Recenzje
Nowe Ziemie. Poszukiwanie życia w kosmosie
„Nowe ziemie” dostarczyły mi wszystkiego tego, czego spodziewałam się po lekturze „Małej księgi egzoplanet”, a czego ostatecznie tam nie dostałam - czyli przede wszystkim FAKTYCZNYCH EGZOPLANET. Autorka bardziej niż na żmudnych wielostronicowych opisach metod badawczych i stojącej za nimi fizyki skupia się bowiem na wynikach tych badań, płynących z nich wnioskach i kolejnych możliwych krokach. Ale to nie wszystko! Mimo że „Nowe ziemie” są książką raczej krótką (aż chciałoby się powiedzieć, że za krótką), to znajdziemy w nich wręcz kompleksową dawkę wiedzy - od procesu tworzenia się gwiazd i planet, przez teorie na temat powstania życia i jego możliwego rozwoju w innych zakątkach kosmosu, po sposoby odkrywania i klasyfikowania nowych ciał niebieskich. Przez moment obawiałam się, że będzie to pozycja zbyt podstawowa, że nie dowiem się niczego nowego, ale na szczęście oprócz informacji raczej początkowych (jeśli choć trochę interesujecie się kosmosem) książka ma do zaoferowania również naprawdę dużo ciekawostek. Bardzo podoba mi się już sam sposób, w jaki Lisa Kaltenegger patrzy na poszukiwania życia w kosmosie, w jaki jej mózg podchodzi do tematu na intrygujące sposoby, przygląda mu się pod różnymi kątami i prowadzi do szalenie interesujących przemyśleń i wniosków. W dodatku autorka zajmuje się modelowaniem tego, jak mogą wyglądać egzoplanety oraz jak wyglądała Ziemia i życie na niej na przestrzeni milionów lat. How cool is that? Widać, że duży wpływ na jej życie miał Carl Sagan i bije od niej ten sam zachwyt nad światem. Wizja, którą buduje w swojej książce, jest spektakularna i zachwycająca, a równocześnie opisana z lekkością i humorem, tak ładnie i przystępnie, że może jej doświadczyć każdy czytelnik na każdym poziomie wtajemniczenia w astronomiczne arkana. Lektura tej książki uświadamia nam, jak wiele już wiemy, ale również, jak nieporównywalnie więcej jest jeszcze do odkrycia - i w kwestii kosmosu, i naszej własnej planety - a także, że paradoksalnie dokonania w tej pierwszej dziedzinie mogą bardzo pomóc nam przy drugiej. Moim zdaniem to jeden z niezwykle ciekawych a równocześnie nieoczywistych aspektów badań kosmicznych - jak daleko możemy zapuścić się w odmęty wszechświata, żeby ostatecznie dowiedzieć się czegoś o sobie samych. Pojawiają się tu jeszcze dygresje nawiązujące do życia autorki, które jednak ostatecznie zawsze mają związek z tematem książki i również wypadają ciekawie (bardzo podobała mi się na przykład ta o kobietach w nauce). „Nowe ziemie” to niezwykle przyjemna lektura i na pewno must read dla wszystkich fanów kosmosu.
W jego rękach. Iluzja
☆ Dla młodej Ayleen to zdrowie matki jest priorytetem. W związku z tym po utracie pracy w pizzerii podejmuję się pracy zaproponowanej przez bratową. Pracy, która jej zmysły stawia w pogotowiu i które... jej nie zwodzą. Trafia bowiem do świata bezwzględnego, trafia w ręce jego - Collina Stewarda, nie zwykłego szefa, bo bossa mafii. Oficjalnie zostaje jego asystentką, a nieoficjalnie? Ile iluzji w nich tkwi i co się stanie, stanie się prawdą? ☆ Aaaa, jak tak można? Odużyła, nakręciła i... uff ... ciśnienie, które czuję rozsadzać mnie będzie jeszcze dni, więc od razu mówię! Kontynuacji potrzebuje na już! Z tym piórem spotykam się poraz pierwszy i już wiem, że trafiło perfekcyjnie w to co lubię - mroczny duszny klimat, intensywne seksualne napięcie, budowane w sposób niezwykle drobiazgowy i fabułę, która przyprawia o dreszcze. ☆ Pierwszy rzut oka pokazuje nam drapieżnika i ofiarę. Ayleen to czysta niewinność i dobra dusza, którą można sterować. Collin zaś to kamienna twarz, bezlitosny i oschły typ, morderca. Ale... to jakimi ich się tu odkrywa to czyste cudo. Okazuje się że Ayla potrafi się postawić, a jej przeszłość to historia, o której można by napisać osobną książkę. I w nim wyzwala, naturę głęboką ukrytą, pod płaszczem rodzinnej tragedii. Gdzie blizny nosi się dumnie nie tylko na ciele, okaleczone jest przedewszystkim serce. ☆ Genialnym jest to jak autorka manewruje głównym bohaterem ukazując jego zmienne nastroje i po cichu to, jak ta harda dziewczyna zaczyna krążyć w jego krwioobiegu. Niesamowitym smaczkiem jest tez braterska więź i pozwalanie na więcej w komiczno-mrocznym stylu, czyli szalonej dwubiegunowości o imieniu Cayden. Rety tego gościa pokochałam na zabój i czekam też na jego historię. To będzie petarda! Tu się dzieje. A wartych uwagi bohaterów tu jest więcej. Nie zliczę ile razy miałam chęć wytargać sztuczną i pustą lalunie, "partnerkę" bossa - Camille, a ile tą jej pseudoszczerą bratową. Swoje "ale" znajdę też i na Ayleen matkę! Tu przemoc dzieje sie w psychice. Szok ☆ Jednak największą dumą tej historii są oni. Dwie zranione dusze, ukryte za pozorami, za namiastką, iluzją szczęścia. Bezwzględny świat, ktorym rządzą intrygi, adrenalina, popęd s€ksualny i to taki, który niezwarza się na przemoc. W nim rządza zemsty, oczekiwanie, a bezpieczną ostoją czułe ramiona. ☆ Ta historia nie przyłącza, nie pokazuje nic na siłe, dokładnie zaś buduje kawałek po kawałeczku. Czyta się ją lekko, a budowany klimat zagrożenia, manipulacji i tajemnicy trzyma do samego końca. ☆ Nic tylko czytać... I czekać. Więc czekam. Cudo ♡ Łapcie
