Recenzje
Nawyk wytrwałości. Jak go wykształcić metodą małych kroków
Często wielu z nas, chcąc osiągnąć wymarzony cel nie myśli racjonalnie. Najważniejszy jest szybki efekt, choć nie zawsze jest to możliwe. Gdy nie uda nam się wykonać zaplanowanej czynności szybko popadamy w zniechęcenie, mamy negatywne odczucia wynikające z tego, że się nie powiodło.
Sama wielokrotnie tak postępowałam i zaś tylko niepotrzebnie byłam zawiedziona. Byłam świadoma tego, co w swojej książce potwierdza autorka – metoda małych kroczków jest najlepsza. Warto rozplanować sobie czynność w dłuższym czasie, rozsądnie rozdzielić zadania na poszczególne dni i trzymać się harmonogramu. Nie można się poddawać, jeśli coś nam się nie uda. Ważne jest, aby wytrwale dążyć do celu.
Doba jest niestety za krótka, aby zrealizować wszystko w jeden dzień. Dlatego warto podzielić zajęcia na cztery kategorie:
- ważne i pilne
- ważne i niepilne
- nieważne i pilne
- nieważne i niepilne.
Rzeczy, które należy zrobić w danym dniu warto przypisać do każdej z tych kategorii, ułatwi nam to znacznie pracę. Ważne jest też, aby nie znajdować sobie nowych zajęć, gdyż możemy ze wszystkim nie zdążyć.
Wiadomo, inaczej jest w teorii, a zupełnie inaczej w praktyce. Ja wielokrotnie słyszałam o tych metodach, jednak nie zawsze się do nich stosuję. W najbliższym czasie postaram się to zmienić, choć wiem, że będzie ciężko od razu przestawić się na nowe metody.
Metoda małych kroków jest najlepszą z najlepszych, pośpiech zawsze jest złym doradcą.
Książkę przeczytałam z wielką przyjemnością, autorka pisała prosto, czytanie takich pozycji to prawdziwa przyjemność. Poradnik nie był zbyt gruby, jednak zawierał wiele istotnych informacji.
Po raz pierwszy zapoznałam się z twórczością Anny Kuraszyńskiej, jednak z chęcią sięgnęłabym także po inne jej pozycje.
,,Nawyk wytrwałości - jak go wykształcić metodą małych kroków” to tak naprawdę świetna pozycja dla każdego z nas, gdyż powiedzmy sobie szczerze, zaplanowany dzień przyda się każdemu!
Sama wielokrotnie tak postępowałam i zaś tylko niepotrzebnie byłam zawiedziona. Byłam świadoma tego, co w swojej książce potwierdza autorka – metoda małych kroczków jest najlepsza. Warto rozplanować sobie czynność w dłuższym czasie, rozsądnie rozdzielić zadania na poszczególne dni i trzymać się harmonogramu. Nie można się poddawać, jeśli coś nam się nie uda. Ważne jest, aby wytrwale dążyć do celu.
Doba jest niestety za krótka, aby zrealizować wszystko w jeden dzień. Dlatego warto podzielić zajęcia na cztery kategorie:
- ważne i pilne
- ważne i niepilne
- nieważne i pilne
- nieważne i niepilne.
Rzeczy, które należy zrobić w danym dniu warto przypisać do każdej z tych kategorii, ułatwi nam to znacznie pracę. Ważne jest też, aby nie znajdować sobie nowych zajęć, gdyż możemy ze wszystkim nie zdążyć.
Wiadomo, inaczej jest w teorii, a zupełnie inaczej w praktyce. Ja wielokrotnie słyszałam o tych metodach, jednak nie zawsze się do nich stosuję. W najbliższym czasie postaram się to zmienić, choć wiem, że będzie ciężko od razu przestawić się na nowe metody.
Metoda małych kroków jest najlepszą z najlepszych, pośpiech zawsze jest złym doradcą.
