Recenzje
Wybrzeże Dalmacji i Czarnogóry. Udane Wakacje. Wydanie 1
Na progu letniego szczytu urlopowego ukazał się w serii „Udane Wakacje” Michelina przewodnik „Wybrzeże Dalmacji i Czarnogóry”. W sytuacji, gdy wielu rodaków szuka nowych kierunków wyjazdu w ciepłe kraje w związku z niepewną sytuacją w tradycyjnie licznie odwiedzanych krajach północnej Afryki, bądź już przesycenia nimi, może on pomóc w podjęciu decyzji dokąd warto pojechać. Ściślej mógłby pomóc.
Bo jako przewodnik wakacyjny, a więc przeznaczony dla ludzi którzy przede wszystkim chcą wypocząć, a przy okazji zobaczyć coś ciekawego, ma on dwa podstawowe braki. Niemal całkowicie pominięte zostały w nim informacje o plażach. Zwłaszcza na dominującym w nim objętościowo odcinku chorwackim Adriatyku, bo na czarnogórskim znalazłem ich kilka. A praktycznie również i inne możliwości nadmorskiego przecież wypoczynku.
W informacjach o poszczególnych miejscowościach umieszczonych przy nich w ramkach, w ogromnej większości przypadków w ogóle nie ma takiego hasła. A jeżeli już trafi się jako „Sport i rekreacja”, np. na Riwierze Makarskiej, to są to nazwy i adresy firm organizujących nurkowanie, spływy pontonowe, ew. wycieczki. Lub na wyspie Brač – windsurfing, czy na wyspie Hvar – agencji wycieczkowej. W całej części chorwackiej znalazłem zaledwie kilka informacji o plażach.
Na wyspie Dugi Otok o kamienisto – piaszczystej plaży Sakarun wyróżnionej, ale bez uzasadnienia dlaczego, aż dwiema gwiazdkami. Dodam, że podobnie jak w innych przewodnikach Michelina także w tym stosowany jest 1–3-gwiazdkowy (oraz w większości przypadków bez takiego oznaczenia, czyli mniej zasługujących na uwagę) system klasyfikowania najciekawszych miejscowości, zabytków bądź miejsc.
Na wyspach Hvar i Mljet znalazłem po dwie plaże podobnie wyróżnione. Zaś w miejscowości Skrivena Luka informację, „Niedługo zostanie tu otwarta plaża”. W opisach tak popularnych i ciekawych miast jak Zadar, Nin, Szybenik, Trogir, Split, Dubrownik, czy wysp Pag, Bracz, Korczula nie ma ani słowa o tamtejszych plażach i innych miejscach wypoczynku (może poza niekiedy informacjami o parkach) zarówno w nich, jak i ich okolicach.
Jak już wspomniałem, na znacznie krótszym, czarnogórskim odcinku Adriatyku jest pod tym względem nieco lepiej. Natrafiłem bowiem na wzmianki o zatoczkach z plażami na półwyspie Luštice, wyspach Sveti Stefan i Petrovac na moru oraz w mieście Ulčinj. Ale już nie w Herceg Novi, Risanie, Peraście, Kotorze czy Budwie.
Drugim, moim zdaniem, brakiem tego przewodnika, jest pominięcie w nim adriatyckiego, chorwackiego wybrzeża Istrii. Nie mniej pięknego, chociaż chyba trochę droższego, zwłaszcza w najpopularniejszych miejscowościach na półwyspie Istria. Ale chętnie odwiedzanego przez naszych rodaków m.in. ze względu na najbliższą odległość od Polski, czy warunki wypoczynku zarówno na wybrzeżu jak i tamtejszych wyspach. Przede wszystkim Krk i Rab.
Jeżeli pominąć te braki, to co otrzymali czytelnicy w tym przewodniku trzeba ocenić wysoko. Zawiera on dwa ze znawstwem tematu napisane rozdziały: Informacje praktyczne oraz Zaproszenie do podróży – ze zwięzłą, ale rzeczową prezentacją wybrzeża Adriatyku, dziejów państw na nim oraz tamtejszej sztuki i kultury. Część przewodnikowa podzielona została na dwa odcinki: Wybrzeże Dalmacji i Wybrzeże Czarnogóry.
