Recenzje
Długa droga w dół
W „Długiej drodze w dół” Will, uzbrojony w broń swojego zamordowanego brata, wchodzi do windy, by dokonać zemsty na winnych. Nie przypuszcza, że jazda z siódmego piętra na parter może trwać tak długo i kosztować go tyle myśli. Winda zatrzymuje się na każdym piętrze i na każdym wsiada ktoś, kto dzieli z Shawnem jego historię. Dzieciaki z pistoletami Porachunki gangsterskie stały się codziennością na Amerykańskich ulicach. Ciągła walka o dominację i rozwój swojego imperium niesie ze sobą niewinne ofiary. Jednak Shawn nie był święty. Cała jego rodzina była powiązana z nielegalnymi zadaniami. Dilerka, kradzieże i morderstwa były dla nich chlebem powszednim. Od małego ojcowie w ich rodzinie uczą swoich synów trzech zasad, dzięki którym będą w stanie przetrwać na ulicy. Trzeba nie płakać, nie donosić i zemścić się za wszystkie wyrządzone krzywdy. Will musi patrzeć, jak jego brat umiera na środku ulicy. Obserwuje jak kałuża krwi się rozrasta, a życie jego brata się kończy. Chłopak nie potrafi zrozumieć, co takiego złego zrobił Shawn, że zasłużył na egzekucję. Jednak wie jedno: musi odnaleźć i zabić mordercę swojego brata. Musi przestrzegać rodzinnych zasad. Chłopak zabiera broń z szafki i wsiada do windy. Will nie spodziewa się, że ta przejażdżka odmieni jego życie. Uliczna Opowieść Wigilijna Na każdym piętrze czeka na niego duch z przeszłości. Bliska, zmarła osoba, która próbuje odmienić los tego młodego człowieka. Każda historia jest inna, mroczna i pełna smutku. Duchy opowiadają o swoich przeżyciach, pokazują, jak tak pilnie wpajane im zasady zniszczyły ich życie. Will nie ma już nikogo oprócz matki, która załamała się po kolejnej stracie. Ta kobieta pochowała już męża, jego brata, znajomych, a teraz musi pożegnać się ze swoim pierworodnym. Długa droga w dół to historia o tym, jak wychowanie w mieście pełnym przemocy i narkotyków może przekreślić czyjeś życie przez niewinną pomyłkę. Jason Reynolds stworzył książkę, która wręcz pachnie smutkiem i cierpieniem. Pokazuje, jak w biedniejszych dzielnicach każdy dzień może być czyimś ostatnim. Wcale nie musisz być członkiem gangu, aby stracić życie w ciągu ułamka sekundy. W Długiej drodze w dół poznajemy opowieść o dziewczynce, która została zamordowana podczas strzelaniny na ulicy. Matki próbują wychować swoich synów na dobrych ludzi, jednak kiedy członkowie ich rodziny siedzą w więzieniach lub są przestępcami, to głos rozsądku znika w dźwiękach strzałów. Przeczytaj także: „Klątwy, duchy i zbrodnie” - omówienie książki Historia dwójki braci Długa droga w dół została napisana w dość interesujący sposób. Rozdziały nie są napisane jak w tradycyjnej powieści, tylko litery są rozrzucone po całej stronie. Przypominało mi to nerwowe myśli tego chłopaka, który do tej pory nigdy nie trzymał broni. Nawet nie pobił człowieka. Shawn starał się trzymać go z dala od problemów, aby mógł wieść beztroskie życie. Ale teraz Shawna już nie ma. Są jego rzeczy, puste łóżko, pozostał