Recenzje
Ciało wie lepiej. Przewodnik po nowoczesnej nauce o odporności
„Ciało wie lepiej” to książka, dzięki, której zyskujemy szansę na lepsze poznanie swojego ciała i docenienie jego funkcjonalności. Ludzki organizm pokazany jest w niej jako zmieniający się, system, który czasem zawodzi - gdy dzieje się „za dużo” układ odpornościowy może przestać działać. Z książki dowiemy się, że prowadzi on nieustanną walkę o przetrwanie, a to, co jemy, jak żyjemy i czego doświadczamy wpływa na jego kształtowanie się. W poradniku znajdziemy ogrom wiedzy teoretycznej (można nawet powiedzieć, że naukowo-akademickiej), a także ciekawostek i metafor, które ułatwiają jej przyswojenie - mimo to książka jest raczej do czytania „na raty”, niż „pochłonięcia w całości na raz”. To wymagająca, angażująca lektura, która daje poczucie sprawczości i nadzieję, że ciało nie działa przeciwko nam, a raczej niewystanie probuje chronić, równocześnie skłaniając do refleksji, troski i uważności na wysyłane przez nie sygnały. Zyskujemy tu szansę na spojrzenie na organizm z trochę innej perspektywy, bardziej wyrozumiałej perspektywy.
Włoskie komplikacje
„A ty jesteś moją słabością, z którą nie mogę sobie poradzić”. Miało być pięknie. Włoskie wesele najlepszej przyjaciółki, mnóstwo słońca i zapach brzoskwiń. Brzmi jak bajka, prawda? I tak by było, gdyby nie on… Miała udawać jego narzeczoną?! To będzie katastrofa! Wielka włoska katastrofa! A może jednak nie? Iskry, przytyki i latające wazony. Czy wszyscy to przetrwają? „-Nienawidzę swojego narzeczonego. /…/ -Ze wzajemnością”. Fake dating? Age gap? Brat najlepszej przyjaciółki? Włoski klimat? Mnie nawet nie trzeba było namawiać! Miałam przeczucie, że ta książka bardzo mi się spodoba, ale nie sądziłam, że będę się tak świetnie bawić. Prolog i pierwsze parsknięcie śmiechem. Już wtedy wiedziałam, że będzie dobrze. „Włoskie komplikacje” to historia tak cudownie lekka, przyjemna i zabawna, że nie miałam ochoty jej odkładać. Pochłonęłam ją na raz zachwycona każdym uśmiechem, który pojawił się na mojej twarzy. Ta nienawiść pomiędzy głównymi bohaterami, iskry, zaczepki, to jak cudownie się denerwowali było doskonałe. Dodatkowo ten włoski klimat taki słoneczny i sielski, charakterne włoszki, przystojni włosi i winnica. Czułam się jak na wakacjach. Autorka zabrała mnie w szaloną podróż do słonecznej Italii, a ja nie chciałam z niej wracać. Dużo dobrego humoru, słońca, chemii i pikanterii. Ta książka przypominała mi moje ulubione komedie romantyczne. Takie włoskie szaleństwo. Szybkie tempo, przedślubna gorączka i intrygi. Cudownie się bawiłam! Pojawiły się motylki w brzuchu i rumieńce na policzkach. Uwielbiam takie historie! Lekkie, komfortowe, ale też z charakterkiem. Lisa Urocza i niezdarna, ale potrafiła pokazać pazurki. Mam słabość do takich bohaterek, bo dostrzegam w nich cząstkę siebie. Była słoneczkiem. Pragnęła szczęścia swojej najlepszej przyjaciółki, a to wesele musiało być idealne. Ale udawanie narzeczonej człowieka, który wcześniej zadał jej cios prosto w serce? To mogło się nie udać… Adam Gburowaty architekt, który niedawno zakończył wieloletni związek. Czuł nienawiść Lisy, z radością odpowiadał na każdą zaczepkę, ale nadal nie chciał udawać zakochanego. Jednak czego się nie robi dla młodszej siostry? „-Jesteś moim utrapieniem, kochanie. /…/ -Dziękuję”. Nienawiść i iskry. To chyba nigdy mi się nie znudzi, a tutaj iskrzyło tak mocno! Oni sobie dokuczali, a ja śmiałam się głośno. Polubiłam też bohaterów drugoplanowych i ich wybuchowe charaktery, tak prawdziwie włoskie. Po zamknięciu książki nadal bolały mnie policzki od tego uśmiechu. Czytanie było czystą przyjemnością. Poczułam taki wakacyjny klimat, promienie słońca na ciele, zapach brzoskwiń, ten spokój, ale też włoski chaos. Wyobrażałam sobie te wschody słońca i jogę pośród winorośli. Po chwili znów zaczynało się szaleństwo, a mój uśmiech był coraz większy. Gorąca kawa, słoneczne popołudnie i ta historia. To była niedziela idealna. Odpoczęłam, naładowałam baterie przed kolejnym tygodniem i bawiłam się naprawdę doskonale. Czy kiedyś wrócę do Włoch i tej historii? Och, zdecydowanie! Bardzo pozytywnie mnie ta książka zaskoczyła i z przyjemnością nadrobię też pozostałe książki autorki. Polecam!
