Recenzje
Cassian. #2. Bracia Torrino
Ocena: ⭐️⭐️⭐️⭐️,5/5 Wiek: +18 W tym tomie poznajemy historię tytułowego Cassiana Torrino oraz Luny Martinelli. Luna miała dwa marzenia. Chciała jak najszybciej opuścić dom rodzinny, w którym jedyne co ją spotkało to wieczne poniżanie oraz niezadowolenie ze strony rodziców. Była jedynaczką, wychowaną w mafijnej rodzinie. Tłumaczyła sobie, że wszystko, co ją spotyka, jest przez to, że kobiety nie znaczą nic w tym świecie. Ojciec na każdym kroku przypominał jej, jak wielkim rozczarowaniem się okazywała, oraz jak bardzo żałuje, że nie urodziła się jako mężczyzna. Gdy zostaje wezwana przez niego na rozmowę, spodziewa się jedynie kolejnego ciosu. Zamiast tego zostaje poinformowana, że rodzice znaleźli dla niej męża. Tak, w mafijnym świecie to rodzice wybierają Ci małżonka, czy tego chcesz, czy nie. Luna miała cichą nadzieję, że teraz jej życie się zmieni. Dosłownie przez kilka sekund skakała ze szczęścia, dopóki nie usłyszała, kto zostanie jej mężem… Cassian Torrino. Cassian nie podchodzi do tego małżeństwa z żadnym uczuciem. Miał już żonę. Ma dwóch synów, a drugie małżeństwo traktuje czysto biznesowo. Nie zamierza być wierny swojej przyszłej wybrance, jak na mafiozo przystało. Nikt jednak nie wie, że mężczyzna skrywa więcej, niż im się wydaje. Ucieka przed uczuciem do Luny, ale nie może oprzeć się jej urodzie. Na domiar złego jego synowie, pokochali jego nową żonę. Między tą dwójką iskrzy od samego początku. Gdy iskry się sypią, ktoś w końcu musi się sparzyć, prawda? I tu dochodzimy do drugiego marzenia Luny… Cassian nie chce jej tego dać, więc ona ucieka się do podstępu… Myślicie, że jej się uda i dostanie to, czego chciała? Czy będą oni mieli szczęśliwe zakończenie? Musicie sami sprawdzić! Kłamstwa, manipulacje, zdrada, ból, miłość. Tak bym opisała tę książkę. Nie zliczę, ile razy chciałam wejść do tej historii i potrząsnąć Cassianem, żeby się ogarnął i przestał ranić Lunę. Czasami szczera rozmowa jest dużo lepsza niż najpiękniejsze kłamstwo. Kłamstwo zawsze będzie kłamstwem. Jedyne czego brakowało mi w tej książce to więcej wątków mafijnych. To była moja pierwsza styczność z książką Moniki, ale już wiem, że nie ostatnia, bo bardzo chętnie dowiem się, co nawywijał brat Cassiana w pierwszym tomie.
Cassian. #2. Bracia Torrino
Ż O N A Luna Martinelli nie miała łatwego życia. Niechciana przez własnych rodziców, myślała, że szczęście znajdzie w małżeństwie. Nie przeszkadzał jej starszy wybranek, ani to, że ma synów. Szybko się rozczarowała. Od męża jedynie co dostała to zdradę i upokorzenie. Cassian Torrino przedwcześnie owdowiał, a na aranżowane małżeństwo zgodził się w chwili słabości. Mści się za to na swojej drugiej żonie. Jednak Luna ma coś w sobie, może uda jej się odmienić jego nastawienie? Bardzo polubiłam Lunę, chociaż przy ojcu nigdy się nie odezwała, to przynajmniej nadrabiała do Cassiana. Podobało mi się, że jak trzeba było to po prostu dała mu w pysk za jego fatalne zachowanie, a uwierzcie początkowo takie było. Cassian z kolei na początku mnie denerwował tym jak źle traktował swoją żonę. Cieszę się, że w pewnym momencie wziął się w garść i starał się naprawić swoje zachowanie. Ich relacja jest dość burzliwa. Oboje mieli swoje cele, do których dążą. Luna dopięła swego, o czym wiemy już z pierwszego tomu - może i nie powinna, ale z drugiej strony, Cassian miał wiele na sumieniu więc, jakby go girl. Podobało mi się, że po kryzysowym momencie ich małżeństwa, nie było nagle wielkiego powrotu, a Cassian musiał się postarać o wybaczenie, jedynie co szkoda, że nie zostało to bardziej opisane. Luciano i Lorenzo? Kocham ich stosunek do Luny, kocham, że stawali po jej stronie, a nie własnego ojca i kocham ich jako starszych braci. Ojciec Cassiana też cudowny, w ogóle nie zachowuje się jak były dowódca mafii. Ten tom zdecydowanie podobał mi się bardziej niż poprzedni. Może książka nie wspina się na wyżyny romansów mafijnych, ale ci bracia mają coś w sobie, że chce się śledzić ich losy 🤭 Jestem ciekawa co wydarzy się dalej. PS podobał mi się udział synów Cassiana w finałowej akcji 😁
