Recenzje
Fragile Shadow
„Fragile Shadow” to książka, obok której nie da się przejść obojętnie. To historia, która boli, porusza i zostaje w nas na długo po przewróceniu ostatniej strony. Siedemnastoletnia Meridia Lory nie jest szkolną pięknością. Jest za to dziewczyną pełną kompleksów, które bezlitośnie wykorzystują rówieśnicy. Szyderstwa, kpiny i okrutne komentarze stają się jej codziennością, aż do momentu, gdy jej nagie zdjęcia przypadkowo trafiają do sieci. Ten jeden incydent niszczy wszystko. Zrozpaczona Meridia znika ze szkoły. Gdy wraca po roku, jest zupełnie inna. Zmienia się jej wygląd, a wraz z nim pozycja w szkolnej hierarchii. Nagle zainteresowanie zaczyna jej okazywać Azrael Rave licealna gwiazda i jednocześnie jeden z tych, którzy wcześniej ją gnębili. Chłopak proponuje jej pewien układ. Tylko czy można zaufać komuś, kto był częścią największej traumy? Ogromnie cieszę się, że na polskim rynku pojawiają się takie książki jak ta odważne, poruszające trudne tematy i pokazujące, jak ogromny wpływ na naszą psychikę ma zachowanie innych ludzi. Wiktoria w niezwykle wrażliwy sposób porusza temat bodyshamingu, który dziś jest wszechobecny. Myśli i uczucia gnębionej bohaterki zostały opisane tak autentycznie, że momentami aż ściskało mnie w środku. Zachowanie Meridii było dla mnie w stu procentach zrozumiałe,jej nieufność, odpychanie ludzi, którzy próbowali się do niej zbliżyć, to naturalna reakcja na ból i traumy, które nosiła w sobie. Ta walka z przeszłością została pokazana niezwykle realistycznie i poruszająco. Azrael… to postać, której nie da się nie lubić. Opiekuńczy, pewny siebie, pełen sprzeczności zdecydowanie to on skradł moje serce. To ten typ bohatera, którego chciałoby się spotkać w prawdziwym życiu, mimo jego nieidealnej przeszłości. Fabuła i sam zamysł na historię uważam za świetne. To książka, która skłania do refleksji i pokazuje, jak cienka jest granica między tym, co czujemy, a tym co wyrażamy. Jak bardzo słowa, gesty i zachowania innych ludzi potrafią ranić i jak długo zostają w nas te rany. „Fragile Shadow” to prawdziwy rollercoaster emocji a wiecie, że kocham książki, które wywołują emocje i dotykają czegoś głęboko ukrytego w środku. Ta historia mnie złamała a jej zakończenie? Zupełnie nie tego się spodziewałam i to właśnie ono jeszcze mocniej podkreśla wyjątkowość tej książki. Bohaterowie są dopracowani, fabuła spójna i nieprzekombinowana, a całość wypełniona emocjami. Styl pisania autorki jest dokładnie taki, jaki lubię lekki, ale niosący ogromny ładunek emocjonalny nie ma tu długich, nużących opisów, wszystko jest przemyślane i doskonale wyważone. To jedna z tych książek, która łamie, ale też otwiera oczy. Pokazuje, jak cienka jest granica między słowem a czynem i jak głęboko słowa potrafią w nas utkwić. Jeśli lubicie książki poruszające trudne tematy, pełne emocji i refleksji koniecznie sięgnijcie po „Fragile Shadow”. To historia warta każdej minuty, którą z nią spędzicie.
Korona przeznaczenia. Królestwa Okrith #3
༄ Korona Przeznaczenia Królestwa Okrith tom 3 A.K. Mulford Mam wrażenie, że z każdym kolejnym tomem tej serii autorka schodzi o poziom niżej. Poprzednie dwa tomy skradły moje serce — ten wydał mi się już mocno naciągnięty i nie jestem pewna, czy w ogóle będę miała ochotę sięgać po dalsze części tej serii. Cała akcja poprowadzona była naprawdę chaotycznie. Nie do końca potrafiłam złapać, o co i gdzie chodzi, a główny wątek całego śledztwa był dla mnie dość płytki. Zabrakło mi tu tych ikonicznych akcji i ciekawych momentów z poprzednich tomów. Autorka zbyt mocno skupiła się na relacji głównych bohaterek, działając tym samym na niekorzyść całej fabuły i spłycając najlepsze momenty. Wątek romantyczny zdecydowanie wysunął się tu na pierwszy plan, a tajemnice, bitwy i niebezpieczeństwo były jedynie dodatkiem. Uważam, że zdecydowanie lepiej wyszłoby, gdyby zamienić te elementy miejscami na liście priorytetów i poprowadzić relację romantyczną w tle. Nie było tu żadnych większych plot twistów — wielu rzeczy można było domyślić się dużo wcześniej, co sprawiło, że zamiast czekać z napięciem na dalsze wydarzenia, wyczekiwałam momentu, aż bohaterowie w końcu połączą kropki. Nie lubię zostawiać niedokończonych serii, więc prawdopodobnie i tak w końcu przeczytam następne tomy, ale raczej nie będę wyczekiwać ich z tak wielkim entuzjazmem jak dotychczas.