W nich zaś omówiono najważniejsze i najciekawsze miejscowości, miejsca, zabytki i obiekty w kolejności ich położenia: od północnego zachodu do południowego wschodu wybrzeża. Przedstawione zostały one krótko, ale w miarę wyczerpująco. Z propozycjami tras którymi najlepiej jest je zwiedzać. Informacjami o poszczególnych, wartych poznania budowlach i miejscach – z oznaczeniem gwiazdkami szczególnie cennych. Opisem najważniejszych detali np. wnętrz kościołów, zamków, pałaców itp.
W przypadku większych miejscowości znajdują się przy nich barwne plany i kolorowe zdjęcia, a w regionach także ich mapki. Każdej z miejscowości (poza jej okolicami) towarzyszy Informator wyodrębniony w ramce. Zawiera on adresy, telefony, strony internetowe itp. Informacji turystycznej, informacje o różnych środkach transportu – także wypożyczalniach samochodów, niekiedy również gastronomii.
Ponadto o zakupach, lokalnych specjałach jak wina czy sery itp. Zamieszczony na końcu Indeks pozwala szybko znaleźć to, co w danym momencie jest potrzebne. Jest to więc krótki i poręczny przewodnik po tym regionie Europy. Przydatny, moim zdaniem, zwłaszcza tym turystom, którzy już mają zapewnione noclegi i wiedzą, gdzie znajduje się plaża na której będą wypoczywać.
Ale poza opalaniem i kąpielami morskimi chcą jeszcze zobaczyć coś ciekawego. A że na adriatyckim wybrzeżu Chorwacji i Czarnogóry zabytków i innych cennych obiektów bądź pięknych miejsc jest dużo, o tym chyba już nikogo w Polsce, a przynajmniej ludzi podróżujących po świecie, przekonywać nie trzeba.
Bo jako przewodnik wakacyjny, a więc przeznaczony dla ludzi którzy przede wszystkim chcą wypocząć, a przy okazji zobaczyć coś ciekawego, ma on dwa podstawowe braki. Niemal całkowicie pominięte zostały w nim informacje o plażach. Zwłaszcza na dominującym w nim objętościowo odcinku chorwackim Adriatyku, bo na czarnogórskim znalazłem ich kilka. A praktycznie również i inne możliwości nadmorskiego przecież wypoczynku.
W informacjach o poszczególnych miejscowościach umieszczonych przy nich w ramkach, w ogromnej większości przypadków w ogóle nie ma takiego hasła. A jeżeli już trafi się jako „Sport i rekreacja”, np. na Riwierze Makarskiej, to są to nazwy i adresy firm organizujących nurkowanie, spływy pontonowe, ew. wycieczki. Lub na wyspie Brač – windsurfing, czy na wyspie Hvar – agencji wycieczkowej. W całej części chorwackiej znalazłem zaledwie kilka informacji o plażach.
Na wyspie Dugi Otok o kamienisto – piaszczystej plaży Sakarun wyróżnionej, ale bez uzasadnienia dlaczego, aż dwiema gwiazdkami. Dodam, że podobnie jak w innych przewodnikach Michelina także w tym stosowany jest 1–3-gwiazdkowy (oraz w większości przypadków bez takiego oznaczenia, czyli mniej zasługujących na uwagę) system klasyfikowania najciekawszych miejscowości, zabytków bądź miejsc.
Na wyspach Hvar i Mljet znalazłem po dwie plaże podobnie wyróżnione. Zaś w miejscowości Skrivena Luka informację, „Niedługo zostanie tu otwarta plaża”. W opisach tak popularnych i ciekawych miast jak Zadar, Nin, Szybenik, Trogir, Split, Dubrownik, czy wysp Pag, Bracz, Korczula nie ma ani słowa o tamtejszych plażach i innych miejscach wypoczynku (może poza niekiedy informacjami o parkach) zarówno w nich, jak i ich okolicach.
Jak już wspomniałem, na znacznie krótszym, czarnogórskim odcinku Adriatyku jest pod tym względem nieco lepiej. Natrafiłem bowiem na wzmianki o zatoczkach z plażami na półwyspie Luštice, wyspach Sveti Stefan i Petrovac na moru oraz w mieście Ulčinj. Ale już nie w Herceg Novi, Risanie, Peraście, Kotorze czy Budwie.
