Recenzje
Jedz mądrze, żyj zdrowo! Kompleksowy przewodnik świadomego odżywiania
Jedzenie emocjonalne i inne podjadania. Jak poprawić swoje relacje z jedzeniem
To nie Ty. Jak rozpoznać narcystycznych ludzi i uwolnić się od nich
„To nie ty. Jak rozpoznać narcystycznych ludzi i uwolnić się od nich” Ramani Durvasula To nie jest książka o narcyzach. To książka o ludziach, którzy w relacji z nimi zaczęli powoli znikać 😶🌫️ O tym, jak z czasem tracisz zaufanie do siebie. Jak zaczynasz uważać na słowa, wygładzać sytuacje i brać na siebie winę oraz odpowiedzialność za cudze emocje. Jak coraz częściej pojawia się myśl, że to z Tobą jest coś nie tak. I nie chodzi tu tylko o relacje partnerskie. Autorka pokazuje, że narcystyczne zachowania mogą dotyczyć również rodziców, innych członków rodziny, przyjaciółek, a także osób z pracy. Ludzi, z którymi masz codzienny kontakt i z którymi zerwanie relacji bywa bardzo trudne, a czasem po prostu niemożliwe. Na początku książki Ramani Durvasula tłumaczy, czym jest narcyzm i czym nie jest. Pokazuje, że to nie jedno zachowanie ani modna etykieta, ale całe spektrum cech i mechanizmów. Dzięki temu łatwiej zrozumieć, dlaczego czasem jest dobrze, a czasem bardzo trudno i dlaczego ta zmienność tak mocno miesza w głowie. Najmocniejsze w tej książce jest to, że normalizuje Twoje reakcje 🌿 Niepokój, dezorientacja, ciągłe analizowanie sytuacji, poczucie winy czy zmęczenie nie są oznaką słabości. Są naturalną reakcją na długotrwałe funkcjonowanie w relacji, w której granice są regularnie przekraczane. Autorka pokazuje też, że choć zerwanie kontaktu nie zawsze jest możliwe, to można nauczyć się stopniowo ograniczać wpływ takich osób na swoje życie. Jak stawiać granice i chronić siebie tam, gdzie całkowite odejście nie wchodzi w grę. To nie jest lekka lektura 📖 Nie daje prostych recept ani szybkiej ulgi. Daje jasność, język do nazwania doświadczeń i moment, w którym możesz przestać obwiniać siebie. Jeśli to brzmi znajomo, nie jesteś sama ❣️ Wiele z nas spotyka na swojej drodze osoby, przy których zaczyna wątpić w siebie albo nadal ma je w swoim otoczeniu. Ta książka może pomóc spojrzeć na to z większą uważnością i łagodnością wobec siebie. To nie Twoja wina 🤍
Surogatka
W "Surogatce" Penelope Ward ponownie zabiera nas do klimatycznej Anglii, gdzie spotkamy bohaterów znanych może niektórym z "Arystokraty".😊 Tym razem jednak będzie do historia Sigmunda, który stanie przed nieoczekiwanym dylematem... Jego (eks?)teściowie chcą zostać dziadkami, korzystając z zamrożonych jajeczek zmarłej przed pięcioma laty córki. Pragną, aby to Sigmund był ojcem dziecka, co początkowo jest dla niego niewyobrażalne. Postanawia jednak przemyśleć temat i poznać lepiej znalezioną przez starszą parę surogatkę. Abby to dwudziestopięciolatka, która jest gotowa poświęcić niemal rok swojego życia, przeprowadzić się ze Stanów do Anglii i urodzić dziecko Britney. Jednak już pierwsze spotkanie Abby i Sigmunda jest dość nieudane i wydaje się, że cały plan nie wypali, jednak... Jednak coś się zmienia. Ostatecznie decydują się na ten krok, rozpoczynając tym samym relację, która szybko przekroczy granice współpracy i jakiegokolwiek profesjonalizmu. 🫢 Co jednak dalej? Czy Sigmund zdecyduje się wychować dziecko, czy początkowy plan oddania go teściom pozostanie aktualny?🤔 Cóż, w tej kwestii nie byłam na końcu zaskoczona i myślę, że Wy również domyślacie się, jak to wszystko się potoczy.