Recenzje
Wyspy Kanaryjskie. Udane Wakacje. Wydanie 1
Wyspy Kanaryjskie są całorocznym atrakcyjnym kierunkiem wyjazdów urlopowych. Archipelag ten składa się z 7 głównych wysp pochodzenia wulkanicznego. Należą one do Hiszpanii stanowiąc jedną z jej 17 prowincji autonomicznych. Położone są około 100 km na zachód od wybrzeży Afryki oraz 1100 km od hiszpańskiego portu Kadyks.
Odległość między krańcowymi wyspami tego archipelagu wynosi około 500 km. Mają one 2.118 tys. stałych mieszkańców i bardzo zróżnicowaną powierzchnię. Wulkan El Teide (3718 m n.p.m.) na Teneryfie, trzeci pod względem wysokości na świecie, jest najwyższym szczytem górskim Hiszpanii.
To tylko garść podstawowych informacji o tych wyspach zawartych w przewodniku po nich wydanym przez Helion – partnera wydawniczego Bezdroży w serii Udane Wakacje „zielonych” przewodników Michelina. Polska autorka napisała go ze znawstwem, kompetentnie, a zarazem dobrze i ciekawie.
Przewodnik wzbogacają 73 kolorowe zdjęcia oraz znakomicie ułatwiające zwiedzanie 15 planów i map. Zgodnie z przyjętym układem treści tej serii przewodników, składa się on z trzech części. „Informacje praktyczne” zawierają chyba wszystko to, co potrzebne jest turyście aby przygotować się do wyjazdu na wyspy, wybrać środek transportu oraz znaleźć na miejscu nocleg, wyżywienie, potrafić poruszać się, aktywnie korzystać z wypoczynku itd.
W „Zaproszeniu do podróży” czytelnik znajduje prezentację archipelagu i poszczególnych wysp. Ich klimatu, przyrody, kuchni, historii od czasów wzmianek o nich u Homera i Pliniusza po rok 1982 kiedy nadano im, zreformowany w 1996 roku, status regionu autonomicznego kraju. Ponadto o kulturze i sztuce, świętach i festiwalach, tradycyjnych sportach itd.
W podstawowej, a zarazem najobszerniejszej części przewodnika „Zwiedzanie Wysp Kanaryjskich”, informacje o każdej z tych głównych siedmiu. Z informacjami praktycznymi w ramkach oraz opisem – i oznaczaniem stopnia ich atrakcyjności w systemie gwiazdkowym od 1 do 3 – poszczególnych miejscowości, miejsc i obiektów. Sporo uwagi autorka poświęca jednej z głównych tamtejszych atrakcji turystycznych – parkom narodowym.
W tekst przewodnika włamano sporo informacji w ramkach na barwnym tle, chociaż szkoda, że nie pomyślano o ich indeksie. Są bowiem przeważnie bardzo ciekawe i wzbogacają wiedzę o tym regionie świata. Np. „Legenda o El Teide” – złym duchu, który porwał do krateru boga słońca; „Kanaryjskie balkony”, „Miradores” (punkty widokowe); „Plaże Teneryfy”; „Guarano (sok z liści palm i wyrabiany z nich syrop) i miód palmowy”; „Język gwizdany”; „Karnawał i Taniec Karłów”; „Cygara z La Palmy”; „Święta Góra Majos” (na Fuerteventurze) i „Taniec diabełków” (tamże) oraz wiele innych.
Na końcu przewodnika znajduje się krótki słowniczek polsko-hiszpański oraz indeks. Plusem tego ostatniego są gwiazdki przy nazwach poszczególnych wysp, miejscowości i obiektów. Trzy gwiazdki oznaczające, że koniecznie trzeba je zobaczyć ma ich na całym archipelagu tylko 15. Dwiema („warto odwiedzić”) wyróżniono również 15, a większość jedną („Godne uwagi”) lub żadną.