Włoskie komplikacje
Znasz jakieś komedie romantyczne? Książka/ film? - bo dla mnie to idealny motyw przewodni majówki! Takie komedie mają w sobie coś niezwykle przyjemnego. Ja raczej nie jestem romantykiem, a one dają mi nadzieję, obiecują lekkość, humor, może też trochę tajemnic sprzed lat! Fabuła skupia się na Lisie początkującej cukierniczce, która przyjeżdża do Włoch na ślub najlepszej przyjaciółki. Zamiast beztroskich wakacji, czeka ją jednak spotkanie z Adamem, poważnym architektem i starszym bratem panny młodej. Emma, czyli panna młoda od początku ma sprytny plan i teraz muszą udawać narzeczeństwo. Nie jest to relacja oparta na miłości, ale coś ich do siebie przyciąga, pomimo tego, że od lat się nie lubią. Ten klasyczny motyw „fake dating” daje nam wejście do romantycznej komedii pełnej kłótni, sarkazmu i nieoczekiwanych sytuacji. Która o dziwo, naprawdę mi się podobała! W tej książce najlepszą częścią są dialogi i humor. Nasza para jest tak charakterna, że klękajcie narody. Ich słowne przepychanki, ironia i dynamiczna relacja to coś, przez co serio uśmiechałam się, czytając o ich perypetiach! Bohaterowie są skrajnie różni, przez co mamy dużo takich sytuacji kuriozalnych, które napędzają fabułę. Jednak nie obyło się też bez minusów. Podczas czytania i po zakończeniu jej czułam taki ogromny niedosyt. Bo ta historia jest napisana bardzo lekko, a nie wszystko, co tutaj poruszamy, jest lekkie. Trochę zabrakło mi takich głębszych emocji. I też to, co zauważyłam to takie pomijanie ważnych wątków albo niedawanie im wystarczającego czasu na rozwinięcie się, bo mogłoby to skutkować zmianą fabularną czy zmianą charakteru. I niestety to jest chyba problem romansów, bo to jest już któraś z rzędu, którą czytam, właśnie z tym samym problemem. I to, co bolało mnie po prostu najbardziej to, fakt, że bohaterowie znajduje się w tak pięknym miejscu a oni się tym ani nie zachwycają, ani o tym nie mówią jakoś za dużo. Bo o ile jakieś wzmianki rzeczywiście są, tak brawowało mi opisów, które pozwalają nam zagłębić się w to miejsce. Dla mnie takie 3,5⭐. Lekka i przyjemna. To wydanie jest boskie swoją drogą! Ja jej napewno nie odradzam.
Włoskie komplikacje
To historia Lisy i Adama, którzy od pierwszego spotkania totalnie nie potrafią się dogadać. Ona jest żywiołowa, trochę chaotyczna i mówi to, co myśli, on z kolei poukładany, zdystansowany i raczej oszczędny w emocjach. Ich relacja zaczyna się od spięć, złośliwych komentarzy i niezręcznych sytuacji, ale wszystko zmienia się, kiedy są zmuszeni spędzać ze sobą więcej czasu i udawać parę. Z czasem okazuje się, że pod tą warstwą wzajemnej irytacji kryje się coś znacznie bardziej skomplikowanego i jednocześnie bardzo prawdziwego. Lisa to bohaterka, którą naprawdę da się polubić. Jest trochę nieogarnięta, działa impulsywnie, ale ma w sobie dużo ciepła i autentyczności. Nie jest idealna i właśnie to sprawia, że wypada tak dobrze. Z kolei Adam to jej totalne przeciwieństwo - spokojny, poukładany, momentami wręcz chłodny. I to zestawienie działa świetnie. Ich relacja rozwija się w bardzo przyjemny sposób - od niechęci, przez docinki, aż po momenty, w których zaczynają się naprawdę rozumieć. To wszystko jest pokazane bez przesady, bardzo naturalnie, co sprawia, że aż chce się śledzić każdy kolejny etap. Bardzo dużym plusem jest też klimat całej historii. Włoskie tło robi tu robotę - czuć słońce, wakacyjną atmosferę i ten luz. To nie jest tylko dekoracja, ale coś, co naprawdę wpływa na odbiór książki. Czytając, miałam wrażenie, jakbym sama na chwilę wyrwała się z codzienności i przeniosła w zupełnie inne miejsce. To jedna z tych książek, które potrafią poprawić nastrój. Dużo uroku dodaje też humor. Nie jest nachalny ani wymuszony, tylko wynika z sytuacji i charakterów bohaterów. Niezręczne momenty, udawanie związku, drobne