Recenzje
Sprzedana diabłu. Królowie mafii #1
❔Co powiesz na romans mafijny? Jak sądzisz, czy można zbudować uczucie na fundamencie zdrady, strachu i przymusu?🌹 „Sprzedana diabłu” Michelle Heard to romans mafijny, po który sięgnęłam z nadzieją na historię pełną mroku, niebezpieczeństwa i napięcia. I choć dostałam tutaj kilka elementów, które naprawdę mnie zainteresowały, to jednak nie mogę powiedzieć, że książka w pełni spełniła moje oczekiwania. Jednak zacznijmy od początku. 🌹 Vittoria Romano nie ma łatwego życia. Po śmierci rodziców zostaje pod opieką przybranego brata Giorgia, który zamiast dać jej poczucie bezpieczeństwa, staje się źródłem przemocy. Dziewczyna nauczyła się więc przede wszystkim przetrwać, nie wychylać się i nie prowokować kolejnego wybuchu gniewu. Wszystko zmienia się podczas przyjęcia w rezydencji Angela Rizzo. Vittoria szybko odkrywa, że nie przyszła tam jako zwykły gość. Została oddana w ramach spłaty długu, a jej „nagrodą” dla wierzyciela ma być małżeństwo z bezwzględnym bossem nowojorskiej Cosa Nostry. 🌹 Brzmi jak początek naprawdę mocnego, mafijnego romansu, prawda? Ale właśnie tutaj pojawiło się moje pierwsze „ale”. 🌹 Sam pomysł bardzo mi się podobał. Aranżowane małżeństwo, mafijny świat, bohaterka oddana mężczyźnie, którego powinna się bać i który z założenia miał być jej największym zagrożeniem - to wszystko miało ogromny potencjał. Jednak z każdą kolejną stroną coraz bardziej zaczynało mi wszystko zgrzytać. 🌹 Relacja Vittorii i Angela była dla mnie jednym z ciekawszych elementów książki. Z czasem między nimi zaczyna pojawiać się coś więcej, a Angelo pokazuje zupełnie inne oblicze. Problem w tym, że… momentami było mi tutaj zdecydowanie zbyt słodko. 🌹 Spodziewałam się mafijnego bossa z krwi i kości - człowieka, którego samo pojawienie się wywołuje napięcie i respekt. I rzeczywiście, w świecie interesów Angelo jest bezwzględny. Jednak wobec Vittorii bardzo szybko staje się opiekuńczy, cierpliwy i delikatny. Z jednej strony rozumiałam jego zachowanie i nawet momentami mi się ono podobało, ale z drugiej - gdzieś po drodze zgubiła mi się ta mroczna atmosfera, na którą tak bardzo liczyłam. 🌹 Podobnie miałam z Vittorią. Jej uległość początkowo była dla mnie zrozumiała. Dziewczyna przez lata doświadczała przemocy i nauczyła się, że posłuszeństwo może być sposobem na uniknięcie kolejnego cierpienia. Trudno więc oczekiwać, żeby nagle stała się pewną siebie, waleczną kobietą. Mimo wszystko czasami brakowało mi w niej większego charakteru i własnego zdania. 🌹 Największy niedosyt pozostawił jednak u mnie sam mafijny świat. Jak na historię, która miała zabrać mnie do pełnej przemocy, zasad, układów i niebezpieczeństw Cosa Nostry, chciałam zdecydowanie więcej mafii w mafii. Więcej napięcia, konfliktów, konsekwencji i poczucia, że bohaterowie naprawdę funkcjonują w świecie, w którym jeden zły ruch może wiele kosztować. 🌹 Jednocześnie nie mogę powiedzieć, że źle spędziłam z tą książką czas. „Sprzedana diabłu” czytało mi się szybko i lekko. Fabuła jest dość prosta, momentami przewidywalna, ale jeśli szukasz romansu mafijnego, który ma przede wszystkim dostarczyć Ci rozrywki, może być to całkiem przyjemna propozycja. 🌹 I jeszcze jedna rzecz, której nie mogę pominąć - wydanie jest naprawdę piękne! 