Przewodnik ten, moim zdaniem, powinni mieć ze sobą wszyscy wybierający się na którąś z tamtejszych wysp nawet tylko na zorganizowany wypoczynek. Dowiedzą się bowiem z niego sporo także o atrakcjach w miejscowościach w których będą przebywać i ich najbliższym otoczeniu. Jest on poręcznego formatu, dosyć lekki i za rozsądną cenę.
Odległość między krańcowymi wyspami tego archipelagu wynosi około 500 km. Mają one 2.118 tys. stałych mieszkańców i bardzo zróżnicowaną powierzchnię. Wulkan El Teide (3718 m n.p.m.) na Teneryfie, trzeci pod względem wysokości na świecie, jest najwyższym szczytem górskim Hiszpanii.
To tylko garść podstawowych informacji o tych wyspach zawartych w przewodniku po nich wydanym przez Helion – partnera wydawniczego Bezdroży w serii Udane Wakacje „zielonych” przewodników Michelina. Polska autorka napisała go ze znawstwem, kompetentnie, a zarazem dobrze i ciekawie.
Przewodnik wzbogacają 73 kolorowe zdjęcia oraz znakomicie ułatwiające zwiedzanie 15 planów i map. Zgodnie z przyjętym układem treści tej serii przewodników, składa się on z trzech części. „Informacje praktyczne” zawierają chyba wszystko to, co potrzebne jest turyście aby przygotować się do wyjazdu na wyspy, wybrać środek transportu oraz znaleźć na miejscu nocleg, wyżywienie, potrafić poruszać się, aktywnie korzystać z wypoczynku itd.
W „Zaproszeniu do podróży” czytelnik znajduje prezentację archipelagu i poszczególnych wysp. Ich klimatu, przyrody, kuchni, historii od czasów wzmianek o nich u Homera i Pliniusza po rok 1982 kiedy nadano im, zreformowany w 1996 roku, status regionu autonomicznego kraju. Ponadto o kulturze i sztuce, świętach i festiwalach, tradycyjnych sportach itd.
W podstawowej, a zarazem najobszerniejszej części przewodnika „Zwiedzanie Wysp Kanaryjskich”, informacje o każdej z tych głównych siedmiu. Z informacjami praktycznymi w ramkach oraz opisem – i oznaczaniem stopnia ich atrakcyjności w systemie gwiazdkowym od 1 do 3 – poszczególnych miejscowości, miejsc i obiektów. Sporo uwagi autorka poświęca jednej z głównych tamtejszych atrakcji turystycznych – parkom narodowym.
W tekst przewodnika włamano sporo informacji w ramkach na barwnym tle, chociaż szkoda, że nie pomyślano o ich indeksie. Są bowiem przeważnie bardzo ciekawe i wzbogacają wiedzę o tym regionie świata. Np. „Legenda o El Teide” – złym duchu, który porwał do krateru boga słońca; „Kanaryjskie balkony”, „Miradores” (punkty widokowe); „Plaże Teneryfy”; „Guarano (sok z liści palm i wyrabiany z nich syrop) i miód palmowy”; „Język gwizdany”; „Karnawał i Taniec Karłów”; „Cygara z La Palmy”; „Święta Góra Majos” (na Fuerteventurze) i „Taniec diabełków” (tamże) oraz wiele innych.
Na końcu przewodnika znajduje się krótki słowniczek polsko-hiszpański oraz indeks. Plusem tego ostatniego są gwiazdki przy nazwach poszczególnych wysp, miejscowości i obiektów. Trzy gwiazdki oznaczające, że koniecznie trzeba je zobaczyć ma ich na całym archipelagu tylko 15. Dwiema („warto odwiedzić”) wyróżniono również 15, a większość jedną („Godne uwagi”) lub żadną.