Drugim, moim zdaniem, brakiem tego przewodnika, jest pominięcie w nim adriatyckiego, chorwackiego wybrzeża Istrii. Nie mniej pięknego, chociaż chyba trochę droższego, zwłaszcza w najpopularniejszych miejscowościach na półwyspie Istria. Ale chętnie odwiedzanego przez naszych rodaków m.in. ze względu na najbliższą odległość od Polski, czy warunki wypoczynku zarówno na wybrzeżu jak i tamtejszych wyspach. Przede wszystkim Krk i Rab.
Jeżeli pominąć te braki, to co otrzymali czytelnicy w tym przewodniku trzeba ocenić wysoko. Zawiera on dwa ze znawstwem tematu napisane rozdziały: Informacje praktyczne oraz Zaproszenie do podróży – ze zwięzłą, ale rzeczową prezentacją wybrzeża Adriatyku, dziejów państw na nim oraz tamtejszej sztuki i kultury. Część przewodnikowa podzielona została na dwa odcinki: Wybrzeże Dalmacji i Wybrzeże Czarnogóry.
W nich zaś omówiono najważniejsze i najciekawsze miejscowości, miejsca, zabytki i obiekty w kolejności ich położenia: od północnego zachodu do południowego wschodu wybrzeża. Przedstawione zostały one krótko, ale w miarę wyczerpująco. Z propozycjami tras którymi najlepiej jest je zwiedzać. Informacjami o poszczególnych, wartych poznania budowlach i miejscach – z oznaczeniem gwiazdkami szczególnie cennych. Opisem najważniejszych detali np. wnętrz kościołów, zamków, pałaców itp.
W przypadku większych miejscowości znajdują się przy nich barwne plany i kolorowe zdjęcia, a w regionach także ich mapki. Każdej z miejscowości (poza jej okolicami) towarzyszy Informator wyodrębniony w ramce. Zawiera on adresy, telefony, strony internetowe itp. Informacji turystycznej, informacje o różnych środkach transportu – także wypożyczalniach samochodów, niekiedy również gastronomii.
Ponadto o zakupach, lokalnych specjałach jak wina czy sery itp. Zamieszczony na końcu Indeks pozwala szybko znaleźć to, co w danym momencie jest potrzebne. Jest to więc krótki i poręczny przewodnik po tym regionie Europy. Przydatny, moim zdaniem, zwłaszcza tym turystom, którzy już mają zapewnione noclegi i wiedzą, gdzie znajduje się plaża na której będą wypoczywać.
Ale poza opalaniem i kąpielami morskimi chcą jeszcze zobaczyć coś ciekawego. A że na adriatyckim wybrzeżu Chorwacji i Czarnogóry zabytków i innych cennych obiektów bądź pięknych miejsc jest dużo, o tym chyba już nikogo w Polsce, a przynajmniej ludzi podróżujących po świecie, przekonywać nie trzeba.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński, 2012-07-29
Tajski epizod z dreszczykiem
Każdy chciałby przeżyć taki epizod... Niestety, było to jedynie dane Markowi Lenarcikowi i przez niego niezwykle barwnie opisane w książce „Tajski epizod z dreszczykiem", wydanej przez Bezdroża.
Czego tu nie ma - choć nie od razu! Wszystko zaczyna się od bojowego okrzyku: Pieprzyć korporację! - i nie później, jak kilkanaście stron dalej trafiamy do tropikalnego raju z pięknymi plażami i krystalicznie czystą wodą, mekki niskobudżetowych turystów podróżujących z plecakami, krainy niewygórowanych cen i... wszelkiego rodzaju uciech cielesnych, a także rozmaitych uniesień duchowych. Mowa, oczywiście, o Tajlandii.
Czego tu nie ma - choć nie od razu! Wszystko zaczyna się od bojowego okrzyku: Pieprzyć korporację! - i nie później, jak kilkanaście stron dalej trafiamy do tropikalnego raju z pięknymi plażami i krystalicznie czystą wodą, mekki niskobudżetowych turystów podróżujących z plecakami, krainy niewygórowanych cen i... wszelkiego rodzaju uciech cielesnych, a także rozmaitych uniesień duchowych. Mowa, oczywiście, o Tajlandii.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2012-08-18
Sardynia. Wyspa tajemnic. Przewodnik rekreacyjny. Wydanie 1
Sardynia, druga pod względem wielkości wyspa na Morzu Śródziemnym, należy do najmniej znanych w Polsce regionów Włoch. I ciągle czeka na odkrycie przez polskich turystów. Jest to bowiem miejsce fascynujące, pełne zabytków, o wielowiekowych, skomplikowanych dziejach, różnorodności kulturalnej, bujnej przyrodzie, bogactwie flory i fauny.