😉 Zacznijmy jednak od początku. Uważam, że pomysł na fabułę autorka miała świetny, bardzo oryginalny i dający duże pole do popisu pod względem emocjonalnym. Zmarła żona, będąca miłością życia Sigmunda i kobieta, która ma nosić ich wspólne dziecko? To musi się udać!😁 Mam jednak wrażenie, że ten potencjał nie został do końca wykorzystany. Może trochę za szybko, jak na mój gust, bohaterowie dali się ponieść emocjom, jednocześnie - co mi lekko nie pasowało - nie myśleli w ogóle o przyszłości. Świadomie skazywali kogoś na cierpienie, albo jego, albo ją, albo dziecko, albo właściwie wszystkich i nie zdawali się tym przejmować. Żałuję, że nie wykazali ani trochę rozwagi i nie mówię o powstrzymywaniu się, tylko rozmowie, skupieniu się na prawdziwych uczuciach. Zabrakło mi też lepszego rozwinięcia tematu surogacji, jak i samej ciąży. Tak, wiem, że ciąża to nie choroba, bla, bla, bla, ale mimo wszystko jest to wyjątkowy stan i każda kobieta, która go doświadcza, doświadcza też różnych myśli, objawów, musi w pewien sposób zmienić swoje życie. Tu miałam wrażenie, że było zero przygotowania, zero choćby głupiego zastanowienia się czy wszystko można robić, jeść itd. Wyszło to trochę nienaturalnie i nierealistycznie. Ostatnie rzeczy, co do których mam zarzuty, to sam język oraz tłumaczenie. Podobnie jak przy "Arystokracie", miałam wrażenie, że dialogi to taki ping-pong. I cała książka się z nich składa. Mało opisów, mało przemyśleń bohaterów, a przecież pole do tego było ogromne. Najgorsze jednak było tłumaczenie. Nie będę się nad tym rozwodzić, jednak czuję się w obowiązku Was ostrzec, że jeśli nie lubicie pewnych określeń, to tu na pewno się pojawią. Cały wachlarz, od majteczek, przez maszty, po drągi. 😅 I nie, to nie jest kwestia tekstu autorki, tylko tłumaczenia, bo to do tłumacza należy dobór słów i dobry tłumacz wie, że nie zawsze dosłowny ekwiwalent jest najlepszym wyborem, zwłaszcza jeśli potem wychodzą teksty i wyrażenia, których nikt w danym kontekście nie używa. To tyle z negatywów, trochę ich jest, ale wbrew pozorom, moja ocenia nie będzie niska. Nadal to świetny pomysł na romans, nadal było to mnóstwo wzruszających momentów, nadal świetnie się bawiłam i kibicowałam bohaterom. Był piękny, sielski, angielski klimat, urocze relacje ze znajomymi, z niektórymi członkami rodziny oraz pewną cudowną staruszką.🥰 Całość podobała mi się też bardziej, niż "Arystokrata", a do książek Penelope Ward mam duży sentyment, więc nie przestanę ich czytać. 😁 7/10💛
Mały człowiek, wielka sprawa. Odpowiedzi na 100 pytań, które zadaje sobie każdy rodzic
Jestem mamą 6-latka i 4-latka. Myślę, że okres największych buntów i tych wielkich-małych problemów minął to bywają jeszcze trudne momenty na które nie bardzo wiem jak reagować. Ta książka dała mi wiele spokoju i pomysłów na podejście do rozmowy i zachęcenia dziecka do współpracy. Ogromnie żałuję , że nie powstała kilka lat wcześniej, myślę , że wiele by mi ułatwiła :) Dzieciom zresztą też :) Ta książka daje nam zrozumienie. Dziecka, ale też… nas samych jako rodziców. Forma 100 pytań i odpowiedzi sprawia, że książkę czyta się bardzo lekko. Można ją czytać od deski do deski, ale też otworzyć w losowym miejscu - i niemal zawsze trafić na temat „na teraz”: złość, bunt, granice, zmęczenie rodzica, poczucie winy, presja otoczenia. Nie ma tu oceniania ani gotowych recept w stylu „zrób tak, a dziecko będzie grzeczne”. Są za to wyjaśnienia, dlaczego dziecko zachowuje się tak, a nie inaczej i co my - realni, zmęczeni, czasem bezradni rodzice - możemy z tym zrobić. Czytając, miałam poczucie, że ktoś siedzi obok i mówi: „To normalne. Nie jesteś złym rodzicem. Możesz spróbować inaczej.”