Przewodnik ten, moim zdaniem, powinni mieć ze sobą wszyscy wybierający się na którąś z tamtejszych wysp nawet tylko na zorganizowany wypoczynek. Dowiedzą się bowiem z niego sporo także o atrakcjach w miejscowościach w których będą przebywać i ich najbliższym otoczeniu. Jest on poręcznego formatu, dosyć lekki i za rozsądną cenę.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński, 2012-06-09
Adriatyckie wybrzeże Włoch. Szmaragdowym szlakiem od Triestu do Lecce. Wydanie 1
Sesja na Uniwersytecie zakończona! W najbliższy weekend jeszcze dwa egzaminy w szkole policealnej i mogę rozpocząć wakacje! Wielkimi krokami zbliża się mój wyjazd na miesięczne praktyki do Włoch, jeszcze tylko dwa miesiące. Moje przygotowania rozpoczęłam od poszukiwań odpowiedniego przewodnika, który będzie zawierał zdjęcia i ciekawostki, ale przede wszystkim praktyczne informacje o miejscach, które chcę odwiedzić. Przeglądając strony wydawnictw oraz półki w sklepie znalazłam przewodnik Bezdroży ‶Adriatyckie wybrzeże Włoch”.
Przy wyborze przewodnika, który zabieram w drogę kieruję się kilkoma kryteriami: lubię ładne zdjęcia przedstawiające interesujące miejsca i zabytki, ciekawostki na temat kultury oraz historii miejsca, do którego się udaję, a także informacje praktyczne. W przewodniku Bezdroży znalazłam to wszystko i wiele więcej.
Pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę to rozdział poświęcony ‶hitom adriatyckiego wybrzeża Włoch”, czyli perły architektury, ciekawe budowle, charakterystyczne mosty, atrakcje turystyczne oraz wydarzenia i święta regionalne zebrane w jednym miejscu. Przewodnik zawiera sporo informacji praktycznych, które pomagają nam w przygotowaniach, ułatwiają podróż oraz pobyt na miejscu. Bardzo podobają mi się informacje historyczne oraz kulturalne dotyczące Włoch oraz samego wybrzeża Adriatyku. Nie zawsze przed wyjazdem można znaleźć czas na zgłębienie tej wiedzy, a dzięki tym stronom możemy to zrobić nawet w drodze. Znajdziemy tu informacje na temat kuchni, literatury, muzyki, języka oraz dialektów i wiele innych cennych wiadomości. Do tego wszystkiego dołączone są mapki oraz plany poszczególnych miast. To sprawia, że możemy w inny sposób poznawać i podziwiać miejsca, które odwiedzamy.
W przewodniku znajdziemy informacje o sławnych miastach i zabytkach, a także propozycje obejrzenia tych mniej znanych, które również są godne uwagi. Każdy opis zawiera mapkę, informacje o zabytkach, cenach oraz godzinach otwarcia. Bardzo podobają mi się również tabele z informacjami praktycznymi na temat noclegów, zarówno droższych jak i tych na mniej zamożną kieszeń, propozycje restauracji oraz trattorii, a także adresy informacji turystycznych czy godziny pracy urzędów pocztowych. Zapoznałam się już z opisami miast, które planowałam odwiedzić jak i z tymi, o których nie myślałam, a teraz mam nadzieję je zobaczyć. Wśród tych miejsc znajduje się między innymi Casa delle Farfalle, czyli Dom Motyli, przy Via Jelenia Gora (!) w Milano Marittima.
W przewodniku znajduje się jeszcze jeden pozytywny element, w którym niestety znalazłam literówki, mówię o słowniczku i minirozmówkach. Myślę, że jest to bardzo przydatne w kraju, w którym nie wszyscy chcą posługiwać się językiem angielskim.
Przewodnik oceniam bardzo dobrze. Pomimo, że wiem już sporo na temat Włoch, to dzięki tej książce poznałam kilka nowych miejsc, o których nie słyszałam wcześniej. Przewodnik jest dobrą propozycją dla osób, które swój urlop nad Morzem Adriatyckim planują przeznaczyć na zwiedzanie, a nie plażowanie, ponieważ zawiera wiele informacji na temat zabytków, a o plażach tylko kilka zdań. Jeżeli o mnie chodzi jest to jednak plus.
