Recenzje
Wałkowanie Ameryki (twarda oprawa)
Książka „Wałkowanie Ameryki” wzbudzała we mnie w równym stopniu ciekawość, jak i rezerwę. Tytułowe wałkowanie, kojarzyło mi się z czymś żmudnym, może nudnym, dodatkowo wiedziałam, że nie będzie to książka podróżnicza.
A więc jaka?
W trakcie lektury, która- z ogromnej ciekawości zajęła mi tylko jeden dzień- zastanawiałam się jak określiłabym jej zawartość. Wymyśliłam, że jest to najciekawszy podręcznik socjologiczny, jaki przyszło mi czytać. Zanim zaczęłam, ktoś powiedział, że w książce jest dużo statystyk- to sprawiło, że lekturę odkładałam w czasie- ale dawno, a może nigdy, nie czytałam z ciekawością takiego nagromadzenia statystyk. Forma, w jakiej autor prezentuje nam omawiane zagadnienia (min. religia, edukacja, odżywianie, posiadanie broni, pojęcie wolności) jest przystępna, choć nie pozbawiona głębokiej analizy i odwołania do przeprowadzonych badań.
W trakcie lektury nie raz będziemy się zastanawiać, czy Stany Zjednoczone to „światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji, czy dżungla, gdzie przybysze sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni, aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”
Jeśli ktoś oczekuje jednoznacznej odpowiedzi, to się rozczaruje. Runie wiele naszych stereotypów, niejednokrotnie będziemy przecierać oczy ze zdumienia- sądząc, że mamy do czynienia z błędem drukarskim (zwłaszcza czytając rozdziały: „Wolność gwarantowana”, „Sam się obronię”, czy „Raj dla bogów”). Po 300 stronach będziemy wiedzieć sporo więcej, ale nadal nie będziemy w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na pytania dotyczące Ameryki.
Bo Ameryka taka właśnie jest- wielowymiarowa i trochę mniej oczywista niż nam się wydaje.
Doskonała książka. Porywająca, wzbudzająca ciekawość, zaskoczenie i refleksję o wiele głębszą, niż tylko: Odwiedzić, czy nie odwiedzić miejsce, które ktoś określił mianem- „brzydkiego kraju, który koniecznie trzeba zobaczyć” …
A najlepiej chyba- przeczytać tę książkę i skonfrontować to wybierając się do Stanów:)
A więc jaka?
W trakcie lektury, która- z ogromnej ciekawości zajęła mi tylko jeden dzień- zastanawiałam się jak określiłabym jej zawartość. Wymyśliłam, że jest to najciekawszy podręcznik socjologiczny, jaki przyszło mi czytać. Zanim zaczęłam, ktoś powiedział, że w książce jest dużo statystyk- to sprawiło, że lekturę odkładałam w czasie- ale dawno, a może nigdy, nie czytałam z ciekawością takiego nagromadzenia statystyk. Forma, w jakiej autor prezentuje nam omawiane zagadnienia (min. religia, edukacja, odżywianie, posiadanie broni, pojęcie wolności) jest przystępna, choć nie pozbawiona głębokiej analizy i odwołania do przeprowadzonych badań.
W trakcie lektury nie raz będziemy się zastanawiać, czy Stany Zjednoczone to „światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji, czy dżungla, gdzie przybysze sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni, aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”
Jeśli ktoś oczekuje jednoznacznej odpowiedzi, to się rozczaruje. Runie wiele naszych stereotypów, niejednokrotnie będziemy przecierać oczy ze zdumienia- sądząc, że mamy do czynienia z błędem drukarskim (zwłaszcza czytając rozdziały: „Wolność gwarantowana”, „Sam się obronię”, czy „Raj dla bogów”). Po 300 stronach będziemy wiedzieć sporo więcej, ale nadal nie będziemy w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na pytania dotyczące Ameryki.
Bo Ameryka taka właśnie jest- wielowymiarowa i trochę mniej oczywista niż nam się wydaje.
Doskonała książka. Porywająca, wzbudzająca ciekawość, zaskoczenie i refleksję o wiele głębszą, niż tylko: Odwiedzić, czy nie odwiedzić miejsce, które ktoś określił mianem- „brzydkiego kraju, który koniecznie trzeba zobaczyć” …
A najlepiej chyba- przeczytać tę książkę i skonfrontować to wybierając się do Stanów:)
http://mumagstravellers.blogspot.com/ 2012-10-22
Wałkowanie Ameryki
Książka „Wałkowanie Ameryki” wzbudzała we mnie w równym stopniu ciekawość, jak i rezerwę. Tytułowe wałkowanie, kojarzyło mi się z czymś żmudnym, może nudnym, dodatkowo wiedziałam, że nie będzie to książka podróżnicza.