Książkę przeczytałam z wielką przyjemnością, autorka pisała prosto, czytanie takich pozycji to prawdziwa przyjemność. Poradnik nie był zbyt gruby, jednak zawierał wiele istotnych informacji.
Po raz pierwszy zapoznałam się z twórczością Anny Kuraszyńskiej, jednak z chęcią sięgnęłabym także po inne jej pozycje.
,,Nawyk wytrwałości - jak go wykształcić metodą małych kroków” to tak naprawdę świetna pozycja dla każdego z nas, gdyż powiedzmy sobie szczerze, zaplanowany dzień przyda się każdemu!
recenzje-kiti.blogspot.com 2013-03-09
Kalejdoskop fotografii. Między techniką a sztuką
Książka Leszka J. Pękalskiego jest uporządkowaną i potężną dawką wiedzy o fotografowaniu i fotografii. Autor wyjaśnia, że u podstaw jej przygotowania leżał pomysł napisania zbiorowej pracy będącej kompletnym podręcznikiem fotografii. Jednak po różnych perypetiach, został doprowadzony do przez Leszka J. Pękalskiego do obecnego kształtu i ograniczone do sfery tych zagadnień, w których Autor „czuje się w miarę kompetentny”.
Czytelnik znajdzie więc tu m.in. informacje o aparatach fotograficznych, obiektywach i innych akcesoriach. Dowie się jak owe urządzenia są zbudowane i jak działają. Zostanie przeprowadzony przez problematykę oświetlenia i ekspozycji oraz kompozycji fotograficznej. Otrzyma także wykład na temat historii technologii fotograficznych. Wszystko jest wzbogacone w słowniczek terminów i oznaczeń fotograficznych oraz obszerny aneks wyjaśniający szereg zjawisk i reguł związanych z fotografowaniem i fotografią. Wszystko jest zilustrowane mnóstwem zdjęć, tabel i wykresów oraz wzorów.
Z pewnością nie poleciłbym jej czytania początkującym fotoamatorom. Powinna się znaleźć dopiero w rękach bardziej zaawansowanych fotografów poszukujących odpowiedzi, dlaczego moje zdjęcia są nie do końca dobre lub nie są takie, jakim bym chciał aby były.Jest we wstępie takie zdanie: „Książka powinna właściwie mieć podtytuł Dla Dociekliwych – sądzę, że owo zdanie znakomicie wyjaśnia sens i intencje działań Autora.
Czytelnik znajdzie więc tu m.in. informacje o aparatach fotograficznych, obiektywach i innych akcesoriach. Dowie się jak owe urządzenia są zbudowane i jak działają. Zostanie przeprowadzony przez problematykę oświetlenia i ekspozycji oraz kompozycji fotograficznej. Otrzyma także wykład na temat historii technologii fotograficznych. Wszystko jest wzbogacone w słowniczek terminów i oznaczeń fotograficznych oraz obszerny aneks wyjaśniający szereg zjawisk i reguł związanych z fotografowaniem i fotografią. Wszystko jest zilustrowane mnóstwem zdjęć, tabel i wykresów oraz wzorów.
Z pewnością nie poleciłbym jej czytania początkującym fotoamatorom. Powinna się znaleźć dopiero w rękach bardziej zaawansowanych fotografów poszukujących odpowiedzi, dlaczego moje zdjęcia są nie do końca dobre lub nie są takie, jakim bym chciał aby były.Jest we wstępie takie zdanie: „Książka powinna właściwie mieć podtytuł Dla Dociekliwych – sądzę, że owo zdanie znakomicie wyjaśnia sens i intencje działań Autora.
fotogea.com Fotogea
Jednym kliknięciem. Historia Jeffa Bezosa i rosnącej potęgi Amazon.com
Na początku książki dowiadujemy się trochę o życiu osobistym Jeffa Bezosa (np. że nazwisko Bezos ma po drugim mężu swojej matki - imigrancie z Kuby, który dzięki uporowi i chęci nauki ukończył studia inżynierskie i pracował w Exxon), oraz o tym, że już od młodych lat przejawiał ponadprzeciętny poziom inteligencji.
