Recenzje
Akademia piłkarska #1. Gra się zaczyna
Książki z wątkiem piłki nożnej nie jest czymś, po co sięgam intuicyjnie. Właściwie jedyna książka z takim motywem, jaką czytałam wcześniej, to „Wiem, co zrobiłeś!” @adrian_bednarek_pisarz ale… to był zupełnie inny klimat 🤭 Właśnie dlatego sięgnięcie po „Akademię piłkarską” potraktowałam jako świadome wyjście poza swoją strefę komfortu i okazało się to bardzo dobrą decyzją. To historia 12-letniego Leo, chłopca z małego miasteczka w Ohio, który dostaje szansę wyjazdu do elitarnej piłkarskiej akademii w Londynie. Nagle trafia do świata, w którym wszyscy są najlepsi, pewniejsi siebie i lepiej wyszkoleni… a on musi zmierzyć się nie tylko z rywalami, ale też z własnymi brakami i przede wszystkim lękami. W tej książce jest dużo piłki nożnej. Sporo opisów meczów, treningów i boiskowych sytuacji, momentami bardzo szczegółowych. I choć dla osób, które nie znają terminologii sportowej, może to być odczuwalne, wszystko zostało podane w taki sposób, że nawet bez „sportowego zaplecza” da się spokojnie podążać za historią. Dla mnie te opisy nie były przeszkodą, raczej tłem, które budowało napięcie i pokazywało, jak wymagający jest świat, do którego trafia Leo. Dla młodszych dzieci, które nie są „w temacie”, może to być jednak trudniejsze do przebrnięcia. Największą siłą tej książki nie jest jednak sport, ale emocje: przyjaźń, rywalizacja, żałoba, prześladowanie, budowanie pewności siebie i odkrywanie, że serce do walki czasem znaczy więcej niż perfekcyjne przygotowanie. To bardzo ciepła, mądra historia o dorastaniu i odnajdywaniu siebie w miejscu, które początkowo wydaje się zupełnie nie dla nas. W książce pojawia się także niewielki wątek miłosny, jednak wszystko pozostaje w granicach w pełni dostosowanych do wieku czytelników. „Akademia piłkarska” to idealna książka dla młodszych czytelników, ale też świetna lektura dla dorosłych, którzy po prostu lubią dobrze opowiedziane historie z duszą. Jeśli szukacie książki, która łączy emocje, ambicję i autentyczność zdecydowanie warto dać jej szansę 💙
Do wesela się zagoi
Bardzo lubię książki Ludki Skrzydlewskiej, nic więc dziwnego, że dałam się skusić i tej😁. "Do wesela się zagoi" to historia pełna ciepła, zrozumienia i uczucia. Liczyłam na coś innego, ale dostałam coś o wiele lepszego, historię uroczą na maxa, która wciąga od pierwszych stron. Sutton i Hugh ich znajomość zaczęłam się od nieszczęsnej szarlotki (szkoda takiego pysznego ciacha😅🤭), a potem jest coraz lepiej. Na początku wojna, ale im dalej tym coraz większe uczucia. Sutton jest samotną matką uroczej siedmiolatki, Susie. Dziewczynka choruje na cukrzycę typu pierwszego, musi być cały czas pod nadzorem. Susie jest przesłodka, wszędzie jej pełno i każdy ma do niej słabość. Zmiękczy nawet serce takiego gburka jakim jest Hugh. Dla Sutton szczęście córki jest najważniejsze, o siebie dba na samym końcu. Dla niej zrezygnowała z wielu rzeczy, ale nigdy nie żałowała. Ona jest najważniejsza. Jak w tym ich układzie odnajdzie się Hugh, który nieśmiało i niepewnie wkroczy na ich teren? Hugh, wielki pan prezes i gburek. Interakcje międzyludzkie to nie jego bajka, ograniczył je do minimum. Woli spędzać czas w swoim towarzystwie w ciszy i spokoju. Wszystko się zmienia jak poznaje Sutton i Susie. W ich towarzystwie czuje się pewnie i nie przeszkadza mu rumor im towarzyszący. Do innych wycofany i oziębły, dla nich okaże się wielkim wsparciem i cudownym towarzystwem. Będzie wspierał i pomagał. Ich wspólne przygotowywanie ślubu przyjaciół przerodzi się w coś pięknego. Tylko czy dadzą sobie szansę na szczęście? Sutton mimo, że ma rodziców i siostrę, zawsze może liczyć tylko na siebie. To ona musi być zawsze odpowiedziana i samowystarczalna. Nikomu nie odmawia pomocy. Daje sobą pomiatać rodzicom i wiecznie znosi ich bezpodstawną krytykę. Nie umie się bronić, woli cierpieć w ciszy, niż kogoś zranić. Ale ile tak można? Ile można siebie stawiać na końcu? Susie jest jej światełkiem, jej cudowną pełną życia córeczką, co z tego, że jej nie urodziła, jak kocha ją najmocniej na świecie. Zawsze będzie stawiać jej dobro na pierwszym miejscu. Jest cudowną matką. Hugh przepadnie dla dziewczynki i jej matki. Nie szukał miłości, a znalazł nawet dwie🤭. Oj dziewczyny czasami dadzą mu popalić, ale będzie je wspierał i tak. Dla nich zmieni swoje życie, dla nich warto. Uwielbiam tą historię. Pochłonęłam ją w dwa dni, inaczej się nie dało. Szarlotka i Dinozaur🥰🥰🥰, pasują do siebie idealnie, uzupełniają się pięknie, a Susie jest przesłodka🥰🥰🥰. Razem tworzą piękna rodzinkę 🥰🥰🥰. Gorąco polecam 🥰🥰🥰
Our Perfect Forever. Historie nieopowiedziane. Wydanie ilustrowane
Ilustrowany dodatek do „Flaw(less)” Marty Łabęckiej to piękne uzupełnienie historii Josephine i Chase’a. Dzięki delikatnym ilustracjom i starannemu wydaniu książka nabiera wyjątkowego klimatu i pozwala jeszcze mocniej poczuć emocje bohaterów. To idealna propozycja dla fanów serii, którzy chcą wrócić do tej historii w bardziej magicznej, kolekcjonerskiej wersji.
Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1
„Pocałunki zamiast słów” to przyjemna, lekka i urocza historia, którą czytało mi się w zawrotnym tempie. Sporo tu dialogów i scen grupowych, ale to Winnie i Pacey grają pierwsze skrzypce i to wokół nich kręci się cała fabuła tej książki. Winnie trafia do domku pięciu hokeistów przez zrządzenie losu. Po trudnych przeżyciach nie planowała żadnego związku, jednak poznanie Paceya szybko wszystko zmienia. To on pokazuje jej, jak może wyglądać prawdziwa bliskość i miłość, a ona zaczyna wierzyć, że spotkała właściwego mężczyznę. Historia opowiedziana jest w narracji pierwszoosobowej, co bardzo lubię szczególnie przy tak dużej liczbie bohaterów. Dzięki temu łatwo było mi się odnaleźć, choć większość wątków i tak skupia się na relacji Winnie i Paceya. Ich relacja rozwija się powoli, mamy więc klasyczny slow burn, który uwielbiam. Tutaj jednak został on pokazany w dość specyficzny sposób. Bohaterowie są dorosłymi ludźmi, pracują i zarabiają na życie, a mimo to przez całą książkę miałam wrażenie, że czytam młodzieżówkę. Dialogi, myśli i zachowania postaci często brzmiały bardzo dziecinnie, momentami jakby zatrzymali się na etapie szkolnych lat. To sprawiało, że wiele rzeczy zwyczajnie mi zgrzytało i trudno było mi się z nimi w pełni utożsamić. Same dialogi są żartobliwe, co jest dużym plusem, ale bywały też zbyt niewinne i grzeczne. Bohaterowie często rozmawiają o błahostkach, które niewiele wnoszą do fabuły. A że dialogów jest tu naprawdę sporo i są one dość rozbudowane, część z nich sprawiała wrażenie jedynie zapychaczy, takich miłych w odbiorze, ale niekoniecznie potrzebnych. Mimo wielu zalet historia jest bardzo przewidywalna. Od początku wiadomo, dokąd to wszystko zmierza. Nie ma tu większych zaskoczeń, trudnych decyzji ani momentów, w których naprawdę obawiałabym się o los bohaterów. Choć Winnie i Pacey mają za sobą trudną przeszłość i własne rany, całość utrzymana jest w jednym, lekko żartobliwym tonie, zaledwie z kilkoma drobnymi spięciami. Pojawiają się również sceny spicy, jednak one także sprawiają wrażenie bardzo niewinnych, niemal jak pierwsze doświadczenia bohaterów, mimo że według fabuły nie są oni nowicjuszami. Nie do końca wiedziałam, jak to odbierać, dlatego czasem czułam lekki zgrzyt. Na plus zdecydowanie zasługuje pióro autorki, które jest lekkie, przyjemne i bardzo wciągające. Meghan Quinn potrafi stworzyć pełnowymiarową historię z wieloma bohaterami drugoplanowymi, którzy dodają jej energii. Choć jest to romans sportowy, sportu jest tu naprawdę mało. Poza faktem, że bohaterowie są hokeistami, niewiele znajdziemy scen stricte sportowych, co dla fanów tego gatunku może być rozczarowujące, jednak mnie to wcale nie przeszkadzało. Finalnie bardzo dobrze czytało mi się opowieść o pięciu hokeistach, którzy zaszyli się w domku w górach Kanady i pewnej burzowej nocy postanowili przygarnąć zabłąkaną dziewczynę. To historia, która daje pozytywne wibracje i czyta się ją z przyjemnością, jednak bez większych emocjonalnych turbulencji, ale za to lekko i komfortowo.
Bezwzględnie Twój. Królewscy fae z Edenu #1
Szukacie książki, która jest lekka, przyjemna i idealna na jeden wieczór? To Bezwzględnie Twój będzie strzałem w dziesiątkę! 📚✨ Jak obiecywała autorka w przedmowie - dostajemy dokładnie to, czego się spodziewamy: fajną, rozrywkową ale ze szczypią ognia lekturę, która wciąga od pierwszej strony, ale nie wymaga zbytniego zaangażowania. 😊 Motyw listów był naprawdę fajnym dodatkiem, który urozmaicał fabułę. Za to odliczanie do 25. urodzin bohaterki - super pomysł! Każdy rozdział zaczynał się nowym rokiem i wprowadzał ciekawą dynamikę do opowieści. ⏳ Tak, książka momentami bywa absurdalna, ale to chyba właśnie czyni ją tak wciągają i zabawną. 😅 Wątek romantyczny? No cóż, był zdecydowanie spicy! 🔥 Momentami absurdalny, zaborczy, mocno erotyczny - wręcz wyolbrzymiony, ale o to chyba właśnie chodziło w tej historii! 😅 Taki miał być, intensywny i pełen pasji. Każdy jego element sprawiał, że nie można było oderwać się od lektury. Natomiast motyw prezentów urodzinowych - po prostu uroczy! 🎁💕 Jeśli szukacie książki, przy której będziecie się śmiać, relaksować i po prostu dobrze bawić, Bezwzględnie Twój jest zdecydowanie lekturą, którą warto dodać do swojej listy! 💖 ale uwaga tak jak autorka ostrzega jest 50/50 szans ze wam się spodoba!