Recenzje
Addicted. Związani przeszłością
Co byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli, że macie prowadzić firmę ze swoim ex? Taką cudowną informacje dostają nasi głowni bohaterowie : Killian i Brealyn. Bree i Killian znają się od małego. Ich ojcowie założyli wspólnie sieć hoteli. Od małego wiedzieli, że kiedyś przejmą firmę po rodzicach. Kiedy wylądowali na wspólnych studiach spróbowali być razem, jednak jak się domyślacie ten związek okazał się jednym wielkim niewypałem. Ich historia była na tyle burzliwa, że gdy dowiedzieli się, że mają wspólnie prowadzić firmę byli wściekli. W szczególności, że ich biuro znajdywało się w jednym pomieszczeniu co groziło katastrofą. A teraz dość zdradzania szczegółów. Czas na moje przemyślenia. Przeczytałam tą książkę w dwa wieczory. Dawno żadna historia aż tak mnie nie zaciekawiła. Język którym posługuje się autorka jest świetny i łatwo się czyta. Historia dosłownie płynie, nic nie jest wymuszone ani nad wyraz wylobrzymione. Problem mały jest mały a duży jest duży. Zważając na to, że jest to książka z motywem biurowym, bałam się jej na początku. Bo to nie moje pierwsze zderzenie z tym motywem A poprzednie książki jakoś mi nie przypadły do gustu. Tutaj było zupełnie odwrotnie. Gdy tylko złapałam za nią byłam w szoku, widząc że po godzinie czytania byłam już na 90 stronie i nie chciałam jej odłożyć! Dlatego serdecznie wam ją polecam i czekam na wasze przemyślenia. A może ktoś z was już ją czytał? Jeśli tak to zapraszam do dyskusji!
Before destiny teaches us to forgive. Tom 2. Część 1
„Before destiny teaches us to forgive” to pierwsza odsłona drugiego tomu serii Destiny autorstwa Karoliny Szafrańskiej. Chociaż od dnia, w którym skończyłam czytać poprzednią część, minęło już półtora roku, zdecydowałam się sięgnąć po tę lekturę bez przypominania sobie tego, co wydarzyło się poprzednio. Czy była to dobra decyzja? Może nie do końca, ponieważ na samym początku trudno było mi sobie przypomnieć wszystkie szczegóły dotyczące konfliktu głównej pary, ale nawet dość szybko udało mi się odblokować w pamięci odpowiednią szufladkę i powiązać pewne fakty. W związku z tym muszę przyznać, że ta część znacznie różni się od poprzednich dwóch. I to nie tylko za sprawą warsztatu pisarskiego autorki, który bez wątpienia zaliczył duży progres, ale również dlatego, że główni bohaterowie historii — Destiny Joyce i Oscar Preston wreszcie zaczęli zachowywać się adekwatnie do swojego wieku. W tej odsłonie autorka skupiła się głównie na tym, by pokazać, jakie konsekwencje mają kłamstwa i że raz nadszarpnięte zaufanie jest bardzo trudno odbudować. Książka jest dosłownie naładowana różnego rodzaju emocjami, do tego stopnia, że miałam wrażenie, że zostawiła w tyle obie poprzednie części i to razem wzięte. Tym, co podobało mi się najbardziej, było pokazanie tego, jak świadomym popełnienia ogromnego życiowego błędu był Oskar. To, jak próbował udowodnić Destiny, że zasługuje na drugą szansę oraz jego determinacja i walka o to, by odzyskać zaufanie ukochanej, naprawdę mnie urzekło. I to do tego stopnia, że najchętniej nie odrywałabym się od lektury, ale niestety nie mogłam sobie na to pozwolić, ponieważ wzywały mnie zawodowe obowiązki. Oczywiście skupiając się na Oskarze, nie można zapominać również o Destiny, która w tej części również mi zaimponowała, stawiając siebie i swoje uczucia na pierwszym miejscu. Myślę, że panna Joyce z początku serii bardzo szybko wybaczyłabym Oskarowi, dusząc w sobie prawdziwe uczucia. Natomiast ta Destiny powiedziała dość — ja tu jestem najważniejsza i na swoich uczuciach powinnam się skupić — i właśnie to pokazało prawdziwy charakter tej postaci. Czy jest to zatem tom pozbawiony wad, zasługujący na najwyższą z ocen? Oczywiście, że nie, ponieważ zawsze znajdzie się coś, co można byłoby poprawić, ale czy to znaczy, że nie jest wart uwagi? Tę kwestię pozostawię wam oczywiście do indywidualnej oceny. Natomiast ja z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnej odsłony tej historii, ponieważ mam w głowie jeszcze wiele pytań, na które chciałabym poznać odpowiedzi.