Milionerka i barman
"Jestem twoją zgubą, Zoe. Im szybciej to rozumiesz, tym mniej będziesz cierpieć." Dwa światy oddzielone złośliwą ciszą, połączone jednym, nieproszonym uczuciem. W jednym z nich szczęście brzmi jak szelest banknotów, w drugim jak śmiech dziecka wypełniający puste ściany. Ona wychowana pośród luksusów, przesycona dobrocią portfela, a wybrakowana z uczuć i on, z pustymi kieszeniami, czujący nazbyt wiele. Jedna noc, przypadkowe spojrzenie i splot zdarzeń, który uruchomił nieodwracalny ciąg spotkań. Czy odważą się uwierzyć, że to uczucie, które ich połączyło, przezwycięży wszystkie różnice? „Milionerka i barman” to niezwykle wdzięczny tytuł, który przywołuje na myśl dobrze znane schematy oparte na kontraście światów i różnicach klasowych, a jednocześnie budzi w czytelniku niezdrową ciekawość, czy historia ta zdoła wyjść poza utarte, znane wszystkim ramy. Początkowo nie pokładałam w tej historii w zasadzie większych nadziei, jednak muszę przyznać, że autorka przedstawiła stereotypową fabułę w sposób zaskakująco świeży. Zdecydowanym autem są również motywy poboczne, które wdzięcznie łączą tekst w spójną całość, pozwalając wczuć się w codzienność bohaterów. Wieść o przeszłości Oliviera, którego konsekwencją jest pojawienie się maleńkiej Lili, stanowi jeden z bardziej zaskakujących dla mnie elementów i wyraźnie wykracza poza znane w tym gatunku schematy, dodając historii emocjonalnej głębi. Pierwsze spotkanie bohaterów jest spotkaniem, które zapada w pamięć na dłużej i pozostawia po sobie irytującą nutę niezdrowej fascynacji, która sprawia, że nie sposób oderwać się od lektury. Jestem w stanie pokusić się o nawet o rzadko spotykane w moich ustach stwierdzenie, że autorka posiada niezwykłą lekkość w kreowaniu akcji, nawet w przypadku pozornie przypadkowych zdarzeń, które z łatwością zaskarbiają sobie uwagę czytelnika. Pozytywnie zaskoczył mnie również charakter Zoe, która. choć wychowana wśród nadmiernych luksusów i przyzwyczajona do nowoczesnych wygód, bez najmniejszego trudu odnalazła się w domu pełnym rodzinnego ciepła i dziecięcego śmiechu, tak odmiennym od tego, który sama znała. Zaskakujące było, jak szybko i naturalnie zaaklimatyzowała się w obcej przestrzeni, przyjmując ją z niewymuszoną otwartością, jakby to właśnie tam czekało na nią jej wymarzone miejsce na świecie. Dlaczego więc nie zakochałam się w tym tytule bez tchu? Cały misternie utkany plan zniweczyło zakończenie, którego wciąż nie potrafię w pełni zrozumieć, mimo iż dałam sobie nawet kilka dni refleksji przed przystąpieniem do spisania niniejszej recenzji. Zabrakło rozmowy, przepracowania pewnych, ciążących na barkach postaci traum i domknięcia wątków, które budowały ujmującą autentyczność tej powieści. Zamysł autorki, odsłaniany później stopniowo w mediach społecznościowych, który tłumaczył iż w tej historii nie było miejsca na klasycznie szczęśliwe zakończenie, a jej finał miał być zaledwie powiewem nadziei, pozostawił we poczucie emocjonującego niedosytu.