Bezos na początku swojej edukacji zakochał się w fizyce (zarabiał jedne z pierwszych pieniędzy na organizowaniu zajęć dla dzieci interesujących się zjawiskami fizycznymi). Gdy zauważył, że na studiach nie może być doskonały we wszystkim (byli lepsi od niego w dziedzinie fizyki) spróbował informatyki. I tu się wszystko zaczęło;)
Robił programy ułatwiające analizy bankowe finansistom ale nadal chciał zrobić coś, dzięki czemu będzie sławny. Po 1-2 latach znudziła mu się ta praca i mimo, że rozsyłając swoje CV headhunterom nie chciał aby znowu pracować w finansach, przyjął pracę w interesującej firmie D.E. Shaw, która także pomagała maklerom w szybszym obracaniu pieniędzmi przy wahaniach giełdy.
Pracując w D.E. Shaw dostał polecenie, żeby sprawdzić, co to jest ten "Internet", narzędzie, które rok do roku wzrastało w tamtym czasie o 2300%! Bezos wtedy zauroczył się Internetem, jego możliwościami i wiedział, że aby się wzbogacić, trzeba go wykorzystać. Zrobił analizę dostępności produktów inwestycyjnych i wyszło mu, że bardzo dobrą inwestycją będzie stworzenie internetowej księgarni. Nie zgodził się w to inwestować szef D.E. Shaw i Bezos postanowił w 1994 roku odejść z firmy.
Jak wyglądała ta analiza dostępności produktów inwestycyjnych? Bezos sprawdził czy produkt, z którym chce związać swoją przyszłość to znany produkt; czy rozmiary rynku na którym można z nim działać jest duży; czy ma konkurencję; czy łatwo jest pozyskiwać asortyment; czy łatwo jest stworzyć bazy danych oferowanych tytułów; czy jest możliwości oferowania atrakcyjnej ceny; jaki jest potencjał internetowy.
W kolejnym rozdziale czytamy o tym jak na początku się organizował Amazon, jak to się stało ze firma rozpoczęła swoją działalność w Seattle a nie w Dolinie Krzemowej i jaką w tym wszystkim odegrał rolę Microsoft. Dodatkowo widzimy jak Bezos organizował pierwszych pracowników, skąd czerpał pieniądze na działanie firmy i dlaczego od rodziny;)
W kolejnych rozdziałach czytamy o tym, jak Amazon zyskiwał popularność wśród internautów, jak, dzięki np. wpisom w katalogach Yahoo ilość zamówień wzrastała lawinowo, w jaki sposób mógł oferować książki o 30-40% tańsze nić księgarnie (nawet te, które proponują tańsze książki - w marketach).
Następnie czytamy o okresie w którym Amazon poszukiwał inwestora, jak Bezos szukał firmy mogącej zaoferować najlepszą wycenę, jak przygotowywali się i jak weszli na giełdę. W tym samym czasie ciągle się rozrastali, wprowadzili interesujące opcje w rekrutacji, powiększali obszar własnego biura i postanowili stworzyć swoje pierwsze magazyny z książkami.
W kolejnych rozdziałach widzimy jak Amazon rozszerza swoje asortymenty i daje możliwość kupienia też płyt dvd i filmów video. Dokonuje też pierwszych przejęć, min serwisu IMDb i innych serwisów które pomogą ulepszyć obsługę klienta na poziom idealny, bez żadnych skarg.
