Recenzje
Wietnam. Duchy i smartfony. Oblicza świata
Czy iluzjonista może oczarować… słowem? Jak się okazuje, tak! Na dodatek czyni to w sposób przystępny, wciągający w lekturę i zaopatrzony bogatym słownictwem, sypiąc raz za razem ciekawostkami, historiami, anegdotami i własnymi doświadczeniami niczym asami z rękawa jak u - nomen omen - dobrego magika. O kim mowa? To Andrzej „Josyn” Nowak, który przez długi czas występował na scenach Polski ze swoimi pokazami, a kilka lat temu zdecydował się ulokować życie rodzinne w Hanoi. Swoją perspektywę widzianą bezpośrednio z bytowania w państwie położonym na Półwyspie Indochińskim przedstawia w książce pt.: „Wietnam. Duchy i smartfony” wydanej przez „Bezdroża” w serii „Oblicza świata”. Publikacja ta nie jest typowym przewodnikiem i nie wskazuje nam jakie miejsca warto krok po kroku zwiedzać w poszczególnych regionach kraju. Teoretycznie nie powinna również służyć jako planer podróży przed wyjazdem, co dla wielu bywa istotnym aspektem przy lekturze literatury podróżniczej. To jednak tylko teoria, bo w praktyce każda zawarta w niej opowieść mocno wpływa na zupełnie nowy, bądź częściowo zmieniony, sposób postrzegania Wietnamu i jego mieszkańców wraz z ich dorobkiem dziejowym i kulturowym, co może mieć diametralne znaczenie w sytuacji pojawienia się w konkretnym miejscu w danym czasie. A obraz wyobrażeniowy i obraz zastany, to często droga od skrajności do skrajności. W kontekście Wietnamu przybiera to mocno na sile, gdyż mamy do czynienia z krajem liczebnym w bardzo różnorodne, trzymające się tradycji grupy etniczne, a jednocześnie intensywnie podążającym za trendami i otwartym na nowoczesność. Przywołajmy w tym miejscu autora, który pisze, że „Wietnam XXI wieku to miejsce, gdzie tradycja i technologia nie tylko współistnieją, ale wręcz wzajemnie się wzmacniają”, co podpiera w książce całym szeregiem żywych historii. Zanurzając się w lekturze uwagę zwracają oczywiste wątki kulinarne (świetnie, że mamy podane oryginalne wietnamskie nazwy dań, ich tłumaczenia czy charakterystykę), wojenno-inwazyjne, artystyczne i po prostu - czysto międzyludzkie. Wreszcie istotną wartością jest możliwość uwydatnienia przez „Josyna” polsko-wietnamskich różnic kulturowych i społecznych w życiu codziennym, co wyszło mocno naturalnie dzięki osobistym doświadczeniom związanym z poznawaniem rodziny jego wietnamskiej żony. Dobrym przykładem jest to, że w Polsce nie przeszłoby nikomu na myśl, że posiadanie czarnych zębów może być oznaką elegancji czy dojrzałości, a w Wietnamie jak najbardziej tak! Szokuje? Ciekawi? Takich szalonych ciekawostek ukazujących wszystkie oblicza i twarze Wietnamu jest w tej książce o wiele więcej.
Exes and O's. Z byłymi nie ma żartów
Wracacie czasami pamięcią do dawnych relacji? Bohaterce „Exes and O’s” Amy Lea zdarza się i przynosi to różne skutki. Fanka romansów Tara Chen po raz kolejny ma złamane serce. Kobieta pragnie poznać miłość życia, jednak aplikacje randkowe zdają się nie przynosić efektów. Taka sytuacja wymaga nietypowych działań, więc Tara decyduje się odezwać do wszystkich swoich byłych partnerów w nadziei, że ci zmienili się przez lata. Przy tym szalonym pomyśle Tarze pomagać będzie jej nowy współlokator - Trevor. Ta dwójka będzie spędzać ze sobą coraz więcej czasu, a ich relacja rozwinie się w sposób, którego oboje nie oczekiwali. „Exes and O’s” to przyjemna i lekka historia w stylu komedii romantycznych. Główni bohaterowie są pełni energii i humoru, a do tego mają dobrą chemię. Tara i Trevor stanowią w pewnym sensie swoje przeciwieństwa, a skoro jak wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają, to zdecydowanie zdaje to egzamin. Nie można przy tym powiedzieć, że tej dwójki nic nie łączy a ich relacja sklejana jest na siłę. Autorka dała swoich postaciom czas na rozwinięcie relacji. Jeśli o czasie mowa - wyjątkowo muszę przyznać, że ta książka mogłaby być krótsza. W niektórych momentach brakuje trochę dynamiki i żwawszej akcji. Mam wrażenie, że niektóre sceny są lekkimi zapychaczami. Mimo pewnych mankamentów, uważam że ten tytuł od Amy Lea dostarcza sporo rozrywki i świetnie sprawdzi się jako lektura miła i odprężająca. Autorka przyjemnie zachowała tutaj balans między zabawnymi, a bardziej poruszającymi scenami, choć niewątpliwie bliżej tutaj do wyżej wspomnianej komedii, niż dramatu. To idealny tytuł dla fanów motywu drugiej szansy i historii, w których bardziej pikantne sceny są raczej drobnym dodatkiem, niż stałym elementem.
