ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Maraton. Trening metodą Gallowaya

„Ciało leżące na tapczanie chce tam pozostać. Ale gdy ciało już się porusza, chce trwać w ruchu”. Taką sentencję Jeff Galloway , autor książki „ Maraton. Trening metodą Gallowaya ”, umieścił na początku jednego z rozdziałów dotyczących motywacji. Chociaż nie jestem wytrawnym biegaczem i nie przebiegłam dotychczas maratonu , doskonale wiem, o czym pisze. Motywacja, by przed pracą wstać i pójść biegać, bądź ćwiczyć po niej, tak naprawdę jest już w zasadzie prawie połową sukcesu. A to jest zimno, a to za gorąco, albo dziś za bardzo kusi mnie łóżko, a w ogóle to szef tak mnie wkurzył... Jeśli jednak przezwyciężymy swoje lenistwo i pomyślimy o tym, jak fajnie będziemy się czuć po treningu , wtedy na pewno łatwiej nam będzie wyjść z domu. Idąc dalej: nie dziwię się zasłyszanemu niedawno powiedzeniu, że bieganie może uzależniać. Ruch rozładowuje stres, który każdy ma dziś chyba w nadmiarze. Jednocześnie daje poczucie wolności, a także np. możliwość popatrzenia na okolicę bądź przyrodę, jeśli biegamy w lesie lub parku. O ile ćwiczymy w grupie, dodatkowo zyskujemy nowych znajomych, motywujemy się łatwiej i tym bardziej lepiej się czujemy. Dzięki temu skupiamy się więc na kilku służących nam aspektach jednocześnie.

O tych zaletach biegania pisze Galloway prawie na każdej stronie. „ Maraton. Trening metodą Gallowaya ” to poradnik dla każdego, kto chce podjąć wyzwanie, jakim jest przebiegnięcie maratonu. Jednym z podstawowych wyróżników jego metody jest bieg połączony z marszem. Autor proponuje przeprowadzenie bardzo prostych testów (na sobie samym), które pozwolą dokładnie określić, w jakim tempie i z jaką regularnością powinniśmy stosować marsz w czasie biegu. Dzięki tej technice możemy np. zwiększyć swoją szybkość lub zagwarantować sobie ukończenie maratonu w trybie dla nas dogodnym. Nic bowiem tak nie cieszy każdego człowieka jak ukończenie podjętego wyzwania! A dobiegnięcie do mety z uśmiechem na twarzy, jest co najmniej miłą nagrodą, zważywszy na 42 kilometry, które trzeba było pokonać.

Galloway ma za sobą lata własnych treningów jako zawodowiec, a także amator. Również od wielu lat prowadzi grupy biegaczy amatorów, wszystkie właśnie wg własnej metody. Wielu z nich, bez względu na wiek, kończy maraton : mając 50, 60 czy nawet 70 lat. Książka , która właśnie ukazała się na naszym rynku jest doskonałym kompendium wiedzy. Zawiera szczegółowo rozpisane plany ćwiczeń, porady motywacyjne, żywieniowe, organizacyjne. Opisuje także np. rodzaje kontuzji, które mogą nas spotkać bądź przeszkód, które możemy sami sobie stworzyć (przytulając się zbyt chętnie do kanapy...). Najważniejszy jednak dla mnie jest duch walki, który dominuje w całej książce. Galloway wie znakomicie, jak łatwo się poddać, dlatego właśnie proponuje połączenie marszobiegu jako sposobu na równomierne rozłożenie sił i umożliwienie szybszej regeneracji mięśni. Wielokrotnie mówi także o motywacji. Dzięki temu, dla mnie jest to nie tylko świetny poradnik biegacza. Każdy kto się podejmie zdobycia mety maratonu wg metody Gallowaya , na pewno nauczy się także zdobywać inne Mount Everesty w swoim życiu.

