Recenzje
Jesteś wystarczająca. Odblokuj swoją moc i uwierz w siebie
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, która trafiła w moje ręce w idealnym momencie - a może po prostu w każdym momencie byłaby idealna? Mowa o poradniku „Jesteś wystarczająca”, który czyta się jak długą, szczerą rozmowę z przyjaciółką. I właśnie taką recenzję chcę Wam dziś przekazać - bez sztucznego zachwytu, ale z mocnym przekonaniem, że to lektura potrzebna wielu z nas. Dla kogo jest ta książka? Najpierw szczera diagnoza Autorka zaczyna od prostego, ale niezwykle ważnego pytania: Czy często myślisz „muszę bardziej, muszę więcej, muszę mocniej”? Czy karzesz się za bycie „nie dość” - mądrą, spokojną, piękną, silną? Jeśli choć raz w życiu odpowiedziałaś na to „tak”, to już wiesz - ta książka jest dla Ciebie. Nie ma tu podziału na wiek, zawód czy status. To książka dla każdej kobiety, która gdzieś w głębi nosi przeświadczenie, że dopiero kiedy stanie się idealna, zasłuży na odpoczynek, miłość czy akceptację. Główna myśl: „wystarczająco” to nie „za mało” Kluczowe słowo tej książki to właśnie „wystarczająca”. Autorka (Sylwia, której historia przewija się przez cały tekst) pokazuje, jak latami goniła za wyimaginowaną doskonałością, aż w końcu zrozumiała, że nie musi być idealna - i że wcale nie chce. Że można po prostu być wystarczającą - tu i teraz. To nie jest postawa rezygnacji czy lenistwa. To przestrzeń na oddech, na życie w zgodzie z sobą, na docenienie tego, co już mamy i kim jesteśmy. Co znajdziemy w środku? Nie tylko teoria Książka jest cienka, ale treściwa. Nie ma tu lania wody - są za to: · Historie kobiet w różnym wieku - prawdziwe, poruszające opowieści, które pokazują, że nie jesteśmy same w swoich wątpliwościach. · Filozofia kaizen w życiu codziennym - czyli metoda małych kroków, znana z biznesu, ale tu pokazana jako narzędzie łagodnej zmiany w życiu osobistym. · Ćwiczenia i afirmacje - konkretne narzędzia, które pomagają odkryć swoje wartości, zatrzymać się i usłyszeć własne potrzeby. · Spokojne, ale mocne przesłanie: możesz być silna i prosić o pomoc. Masz prawo mówić „nie”. Masz prawo odpuścić. Dlaczego ta książka różni się od innych poradników? To nie jest kolejna pozycja, która każe ci „się rozwijać”, „stawiać cele” i „być lepszą wersją siebie”. Wręcz przeciwnie - zaprasza cię do zatrzymania się. Do uznania, że już teraz jesteś wartościowa. Że nie musisz zdobywać kolejnych certyfikatów, ważyć mniej czy mieć idealnego domu, żeby czuć się dobrze. Czytając, miałam wrażenie, że autorka mówi do mnie jak do przyjaciółki: „Hej, widzę, jak się męczysz. Może już czas odpuścić?”. Moje osobiste odczucia - dlaczego to dotarło? Przyznam się Wam - mam tatuaż z napisem „always enough”. Zrobiłam go, żeby pamiętać, że jestem wystarczająca. A jednak… życie czasem tak przyspiesza, że te słowa gdzieś uciekają. Ta książka przypomniała mi o nich. Uporządkowała myśli, uspokoiła i dała poczucie, że mogę być dla siebie bardziej czuła. Jeśli też łapiesz się na tym, że: · porównujesz się z influencerkami, · czujesz, że musisz robić więcej, bo inaczej „nie zasłużysz”, · twój wewnętrzny krytyk nie daje ci spokoju, · perfekcjonizm odbiera ci radość z małych rzeczy… …to ta książka może być dla ciebie bezpiecznym przystankiem. Czy warto przeczytać? Zdecydowanie tak. Nawet jeśli część treści wyda ci się znajoma (bo którą z nas nie dotyka kwestia poczucia własnej wartości?), to sposób, w jaki autorka o tym mówi, jest wyjątkowo autentyczny i empatyczny. To nie suchy poradnik - to zaproszenie do łagodności wobec siebie. Idealna na: · wieczór, gdy czujesz się przytłoczona, · chwilę zwątpienia, · lub po prostu jako reminder: jesteś ważna taka, jaka jesteś. „Jesteś wystarczająca” to książka, która nie naprawia, a przytula. Nie każe ci się zmieniać - zaprasza cię do zaakceptowania. W świecie, który ciągle wymaga więcej, to przesłanie jest bezcenne. Dajcie sobie szansę ją przeczytać. A potem - dajcie sobie prawo być wystarczającymi. Bo naprawdę nie musimy być idealne. Wystarczy, że jesteśmy. Ocena: 9/10 (Dla każdej, która potrzebuje usłyszeć, że już jest dość dobra.)
