ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Wałkowanie Ameryki (twarda oprawa)

To książka napisana przez dziennikarza radiowej Trójki i wieloletniego korespondenta Polskiego Radia w Waszyngtonie. W tym miejscu przypomina mi się William Thacker (w tej roli Hugh Grant) z filmu Notting Hill, gdy poleca Annie Scott (granej przez Julię Roberts) przewodniki po Turcji: „ Podejrzewam, że jej autor był nawet Turcji , co pomaga”.

Marek Wałkuski patrzy na Amerykę przez pryzmat stereotypów, którymi jesteśmy przesiąknięci i przez, które lubimy oceniać innych. Jednym z nich jest pogląd, że amerykanie mają braki w wiedzy ogólnej i nasza encyklopedyczna wiedza jest dużo lepsza. Tu pozwolę sobie na małą dygresję. Osobiście spotkałem Niemca, który nie wiedział, co to jest Unia Europejska, natomiast mój kolega na studiach nie mógł pojąć jak możemy nie wiedzieć, co jest stolicą Mali z tego, bowiem kraju ów kolega pochodził.

Wracając jednak do książki. Ameryka z książki Marka Wałkuskiego jest bardziej ludzka i codzienna. Podróż autora przez Amerykę to nie tylko pokonywanie kilometrów, ale również zakrętów historii i wszystkiego tego, co stworzyło ten kraj, który dla niektórych Europejczyków jest nie zrozumiały. Autor stara się sięgnąć do genezy, co spowodowało, że jest to całkiem inny kraj. Pozwala to nam zrozumieć, dlaczego Amerykanie mają dostęp do broni, lubią muzykę country i mówią amerykańskim angielskim. W książce znajdziemy też dużo ciekawostek statystycznych np.: ile metrów kwadratowych ma dom przeciętnej amerykańskiej rodziny, ile Amerykanin zjada hamburgerów, jak 75% Amerykanów zakłada papier toaletowy na rolkę uchwytu, jak daleko mieszkają od mamusi i jaki kolor oczu ma statystyczny Amerykanin. Dowiemy się też ile czasu przeciętny Amerykanin spędza codziennie w łazience i ile z tego czasu poświęca na kąpiel.
meskimbyc.pl Mirek, 2012-12-17

Wałkowanie Ameryki

To książka napisana przez dziennikarza radiowej Trójki i wieloletniego korespondenta Polskiego Radia w Waszyngtonie. W tym miejscu przypomina mi się William Thacker (w tej roli Hugh Grant) z filmu Notting Hill, gdy poleca Annie Scott (granej przez Julię Roberts) przewodniki po Turcji: „ Podejrzewam, że jej autor był nawet Turcji , co pomaga”.

Marek Wałkuski patrzy na Amerykę przez pryzmat stereotypów, którymi jesteśmy przesiąknięci i przez, które lubimy oceniać innych. Jednym z nich jest pogląd, że amerykanie mają braki w wiedzy ogólnej i nasza encyklopedyczna wiedza jest dużo lepsza. Tu pozwolę sobie na małą dygresję. Osobiście spotkałem Niemca, który nie wiedział, co to jest Unia Europejska, natomiast mój kolega na studiach nie mógł pojąć jak możemy nie wiedzieć, co jest stolicą Mali z tego, bowiem kraju ów kolega pochodził.

Wracając jednak do książki. Ameryka z książki Marka Wałkuskiego jest bardziej ludzka i codzienna. Podróż autora przez Amerykę to nie tylko pokonywanie kilometrów, ale również zakrętów historii i wszystkiego tego, co stworzyło ten kraj, który dla niektórych Europejczyków jest nie zrozumiały. Autor stara się sięgnąć do genezy, co spowodowało, że jest to całkiem inny kraj. Pozwala to nam zrozumieć, dlaczego Amerykanie mają dostęp do broni, lubią muzykę country i mówią amerykańskim angielskim. W książce znajdziemy też dużo ciekawostek statystycznych np.: ile metrów kwadratowych ma dom przeciętnej amerykańskiej rodziny, ile Amerykanin zjada hamburgerów, jak 75% Amerykanów zakłada papier toaletowy na rolkę uchwytu, jak daleko mieszkają od mamusi i jaki kolor oczu ma statystyczny Amerykanin. Dowiemy się też ile czasu przeciętny Amerykanin spędza codziennie w łazience i ile z tego czasu poświęca na kąpiel.
meskimbyc.pl Mirek, 2012-12-17