Zaborczy tatuażysta
Jedna noc, jedno oddane serce, jedno obdarzenie zaufaniem. Tyle wystarczyło, aby Cassandra pięć lat temu przeszła przez piekło. Była młodą dziewczyną, która pokochała, pragnęła być kochaną. Niestety okrutny los odebrał jej wszystko. Obłudny los w postaci mężczyzny wyrył na niej swoje piętno. Zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Pozostawione blizny pomimo zaleczenia, wciąż paliły okropnym żarem, gdy tylko jakikolwiek mężczyzna zbliżył się do niej. Wyobraźcie sobie ciągłe poczucie strachu w momencie, gdy oby mężczyzna nawet przypadkiem podejdzie za blisko. Cass, aby ruszyć małymi krokami naprzód, postanowiła ukryć swoje blizny pod tatuażami. Dla niektórych być może jest to malutki krok, jednak dla niej był to ogromny wysiłek i przejście na wyższy poziom komfortu. Denver słynie z salonu tatuaży, który prowadzi piątka braci. Wszyscy niezwykle utalentowani, jednak tylko Brandon specjalizuje się w kamuflowaniu blizn. To właśnie dzięki niemu Cass powoli zaczyna odzyskiwać wiarę w siebie. Brandon wyzwala w niej uczucia dotąd skrywane pod grubą skorupą. Jednak w momencie, gdy przeszłość puka do jej życia ponowanie, wszystko spowrotem się burzy. Przed Cassandrą i Brandonem pojawia się wiele przeszkód, jednak czy miłość da radę je pokonać? Fabuła tutaj zdecydowanie skupia się na relacji młodej zagubionej kobiety ze starszym od siebie tatuażystą, który z jednej strony budzi w niej lęk a z drugiej pociąga. Autorka skupia się na seksualności i podreśleniu narastającego pożądania. Idealnie gra na emocjach i trzyma w napięciu. Samo wątek salonu tatuaży, gdzie odbywa sie większość scen dodaje subtelnej i lekko tajemniczej otoczki całej historii. Język jest lekki, dzięki czemu z łatwością i szybkością czyta się tę książkę. Jak dla mnie jest ona idealna na miłe wieczory z lampką wina w ręku. Odradzam jednak tę pozycję osobom, które nie lubią skrajnej zaborczości oraz elementów wykorzystania seksualnego. Minus jaki mnie raził jako czytelnika, to dość spora ilość błędów gramatycznych. Poza tym naprawde polecam !
Zaborczy tatuażysta
Drugi raz spotkałam się z twórczością autorki i mogę powiedzieć dokładnie to samo co po tym pierwszym spotkaniu. Książka była świetna i cudownie spędziłam przy niej czas, ale i też pozostał mi też ogromny niedosyt. Powieść obyczajowa z romansem, z dynamiczną fabułą, z trudnymi tematami i zwrotami akcji. Cassandra przeszła przez piekło, po którym nie potrafi się pozbierać. Młoda dziewczyna niegdyś żyjąca marzeniami, ciesząca się każdą chwilą i szukająca miłości, stała się cieniem samej siebie. Strach przed ludźmi, dotykiem, traumy i wspomnienia, które duszą i zabijają ją od środka są jej codziennymi kompanami. Choć jej oprawca został skazany, ona wciąż ucieka i ogląda się przez ramię. Zainspirowana przez przyjaciółkę postanawia w końcu z tym przestać, otworzyć się na nowe i zacząć żyć, a pierwszym krokiem ma być tatuaż, który zakryje jej blizny i pozwoli zamknąć pewien etap. W studiu tatuażu poznaje Brandona, który widząc zagubioną i zlęknioną duszyczkę postanawia jej pomóc, ale nie tylko poprzez pokrycie tuszem jej skóry. Co to była za książka?! Dosłownie znalazłam tu niemal wszystko to co lubię najbardziej, traumatyczną i bolesną przeszłość, dynamiczną akcję, wartości, emocje, wciągającą fabułę, która sprawiła, że pojęcie czasu straciło swoje znaczenie. Dostałam historię intensywną pod każdym względem, tylko był jeden zasadniczy problem, wszystko to działo się po prostu za szybko. Różnie oceniam książki z tak wartką akcją, ale tutaj mi ta szybkość przeszkadzała. Fabuła pędzi, niby jest pełna konkretów ale przy tym zabrakło mi takiego