Taką sentencję Jeff Galloway , autor książki „ Maraton. Trening metodą Gallowaya ”, umieścił na początku jednego z rozdziałów dotyczących motywacji. Chociaż nie jestem wytrawnym biegaczem i nie przebiegłam dotychczas maratonu , doskonale wiem, o czym pisze. Motywacja, by przed pracą wstać i pójść biegać, bądź ćwiczyć po niej, tak naprawdę jest już w zasadzie prawie połową sukcesu. A to jest zimno, a to za gorąco, albo dziś za bardzo kusi mnie łóżko, a w ogóle to szef tak mnie wkurzył... Jeśli jednak przezwyciężymy swoje lenistwo i pomyślimy o tym, jak fajnie będziemy się czuć po treningu , wtedy na pewno łatwiej nam będzie wyjść z domu. Idąc dalej: nie dziwię się zasłyszanemu niedawno powiedzeniu, że bieganie może uzależniać. Ruch rozładowuje stres, który każdy ma dziś chyba w nadmiarze. Jednocześnie daje poczucie wolności, a także np. możliwość popatrzenia na okolicę bądź przyrodę, jeśli biegamy w lesie lub parku. O ile ćwiczymy w grupie, dodatkowo zyskujemy nowych znajomych, motywujemy się łatwiej i tym bardziej lepiej się czujemy. Dzięki temu skupiamy się więc na kilku służących nam aspektach jednocześnie.

O tych zaletach biegania pisze Galloway prawie na każdej stronie. „ Maraton. Trening metodą Gallowaya ” to poradnik dla każdego, kto chce podjąć wyzwanie, jakim jest przebiegnięcie maratonu. Jednym z podstawowych wyróżników jego metody jest bieg połączony z marszem. Autor proponuje przeprowadzenie bardzo prostych testów (na sobie samym), które pozwolą dokładnie określić, w jakim tempie i z jaką regularnością powinniśmy stosować marsz w czasie biegu. Dzięki tej technice możemy np. zwiększyć swoją szybkość lub zagwarantować sobie ukończenie maratonu w trybie dla nas dogodnym. Nic bowiem tak nie cieszy każdego człowieka jak ukończenie podjętego wyzwania! A dobiegnięcie do mety z uśmiechem na twarzy, jest co najmniej miłą nagrodą, zważywszy na 42 kilometry, które trzeba było pokonać.

Galloway ma za sobą lata własnych treningów jako zawodowiec, a także amator. Również od wielu lat prowadzi grupy biegaczy amatorów, wszystkie właśnie wg własnej metody. Wielu z nich, bez względu na wiek, kończy maraton : mając 50, 60 czy nawet 70 lat. Książka , która właśnie ukazała się na naszym rynku jest doskonałym kompendium wiedzy. Zawiera szczegółowo rozpisane plany ćwiczeń, porady motywacyjne, żywieniowe, organizacyjne. Opisuje także np. rodzaje kontuzji, które mogą nas spotkać bądź przeszkód, które możemy sami sobie stworzyć (przytulając się zbyt chętnie do kanapy...). Najważniejszy jednak dla mnie jest duch walki, który dominuje w całej książce. Galloway wie znakomicie, jak łatwo się poddać, dlatego właśnie proponuje połączenie marszobiegu jako sposobu na równomierne rozłożenie sił i umożliwienie szybszej regeneracji mięśni. Wielokrotnie mówi także o motywacji. Dzięki temu, dla mnie jest to nie tylko świetny poradnik biegacza. Każdy kto się podejmie zdobycia mety maratonu wg metody Gallowaya , na pewno nauczy się także zdobywać inne Mount Everesty w swoim życiu.
dlaLejdis.pl Agnieszka Pater, 2012-06-19