jego zapach i wielka plama krwi na ulicy. Jednak brat już nigdy nie wróci. Radzenie sobie z taką traumą w młodym wieku nie jest łatwe. Utrata bliskiej osoby nigdy nie będzie prosta, jednak zazwyczaj dostajemy wsparcie od innych ważnych dla nas osób. Ten nastolatek został sam ze swoimi myślami i skupił się na zadaniu. Znał zasady. Jazda windą z siódmego piętra na parter stanowi ostatnią szansę Willa na powrót do domu. Jego zmarli bliscy próbują mu pokazać jak ich czyny wpłynęły na ich życie. Jak zmarli z powodu głupiej pomyłki, konfliktu interesów, czy z powodu uporczywego trzymania się zasad. Kiedy winda się zatrzymywała, to za każdym razem liczyłam, że chłopak się opamięta i wyjdzie z kabiny. Wróci do swojego mieszkania i zacznie pocieszać swoją matkę. Jednak nie wiemy, jak się kończy ta historia. Reynolds pozostawił decyzję Willa do naszej własnej interpretacji. Chciałabym wierzyć, że Will dostał drugą szansę od losu i wrócił po rozum do głowy. Ostatnie piętro Długa droga w dół to książka opowiadająca o stracie i cierpieniu. Jest trudna w odbiorze, ponieważ trudno czyta się tak smutne historie. Will to idealny przykład dziecka pozostawionego samemu sobie, przez co nie wie, jak ma się zachowywać. Nikt nigdy nie powiedział mu, że smutek po stracie bliskiej osoby jest czymś normalnym. Żądza zemsty ciągnie tego chłopaka na dno i próbuje zmienić jego los już na zawsze. Kompletnie nie dziwi mnie fakt, że ta książka otrzymała kilka nagród. Pokazuje, jak środowisko może zmienić człowieka i zmusić go do podejmowania złych decyzji. Historię czyta się bardzo szybko, ponieważ jak wspomniałam już wyżej, słowa zostały rozrzucone na wszystkich kartkach. To są niespokojne myśli nastolatka, który sam nie wie, co chce zrobić. Wstrząsająca lektura, która pozostanie w waszych myślach na długo.
Haunted Hearts
„Haunted Hearts” - Nana Bekher 5/5 ⭐🦇 „Haunted Hearts” to romantasy pełne elektryzujących motywów: age gap, relacji profesor-studentka, wampir-łowca oraz zakazanej miłości. Poznajemy Hazel — młodą łowczynię wampirów — oraz Nathaniela jej profesora, który ukrywa, że jest wampirem. Między tą dwójką zaczyna rodzić się uczucie, które z wielu względów nie powinno mieć miejsca. Co z tego wyniknie? Czy Hazel zdoła zabić ukochanego, by ocalić świat? A może ich miłość ma jednak szansę? To przyjemna, wciągająca i momentami rozdzierająca serce historia. Bohaterowie są świetnie wykreowani — polubicie ich już od pierwszych stron. Książka jest jednotomowa, więc dostajemy kompletną opowieść, od której naprawdę trudno się oderwać. Idealna lektura na jeden wieczór. Uwaga — przygotujcie chusteczki. Ostatnie rozdziały sprawiły, że łzy spływały mi bez końca. Chętnie przeczytałabym nowelkę lub dodatkowy rozdział, bo bardzo przywiązałam się do tych postaci. Książka przeznaczona jest dla czytelników 18+: znajdziecie tu sceny zbliżeń, przekleństwa, krew oraz momentami niepokojące elementy związane z wampirami. Bardzo polecam — każda wylana na niej łza była tego warta.
