Recenzje
Akademia mroku
📚𝐑𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐚📚 Hejka kochani! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książek „Akademia magii” i „Akademia mroku”. Gdy zaczęłam czytać pierwszy tom, od razu się w niego wciągnęłam i nie mogłam odłożyć książki nawet na chwilę. Jestem osobą, która osobiście nie przepada za fantastyką czy elementami fantastycznymi, lecz autorka opisuje wszystko w bardzo ciekawy sposób, dzięki czemu czytało mi się tę historię naprawdę przyjemnie. Powiem szczerze, że po przeczytaniu Akademii magii nie miałam dużych oczekiwań co do Akademii mroku. Myślałam, że autorka powinna po prostu stworzyć jedną książkę, która byłaby o 200-300 stron dłuższa, zamiast dzielić historię na dwa tomy. Jednak bardzo się myliłam. Po przeczytaniu Akademii mroku widzę, że autorka wykazała się ogromną kreatywnością. Drugi tom totalnie trafił w moje gusta czytelnicze. Bardzo mi się podobał i naprawdę szybko przez niego przepłynęłam, mimo że moje nastawienie przed rozpoczęciem lektury nie było zbyt dobre. Dodatkowo w drugim tomie urzekło mnie to, że pierwszy tom był opisany szczegółowo, przez co nie była wymagana znajomość Akademii magii. Ocena 4/5
Dług Josephine. W kajdanach lojalności
Moja ocena 4/5 ⭐ Liczba stron 418 Sugerowany wiek 18+ " To nie odwaga. To samotność w przebraniu rozsądku. Kto cię nauczył, że milczenie jest bezpieczniejsze niż prawda? Ile osób spało spokojnie, kiedy ty byłaś rozsądna?" Każdy, kto zna pióro Moniki Rutki, wie, że ona nie pisze łatwych książek. Nigdy do końca nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać, bo potrafi w jednej historii połączyć ból, nadzieję, trudne decyzje i bohaterów, którzy zostają w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony. Seria Pozorów po raz kolejny pokazuje, jak wygląda rzeczywistość wielu kobiet i ile ciężaru potrafią dźwigać od najmłodszych lat, często w całkowitym milczeniu. Josephine to bohaterka, która przeszła zdecydowanie więcej, niż powinna. Na swoich barkach nosi odpowiedzialność za wszystko i wszystkich, próbując za wszelką cenę utrzymać resztki swojego świata na powierzchni. Czuć od niej ogromne ciepło, troskę i siłę. Po skazaniu jej brata wszystko rozsypuje się jak domek z kart. Traci rodzinny dom, zostaje z długami i odpowiedzialnością za dwóch młodszych braci. Kiedy pod domem Josephine pojawia się człowiek, james syn człowieka odpowiedzialnego za wyrok jej brata, to proponuję dziewczynie układ, ma zostać jego tymczasowa partnerką w zamian, za to, że jeżeli Josephine chce, by jego ojciec cofnął fałszywe oskarżenia. Relacja między josephine i jamesa rozwijała się bardzo spokojnie, ich rozmowy między sobą, gesty oraz ta chemia, love IT! A każdą kolejną stroną można było zauważyć, jak zmienia się ich podejście do siebie. Jestem totalnie ich fanką. Historia nie skupia się jedynie na romansie, a też na uczuciach, relacjach czy też na innych bohaterach. Kilka scen mocno ścisnęło mnie za serce i sprawiło, że na chwilę musiałam odłożyć książkę, żeby je przetrawić.
Licealne intrygi
Ocena: ⭐⭐⭐⭐,5/5 Recenzja „Licealne intrygi” to książka z takiej trochę młodszej kategorii, która naprawdę mi się spodobała. Zawsze kiedy czytałam książki 14+, to miałam wrażenie, że jestem już na nie trochę za stara i nie znajdowałam w nich niczego dla siebie. Jednak z „Licealnymi intrygami” było zupełnie inaczej. Już od pierwszych stron książka naprawdę mnie wciągnęła i sama byłam zaskoczona, że czytało mi się ją aż tak dobrze. Historia opowiada o miłości, zdradzie, szantażach, tajemnicach i oczywiście szkolnych dramach, których tutaj zdecydowanie nie brakuje. I właśnie ten szkolny klimat bardzo mi się podobał, ponieważ wszystko wydawało się takie znajome i momentami naprawdę realistyczne. Niektóre sytuacje spokojnie mogłyby wydarzyć się w prawdziwym liceum. Jeśli chodzi o bohaterów, to wątek Julki i Oskara od razu mi nie siadł. Już na początku miałam wrażenie, że z tej relacji będą jakieś problemy i niestety się nie pomyliłam. Sama główna bohaterka momentami bardzo mnie denerwowała, głównie przez to, że była strasznie lekkomyślna i często podejmowała decyzje bez większego zastanowienia. Czasami podczas czytania miałam ochotę powiedzieć jej, żeby po prostu pomyślała chwilę, zanim coś zrobi. Z Oskarem również jakoś szczególnie się nie polubiłam. Nie był to bohater, którego od początku mogłabym nazwać swoim ulubieńcem, głównie przez jego zachowanie i to, jaki był w stosunku do innych. Mimo tego uważam, że bohaterowie byli ciekawi, bo nawet jeśli nie wszystkich dało się polubić, to na pewno nie byli nudni. Muszę też wspomnieć o motywie szkoły, bo moim zdaniem został on naprawdę dobrze pokazany. Są konflikty, plotki, relacje między uczniami, tajemnice i różne dramy, czyli dokładnie to, czego można się spodziewać po książce z takim tytułem. Dzięki temu cała historia miała taki lekki, młodzieżowy klimat i łatwo było się w nią wczuć. Sama fabuła naprawdę bardzo mnie wciągnęła. Im dalej czytałam, tym bardziej chciałam wiedzieć, co wydarzy się później. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak zakończenie, ponieważ kompletnie się go nie spodziewałam. Z jednej strony byłam w szoku, a z drugiej właśnie dzięki temu zakończenie tak bardzo mi się podobało. Lubię, kiedy książka potrafi mnie czymś zaskoczyć i nie wszystko jest od początku oczywiste. Podsumowując, jeśli szukacie lekkiej książki o licealnych dramach, miłości, zdradach i różnych tajemnicach, to myślę, że „Licealne intrygi” mogą być dobrym wyborem. Nie wszyscy bohaterowie przypadli mi do gustu, ale sama historia naprawdę mnie wciągnęła i zdecydowanie nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Jest to jedna z tych książek, przy których po przeczytaniu rozdziału mówiłam sobie „jeszcze tylko jeden”, a potem nagle okazywało się, że przeczytałam ich kilka.