Kill me First
„K1ll Me First” to powieść z pogranicza romansu i mrocznego obyczaju, wpisująca się w nurt historii intensywnych emocjonalnie, balansujących na granicy światła i cienia. Autorka nie boi się tematów trudnych i kontrowersyjnych, a jej styl jest wyrazisty, momentami surowy, a jednocześnie nasycony emocjami. Fabuła skupia się na losach Mallory Morrigan, młodej dziewczyny stojącej na progu dorosłości, która po osiągnięciu pełnoletności trafia do świata dalekiego od normalności. Akcja rozgrywa się współcześnie i od samego początku wciąga atmosferą tajemnicy oraz napięcia. Historia koncentruje się na jej decyzjach, wyborach i stopniowym zanurzaniu się w rzeczywistości, w której moralność nie zawsze ma wyraźne granice. Mallory jest bohaterką złożoną i niejednoznaczną. Z jednej strony wrażliwa i zagubiona, z drugiej zaskakująco zdeterminowana, by odnaleźć swoje miejsce w świecie, który ją przeraża i fascynuje jednocześnie. Jej wewnętrzne rozdarcie, potrzeba akceptacji i chęć zrozumienia samej siebie czynią ją postacią wiarygodną i łatwą do emocjonalnego odczytania. Książka porusza wiele istotnych tematów: dojrzewanie, tożsamość, miłość w jej nieoczywistych formach, lojalność wobec rodziny, a także cenę wyborów, które podejmujemy zbyt wcześnie lub pod wpływem emocji. Jest tu również sporo o samotności i potrzebie przynależności, o pragnieniu bycia zauważoną i zrozumianą, nawet jeśli droga do tego prowadzi przez mrok. Styl Oliwii jest dynamiczny i obrazowy. Autorka posługuje się językiem przystępnym, ale nie banalnym, potrafi budować napięcie krótkimi, mocnymi zdaniami, a w momentach bardziej emocjonalnych pozwala sobie na odrobinę poetyckości. Narracja płynie szybko, co sprawia, że książkę czyta się z zaangażowaniem, a emocje bohaterki udzielają się czytelnikowi niemal odruchowo. Największą siłą „K1ll Me First” jest klimat, gęsty, niepokojący, a jednocześnie intrygujący. Podobała mi się kreacja głównej bohaterki oraz sposób, w jaki autorka stopniowo odsłania jej wnętrze. Historia potrafi zaskoczyć, a emocjonalne napięcie utrzymuje się przez większą część książki, sprawiając, że trudno się od niej oderwać. Nie jest to jednak powieść pozbawiona wad. Momentami tempo wydaje się nierówne, niektóre wątki mogłyby zostać pogłębione, inne zaś skrócone. Zdarzały się też decyzje bohaterów, które budziły mój wewnętrzny sprzeciw, choć z drugiej strony można je tłumaczyć młodością i emocjonalnością. Osobiście odebrałam tę książkę jako intensywną, chwilami niekomfortową, ale jednocześnie wciągającą. Zostawiła mnie z mieszanką emocji i kilkoma myślami, które wracały jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony.
