.com/ Ewelina Pańczyk

Echo zapomnienia

Muszę przyznać, że na „Echo zapomnienia” czekałam z ogromną ciekawością. Pierwszy tom pozostawił mnie z mnóstwem pytań i zakończył się w takim momencie, że niemal od razu chciałam dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. Jednocześnie miałam świadomość, że kontynuacje często mają trudne zadanie, muszą nie tylko utrzymać poziom poprzedniej części, ale też zaoferować czytelnikowi coś nowego. Na szczęście K.E. December doskonale poradziła sobie z tym wyzwaniem. Najbardziej doceniam to, że powieść łączy w sobie wiele elementów, które tworzą spójną i wciągającą całość. Mamy tutaj dynamiczną akcję, sekrety odkrywane krok po kroku, skomplikowane relacje oraz bohaterów, którzy muszą mierzyć się nie tylko z zagrożeniami zewnętrznymi, ale również z własnymi słabościami i wyborami. Główną bohaterką książki autorstwa K.E. December pod tytułem „Echo zapomnienia” jest Emily Innocente, która z dnia na dzień przekonuje się, że od losu nie da się uciec. Wydarzenia z pierwszego tomu na zawsze odmieniły jej życie, a odkrycie prawdy o sobie sprawiło, że znalazła się w samym sercu konfliktu sięgającego początków istnienia świata. Każdy jej wybór niesie daleko idące konsekwencje, a tajemnicze znamię, które nosi, okazuje się kluczem do wydarzeń mogących zachwiać równowagą między Niebem a Ziemią. Wokół Emily zaczynają gromadzić się zarówno sprzymierzeńcy, jak i wrogowie, dziewczyna musi nauczyć się funkcjonować w rzeczywistości, w której nikomu nie można ufać bezgranicznie. Dawne przekonania tracą znaczenie, a granica między dobrem i złem staje się coraz mniej wyraźna. U jej boku pozostaje Samael, anioł, który coraz częściej kieruje się sercem zamiast obowiązkiem. Do czego ich to doprowadzi? „Echo zapomnienia” to kontynuacja, która nie tylko spełniła moje oczekiwania, ale pod wieloma względami okazała się jeszcze bardziej angażująca od pierwszej części. To historia pełna tajemnic, emocji, trudnych wyborów i świetnie wykreowanych bohaterów, którzy nieustannie się rozwijają. Emily z każdą kolejną stroną pokazuje swoją siłę i determinację, a jej droga udowadnia, że największe bitwy często toczą się nie tylko z przeciwnikami, ale również z samym sobą. Relacja między bohaterami, rozwój świata przedstawionego i coraz bardziej skomplikowana intryga sprawiają, że trudno pozostać obojętnym wobec tej historii. Czytając książkę od pierwszych stron poczułam, że wracam do świata, którego naprawdę mi brakowało. Autorka nie traci czasu na długie wprowadzenie, tylko płynnie kontynuuje wydarzenia, pozwalając ponownie zanurzyć się w historii pełnej tajemnic, niebezpieczeństw i nieoczywistych bohaterów. Najbardziej ujęło mnie to, że mimo widowiskowej fabuły i fantastycznego świata w centrum wciąż pozostają bohaterowie oraz ich emocje. Ich lęki, rozterki i wybory sprawiają, że cała historia nabiera autentyczności. Czytając, miałam wrażenie, że razem z nimi odkrywam kolejne sekrety i próbuję odnaleźć się w rzeczywistości, w której jeden nieprzemyślany krok może zmienić losy obu światów. „Echo zapomnienia” to historia, w której fantastyczny świat przeplata się z trudnymi wyborami, skomplikowanymi relacjami i pytaniami o to, czym naprawdę jest przeznaczenie. Jeśli lubicie fantastykę z anielskimi motywami, nieoczywistymi postaciami i historiami, w których każda decyzja ma swoje konsekwencje, ta seria zdecydowanie zasługuje na uwagę. 