Hiszpania city break. 20 pomysłów na weekend pełen wrażeń
Idealna propozycja dla wszystkich, którzy kochają krótkie, intensywne podróże i chcą w pełni wykorzystać każdy dzień wyjazdu. Autor zabiera czytelnika w podróż po najciekawszych hiszpańskich miastach, pokazując, że weekendowy wypad może być równie bogaty w doświadczenia jak dłuższe wakacje - i wcale nie musi rujnować budżetu. Książka wyróżnia się na tle klasycznych przewodników. Zamiast suchych dat, nazwisk i list zabytków dostajemy barwną opowieść o Hiszpanii - jej kulturze, tradycjach i codziennym życiu. To spojrzenie osoby, która przez lata mieszkała w tym kraju, podróżowała po nim i naprawdę go poznała. Dzięki temu opisy miast nie są powierzchowne, lecz pełne kontekstu i ciekawostek, które pomagają lepiej zrozumieć, dlaczego każde miejsce w Hiszpanii jest tak inne i wyjątkowe. Autor proponuje aż 20 gotowych pomysłów na city breaki - zarówno dla podróżujących solo, par, grup znajomych, jak i rodzin z dziećmi. Każdy weekend został zaplanowany w taki sposób, by połączyć zwiedzanie z lokalnymi smakami, atmosferą miasta i chwilami relaksu. Dużym plusem są praktyczne wskazówki dotyczące organizacji wyjazdu, oszczędzania pieniędzy i maksymalnego wykorzystania czasu. Na szczególną uwagę zasługuje sposób przedstawienia historii i tradycji. Zamiast encyklopedycznych informacji autor pokazuje, jak przeszłość wciąż wpływa na współczesne życie mieszkańców - w architekturze, świętach, kuchni i codziennych zwyczajach. Dzięki temu czytelnik nie tylko „odhacza” kolejne miejsca, ale naprawdę je czuje. To lekki, inspirujący i bardzo praktyczny przewodnik, który zachęca do spontanicznych podróży i odkrywania Hiszpanii na własnych zasadach. Idealna książka dla tych, którzy chcą podróżować mądrze, intensywnie i z klimatem - bez turystycznego schematu i bez nadwyrężania portfela.
Wietnam. Duchy i smartfony. Oblicza świata
Wietnam. Duchy i smartfony. Oblicza świata to fascynująca podróż w głąb kraju, który dla wielu kojarzy się głównie z egzotycznymi krajobrazami, ulicznym jedzeniem i historią wojny. Autor - mieszkający w Wietnamie od lat - pokazuje jednak znacznie więcej: codzienność zwykłych ludzi, kulturowe kontrasty i zaskakującą harmonię między tradycją a nowoczesnością. Już od pierwszych stron czuć, że to nie jest typowy reportaż podróżniczy pisany z perspektywy turysty. Autor prowadzi czytelnika przez zatłoczone ulice Hanoi, gdzie miliony skuterów tworzą pozorny chaos, a jednocześnie system, który działa zadziwiająco sprawnie. Następnie zabiera nas do spokojniejszych, ukrytych w górach wiosek oraz do świątyń pachnących kadzidłem, gdzie duchowość wciąż odgrywa ogromną rolę w życiu mieszkańców. Ogromnym atutem książki jest jej autentyczność i lekki styl. Autor z humorem opowiada o zwyczajach, które dla Europejczyka mogą wydawać się dziwne lub egzotyczne - czarne zęby starszych kobiet, zupa z ptasiej śliny czy silna wiara w duchy przodków. Każda z tych historii jest jednak osadzona w kontekście kulturowym, dzięki czemu nie szokuje, lecz ciekawi i pozwala lepiej zrozumieć mentalność Wietnamczyków. Tytułowe „duchy i smartfony” doskonale oddają charakter współczesnego Wietnamu - kraju, w którym starożytne wierzenia współistnieją z nowoczesnymi technologiami, a tradycyjne rytuały są równie ważne jak szybki internet i media społecznościowe. Ten kontrast jest jednym z głównych motywów książki i sprawia, że opowieść jest niezwykle barwna. To lektura nie tylko dla miłośników podróży, ale również dla tych, którzy chcą zrozumieć, jak wygląda życie w miejscu odległym kulturowo, a jednocześnie zaskakująco bliskim w ludzkich emocjach i codziennych troskach. To wciągający, pełen humoru i refleksji reportaż o kraju kontrastów. Autor zdejmuje z Wietnamu turystyczną maskę i pokazuje go takim, jakim jest naprawdę - żywym, skomplikowanym, pełnym tradycji i nowoczesności. To książka, po której trudno patrzeć na Wietnam w stereotypowy sposób.