Jego wysokość prezes 2. Zemsta młodszego brata
Są takie książki, które od pierwszej strony obiecują dobrą zabawę, elektryzującą chemię i emocjonalną sinusoidę, a potem… rzeczywiście dokładnie to dają. „Zemsta młodszego brata” Katarzyny Mak to idealny przykład romansu, który wyróżnia się świeżością, lekkością i błyskotliwym humorem, ale jednocześnie nie boi się wejść głębiej w emocje, w konflikty rodzinne, w odpowiedzialność, która potrafi przytłoczyć nawet najbardziej beztroską duszę. Świat Kennedych, gdzie fortunę dostaje się w pakiecie z problemami. Po śmierci seniora rodu imperium Kennedych zaczyna drżeć w posadach, a szczególnie w drzwiach gabinetu prezesa, za który odpowiada starszy z braci, Liam. To, co wcześniej było elegancką korporacyjną układanką, teraz zamienia się w pole minowe pełne rodzinnych oczekiwań, ambicji i starych żalów. I wtedy pojawia się Sam, młodszy brat, ulubieniec dziadka, chłopak o złotym sercu, ale temperamencie buntownika. Dotąd żył w swojej własnej bańce, otoczony komfortem i pobłażaniem, jakie zna tylko „rodzinny skarb”. Jednak testament dziadka brutalnie tę bańkę przekłuwa: bez żony nie ma spadku. Koniec, kropka. Sam nie znosi nakazów. Nie znosi presji. A już najbardziej nie znosi tego, że jego życie nagle ma wyglądać jak paragraf w prawniczym dokumencie. Dlatego zamiast podporządkować się woli dziadka, wybiera drogę, która jest mieszanką buntu, desperacji i… czystej komedii. Do tej mieszanki trafia Sara Kent, dziewczyna, która przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną w poszukiwaniu stabilnej pracy, a wychodzi z… podwójną posadą. Asystentki prezesa i udawanej dziewczyny. Brzmi jak absurd? Owszem. Ale w wykonaniu Katarzyny Mak działa to w sposób absolutnie przekonujący i wciągający. Od tego momentu zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki, pełna komicznych sytuacji, drobnych katastrof, nieporozumień oraz nagle pojawiającego się uczucia, które zdecydowanie nie było częścią planu. Autorka perfekcyjnie rozkłada akcenty między humorem a emocją. Sara to postać, którą lubi się od pierwszego zdania: naturalna, szczera, nieprzekombinowana, ale z pazurem. Jej dialogi z Samem iskrzą i mają ten cudowny rytm, dzięki któremu czytelnik nie tylko się uśmiecha, ale wręcz słyszy tempo scen, jakby oglądał dobry film. Do tego wszystkiego w pakiecie pojawia się jeszcze małe, urocze stworzenie, pupil Sary, który potrafi rozbroić nawet najbardziej napięte momenty i zdecydowanie zasługuje na własny spin-off. Chemia? Jest. Humor? Jest. Konflikt? Też jest i w punkt Katarzyna Mak doskonale czuje ten typ historii: romans biurowy z motywem udawanej relacji, podlany humorem i pikantną nutą. Ale robi to bez wtórności i bez kalki; zamiast schematu dostajemy pełną naturalności i energii relację, która rozwija się w idealnym tempie. Chemia między bohaterami to prawdziwy popis autorki, intensywna, ale nie nachalna, dynamiczna, ale z wyczuciem. Sceny spicy rozpisane są tak, jak powinny: namiętnie, ale z klasą; odważnie, ale nie wulgarnie. To, co najbardziej zachwyca w tej książce, to dialogi żywe, cięte, pełne żaru i przekomarzania. Bohaterowie są barwni, wyraziści, a ich relacja rozwija się naturalnie i z dużą dawką emocji. Autorka ma świetne wyczucie rytmu scen, dzięki czemu całość czyta się płynnie, z uśmiechem i rosnącym z każdą stroną zaangażowaniem. A gdy pojawia się przeskok czasowy… Autorka ponownie korzysta ze swojego znaku rozpoznawczego, czyli przemyślanego skoku w czasie. Zrobiła to z taką precyzją, że zamiast fabularnej luki czy „urwania”, dostajemy emocjonalny oddech, pełne domknięcie wątków i piękny akcent, który wzmacnia całą historię. „Zemsta młodszego brata” to romans, który bawi, wzrusza, rozpala i… wciąga absolutnie bez reszty. Ma wszystko, czego można oczekiwać od nowoczesnej komedii romantycznej: ✨ nietuzinkowych bohaterów ✨ dialogi z pazurem ✨ sceny, od których robi się gorąco ✨ rodzinne dramaty i intrygi ✨ emocje, które naprawdę czuć ✨ humor, który nie jest wymuszony ✨ dynamikę, która nie pozwala odłożyć książki To powieść, która sprawia, że mówisz sobie „przeczytam jeszcze jeden rozdział”… a potem nagle okazuje się, że minęły trzy godziny. Jeśli kochacie romanse biurowe, udawane związki, rodzinne sekrety i bohaterów, którzy iskrzą w każdym wspólnym kadrze, ta książka będzie dokładnie tym, czego szukacie. Uwaga: przygotujcie się na to, że Sam i Sara szybko Was rozkochą… i nie wypuszczą aż do ostatniej strony.