Następnie Bezos zainteresował się ekspansją na rynki europejskie - UK i Niemcy. Miał nawet propozycje współpracy z największym wydawcą z Niemiec ale ją odrzucił. Inwestor zainwestował więc w konkurenta Barnes & Noble i pomógł mu w ciągu 12 miesięcy zwiększyć zyski 3x. Amazon zwiększył w tym samym czasie zyski 3,5 raza do ponad 200 mln dolarów... ;)
Amazon zaczął przejmować firmy dzięki którym mógł oferować sprzęt sportowy, biżuterię, prezenty ślubne, oprogramowanie, wyposażenie wnętrz i inne. Zmieniono później także logo Amazon na wyraz "Amazon" w którym od A do z pociągnięta została linia - użytkownicy mogą kupować wszystko. Nieraz nie od samego Amazonu bo sklep pozwolił innym firmom na sprzedaż swoich produktów za pośrednictwem Amazon.com w zamian za 5-25% marżę. Może to się wydać niektórym dziwne, ale dzięki temu sprzedaż zawsze odbywała się na Amazon a nie na innym serwisie.
W 2000 pękła bańka dotcomow, co oznaczało że wiele firm opartych tylko na necie upadło. Amazon nie upadł, ceny akcji spadły ale wzrost firmy osiągnął tylko... 68% - przychody to 2,1 mld a straty to 1,4 mld:)
Na kolejnych kartach książki czytamy o powstaniu czytnika eBooków Kindle, który miał zrewolucjonizować czytelnictwo. Wielu analityków nie wróżyło temu wielkiej przyszłości ale dzięki dopracowaniu czytnika, wykorzystaniu technologii eInk, stał się on źródłem znacznych przychodów Amazon (sprzedaż czytnika ale też sprzedaż e-książek)
Dalej w książce mamy informacje na temat tego jakim managerem jest Bezos w oczach swoich obecnych i byłych pracowników, czemu chwalił się oszczędnością ale nieraz kupował rzeczy droższe ale wyglądające jak tańsze:) Następnie czytamy o tym, jak zajmowali się chmurą, jak powstawała koncepcja chmury Amazonu, tego jak wykorzystują ja teraz inne serwisy jak Netflix.
Na zakończenie dowiadujemy się, że Bezos nie osiada na laurach i nie myśli tylko o sprzedawaniu w Amazo.com - interesują go loty w kosmos, pasażerskie loty, na które mógłby pozwolić sobie mniej więcej każdy;)
Podsumowanie
Książka wciąga niesamowicie. Przeczytałem ją w ciągu 5 dni w czasie jazdy do i z pracy. Jestem pełny podziwu dla Bezosa za jego instynkt przedsiębiorczości i zmysł przewidywania tego, co w przyszłości będzie przyciągało internautów przed ekrany komputerów. Warto przeczytać książkę, polecam.
Bezos na początku swojej edukacji zakochał się w fizyce (zarabiał jedne z pierwszych pieniędzy na organizowaniu zajęć dla dzieci interesujących się zjawiskami fizycznymi). Gdy zauważył, że na studiach nie może być doskonały we wszystkim (byli lepsi od niego w dziedzinie fizyki) spróbował informatyki. I tu się wszystko zaczęło;)
Robił programy ułatwiające analizy bankowe finansistom ale nadal chciał zrobić coś, dzięki czemu będzie sławny. Po 1-2 latach znudziła mu się ta praca i mimo, że rozsyłając swoje CV headhunterom nie chciał aby znowu pracować w finansach, przyjął pracę w interesującej firmie D.E. Shaw, która także pomagała maklerom w szybszym obracaniu pieniędzmi przy wahaniach giełdy.
Pracując w D.E. Shaw dostał polecenie, żeby sprawdzić, co to jest ten "Internet", narzędzie, które rok do roku wzrastało w tamtym czasie o 2300%! Bezos wtedy zauroczył się Internetem, jego możliwościami i wiedział, że aby się wzbogacić, trzeba go wykorzystać. Zrobił analizę dostępności produktów inwestycyjnych i wyszło mu, że bardzo dobrą inwestycją będzie stworzenie internetowej księgarni. Nie zgodził się w to inwestować szef D.E. Shaw i Bezos postanowił w 1994 roku odejść z firmy.
