ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

30-dniowy plan produktywności. Jak w 30 krokach pozbyć się złych nawyków i odzyskać swój czas

Niektórzy ludzie potrafią w ciągu jednego dnia zrobić zadziwiająco wiele. Warto zauważyć, że nie mają oni więcej godzin do dyspozycji ani tajemniczych predyspozycji niedostępne innym. Źródłem tej różnicy jest umiejętność zarządzania sobą w czasie — kompetencja nieoceniona i stanowiąca źródło sukcesu, a jednocześnie nieustannie zaniedbywana. Od zawsze podziwialiśmy ludzi, którzy potrafili jasno wyznaczać cele, działać metodycznie i kończyć to, co zaczęli. W epoce nieustannego pośpiechu i rozproszenia ta umiejętność stała się jednak rzadsza, a przez to jeszcze bardziej cenna. Książka „30-dniowy plan produktywności” Damona Zahariadesa wpisuje się w tę tradycję myślenia o pracy i obowiązkach jako o rzemiośle, które można doskonalić dzięki dyscyplinie, prostym zasadom i codziennej praktyce. Zahariades nie próbuje odkrywać Ameryki na nowo ani epatować czytelnika modnymi hasłami. Jego propozycja jest z gruntu klasyczna: efektywność to wynik świadomych nawyków, jasno określonych priorytetów oraz konsekwencji w działaniu. Autor wychodzi z założenia, że prawdziwa zmiana nie dokonuje się w jeden dzień, lecz wymaga procesu — stąd struktura książki oparta na trzydziestodniowym planie, trzydziestodniowej pracy nad sobą i swoimi nawykami. Każdy dzień przynosi konkretne zadanie, refleksję lub technikę, które stopniowo porządkują sposób myślenia o czasie, pracy i własnej odpowiedzialności. Największą siłą tej książki jest jej praktyczny charakter. Zahariades nie poprzestaje na ogólnych rozważaniach o produktywności, lecz prowadzi czytelnika krok po kroku przez bardzo przyziemne, a przez to najważniejsze problemy: rozpraszacze, prokrastynację, brak jasno określonych celów, przeciążenie zadaniami czy chaotyczne planowanie dnia. Autor konsekwentnie pokazuje, że efektywność nie polega na robieniu wszystkiego naraz, lecz na umiejętności wyboru tego, co istotne, i rezygnacji z reszty. Jest to podejście bliskie tradycyjnemu etosowi pracy, w którym liczy się porządek, umiar i świadomość własnych ograniczeń. Na uwagę zasługuje również język książki — prosty, rzeczowy i pozbawiony zbędnej egzaltacji. Zahariades pisze ze swojego doświadczenia, jego rady są czysto praktyczne i możliwe do wdrożenia od zaraz. Co więcej, proponowane ćwiczenia wydają się wykonalne nawet dla osób, które dotąd miały trudność z systematycznością. Autor nie obiecuje cudów, lecz uczciwie uprzedza, że plan przyniesie efekty tylko wtedy, gdy czytelnik rzeczywiście podejmie wysiłek i potraktuje go poważnie. Warto podkreślić, że „30-dniowy plan produktywności” nie jest książką do biernego czytania. Jej sens ujawnia się dopiero w działaniu. Każdy rozdział zachęca do zatrzymania się, zastanowienia nad własnymi nawykami i wprowadzenia drobnych, ale konsekwentnych zmian. To podejście bliskie dawnemu rozumieniu samodoskonalenia, w którym charakter kształtuje się poprzez codzienną praktykę, a nie jednorazowy zryw motywacyjny. W tym sensie książka Zahariadesa stoi w opozycji do wielu współczesnych poradników obiecujących szybkie rezultaty bez wysiłku. Jak sugeruje tytuł, książka składa się z trzydziestu rozdziałów - sposobów na zwiększenie swojej efektywności. Nie jest jednak konieczne czytanie książki rozdział po rozdziale każdego dnia, warto natomiast zastanowić się, jaki sposób przyswojenia zawartej w książce wiedzy będzie dla nas najlepszy biorąc pod uwagę praktyczny jej aspekt i fakt, że za lekturą powinno podążyć działanie. Każdy z rozdziałów składa się z trzech sekcji - pierwsza z nich to opis problemu i sposobu, w jaki on się pojawia, drugi wyjaśnia, jak dany problem wpływa na produktywność, natomiast trzeci zawiera zestaw konkretnych kroków, jakie musimy podjąć, by przezwyciężyć omawiany problem. Podsumowując, książka „30-dniowy plan produktywności”, to niezwykle pragmatyczna propozycja dla czytelników, którzy szukają nie inspirujących sloganów, lecz sprawdzonych metod porządkowania własnego czasu. Damon Zahariades przypomina, że efektywność nie jest celem samym w sobie, lecz narzędziem prowadzącym do spokojniejszego życia, a nawet szeroko rozumianego sukcesu. Książka ta szczególnie przemówi do tych, którzy cenią sobie systematyczność, jasno wytyczone zasady i wyrażają przekonanie, że dobre rezultaty są owocem cierpliwej pracy nad sobą.