O znakomitych warunkach do wypoczynku – także bardzo aktywnego. Wraz z przyległymi wysepkami zajmuje ona ponad 24 tys. km kw. powierzchni oraz 1800 (!) km linii brzegowej. Zarówno długich i szerokich piaszczystych plaż, jak i wapiennych klifów oraz granitowych skał.
Na wyspie są również góry, z najwyższym szczytem w paśmie Gennargentu – Punta la Marmora o wysokości 1834 m n.p.m. Przyczyn tak stosunkowo małej liczby naszych turystów odwiedzających Sardynię jest kilka.
Przede wszystkim brak z nią tanich połączeń lotniczych. Bo dwa rejsy tygodniowo w sezonie letnim z Krakowa do Cagliari, to zdecydowanie za mało. Ponadto ogromna konkurencja miejscowości, zabytków i obiektów oraz ciekawych miejsc w kontynentalnej części Italii. No i chyba brak wiedzy, jak niezwykłą, z licznymi tajemnicami, oryginalną kulturą, kuchnią, językiem sardyńskim i jego dialektami itp. jest Sardynia.
Przez wiele lat trudno było znaleźć na jej temat coś sensownego w języku polskim. W dwutomowym, obszernym przewodniku po Włoszech jednego z krajowych wydawnictw w ogóle została pominięta. Powoli to się jednak zmienia. Można o niej dowiedzieć się już sporo z przewodników po Italii wydanych po polsku. Są wśród nich także poświęcone wyłącznie Sardynii. Zarówno tłumaczenia obcych autorów, jak i polskich.
Najnowszy Bezdroży, wydany w serii „Przewodniki rekreacyjne”, właśnie ukazał się. Stwarza to szansę dotarcia z wiedzą o walorach tej wyspy do szerszego kręgu czytelników – potencjalnych turystów. Zgodnie z formułą tej serii nie prezentuje on wszystkiego godnego uwagi na Sardynii, a tylko oprowadza po najciekawszych regionach i miastach których, zdaniem autorów i wydawcy, nie wolno pominąć będąc na tej wyspie.
Chociaż czytając ten przewodnik chwilami odczuwałem pewien niedosyt informacji, a zwłaszcza pominięcie szeregu wartych zobaczenia obiektów i miejsc, to nawet tego, co on proponuje raczej nie sposób poznać podczas jednej, zwłaszcza krótkiej podróży. Część merytoryczną tego przewodnika poprzedza krótkie „Zaproszenie na Sardynię” zawierające krótką jej prezentację oraz „Hity Sardynii”.
Najcenniejsze, zdaniem autorów, zabytki i świadectwa historii, największe atrakcje przyrodnicze, słynne postaci, specjalności kuchni sardyńskiej, najbardziej interesujące muzea oraz niezapomniane przeżycia. Można oczywiście dyskutować nad subiektywnym doborem wymienionych atrakcji, ale generalnie trudno się z nim nie zgodzić. Chociaż w „Najcenniejszych zabytkach…” uwzględniłbym jednak jeszcze przynajmniej katedrę w Cagliari.
Przede wszystkim ze względu znajdujące się w niej wspaniałe, wykute w marmurze ambony, posągi i rzeźby oraz mozaiki – zwłaszcza w kryptach. Do prehistorycznych osad nuragów dodałbym Nuraghe Arruba w Norze. Do najciekawszych jaskiń także Grotte is Janas, a do zabytków świeckich wnętrza Pałacu Wicekróla w Cagliari – siedziby władz stołecznej prowincji. Dobre, napisane ze znawstwem i zawierające chyba wszystko ważne, chociaż w skrócie, są rozdziały: „ Informacje praktyczne” i „Informacje krajoznawcze”.
W część podstawową: „Zwiedzanie Sardynii” włamano obszerne informacje monotematyczne: „Wyspa tajemnic” (Grobowce olbrzymów, domy czarodziejek i świątynie u studni) i „Murale”. Autorzy proponują poznanie stołecznego Cagliari, Barbagii oraz Parku Narodowego Zatoki Orosei i Gór Gennargentu, Barumini i okolic, Wybrzeży, Archipelagu Magdaleny, Półwyspu Sinis oraz sardyńskich kopalni i jaskiń. Ponadto trzy trasy panoramiczne.
