ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Titek i wulkan złości

„Titek i wulkan złości” to książka, po którą sięgnęłyśmy z córką bez wahania, bo seria jest nam już dobrze znana. Lubię to, że Titek pojawia się w tylu różnych częściach. Dzięki temu łatwo stał się u nas kimś w rodzaju znajomego przewodnika po dziecięcych emocjach. Córka od razu go polubiła, a ja doceniam, że każda kolejna książka rozwija ważny temat, nie tracąc przy tym lekkości i zrozumiałego języka. Ta odsłona skupia się na złości. Pokazuje ją w sposób, który nie zawstydza dziecka i nie straszy rodzica. Historia Titka jest prosta, ale trafia w sedno. Dziecko widzi, jak bohater mierzy się z emocjami, które czasem wybuchają jak wulkan. Dzięki temu łatwiej mu zrozumieć, że takie uczucia są naturalne. W trakcie lektury pojawiają się sytuacje znane z codzienności, więc dziecko szybko odnajduje w nich siebie. Pewnie niejednemu z nas zdarzyło się poczuć podobną złość, kiedy coś zapodzieliśmy i nie mogliśmy znaleźć. Titek pokazuje, że takie uczucia są normalne i da się je opanować. U nas świetnie sprawdzają się też zabawy sensoryczne. Wszelkie wysypywanki, masy do ugniatania albo inne proste aktywności bardzo pomagają córce rozładować napięcie. Dzięki temu rozmowy o książce stają się naturalnym przedłużeniem tego, co już znamy z codziennych sytuacji. Podoba mi się też to, że książka nie kończy się tylko na opowieści. Są w niej krótkie ćwiczenia i wskazówki, które pomagają zatrzymać się na chwilę i porozmawiać o tym, co właściwie dzieje się w środku małego człowieka. U nas te momenty stały się dobrym punktem wyjścia do rozmowy o tym, dlaczego czasem jest trudno i co można zrobić, żeby sobie pomóc. Rodzice znajdą tu także komentarze i wyjaśnienia przygotowane przez autorki. Nie są przesadnie rozbudowane, ale dają jasne i praktyczne wskazówki. To ułatwia zrozumienie, skąd biorą się dziecięce reakcje i jak reagować, żeby wspierać, a nie podnosić napięcie. Całość czyta się lekko. Książka buduje poczucie bliskości. Dla nas to kolejna część, która pokazała, że warto wracać do Titka. Jeśli dziecko zmaga się ze złością albo po prostu dużo przeżywa, ta historia potrafi naprawdę pomóc, bo daje konkretne narzędzia i robi to w ciepły, przystępny sposób.

@kreatywniezjulka Naczyńska Paulina

Titek i magia świąt

Święta to jeden z najbardziej wyczekiwanych okresów w ciągu roku. Ale gdy się czegoś bardzo, bardzo pragnie, to czekanie robi się jeszcze trudniejsze. I gdy w grudniu wszędzie zaczynają rozbrzmiewać świąteczne przeboje, świat zdaje się skrzyć od różnobarwnych światełek, po mieście od czasu do czasu przemykają tajemniczy panowie w grubych czerwonych płaszczach, a zabawki i dekoracje świąteczne piętrzą się w sklepach, wówczas każdy zaczyna przebierać nogami w oczekiwaniu na święta. Tylko jak przetrwać ten świąteczny galimatias, gdy ma się tylko kilka lat, wiele marzeń w dziecięcym sercu i luźne pojęcie o czasie… „Titek i magia świąt” to urocza opowieść o czekaniu na wigilijny wieczór, gdy pośród przygotowań mały Titek musi znaleźć zajęcie i cierpliwość by doczekać do kulminacyjnego momentu - wieczoru spędzonego wspólnie z najbliższymi. I tak od samego rana uczestniczy w lepieniu uszek do barszczu, pieczeniu pierniczków, ubieraniu choinki, nakrywaniu do stołu oraz wypatrywaniu pierwszej gwiazdki. Bo wiadomo, że na czekanie najlepsze jest angażujące zajęcie, wtedy czas przyspiesza i nim się obejrzy jest w końcu to, na co tak bardzo się czekało. W tej krótkiej historyjce skrywa się wiele świątecznej magii, ale też prawdy o dziecięcym oczekiwaniu na święta, niecierpliwym, wymagającym zagospodarowania i z prezentami w tle. Nie ma co ukrywać, żebyśmy stawali na rzęsach w tłumaczeniu idei świąt, podkreślaniu istotności bycia razem w tym czasie, to kwestia prezentów dla dzieci zawsze pozostanie ważna. Dobrze, że Ula Młodnicka nie koloruje rzeczywistości i mówi o tym wprost poprzez zachowanie Titka. Pięknie pokolorowała ją natomiast Aga Waligóra, która w ilustracjach zaklęła chyba całą świąteczną magię. Piękne, kolorowe, ciepłe i emanujące niesamowitą bliskością i szczęściem sprawiają, że czytelnik chociaż na te chwile obcowania z książką przenosi się do tego najpiękniejszego, świątecznego czasu. Całość podsumowuje kilka słów do dorosłych, które z pewnością pomogą przygotować dziecko do czasu przedwigijnego oczekiwania. Ten duet twórczyń to zawsze trafny wybór i gwarancja jakości i niezawodności.