A więc jaka?
W trakcie lektury, która- z ogromnej ciekawości zajęła mi tylko jeden dzień- zastanawiałam się jak określiłabym jej zawartość. Wymyśliłam, że jest to najciekawszy podręcznik socjologiczny, jaki przyszło mi czytać. Zanim zaczęłam, ktoś powiedział, że w książce jest dużo statystyk- to sprawiło, że lekturę odkładałam w czasie- ale dawno, a może nigdy, nie czytałam z ciekawością takiego nagromadzenia statystyk. Forma, w jakiej autor prezentuje nam omawiane zagadnienia (min. religia, edukacja, odżywianie, posiadanie broni, pojęcie wolności) jest przystępna, choć nie pozbawiona głębokiej analizy i odwołania do przeprowadzonych badań.
W trakcie lektury nie raz będziemy się zastanawiać, czy Stany Zjednoczone to „światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji, czy dżungla, gdzie przybysze sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni, aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”
Jeśli ktoś oczekuje jednoznacznej odpowiedzi, to się rozczaruje. Runie wiele naszych stereotypów, niejednokrotnie będziemy przecierać oczy ze zdumienia- sądząc, że mamy do czynienia z błędem drukarskim (zwłaszcza czytając rozdziały: „Wolność gwarantowana”, „Sam się obronię”, czy „Raj dla bogów”). Po 300 stronach będziemy wiedzieć sporo więcej, ale nadal nie będziemy w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na pytania dotyczące Ameryki.
Bo Ameryka taka właśnie jest- wielowymiarowa i trochę mniej oczywista niż nam się wydaje.
Doskonała książka. Porywająca, wzbudzająca ciekawość, zaskoczenie i refleksję o wiele głębszą, niż tylko: Odwiedzić, czy nie odwiedzić miejsce, które ktoś określił mianem- „brzydkiego kraju, który koniecznie trzeba zobaczyć” …
A najlepiej chyba- przeczytać tę książkę i skonfrontować to wybierając się do Stanów:)
A więc jaka?
W trakcie lektury, która- z ogromnej ciekawości zajęła mi tylko jeden dzień- zastanawiałam się jak określiłabym jej zawartość. Wymyśliłam, że jest to najciekawszy podręcznik socjologiczny, jaki przyszło mi czytać. Zanim zaczęłam, ktoś powiedział, że w książce jest dużo statystyk- to sprawiło, że lekturę odkładałam w czasie- ale dawno, a może nigdy, nie czytałam z ciekawością takiego nagromadzenia statystyk. Forma, w jakiej autor prezentuje nam omawiane zagadnienia (min. religia, edukacja, odżywianie, posiadanie broni, pojęcie wolności) jest przystępna, choć nie pozbawiona głębokiej analizy i odwołania do przeprowadzonych badań.
W trakcie lektury nie raz będziemy się zastanawiać, czy Stany Zjednoczone to „światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji, czy dżungla, gdzie przybysze sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni, aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”
Jeśli ktoś oczekuje jednoznacznej odpowiedzi, to się rozczaruje. Runie wiele naszych stereotypów, niejednokrotnie będziemy przecierać oczy ze zdumienia- sądząc, że mamy do czynienia z błędem drukarskim (zwłaszcza czytając rozdziały: „Wolność gwarantowana”, „Sam się obronię”, czy „Raj dla bogów”). Po 300 stronach będziemy wiedzieć sporo więcej, ale nadal nie będziemy w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na pytania dotyczące Ameryki.
Bo Ameryka taka właśnie jest- wielowymiarowa i trochę mniej oczywista niż nam się wydaje.
