Recenzje
Jednym kliknięciem. Historia Jeffa Bezosa i rosnącej potęgi Amazon.com
W kategorii osób, które dzięki błyskotliwym decyzjom i ciężkiej pracy osiągnęły sukces. Jeff Bezos stanowi prawdziwy wzór do naśladowania.
magazynt3.pl 2013-02-01
Fotografowanie modelek. Techniki oświetleniowe
Ta książka podpowie ci, jak przy pomocy odpowiedniej manipulacji światłem osiągnąć efekty, które ukażą prawdziwe piękno modelki.
magazynt3.pl 2013-02-01
Adobe Photoshop Lightroom 4. Podręcznik dla fotografów
Dowiesz się m.in. jak zintegrować program z Photoshopem i wykorzystywać najnowsze funkcje zarządzania zdjęciami.
magazynt3.pl 2013-02-01
Ponadczasowe strony internetowe
Publikacja skierowana do osób pragnących, by projektowane przez nich strony internetowe idealnie wpasowywały się w nowe technologiczne trendy.
magazynt3.pl 2013-02-01
Olo na Atlantyku. Kajakiem przez ocean
Kolos
Tę relację z podróży przez Atlantyk czyta się jak typowy dziennik pokładowy. Pozycja, stan meteo, przebyte dystanse, prądy, siła wiatru. Sprawy z punktu widzenia kapitana czy nawigatora kontenerowca monotonne i banalne. Widziane z perspektywy wioślarza na kajaku stają się niesamowitą lekturą, w której podziw dla żeglarza rośnie z każdą opisaną milą rejsu.
Pomysł, by przepłynąć ocean w specjalnie skonstruowanym kajaku (ale zawsze kajaku!), nie jest nowy. Trójka śmiałków Atlantyk już tak zaliczyła. Polak, Aleksander Doba, był czwarty. Wypłynął z Dakaru, by wiosłując ponad 5 tys. kilometrów i spędzając na oceanie 99 dób, osiągnąć wybrzeże Brazylii. W tym jednym zdaniu mieści się heroizm Hemin-gwayowskiego bohatera, ale także niezwykła lekcja dla każdego, kto jest w stanie wyobrazić sobie samotny oceaniczny rejs. Przy kajakowym wyczynie Doby nie wypada nawet zestawiać samotnych rejsów żeglarzy.
Relację czyta się początkowo beznamiętnie. Masa drobiazgów, o których pisze autor, pozornie zalewa skalę i kształt przedsięwzięcia. Potem czytelnik zaczyna jednak rozumieć, że szczegółowość opisu jest rodzajem zakotwiczenia autora w rzeczywistości lądowej. Pozwala widzieć mu rzeczy we właściwych proporcjach. Stąd wspomnienia kajakowych wyczynów, retrospekcje opisujące początki pomysłu, ludzie którzy pomogli autorowi w jego przedsięwzięciu. Przeszłość i oceaniczna teraźniejszość treściowo dobrze ze sobą komponują. Fascynujący jest obraz samego autora, wyłaniający się z tych tchnących autentyzmem bezpretensjonalnych zapisków inżyniera, nawigatora, szybownika, wodniaka w jednym. To musiało zaowocować sukcesem, ale uderza pokora Doby wobec żywiołu. I główne jego założenie: Płynę nie po to, by pokonać ocean, ale by nie dać się przez ocean pokonać. Autor jest stoikiem. Podziwia groźne burze, dialoguje z rybami, intensywnie pracuje wiosłem, ani razu nie ulegając jakiejś psychozie czy religijnej egzaltacji. Wierzy w sens swego wysiłku, a to znaczy, że wierzy w sukces.
Tę relację z podróży przez Atlantyk czyta się jak typowy dziennik pokładowy. Pozycja, stan meteo, przebyte dystanse, prądy, siła wiatru. Sprawy z punktu widzenia kapitana czy nawigatora kontenerowca monotonne i banalne. Widziane z perspektywy wioślarza na kajaku stają się niesamowitą lekturą, w której podziw dla żeglarza rośnie z każdą opisaną milą rejsu.
Pomysł, by przepłynąć ocean w specjalnie skonstruowanym kajaku (ale zawsze kajaku!), nie jest nowy. Trójka śmiałków Atlantyk już tak zaliczyła. Polak, Aleksander Doba, był czwarty. Wypłynął z Dakaru, by wiosłując ponad 5 tys. kilometrów i spędzając na oceanie 99 dób, osiągnąć wybrzeże Brazylii. W tym jednym zdaniu mieści się heroizm Hemin-gwayowskiego bohatera, ale także niezwykła lekcja dla każdego, kto jest w stanie wyobrazić sobie samotny oceaniczny rejs. Przy kajakowym wyczynie Doby nie wypada nawet zestawiać samotnych rejsów żeglarzy.
Relację czyta się początkowo beznamiętnie. Masa drobiazgów, o których pisze autor, pozornie zalewa skalę i kształt przedsięwzięcia. Potem czytelnik zaczyna jednak rozumieć, że szczegółowość opisu jest rodzajem zakotwiczenia autora w rzeczywistości lądowej. Pozwala widzieć mu rzeczy we właściwych proporcjach. Stąd wspomnienia kajakowych wyczynów, retrospekcje opisujące początki pomysłu, ludzie którzy pomogli autorowi w jego przedsięwzięciu. Przeszłość i oceaniczna teraźniejszość treściowo dobrze ze sobą komponują. Fascynujący jest obraz samego autora, wyłaniający się z tych tchnących autentyzmem bezpretensjonalnych zapisków inżyniera, nawigatora, szybownika, wodniaka w jednym. To musiało zaowocować sukcesem, ale uderza pokora Doby wobec żywiołu. I główne jego założenie: Płynę nie po to, by pokonać ocean, ale by nie dać się przez ocean pokonać. Autor jest stoikiem. Podziwia groźne burze, dialoguje z rybami, intensywnie pracuje wiosłem, ani razu nie ulegając jakiejś psychozie czy religijnej egzaltacji. Wierzy w sens swego wysiłku, a to znaczy, że wierzy w sukces.
Tygodnik Angora Ł. Azik