😍 Barwione brzegi robią świetne wrażenie i zdecydowanie przyciągają wzrok. Jeśli tak jak ja lubisz książki, które oprócz historii cieszą również oko, tutaj zdecydowanie jest na czym zawiesić wzrok. ⚠ Ważne: „Sprzedana diabłu” jest książką przeznaczoną dla czytelników 18+. To romans zawierający sceny erotyczne oraz trudne motywy związane z przemocą, przymusem i relacją opartą na dużej nierówności sił. 🌹 Ostatecznie jestem trochę rozdarta po lekturze i pierwszy raz od dawna trudno mi ocenić książkę. Był tutaj pomysł, który naprawdę mógł mnie porwać, byli bohaterowie, których dało się polubić i relacja, której rozwój obserwowałam z zainteresowaniem. Zabrakło mi jednak większej dawki mroku, mocniejszego mafijnego klimatu i nieco bardziej rozbudowanej warstwy psychologicznej. 🌹 Mimo wszystko jest to dopiero pierwszy tom serii „Królowie mafii”, dlatego jestem ciekawa, co Michelle Heard przygotowała w kolejnych częściach. Czy dam autorce jeszcze szansę? Zdecydowanie. Moja ocena: 6/10 ⭐
Szef na jedną noc
7,5/10 Muszę przyznać, że w tej książce bardzo mocno widać rozwój autorki. Styl jest zdecydowanie bardziej dopracowany, dojrzalszy, a całość czyta się po prostu dużo lepiej. Osobiście bardzo lubię Adę jako osobę, a jej historie zawsze potrafiły mnie wciągnąć, ale tym razem mogę już całkiem serio powiedzieć, że „Szef na jedną noc” to historia, która spokojnie może stanąć na półce obok książek innych autorek tego gatunku i wcale nie będzie miała się czego wstydzić. Widać ten poprawiony szlif. Dopracowane detale, przemyślaną fabułę , brak większych błędów logicznych, a przede wszystkim historia, która sama się broni.To jedna z tych książek, które są po prostu fajną odskocznią od codzienności. A jak na romans przystało? Jest tak, jak powinno być. Ale żeby nie było za kolorowo… Ze względu na moją sympatię do Ady muszę się jednak do czegoś przyczepić. A co mi tam, wybaczy mi! Zakończenie. Dla mnie zdecydowanie za szybkie i za proste. 🙈 Po całej historii miałam ochotę jeszcze trochę w niej pobyć, dostać więcej emocji i przede wszystkim… przeciągnąć to zakończenie jeszcze odrobinę. No po prostu chciało się więcej! I to właściwie jedyny mój zarzut. Polecam na luźny wieczór najlepiej z lampką wina, tabliczką czekolady i kilkoma godzinami tylko dla siebie! Ado kochanie, widać progres. I zdecydowanie chcę więcej. ❤ Polecam!
Akademia mroku
Hejka! Dziś przychodzę do Was z recenzją „Akademii Mroku” od Marii Bujak Na początku chciałbym napisać, że bardzo zaskoczyło mnie, iż drugi tom jest jakoś dwa razy grubszy niż pierwszy. Kocham to, że w tym, jak i w poprzednim tomie, wiecznie coś się dzieje, nie ma czasu na nudę. Z tego, co wiem, książka miała być trylogią i ten tom jest zwyczajnie połączeniem dwóch, które miały być, ale sądzę, że zostało to zakończone zbyt nagle i jest mi przykro, że tak szybko musimy pożegnać się z całym uniwersum. Tak samo jak poprzednio, Noemi dalej zaskakuje determinacją i wolą walki. Christian w pierwszym tomie lekko mnie irytował, tutaj nadal tak było, lecz może trochę delikatniej. Podoba mi się, że książka nie kręci się wyłącznie wokół ich historii romantycznej, lecz jest to tło historii. Tak jak było od początku, kocham styl pisania Marii Bujak. Przez książkę się płynie, cały czas jest nutka napięcia i świetnie opisana historia. Myślę, że „Akademia Mroku” jest dobrym zamknięciem historii, aczkolwiek akurat wolałbym lekko bardziej rozbudowane i „domknięte”, niż wyszło.