QulturaSlowa Justyna Gul

Do wesela się zagoi

"Wystarczył jeden pocałunek, żebym całkowicie uzależnił się od Sutton Clarke. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego jak przy tej kobiecie. Z jednej strony jestem tym przerażony, ale z drugiej.. . Chcę więcej" Szarlotka. To wszystko wina tej szarlotki. To przez nią pierwsze spotkanie bohaterów nie należy do udanych. Nienawiść? Niee. Niechęć? Z pewnością. A teraz jeszcze muszą ze sobą współpracować przy organizacji wesela ich przyjaciół. Tylko czy będą w stanie się dogadać? Lubicie książki Ludki Skrzydlewskiej? Ja bardzo lubię i mogę powiedzieć, że jest to jedna z moich ulubionych autorek. Chyba jeszcze się nie zdarzyło się, żeby jakaś jej książka mnie rozczarowała i z tą oczywiście nie było inaczej. Jest to tak urocza i komfortowa historia, aż, nie chciało się jej kończyć. Sutton? Od początku wzbudziła moją sympatię. Jest to dziewczyna, która przez całe życie musi sobie radzić sama. Rodzice? Zamiast jej pomagać, wspierać ją w jakikolwiek sposób to jedyne co potrafią to ją krytykować. Za wszystko ją obwiniają, nawet za rzeczy, na które nie miała żadnego wpływu. Smutne, prawda? Dlatego tym bardziej się cieszę, że bohaterka w pewnym momencie zdecydowała się powiedzieć stop. Sutton to dziewczyna, którą każdy uwielbia. Zawsze miła, gotowa do pomocy i nigdy jej nie odmawia, a mieszkańcy ją kochają. Do tego wiele robi dla swojej siostrzenicy, co jest naprawdę piękne. Zaadoptowała ją, kiedy sama zaczęła dopiero wkraczać w dorosłość i robi wszystko żeby jej niczego nie zabrakło. Tak wiele robi dla wszystkich, że zapomina o sobie. A Hugh? To taki ponurak. Wszystko musi mieć ułożone, zaplanowane i to najlepiej w exelu. Jak ktoś próbuje zaburzyć jego porządek to nie ma żartów, o czym nieraz dobrze przekonuje się bohaterka. Dla niego istnieje tylko praca, a wszelkie kontakty międzyludzkie są dla niego męczące. Bo po co z kimś rozmawiać, prawda? Chyba nie mogliby być bardziej różni, co powoduje, że jest naprawdę zabawnie. Akcja toczy się powoli, nie dzieje się tutaj wiele, zwłaszcza początkowo. Bohaterzy współpracują przy organizacji wesela, co rodzi wiele zabawnych sytuacji a przede wszystkim Hugha przyprawia o ból głowy. Nie da się ukryć, że początkowo bardzo ciężko im się dogadać, ale z czasem wszystko przekształca się w przyjaźń. Sutton zawsze może na mężczyznę liczyć i tak naprawdę to jest jedyną osobą w jej życiu, która jej pomaga, troszczy się o nią i przede wszystkim na każdym kroku podkreśla, że jest wyjątkowa. A jak pojawiają się kłopoty to bez wahania jej pomaga. Mężczyzna wręcz nie cierpi ludzi, nie cierpi dzieci, a jednak siostrzenica Sutton od pierwszego spotkania skrada jego serce. Jest to słodka dziewczynka, której chyba nie da się nie lubić. To w jaki sposób Hugh wobec niej się zachowuje, robi wiele dla niej rzeczy było wręcz urocze. Od początku obie dziewczyny stają się dla niego ważne, a im dalej tym te uczucie jest jeszcze mocniejsze. Zaskakujące to, że Hugh, taki pełen dystansu a jest tym pierwszym, który wpada po uszy. Sutton też zaczyna czuć do niego coś więcej, ale czy wpuści go do swojego życia? Jest rozdarta, boi się i nie ma co się dziwić, bo wszelkie zmiany nie dotyczą tylko jej. "Zakochuje się w tej kobiecie i chyba czas najwyższy, żebym coś z tym zrobił. Dał jej to zrozumienia, że nie jestem to tylko dlatego, że Susie ma polubiła.  Jestem tu, bo zależy mi na nich obu" To historia, którą bardzo szybko się czyta. Idealne został tutaj przedstawiony motyw grumpy i sunshine. I te pieszczotliwe określenie jak szarlotka czy dinozaur. Urocze. Przyjemna lektura, do której z pewnością nieraz będę wracać. Pełna humoru, wiele dziejących się tutaj sytuacji wywołuje uśmiech na twarzy. A wieczór kawalerski?. Bardzo się uśmiałam. Pojawiają się jednak też komplikacje. W życiu dziewczyn pojawia się pewna osoba, która chce zburzyć ich spokój. A Hugh w pewnym momencie musi się mierzyć z kłopotami w firmie. Do tego wesele coraz bardziej się zbliża, więc tak naprawdę wiele zaczyna się u nich dziać. Jak skończy się ich historia? Bardzo polecam, miłego! 