Snieznooka Wróblewska Agata

Emisariusz. Powieść z Uniwersum gry Chernobylite

Zwróciłam uwagę na tę książkę przede wszystkim ze względu na <strong>motyw multiwersum i podróży między równoległymi światami.</strong> Kiedy dodatkowo zobaczyłam, kto jest jej autorem, od razu wiedziałam, że będzie świetna. Czytałam wcześniej „Szczury Wrocławia” tego autora i całkowicie przepadłam. Jeśli jeszcze ich nie znacie, również gorąco polecam. Wracając do „Emisariusza” - ta książka ma świetnie wykreowany świat, który wciągnął mnie od pierwszych stron. Autor stopniowo odkrywa kolejne elementy fabuły i nie zasypuje czytelnika ogromem informacji już na początku, co bardzo mi się podobało. Wszystko zostało tu naprawdę dobrze przemyślane. Nie brakuje dynamicznej akcji, ale równie dużo uwagi poświęcono bohaterom. Bardzo polubiłam głównego bohatera i mocno mu kibicowałam. Podobało mi się, że popełniał błędy, miał swoje wątpliwości i nie był niezniszczalnym herosem. Dzięki temu wydawał się bardziej autentyczny. Jeśli lubicie science fiction, postapokalipsę i motyw multiwersum, to „Emisariusz” zdecydowanie powinien trafić na Waszą listę. Jestem tą książką zachwycona i zdecydowanie chcę więcej, zwłaszcza po takim zakończeniu. Autor zostawił mnie z ogromnym niedosytem.

czytelnicza_kraina Pawłowska Barbara

Malbat znaczy grzech

Jako ogromna fanka tej serii od dawna, na trzeci tom czekałam jak dziecko na prezent pod choinką. Pierwszą i drugą część pochłonęłam w tempie, które do tej pory wydaje mi się lekko podejrzane. Nie wiem, gdzie zniknął ten czas, ale jestem prawie pewna, że Malbat maczał w tym palce. A kiedy okazało się, że mogę zostać recenzentką tej książki? Cóż… moje książkowe serce zrobiło salto, drugie salto i prawdopodobnie jeszcze jedno, którego fizyka nie przewiduje. I teraz mogę powiedzieć jedno: Zuza, zrobiłaś kawał świetnej roboty. „Malbat znaczy zemsta” to dokładnie ten rodzaj historii, przy której człowiek pokłada się na podłodze ze smiechu, po czym przypomina sobie, że właśnie czyta o mafii i teoretycznie powinno być poważnie. Teoretycznie. Bo Malbat ma własną definicję powagi. Przed rozpoczęciem lektury przygotowałam sobie trzy kupki fioletowych zakładek. Trzy. Bo przecież znałam już Zuzę i wiedziałam, że będę zaznaczać fragmenty, przy których będę płakać ze śmiechu. Byłam na to gotowa, niestety albo i stety zakładki skończyły się przed dziesiątym rozdziałem. I naprawdę nie wiem, czy potrzebny jest lepszy dowód na to, jak bardzo ta książka potrafi rozbawić. Ale najlepsze jest to, że humor nie zabija napięcia. Wręcz przeciwnie. Zuza idealnie balansuje między jednym a drugim. Bo normalna mafia zamknięta w domu na odludziu, z poczuciem zagrożenia i świadomością, że ktoś może na nich polować, prawdopodobnie dawno zaczęłaby się wzajemnie podejrzewać, oskarżać i czekać, kto pierwszy eksploduje. Ale nie Malbat. Nasza wesoła kompania nawet w kryzysie potrafi zrobić taki chaos, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy oni bardziej potrzebują ochrony przed wrogami, czy przed samymi sobą. I tutaj wielkie brawa dla Alberto. Naprawdę. Nie wiem, czy istnieje jakieś odznaczenie za cierpliwość do ludzi, którzy regularnie wystawiają zdrowie psychiczne na próbę, ale jeśli istnieje, Alberto powinien je dostać. Ja odpadłabym już po akcji ze spaloną furą. Prawdopodobnie zaczęłabym pakować walizki, zmieniać nazwisko i udawać, że nigdy ich nie poznałam. A teraz przejdźmy do bohaterów. Patricia. Ilość razy, kiedy miałam ochotę wejść do książki i palnąć ja w ten jej plastikowy łeb za jej akcje z Christianem, jest imponująca. Ten jej plastikowy poziom pewności siebie momentami naprawdę wystawiał moje nerwy na próbę. Ale najgorsze jest to, że działała. Bo skoro postać potrafi wywołać we mnie takie emocje, to znaczy, że autorka zrobiła swoją robotę. Za to Neil... On to zupełnie inna historia. Tutaj moje serce zrobiło miękkie "ojej". Obserwowanie jego zauroczenia było po prostu rozczulające. I właśnie takie momenty sprawiają, że ta seria działa. Bo chwilę wcześniej śmiałam się z tego co znów odwalili, a chwilę później siedzę i cierpię jakby to ze mną zerwał chłopak.. No i Benny. Najnowszy nabytek Malbatowej rodzinki Naprawdę trzymam kciuki za jego relację z Mamutem. Po całym chaosie, dramach i emocjach, jaki funduje nam Malbat, człowiek potrzebuje chociaż odrobiny szczęścia. Nawet jeśli to szczęście przychodzi w najbardziej absurdalnym możliwym wydaniu, i wygląda jak góra mięśni w męskim ciele. A Kameleon? Tu Zuza chyba po prostu postanowiła zrobić sobie zabawę moim kosztem. Kilka razy byłam absolutnie pewna, że już wiem, kto nim jest. Miałam teorię. Byłam dumna. Prawie przyznałam sobie medal za detektywistyczne zdolności. I wtedy Zuza robiła swoje: "Potrzymaj mi piwo". Moja teoria umierała. Moja pewność siebie też. A ja zaczynałam się zastanawiać, dlaczego w ogóle uwierzyłam, że jestem mądrzejsza od autorki. I na koniec moja oficjalna skarga. Zuza. Cliffhanger? Naprawdę? Jestem przekonana, że gdzieś istnieje paragraf na autorów, którzy zostawiają ludzi z takim finałem i potem oczekują, że będziemy normalnie funkcjonować. Nie będziemy. „Malbat znaczy zemsta” to kolejny dowód na to, że Zuzanna Gromadzińska świetnie wie, jak stworzyć historię, która bawi, stresuje i zostaje w głowie. Czy jestem obrażona za zakończenie? Tak. Czy będę czekać na kolejny tom? Niestety tak, bo najwyraźniej czytelnicy też mają swoje toksyczne relacje. Tylko zamiast czerwonych flag mamy piękne okładki.