Jak wyglądała ta analiza dostępności produktów inwestycyjnych? Bezos sprawdził czy produkt, z którym chce związać swoją przyszłość to znany produkt; czy rozmiary rynku na którym można z nim działać jest duży; czy ma konkurencję; czy łatwo jest pozyskiwać asortyment; czy łatwo jest stworzyć bazy danych oferowanych tytułów; czy jest możliwości oferowania atrakcyjnej ceny; jaki jest potencjał internetowy.
W kolejnym rozdziale czytamy o tym jak na początku się organizował Amazon, jak to się stało ze firma rozpoczęła swoją działalność w Seattle a nie w Dolinie Krzemowej i jaką w tym wszystkim odegrał rolę Microsoft. Dodatkowo widzimy jak Bezos organizował pierwszych pracowników, skąd czerpał pieniądze na działanie firmy i dlaczego od rodziny;)
W kolejnych rozdziałach czytamy o tym, jak Amazon zyskiwał popularność wśród internautów, jak, dzięki np. wpisom w katalogach Yahoo ilość zamówień wzrastała lawinowo, w jaki sposób mógł oferować książki o 30-40% tańsze nić księgarnie (nawet te, które proponują tańsze książki - w marketach).
Następnie czytamy o okresie w którym Amazon poszukiwał inwestora, jak Bezos szukał firmy mogącej zaoferować najlepszą wycenę, jak przygotowywali się i jak weszli na giełdę. W tym samym czasie ciągle się rozrastali, wprowadzili interesujące opcje w rekrutacji, powiększali obszar własnego biura i postanowili stworzyć swoje pierwsze magazyny z książkami.
W kolejnych rozdziałach widzimy jak Amazon rozszerza swoje asortymenty i daje możliwość kupienia też płyt dvd i filmów video. Dokonuje też pierwszych przejęć, min serwisu IMDb i innych serwisów które pomogą ulepszyć obsługę klienta na poziom idealny, bez żadnych skarg.
Następnie Bezos zainteresował się ekspansją na rynki europejskie - UK i Niemcy. Miał nawet propozycje współpracy z największym wydawcą z Niemiec ale ją odrzucił. Inwestor zainwestował więc w konkurenta Barnes & Noble i pomógł mu w ciągu 12 miesięcy zwiększyć zyski 3x. Amazon zwiększył w tym samym czasie zyski 3,5 raza do ponad 200 mln dolarów... ;)
Amazon zaczął przejmować firmy dzięki którym mógł oferować sprzęt sportowy, biżuterię, prezenty ślubne, oprogramowanie, wyposażenie wnętrz i inne. Zmieniono później także logo Amazon na wyraz "Amazon" w którym od A do z pociągnięta została linia - użytkownicy mogą kupować wszystko. Nieraz nie od samego Amazonu bo sklep pozwolił innym firmom na sprzedaż swoich produktów za pośrednictwem Amazon.com w zamian za 5-25% marżę. Może to się wydać niektórym dziwne, ale dzięki temu sprzedaż zawsze odbywała się na Amazon a nie na innym serwisie.
W 2000 pękła bańka dotcomow, co oznaczało że wiele firm opartych tylko na necie upadło. Amazon nie upadł, ceny akcji spadły ale wzrost firmy osiągnął tylko... 68% - przychody to 2,1 mld a straty to 1,4 mld:)
Na kolejnych kartach książki czytamy o powstaniu czytnika eBooków Kindle, który miał zrewolucjonizować czytelnictwo. Wielu analityków nie wróżyło temu wielkiej przyszłości ale dzięki dopracowaniu czytnika, wykorzystaniu technologii eInk, stał się on źródłem znacznych przychodów Amazon (sprzedaż czytnika ale też sprzedaż e-książek)
Dalej w książce mamy informacje na temat tego jakim managerem jest Bezos w oczach swoich obecnych i byłych pracowników, czemu chwalił się oszczędnością ale nieraz kupował rzeczy droższe ale wyglądające jak tańsze:) Następnie czytamy o tym, jak zajmowali się chmurą, jak powstawała koncepcja chmury Amazonu, tego jak wykorzystują ja teraz inne serwisy jak Netflix.