Doskonała książka. Porywająca, wzbudzająca ciekawość, zaskoczenie i refleksję o wiele głębszą, niż tylko: Odwiedzić, czy nie odwiedzić miejsce, które ktoś określił mianem- „brzydkiego kraju, który koniecznie trzeba zobaczyć” …
A najlepiej chyba- przeczytać tę książkę i skonfrontować to wybierając się do Stanów:)
http://mumagstravellers.blogspot.com/ 2012-10-22
Wałkowanie Ameryki (twarda oprawa)
Kiedyś dawno, dawno temu, za górami, za lasami i jednym oceanem, pewna rozczarowana europejskim zepsuciem, hipokryzją i nepotyzmem wróżka, postanowiła stworzyć całkiem nowe społeczeństwo. Państwo, w którym każdy człowiek będzie równy wobec prawa, gdzie dobrobyt będzie gościł w każdym domostwie, a religia stanie się indywidualną sprawą każdego obywatela. Czy to czary i magia legły u podstaw USA? Czy może jednak opowieść o dzielnym Krzysztofie Kolumbie i jeszcze dzielniejszych angielskich pielgrzymach jest tą właściwą opowieścią eksplikującą powstanie Stanów Zjednoczonych Ameryki? Sprawę przesądziły ostatecznie źródła historyczne i za prawdziwą uważa się wersję drugą, lecz fakt pozostaje faktem – kraj Jerzego Waszyngtona jest (prawie) zrealizowanym marzeniem o prawdziwie demokratycznej społeczności. Itaką południowoamerykańskich, azjatyckich, afrykańskich a także europejskich imigrantów. Marek Wałkuski, wieloletni korespondent Polskiego Radia, który ma to szczęście (tak, tak mówimy o szczęściu i to podwójnym, bo przecież wiza w przypadku obywatela Polski to jeszcze kwestia przypadku) mieszkać i żyć w Ameryce. A życie to z wielkim optymizmem i zapałem opisał w swojej książce „Wałkowanie Ameryki”. W publikacji po którą zaprawdę warto sięgnąć jeśli: byłeś lub wybierasz się do Stanów, jeśli kochasz lub nienawidzisz Stany lub po prostu lubisz literackie podróże z sporą dawką niebagatelnego humoru (właściwe podkreślić!).
Książka Wałkuskiego to kompendium wiedzy o współczesnej Ameryce. W trzynastu rozdziałach autor porusza najważniejsze kwestie dotyczące Stanów, m.in. prawo do posiadania broni, relacje rasowe, trudności językowe tego wieloetnicznego państwa, prawo do wolności wypowiedzi i wyznania, a nawet idee muzyki Country. Na kartach książki znalazło się także miejsce na szeroko pojętą tematykę polską – od polish jokes, przez Puławskiego do Brzezińskiego. Od Kwaśniewskiego do Sikorskiego. Reporter sporo miejsca poświęca przede wszystkim jednak przeciętnemu Amerykaninowi. Statystyka zdaje się być głównym jego orężem w literackich zmaganiach:
„W typowym [amerykańskim – M.D.] domu znajdują się zwykle dwie łazienki. Amerykanin spędza w nich średnio pół godziny dziennie, z czego około 10 minut poświęca na kąpiel. Większość Amerykanów sika pod prysznicem, a tylko co piąty śpiewa. Po załatwieniu potrzeb fizjologicznych przeciętny Joe składa papier toaletowy zamiast go zgniatać”.
Przeciętny Amerykanin w oczach polskiego korespondenta to osoba nad wyraz uczynna, bezinteresowna, tolerancyjna i wierząca. Wiara jednakże nie jest monolityczna, lecz wręcz przeciwnie – wielkim i trudnym do skategoryzowania pojęciem. Bo oprócz religijnych pewniaków, takich jak katolicyzm, protestantyzm, czy islam, w Stanach można znaleźć także wyznawców Kościoła Eutanazji, którego głównym założeniem jest idea, że na świecie jest zbyt wiele ludzi i dlatego warto poddać się eutanazji… Lub przyjemniej – kościół, którym główną doktryną jest pozytywna seksualność. Ale nie ważne w co się wierzy (co ciekawe wszystkie – nawet najbardziej kontrowersyjne religie mają prawo bytu i nikt za oceanem nie nazwie ich sektą), ważny jest już jest sam akt wiary. Ludziom niewierzącym po prostu się nie ufa. Dlatego każdy urzędujący i przyszły prezydent Stanów kończy swoje przemówienie słowami „Boże, pobłogosław Stany Zjednoczone Ameryki”.
Wałkuski na kartach swojego reportażu przekonuje, że to właśnie idee protestantyzmu były główną składową sukcesu Ameryki, a w szczególności zaś zasada predestynacji. Ponieważ Amerykanie cenią sukces i poważają tych, którym się powiodło, spełnianie dobrych uczynków, wspomniana już wyżej bezinteresowna pomoc, altruizm jest dowodem na to, że to właśnie nas Bóg wybrał. Naszym szczęściem dzielimy się z innymi. Powodzenie w życiu jest dowodem wyjątkowości, co za tym idzie ideologiczna podstawa takiego myślenia dała bardzo mocne fundamenty współczesnemu kapitalizmowi. Jednak prosperita kraju Baracka Obamy ma również drugą, bardzo mocną podstawę – pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji, która oprócz gwarancji wolności słowa daje przeciętnemu obywatelowi także możliwość ochrony przed prześladowaniem ze strony władzy. Indywidualne podejście do każdego obywatela, świadomość własnej wartości, to bardzo mocne i rzetelne argumenty, które, jak słusznie zauważa autor, dają Stanom realną przewagę nad Chinami. Kapitalizm z uwzględnienia odrębności każdego ludzkiego bytu, zdaniem Wałkuskiego, lepiej się sprawdza.