i.love.books26 Świętek Daria

Do wesela się zagoi

Tak samo jak pokochałam “Prędzej piekło zamarznie”, pokochałam “Do wesela się zagoi”. Książka została w mojej ręce dopóki jej nie skończyłam. Byłam tak ciekawa jak ta relacja się rozwinie i jak potoczy się ta historia. Dwie flagowe rzeczy jakie pojawiają się w tej historii to - szarlotka i dinozaury. On nadepnął jej na ogon, a ona udekorowała mu ubranie szarlotką. To od tego wszystko się zaczęło. Sutton to pomocna dusza całego miasteczka. Czasami zastanawiałam się skąd ona bierze tyle energii pracując w tylu miejscach i do tego jeszcze wychowując swoją siostrzenicę - Susie. Całe życie była obwiniana za wszelkie problemy - przynajmniej z takiego założenia wychodzili jej rodzice, że to ona jest wszystkiemu winna. Hugh lubi mieć wszystko poukładane jak tabelki w excelu. Z początku zachowuje się dość sztywno i ponuro. Taki typowy gburek. Wszystko się zmienia kiedy w jego życiu pojawia się Sutton z Susie. Stopniowo zaczyna zauważać, że samą pracą człowiek nie żyje. Coraz bardziej chciał spędzać czas z dziewczynami, a troska o nie i pomoc zaczęła przychodzić do niego naturalnie. Podobało mi się to jak rozmawiał z Susie, jak ją traktował mimo że wcale za dziećmi nie przepada. Oboje zostają świadkami na ślubie ich przyjaciół i od tej pory muszą ze sobą współpracować. Z początku dość ciężko idzie im tak współpraca - nawzajem sobie dokuczają i dogryzają. Ale z biegiem czasu wychodzi im to coraz lepiej. Hugh chciał poznawać Sutton, dowiadywać się o niej coraz więcej. Natomiast Sutton zaczęła przekonywać się do Hugh. Oczywiście nie mogę tutaj nie wspomnieć o cudownej Susie, bardzo polubiłam tą dziewczynkę. Jest naprawdę bardzo mądra, a jej zafascynowanie dinozaurami było wprost urocze. Po zapoznaniu się z całą historią naprawdę cieszę się, że to właśnie Sutton się nią zajmuje. Ta dziewczyna oddała by życie za małą. Rodzice Sutton bardzo mnie irytowali. Najlepiej obwinić kogoś o całe zło tego świata, co nieustannie robili wobec Sutton. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam kiedy Sutton wygarnęła im, że to tak nie działa. Podobał mi się też klimat jaki panuje w tej książce - jestem ostatnio wielką fanką małomiasteczkowych historii, dlatego też tutaj plusik. Dobrze mi się czytało o całych przygotowaniach do ślubu Mari i Sainta - a akcja po wieczorze kawalerskim niczym inspirowana Kac Vegas. Mam nadzieję, że będzie jeszcze jakaś historia w Silver Spring i będę mogła tam wrócić.