Surogatka
Zawsze z dużym zainteresowaniem sięgam po książki Penelope Ward, więc wiedziałam, że ta także znajdzie się na moim TBR. Ten tytuł był przyjemny, zaciekawił mnie także! Główni bohaterowie są niczym ogień i woda! A trudny temat, którego musi się podjąć Sigmund: główny bohater, nie daje spokoju! Po pięciu latach od śmierci jego miłości życia, jej rodzice pragną wnuka, a na taką okazję ich córka zamroziła jajeczka. Oni nie wyobrażają sobie innego ojca, niż jego. W dodatku mają już surogatkę! Fabuła już od początku mnie zaintrygowała. Niesamowicie przyjemnie czytało mi się myśli bohaterów po ich pierwszym spotkaniu, a im dalej fabularnie szliśmy, tym więcej myśli oboje mieli na swój temat, w dodatku z biegiem czasu pojawiały się także uczucia. Uwielbiam głównych bohaterów, zwłaszcza widać, że są od siebie różni, ale i tak potrafią się porozumieć i zrozumieć. W dodatku poboczne bohaterowie… matko uwielbiam, a zwłaszcza starszą panią w pensjonacie, gdzie zatrzymała się Abby: główna bohaterka. Najbardziej w fabule podobało mi się zakończenie, które jednocześnie mnie zmiotło z planszy, ale także rozczuliło!
Podaj dalej
hejka! przychodzę dzisiaj do was z recenzją "𝐏𝐨𝐝𝐚𝐣 𝐃𝐚𝐥𝐞𝐣" autorstwa Isaac'a Fitzsimons'a. Zaczynając poznawać tą historię niekoniecznie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, jednakże już od pierwszych stron, fabuła zaczęła przybierać na sile, a ja? Zakochiwać. Kiedy chcemy kogoś poznać, zazwyczaj liczymy na to, że znajomość uda nam się rozwinąć w szkole, parku, kawiarni a nawet w sklepie...cóż, tutaj to wszystko zaczęło się od przypadkowego "potrącenia" autem w pierwszy dzień nowej szkoły po przez rodzicielkę Spencer'a, nieznanego chłopaka na motorze - 𝐉𝐮𝐬𝐭𝐢𝐜𝐞'𝐚 𝐂𝐨𝐫𝐭𝐞𝐬'𝐚 który swoją miłość zawdzięcza piłce nożnej a całe jego życie oddane jest kościele. Natomiast 𝐒𝐩𝐞𝐧𝐜𝐞𝐫 𝐇𝐚𝐫𝐫𝐢𝐬 - utalentowany do gry w piłkę nożną, transpłociowy chłopak. Na pierwszy rzut oka, można by rzec że ta dwójka jest dla siebie stworzona.. i na początku tak było, jednakże niedopowiedziane słowa, tajemnice, strach a przedewszystkim ukrywanie się - było ich największym problemem. 𝑩𝒐 𝒘 𝒋𝒂𝒌𝒊 𝒔𝒑𝒐𝒔ó𝒃, 𝑺𝒑𝒆𝒏𝒄𝒆𝒓 𝒎ó𝒈ł 𝒑𝒓𝒛𝒚𝒛𝒏𝒂ć 𝒔𝒊ę, ż𝒆 𝒕𝒂𝒌 𝒏𝒂𝒑𝒓𝒂𝒘𝒅ę 𝒏𝒊𝒆 𝒋𝒆𝒔𝒕 𝒓𝒐𝒅𝒛𝒐𝒏𝒚𝒎 𝒎ęż𝒄𝒛𝒚𝒛𝒏ą, 𝒂 𝑱𝒖𝒔𝒕𝒊𝒄𝒆 𝒎𝒊𝒎𝒐 𝒐𝒈𝒓𝒐𝒎𝒏𝒆𝒋 𝒘𝒊𝒂𝒓𝒚 𝒘 𝒃𝒐𝒈𝒂 𝒘𝒐𝒍𝒊 𝒎ęż𝒄𝒛𝒚𝒛𝒏? To jakie Spencer dostaję wsparcie od rodziców myślę, że nie jedna osoba mogłaby mu pozazdrościć, gdyż po mimo ujawnienia się przed nimi, dalej okazywali mu swe wsparcie a przedewszystkim miłość. A Aiden? myślę, że każdy z nas, zasługuje na taką przyjaźń, jaką mieli Aiden wraz z Spencer'em. Natomiast Justice? Cóż.., tak bardzo jest mi go żal, mój biedny.., on z swoją orientacją musiał się ukrywać, a jego rodzice pod żadnym pozorem nie potrafili przyjąć tej wiadomości do głowy. Motyw piłki nożnej zdecydowanie był odczuwany i coś czuję, że poznałam swój nowy, ulubiony motyw. Pamiętam momenty jak cieszyłam się jak nienormalna gdy finalnie, udało im się wygrać finał, a ligia dopuściła i wysłuchała Spencer'a.