ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Wrocław. Nieprzewodnik dla turystów i mieszkańców

Jako Wrocławianin z zaciekawieniem sięgnąłem po książkę "Wrocław. Nieprzewodnik dla turystów i mieszkańców", której autorką jest Izabela Ganske, a wydaną przez Bezdroża. Ten Nieprzewodnik zabiera czytelnika do miejsc nieoczywistych i mniej oczywistych, choć mieszkańcy Wrocławia mogą znać część z nich. Nawet oni znajdą w książce coś dla siebie, wybierając spośród części: Ludzie Miejsca Osobliwości Izabela Ganske, która jest absolwentką kulturoznawstwa i przewodnikiem po Wrocławiu, oprowadza nas po mieście, proponując odkrywanie atrakcji poza utartymi szlakami. Kiedy czytałem o ludziach związanych z Wrocławiem, to dowiedziałem się o pionierze nurkowania Karlu Klingercie oraz "pomniku" mu poświęconym, jaki stoi na skwerze przy budynku PWSSP. A to tylko przykład, bo w książce znajdziesz fragmenty, których bohaterami są Jan Mikulicz-Radecki, Max Berg, Andrzej Waligórski czy Wanda Rutkiewicz. Z zaciekawieniem przeczytałem też rozdział "Wielcy we Wrocławiu (na chwilę)", z którego dowiedziałem się m. in., jak długo przebywał w mieście Juliusz Słowacki, gdzie mieszkał i jak wspomina nasze miasto. W części "Miejsca" znajdziesz zarówno Ostrów Tumski (jak pisze autorka - Śląski Watykan), ciekawostki związane z dworcami kolejowymi, opisy enklaw zieleni oraz podpowiedzi, skąd można spojrzeć na Wrocław z góry. Dla poszukiwaczy niestandardowych atrakcji Izabela Ganske opisała wrocławskie niezwykłe pomniki (np. Arena Jerzego Beresia) oraz muzea o oryginalnej tematyce i murale miejskie. Ostatnia część to już wrocławskie Osobliwości, czyli miejsca lub wydarzenia ściśle związane z Wrocławiem i specyficzne dla naszego miasta. Tu znajdziesz opis "klatki dla wariatów", historię czarnej ospy i kciuka Fredry, a także dowiesz się więcej o "szlaku toalet i pisuarów z przełomu XIX i XX wieku". Czytając "Nieprzewodnik" znalazłem kilka błędów, jakie pozostały po redakcji i korekcie (np. data śmierci Słowackiego - 1949 rok na str. 100, czy błędna definicja iperytu na str. 114). Te drobne usterki nie zmniejszają jednak intelektualnej przyjemności, jaką sprawiło mi czytanie książki. Trochę żałuje, że w książce nie ma zdjęć i ilustracji, ale to może też zachęcić, aby zobaczyć opisane miejsca "na własne oczy". Jeśli chcesz poznać Wrocław wnikliwie i spojrzeć na miasto z innej perspektywy, to polecam "Wrocław. Nieprzewodnik dla turystów i mieszkańców".