Zen Steve'a Jobsa

Jeśli spodziewasz się odgrzewanej biografii Jobsa – nie kupuj tej książki. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak zarobić miliony – nie kupuj tej książki tylko weź się do pracy. Jeśli jednak chcesz poznać wzajemną relację dwóch inspirujących się wzajemnie ludzi, a oprócz tego cenisz dobre ilustracja, to ta pozycja jest dla Ciebie. Zen Steva Jobsa ciężko mi zakwalifikować jako opowiadanie, ciężko też wrzucić w kategorię komiksu. Jeśli się bardzo wysilę to plasuję się gdzieś w okolicach graficznej noweli. Taki “Antek” w obrazkach. Treść dotyczy relacji Jobsa z buddyjskim mnichem Kobunem i połączenie jej z designem produktów Apple. Jest na tyle krótka, że pisząc ten akapit mam lekkie obawy, czy nie wyjawię jej w całości, ale myślę, że presja minimalistycznego podjeścia i porywającego desigu była tutaj ważniejsza niż obszerność i szczegółowość, z którą mamy do czynienia np. u Isaacsona.

Jak dla mnie, bo niech każdy czytający znajdzie sobie swój punkt widzenia, książka pokazuje w postaci pojedynczych scen znaczące momenty wzajemnej relacji mistrza-Kobuna i ucznia-Jobsa oraz skutki tej relacji. Co ciekawe wzajemna relacja nie jest jednoznaczna. Czasami Jobs wydaje się potulnym uczniem, który szuka inspiracji dla NeXT i chce zrozumieć buddyjkie źródła dla designu. Innym razem obydwaj są bardzo podobni, łamią reguły swojego świata. Jeden buddyzmu, drugi projektowania. W kolejnej scenie ich drogi mają wspólne podejście do innowacji, ale zasadniczo odmienne w przypadku reguł. Kobun chce żyć w zgodzie i tworząc innowacje chce swobodnie podchodzić do świata, kiedy Jobsa pochłania wiara w wartość perfekcji w każdym miejscu. Właśnie to ich w końcu dzieli. Mnich pracuje nad swoim wnętrzem, rodziną i spokojem, a biznesmen wraca na okładki produkując perfekcyjne urządzenia i generując rzesze wyznawców.

Oprawa graficzna Zen Stevea Jobsa, Zen została stworzona przez agencję JESS3 i zapewne była sporym wyzwaniem. Oszczędny w kolory, pozbawiony zbędnych elementów pokazuje wizualną zmianę głównego bohatera, a jednocześnie napakowany jest symbolami, które dostrzega się dopiero po pierwszym przeczytaniu. Jak widać rysownikom z JESS zależało na tym, żeby utrzymać minimalistyczny styl, a jednocześnie zostawić trochę codziennej niechlujności Jobsa.

Jak powiedział założyciel agencji JESS3, Jesse Thomas:

"Wiosną 2011 roku jadłem lunch z Bruce’em Upbinem, redaktorem z Forbesa, i przedstawiłem swój pomysł. Zaproponowałem napisanie komiksu o pobycie Jobsa w Japonii. Bruce’owi pomysł się spodobał i przystąpiliśmy do pracy. W jej trakcie Jobs umarł, przez co przedsięwzięcie zyskało na znaczeniu. Ten projekt jest realizacją moich marzeń."

Myślę, że marzenie się spełniło. Połączenie designu z tekstami Caleba Melby, który nigdy wcześniej nie pisał komiksu dało ciekawą kompozycję, o której wspominał sam Kobun: “w umyśle ekspera liczba możliwości jest mała. W umyśle nowicjusza jest ich wiele. ”

Z mojego punktu widzenia książka nie jest obowiązkową lekturą. Treść nie zachwyca, bo na fali pośmiertnego zainteresowania zapoznałem się z biografią. Poza tym ukazanie się jej dopiero teraz to raczej spóźniony ruch, bo tuż po śmierci zarobiłaby więcej. Pomijając jednak moje prywatne utyskiwania fajnie mieć ją na półce z racji designu i ciekawego przedstawienia myśli dotyczących projektowania, a także podejścia do samych produktów:

"Sens życia nie leży w budowaniu jakichś doskonałych produktów. (…) te rzeczy nie określają, kim jesteś. Nie pozwól, aby Apple stał się Twoim szaleństwem."
Antyweb.pl Piotr Peszko, 2012-06-20

Photoshop w cyfrowej ciemni. Kreatywna obróbka obrazu

Jeżeli patrząc na jakieś genialne zdjęcia zastanawiałeś się „jak on to zrobił” to ta książka jest dla właśnie dla Ciebie. Nie wymyślał koła od nowa, wykorzystaj gotowe i sprawdzone techniki obróbki cyfrowej fotografii.