poczytajmy_razem Ewelina Baryła-Zapała

Kadr (nie)doskonały. Poznaj sekrety mistrza kompozycji i fotografuj, przełamując schematy

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest, że niektórzy potrafią zrobić niesamowite zdjęcie nawet w pozornie chaotycznym otoczeniu? Właśnie na to pytanie (i na wiele innych), próbuje odpowiedzieć Scott Kelby w swojej książce "Kadr (nie)doskonały". To nie jest typowy podręcznik, a raczej wciągająca podróż u boku jednego z najbardziej znanych fotografów. Ta książka to ponad 200 stron inspiracji, przy czym mniej więcej połowa to fascynujący tekst, a druga połowa to zdjęcie, które ten tekst omawia. Autor uczy nas przede wszystkim podejścia do fotografowania, analizowania swoich błędów i ciągłego wprowadzania ulepszeń. Dzieli się z nami opowieściami ze swojego życia i cytatami, które skłoniły go do głębszych refleksji nad rzemiosłem, udowadniając, że nie zawsze wszystko wychodzi idealnie od razu. Autor skupia się na praktycznych aspektach, pokazując, jak w tym "(nie)doskonałym" kadrze stworzyć coś pięknego i przyciągającego wzrok. Znajdzicie tu cenne wskazówki dotyczące perspektyw, w tym robienia zdjęć z dołu, z góry, w każdym możliwym miejscu, a nawet w jakich sytuacjach nasz telefon może z powodzeniem zastąpić profesjonalny aparat. To książka o fotograficznej postawie, która ma nas inspirować do wyjścia poza strefę komfortu i szukania własnego, unikalnego spojrzenia na świat. Jeśli szukacie inspiracji, autentycznych historii i chcecie nauczyć się myśleć jak fotograf, analizując to, co robicie - "Kadr (nie)doskonały" jest dla Was! To lektura, która odświeża i motywuje do ciągłego ćwiczenia oka i techniki📸.

atejka7 Nosal Natalia

Ptaki, które śpiewają nocą

Nie wiem, od czego zacząć tę recenzję, więc napiszę coś, co zawsze przychodzi mi na myśl, gdy widzę książki od Marty Łabęckiej: nikt nie pisze tak pięknie o miłości jak ona. Uwielbiam, jak Marta opowiada swoje historie, bo robi to w sposób subtelny, ale jednocześnie bardzo poruszający. Tworzy ona obrazy, które zostają w pamięci na naprawdę długi czas. W przeciwieństwie do pozostałych książek autorki, ta pozycja jest naprawdę spokojna (wiem, mi też ciężko było w to uwierzyć) i przyjemna, a ja czułam się, jakbym sama wybrała się właśnie w podróż życia. Główni bohaterowie przemierzają wspólnie Stany Zjednoczone w różowym kamperze, a co zabawniejsze, nie znali się oni wcześniej. To właśnie przypadek splótł ich losy i wrzucił w wir wspólnej podróży, która z każdym kolejnym dniem przypomina nie tylko wyprawę przez Amerykę, lecz także w głąb własnych emocji. Savannah to bohaterka, którą wręcz pokochałam. To dziewczyna, która latami odkładała własne potrzeby na bok i dopiero teraz zaczyna odkrywać, czego naprawdę pragnie. Z każdym przystankiem dojrzewa, nabiera odwagi i wreszcie pozwala przemówić swoim pragnieniom. Dzięki temu staje się jedną z tych bohaterek, które zapadają w pamięć nie dlatego, że są idealne, ale dlatego, że są prawdziwe. I kibicuję jej z całego serca, zwłaszcza po tak emocjonalnej końcówce. Jestem ogromnie ciekawa, jak potoczy się jej życie. Główny bohater to ktoś, kto na początku sprawia wrażenie człowieka wiecznie uciekającego. Dzięki niemu książka pełna jest humoru, a przekomarzanki Austina i Sav naprawdę mnie bawiły. I muszę przyznać, że były momenty, w których mnie on irytował, ale mam wrażenie, że on miał być dokładnie taką postacią i wyszło to idealnie. Jestem zachwycona tą historią. Chociaż była to lekka opowieść, to czułam ją całą sobą. Kocham wszystkie przemyślenia, które Marta sprawnie wplotła w tekst, bo sama w nich na moment utonęłam. Ta historia pokazuje ile niezwykłych rzeczy może wydarzyć się wtedy, gdy pozwolimy światu nas zaskoczyć. Nie mogę doczekać się dalszej podróży🪽