Krwawe igrzyska. Krwawe dziedzictwo #2
„Krwawe Igrzyska” to drugi tom „Krwawego Dziedzictwa” Jasmine Mas i chyba właśnie tutaj ostatecznie pogodziłam się z tym, że tej serii nie da się traktować poważnie. I wiecie co? Wcale nie zamierzam. Bo jeśli mam być całkowicie szczera, ta książka jest absurdalna. Fabuła momentami wygląda tak, jakby ktoś wrzucił do jednego worka fae, brutalne igrzyska, omegaverse, tajemnice pochodzenia, zdrady, przepowiednie, kilka traum, garść przystojnych alf i powiedział: „dobra, zobaczymy, co z tego wyjdzie”. A potem jeszcze dorzucił humor, który potrafi pojawić się dokładnie wtedy, kiedy absolutnie nie powinien. 😂 I chyba właśnie dlatego tak dobrze się bawiłam. Czy znalazłam tu niedociągnięcia? Oczywiście. Czy logika chwilami wyszła z pokoju i już nie wróciła? Jak najbardziej. Czy kilka razy zastanawiałam się, co właściwie autorka miała na myśli? Tak. Czy moje oczy po kolejnych absurdalnych decyzjach bohaterów próbowały uciec gdzieś w głąb czaszki? Myślę, że pod koniec widziałam już własny mózg. 😂 A mimo to nie potrafiłam odłożyć tej książki. Sadie trafia do krainy fae i zostaje zmuszona do udziału w tytułowych Krwawych Igrzyskach. Jest brutalnie, krwawo i zdecydowanie nie jest to miejsce na spokojny spacer po lesie. Problem w tym, że zamiast skupić się wyłącznie na walce o przetrwanie, bohaterowie nadal mają mnóstwo własnych problemów, tajemnic i… oczywiście problemów z komunikacją. Bo przecież można normalnie porozmawiać. Tylko po co, skoro można najpierw się pokłócić, rzucić groźbę, zrobić coś kompletnie nieracjonalnego, a dopiero później zastanawiać się nad konsekwencjami? Samych igrzysk spodziewałam się jednak trochę więcej. Arena i walki są ciekawym elementem, ale mam wrażenie, że autorka znacznie bardziej zainteresowana była relacjami między bohaterami, ich przeszłością oraz kolejnymi tajemnicami dotyczącymi Sadie. I właśnie bohaterowie są tutaj tym, co trzymało mnie przy tej historii. Ich relacje są chaotyczne, momentami irytujące, czasem kompletnie odklejone, ale zdecydowanie nie można powiedzieć, że jest nudno. Do tego dochodzi jeszcze Xerxes, który bardzo szybko stał się dla mnie jednym z ciekawszych elementów tej części. Nie będę też udawać, że wszystko mi się podobało. Powtarzające się myśli Sadie potrafiły mnie zmęczyć, niektóre rozwiązania fabularne były mocno naciągane, a jej humor nie zawsze trafiał w moje poczucie humoru. Ale ostatecznie… czy ja naprawdę przyszłam tutaj po perfekcyjnie skonstruowane romantasy? Nie. Przyszłam po guilty pleasure. I dokładnie to dostałam. To jest książka z gatunku 'wiem, że to jest złe, ale świetnie się przy tym bawię'. Jest absurdalna, momentami komiczna, brutalna, chaotyczna i chwilami tak dziwna, że człowiek może tylko usiąść i patrzeć w ścianę. A jednak czyta się ją błyskawicznie i trudno odmówić jej jednej rzeczy tego, że potrafi skutecznie oderwać od rzeczywistości. „Krwawe Igrzyska” nie są książką, którą będę wychwalać za wybitną fabułę czy perfekcyjny worldbuilding. Ale jako moje książkowe odmóżdżenie? Sprawdzają się znakomicie. Czy będę czytać dalej? Oczywiście. Skoro już raz weszłam w ten chaos, chcę zobaczyć, jak daleko jeszcze możemy się posunąć.