ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Blade. Canmore #1

Motywy: · Przemoc · Problemy na barkach nastolatki · Utracone marzenia · Hate-love · Slown burn Maeve w jednej chwili straciła cały zapał do ukochanego łyżwiarstwa, a na jej barki spadły problemy, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Tak bardzo było mi jej szkoda, kiedy pracowała ponad swoje siły, kosztem zdrowia, czasu i młodości. Brała wszystko co mogła, a jeszcze musiała ogarnąć dom, szkołę. Ale w tym wszystkim starała się znaleźć chwilę odpoczynku i czasu na zabawę ze znajomymi. Jednak otoczona swoim murem i niezależnością nie zauważa, że ma wielu przyjaciół którzy jej dobrze życzą. Nie umie z tego korzystać, gdyż została nauczona, że zawsze jest zdana na siebie i bez tego nikt jej nie pomoże. Kibicowałam jej z całego serca i miałam wielką nadzieję, że w końcu uda jej się osiągnąć odpowiedni balans. On - chłopak, który potrafił ją rozgryźć. Widział więcej niż ona próbowała ukryć. I nic więcej Wam nie zdradzę. Czy Maeve da sobie szansę na szczęśliwe zakończenie? Czy odrzuci oferowaną pomoc? Czy tajemnice skrywane w przeszłości wreszcie wyjdą na jaw? Autorka genialnie przeprowadziła cały pomysł na fabułę tej historii. Od ciekawych bohaterów z różnymi problemami i tajemnicami na głowie, po relację w stylu hate-love oraz slown burn aż po trudne tematy, które powodują ścisk w mojej klatce piersiowej. Autorce udało się spowodować, że przeróżne emocje kłębiły się w mojej głowie i sercu. Czułam niewyobrażalną niemoc kiedy Maeve musiała być silniejsza niż wszyscy wokoło. To jak była traktowana i jakie tajemnice nosiła w sobie. Skrywała prawdziwe uczucia po maską izolacji. Ale zawsze w tym wszystkim była uśmiechnięta. Twarda z niej sztuka. Żeby płakała potrzeba było dużo czasu. Bardzo było mi jej szkoda, gdy nawet rówieśnicy byli dla niej okropni. Ale i tak zawsze podnosiła się i nie pozwalała na to by gnębienie wpływało na nią. Znosiła cały ból z uśmiechem pomimo, że serce krwawiło. Jedna z najsilniejszych bohaterek jakie poznałam w całym swoim czytelniczym życiu. Co do fabuły, to jest również emocjonalna i pomysłowa co bohaterowie. Czytanie pewnych opisów sprawiało mi psychiczny i fizyczny ból. Nie rozumiałam zachowania pewnych osób. Nie mogłam przywyknąć do tego co spotykało bohaterkę. To jest nieludzkie i niesprawiedliwe. W głowie mi się to wszystko nie mieściło. Ale inną, fascynującą rzeczą jest tajemnica, która wychodzi powoli na jaw i w sumie do tej pory nie wiem jaka jest prawda. Autorka tak ją prowadzi, że małymi sugestiami podsyca mój apetyt na rozwiązanie. I czuję się zaintrygowana tym wszystkim. Całokształt książki jest tak dobry, że do tej pory mam ciarki jak pomyślę, jakie rzeczy tam się wydarzyły. Zarówno te dobre jak i te złe. Relacja w piękny i szczery sposób opisana, chociaż on nie raz mnie denerwował swoim zachowaniem, bo był jak dziecko z przedszkola. Jednak do uczuć oboje muszą dojrzeć i wystarczy tylko chwila aby pozwolić sobie na uczucie. Kochani musicie ją przeczytać, pomimo, że to niezły grubasek to kartki same przelatują, a głowa puchnie od nadmiaru emocji, a serce raz skacze z radości, a raz krwawi. Dajecie poznać się Maeve, bo jej skrytość i problemy nie raz złamią wasze serca. Ale pojawi się ktoś kto je choć troszkę poskleja. 10/10