Surogatka
W "Surogatce" Penelope Ward ponownie zabiera nas do klimatycznej Anglii, gdzie spotkamy bohaterów znanych może niektórym z "Arystokraty".😊 Tym razem jednak będzie do historia Sigmunda, który stanie przed nieoczekiwanym dylematem... Jego (eks?)teściowie chcą zostać dziadkami, korzystając z zamrożonych jajeczek zmarłej przed pięcioma laty córki. Pragną, aby to Sigmund był ojcem dziecka, co początkowo jest dla niego niewyobrażalne. Postanawia jednak przemyśleć temat i poznać lepiej znalezioną przez starszą parę surogatkę. Abby to dwudziestopięciolatka, która jest gotowa poświęcić niemal rok swojego życia, przeprowadzić się ze Stanów do Anglii i urodzić dziecko Britney. Jednak już pierwsze spotkanie Abby i Sigmunda jest dość nieudane i wydaje się, że cały plan nie wypali, jednak... Jednak coś się zmienia. Ostatecznie decydują się na ten krok, rozpoczynając tym samym relację, która szybko przekroczy granice współpracy i jakiegokolwiek profesjonalizmu. 🫢 Co jednak dalej? Czy Sigmund zdecyduje się wychować dziecko, czy początkowy plan oddania go teściom pozostanie aktualny?🤔 Cóż, w tej kwestii nie byłam na końcu zaskoczona i myślę, że Wy również domyślacie się, jak to wszystko się potoczy.😉 Zacznijmy jednak od początku. Uważam, że pomysł na fabułę autorka miała świetny, bardzo oryginalny i dający duże pole do popisu pod względem emocjonalnym. Zmarła żona, będąca miłością życia Sigmunda i kobieta, która ma nosić ich wspólne dziecko? To musi się udać!😁 Mam jednak wrażenie, że ten potencjał nie został do końca wykorzystany. Może trochę za szybko, jak na mój gust, bohaterowie dali się ponieść emocjom, jednocześnie - co mi lekko nie pasowało - nie myśleli w ogóle o przyszłości. Świadomie skazywali kogoś na cierpienie, albo jego, albo ją, albo dziecko, albo właściwie wszystkich i nie zdawali się tym przejmować. Żałuję, że nie wykazali ani trochę rozwagi i nie mówię o powstrzymywaniu się, tylko rozmowie, skupieniu się na prawdziwych uczuciach. Zabrakło mi też lepszego rozwinięcia tematu surogacji, jak i samej ciąży. Tak, wiem, że ciąża to nie choroba, bla, bla, bla, ale mimo wszystko jest to wyjątkowy stan i każda kobieta, która go doświadcza, doświadcza też różnych myśli, objawów, musi w pewien sposób zmienić swoje życie. Tu miałam wrażenie, że było zero przygotowania, zero choćby głupiego zastanowienia się czy wszystko można robić, jeść itd. Wyszło to trochę nienaturalnie i nierealistycznie. Ostatnie rzeczy, co do których mam zarzuty, to sam język oraz tłumaczenie. Podobnie jak przy "Arystokracie", miałam wrażenie, że dialogi to taki ping-pong. I cała książka się z nich składa. Mało opisów, mało przemyśleń bohaterów, a przecież pole do tego było ogromne. Najgorsze jednak było tłumaczenie. Nie będę się nad tym rozwodzić, jednak czuję się w obowiązku Was ostrzec, że jeśli nie lubicie pewnych określeń, to tu na pewno się pojawią. Cały wachlarz, od majteczek, przez maszty, po drągi. 😅 I nie, to nie jest kwestia tekstu autorki, tylko tłumaczenia, bo to do tłumacza należy dobór słów i dobry tłumacz wie, że nie zawsze dosłowny ekwiwalent jest najlepszym wyborem, zwłaszcza jeśli potem wychodzą teksty i wyrażenia, których nikt w danym kontekście nie używa. To tyle z negatywów, trochę ich jest, ale wbrew pozorom, moja ocenia nie będzie niska. Nadal to świetny pomysł na romans, nadal było to mnóstwo wzruszających momentów, nadal świetnie się bawiłam i kibicowałam bohaterom. Był piękny, sielski, angielski klimat, urocze relacje ze znajomymi, z niektórymi członkami rodziny oraz pewną cudowną staruszką.🥰 Całość podobała mi się też bardziej, niż "Arystokrata", a do książek Penelope Ward mam duży sentyment, więc nie przestanę ich czytać. 😁 7/10💛