Wewnętrzna przemiana i potęga podświadomości. Kreuj rzeczywistość poprzez myśli, emocje, nawyki i wiarę w siebie
„Dzięki mocy podświadomości to Ty trzymasz w rękach klucz do swoich sukcesów” Gdybym miała jednym słowem podsumować, co robi ta książka: to porządkuje. Porządkuje nasze myśli, emocje, a także to, jak patrzymy na samych siebie i swoje życie. Joseph Murphy skupia się tutaj na pokazaniu, jak przeogromny wpływ ma to, co dzieje się w naszej głowie. Uświadamia, że myśli są realną siłą, która kształtuje nasze nawyki, decyzje, sukcesy czy poczucie własnej wartości. Autor dużo mówi o pracy z umysłem, afirmacjach i zaglądaniu wgłąb siebie, często wracając do tych samych idei, co z czasem lekko zaczęło mnie nużyć. Książkę można czytać na spokojnie, rozdział po rozdziale lub bardziej wybiórczo, wracając do tych fragmentów, które akurat są nam w danej chwili potrzebne i na których mocniej pragniemy się skupić. Język jest bardzo przystępny, a książkę pochłania się błyskawicznie. To była dobra lektura. Ale tylko dobra, niestety. Nie znalazłam tutaj nic odkrywczego, raczej przypomnienie rzeczy, o których już wiedziałam. Niemniej, doceniam to, że mogłam na chwilę się zatrzymać, zajrzeć w swoje myśli i poukładać je na nowo. Kilka fragmentów naprawdę skłoniło mnie do refleksji. Ostatecznie spędziłam z nią przyjemny czas, nawet jeśli oczekiwałam od niej czegoś więcej
Randka z szefem. Garnitury Seattle #3
Trzeci tom niezwykłej serii Garnitury Seattle, który sprawia, że biznesmeni i ich przyszłe kobiety mocno zapadają w pamięci. Motywy jakie znajdziecie w tej historii to: - biznesmen & influenserka - szef & pracownica - mocno wyczuwalna chemia - on zakochuje się pierwszy - niezwykła randka - skomplikowane relacje rodzinne - tajemnicze skargi Brock i Piper poznali siew dosyć nieoczywistych okolicznościach, wręcz wstydliwych i niedopuszczalnych. Tern splot wydarzeń doprowadził ich do fantastycznej randce po urokliwej wyspie, która kończy się pobudzającym pocałunkiem. Żadne nie może o nim zapomnieć, ale wiedzą też, że to nigdy się nie powtórzy. Do czasu kiedy Piper staje w progu jego firmy i staje się jego pracownicą. Brock stoi na zachwianiu psychicznym związanym z pogarszającą się opinią o jego hotelach, a świeżość i szczerość Piper ma mu w tym pomóc. Jednak ta współpraca nie będzie przebiegać tak jak powinna, bo gdy w grę wchodzą uczucia, pożądanie i mocna chemia to nic nie będzie już takie proste. Autorka z wysublimowaną precyzją ukazała jak mocno ich do siebie ciągnie. Każde spotkanie jest uraczone głębokimi spojrzeniami, brudnymi myślami i nietrzymaniem rąk przy sobie. Brock mocno się stara ale kompletnie mu to nie wychodzi, gdyż Piper wyryła się w jego pamięci i nie potrafi się jej pozbyć, a może nawet nie chce. Z bohaterką jest podobnie. Wie, ze nie może, ale każdą rozmową i każdym dobry gestem w jej stronę, przepada. Na początku jest nieustępliwa i gryząca, gdyż on jest gburem. Musi minąć wiele czasu aby się dotarli i zrozumieli, że do wszystkiego potrzeba czasu. Poprowadzenie takiej relacji jest czymś czego szukam, a dokładniej: slow burn, nikt się nie śpieszy, chociaż pożądaniu szybko dają upust, ale to nie ono jest najważniejsze, gdyż Brock daje jej poczucie bezpieczeństwa i zdejmuje z jej barków wielki ciężar. Natomiast Piper robi wszystko aby obronić jego dobre imię, znieść skargi pod jego adresem, nawet jeśli ich relacja stoi po wielkim znakiem zapytania. Każde w swój sposób troszczy się o siebie i nie chce niczego w zamian. Takie misie tulisie z mocnym charakterem. Fabuła jest kompletnie nietuzinkowa i totalnie odświerzająca. Ubawiłam się tak jak nigdy, a to za sprawą ich ostrych lecz dowcipnych rozmów. Dają sobie takie przycinki, że głowa mała. Bohaterowie szczerzy, denerwujący, z charakterem, których ciężko złamać, ale gdy dochodzą do pewnych wniosków i w pełni zrozumieją swoje uczucia, to potrafią się zmienić. Jedyny malutki minus to słownictwo przy stosunkach intymnych, które było totalnie nie w moim guście. Pozostawało po sobie nieprzyjemny niesmak. Oprócz tego fabuła przewiduje pewne niespodziewane intrygi, które z jednej strony są oczywiste i znajome od samego początku, ale autorka tak to zakręciła, że jednak moje przypuszczenia poszły w inną stronę. Czy dobrą ? Tego Wam nie powiem. Autorka pokazała, że gdy na kimś nam zależy to jesteśmy w stanie wiele poświęcić i spróbować się zmienić. Potrzeba czasem czasu aby dojść do tego co się czuje i jakie decyzje powinno się podjąć. Walka o dobrą reputację może przynieść wiele dobrego, ale też i złego. Czasem to co cenne jest przed samym nosem i nie warto biec za czymś co nie ma znaczenia. Zanurzcie się w pięknym świecie podroży influenserki Piper, która musi podjąć pracą aby pomóc bliskim oraz gburka-szefa, który totalnie straci dla niej rozum. Ale Piper nie jest kobietą, która zostanie szybko zdobyta. Bruck będzie musiał się nie lada wysilić aby ją przekonać do siebie. Przeczytajcie i sami oceńcie czy taka relacja ma sens, a intrygi się wyjaśnią. 9/10❤️