glinka_54_czyta Graszka Paulina

Cassian. #2. Bracia Torrino

„Cassian” to powieść, która absolutnie zachwyca od pierwszej do ostatniej strony. Monika Kondas stworzyła historię intensywną, pełną emocji i napięcia, a jednocześnie niezwykle poruszającą i romantyczną. To książka, która wciąga bez reszty i nie pozwala o sobie zapomnieć. Autorka w mistrzowski sposób buduje atmosferę świata mafijnego - mrocznego, bezwzględnego, ale jednocześnie fascynującego. Cassian to bohater charyzmatyczny, silny i niejednoznaczny, którego nie sposób nie pokochać. Jego wewnętrzne rozterki, lojalność wobec rodziny i skrywane uczucia czynią go postacią niezwykle autentyczną i magnetyczną. Z kolei Luna to kobieta pełna klasy, odwagi i wrażliwości, jej siła i determinacja budzą podziw, a emocjonalna głębia sprawia, że czytelnik natychmiast zaczyna jej kibicować. Relacja między bohaterami jest napisana z ogromnym wyczuciem. Chemia między nimi dosłownie iskrzy na kartach powieści. Każda scena wspólna pulsuje napięciem, namiętnością i uczuciami, które są intensywne, szczere i niezwykle przekonujące. Dialogi są naturalne, dynamiczne i pełne emocji, a tempo akcji idealnie wyważone ani przez chwilę nie ma miejsca na nudę. Ogromnym atutem książki jest styl autorki lekki, płynny, natomiast opisy pozwalają całkowicie zanurzyć się w wykreowanym świecie. Każda scena jest dopracowana, każda emocja wybrzmiewa mocno i prawdziwie. „Cassian” to romans mafijny na najwyższym poziomie, pełen pasji, dramatyzmu i pięknych, głębokich uczuć. To historia o miłości, która rodzi się w najmniej sprzyjających okolicznościach, o walce z przeszłością i o odwadze, by zawalczyć o szczęście. Książka zachwyca, wzrusza i dostarcza ogromnej dawki emocji. To zdecydowanie jedna z tych powieści, które zostają w sercu na długo i sprawiają, że po odłożeniu ostatniej strony ma się ochotę natychmiast sięgnąć po więcej. Absolutnie wyjątkowa, wciągająca i niezapomniana historia.

tosia_czyta Kobus Małgorzata

Randka z szefem. Garnitury Seattle #3

Trzeci tom serii „Garnitury Seattle” od Nicole Snow to nie jest zwykły romans biurowy. To literacki koktajl uczuć, w którym chłodny profesjonalizm miesza się z buzującą chemią. Autorka po mistrzowsku odsłania motyw „szefa i podwładnej” i robi to w sposób nowoczesny. Tutaj nie chodzi tylko o zakazany owoc, ale pokazanie jak cienka jest granica między zawodowym podziwem, a osobistą fascynacją drugą osobą. Czy można zachować profesjonalną twarz, gdy serce bije szybciej i to o wiele za szybko za każdym razem, gdy widzi się tą swojego szefa, czy swoją podwładną. To, co wyróżnia tę książkę, to fakt, że bohaterowie nie są wycięci z kartonu, są realni, mają osobiste problemy i rozterki, jak każdy z nas. Brock nie jest tylko „gburowatym szefem miliarderem”, a Piper nie jest zwykłą „szarą myszką”. Oboje mają swoje ambicje, lęki i tajemnice, które Nicole Snow odkrywa powoli, warstwa po warstwie, dozując odpowiednio emocje. Piper, główna bohaterka potrafi „rozbroić” swojego szefa nie manipulacją, a swoją szczerością, swoim niewyparzonym językiem. W czasach, gdzie każdy zazwyczaj gra jakąś rolę, tutaj właśnie autentyczność okazuje się najbardziej pociągającą cechą. To, co uderzyło mnie w relacji bohaterów, to fakt, że oboje najbardziej boją się utraty kontroli, nie tylko nad zarządzaniem firmą czy karierą, ale nad własnymi emocjami. Autorka pokazuje, że w świecie, gdzie wszystko musi być „skalkulowane” i „zoptymalizowane”, miłość jest jedynym czynnikiem, którego nie da się wpisać w Excela. To piękna przestroga, można mieć najdroższy garnitur i widok z najwyższego piętra Seattle, ale bez kogoś, z kim chce się ten widok dzielić, to widok staje się tylko luksusowym widokiem, który nie cieszy tak, jak podziwianie go z „tą” właśnie osobą. „Randka z szefem” to opowieść o tym, że najtrudniejszą negocjacją, jaką trzeba w życiu przeprowadzić, jest ta z własnym sercem. Nicole Snow udowadnia, że za szklanymi fasadami korporacji kryją się emocje, które są tak silne, że żadna umowa o poufności nie jest w stanie ich zatrzymać. Jeśli szukasz książki, która rozpali Twoją wyobraźnię, ale też pozwoli Ci się uśmiechnąć do zabawnych biurowych realiów, ten tom będzie strzałem w dziesiątkę. Ta pozycja to nie tylko romans, to przypomnienie, że nawet najbardziej „zaprogramowane” na sukces życie potrzebuje odrobiny chaosu, który może przynieść coś pięknego. Idealna lektura na wieczór, by uciec w świat, gdzie luksus spotyka się z prawdziwą pasją.