Kill me First
“Kill me first” jest książką Oliwii Kryspin, charakteryzującą się bardzo nieprzewidywalną i pełną tajemnic fabułą. Od razu stwierdzę, że ta lektura nie należy do tych “lekkich” książek. Przez całą historię było można wyczuć napiętą atmosferę oraz ogromną ilość emocji. Warto wspomnieć, że jest to książka dla dorosłych czytelników! Główna bohaterka to córka płatnego zabójcy, która sama wkracza w ten mroczny świat. W międzyczasie zmaga się z tajemniczą przeszłością. Dziewczyna otacza się głównie ludźmi z tej samej branży, ale z innymi zasadami i priorytetami, mimo to udaje im się w pewien sposób tolerować siebie nawzajem. Jest to książka o sile fizycznej jak i tej psychicznej. Bohaterowie lektury podejmując własne decyzje, mierzą się z ich konsekwencjami. Świetna książka, pełna napięcia oraz zwrotów akcji! Z przyjemnością stwierdzam, że jest to jedna z lepszych książek jakie miałam okazję przeczytać. Nic dodać, nic ująć. Z niecierpliwością czekam na drugi tom tej porywającej historii. Ocena: 5/5
Malbat znaczy zemsta
„MALBAT znaczy zemsta” to grubaśna powieść, która mimo swojej objętości wciągnęła mnie od pierwszych stron. Autorka, Zuzanna Gromadzińska, pisze naprawdę dobrze, nie ma w książce fragmentów nużących, a jej opowieść płynie sprawnie, trzymając czytelnika w napięciu. Muszę także przyznać, że obawiałam się objętości, ale autorka udowodniła, że potrafi stworzyć dobrą powieść i jednocześnie nie zanudzić rozwleczonymi opisami. Akcja toczy się w trudnym, mafijnym świecie, który Gromadzińska wykreowała z dużą precyzją i dbałością o szczegóły. Choć książka pełna jest dialogów, niektóre z nich poświęcone są przyziemnym sprawom, które z jednej strony dodają historii realizmu i swojskości, ale z drugiej mogłyby w moim odczuciu zostać bardziej skondensowane, bez rozwlekania niektórych scen, aby zminimalizować objętość książki i nie rozwlekać niektórych fragmentów. Mimo to widać, że autorka miała konkretny pomysł i udało jej się go świetnie zrealizować. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie z perspektywy Alice i Christiana, dwójki bohaterów udających małżeństwo, ale czy na pewno to wszystko jest udawane? To między nimi rozwija się wątek romantyczny, który wnosi sporo emocji, ale choć interesujący, nie do końca porwał mnie emocjonalnie. Sama dwójka bohaterów jest sympatyczna i da się ich polubić, jednak relacja romantyczna w moim odczuciu nie była głównym atutem powieści. Historia rozkręca się, gdy Nancy, dawna przyjaciółka bohaterów, zaprasza ich na swój ślub. Na pozór zwykła sytuacja staje się punktem wyjścia do konfrontacji z przeszłością, której wszyscy chcieli uniknąć, a nawet do której nie mieli prawa dopuścić. Byli członkowie organizacji MALBAT, choć związani z nielegalnym światem, tworzyli między sobą więź silniejszą niż obowiązki mafijne, byli dla siebie rodziną i przyjaciółmi. Dla Alice, Christiana i Liama życie poza tą grupą było nudne, a ich tęsknota za dawnym życiem nadała historii dodatkowego wymiaru emocjonalnego. Dlatego kiedy dostają zaproszenie na ślub, z tęsknoty za dawnym życiem, które utracili, mimo niebezpieczeństwa, postanawiają zaryzykować. Pomimo groźnych, drastycznych scen, książka nie jest przytłaczająca. Autorka wplata humorystyczne nuty i barwne postaci, które wprowadzają lekkość i równowagę między dramatem a codziennością. Akcja jest dynamiczna i nie pozwala nam się nudzić, ponieważ tu cały czas coś się dzieje, a napięcie rośnie w miarę poznawania kolejnych wydarzeń i sekretów bohaterów, czy wypadania nieoczekiwanych „trupów z szafy”. Czy książka mi się podobała? Zdecydowanie tak, głównie dlatego, że jest dobrze napisana, wciągająca i pełna zwrotów akcji. Ale z drugiej strony, mój gust czytelniczy sprawia, że czasem czułam lekki przesyt mafijnymi wątkami i porachunkami. Mimo to uważam, że powieść świetnie sprawdzi się wśród osób lubiących ten gatunek, bo jest przystępna w odbiorze, nie przytłacza trudnymi tematami, a jednocześnie oferuje emocjonującą i dopracowaną historię, która potrafi mocno szokować.