Na zakończenie dowiadujemy się, że Bezos nie osiada na laurach i nie myśli tylko o sprzedawaniu w Amazo.com - interesują go loty w kosmos, pasażerskie loty, na które mógłby pozwolić sobie mniej więcej każdy;)
Podsumowanie
Książka wciąga niesamowicie. Przeczytałem ją w ciągu 5 dni w czasie jazdy do i z pracy. Jestem pełny podziwu dla Bezosa za jego instynkt przedsiębiorczości i zmysł przewidywania tego, co w przyszłości będzie przyciągało internautów przed ekrany komputerów. Warto przeczytać książkę, polecam.
infosocialmedia.blogspot.com Łukasz Dębski, 2013-03-06
Jogasutry Patańdźalego. Techniki medytacji i metafizyczne aspekty jogi
Jak już wspominałam, nigdy jogi nie ćwiczyłam, a po słowach na okładce wnioskuję, że jest to lektura dla osób 'poważnie praktykujących jogę', dlatego też jest mi dość ciężko ją recenzować jako zupełny laik w tej dziedzinie. Mogę na pewno stwierdzić, że książka zawiera techniki (a nawet tajniki :D), które powinien zgłębić każdy pasjonat i amator.
W dwóch słowach: są to tłumaczenia jogasutr, czyli postulatów, które zostały spisane ponad 2000 lat temu. Dodatkowo w tej pozycji są one opatrzone w komentarze i dokładnie opisane. Oprócz komentarzy do jogasutr, jeden rozdział poświęcony jest również samym postulatom przetłumaczonym na język polski - każdy z nas sam może podjąć się rozważań na ich temat, niekoniecznie zgadzając się całkowicie ze zdaniem tłumacza. Szczerze mówiąc, z samych 'przykazań' dużo łatwiej było mi cokolwiek zrozumieć :) Poza ostatnimi rozdziałami, książka napisana jest niemal ciągiem, brak jakichkolwiek dodatków w postaci choćby ilustracji. Jest to jednak zrozumiałe ze względu na 'przewodnictwo duchowe' jakiego podejmuje się lektura. Myślę jednak, że odstęp czy spacja co jakiś czas nic nie popsułyby, a wręcz przeciwnie - ułatwiłyby czytanie, gdy bardzo męczyły mi się oczy. Dla mnie, jako laika, najciekawsze były ostatnie strony z wypisanymi najważniejszymi zagadnieniami, tj. stopnie uświadomienia, sposoby rozwijania spokoju (przyda się! :)) czy przyczyny cierpienia. Wszystko zostało wypunktowane i krótko opisane.
Co dla mnie bardzo ważne i tutaj ukłon w stronę wydawcy, wszystkie trudne i profesjonalne zwroty i wyrazy zostały jasno wytłumaczone na dole poszczególnych stron. Na końcu dzieła zawarty jest również słowniczek wyrazów pochodzących z sanskrytu, co znacznie ułatwia sprawę.