Andziaanecia Szyszka Aneta

Trening uczuć. Ranczo Srebrzyste Sosny #2

„Serca nie da się wytrenować”.  Myślał, że skończył już z miłością. Spokojne życie na ranczu i to mniej spokojne z rodziną. To był jego świat, lecz wtedy wtargnęła do niego ona. „Mówiłam już, że jestem chodzącą katastrofą”. Czarnowłosy huragan z miłością do koni w oczach, iskrą i koszmarną przeszłością. Ona była słońcem. On burzową chmurą. Duet wybuchowy. Ta współpraca to będzie prawdziwy trening uczuć. „Niczego więcej nie potrzebuję, niczego więcej nie chcę. Wystarczą mi te proste chwile z nią”. Pióro Paisley Hope odkryłam w zeszłym roku i przepadłam bardzo szybko. Poznałam już różne oblicza tej autorki i każde uwielbiam. A to, które ukazuje w kowbojskich romansach? Chyba jest moim ulubionym. Moja słabość i najszczerszy uśmiech. Cudowny komfort, lekkość i ciepło. „Trening uczuć” Przeczytałam tę książkę już dwa razy i nadal nie mam dość. Ten tom ma w sobie niezwykłą delikatność i czułość. Małe gesty, które sprawiały, że po prostu się rozpływałam. Piękne słowa, trudne emocje, bolesne wspomnienia, ale też radość. Żar, płomień i w końcu ogień. Przyciąganie, chemia, pragnienie i moje czerwone policzki. U Paisley zawsze jest gorąco, a ja to uwielbiam! A miłość? Wyjątkowa jak głowni bohaterowie. Tak bardzo im potrzebna po wszystkim co przeszli… W tym tomie pięknie została przedstawiona nie tylko miłość romantyczna, ale też ta do rodziny i koni. Ostatnia była czymś naprawdę wyjątkowym i poruszającym. Odkryłam kolejne zakątki Rancza Srebrzyste Sosny, mogłam lepiej się przyjrzeć pracy w tym miejscu, poczułam ten klimat jeszcze mocniej. Rodzina Ashby skradła kolejną cząstkę mojego serca, chyba jeszcze większą niż poprzednio, a Wade i Ivy sprawili, że zapragnęłam właśnie tak silnego i płomiennego uczucia. Uwielbiam tę serię, jest dla mnie tak cudownie komfortowa, a każdy tom wyjątkowy z innego powodu. Ten poruszył mnie najmocniej. Wade Nie dość, że kowboj to jeszcze potrafił gotować. Pokochałam jego gburowatą stronę, a tą czułą jeszcze bardziej. Odpowiedzialny, najstarszy, silny, ale też skrzywdzony przez los. Przez długi czas nie zastanawiał się czego tak naprawdę chce. Nikt nie zapytał. Ona to zrobiła i tak bardzo poruszyła tym moje serce. Taka mała rzecz, jedno pytanie, a jak wiele znaczy… Nie uśmiechał się często. Nie chciał kłopotów, drugiej szansy w miłości i kobiety. Ale wtedy pojawiła się ona i wydobyła z niego wszystko to, co najlepsze. Te małe i wielkie gesty były naprawdę wyjątkowe i sprawiły, że moje serce biło szybciej. Miałam ochotę piszczeć, rozpływałam się nad delikatnym dotykiem i czułością. Ona na nią zasługiwała… Ivy Jego „Kłopot”. Cudownie energiczna. Była światełkiem, od którego biło ciepło i blask. Jej ogromny uśmiech skrywał wiele przykrych wspomnień. Niby delikatna, a jednak tak silna! Trochę szalona, z niezwykłą pasją i miłością, która wręcz z niej emanowała. To jedna z tych bohaterek, które kocha się za energię, iskrę w oku, siłę i historię. Oni razem? Ogień i piękno! „Wygląda na to, że ty też należysz do mnie”. Uwielbiam tę książkę za wiele elementów. Za uśmiech, śmiech, żarty Papcia i przebojowość Mamy Jo. Rodzinne ciepło, relacje, wtrącanie się we wszystko, przebojowość, przyjaźń i klimat, który tak pokochałam. Ogień, który sprawiał, że płonęłam i to było tak przyjemne! Piękne przedstawienie miłości, jej siły i wartości. Marzenia, które pojawiły się w mojej głowie. Kilka godzin spędzonych tak cudownie i przyjemnie. Chcę więcej. Polecam!

@leavelawforbooks Petr Weronika

Trening uczuć. Ranczo Srebrzyste Sosny #2

Więcej kowbojów? No przecież, że w to wchodzę! Drugi tom serii ranczo Srebrzyste Sosny to historia Wade’a - inteligentnego, ponurego człowieka, który ostatnio miał sporo przykrych rzeczy na głowie. Jest delikatnie niemiły i zamknięty w sobie. Oraz Ivy… szalona, silna i baaaardzo gadatliwa kobieta, która przychodzi na rozmowę o pracę jako trenerka koni, i totalnie miesza w głowie Ashby’emu. Ona jest zdesperowana, aby dostać pracę, a on… ją zatrudnia! Czy zdołają się dogadać, mimo odmiennych charakterów? Gorąca, zabawna, urocza i momentami trudna - słowa, które idealnie opisują tę historię. Mimo, że pierwszy tom miał dość słabe opinie, moja miłość do kowbojów-gburków wygrała i skusiłam się na drugi: niczego nie żałuję! Autorka spisała się na medal; super przyjemny styl pisania, tempo akcji nie było wcale takie szybkie, jak myślałam że będzie, a humoru i pikanterii było tu aż nadto😏 No i ten wspaniały klimat małego miasteczka, rancza, który mogliśmy tutaj poczuć… jestem zakochana po stokroć.

victorioushelf Sobczak Wiktoria