sprzeczki - wszystko to tworzy bardzo przyjemną, lekką atmosferę. Kilka razy naprawdę się uśmiechnęłam, a to zawsze jest dla mnie duży plus. Fajnie wypadają też postacie drugoplanowe, które nie są tylko tłem. Wnoszą do historii dodatkową energię i sprawiają, że całość jest bardziej „żywa”. Dzięki nim fabuła nie kręci się wyłącznie wokół głównych bohaterów, tylko ma trochę szerszy kontekst. Podobało mi się również to, że mimo lekkiej formy książka przemyca coś więcej. Są tu momenty pokazujące, jak trudno czasem się otworzyć przed kimś innym albo wyjść poza swoją strefę komfortu. Nie jest to jednak podane ciężko czy moralizatorsko - raczej delikatnie, w tle, co tylko dodaje historii głębi. Motyw udawanego związku i relacji „od niechęci do czegoś więcej” jest tu naprawdę dobrze wykorzystany. Nie ma wrażenia powtarzalności czy nudy - wszystko rozwija się w tempie, które wydaje się naturalne i angażujące. Dzięki temu łatwo się w to wciągnąć i kibicować bohaterom. Podsumowując - to bardzo przyjemna, lekka i wciągająca historia, która świetnie sprawdza się jako odskocznia od codzienności. Ma w sobie humor, emocje i fajny klimat, a bohaterowie są na tyle autentyczni, że naprawdę chce się ich poznać bliżej. Idealna książka na moment, kiedy potrzebuje się czegoś pozytywnego i po prostu dobrze napisanego.
Włoskie komplikacje
„Włoskie komplikacje” autorstwa Zuzanny Kulik to moje pierwsze spotkanie z piórem tej autorki i muszę przyznać, że było ono wyjątkowo udane. Sięgając po tę książkę, liczyłam na lekką historię z romantycznym klimatem, ale dostałam coś znacznie więcej niż tylko prosty romans. Już od pierwszych stron urzekł mnie styl autorki, niezwykle lekki, ciepły i naturalny. To jedna z tych książek, które czyta się niemal bezwiednie, bo historia sama niesie czytelnika dalej. Strony uciekają w zaskakującym tempie, a każda kolejna scena sprawia, że chce się zostać w tym świecie jeszcze trochę dłużej. Ogromnym atutem tej powieści jest chemia między bohaterami, subtelna, ale wyczuwalna od samego początku. Autorka pięknie buduje napięcie poprzez spojrzenia, drobne gesty i niedopowiedziane myśli. To taka relacja, która rozwija się powoli, naturalnie, bez pośpiechu, dzięki czemu emocje są autentyczne i bardzo łatwo się w nie zaangażować. Całość dopełnia magiczny klimat Włoch, pełen słońca, ciepłych wieczorów, wspólnych posiłków i rozmów przy stole. W tle nieustannie obecna jest rodzina, która wnosi do historii ogrom serca, ciepła i lekkiego chaosu. Uwielbiam ten motyw, kiedy bliscy, z troski i miłości, próbują delikatnie (albo mniej delikatnie) pchnąć bohaterów ku sobie. Tutaj zostało to pokazane w cudowny, zarazem bardzo uroczy sposób. Jako czytelniczka kocham motywy forced proximity i one bed, więc ich obecność była dla mnie czystą przyjemnością. Takie sceny zawsze budują wyjątkową bliskość, napięcie i intymność i dokładnie to dostałam. Do tego dochodzi motyw rodziny, która próbuje wyswatać bohaterów, co tylko potęguje romantyczny klimat i sprawia, że serce bije trochę szybciej. Pod tą ciepłą, romantyczną historią kryje się jednak ważne przesłanie. „Włoskie komplikacje” pięknie pokazują, jak niedopowiedzenia potrafią ranić, niszczyć przyjaźnie, miłość i poczucie własnej wartości. Jak łatwo jest coś sobie dopowiedzieć, zamiast po prostu zapytać. To książka, która przypomina, że rozmowa i uważne słuchanie partnera są fundamentem każdej relacji, a pochopne wnioski potrafią odebrać szansę na szczęście. Podsumowując, jest to ciepły, romantyczny romans, który otula jak włoskie słońce i zostawia po sobie bardzo dobre emocje. To historia o bliskości, miłości, rodzinie i tym, jak ważne jest, by mówić i słuchać zanim będzie za późno. Dla mnie było to niezwykle udane pierwsze spotkanie z twórczością Zuzanny Kulik i mam ogromną ochotę od razu sięgnąć po kolejne książki autorki.