Brunetkaodksiazekisztuki Bryła Martyna

Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1

Dzisiaj zapraszam na parę słów o (kolejnym🤭) hokejowym romansie, tym razem od Meghan Quinn! Czytałam kilka książek autorki i kojarzą mi się one z dobrym humorem i jakąś taką lekkością, tu zresztą było podobnie.😊 "Pocałunki zamiast słów" to pierwszy tom serii Vancouver Agitators: Miłość na lodzie, która ma potencjał na fajne historie.😊 W tej poznajemy Winnie, która podczas wielkiej burzy przybywa do domku pełnego hokeistów i otrzymuje od nich pomoc. Nie wszyscy będą zachwyceni jej obecnością, ale Pacey od początku czuje się, jakby skądś tę dziewczynę znał. Nawiązują przyjaźń, która szybko przerodzi się w coś więcej, ale nie obędzie się bez problemów... Już tytuł sugeruje nam, że bohaterowie będą mieć jakieś tajemnice, ale zamiast zająć się nimi, zajmą się czymś innym.🤭 I rzeczywiście tak było, co też sprawiło, że książka była dość przewidywalna - my poznaliśmy prawdę wcześnie i czytając, czekałam tylko aż wszystko się zepsuje. Nie przepadam za takim zabiegiem, lubię być zaskoczona jakimś plot twistem, ale trudno. Sama relacja bohaterów była całkiem urocza, choć nie wiem czemu wiele osób mówi tu o slow burnie - dla mnie nie było slow.😁 Jasne, zaczęli od przyjaźni, ale mam wrażenie, że głębsze uczucie narodziło się między nimi bardzo szybko, zwłaszcza że akcja dzieje się w przeciągu kilku dni (nie licząc ciągu dalszego). Mimo to, czytało mi się to przyjemnie, być może również za sprawą bohaterów drugoplanowych, choć jak Winnie, ja również początkowo miałam problem z zapamiętaniem kto jest kim. To jednak wynika zapewne z chęci wprowadzenia wszystkich jednocześnie, aby móc kontynuować serię o pozostałych hokeistach, więc wybaczam ten lekki chaos.😊 Całość byłaby naprawdę dobra, ale jest kilka drobnych elementów, które mi nie podeszły, a mianowicie spicy sceny i tłumaczenie. A może po prostu tłumaczenie spicy scen. Jestem na nie i chyba będę unikać prac tego tłumacza, bo to podobne doświadczenie, co w "Surogatce", a niestety translator mocno wpływa na odbiór całości.😒 No i jeszcze kwestia sportu - nie spodziewajcie się go tu wiele, właściwie hokeja nie ma w tej części wcale, bo zawodnicy są po sezonie. A szkoda! Podsumowując, było to w stylu Meghan Quinn - lekko, zabawnie i przyjemnie, ale książka nie jest bez wad. Jeśli kolejne części będą przetłumaczone przez kogoś innego, pewnie po nie sięgnę, bo cała seria ma potencjał. Jeśli nie, to raczej zrezygnuję dla własnego komfortu.🥲 Tak czy siak, sprawdźcie sami! 6,5/10😊

Lettoaletto Grzelak Karolina

Trening uczuć. Ranczo Srebrzyste Sosny #2

Nie przyjmuję żadnego złego słowa o tej książce. Serio. To, jak świetnie się przy niej bawiłam i jak bardzo mnie wciągnęła, jest nie do opisania. Ivy Spencer pojawiła się już w poprzedniej części jako trenerka koni na ranczu Srebrzyste Sosny. Jej szef, Wade, to najbardziej zrzędliwy mężczyzna, jakiego można sobie wyobrazić a jednak muszą ze sobą ściśle współpracować. Oboje mają trudną przeszłość i wiedzą, że zbliżenie mogłoby tylko skomplikować ich życie. Tylko jak oprzeć się przyciąganiu i chemii, które pojawiają się za każdym razem, gdy są obok siebie? Napiszę to kolejny raz - ta seria dorównuje książkom Elsie Silver. Klimat rancza, małe miasteczko i rodzina, która dodaje uroku całej historii, tworzą coś naprawdę wyjątkowego. Ivy wiele straciła przez byłego partnera i nie pozwoli, by kolejny mężczyzna nią pomiatał czy mówił jej, jak ma żyć. Wade, po przejściach z byłą żoną, również ma złe doświadczenia. Kiedy więc przyciąganie między nimi staje się coraz silniejsze, oboje wiedzą, że to ryzykowne. Ale jak tu się nie zakochać w bohaterze, który na każdym kroku pokazuje, jak bardzo mu zależy i ile potrafi poświęcić zakochany mężczyzna? Ivy wydobywa z Wade’a uśmiech, a on przestaje być ponurym, zamkniętym w sobie człowiekiem. Autorka świetnie oddała napięcie między bohaterami. Relacja rozwija się stopniowo, od poznania i budowania przyjaźni, aż po moment, gdy uczucia biorą górę. A kiedy już dochodzi między nimi do zbliżenia… uwierzcie mi, robi się naprawdę gorąco. Humor jest tu ogromnym atutem - Ivy swoim gadulstwem nieraz wywołuje uśmiech. Dodajcie do tego mężczyznę, który mięknie tylko przy jednej kobiecie, wciągającą fabułę, motyw found family oraz kowboja, który wie, jak rozpalić serce i zmysły i otrzymujemy historię, która zostaje z czytelnikiem na długo. Wzruszyłam się też na tej historii a najbardziej pod koniec więc bardzo wam ją polecam!

Oczarowane.literacko Skrochocka Karolina