W „Wałkowaniu Ameryki” ciekawostka goni ciekawostkę. Czasami czytelnikowi brakuje aż tchu. Nadmiar informacji po kilku stronach zaczyna być nużący, lecz po kilku głębokich oddechach (lub filiżance dobrej kawy) czytelnik znów z wielką rozkoszą sięga po książkę. I choć korespondent Polskiego Radia z bezkrytycznym optymizmem podchodzi do wszystkiego co amerykańskie (jak chociażby moderowanie komentarzy na stronie internetowej „New York Times’a”, co dla mnie osobiście jest sprawą dość kontrowersyjną) to trudno odmówić mu racji, że w kraju Hemingway’a można się zakochać. Zakochać się i to się po uszy. A dobra wróżka – no cóż – może i dla mnie również wyczaruje kiedyś wizę. Trzymam mocno kciuki.
Książka Wałkuskiego to kompendium wiedzy o współczesnej Ameryce. W trzynastu rozdziałach autor porusza najważniejsze kwestie dotyczące Stanów, m.in. prawo do posiadania broni, relacje rasowe, trudności językowe tego wieloetnicznego państwa, prawo do wolności wypowiedzi i wyznania, a nawet idee muzyki Country. Na kartach książki znalazło się także miejsce na szeroko pojętą tematykę polską – od polish jokes, przez Puławskiego do Brzezińskiego. Od Kwaśniewskiego do Sikorskiego. Reporter sporo miejsca poświęca przede wszystkim jednak przeciętnemu Amerykaninowi. Statystyka zdaje się być głównym jego orężem w literackich zmaganiach:
„W typowym [amerykańskim – M.D.] domu znajdują się zwykle dwie łazienki. Amerykanin spędza w nich średnio pół godziny dziennie, z czego około 10 minut poświęca na kąpiel. Większość Amerykanów sika pod prysznicem, a tylko co piąty śpiewa. Po załatwieniu potrzeb fizjologicznych przeciętny Joe składa papier toaletowy zamiast go zgniatać”.
Przeciętny Amerykanin w oczach polskiego korespondenta to osoba nad wyraz uczynna, bezinteresowna, tolerancyjna i wierząca. Wiara jednakże nie jest monolityczna, lecz wręcz przeciwnie – wielkim i trudnym do skategoryzowania pojęciem. Bo oprócz religijnych pewniaków, takich jak katolicyzm, protestantyzm, czy islam, w Stanach można znaleźć także wyznawców Kościoła Eutanazji, którego głównym założeniem jest idea, że na świecie jest zbyt wiele ludzi i dlatego warto poddać się eutanazji… Lub przyjemniej – kościół, którym główną doktryną jest pozytywna seksualność. Ale nie ważne w co się wierzy (co ciekawe wszystkie – nawet najbardziej kontrowersyjne religie mają prawo bytu i nikt za oceanem nie nazwie ich sektą), ważny jest już jest sam akt wiary. Ludziom niewierzącym po prostu się nie ufa. Dlatego każdy urzędujący i przyszły prezydent Stanów kończy swoje przemówienie słowami „Boże, pobłogosław Stany Zjednoczone Ameryki”.
Wałkuski na kartach swojego reportażu przekonuje, że to właśnie idee protestantyzmu były główną składową sukcesu Ameryki, a w szczególności zaś zasada predestynacji. Ponieważ Amerykanie cenią sukces i poważają tych, którym się powiodło, spełnianie dobrych uczynków, wspomniana już wyżej bezinteresowna pomoc, altruizm jest dowodem na to, że to właśnie nas Bóg wybrał. Naszym szczęściem dzielimy się z innymi. Powodzenie w życiu jest dowodem wyjątkowości, co za tym idzie ideologiczna podstawa takiego myślenia dała bardzo mocne fundamenty współczesnemu kapitalizmowi. Jednak prosperita kraju Baracka Obamy ma również drugą, bardzo mocną podstawę – pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji, która oprócz gwarancji wolności słowa daje przeciętnemu obywatelowi także możliwość ochrony przed prześladowaniem ze strony władzy. Indywidualne podejście do każdego obywatela, świadomość własnej wartości, to bardzo mocne i rzetelne argumenty, które, jak słusznie zauważa autor, dają Stanom realną przewagę nad Chinami. Kapitalizm z uwzględnienia odrębności każdego ludzkiego bytu, zdaniem Wałkuskiego, lepiej się sprawdza.