Informacje są zwięzłe, chociaż np. w Cagliari dotyczą niemal wszystkich najważniejszych zabytków i obiektów na proponowanych trasach zwiedzania. Z godzinami ich otwarcia, cenami biletów itp., ale bez zbyt wielu szczegółów. Uzupełniają je ciekawe, przeważnie krótkie informacje włamane w kolorowych ramkach w tekst.
M.in. „Zielony wagonik” (sezonowa górska linia kolejowa z tradycją od XIX w.); „Trasy narciarskie na Sardynii”; „Monte Arcuento e Rio Piscinas”; „Launeddas” (stary instrument muzyczny – rodzaj piszczałki); „La Mattanza w Carloforte” (doroczne, krwawe połowy tuńczyków błękitnopłetwych); „Casu marzu” (sery owcze i kozie); „Su ballu tundu” (taniec grupowy); „Garibaldi na wyspie Caprera”; „Legenda o Trzech Żywych i Trzech Martwych” (fresk w kościółku Nostra Signora de los Regnos Altos na zamku w Bosie); „Noże z Arbus”; „Ciekawostki architektoniczne” itp.
Korzystanie z tego przewodnika ułatwiają mapki i plany oraz liczne kolorowe zdjęcia. Ponadto zamieszczony na końcu Indeks. Poruszanie się na miejscu oraz kontakty z ludnością krótki słowniczek polsko – włoski. Jest to więc poręczny, dobrze napisany oraz zawierający mnóstwo informacji przewodnik po Sardynii i jej najważniejszych miejscach. Na krótki, najwyżej 2-3 tygodniowy wypad, bez zamiaru wgłębiania się w szczegóły historyczne, architektoniczne, kulturalne, obyczajowe itp. Wart, oczywiście, polecenia.
O znakomitych warunkach do wypoczynku – także bardzo aktywnego. Wraz z przyległymi wysepkami zajmuje ona ponad 24 tys. km kw. powierzchni oraz 1800 (!) km linii brzegowej. Zarówno długich i szerokich piaszczystych plaż, jak i wapiennych klifów oraz granitowych skał.
Na wyspie są również góry, z najwyższym szczytem w paśmie Gennargentu – Punta la Marmora o wysokości 1834 m n.p.m. Przyczyn tak stosunkowo małej liczby naszych turystów odwiedzających Sardynię jest kilka.
Przede wszystkim brak z nią tanich połączeń lotniczych. Bo dwa rejsy tygodniowo w sezonie letnim z Krakowa do Cagliari, to zdecydowanie za mało. Ponadto ogromna konkurencja miejscowości, zabytków i obiektów oraz ciekawych miejsc w kontynentalnej części Italii. No i chyba brak wiedzy, jak niezwykłą, z licznymi tajemnicami, oryginalną kulturą, kuchnią, językiem sardyńskim i jego dialektami itp. jest Sardynia.
Przez wiele lat trudno było znaleźć na jej temat coś sensownego w języku polskim. W dwutomowym, obszernym przewodniku po Włoszech jednego z krajowych wydawnictw w ogóle została pominięta. Powoli to się jednak zmienia. Można o niej dowiedzieć się już sporo z przewodników po Italii wydanych po polsku. Są wśród nich także poświęcone wyłącznie Sardynii. Zarówno tłumaczenia obcych autorów, jak i polskich.
Najnowszy Bezdroży, wydany w serii „Przewodniki rekreacyjne”, właśnie ukazał się. Stwarza to szansę dotarcia z wiedzą o walorach tej wyspy do szerszego kręgu czytelników – potencjalnych turystów. Zgodnie z formułą tej serii nie prezentuje on wszystkiego godnego uwagi na Sardynii, a tylko oprowadza po najciekawszych regionach i miastach których, zdaniem autorów i wydawcy, nie wolno pominąć będąc na tej wyspie.
Chociaż czytając ten przewodnik chwilami odczuwałem pewien niedosyt informacji, a zwłaszcza pominięcie szeregu wartych zobaczenia obiektów i miejsc, to nawet tego, co on proponuje raczej nie sposób poznać podczas jednej, zwłaszcza krótkiej podróży. Część merytoryczną tego przewodnika poprzedza krótkie „Zaproszenie na Sardynię” zawierające krótką jej prezentację oraz „Hity Sardynii”.