Jeszcze nigdy amatorzy i zawodowcy nie mieli w swoim arsenale tak wielu skutecznych narzędzi tworzenia zachwycających fotografii, nawet z przeciętnych lub nie do końca udanych zdjęć. Nie zmarnuj zatem szansy, jaką daje Ci cyfrowe przetwarzanie obrazu, i dowiedz się, jak twórczo wykorzystać cały potencjał Photoshopa na drodze do realizacji Twoich najśmielszych fotograficznych ambicji!

O czym?

Ten krótki opis powinien wystarczyć, by zainteresować się tą pozycją. Książka ta to bardzo praktyczny zbiór twórczych technik pracy ze zdjęciami w celu wyłuskania z nich kwintesencji i ukrytego artyzmu. Czasami czuć, że zdjęcie ma potencjał ale wymaga dodatkowego szlifu. Książka opisuje nam takie techniki pozwalające uwypuklić specjalne detale np: subtelna aura czerwonej żarówki, magiczna wiązka światła padająca z powiększalnika na białą kartę papieru czy kontrastowe detale nieba nocą wraz z delikatnym światłem w terenie…

Często nawet nieudane zdjęcie można przerobić na godne pokazania światu dzieło. Tutaj właśnie otrzymujemy taki pakiet gotowych porad, wskazówek opisanych ‘krok po kroku’, by w rezultacie otrzymać bardzo dobre zdjęcie. Dzięki tej książce:

- dowiesz się, jak pracować ze zdjęciami RAW
- zrozumiesz specyfikę pracy w cyfrowej ciemni Photoshopa
- nauczysz się łączyć różne warianty źródłowego zdjęcia RAW
- poznasz sztuczki ze zwiększaniem dynamiki tonalnej zdjęć
- opanujesz ręczne tworzenie obrazów HDR
- odkryjesz, jak tworzyć piękne czarno-białe zdjęcia w Photoshopie
- zgłębisz tajniki tworzenia złożonych kompozycji przy użyciu warstw i masek
- zaczniesz tworzyć niesamowite efekty kolorystyczne w przestrzeni LAB

Autor książki skupia się głównie na czysto fotograficznych narzędziach Adobe Photoshop, by za jego pomocą uzyskać pożądany efekt.

Jak to się prezentuje wizualnie?

Książka została wydana w niestandardowym formacie 23×23 cm, co może trochę zaburzać harmonię w graficznej biblioteczce. Przy tego typu wydaniach liczy się jakość prezentowanych zdjęć, dlatego książka wydana została na błyszczącym, kredowym papierze. Dzięki temu możliwe jest dostrzeżenie subtelnych różnic na kilku porównywanych zdjęciach. 208 stron spokojnie wystarcza na zaprezentowanie obszernej ilości fotografii ukazując subtelne detale. Ciekawie poskładana, z dobrze dobraną typografią i elegancko zaznaczonymi rozdziałami. W moim egzemplarzu pojawiały się problemy z utrzymaniem jednakowej czerni na wszystkich stronach ale być może to odosobniony przypadek.

Dla kogo?

Książka nie jest ukierunkowana pod konkretny poziom zaawansowania czytelnika. Jako że jest zbiorem porad i wskazówek ‘krok po kroku’ może być używana przez amatorów w celu poznania nowych technik jak i profesjonalistów w celu doskonalenia warsztatu i poznawania ciekawych rozwiązań. Jeżeli patrząc na jakieś genialne zdjęcia zastanawiałeś się „jak on to zrobił” to ta książka jest właśnie dla Ciebie.

Czy warto?