Przy wyborze przewodnika, który zabieram w drogę kieruję się kilkoma kryteriami: lubię ładne zdjęcia przedstawiające interesujące miejsca i zabytki, ciekawostki na temat kultury oraz historii miejsca, do którego się udaję, a także informacje praktyczne. W przewodniku Bezdroży znalazłam to wszystko i wiele więcej.
Pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę to rozdział poświęcony ‶hitom adriatyckiego wybrzeża Włoch”, czyli perły architektury, ciekawe budowle, charakterystyczne mosty, atrakcje turystyczne oraz wydarzenia i święta regionalne zebrane w jednym miejscu. Przewodnik zawiera sporo informacji praktycznych, które pomagają nam w przygotowaniach, ułatwiają podróż oraz pobyt na miejscu. Bardzo podobają mi się informacje historyczne oraz kulturalne dotyczące Włoch oraz samego wybrzeża Adriatyku. Nie zawsze przed wyjazdem można znaleźć czas na zgłębienie tej wiedzy, a dzięki tym stronom możemy to zrobić nawet w drodze. Znajdziemy tu informacje na temat kuchni, literatury, muzyki, języka oraz dialektów i wiele innych cennych wiadomości. Do tego wszystkiego dołączone są mapki oraz plany poszczególnych miast. To sprawia, że możemy w inny sposób poznawać i podziwiać miejsca, które odwiedzamy.
W przewodniku znajdziemy informacje o sławnych miastach i zabytkach, a także propozycje obejrzenia tych mniej znanych, które również są godne uwagi. Każdy opis zawiera mapkę, informacje o zabytkach, cenach oraz godzinach otwarcia. Bardzo podobają mi się również tabele z informacjami praktycznymi na temat noclegów, zarówno droższych jak i tych na mniej zamożną kieszeń, propozycje restauracji oraz trattorii, a także adresy informacji turystycznych czy godziny pracy urzędów pocztowych. Zapoznałam się już z opisami miast, które planowałam odwiedzić jak i z tymi, o których nie myślałam, a teraz mam nadzieję je zobaczyć. Wśród tych miejsc znajduje się między innymi Casa delle Farfalle, czyli Dom Motyli, przy Via Jelenia Gora (!) w Milano Marittima.
W przewodniku znajduje się jeszcze jeden pozytywny element, w którym niestety znalazłam literówki, mówię o słowniczku i minirozmówkach. Myślę, że jest to bardzo przydatne w kraju, w którym nie wszyscy chcą posługiwać się językiem angielskim.
Przewodnik oceniam bardzo dobrze. Pomimo, że wiem już sporo na temat Włoch, to dzięki tej książce poznałam kilka nowych miejsc, o których nie słyszałam wcześniej. Przewodnik jest dobrą propozycją dla osób, które swój urlop nad Morzem Adriatyckim planują przeznaczyć na zwiedzanie, a nie plażowanie, ponieważ zawiera wiele informacji na temat zabytków, a o plażach tylko kilka zdań. Jeżeli o mnie chodzi jest to jednak plus.
podrozeija.wordpress.com 2012-06-14
Gruzja, Armenia oraz Azerbejdżan. Magiczne Zakaukazie. Wydanie 4
Kraje Zakaukazia: Gruzja, Armenia i Azerbejdżan coraz częściej odwiedzane są przez polskich turystów zarówno grupowo w ramach wycieczek organizowanych przez nasze biura podróży, jak i indywidualnie. Oczywiście ze względu na wspaniale tamtejsze krajobrazy, zabytki, znakomitą kuchnię, wina, koniaki oraz czaczę, jak i mieszkańców.
Najpopularniejsza jest Gruzja, i to z trzech powodów. Cieszymy się tam powszechną sympatią, o ile nie nazywamy Stalina zbrodniarzem przeciwko ludzkości. Podróżom sprzyja również brak wiz, a także bezpośrednie połączenie lotnicze PLL „Lot” Warszawa – Tbilisi.