Najcenniejsze, zdaniem autorów, zabytki i świadectwa historii, największe atrakcje przyrodnicze, słynne postaci, specjalności kuchni sardyńskiej, najbardziej interesujące muzea oraz niezapomniane przeżycia. Można oczywiście dyskutować nad subiektywnym doborem wymienionych atrakcji, ale generalnie trudno się z nim nie zgodzić. Chociaż w „Najcenniejszych zabytkach…” uwzględniłbym jednak jeszcze przynajmniej katedrę w Cagliari.
Przede wszystkim ze względu znajdujące się w niej wspaniałe, wykute w marmurze ambony, posągi i rzeźby oraz mozaiki – zwłaszcza w kryptach. Do prehistorycznych osad nuragów dodałbym Nuraghe Arruba w Norze. Do najciekawszych jaskiń także Grotte is Janas, a do zabytków świeckich wnętrza Pałacu Wicekróla w Cagliari – siedziby władz stołecznej prowincji. Dobre, napisane ze znawstwem i zawierające chyba wszystko ważne, chociaż w skrócie, są rozdziały: „ Informacje praktyczne” i „Informacje krajoznawcze”.
W część podstawową: „Zwiedzanie Sardynii” włamano obszerne informacje monotematyczne: „Wyspa tajemnic” (Grobowce olbrzymów, domy czarodziejek i świątynie u studni) i „Murale”. Autorzy proponują poznanie stołecznego Cagliari, Barbagii oraz Parku Narodowego Zatoki Orosei i Gór Gennargentu, Barumini i okolic, Wybrzeży, Archipelagu Magdaleny, Półwyspu Sinis oraz sardyńskich kopalni i jaskiń. Ponadto trzy trasy panoramiczne.
Informacje są zwięzłe, chociaż np. w Cagliari dotyczą niemal wszystkich najważniejszych zabytków i obiektów na proponowanych trasach zwiedzania. Z godzinami ich otwarcia, cenami biletów itp., ale bez zbyt wielu szczegółów. Uzupełniają je ciekawe, przeważnie krótkie informacje włamane w kolorowych ramkach w tekst.
M.in. „Zielony wagonik” (sezonowa górska linia kolejowa z tradycją od XIX w.); „Trasy narciarskie na Sardynii”; „Monte Arcuento e Rio Piscinas”; „Launeddas” (stary instrument muzyczny – rodzaj piszczałki); „La Mattanza w Carloforte” (doroczne, krwawe połowy tuńczyków błękitnopłetwych); „Casu marzu” (sery owcze i kozie); „Su ballu tundu” (taniec grupowy); „Garibaldi na wyspie Caprera”; „Legenda o Trzech Żywych i Trzech Martwych” (fresk w kościółku Nostra Signora de los Regnos Altos na zamku w Bosie); „Noże z Arbus”; „Ciekawostki architektoniczne” itp.
Korzystanie z tego przewodnika ułatwiają mapki i plany oraz liczne kolorowe zdjęcia. Ponadto zamieszczony na końcu Indeks. Poruszanie się na miejscu oraz kontakty z ludnością krótki słowniczek polsko – włoski. Jest to więc poręczny, dobrze napisany oraz zawierający mnóstwo informacji przewodnik po Sardynii i jej najważniejszych miejscach. Na krótki, najwyżej 2-3 tygodniowy wypad, bez zamiaru wgłębiania się w szczegóły historyczne, architektoniczne, kulturalne, obyczajowe itp. Wart, oczywiście, polecenia.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński, 2012-07-26
Praktyczny poradnik networkingu. Zbuduj sieć trwałych kontaktów biznesowych
„Siedź w kącie, znajdą cię" - to jedno z najgłupszych polskich przysłów. Przynajmniej w rzeczywistości pracowo-biznesowej. Bo przecież, by znaleźć zatrudnienie czy ubić interes, nie wystarczy być tylko dobrym. Trzeba jeszcze rozmawiać, bywać i uśmiechać się. Słowem budować sieć kontaktów. Bo w ostatecznym rozrachunku właśnie to się w życiu zawodowym liczy.