Puck Off
Czas na kolejną Recenzję, tym razem książka „Puck off” Ludki Skrzydlewskiej „Czy jedna noc z nieznajomym może przewrócić jej życie do góry nogami? Kiedy Rosie Gallagher, dwudziestotrzyletnia specjalistka do spraw public relations, podczas lotu do Calgary poznaje Matta, chłopak od razu wpada jej w oko. Nawet jeśli wygląda na sportowca, a Rosie obiecała sobie przecież trzymać się z dala od sportowców. Mimo wszystko pokusa jest zbyt wielka i para przed przesiadką do Edmonton spędza razem noc. Mieli się więcej nie spotkać, ale wkrótce się okazuje, że Matthias Carlsson jest nowym napastnikiem drużyny hokejowej Nafciarzy, a to dla nich pracuje Rosie, prowadząc ich social media. W dodatku Rosie dostaje zadanie specjalne - ma zadbać o wizerunek Matta, za którym nikt w Edmonton nie przepada. Dziewczyna się zgadza, ale stawia jeden warunek: ich relacja musi pozostać czysto profesjonalna. Tylko czy hokeista przyzwyczajony do zdobywania wszystkiego, na czym mu zależy, pójdzie na taki układ?” „Puck off” okazało się zaskakująco lekką i zabawną lekturą, mimo że nie znałam wcześniejszych części. Autorka szybko wciąga w świat bohaterów, są trochę pokręceni, trochę przerysowani, ale przez to bardzo sympatyczni. Humor jest tu największą siłą: błyskotliwy, chwilami absurdalny, idealny na poprawę nastroju. Fabuła pędzi momentami aż za szybko, ale ta chaotyczna energia nadaje historii urok. To książka, którą czyta się jednym tchem i z uśmiechem. Lekka, rozrywkowa i idealna, gdy chce się po prostu odetchnąć. Moja ocena to 8,5/10
Recenzownik. Mój książkowy journal
Dziś przychodzę do was z nieco innym postem niż zazwyczaj. Chciałabym przedstawić wam recenzownik, który moim zdaniem jest naprawdę świetnie skonstruowany i który każda prawdziwa książkara powinna mieć na swojej półce! Znajdziemy w nim dosłownie wszystko - od przejrzystych rubryk do ocen przeczytanych książek, aż po przepisy na różne książkowe herbatki inspirowane twórczością BeYa. Myślę, że taki recenzownik to nie tylko świetny sposób na uporządkowanie i ocenianie swoich lektur, ale też prawdziwa przyjemność i forma kreatywnej zabawy. Można w nim zapisywać przemyślenia, ulubione cytaty, wrażenia po lekturze czy nawet tworzyć własne listy „do przeczytania”. Osobiście planuję zacząć prowadzić go wraz z nadejściem nowego roku i bardzo chętnie podzielę się z wami efektami na sam koniec. W międzyczasie będę też wrzucać małe aktualizacje, żeby pokazać wam, jak krok po kroku uzupełniam kolejne strony. Już nie mogę się doczekać, aż recenzownik zapełni się wspomnieniami po przeczytanych historiach!