Przyznaję się, że po wgłębieniu się w tajniki zaawansowanej jogi, naszła mnie ponownie ogromna ochota by spróbować swoich sił w tej dziedzinie i już teraz wiem, że to prawdopodobnie nie jest ostatnia książka o tej tematyce w moich rękach, jednak kolejna na pewno będzie dla całkiem zielonych osób :)
W dwóch słowach: są to tłumaczenia jogasutr, czyli postulatów, które zostały spisane ponad 2000 lat temu. Dodatkowo w tej pozycji są one opatrzone w komentarze i dokładnie opisane. Oprócz komentarzy do jogasutr, jeden rozdział poświęcony jest również samym postulatom przetłumaczonym na język polski - każdy z nas sam może podjąć się rozważań na ich temat, niekoniecznie zgadzając się całkowicie ze zdaniem tłumacza. Szczerze mówiąc, z samych 'przykazań' dużo łatwiej było mi cokolwiek zrozumieć :) Poza ostatnimi rozdziałami, książka napisana jest niemal ciągiem, brak jakichkolwiek dodatków w postaci choćby ilustracji. Jest to jednak zrozumiałe ze względu na 'przewodnictwo duchowe' jakiego podejmuje się lektura. Myślę jednak, że odstęp czy spacja co jakiś czas nic nie popsułyby, a wręcz przeciwnie - ułatwiłyby czytanie, gdy bardzo męczyły mi się oczy. Dla mnie, jako laika, najciekawsze były ostatnie strony z wypisanymi najważniejszymi zagadnieniami, tj. stopnie uświadomienia, sposoby rozwijania spokoju (przyda się! :)) czy przyczyny cierpienia. Wszystko zostało wypunktowane i krótko opisane.
Co dla mnie bardzo ważne i tutaj ukłon w stronę wydawcy, wszystkie trudne i profesjonalne zwroty i wyrazy zostały jasno wytłumaczone na dole poszczególnych stron. Na końcu dzieła zawarty jest również słowniczek wyrazów pochodzących z sanskrytu, co znacznie ułatwia sprawę.
Przyznaję się, że po wgłębieniu się w tajniki zaawansowanej jogi, naszła mnie ponownie ogromna ochota by spróbować swoich sił w tej dziedzinie i już teraz wiem, że to prawdopodobnie nie jest ostatnia książka o tej tematyce w moich rękach, jednak kolejna na pewno będzie dla całkiem zielonych osób :)
miszmoshi.blogspot.com Moshi, 2013-02-28
Zen Steve'a Jobsa
Steve Jobs stał się, co by tu nie mówić, postacią ikoniczną. Wizjoner, projektant i buntownik. A przede wszystkim człowiek sprzedający nam za chore pieniądze, parafrazując jego własne słowa, „najbardziej innowacyjne i zmieniające świat gadżety”. Gadżety, dodajmy to, szpiegujące właścicieli, wymagające wysoce wyspecjalizowanych serwisów do konserwacji i narzędzi do obsługi oraz pozbawione wielu, zdaniem Jobsa, zbytecznych funkcji. MMSy w iPhonie? A na co im to, zamiast tego damy im jeszcze węższą obudowę, żeby łatwiej mogli zgubić telefon... Czy jednak, pomimo całego swojego niewątpliwego dorobku, Jobs zasłużył sobie na miejsce w annałach komiksowej historii? Czy jego zasługi uzasadniają unieśmiertelnieni go na kadrach i planszach?
Zen Steve'a Jobsa to komiks, który prawdopodobnie w założeniu miał przybliżyć nam to, w jaki sposób i skąd tytułowy bohater czerpał inspiracje do tworzenia swych „unikalnych” projektów. Sądząc z tonu w jakim utrzymane jest niniejsze dzieło, miało ono również prawdopodobnie zobrazować wewnętrzny, niemalże tragiczny konflikt toczący się w głębi duszy niedawnego włodarza Apple’a i prawdopodobnie dotyczący jego obsesji na punkcie tworzenia coraz doskonalszych produktów. Dlaczego wręcz nadużywam słowa prawdopodobnie? Cóż, prawdopodobnie dlatego, że ZSJ jest dziełkiem, w którym najzwyczajniej w świecie brakuje ekspozycji. To komiks, który sprawia wrażenie na szybko połatanego z pseudo głębokich scenek w nadziei, że odbiorca nie połapie się o co kaman i zagubi gdzieś w gąszczu mistycznych dywagacji. I choć w szerszej perspektywie nad wydawnictwem unosi się coś w rodzaju fabuły i ciągłości, to na pierwszy rzut oka twór ten wydaje się tych jakże ważnych dla opowieści elementów zupełnie pozbawiony.