Nie jest to jednak ciągle skala ruchu turystycznego, na który zasługuje ten przepiękny region świata z jego bogactwem kultury, pamiątek przeszłości, krajobrazów i przyrody, o skomplikowanej, dramatycznej historii. Zamieszkany przez gościnnych, na ogół sympatycznych i życzliwych ludzi. Kulturowo i mentalnie ciążący – przynajmniej chrześcijańskie od 17 wieków Gruzja i Armenia – ku Europie, chociaż geograficznie oddziela go od niej Kaukaz.
Być może zainteresowanie podróżami w tamte strony zwiększy wydany właśnie, już w czwartej edycji, przewodnik Bezdroży. Napiszę od razu: bardzo dobry, chociaż ciągle nie bez mniejszych lub większych przeoczeń i wad. Zdecydowanie jednak lepszy od poprzedniego, chociaż i III wydanie w roku 2009 też było dobre, nie tylko ze względu na zwiększoną o ponad sto stron objętość, aktualizację czy poszerzenie kręgu autorów.
Rozszerzenie objętości nowej edycji tego przewodnika dotyczy w podobnej skali wszystkich trzech zakaukaskich krajów. Przy czym zwłaszcza Gruzji, która i poprzednio zajmowała w nim najwięcej miejsca. Są to w gruncie rzeczy trzy przewodniki w jednym tomie. Chociaż odnoszę wrażenie, że Azerbejdżan z „oraz” w tytule, ciągle chyba traktowany jest trochę po macoszemu.
Rozszerzono i zaktualizowano informacje o poszczególnych regionach, miejscowościach i wielu obiektach. Skrócono natomiast historię Gruzji usuwając, może słusznie, część poświęconą ruchom narodowo – wyzwoleńczym przełomu XIX i XX i znacznie ograniczając informacje o czasach zaboru rosyjskiego, I wojny światowej, trudnej drogi do niepodległości i okresie sowieckim.
Za wadę uważam zakończenie historii Gruzji na roku 2004 i jedynie w paru słowach wspomnienie w wojnie rosyjsko – gruzińskiej w 2008 r. I ogromnych stratach, chociażby w Gori, jakie ona spowodowała. Zwłaszcza oderwaniu w jej rezultacie od kraju Abchazji oraz Południowej Osetii. Kilka króciutkich informacji na ten temat znalazło się tylko w części poświęconej pierwszej z nich.Z szerszą prezentacją oraz zarysem historii tego regionu.
A przecież ta wojna odegrała ogromną rolę w dziejach Gruzji i jej współczesności. Południowa Osetia pominięta została całkowicie także w opisie atrakcji turystycznych. Uwzględniony został natomiast, w rozdziale poświęconym Armenii, Górski Karabach – również sporna armeńska enklawa na obszarze Azerbejdżanu. Z prezentacją tego regionu, jego atrakcji, informacjami o trybie uzyskiwania wiz, wjazdu itp.
Natomiast w części przewodnika po Azerbejdżanie wyodrębniono Autonomiczną Republikę Nachiczewańską. Jest to azerbejdżańska eksklawa na granicy z Iranem, do której drogą lądową można wjechać tylko z niego. Czytelnik nie otrzymuje więc jeszcze pełnego przewodnika, ale jednak uwzględniający na pewno najważniejsze fakty, miejsca i obiekty w krajach, które opisuje. Zgodnie zresztą z zapowiedzią wydawcy we wstępie:
„Książka, którą trzymają Państwo w rękach, omawia kraje w polskiej literaturze podróżniczej przeważnie zaniedbane. Również i ta publikacja nie jest pozycją wyczerpującą. Ba, zaledwie porusza zagadnienia Zakaukazia: jego rozdarcia pomiędzy Azją i Europą. Jego kultur i wyznań, zabytków, zwyczajów, gościnności, przyrody… Z racji niedużej objętości przewodnika, skoncentrowaliśmy się na przedstawieniu w nim jedynie najważniejszych atrakcji turystycznych państw zakaukaskich.”