ItalJarek - Włochy oczami Polaka Rubin Jarosław

Bezwzględnie Twój. Królewscy fae z Edenu #1

Nastawiałam się na tę książkę naprawdę bardzo pozytywnie. Serio opis kupił mnie od razu. Miałam wrażenie, że to będzie dokładnie ten klimat, który tak kocham: trochę fantastyki i trochę romansu. Totalnie moje rejony. I pierwsze strony faktycznie dawały nadzieję, że to będzie to. Ale… kompletnie się przeliczyłam. Im głębiej wchodziłam w tę historię, tym bardziej mój początkowy entuzjazm znikał. Do tego zaczęły pojawiać się pierwsze opinie i trochę się przeraziłam - i niestety muszę przyznać, że w wielu kwestiach naprawdę się z nimi zgadzam. Ta książka jest… po prostu dziwna. I kompletnie nie dla mnie. 🙈 Fabuła miała OGROMNY potencjał, ale została poprowadzona tak niekonsekwentnie, że momentami autentycznie ciężko mi się ją czytało. I mówię to ja - osoba, która uwielbia dark romance, pokręcone motywy i nie boi się naprawdę dziwnych relacji. Ja naprawdę potrafię wiele zaakceptować, bo to tylko fikcja literacka. Ale tutaj? Momentami byłam totalnie zniesmaczona, momentami przerażona, a przede wszystkim, wybijana z rytmu. Pierwszy raz od dawna musiałam rozchodzić książkę. Autentycznie wstać, pochodzić, ochłonąć. Relacja między bohaterami była dla mnie kompletnie nielogiczna, chaotyczna, toksyczna i nieogarnięta. I chociaż bardzo chciałam polubić tę historię, nie byłam w stanie. A jeśli chodzi o elementy fantastyczne to jest raczej romans, a nie nawet romantasy. Świat praktycznie nie istnieje, poza tym, że pojawia się fae. Kto liczy na rozbudowaną fantastykę z romansem, raczej będzie zawiedziony. Mimo wszystko starałam się dostrzec jakieś pozytywy. Muszę przyznać, że momentami pojawia się lekki, fajny humor, który trochę rozluźniał atmosferę. Postacie drugoplanowe również wypadały o wiele ciekawiej niż główna relacja i naprawdę szkoda, że nie było ich więcej. Samo tłumaczenie było całkiem przyjemne. No i oczywiście wydanie. Ta okładka jest przepiękna, przyciąga wzrok i aż sama prosi się o to, żeby dać tej historii szansę. I może właśnie dlatego jest mi tak przykro, że bardzo długo balansowałam na granicy DNF-u. Dałam tej książce szansę, chciałam być obiektywna, chciałam ją poznać od początku do końca, żeby może jednak się do niej przekonać. No… nie udało się. Na sam koniec muszę powiedzieć wprost: to nie jest książka dla mnie i ja osobiście nie jestem w stanie jej polecić. Ale jednocześnie absolutnie nie twierdzę, że nie może się komuś spodobać. Ile osób, tyle gustów - ktoś może zupełnie inaczej odebrać tę historię, może kupić tę pokręconą relację, może zachwyci go klimat, którego ja nie potrafiłam poczuć. Jest szansa, że komuś ta książka podejdzie. Po prostu ja nie znalazłam w niej tego, czego szukałam.

wscibskieczytanie Klebaniuk Karolina

Folwark zwierzęcy

Czy czytałam kiedyś książki Orwella? Nigdy. Czy słyszałam o nich i o samym autorze? Zdecydowanie tak. Od wielu lat planowałam sięgnąć po książki Orwella i w końcu się udało. Na pierwszy rzut poszedł „Folwark zwierzęcy”. W gospodarstwie każde zwierzę wkłada swój niewielki wysiłek w rozwój gospodarstwa. Gdy pewnego dnia ciągłe znęcanie się i zaniedbanie farmera staje się nie do zniesienia, wszystkie zwierzęta zwołują specjalne zebranie, aby wprowadzić zmiany. Rodzi się rewolucyjny pomysł: zwierzęta będą same sobą rządzić. Razem stworzą nową erę, w której wszystkie zwierzęta będą równe. Jednak samowystarczalność i samorządność niosą ze sobą ciężkie brzemię, z małymi i dużymi obowiązkami dla każdego zwierzęcia. Wkrótce w nowej przystani zaczynają pojawiać się drobne tarcia. Jest to ewidentnie zarówno satyra, jak i alegoria, dystopijna opowieść, a autor, George Orwell, nie ukrywał, jaki reżim i jakich polityków tak bezlitośnie parodiował. Jednak, jak to bywa w przypadku wszystkich wielkich powieści, przemawia do nas i skrywa wiele ponadczasowych prawd. „Folwark zwierzęcy” to żywy opis tego, jak działa system hierarchiczny i jak będzie się on utrzymywał, dopóki społeczeństwo ślepo będzie wierzyło w to, jak zręczny manipulator odwraca uwagę od jednego ważnego problemu, koncentrując się na mniejszym. To potężna książka, zarówno pod względem treści, jak i stylu. Niesamowite jest to, jak świat zwierząt odzwierciedla świat ludzi. W książce Świnie nie tylko odzwierciedlają ludzi, ale wręcz się nimi stają. A potem widzimy, jak te zwierzęta, mając absolutną władzę, tworzą nowe systemy i jak okrutnych rzeczy się dopuszczają. Świnie niszczą i zabijają inne zwierzęta, choć twierdzą, że są ich zbawcami. Obserwacje George’a Orwella są, niestety, prawdą o ludzkich zachowaniach. Są ponadczasowe i obecne w każdej instytucji, firmie, rodzinie - w zasadzie w każdej grupie ludzi. „Folwark zwierzęcy” daje dużo do myślenia, składania do wielkich refleksji. Jeśli jest ktoś, kto jeszcze nie zna tej pozycji, ogromnie polecam po nią sięgnąć! P.S. Na uwagę zasługuje też to, jak wspaniałe jest to wydanie! Ilustracje autorstwa „@s_e_p_e są fenomenalne!