wieczor_ksiazkowy Żelechowska Klaudia

Automatyka przemysłowa dla początkujących. Poznaj sterowniki PLC oraz panele HMI i naucz się je programować

Na początek - dwa łyki automatyki Zanim omówię książkę o jakże intrygującym tytule „Automatyka przemysłowa dla początkujących”, pozwolę sobie umieścić parę zdań o sterownikach programowalnych, czyli PLC, czyli Programmable Logic Controllers, a właściwie o ich programowaniu. Czy sterowniki PLC programuje się tak samo jak „klasyczne” aplikacje? I tak i nie. Są podobieństwa i dość zasadnicze różnice. Po stronie podobieństw jest możliwość programowania (jedna z kilku) w języku tekstowym podobnym nieco do Pascala. Różnic jest dużo więcej. Podstawowa różnica wywodzi się z zaszłości historycznych. Programowanie PLC (będę używał tego terminu w znaczeniu „sterownik programowalny”) jest skokiem ewolucyjnym jaki nastąpił w układach sterowania, kiedy komputery nie były tak tanie jak teraz, żeby sterować pojedynczymi urządzeniami. Układem sterującym była wtedy płyta z elektroniką zawierającą elementy realizujące logikę działania oraz komunikujące się z otoczeniem (odczytywanie danych wejściowych i sterowanie elementami wykonawczymi). Nie były to komputery tylko układy elektroniczne, które wykonywały pewne działania w sposób algorytmiczny. Nie były maszynami o architekturze von Neumanna (patrz: EM Poleca (#34) Benjamín Labatut - „Maniak”), nie przetwarzały strumienia danych w procesorze, ale zmieniały swój stan w zależności od stanu otoczenia. Współczesne sterowniki naśladują tę filozofię działania. W skrócie można powiedzieć, że sterownik wykonuje nieskończoną pętlę programową analizując w każdym obiegu dane wejściowe za pomocą elementów logiki stanowiących właściwy program sterujący i oddziałując na otoczenie za pomocą generowanych sygnałów wyjściowych. Wykonywanie programu PLC polega na każdorazowej (w każdym obiegu tej pętli) analizie zastanego stanu układu i tworzeniu stanu następnego, będącego stanem początkowym dla następnego obiegu. To trochę inne programowanie niż to, które znamy, wymagające wykształcenia pewnych nawyków myślenia. Dodatkowym utrudnieniem jest brak (dla tańszych sterowników, np. S7-1200) możliwości krokowego wykonywania programu i wstrzymywania go na żądanie (breakpoint), co utrudnia i komplikuje debugowanie, zmuszając do stosowania innych, bardziej uciążliwych technik. Ponieważ programowanie informatyczne sterowników PLC wyewoluowało z programowalnych sterowników opartych o fizyczne elementy elektroniczne, lutowane na płytce i łączone ścieżkami, istnieją graficzne „języki” programowania naśladujące takie płytki elektroniczne. Jednym z nich jest język LAD (skrót od ladder-drabina), język tzw. drabinkowy, gdzie rolę programu pełni „drabina” ze „szczebelkami”, na których są porozmieszczane elementy logiki programu, a przepływ sterowania przypomina przepływ prądu między „masą” a „cewkami” i innym elementami klasycznej elektroniki. Wbrew pozorom język LAD jest nadal bardzo popularny, zwłaszcza do programowania sterowania o niezbyt skomplikowanej logice. Jest też łatwiejszy do opanowania dla osób nieprogramujących w klasycznych językach programowania. Trzeba przyznać, że jest bardziej pomocny w debugowaniu programu od tekstowego języka SCL, gdyż na bieżąco pokazuje przepływ „prądu” przez układ. Wracając do książki, co w niej jest? Omawiana książka jest podstawowym kursem programowania sterowników Siemens