W „Wałkowaniu Ameryki” ciekawostka goni ciekawostkę. Czasami czytelnikowi brakuje aż tchu. Nadmiar informacji po kilku stronach zaczyna być nużący, lecz po kilku głębokich oddechach (lub filiżance dobrej kawy) czytelnik znów z wielką rozkoszą sięga po książkę. I choć korespondent Polskiego Radia z bezkrytycznym optymizmem podchodzi do wszystkiego co amerykańskie (jak chociażby moderowanie komentarzy na stronie internetowej „New York Times’a”, co dla mnie osobiście jest sprawą dość kontrowersyjną) to trudno odmówić mu racji, że w kraju Hemingway’a można się zakochać. Zakochać się i to się po uszy. A dobra wróżka – no cóż – może i dla mnie również wyczaruje kiedyś wizę. Trzymam mocno kciuki.
lekturyreportera.pl Monika Długa
Wałkowanie Ameryki
Kiedyś dawno, dawno temu, za górami, za lasami i jednym oceanem, pewna rozczarowana europejskim zepsuciem, hipokryzją i nepotyzmem wróżka, postanowiła stworzyć całkiem nowe społeczeństwo. Państwo, w którym każdy człowiek będzie równy wobec prawa, gdzie dobrobyt będzie gościł w każdym domostwie, a religia stanie się indywidualną sprawą każdego obywatela. Czy to czary i magia legły u podstaw USA? Czy może jednak opowieść o dzielnym Krzysztofie Kolumbie i jeszcze dzielniejszych angielskich pielgrzymach jest tą właściwą opowieścią eksplikującą powstanie Stanów Zjednoczonych Ameryki? Sprawę przesądziły ostatecznie źródła historyczne i za prawdziwą uważa się wersję drugą, lecz fakt pozostaje faktem – kraj Jerzego Waszyngtona jest (prawie) zrealizowanym marzeniem o prawdziwie demokratycznej społeczności. Itaką południowoamerykańskich, azjatyckich, afrykańskich a także europejskich imigrantów. Marek Wałkuski, wieloletni korespondent Polskiego Radia, który ma to szczęście (tak, tak mówimy o szczęściu i to podwójnym, bo przecież wiza w przypadku obywatela Polski to jeszcze kwestia przypadku) mieszkać i żyć w Ameryce. A życie to z wielkim optymizmem i zapałem opisał w swojej książce „Wałkowanie Ameryki”. W publikacji po którą zaprawdę warto sięgnąć jeśli: byłeś lub wybierasz się do Stanów, jeśli kochasz lub nienawidzisz Stany lub po prostu lubisz literackie podróże z sporą dawką niebagatelnego humoru (właściwe podkreślić!).
Książka Wałkuskiego to kompendium wiedzy o współczesnej Ameryce. W trzynastu rozdziałach autor porusza najważniejsze kwestie dotyczące Stanów, m.in. prawo do posiadania broni, relacje rasowe, trudności językowe tego wieloetnicznego państwa, prawo do wolności wypowiedzi i wyznania, a nawet idee muzyki Country. Na kartach książki znalazło się także miejsce na szeroko pojętą tematykę polską – od polish jokes, przez Puławskiego do Brzezińskiego. Od Kwaśniewskiego do Sikorskiego. Reporter sporo miejsca poświęca przede wszystkim jednak przeciętnemu Amerykaninowi. Statystyka zdaje się być głównym jego orężem w literackich zmaganiach:
„W typowym [amerykańskim – M.D.] domu znajdują się zwykle dwie łazienki. Amerykanin spędza w nich średnio pół godziny dziennie, z czego około 10 minut poświęca na kąpiel. Większość Amerykanów sika pod prysznicem, a tylko co piąty śpiewa. Po załatwieniu potrzeb fizjologicznych przeciętny Joe składa papier toaletowy zamiast go zgniatać”.
Przeciętny Amerykanin w oczach polskiego korespondenta to osoba nad wyraz uczynna, bezinteresowna, tolerancyjna i wierząca. Wiara jednakże nie jest monolityczna, lecz wręcz przeciwnie – wielkim i trudnym do skategoryzowania pojęciem. Bo oprócz religijnych pewniaków, takich jak katolicyzm, protestantyzm, czy islam, w Stanach można znaleźć także wyznawców Kościoła Eutanazji, którego głównym założeniem jest idea, że na świecie jest zbyt wiele ludzi i dlatego warto poddać się eutanazji… Lub przyjemniej – kościół, którym główną doktryną jest pozytywna seksualność. Ale nie ważne w co się wierzy (co ciekawe wszystkie – nawet najbardziej kontrowersyjne religie mają prawo bytu i nikt za oceanem nie nazwie ich sektą), ważny jest już jest sam akt wiary. Ludziom niewierzącym po prostu się nie ufa. Dlatego każdy urzędujący i przyszły prezydent Stanów kończy swoje przemówienie słowami „Boże, pobłogosław Stany Zjednoczone Ameryki”.