dopieszczenia, jakiejś głębi, takiej fabularnej otoczki tak to nazwę. Autorka poruszyła tutaj bardzo mocne, trudne i kontrowersyjne tematy, które aż krzyczały żeby poświęcić im więcej uwagi. Tutaj wszystko mówiło o traumie o bolesnych przeżyciach, a my dostajemy tylko takie jakby widmo tego wszystkiego, może by i było drastycznie, ale ja tutaj czekałam i chciałam tej drastyczności, to było tutaj potrzebne żeby oddać w pełni tę historię, dlatego mam ogromy żal do autorki, że nie rozbudowała tego bardziej, że nie skupiła się na tych bolesnych szczegółach. Miałam też problem z bohaterami, bo choć o Cass dowiadujemy się najwięcej, to mimo wszytko mam wrażenie, że przedstawieni w powieści bohaterowie byli dosyć płascy i niewyraźni. Nie dało się ich zbyt dobrze poznać, przez tą szybką akcję. Gdzieś ta intensywność wydarzeń zepchnęła ich emocje i uczucia na bok, gdzieś ta relacja dojrzewała w cieniu tych wszystkich zawirowań, których było po prostu za dużo. Tutaj też czuję niedosyt, bo zabrakło mi dopracowania bohaterów, dopieszczenia tej relacji, choć podobnie jak wszystko inne była ona intensywna to jednak tej chemii czy tego przyciągania nie odczuwałam. Książka taka trochę słodko-gorzka i takie same emocje u mnie wywołała. Z jednej strony bardzo mi się podobała, bo znalazłam tutaj wątki i motywy, o których lubię czytać. Dostałam historię, która czytała się sama i od której nie potrafiłam się oderwać aż do samego końca. Z drugiej zaś strony czuję ogromny niedosyt, było zdecydowanie za szybko, może za bardzo intensywnie, a z kolei za mało szczegółów i za mało dopieszczenia niektórych wątków, przez co też w mojej głowie pozostały pytania bez odpowiedzi i niejasny obraz niektórych sytuacji. Książka mimo wszystko mi się podobała, to lektura przy której człowiek nie ma czasu na analizowanie, to powieść z której fabułą się płynie, przeżywa się cały wachlarz emocji, wszelkie wzloty i upadki, czyta się ją niemal na jednym wdechu, a powierza można zaczerpnąć dopiero gdy historia się kończy. Moim zdaniem lektura warta przeczytania.
Do wesela się zagoi
Małe urokliwe miasteczko. Ona - dzielna i silna młoda kobieta, która posiada w sobie ogromną siłę. Nie narzeka. Po prostu działa nie patrząc na własne potrzeby. Najważniejsza jest mała Susie. Jej oczko w głowie. I on. Biznesmen. Zachowawczy i wycofany. A jednak muszą ze sobą współpracować jeśli chodzi o przygotowania do ślubu wspólnych znajomych... Powiem tak - za każdym razem jestem totalnie zachwycona książkami autorki. Uwielbiam jej historie. A tym razem? Nie mogło być inaczej. Ba, nawet zamówiłam sobie pierwszą część aby móc zabrać się za kolejny tom. I to była zdecydowanie bardzo dobra decyzja. "Prędzej piekło zamarznie" jest niby odrębną historią, mamy innych głównych bohaterów, a mimo wszystko chronologię należy zachować. W "Do wesela się zagoi" mamy inną główną parę, ale wcześniej poznani tutaj mają istotną rolę i żeby móc w pełni docenić tę powieść, należy zdecydowanie poznać sam początek. Autorka kolejny raz nie szczędziła dynamiki. Emocji wylewających się z kart powieści. Zaczęłam czytać i totalnie przypadłam. To perfekcyjnie budowanie napięcie między Sutton i Hugh zdecydowanie podsycało moją ciekawość. Moje zmysły się wyostrzyły aby niczego nie pominąć. Moja wyobraźnia natomiast bez trudu dała sobie radę z projekcją czytanych wydarzeń. Mamy tutaj między innymi trudne relacje rodzinne. Tajemnice kluczowe dla sobie nawzajem. Sekrety, które jednocześnie zdumiewają i niosą ukojenie. Jest smutek i ból. Jak również uśmiech i humor. Ta lekkość tak potrzebna dla dodania otuchy w kryzysowych chwilach. A mała Susie to czyste złoto. Nie zastanawiajcie się - czytajcie. Zdecydowanie warto. Po dwóch częściach aż mnie nosi by poznać kolejną parę bohaterów. Ja chcę tę książkę na już. Najlepiej na wczoraj, heheh. Na serio. Zostałam w pełni usatysfakcjonowana. Polecam