Ava&#39;s book corner Kowalska Beata

Połączeni miłością. #1. Związani umową

Umowa na związek. Umowa na... miłość? Macie ochotę na emocjonalny rollercoaster? Najnowsza książka autorki, która trafiła w moje ręce, to właśnie niezła przejażdżka. Ta lektura to emocje, to uczucia, które rodzą się tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa. Życie Sary legło w gruzach po śmieci ojca. Jednak ostatnia wola zmarłego wywraca jej świat do góry nogami. Zgodnie z testamentem, jeśli Sara chce zachować firmę, musi stanąć na ślubnym kobiercu z mężczyzną, którego wybrał jej ojciec. Właśnie w taki oto sposób na jej drodze pojawia się Tobias - chłodny, opanowany i bezwzględnie przystojny. Mężczyzna również nie jest zachwycony tym przymusowym układem, ale ma zbyt wiele do stracenia, by protestować. Poza tym... Sarze niczego nie brakuje jest młoda, piękna i intrygująca. Autorka wie co robi. Droga od niechęci do głębokiego uczucia została nakreślona interesująco. Wzloty i upadki bohaterów sprawiają, że kartki same się przewracają. Kiedy Sara i Tobias przestają na siebie warczeć, ich relacja pogłębia się i wybucha. Ale czy wszystko może iść tak jakby czytelnik sobie życzył? Oczywiście, że nie! Pojawiają się niechciane pocałunki i była narzeczona, która sama nie wie czego chce. A może wie? #połaczenimiłością to uzależniająca opowieść o tym, że serce nie słucha rozsądku, a najtrudniejsze bitwy toczymy sami ze sobą. Jak kochamy to na całego, a jak nienawidzimy to całkowicie. Sami sprawdźcie czy umowa może przynieść coś pozytywnego.

ewela_czyta Polińska Ewa