Wałkuski na kartach swojego reportażu przekonuje, że to właśnie idee protestantyzmu były główną składową sukcesu Ameryki, a w szczególności zaś zasada predestynacji. Ponieważ Amerykanie cenią sukces i poważają tych, którym się powiodło, spełnianie dobrych uczynków, wspomniana już wyżej bezinteresowna pomoc, altruizm jest dowodem na to, że to właśnie nas Bóg wybrał. Naszym szczęściem dzielimy się z innymi. Powodzenie w życiu jest dowodem wyjątkowości, co za tym idzie ideologiczna podstawa takiego myślenia dała bardzo mocne fundamenty współczesnemu kapitalizmowi. Jednak prosperita kraju Baracka Obamy ma również drugą, bardzo mocną podstawę – pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji, która oprócz gwarancji wolności słowa daje przeciętnemu obywatelowi także możliwość ochrony przed prześladowaniem ze strony władzy. Indywidualne podejście do każdego obywatela, świadomość własnej wartości, to bardzo mocne i rzetelne argumenty, które, jak słusznie zauważa autor, dają Stanom realną przewagę nad Chinami. Kapitalizm z uwzględnienia odrębności każdego ludzkiego bytu, zdaniem Wałkuskiego, lepiej się sprawdza.
W „Wałkowaniu Ameryki” ciekawostka goni ciekawostkę. Czasami czytelnikowi brakuje aż tchu. Nadmiar informacji po kilku stronach zaczyna być nużący, lecz po kilku głębokich oddechach (lub filiżance dobrej kawy) czytelnik znów z wielką rozkoszą sięga po książkę. I choć korespondent Polskiego Radia z bezkrytycznym optymizmem podchodzi do wszystkiego co amerykańskie (jak chociażby moderowanie komentarzy na stronie internetowej „New York Times’a”, co dla mnie osobiście jest sprawą dość kontrowersyjną) to trudno odmówić mu racji, że w kraju Hemingway’a można się zakochać. Zakochać się i to się po uszy. A dobra wróżka – no cóż – może i dla mnie również wyczaruje kiedyś wizę. Trzymam mocno kciuki.
Książka Wałkuskiego to kompendium wiedzy o współczesnej Ameryce. W trzynastu rozdziałach autor porusza najważniejsze kwestie dotyczące Stanów, m.in. prawo do posiadania broni, relacje rasowe, trudności językowe tego wieloetnicznego państwa, prawo do wolności wypowiedzi i wyznania, a nawet idee muzyki Country. Na kartach książki znalazło się także miejsce na szeroko pojętą tematykę polską – od polish jokes, przez Puławskiego do Brzezińskiego. Od Kwaśniewskiego do Sikorskiego. Reporter sporo miejsca poświęca przede wszystkim jednak przeciętnemu Amerykaninowi. Statystyka zdaje się być głównym jego orężem w literackich zmaganiach:
„W typowym [amerykańskim – M.D.] domu znajdują się zwykle dwie łazienki. Amerykanin spędza w nich średnio pół godziny dziennie, z czego około 10 minut poświęca na kąpiel. Większość Amerykanów sika pod prysznicem, a tylko co piąty śpiewa. Po załatwieniu potrzeb fizjologicznych przeciętny Joe składa papier toaletowy zamiast go zgniatać”.
Przeciętny Amerykanin w oczach polskiego korespondenta to osoba nad wyraz uczynna, bezinteresowna, tolerancyjna i wierząca. Wiara jednakże nie jest monolityczna, lecz wręcz przeciwnie – wielkim i trudnym do skategoryzowania pojęciem. Bo oprócz religijnych pewniaków, takich jak katolicyzm, protestantyzm, czy islam, w Stanach można znaleźć także wyznawców Kościoła Eutanazji, którego głównym założeniem jest idea, że na świecie jest zbyt wiele ludzi i dlatego warto poddać się eutanazji… Lub przyjemniej – kościół, którym główną doktryną jest pozytywna seksualność. Ale nie ważne w co się wierzy (co ciekawe wszystkie – nawet najbardziej kontrowersyjne religie mają prawo bytu i nikt za oceanem nie nazwie ich sektą), ważny jest już jest sam akt wiary. Ludziom niewierzącym po prostu się nie ufa. Dlatego każdy urzędujący i przyszły prezydent Stanów kończy swoje przemówienie słowami „Boże, pobłogosław Stany Zjednoczone Ameryki”.
