Recenzje
Dzika nadzieja. Uzdrawiające słowa, które pomagają znaleźć światło w mroczne dni
Dziennik Nel
Jeśli jesteście fanami filmu „piepzyc Mickiewicza” to ta książka będzie dla was idealna! Poznajemy tutaj głębiej 𝐍𝐞𝐥, jej całą historię, są również fajne smaczki, których nie było w filmie. Jest to świetne dopełnienie! Główna bohaterka opisuje swoje życie, relację z innymi oraz swoje problemy. W książce poruszane są tematy dorastania, pierwszych uczuć, przyjaźni, a także smutku, niezrozumienia i używek. 𝐍𝐞𝐥 nie jest idealna i właśnie to pokazuje, swoje błędy. Przez to staje się bardziej autentyczna, a czytelnik może z łatwością się z nią utożsamić. Autorka podkreśla, że dorastanie nie jest łatwe, a każdy z nas może czasami czuć się samotny. Dziennik czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie. Zauważyłam jednak kilka rzeczy, które mnie irytowały podczas lektury, na przykład powtórzenia. Warto również wspomnieć, że książka zawiera fragmenty pamiętnika 𝐍𝐞𝐥, które są napisane ręczną czcionką, co nadaje jej realizmu. Podsumowując, to idealna pozycja zarówno dla tych, którzy już oglądali film i chcą dowiedzieć się więcej o 𝐍𝐞𝐥, jak i dla tych, którzy go jeszcze nie widzieli!
Do wesela się zagoi
Dziś mam przyjemność zaprosić was do Silver Springs, miasteczka, które żyje sezonem narciarskim, plotkami i wzajemnym zaglądaniem sobie do garnków. Brzmi tak swojsko, prawda? Są takie historie, które rozpoczynają się z przytupem, od dramatu lubi przypadkowej drobnej wpadki. „Do wesela się zagoi” należy do tej drugiej kategorii i właśnie dlatego tak dobrze działa. Twórczość autorki jest mi znana i chociaż nie miałam okazji czytać wszystkich jej książek, wiem, że mogę się po niej spodziewać czegoś dobrego. Główną bohaterką książki autorstwa Ludki Skrzydlewskiej pod tytułem „Do wesela się zagoi” jest Sutton Clarke to kobieta, która żyje szybciej niż powinna. Dawniej miała ambicje sportowe i konkretne plany, dziś jej codzienność to żonglowanie obowiązkami i etatami. Jest prawną opiekunką swojej kilkuletniej siostrzenicy Susie i robi wszystko, by dziewczynce niczego nie brakowało, nawet jeśli oznacza to rezygnację z własnych marzeń. Pracuje wszędzie tam, gdzie da się dorobić choćby kilka dolarów, a przy tym pozostaje osobą, którą całe miasteczko uwielbia. Jest niesamowicie silna, a przez to zmęczona, czego stara się nie pokazywać. Hugh Holloway to zupełnie inny świat. Poukładany, zdystansowany, skupiony na pracy i planach. Przyjeżdża do Silver Springs, by pomóc najlepszemu przyjacielowi w przygotowaniach do ślubu, nie spodziewając się, że spotkanie z pewną impulsywną kobietą w kostiumie dinozaura wywróci jego spokój do góry nogami. „Do wesela się zagoi” to opowieść o zaufaniu, jak trudno jest dopuścić kogoś do swojego świata, kiedy życie nauczyło cię polegać tylko na sobie. O tym, że miłość nie zawsze pojawia się w idealnym momencie, czasem przychodzi wtedy, gdy jesteśmy najbardziej zmęczeni i zagubieni. Nie zawsze jesteśmy gotowi i skupieni na tym by odkryć jej subtelne i delikatne podrygi. Styl autorki jest lekki, naturalny i bardzo przystępny. Dialogi brzmią swobodnie, sceny między bohaterami mają dobrą dynamikę, a humor pojawia się w odpowiednich momentach, równoważąc bardziej emocjonalne fragmenty. Książkę czyta się szybko, ale jednocześnie zostawia ona po sobie przyjemne poczucie ciepła. „Do wesela się zagoi” to historia, która uczy, że tworzenie się dobrej i wartościowej relacji to nie zawsze miłość spadająca jak grom z jasnego nieba. Najbardziej poruszyło mnie w tej książce to, jak bardzo jest ona życiowa. Nie chodzi tylko o romans, ale o odpowiedzialność, zmęczenie codziennością, lęk przed kolejnym rozczarowaniem i ogromną potrzebę bycia dla kogoś ważnym.
Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1
W pewnym momencie mojego życia romanse sportowe, a szczególnie te hokejowe, były w ścisłej czołówce moich ulubionych gatunków. Z biegiem czasu ich miejsce zajęły jednak inne historie. Mimo to wciąż lubię do nich wracać, dlatego z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po ten tytuł. Podczas potężnej burzy samochód Winnie zsunął się do rowu. Dziewczyna, szukając pomocy, trafia do odizolowanego domu, w którym spotyka bardzo przystojnych hokeistów z drużyny Vancouver Agitators. Nie mając innego wyjścia, zostaje u nich na noc. Szybko zaczyna ulegać urokowi Pacey’a, który od samego początku czuje, że jest w niej coś wyjątkowego. Dostrzega w niej coś, czego nie widzi w innych kobietach. Jednak między tą dwójką rodzą się również tajemnice, które mogą zagrozić rozwijającemu się uczuciu. Sięgnęłam po tę książkę z ogromnym entuzjazmem, jednak otrzymałam historię nieco inną, niż się spodziewałam. Niespodziewane warunki pogodowe zmuszają Winnie do spędzenia czasu w domku nieznajomych hokeistów. Jeden z nich ma wrażenie, że spotkał ją już wcześniej, ale nie potrafi przypomnieć sobie, skąd może ją znać. Relacja między Winnie i Pacey’em rozwija się bardzo szybko, a przyciąganie między nimi jest niezwykle silne. Spędzają ze sobą każdą wolną chwilę, poznając się i odkrywając swoje historie. Czują się w swoim towarzystwie bardzo komfortowo i ich znajomość z przyjacielskiej bardzo szybko przeradza się w coś głębszego. W tej książce każdy drobny gest zbliżający bohaterów do siebie sprawia czytelnikowi ogromną radość. Choć książka zapowiadana jest jako romans hokejowy, samego hokeja jest w niej niewiele. Bohaterowie przebywają na wakacjach i starają się odpocząć oraz odciąć od codziennych obowiązków. Jedynym elementem sportowym są ich rozmowy i fakt, że wszyscy są zawodowymi hokeistami. Autorka porusza również wątki z przeszłości bohaterów, które nie były dla nich łatwe i pozostawiły w ich życiu trwały ślad. To doświadczenia, które wciąż wpływają na ich teraźniejszość. Styl autorki jest bardzo lekki i przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się szybko i z dużym zaangażowaniem. To była naprawdę dobra historia z fabułą, z jaką wcześniej się nie spotkałam. Już teraz nie mogę doczekać się kolejnej części tej serii, ponieważ sam pomysł na nią bardzo mnie zaintrygował. Jeśli sięgniecie po tę książkę, spróbujcie nie traktować jej jak typowego romansu hokejowego, lecz raczej jako lekką powieść obyczajową. Wtedy istnieje duża szansa, że ta historia skradnie Wasze serce.
Victor. Tylko moja
🖤🧩 RECENZJA 🧩🖤 Cześć, kochani dziś przychodzę do was z drugim tomem z cyklu „tylko moja”, a jest nią „Victor” autorstwa Aleksandry Możejko, która wciąga w emocjonalny wir namiętności i niebezpieczeństwa. W tym tomie autorka ponownie udowadnia, że potrafi tworzyć napiętą atmosferę, która nie pozwala na chwilę wytchnienia. Główna bohaterka, Julia, to postać, która przeszła bardzo dużo w swoim życiu. Jej przeszłość, pełna bólu i traumy, sprawia, że od razu współczuje jej losowi. Autorka świetnie oddaje jej wewnętrzne zmagania i walkę o przetrwanie w świecie, który zdaje się być dla niej niebezpieczny. Jej relacja z Victorem staje się kluczowym elementem fabuły, a ich życie jest pełne napięcia i niepewności. Postać Julii bardzo byłam ciekawa i z każdym kolejnym rozdziałem podobała mi się jej osoba. Strata bliskiej osoby to, z czym musiała, się zmierzyć było to okropne i bolesne przeżycie dla niej. Czy pomimo cierpienia Julia stanie na nogi i zacznie żyć na nowo? Czy będzie umieć zapomnieć o miłości, którą utraciła na zawsze? Czy stanie się zgubą dla Victora? Jak Julia poradzi sobie z demonami, z przeszłości? W obecności Victora Jula zaczyna czuć się bezpieczna i ważna. Dzięki niemu wróciła ponownie do swojej pasji do malarstwa, które kiedyś kochała. Jednak nie wszystko jest takie piękne i idealne, na jakie wygląda. Przychodzi moment, że wszystko ponownie w życiu Julii wywraca się do góry nogami i traci sens. Czy dziewczyna będzie w niebezpieczeństwie? Czy zaufa Victorowi ponownie? Czy będzie w końcu szczęśliwa? Czy pokocha Victora mimo wszystko? Tego się dowiecie, czytając. Victor Mikhailov, z kolei, to typowy bohater o mrocznej naturze. Jego bezwzględność kontrastuje z wrażliwością Julii. To mężczyzna, który przez większość życia budował mur wokół siebie, a zderzenie z Julią sprawia, że zaczyna dostrzegać świat na nowo. Ich dynamika jest fascynująca i pełna zaskakujących zwrotów akcji. Jula szybko staje się światłem w jego mroku i kobietą, dla której zrobi, wiele nawet zabije, czy spali świat, w którym się otacza, aby tylko ona była bezpieczna i została przy nim już na zawsze. Odkąd ją spotkał, na swojej drodze już nie wyobraża sobie życia bez tej kobiety, która zawróciła mu w głowie. Czy Victor zburzy mur wokół siebie? Czy Jula to ta idealna kobieta? Czy poświęci wszystko dla kobiety, która rozświetliła jego mroczne życie? Osoba Victora to typowa postać rycerza, który ratuje swoją księżniczkę. Aleksandra Możejko umiejętnie łączy wątki romantyczne z elementami dramatu, co sprawia, że książka jest nie tylko historią miłosną, ale także opowieścią o walce z przeznaczeniem. Styl autorki bardzo lubię, jest płynny i lekki, a dialogi naturalne, co ułatwia zanurzenie się w fabułę. Uwielbiałam, kiedy autorka mnie zaskakuje, a tutaj dokonała tego kilkukrotnie. Z wielką ciekawością śledziłam losy Julii i Victora, a chemia, która była między nimi była wyczuwalna już od pierwszego ich spotkania. „Victor. Tylko moja” to książka dla tych, którzy lubią emocjonalne opowieści z nutą niebezpieczeństwa. Książka skłania do refleksji nad miłością i zaufaniem. Aleksandra Możejko po raz kolejny dostarczyła mi mocnych wrażeń. Polecam przeczytać. ❤️ ⭐ 9/10