Być może do niektórych rzeczy warto dojść samemu, warto analizować, kombinować i wymyślać nowe rozwiązania. Jednak czasami nie warto tracić energii na wymyślanie koła od nowa. Tutaj mamy podane konkretne rozwiązania, gotowe przepisy zebrane w bardzo praktyczny poradnik sprzedający nam najciekawsze triki mistrzów fotografii. Krok 1, krok 2, krok 3 … Jest to doskonała pozycja dla fotografów, którzy szukają nowych sposobów na uzyskanie zaskakujący efektów w swojej fotografii.
PSDblog.pl Gerard Brożnowicz, 2012-06-14

AVR i ARM7. Programowanie mikrokontrolerów dla każdego

Ostatnio miałem okazję zapoznać się z kolejną książką wydawnictwa Helion, która związana jest z elektroniką. Tym razem na potrzeby mojej recenzji wybrałem pozycję „AVR&ARM7 Programowanie mikrokontrolerów dla każdego”, której autorem jest Paweł Borkowski. Jak wskazuje tytuł, książka zajmuje się 8 bitowymi mikrokontrolerami AVR oraz 32 bitowymi mikrokontrolerami z rdzeniem ARM7.

Co zdecydowanie wyróżnia tę książkę na tle innych? Mnie początkowo zaskoczył układ książki. Każda lekcja to uruchomienie prostego układu – uwaga – w 4 językach programowania, tak w czterech. Pewnie mało kto w tym momencie wie jaki to ten czwarty, tajemniczy język...

Nie ukrywam, że gdy pierwszy raz przewertowałem tę książkę byłem na „nie”. Stwierdziłem, że to jakieś poplątanie wszystkiego co się da i nic z niej nie można wynieść. Jednak, jak szybko się okazało byłem w błędzie. Autor książki jest wykładowcą, więc ma doświadczenie w nauce innych – łatwo zauważyć to czytając kolejne rozdziały książki. Pozycja ta jest wypełniona humorem, znajdziemy tu wiele anegdotek, rysunków – wszystko to sprawia, że poszczególne lekcje czyta się szybko i przyjemnie.

Część I – mikroprocesory AVR
Przez pierwsze 310 stron książki zajmujemy się AVR-kami. Standardowo już jak w pozycjach tego typu autor zaczął od omówienia, wszystkiego co konieczne do zabawy z uC, odpowiednich środowisk oraz programatorów. Proces instalacji AVR Studio wzbogacony został wieloma zrzutami ekranu, które ułatwią zadanie początkującym. W części omawiającej najczęściej używane programatory możemy znaleźć – co mnie pozytywnie zaskoczyło – bardzo dokładną instrukcję stworzenia programatora USBasp. Zawiera ona schemat oraz zdjęcia przedstawiające krok po kroku budowę tego urządzenia na płytce uniwersalnej.

Kolejne 8 lekcji to omówienie: portów I/O, przerwań, interfejsu UART i pamięci EEPROM. Co ważne, prócz wymaganej podstawy teoretycznej wszystkie te przykłady zostały zrealizowane w czterech językach programowania. Każdy projekt został zrealizowany ze szczegółowym omówieniem od strony technicznej w asemblerze. Następnie pojawia się przykład realizujący to samo zadanie w C, Bascomie oraz w Pascalu. Nie ukrywam, że dopiero w tej książce spotkałem się "na poważniej" właśnie z Pascalem na potrzeby AVR-ków. Mówiąc na marginesie, dalej do mnie on nie przemawia ;) Jedyne czego mi brakowało w tej części to chyba omówienia ADC.

Część II – mikrokontrolery z rdzeniem ARM7
Druga część książki dotyczy mikrokontrolerów z rdzeniem ARM7. Tutaj również omówiono podstawy takiej jak potrzebne środowisko – padło na Keil uVision3 i WinARM. Kolejne lekcje omawiają obsługę portów I/O, przerwania sprzętowe, obsługę wyświetlacza graficznego z telefonu Siemens S65 oraz generowanie sygnałów potrzebnych do sterowania serwomechanizmami. Wszystkie te przykłady zostały zrealizowane w asemblerze oraz C - z małym wyjątkiem, do pewnego komiksu dotrą wytrwali czytelnicy ;)

Na sam koniec pojawił się rozdział będący delikatnym wprowadzeniem do systemów czasu rzeczywistego – na przykładzie FreeRTOS.
 