„Praktyczny przewodnik networkingu" uczy właśnie tej trudnej, ale kluczowej sztuki sieciowania. Krajowi spece od HR Crzegorz Tur-niak i Witold Antosiewicz zebrali w niezbyt grubej książeczce wiele drobnych i praktycznych porad. W większości celnych i ciekawych (choć jak przystało na publikację z pogranicza psychologii i biznesu jest tu i wiele truizmów). Nie przeszkadzają one jednak mieć o ich poradniku dobrej opinii.
„Praktyczny przewodnik..." uczy m.in. sztuki minglingu, czyli skutecznego wmieszania się z tłum w czasie targów czy konferencji. Podchodzimy więc tylko do pojedynczych osób albo grup otwartych. Pamiętamy o pochodzącej ze świata anglosaskiego zasadzie 3 x 12, która głosi: na pierwsze wrażenie składa się to, jak wyglądamy z odległości 12 stóp (3,5 metra), 12 cali (30 centymetrów) oraz jakie będzie naszych pierwszych 12 słów. Ten wyjątkowy tuzin powinien budzić w rozmówcy jedno wrażenie: „Jak mu się to u licha udało !". Potem zamykamy usta i zaczynamy pytać (nie wypytywać!). A idealne proporcje rozmowy wyglądają następująco: my mówimy przez 30 - 40 proc. czasu, nasz interlokutor 60 - 70 proc.
Potem zaczyna się trudna sztuka wyciskania z tych zbudowanych znajomości korzyści dla siebie. No i to najtrudniejsze z wyzwań. Jak dostać od swojego kontaktu coś, na czym nam zależy, ale bez konieczności proszenia go o to wprost. Kto zna te wszystkie sztuczki, pewnie nie potrzebuje tej książki. Cała reszta coś z niej jednak dla siebie wyczyta.
Trzeba tylko uważać, by nie przesadzić. Tak jak pewien bułgarski dyplomata na przyjęciu, w którym miałem okazję uczestniczyć kilka lat temu. Razem ze znajomym cypryjskim dziennikarzem wdaliśmy się wówczas w niezobowiązującą pogawędkę z ambasadorem Bułgarii w Szwajcarii. Small talk zszedł w kierunku różnic pokoleniowych. Wtedy ambasador błysnął anegdotą. Zacytował - zdaje się - Marka Aureliusza. Oczywiście w oryginale. Coś o tym, że starzy już za jego czasów zżymali się na młodych. Mnie zaimponował. Ale Cypryjczyk nie dał się zwieść. „Hmmm, co za zbieg okoliczności. Kilka tygodni temu poznałem w Ankarze bułgarskiego ambasadora i tak się składa, że opowiedział mi tę samą anegdotę...". Rozmowa się urwała, a dyplomata ulotnił się jak kamfora.
Prawdopodobnie został przyłapany na bezceremonialnym używaniu rad z jakiegoś podręcznika small talku dla bułgarskiej służby dyplomatycznej.
„Praktyczny przewodnik networkingu" uczy właśnie tej trudnej, ale kluczowej sztuki sieciowania. Krajowi spece od HR Crzegorz Tur-niak i Witold Antosiewicz zebrali w niezbyt grubej książeczce wiele drobnych i praktycznych porad. W większości celnych i ciekawych (choć jak przystało na publikację z pogranicza psychologii i biznesu jest tu i wiele truizmów). Nie przeszkadzają one jednak mieć o ich poradniku dobrej opinii.
„Praktyczny przewodnik..." uczy m.in. sztuki minglingu, czyli skutecznego wmieszania się z tłum w czasie targów czy konferencji. Podchodzimy więc tylko do pojedynczych osób albo grup otwartych. Pamiętamy o pochodzącej ze świata anglosaskiego zasadzie 3 x 12, która głosi: na pierwsze wrażenie składa się to, jak wyglądamy z odległości 12 stóp (3,5 metra), 12 cali (30 centymetrów) oraz jakie będzie naszych pierwszych 12 słów. Ten wyjątkowy tuzin powinien budzić w rozmówcy jedno wrażenie: „Jak mu się to u licha udało !". Potem zamykamy usta i zaczynamy pytać (nie wypytywać!). A idealne proporcje rozmowy wyglądają następująco: my mówimy przez 30 - 40 proc. czasu, nasz interlokutor 60 - 70 proc.
