Recenzje
In my 20s. 26 lekcji, które dałabym młodszej sobie
Aleksandrę Pawlik znam od bardzo dawna. Ma własny kanał na youtubie, który regularnie oglądam. Dlatego gdy usłyszałam, że wydała książkę od razu musiałam ją mieć! Tak samo jak Ola gdy byłam mała myślałam, że w wieku 20 kilku lat będę już taaaaaka dorosła! Moje życie będzie uporządkowane, jednak rzeczywistość okazała się nie taka kolorowa. Autorka zaczyna książkę od podejmowania trudnych decyzji jeszcze w wieku nastoletnim - od wyboru szkoły średniej, przedmiotów maturalnych aż do wyboru studiów. Trzeba pamiętać, że zawsze mamy prawo do zmiany decyzji, gdy uznamy, że wybór dokonany przed laty już nie jest dla nas. Warto zastanowić się czy opinia, którą usłyszeliśmy od innych ma dla nas znaczenie. Fakt, że ktoś się wypowiada nie znaczy, że warto go słuchać. Dlatego warto filtrować osoby od których przyjmujemy rady. Aleksandra Pawlik pokazuje również jak ważna jest sztuka odpuszczania. Nie jest to słabość, lecz strategia. Nie możemy patrzeć, że tyle już zainwestowaliśmy dlatego szkoda to odpuścić. Musimy pamiętać, że nie da się napisać nowego rozdziału życia jeżeli wciąż patrzymy na ten poprzedni. Także większość relacji ma swój termin ważności. Dzięki książce zrozumiałam, że nie tylko ja mierzy się z trudnościami podczas dorosłego życia. Gdy chcemy coś zrobić najważniejszym jest zacząć. Bardzo spodobała mi się rada, że gdy jestem najmądrzejsza w pokoju to znaczy, że jestem w złym pokoju ponieważ wtedy nie możemy się dalej rozwijać. Książka jest niezwykle wartościowa ❤️
Kill me First
„Kill Me First” to książka, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Od pierwszych stron wciąga w mroczny świat płatnych zabójców i szybko buduje napięcie. Osobiście uwielbiam ten motyw, a jeśli dodamy do tego silną główną bohaterkę, która nie pozwala sobie wejść na głowę, to jak dla mnie - połączenie idealne! 🖤 Mallory Morrigan to osiemnastoletnia, odważna i nieposkromiona (do czasu) dziewczyna, która rozpoczyna nowy rozdział swojego życia w Portland. Wychowuje ją ojciec - Marcus - będący jej mentorem, przewodnikiem i nauczycielem zawodu. Mallory, trenująca sztuki walki i samoobronę, pragnie w pełni oddać się swojemu przeznaczeniu i stać się tak doskonała jak jej ojciec. Ogromny plus za dobrze rozpisane wątki walk oraz pierwszych zleceń. Pewnego razu, podczas wieczornego spotkania Marcusa z ludźmi z innej organizacji, bohaterka poznaje bruneta o granatowych oczach, który niebezpiecznie wywróci jej życie do góry nogami. Azrael, przejawiający psychopatyczne zachowania (podobnie jak Mallory), zasiewa w niej ziarno ciekawości - chęć poznania go od tej drugiej, nieco cieplejszej strony. Muszę przyznać, że ich pierwsze zbliżenie było jak wybuch nieaktywnego wulkanu: niespodziewane, niebezpieczne, ociekające czystym pożądaniem, bez absolutnie żadnej kropli miłości. Prawdziwa eksplozja emocji. Ich zmysłowo-konfrontacyjne dialogi, przekomarzania i prowokacyjne zachowania były wprost uzależniające - zdecydowanie mogłoby być tego wątku więcej. Wątek powracającego demona z przeszłości, narastającego niebezpieczeństwa i otwierającej się rany został niezwykle dobrze rozpisany, choć wiele pozostaje dla czytelnika tajemnicą. Rozdziały z perspektywy prześladowcy głównej bohaterki podsycały ciekawość, budowały napięcie i wprowadzały subtelny dyskomfort. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że ta historia muska gatunek dark romance, dlatego polecam ją czytelnikom o mocniejszych nerwach. Skończyłam czytać z ogromną chęcią wykrzyczenia: „Ale jak to?! ” I choć można zacząć domyślać się, kto stoi za wiadomościami, nagraniami i prezentami, odpowiedź wciąż nie jest jasna. Końcowe rozdziały dostarczyły tyle akcji, że przestałam ufać komukolwiek - każdy stał się dla mnie podejrzany. Uwielbiam debiuty, które potrafią pochłonąć od pierwszej strony, emocjonalnie przeorać, wypluć i zostawić czytelnika w osłupieniu. Drugiego tomu będę wyczekiwać jak pierwszych ciepłych dni po mroźnej zimie, a autorce biję brawo. 👏
Milionerka i barman