Szkatułka pełna Sahelu. Subsaharyjska ballada

"To jedna z najmniej przyjaznych człowiekowi połaci ziemi. Gorsza może być tylko pustynia, ale na niej nikt nie stawia swoich domostw. W Sahelu, czyli na obrzeżu pustyni (...) mieszka dzisiaj kilkadziesiąt milionów ludzi. Żyją rozproszeni, często nie kontaktując się ze sobą i być może nie wiedząc nawet o swoim istnieniu. Łączy ich nie przynależność państwowa, gdzieniegdzie słaba i kontestowana, ale plemienna kształtowana od setek lat. Przodkowie mieszkańców Sahelu przewędrowali niegdyś przez Saharę, aby osiedlić się na ziemi noszącej ślady wegetacji. Nie wiedzieli zapewne, na co narażają siebie i swoje potomstwo. Trzeba niesłychanej twardości, aby wytrwać tam choćby parę tygodni, a co dopiero żeby spędzić tam całe życie."

Pamiętam, gdy będąc na południu Maroka, gdzieś pośrodku niczego, widziałam wbity w ziemię i wskazujący pustkę przed mną drogowskaz z zaledwie jednym słowem - Timbuktu. I poniżej ilość kilometrów, którą trzeba by było przebyć przez pustynię, by trafić do tego niemal mitologicznego miasta, owianego tajemnicą, naznaczonego baśniowością i czymś niesamowicie egzotycznym, nieosiągalnym. Przeze mnie nadal nieosiągniętym.

Ale do tego świata na skraju wielkiego piasku dotarł Mirosław Kowalski. Wprawdzie dotarł tam nie pokonując pustynię, tylko zwyczajnie samolotem, ale fakt jest faktem. I oto mam przed sobą jego opowieść, czy jak sam to określa - balladę "Szkatułka pełna Sahelu". Nie jest to opowieść tylko o Timbuktu, bo miasto jest współbohaterem jednego z kilku rozdziałów. To raczej próba przybliżenia nam niezwykle ciekawych, odmiennych w swojej kulturze ludów zamieszkujących pogranicze Sahary.

Autor podróżuje wzdłuż obszarów sąsiadujących z pustynią, odwiedza i poznaje nie tyle kolejne kraje, co raczej ludzi zasiedlających te nieprzyjazne człowiekowi rejony. Poznajemy wraz z nim ludy, które od pokoleń kształtują tam swoją kulturę, kultywują tradycje, niejednokrotnie niezwykle trudne dla nas do zrozumienia, czy nawet czasami zaakceptowania. I głównie przez pryzmat tych sięgających setek lat tradycji przyglądamy się dzisiejszym Tuaregom, Dogonom czy Mossi. Bo tradycją jest zarówno wspólne mielenie prosa, rytualne obrzezanie chłopców i dziewczynek, okaleczanie swojej skóry, jak i organizowane raz na sześćdziesiąt lat i trwające pięć lat święto Sigui.

Mirosław Kowalski podszedł do swojego zadania bardzo skrupulatnie. W każdym rozdziale, poświęconym innemu plemieniu, dostajemy garść informacji historycznych. Dowiadujemy się skąd, jak, czasami też dlaczego. Czytamy o pierwszych europejskich odkrywcach tych terenów i o zaszłościach związanych z historią ludów. Mnie jednak najbardziej podczas czytania "Szkatułki" ciekawiła teraźniejszość, życie codzienne na granicy nie tylko tej geograficznie naznaczonej piaskiem pustyni, ale też tej cywilizacyjnej, gdzie świat zachodni ze swoimi osiągnięciami próbuje zostawić swoje piętno wszędzie, gdzie się pojawi. Czy może jednak wszystko ulega sile żywiołu, jakim jest Sahara, a historia i tradycje są tak silnie zakorzenione, że nic nie jest w stanie ich zmienić?