bujonetka Izdebska Aneta

Malbat znaczy zemsta

Nasze życie po raz kolejny stanęło na głowie. Osamotnieni, czuliśmy pustkę w sercach, lecz kiedy włączyliśmy nasze siły działy się niepokojące rzeczy. „Malbat znaczy zemsta „to kontynuacja powieści Malbat znaczy rodzina mrocznego thrillera z elementami romansu mafijnego, który porywa od pierwszych stron. Po rozpadzie Malbatu Alice osiadła w skandynawskim miasteczku Holmestrand. Próbuje zapomnieć o grzechach, które nosi na sumieniu i o ludziach, którzy jeszcze niedawno byli jej rodziną taka z wyboru. Christian oraz Liam nadal są obok niej trójka zranionych, a jednak trzymających się razem, bo tylko razem potrafią udźwignąć ciężar przeszłości. Starają się żyć, nie rozpamiętując tego, co im odebrano… ale jak można naprawdę odciąć się od osób, które były dla ciebie wszystkim? Ich codzienność zostaje przerwana, gdy dostają zaproszenie na ślub Nancy niby nie winne, niby przyjacielskie… ale w tym świecie nic nie jest przypadkiem. To wydarzenie staje się początkiem nowej gry, pieczołowicie przygotowanej pułapki, która ma ściągnąć Malbat z powrotem tam, skąd próbowali uciec. Sztokholm zamiast świętowania przynosi strach, napięcie i brutalne zdarzenia, które jasno pokazują ktoś zaczął polowanie. A oni są pionkami nawet jeśli nie znają jeszcze zamiaru wroga. Autorka po mistrzowsku łączy thriller z mafią gatunki, które uwielbiam, a które niezwykle rzadko są tak dobrze sklejone w jedną hipnotyzującą całość. Tajemnice gonią tajemnice, przeszłość zaciska się na gardle jak stalowa obręcz, a klimat niepewności unosi się dosłownie na każdej stronie. Fabuła jest dopracowana w najmniejszym szczególe, bez zbędnych opisów za to pełna emocji, strachu i tej charakterystycznej gęstej mgły, która sprawia, że książkę dosłownie się pochłania. Bohaterowie są prawdziwi z demonami, ranami, ale i sercami, które biją mocno dla tych najbliższych. A Neil… o nim muszę wspomnieć, bo skradł moje serce w 100 procentach. Jego teksty, aparycja, styl bycia wszystko tu idealnie zagrało. I to jego Kiwi… Kiwi mnie rozwaliło na łopatki. Już zawsze będzie mi się kojarzyć z Neilem i Malbatem, i wiem, że nie zapomnę o tym przez bardzo długi czas. „Malbat znaczy zemsta” to książka, przy której nie da się nudzić trzyma w napięciu, chwyta za serce, czasem rozśmiesza, a czasem wbija w fotel. Autorka pisze doskonale z takim pazurem niby delikatnie, a jednak brutalnie emocjonalnie, ale logicznie. Tu nic nie dzieje się bez powodu wszystko ma swoją cenę, znaczenie i konsekwencje. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, ale drugi… drugi kupił mnie w całości procentach. Chciałabym więcej i więcej i jeszcze więcej. Jeżeli lubicie książki, które trzymają w napięciu, z nieszablonową fabułą, bohaterami, przy których nie da się nudzić to koniecznie sięgajcie po Malbat. Tylko uważajcie, komu tak naprawdę ufacie.

Domii_zaczytana Milarska Dominika

Sztuka uważnego słuchania. Zbuduj fundamenty autentycznych relacji

Patrick King po raz kolejny udowadnia, że potrafi w prosty i jednocześnie bardzo trafny sposób opisywać mechanizmy rządzące ludzką komunikacją. „Sztuka uważnego słuchania” to lekka, przystępna, ale niezwykle wartościowa książka, która pokazuje, jak wiele możemy zyskać, ucząc się naprawdę słuchać innych. Autor świetnie przedstawia, dlaczego rozmowy często zamieniają się w równoległe monologi i jak uniknąć tego schematu. Wskazówki Kinga są praktyczne, konkretne i łatwe do zastosowania w codziennym życiu. Dzięki nim zaczynamy zauważać własne nawyki - przerywanie, skupianie się na sobie, brak obecności w rozmowie - i uczymy się je stopniowo zmieniać. To książka, która rozwija empatię i inteligencję emocjonalną, a jednocześnie pomaga budować głębsze, bardziej autentyczne relacje. Sprawdzi się zarówno dla osób pracujących z ludźmi, jak i tych, które chcą poprawić komunikację w życiu prywatnym. Patrick King dostarcza czytelnikom zestaw narzędzi, które naprawdę działają. Zdecydowanie warto przeczytać.

Bookyoushouldreadasap Stopa Aleksandra