Komiksu nie ratuje nawet ciekawa szata graficzna. Rysownicy zastosowali szkice proste, ale bardzo dobrze ilustrujące akcję. W publikacji dominują czerń i biel oraz pojedynczy kolor stanowiący dopełnienie teł i gdzieniegdzie element cieniowania postaci. Kolor ten nieodmiennie powiązany jest z okresem w jakim dzieje się dana rozrysowana scena. Zastosowanie takiego temporalnego kodu kolorystycznego z pewnością ułatwia odnajdywanie się w tym, co stara się w komiksie uchodzić za historię.
Niestety, nawet najlepsza szata graficzna nie uratuje sytuacji, gdy najzwyczajniej w świecie nie ma czego obrazować. Zen Steva Jobsa to eksperyment, który w zasadzie nie wiadomo co miał udowodnić i jaką treść przekazać. Mało w nim informacji i ekspozycji, za to aż w nadmiarze i obficie uraczono odbiorcę pogaduszkami o niczym, pstrym i bystrym. Niestety, komiksu tego nie mogę polecić nawet najbardziej oddanym miłośnikom Steve’a i jego gadżetów.
Zen Steve'a Jobsa to komiks, który prawdopodobnie w założeniu miał przybliżyć nam to, w jaki sposób i skąd tytułowy bohater czerpał inspiracje do tworzenia swych „unikalnych” projektów. Sądząc z tonu w jakim utrzymane jest niniejsze dzieło, miało ono również prawdopodobnie zobrazować wewnętrzny, niemalże tragiczny konflikt toczący się w głębi duszy niedawnego włodarza Apple’a i prawdopodobnie dotyczący jego obsesji na punkcie tworzenia coraz doskonalszych produktów. Dlaczego wręcz nadużywam słowa prawdopodobnie? Cóż, prawdopodobnie dlatego, że ZSJ jest dziełkiem, w którym najzwyczajniej w świecie brakuje ekspozycji. To komiks, który sprawia wrażenie na szybko połatanego z pseudo głębokich scenek w nadziei, że odbiorca nie połapie się o co kaman i zagubi gdzieś w gąszczu mistycznych dywagacji. I choć w szerszej perspektywie nad wydawnictwem unosi się coś w rodzaju fabuły i ciągłości, to na pierwszy rzut oka twór ten wydaje się tych jakże ważnych dla opowieści elementów zupełnie pozbawiony.
Komiksu nie ratuje nawet ciekawa szata graficzna. Rysownicy zastosowali szkice proste, ale bardzo dobrze ilustrujące akcję. W publikacji dominują czerń i biel oraz pojedynczy kolor stanowiący dopełnienie teł i gdzieniegdzie element cieniowania postaci. Kolor ten nieodmiennie powiązany jest z okresem w jakim dzieje się dana rozrysowana scena. Zastosowanie takiego temporalnego kodu kolorystycznego z pewnością ułatwia odnajdywanie się w tym, co stara się w komiksie uchodzić za historię.
Niestety, nawet najlepsza szata graficzna nie uratuje sytuacji, gdy najzwyczajniej w świecie nie ma czego obrazować. Zen Steva Jobsa to eksperyment, który w zasadzie nie wiadomo co miał udowodnić i jaką treść przekazać. Mało w nim informacji i ekspozycji, za to aż w nadmiarze i obficie uraczono odbiorcę pogaduszkami o niczym, pstrym i bystrym. Niestety, komiksu tego nie mogę polecić nawet najbardziej oddanym miłośnikom Steve’a i jego gadżetów.
Paradoks Miłosz Koziński, 2012-10-08