Moonshine Kiss. Tajemnicze miasteczko Bootleg Springs
Klimat małych miasteczek. Lubicie? Ja wprost uwielbiam - i nie bez powodu sama mieszkam w małej miejscowości. Lucy Score oraz Claire Kingsley w serii Tajemnicze miasteczko Bootleg Springs przenoszą nas właśnie na prowincję, gdzie każdy każdego zna, plotki roznoszą się z prędkością światła, ale jednocześnie można liczyć na pomoc sąsiadów w każdej trudnej sytuacji. Zaczęłam poznawać tę serię od trzeciego tomu, co zupełnie nie przeszkodziło mi w zrozumieniu fabuły. Ten tom opowiada historię Cassidy - zastępczyni szeryfa, która od lat podkochiwała się w bracie swojej najlepszej przyjaciółki. Do czasu, gdy usłyszała, że jest dla niego jedynie jak młodsza siostra. Lata minęły, ale wydarzenia z przeszłości wciąż silnie wpływają zarówno na Cassidy, jak i Bowiego. Gdy ożywa niewyjaśniona sprawa zaginięcia sprzed lat, całe miasteczko ponownie zostaje najechane przez dziennikarzy i musi stawić im czoła, a relacja pomiędzy tą dwójką bohaterów staje się wyjątkowo problematyczna. Cóż tu wiele pisać - to lekka, przyjemna i pikantna opowieść. Najbardziej urzekł mnie jednak nie wątek romantyczny, a silne relacje panujące w społeczności Bootleg Springs. Uwielbiam czytać o amerykańskich miasteczkach, w których mimo wszechobecnego plotkarstwa istnieje silne poczucie wspólnotowości i sprawczości. O miejscach, gdzie w momencie, gdy dzieje się krzywda jednemu z mieszkańców, ludzie po prostu łączą siły i działają. Autorki opisały te relacje z dużą dawką humoru, trochę w krzywym zwierciadle - mieszkańcy nie boją się działać na cienkiej granicy prawa, a ich poczynania śledziłam z uśmiechem na twarzy. A wątek romantyczny? To typowe childhood friends - bohaterowie znają się od lat, wiele razem przeżyli i znają swoje mroczne sekrety, więc budowanie związku na tak niepewnych fundamentach nie należy do najłatwiejszych. I dokładnie tak jest w tej historii. Mimo wszystko gorąco im kibicowałam i z dużym zainteresowaniem śledziłam, jak potoczy się wątek kryminalny. Znacie już tę serię? A teraz Wasza kolej - lubicie takie historie osadzone w małych miasteczkach? Macie swoje ulubione tytuły z tym klimatem?
TIME of lies
3,75/5⭑ 𝐓𝐈𝐌𝐄 𝐨𝐟 𝐥𝐢𝐞𝐬 to książka, która totalnie mnie zaskoczyła. Podeszłam do niej bez żadnych oczekiwań i boże to było genialne! Ta historia zaciekawiła mnie od pierwszych stron i nie potrafiłam się od niej oderwać, aż do samego końca. Na początku może się wydawać, że 𝐓𝐈𝐌𝐄 𝐨𝐟 𝐥𝐢𝐞𝐬 to kolejna młodzieżowa z motywem enemies to lovers oraz nowa szkoła jednak tak nie jest. Już od pierwszych rozdziałów czuć taki klimat tajemniczości i sekretów. Nowa szkoła, dziwne zasady i tajemnicze stowarzyszenie TIME sprawiały, że nie potrafiłam przerwać czytania, bo chciałam wiedzieć jeszcze więcej.Autorka świetnie buduje napięcie, stopniowo odsłaniając kolejne elementy układanki.Ogromnym plusem są fragmenty pamiętnika Aurory, dzięki któremu możemy lepiej zrozumieć jej emocje i jeszcze mocniej wczuć się w historię. Bohaterowie stworzeni przez autorkę są cudowni! Aurora to bohaterka, której nie da się nie polubić. Jest wrażliwa, trochę zagubiona, ale jednocześnie silna i prawdziwa. Nie zawsze wie, co zrobić, popełnia błędy i właśnie dlatego ją polubiłam, ponieważ jest bardzo podoba do mnie pod tym względem. Timothy to ten typ bohatera, który jednocześnie irytuje i przyciąga. Jest on tajemniczy oraz pewny siebie, można powiedzieć, że taki typowy chłopak z takich książek. Styl pisania jest lekki i przyjemny, a jednocześnie pełen emocji. Historia wciąga coraz bardziej z każdą stroną, a zakończenie… zostawia ogromny niedosyt i masę pytań. Po tym zakończeniu nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejny tom! 𝐓𝐈𝐌𝐄 𝐨𝐟 𝐥𝐢𝐞𝐬 to historia, która zdecydowanie warto przeczytać i zasługuje ona na większą popularność!