Potem zaczyna się trudna sztuka wyciskania z tych zbudowanych znajomości korzyści dla siebie. No i to najtrudniejsze z wyzwań. Jak dostać od swojego kontaktu coś, na czym nam zależy, ale bez konieczności proszenia go o to wprost. Kto zna te wszystkie sztuczki, pewnie nie potrzebuje tej książki. Cała reszta coś z niej jednak dla siebie wyczyta.
Trzeba tylko uważać, by nie przesadzić. Tak jak pewien bułgarski dyplomata na przyjęciu, w którym miałem okazję uczestniczyć kilka lat temu. Razem ze znajomym cypryjskim dziennikarzem wdaliśmy się wówczas w niezobowiązującą pogawędkę z ambasadorem Bułgarii w Szwajcarii. Small talk zszedł w kierunku różnic pokoleniowych. Wtedy ambasador błysnął anegdotą. Zacytował - zdaje się - Marka Aureliusza. Oczywiście w oryginale. Coś o tym, że starzy już za jego czasów zżymali się na młodych. Mnie zaimponował. Ale Cypryjczyk nie dał się zwieść. „Hmmm, co za zbieg okoliczności. Kilka tygodni temu poznałem w Ankarze bułgarskiego ambasadora i tak się składa, że opowiedział mi tę samą anegdotę...". Rozmowa się urwała, a dyplomata ulotnił się jak kamfora.
Prawdopodobnie został przyłapany na bezceremonialnym używaniu rad z jakiegoś podręcznika small talku dla bułgarskiej służby dyplomatycznej.
Dziennik Gazeta Prawna Rafał Woś, 2012-08-24
Profesjonalna fotografia ślubna. Zaawansowane techniki dla fotografów cyfrowych
Książka „Profesjonalna fotografia ślubna" to propozycja dla osób, które wiedzą już co nieco o fotografii ślubnej, ale chciałyby wejść na wyższy poziom. Autorka podpowiada adeptom sztuki fotoreportażu ślubnego co zrobić, by spełniać wysokie wymagania rynku, który jest dziś bardzo konkurencyjny. Fotografia ślubna to ciągła nauka, to szukanie nowych środków wyrazu. Myślą przewodnią tej publikacji jest określenie „ekspresja chwili", której wydobycie jest celem każdego zdjęcia. Tracy naciska, by fotograf odkrył w sobie pierwiastek artysty, gdyż bez tego powstaje tylko bezduszna dokumentacja, nudna relacja z wydarzenia...
Jest to jedna z niewielu książek, w których autorka (na szczęście) nie rozwodzi się na temat sprzętu. Aparat i obiektyw pełnią ważną rolę, ale sztuka tkwi w tym jak posiadany sprzęt wykorzystujemy.
Jej zdaniem ważniejszy jest instynkt, który powinien stać się narzędziem pracy fotografa. Wczucie się w atmosferę i wtopienie w wydarzenia to podstawowe zadanie fotografa, który chce szczerze oddać nastrój. Książka pomoże Wam też zweryfikować własny warsztat i pokaże, jak ciekawie można edytować materiał, by go potem odpowiednio zaprezentować i sprzedać. Trzeba pamiętać, że fotograf musi być także dobrym biznesmenem, dlatego w książce poruszono również ten wątek. Zajrzyjcie do niej, a dowiecie się, jak zarabiać na fotografii ślubnej.
Jest to jedna z niewielu książek, w których autorka (na szczęście) nie rozwodzi się na temat sprzętu. Aparat i obiektyw pełnią ważną rolę, ale sztuka tkwi w tym jak posiadany sprzęt wykorzystujemy.
Jej zdaniem ważniejszy jest instynkt, który powinien stać się narzędziem pracy fotografa. Wczucie się w atmosferę i wtopienie w wydarzenia to podstawowe zadanie fotografa, który chce szczerze oddać nastrój. Książka pomoże Wam też zweryfikować własny warsztat i pokaże, jak ciekawie można edytować materiał, by go potem odpowiednio zaprezentować i sprzedać. Trzeba pamiętać, że fotograf musi być także dobrym biznesmenem, dlatego w książce poruszono również ten wątek. Zajrzyjcie do niej, a dowiecie się, jak zarabiać na fotografii ślubnej.
Digital Camera Polska MŚ, 2012-09-01