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
Czy Ludka Skrzydlewska może w końcu napisać książkę, której nie pokocham? Bo zaczynam dochodzić do wniosku, że chyba nie. A tym razem razem z Magdaleną stworzyły historię, przy której przepadłam już od pierwszej sceny! Naprawdę, ja już nawet nie jestem zaskoczona i sięgając po „The STEM” wiedziałam, że to będzie dobre. I oczywiście, że się nie pomyliłam. Było słodko, ciepło, zabawnie, momentami gorąco i wszystko fajnie wyważone, że przez tę książkę po prostu się płynęło. I zacznijmy może od tego, że mamy tutaj STRAŻAKA. Dzięki temu mogłabym wziąć te książkę w ciemno, a kiedy do strażaka dorzucamy jeszcze samotnego tatuśka i chodzącą green flagę w postaci Cassidy’ego, to ja właściwie nie miałam żadnych szans, żeby tego nie pokochać. Cassidy jest opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny i taki, który częściej pokazuje czynami niż tylko gadaniem. A sceny z jego córką w momencie gdy sama jestem mamą? Kocham. Mała Zara skradła mi serce tak samo jak jej tata. Uwielbiałam to, jak fajnie została wpleciona w relację Jordan i Cassidy’ego, a nie jak piąte koło u wozu. Dostała tyle uwagi na ile zasługiwała. A Jordan? No chodząca katastrofa. Z jednej strony zabawna, inteligentna i zakochana w nauce, a przy tym przyciąga kłopoty jak magnes. A ten motyw naukowy świetnie się tu wkomponował i był dla mnie dość nowy, bo niewiele takich książek czytałam. Chemii między nimi nie brakowało, a to jak Cas nazywał ją „mała katastrofa” patrząc na ich wspólną przeszłość, było mega cute. Tu po prostu wszystko grało - humor nie był przesadzony, słodycz nie była przesłodzona, a kiedy robiło się emocjonalnie czy gorąco, też było ze smakiem. I jeszcze ten jesienny, małomiasteczkowy klimat, sąsiedzi, rodzinka, swatające mamuśki.. no ja naprawdę nie mam do czego się tutaj przyczepić - chapeau bas! Ludka, ja naprawdę nie wiem, co Ty robisz, ale rób tak dalej, a co do twórczości Magdy - zdecydowanie muszą ją nadrobić!
Nieplanowany układ
Camilla Cambell, trzydziestojednoletnia prawniczka, jest nieszczęśliwa. Jej przyjaciele Ash i Charlie właśnie biorą ślub, a ona ma wrażenie, że przegrała własne życie. Czuje się samotna bez kochającego partnera i dzieci. Nie mogłam się kompletnie doczekać tej książki, ponieważ uwielbiam tytuły napisane przez Zuzę i byłam bardzo ciekawa, co tym razem nam zaserwuje. Tym bardziej że motyw prób zajścia w ciążę nie jest czymś, co często spotykam w książkach. Wydaje mi się nawet, że był on pierwszym, który poruszał ten temat, dlatego tym bardziej byłam ciekawa tej historii. Kiedy więc miałam okazję po nią sięgnąć, od razu przysiadłam do czytania! I powiem tak, była to naprawdę bardzo przyjemna, a mimo wszystko lekka książka. Obyło się tutaj bez zbędnych konfliktów i niepotrzebnego przeciągania fabuły, które mogłyby tylko niepotrzebnie wydłużyć całą historię. I bardzo dobrze, bo moim zdaniem zupełnie nie byłoby to potrzebne. Na początku jednak nie mogłam się do końca wkręcić w tę książkę. Sama właściwie nie wiem, z czego to wynikało, bo pod względem językowym i stylistycznym absolutnie nie miałam się do czego przyczepić. Bardzo podobał mi się sposób, w jaki Zuza prowadziła historię i kreowała swoich bohaterów. Główny bohater początkowo trochę mnie denerwował, ale nie na tyle, żebym zapamiętała go negatywnie. Później natomiast pojawił się motyw randek, który był po prostu przezabawny! Szczerze mówiąc, mogłabym przeczytać o nich jeszcze więcej. Ogólnie jest to bardzo przyjemna lektura z fajnie wykreowanymi bohaterami. Zresztą z przyjemnością przeczytałabym jakiś spin-off o innych postaciach z tej paczki. Duży plus ode mnie również za bohaterów drugoplanowych, którzy naprawdę dobrze uzupełniali całą historię. Jeśli więc macie ochotę na lekką, zabawną i przyjemną historię z ciekawym motywem, zdecydowanie mogę Wam ją polecić!