Podsumowując
Mimo pierwszego „złego wrażenia”, ostatecznie książka przypadła mi do gustu. Uważam, że wiedza, którą chciał przekazać autor została opisana w prosty i zrozumiały sposób. Czego nie pisałem przy recenzji innych książek, tutaj po prostu spodobał mi się styl pisania, skład książki, a nawet projekt samej okładki.

Pozostaje jedno pytanie, dla kogo jest ta książka? Wymagana jest znajomość podstaw C (asembler, wykładany jest od zera), do każdej części dołączone są ćwiczenia, dzięki którym można sprawdzać samego siebie. Według mnie pozycja ta dobra jest właśnie „na początek”, po jej lekturze mamy przekrój informacji na temat różnych mikroprocesorów oraz języków programowania. Pozwala to na podjęcie właściwej decyzji czym konkretnie chcemy zajmować się dalej. "Wojna" między C, Bascomem i ASM trwa od zawsze, każdy uważa inny język za lepszy. Po lekturze tej książki, porównując liczne przykłady, każdy samemu może podjąć odpowiednią decyzję. Jeśli ktoś zdecyduje się na dalszą pracę w C dla AVR, to na pewno kolejną lekturą, do której może sięgnąć jest książka, którą recenzowałem niedawno.

Pozycja „AVR&ARM7 Programowanie mikrokontrolerów dla każdego” dostępna jest w cenie 77zł – niestety trzeba się przyzwyczaić do takich kwot przy publikacjach tego typu. Wydana została na białym papierze, jakoś druku jest znakomita. Do książki dołączona jest płyta CD zawierające potrzebne programy, listingi kodów z książki oraz rozwiązania wszystkich ćwiczeń, jakie były zadawane po poszczególnych lekcjach. Po więcej informacji odsyłam do strony wydawnictwa oraz do dostępnego fragmentu ksiażki.
forbot.pl Treker, 2012-06-16

Brzdęk! Jak odkręcić internetowy kurek z pieniędzmi

Tytułowy brzdęk to nic innego jak dźwięk otwieranej sklepowej kasy. Joel Comm, autor książki, uważa, że to najprzyjemniejsza melodia dla ucha każdego biznesmena. Świadczy bowiem, że klientom podobają się produkty, które im sprzedaje, i gotowi są wyłożyć na nie pieniądze. „Nie ma chyba lepszego dowodu na to, że masz w sobie wielki potencjał. To niesamowite uczucie. - zachwyca się autor książki. Ma przeszło 30-letnie doświadczenie w prowadzeniu e-biznesów i wysysaniu z nich kasy.

Comm przekonuje, że w dobie Internetu zarabianie pieniędzy jest łatwiejsze niż kiedykolwiek w przeszłości. Żeby zacząć, wystarczy niewielki kapitał i komputer z łączem internetowym. „To prawdziwa rewolucja społeczna. Kapitalizm dla mas" - twierdzi autor i wymienia, co musi być jeszcze: pasja, wizja i ciekawy, niebanalny pomysł.

Jeśli potrafimy go ciekawie „opakować" w ładną i przystępną stronę internetową, mamy duże szanse na powodzenie.

Książka pokazuje, jak to zrobić. Czytelnik dowie się z niej, jak założyć e-sklep, który będzie zarabiał, oraz znajdzie wiele praktycznych wskazówek, które przybliżą nas do celu. czyli usłyszenia owego „brzdęk". Jedną z nich jest aktywna obecność we wszelkiego rodzaju programach partnerskich; ważne są relacje z klientami i partnerami oraz stała optymalizacja stron w wyszukiwarkach internetowych. Bez tego e-sklep łatwo zginie w setkach i tysiącach podobnych witryn.
Rzeczpospolita Dariusz Wolak, 2012-06-18