Wałkuski na kartach swojego reportażu przekonuje, że to właśnie idee protestantyzmu były główną składową sukcesu Ameryki, a w szczególności zaś zasada predestynacji. Ponieważ Amerykanie cenią sukces i poważają tych, którym się powiodło, spełnianie dobrych uczynków, wspomniana już wyżej bezinteresowna pomoc, altruizm jest dowodem na to, że to właśnie nas Bóg wybrał. Naszym szczęściem dzielimy się z innymi. Powodzenie w życiu jest dowodem wyjątkowości, co za tym idzie ideologiczna podstawa takiego myślenia dała bardzo mocne fundamenty współczesnemu kapitalizmowi. Jednak prosperita kraju Baracka Obamy ma również drugą, bardzo mocną podstawę – pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji, która oprócz gwarancji wolności słowa daje przeciętnemu obywatelowi także możliwość ochrony przed prześladowaniem ze strony władzy. Indywidualne podejście do każdego obywatela, świadomość własnej wartości, to bardzo mocne i rzetelne argumenty, które, jak słusznie zauważa autor, dają Stanom realną przewagę nad Chinami. Kapitalizm z uwzględnienia odrębności każdego ludzkiego bytu, zdaniem Wałkuskiego, lepiej się sprawdza.
W „Wałkowaniu Ameryki” ciekawostka goni ciekawostkę. Czasami czytelnikowi brakuje aż tchu. Nadmiar informacji po kilku stronach zaczyna być nużący, lecz po kilku głębokich oddechach (lub filiżance dobrej kawy) czytelnik znów z wielką rozkoszą sięga po książkę. I choć korespondent Polskiego Radia z bezkrytycznym optymizmem podchodzi do wszystkiego co amerykańskie (jak chociażby moderowanie komentarzy na stronie internetowej „New York Times’a”, co dla mnie osobiście jest sprawą dość kontrowersyjną) to trudno odmówić mu racji, że w kraju Hemingway’a można się zakochać. Zakochać się i to się po uszy. A dobra wróżka – no cóż – może i dla mnie również wyczaruje kiedyś wizę. Trzymam mocno kciuki.
lekturyreportera.pl Monika Długa
Dziennik diety. Szczuplej dzień po dniu!
Dzisiaj recenzja Dziennika diety. Planowałam opublikować ją trochę później ale wiele osób napisało ze jest ciekawych tego co jest w środku więc dodaje ją od razu. Dziennik możecie znać np z Shape który jest patronem medialnym "książki".
Ten dziennik raczej nie jest książką. Jest zrobiony z formie kalendarza który głównie uzupełniamy. Składa się z 5 zakładek co widać na drugim obrazku. Pierwsza część to wstęp i spis treści, później mamy 3 miesiące diety a na końcu dodatki.
Część 1 : Wstęp
Tutaj znajduje się najwięcej porad. Na początku mamy "po słowie" od autorek. Później dowiadujemy się jak prawidłowo zmierzyć/obliczyć : masę ciała, obwód talii, BMI, % tkanki tłuszczowej, PPM, CPM. Znajdziemy również instrukcje jak wyznaczyć zapotrzebowanie kaloryczne w trakcie diety odchudzającej. Następnie mamy część poświęconą wskazówkom na temat wypełniania dziennika wraz z przykładami. Są też polecane strony, sklepy i serwisy internetowe. Na samym końcu znajdziemy kartę "O mnie" którą wypełniamy sami.
Część 2: dziennik
Czyli część właściwa podzielona na 3 miesiące bo dziennik wypełnia się właśnie przez taki czas. Dokładniej 12 tygodni czy 84 dni. Na początku każdego tygodnia mamy jedną stronę poświęconą super produktowi, zadania do wykonania na najbliższy tydzień oraz miejsce na rozpisanie planu treningowego.
Na następnych stronach jest już dziennik. Na każdy dzień przeznaczone jest naprawdę dużo miejsca aby dokładnie móc opisać wszystko co się zjadło. Autorki opracowały także skalę głodu i dały wskazówki co robić aby ją kontrolować.
Jak widzicie dzienny jadłospis podzielony jest na 5 posiłków + podjadanie. Zapisujemy także godzinę oraz miejsce. W Innych informacjach możemy zapisać sobie trening : nie pomyślałam wcześniej o tym.
Na dole strony mamy również coś takiego jak sprawdź się, trik dnia oraz zamiennik.
Sprawdź się: zaznaczamy ile razy w ciągu dnia jedliśmy np warzywa, owoce lub np. tłuszcze roślinne.
Trik dnia i zamiennik to wskazówki na temat zdrowego odżywiania. Codziennie mamy coś innego.
Pod koniec tygodnia jest podsumowanie w którym opisujemy swój największy sukces, największą porażkę, czego dowiedziałaś się o sobie oraz co zrobiłaś dla siebie. Na końcu całego dziennika mamy kartę postępów czyli pomiary. Autorki zalecają warzyć się i mierzyć co 2 tygodnie.