„Zoe cię tylko bada nie wierz w żadne jej słowo, bo należy do osób, które lubią zawstydzać innych. To diablica w ciele anioła.” "Milionerka i barman" to powieść, która już od pierwszych stron intryguje i zapowiada zderzenie ze sobą dwóch światów i dwóch różnych osobowości, których losy splatają się, tworząc emocjonalną historię, która w niektórych momentach jest wręcz bolesna. To historia o dojrzewaniu emocjonalnym, przewartościowaniu swojego życia i wartości, o odwadze i wyjściu poza strefę komfortu. Zoe to kobieta, która ma dosłownie wszystko. Żyje w wygodnej i pełnej luksusu klatce, sama pochodzi z bogatej rodziny, a związek z bogatym facetem jest dla niej wygodny, bo wie, czego może się za każdym razem spodziewać i podąża wytyczonymi ścieżkami. Nie wierzy w miłość ani w uczucia. Do czasu, bo wtedy pojawia się Olivier. Skromny barman, samotny ojciec, odpowiedzialny, szczery, ostrożny i mocno stąpający po ziemi. Już raz został bardzo mocno zraniony i teraz miał jasno wyznaczone cele i granice, ale Zoe sprawiała, że zaczynał łamać własne zasady. Czy dwoje tak zupełnie różnych charakterów i światów może być razem szczęśliwych? Czy los miał jakiś plan wobec nich? „Bo wierzysz w bajki Zoe. A życie nie jest cholernym opowiadaniem o wielkiej miłości milionerki i barmana.” Czytając tę książkę, towarzyszył mi rollercoaster emocji, napięcie, jakie pulsuje między bohaterami da się wyczuć już od pierwszej strony. Każde ich spotkanie aż iskrzy od niewypowiedzianych uczuć, frustracji, strachu i niedomówień. Za przekraczanie swoich granic płacą emocjonalną i bolesną cenę. Ich przemiana nie przychodzi łatwo i jest bardzo bolesnym doświadczeniem. Niestety postawa Zoe wywoływała we mnie irytację i złość. Wielokrotnie miałam ochotę nią potrząsnąć. Ta książka drażni, irytuje, ale i fascynuje. To historia o zderzeniu oczekiwań z rzeczywistością, o błędach i o tym, co tak naprawdę ma znaczenie, o wewnętrznej przemianie i bólu.
Uwięziona. Bez kontroli
Życie ze mną może być bajką. Zadbaj, by nie była to bajka o złym wilku Przyznam, że jestem w ...szoku😑 Kiedy skończyłam czytać pierwsze o czym pomyślałam jak to możliwe ? Dragon jest....Nie napisze , bo to byłby spojler. Dawno juz mnie tak nie zaskoczyło zakończenie książki. To było tak dobre, tak idealnie wymyślone, ze chylę czoła przed autorką @sylwiakruk.autorka Luiza i Dragon historia porwanej i przetrzymywanej 20 letniej dziewczyny przez 36 letniego Dragona. 3 tomy pełne sprzecznych uczuć, trzymający w napięciu do końca i to zakończenie ....Chylę czoła ...szok
Wioska zagubionych serc. Riverside Lane #2
Czy Cranbridge znów mnie otuliło? Tak. I nawet się z tym nie kłóciłam. W Wiosce złamanych serc Alison Sherlock wracamy do Cranbridge, ale tym razem latem. Lucy przyjeżdża tu trochę z obowiązku, trochę z potrzeby ucieczki. Ma zaopiekować się wujkiem Frankiem i… no cóż, szybko okazuje się, że to miasteczko znowu potrzebuje ratunku. Tym razem chodzi o lokalną gazetę The Cranbridge Times, która ledwo zipie, a jej redaktor naczelny Tom wygląda jak ktoś, kto już dawno stracił wiarę, że cokolwiek da się jeszcze naprawić. I jeśli spodziewacie się wielkich dramatów albo historii miłosnej, która wybucha od pierwszego spojrzenia, to od razu mówię nie tutaj. Ten tom to znowu slow burn. I to taki naprawdę slow. Uczucia są gdzieś w tle, między rozmowami, wspólną pracą, codziennością. Bez wielkich deklaracji, bez fajerwerków. Raczej ciche „jestem obok” niż „nie mogę bez ciebie żyć”. I mnie to totalnie kupiło. Lucy nie jest bohaterką, którą wszyscy pokochają. Jest trochę zagubiona, chwilami bezradna, taka… życiowo poturbowana. Ale chyba właśnie dlatego łatwo było mi ją zrozumieć. Tom z kolei to facet zmęczony odpowiedzialnością, który robi swoje, chociaż w środku ma już naprawdę niewiele nadziei. Ich relacja to bardziej leczenie złamanych serc niż klasyczny romans. Najbardziej jednak urzeka mnie w tej książce klimat. Cranbridge znowu żyje własnym rytmem. Jest sielsko, trochę nostalgicznie, bardzo wspólnotowo. Ludzie, którzy może nie zawsze są idealni, ale kiedy trzeba, potrafią się zebrać i pomóc. Jest pies, jest gazeta, są rozmowy i takie małe momenty, które składają się na coś większego. To nie jest książka pełna akcji. Dużo tu zwykłego życia, pracy, prób ogarnięcia rzeczy, które dawno wymknęły się spod kontroli. I wiecie co? To wystarczy. Czytałam ją wieczorami, gdy dom już spał, z herbatą pod ręką, myśląc „jeszcze tylko jeden rozdział”. Idealna lektura na moment, kiedy nie chce się emocjonalnej jazdy bez trzymanki, tylko spokoju. Nie każdemu się spodoba. Ale jeśli lubicie ciepłe historie o drugich szansach, powolnych uczuciach i miasteczkach, które leczą lepiej niż terapia, to Cranbridge znowu zrobi swoje.