SIMATIC S7-1200 (generacje G1 i G2) i SIMATIC S7-1500 za pomocą oprogramowania Siemens TIA Portal. Plusem jest uwzględnienie najnowszej wersji pakietu, czyli TIA Portal V20. Autor przystępnie omawia podstawowe aspekty konfiguracji i programowania za pomocą TIA Portal. To ważne, że wykład jest przystępny, bo często zdarza się, że programista przestawiający się z programowania klasycznych aplikacji na programowanie automatyki zdobywa wiedzę w sposób chaotyczny i niepełny, korzystając ze stron internetowych i filmików na YouTube, które są bardzo różnej jakości (oględnie mówiąc). Wiem co piszę, bo sam przez to przeszedłem. Wiedza o programowaniu sterowników Siemensa nie ma takiej bazy wiedzy (Q&A) jak inne języki programowania, na przykład Stack Overflow dla Javy i Pythona. Baza wiedzy prowadzona przez Siemensa jest tak dramatycznie niskiej jakości, że nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek był usatysfakcjonowany znalezioną w niej informacją. Jedynym źródłem w miarę (bardzo w miarę) wiarygodnym jest odpytywanie Chatu GPT albo Groka, ale tu należy bardzo uważać na częste konfabulacje. Liderem rynku automatyki przemysłowej w Polsce jest Siemens i jego linia sterowników SIMATIC, „ogarniająca” około ¾ polskiego rynku. Można więc śmiało powiedzieć, że sterowniki PLC Siemensa są pierwszym skojarzeniem związanym z tą tematyką, a TIA Portal pierwszym i najważniejszym środowiskiem programistycznym (aczkolwiek mocno niedoskonałym i wymagającym). Dlatego nie uznaję za błąd, że marka Siemens nie została wymieniona w tytule książki. Zapoznanie się z programowaniem sterowników Siemens można uznać za podstawowy kurs programowania sterowników PLC w ogóle. Autor książki - inżynier praktyk Marcin Podsiadły, dobrze wie, czego potrzeba początkującemu programiście. Nie wiedzy encyklopedycznej, bo ta znajduje się w tzw. helpie. Potrzeba przystepnie wygłoszonego wykładu obejmującego zarówno podstawy jak i wskazówki praktyczne, dobre rady (tips & tricks), schematy postępowania i ostrzeżenia przed polami minowymi. To wszystko jest i chwała Ci Autorze za to. Mam tylko jedną wątpliwość: czy słusznym jest wybór języka drabinkowego (LAD) do prezentowania przykładów programowania. Sam wybrałbym tekstowy SCL, chociażby z uwagi na klasycznych programistów, chcących się przebranżowić na programowanie sterowników. LAD jest wygodny dla nieprogramistów, przypomina obwód elektryczny (bo tym w istocie był x lat temu), ale zaczyna być narzędziem nieporęcznym przy pisaniu dużych, skomplikowanych projektów o wielkiej liczbie zależności. Poniżej, dla porządku, wymienię tematy poruszone w książce abyś, Czytelniku, wiedział z góry czego się spodziewać: - na czym polega programowanie PLC, - zapoznanie się z TIA Portal, - przegląd języków programowania PLC, - programowanie - podstawy, - dobre praktyki, - programowanie timerów i liczników, - obsługa sterowników PLC, różne aspekty, - programowanie paneli HMI (Human Machine Interface) Siemensa. Marcin Podsiadły „Automatyka przemysłowa dla początkujących. Poznaj sterowniki PLC oraz panele HMI i naucz się je programować”. Wydawnictwo Helion 2025 Notka o autorze: Marcin Podsiadły, inżynier automatyki i robotyki, ekspert w dziedzinie programowania sterowników PLC. Wykładowca, doświadczony szkoleniowiec, projektant i programista automatyki. Zwycięzca pierwszej edycji Mistrzostw Polski Programistów PLC (2018).

portal popularnonaukowy Seweryn Wiesław