Część 3 : Dodatki
W dodatkach znajdziemy takie rzeczy jak:
Wykres spadku : masy ciała, wskaźnika BMI i % tkanki tłuszczowej;
Miejsce na ulubione produkty i przepisy;
Listę zakupów oraz notatki.
Jak oceniam dziennik diety?
Jeszcze nie miałam okazji nic do niego wpisać ale szczerze bardzo mi się spodobał. Zarówno grafika jak i forma. Uważam że może być dodatkową motywacją. Jeżeli osoba faktycznie się odchudza, ma dietę i potrzebuje dyscypliny, dziennik będzie idealnym rozwiązaniem. Można go używać gdy ma się do stracenia zarówno 30 kg jak i 5 kg. Uczy również dokonywać zdrowych wyborów.
Komu nie polecam dziennika: Osobie która osiągnęła już swój cel i teraz tylko utrzymuje wagę zdrowo się odżywiając i ćwicząc. Dyscyplina i skrupulatne zapisywanie posiłków jest dobre ale nie wyobrażam sobie robić tego dłużej niż te 3 miesiące :)
Ten dziennik raczej nie jest książką. Jest zrobiony z formie kalendarza który głównie uzupełniamy. Składa się z 5 zakładek co widać na drugim obrazku. Pierwsza część to wstęp i spis treści, później mamy 3 miesiące diety a na końcu dodatki.
Część 1 : Wstęp
Tutaj znajduje się najwięcej porad. Na początku mamy "po słowie" od autorek. Później dowiadujemy się jak prawidłowo zmierzyć/obliczyć : masę ciała, obwód talii, BMI, % tkanki tłuszczowej, PPM, CPM. Znajdziemy również instrukcje jak wyznaczyć zapotrzebowanie kaloryczne w trakcie diety odchudzającej. Następnie mamy część poświęconą wskazówkom na temat wypełniania dziennika wraz z przykładami. Są też polecane strony, sklepy i serwisy internetowe. Na samym końcu znajdziemy kartę "O mnie" którą wypełniamy sami.
Część 2: dziennik
Czyli część właściwa podzielona na 3 miesiące bo dziennik wypełnia się właśnie przez taki czas. Dokładniej 12 tygodni czy 84 dni. Na początku każdego tygodnia mamy jedną stronę poświęconą super produktowi, zadania do wykonania na najbliższy tydzień oraz miejsce na rozpisanie planu treningowego.
Na następnych stronach jest już dziennik. Na każdy dzień przeznaczone jest naprawdę dużo miejsca aby dokładnie móc opisać wszystko co się zjadło. Autorki opracowały także skalę głodu i dały wskazówki co robić aby ją kontrolować.
Jak widzicie dzienny jadłospis podzielony jest na 5 posiłków + podjadanie. Zapisujemy także godzinę oraz miejsce. W Innych informacjach możemy zapisać sobie trening : nie pomyślałam wcześniej o tym.
Na dole strony mamy również coś takiego jak sprawdź się, trik dnia oraz zamiennik.
Sprawdź się: zaznaczamy ile razy w ciągu dnia jedliśmy np warzywa, owoce lub np. tłuszcze roślinne.
Trik dnia i zamiennik to wskazówki na temat zdrowego odżywiania. Codziennie mamy coś innego.
Pod koniec tygodnia jest podsumowanie w którym opisujemy swój największy sukces, największą porażkę, czego dowiedziałaś się o sobie oraz co zrobiłaś dla siebie. Na końcu całego dziennika mamy kartę postępów czyli pomiary. Autorki zalecają warzyć się i mierzyć co 2 tygodnie.
Część 3 : Dodatki
W dodatkach znajdziemy takie rzeczy jak:
Wykres spadku : masy ciała, wskaźnika BMI i % tkanki tłuszczowej;
Miejsce na ulubione produkty i przepisy;
Listę zakupów oraz notatki.
Jak oceniam dziennik diety?
Jeszcze nie miałam okazji nic do niego wpisać ale szczerze bardzo mi się spodobał. Zarówno grafika jak i forma. Uważam że może być dodatkową motywacją. Jeżeli osoba faktycznie się odchudza, ma dietę i potrzebuje dyscypliny, dziennik będzie idealnym rozwiązaniem. Można go używać gdy ma się do stracenia zarówno 30 kg jak i 5 kg. Uczy również dokonywać zdrowych wyborów.
Komu nie polecam dziennika: Osobie która osiągnęła już swój cel i teraz tylko utrzymuje wagę zdrowo się odżywiając i ćwicząc. Dyscyplina i skrupulatne zapisywanie posiłków jest dobre ale nie wyobrażam sobie robić tego dłużej niż te 3 miesiące :)
bycidealna.pl Paulina, 2012-10-19