"Szkatułkę" dobrze się czyta. To nie jest wprawdzie opowieść przygodowo-podróżnicza, nie ma w niej wartkiej i wciągającej akcji. Ale jest coś innego - bogactwo informacji przekazywanych nam w sprawny i łatwo przyswajalny sposób. Dobrym zabiegiem zastosowanym przez Autora było przerzucenie znacznej części narracji na jego rozmówców. To z opowiadanych przez nich historii dowiadujemy się najwięcej o mieszkańcach Sahelu. A wtrącane przez Kowalskiego do rozmowy "dlaczego?", czy "powiedz, bo nie rozumiem" nadaje wszystkiemu płynności i sprawia, że też czekamy na odpowiedź. I aż czasami szkoda, że niektórym ludom poświęcił zaledwie jeden rozdział, a nie całą książkę. Ale na pewno rozbudził ciekawość i chęć zgłębienia tematu.

I po tych wszystkich plusach muszę się trochę przyczepić do samego wydania. Książka jest bogato ilustrowana zdjęciami wykonanymi przez Autora i bardzo szkoda, że Wydawnictwo nie pokusiło się o pokazanie ich na wkładkach z papieru lepszej jakości, przez co znacznie tracą na jakości i wydają się po prostu mdłe kolorystycznie. Zaskoczeniem była też dla mnie mniejsza niż zwyczajowo wielkość czcionki - chwilę trzeba się do niej przyzwyczajać, ale przy dłuższym czytaniu staje się to nieco męczące. A tej książki nie chce się tak szybko odkładać ...
monoloco.pl Joanna Frukacz, 2012-12-14

Fotografia kulinarna. Od zdjęcia do arcydzieła

To, że najpierw je się oczami, wie każdy. Ale jak zrobić zdjęcie, żeby zachęcić do jedzenia albo do przygotowania dania właśnie według naszego przepisu? "Fotografia kulinarna" przystępnym językiem opisuje każdy etap powstawania udanego zdjęcia. Zaczynając od wiedzy teoretycznej dotyczącej doboru sprzętu, kompozycji, oświetlenia po praktyczne porady, jak oddać atrakcyjność zup, sosów, dań głównych itd. Dowiecie się, jak dodać naszym zdjęciom blasku za sprawą programu do edycji zdjęć. Ostatni rozdział pt. "Za kulisami" zawiera teorię z poszczególnych rozdziałów zastosowaną w praktyce. To pozycja dla każdego, kto chce udoskonalać warsztat fotograficzny. Autorka adresuje ją do "smakoszy, autorów blogów kulinarnych, domowych kucharzy, szefów kuchni oraz dla każdego, kto ma ochotę na pyszne jedzenie, poszukuje piękna i pragnie, by jego fotografie wywoływały głód".
METRO 2012-12-17

Kulisy Kulinarnej Akademii

Ponad sto lat historii, filie w 15 krajach, 18 tys absolwentów rocznie - Le Cordon Bleu to prawdziwa instytucja i legenda świata kulinariów. O przyjęcie w progi słynnej akademii starają się pragnący zostać szefami kuchni i cukiernikami oraz ci, którzy marzą, by rozwijać prywatne pasje pod okiem uznanych fachowców. To, jak wygląda codzienność w Le Cordon Bleu z perspektywy ucznia, opisał Marek Brzeziński, dziennikarz radiowej Trójki. Choć pomysł studiowania w Le Cordon Bleu chodził mu po głowie od jakiegoś czasu, barierą były koszty kursów (od kilkunastu do ponad 20 tys. euro). W realizacji celu pomogło Brzezińskiemu skądinąd niewesołe zrządzenie losu - grupowe zwolnienia z Radia France International, w którym pracował. Odchodzący pracownicy mieli prawo do wyboru kursu przekwalifikowującego. Brzeziński wybrał kurs kucharski w LCB. Potem wystarczyło przekonać komisję o tym, że jest się najlepszym kandydatem. Plan na szczęście wypalił. Brzeziński spędził w murach Akademii (sam nazywa ją „świątynią kulinarną") trzy lata, podczas których miał okazję zasmakować iście militarnego drylu szkoły, zapoznać się z tajnikami sztuki kulinarnej, poznać barwne postaci i uroki kuchni różnych zakątków Francji. Prócz wspomnień ze szkolnego placu boju i zabawnych anegdot Brzeziński podrzuca garść przydatnych trików oraz przepisów - od żabich udek po czekoladowy mus.
FOOD SERVICE 2012-11-01