Adicción perfecta: W cieniu obsesji
Recenzja: Z początku książka bardzo mi się podobała, jednak po kilkudziesięciu stronach zaczęłam odczuwać zmęczenie zbyt szybką akcją. Ciągłe zwroty wydarzeń i nieustannie pojawiające się nowe sytuacje sprawiały, że brakowało mi choć jednego spokojniejszego rozdziału, który pozwoliłby złapać oddech. To niestety zaczęło mi przeszkadzać. Mam wrażenie, że autorka poprowadziła całą historię w dość chaotyczny sposób. Gdyby nieco zwolniła tempo, mogłabym powiedzieć, że naprawdę podobał mi się jej styl pisania. . Jeśli chodzi o bohaterów, momentami gubiłam się w tym, kto z kim i jakie relacje ich łączą. Przez to książkę czytało mi się dość ciężko, zwłaszcza że została połączona z ogromną brutalnością wobec kobiet. Główna bohaterka od samego początku była poniżana, co również sprawiało, że lektura momentami była po prostu nieprzyjemna. Spodziewałam się raczej czego innego po opisie. Mimo wszystko końcówka na tyle mnie zaciekawiła, że z ciekawości sięgnę po kolejną część.
Regret Me Not
Vegas i przypadkowy ślub po alkoholu oraz facet, który od dwóch lat nadal traktuje tę relację serio? No przepraszam bardzo, ja w to weszłam OD RAZU 😏🔥 Cove i Cal to totalne przeciwieństwa. Ona jest chaotyczna, spontaniczna, żyjąca chwilą i uciekająca od problemów szybciej niż od niewygodnych rozmów. A on jest poukładany, spokojny, elegancki pan księgowy, który wygląda jak człowiek mający zaplanowane nawet oddychanie. I właśnie ta różnica charakterów była dla mnie jednym z najmocniejszych elementów tej historii. Ich dialogi miały fajny flow, chemia była wyczuwalna praktycznie od początku, a między nimi czuć było takie przyjemne napięcie w stylu: okej… oni ewidentnie nie są sobie obojętni😏 Nie obyło się bez zgrzytów. W pewnym momencie naprawdę zaczęło mnie męczyć to ciągłe podważanie przez nich oboje, czy ta relacja w ogóle coś znaczy. Ich zachowanie wobec siebie praktycznie od początku mówiło samo za siebie, chemia była oczywista, troska też, a mimo to Cove uparcie próbowała wmówić sobie, że to wszystko nic nie znaczy. I okej, rozumiem lęk przed zaangażowaniem, ale chwilami było tego po prostu za dużo. Do tego końcówka…miałam moment, gdzie emocjonalne domykanie historii trwało już trochę za długo i lekko uciekło tempo. Mimo to naprawdę dobrze się przy tej książce bawiłam. To nie jest historia, która wywróci romansowy świat do góry nogami ale jest idealna, kiedy chcemy czegoś romantycznego, ciepłego i z bohaterem, który wzdycha bardziej czynami niż słowami 😏
Titek na placu zabaw
Lubię poznawać nowe serie książkowe, w których emocje dziecka i codzienne wyzwania to temat przewodni. Znacie już Titka i jego rodzinę? My dopiero poznaliśmy i już wiem, że będziemy musieli koniecznie nadrobić czytanie poprzednich części. „Titek i kłótnia z Tosią” Kto by pomyślał, że czas rysowania laurek dla babci okaże się tak emocjonujący. I to wszystko przez jedną żółtą kredkę. No właśnie, żółta kredka była tylko jedna, a zarówno Titek jak i Tosia potrzebowali jej użyć. W tym samym momencie. Więc nie obyło się bez kłótni. Na szczęście rodzeństwo znalazło rozwiązanie tej sytuacji i dokończyli malowanie laurek w zgodzie. „Titek na placu zabaw” Titek wraz z tatą i siostra wybiera się na plac zabaw. Przed rozpoczęciem zabawy tata przypomina dzieciom zasady bezpieczeństwa, które razem ustalili. Pojawia się także małe wyzwanie, bowiem Titek zapomniał z domu wiaderka, które bardzo potrzebuje. Obie historie opowiadają o potrzebach i emocjach dzieci, które pojawiają się w codziennych, zwykłych sytuacjach. Uczą rozwiązywania problemów i współpracy. Zaskoczyło mnie, że podczas kłótni Titka z Tosią, mama pozostawiła problem do rozwiązania przez dzieci. I tutaj pojawia się także poradnik dla rodzica, aby nie ingerować w każdą konfliktową sytację. Każda książka kończy się kilkoma radami skierowanymi do rodziców. Ogromnym atutem tej serii są ilustracje i bardzo estetyczne wydanie. Z pewnością ta seria zostanie z nami na dłużej