Jak już wspomniałem, są to faktycznie trzy przewodniki w jednym tomie. Jedyny w pomyśle wspólny rozdział: „Zaproszenie na Zakaukazie”, zawiera bowiem propozycje tylko pięciu tras zwiedzania, z czego czterech w Gruzji i jednej – Erewania oraz jego okolic, w Armenii. Sugerowane trasy uważam za ciekawe, ale daleko nie pełne. W przypadku Gruzji brak mi zwłaszcza trasy po Kartlii. W Armenii zaś jeziora Sewan i jego okolic oraz szlaku monasterów zarówno na północy, jak i południu oraz południowym zachodzie kraju.
Ale korzystając z tego przewodnika można je sobie samemu zaplanować, podobnie jak sporo innych, nie mniej ciekawych. W przypadku Azerbejdżanu jest to wręcz konieczne, gdyż autorzy nie proponują, przynajmniej we wstępie, żadnej po nim trasy. Każda z części poświęconych poszczególnym krajom zawiera po dwa identyczne pod względem zawartości rozdziały: „Informacje praktyczne” i „Informacje krajoznawcze”. Z ogromną dawką rzetelnych i ciekawie opisanych faktów, przyrody, historii, kultury itp.
I oczywiście chyba wszystkiego tego, o czym powinien wiedzieć turysta przygotowując się do wyjazdu w tamte strony oraz podróżując po nich. Najobszerniejsze, rzecz oczywista, są rozdziały prezentujące walory turystyczne poszczególnych krajów oraz sposoby ich zwiedzania. W podziale na stolice i ich okolice oraz, przeważnie historyczne, regiony.
W Gruzji są to: Tbilisi i Mccheta-Mtianetia; Abchazja – potraktowana, jak już wspomniałem trochę szerzej ze względu na fakt aktualnego oderwania jej od reszty kraju oraz dosyć skomplikowany system wizowy, Megrelia, Swanetia, Racza-Leczchumi; Imeretia; Kartlia Wewnętrzna – ale uwzględniono w niej tylko Gori z okolicą; Kachetia; Adżaria i Guria oraz Samcche-Dżwachetia i Kartlia Dolna.
W Armenii: Erewan i okolice; Regiony Armenii Północnej – Szirak, Lori i Tawusz; Armenia Środkowa – Aragac, Kotaik i Gegarkunik; Armenia Południowo–Zachodnia – Armawir i Ararat; Armenia Południowo–Wschodnia – Wajoc, Dzor i Sjunik oraz wspomniany już Górski Karabach i jego monastery.
W Azerbejdżanie natomiast: Baku i okolice; Plaże północnego Azerbejdżanu; Szeki i jego okolice; Azerbejdżan południowy oraz także już wspomniana Autonomiczna Republika Nachiczewańska. Każdy region, miejscowość czy zabytek poza opisem, historią itp. zawiera również mnóstwo informacji o dojeździe, noclegach, wyżywieniu, godzinach otwarcia muzeów, cenach biletów itp.
Wewnątrz są mapki, plany regionów, miast oraz metra w Erewaniu i Tbilisi. Blisko 30 zdjęć kolorowych na wkładkach oraz sporo czarnobiałych. A także rysunki zabytków, instrumentów muzycznych itp. W tekst włamano również, szkoda jednak, że brak ich indeksu, krótkie, ciekawe informacje w ramkach na szarym tle.
Np. „Isindi i znakomici jeźdźcy z Gurii”, „Wódka z morwy”, „Legenda o powstaniu Wardzi”, „Chaczkary – kamienne wizytówki Armenii”, „Religia w Armenii”, „Zmienne losy ormiańskiego koniaku”, „Sunnici i szyici”, „Azerbejdżanie czy Azerowie ”, „Górscy Żydzi”. Na końcu przewodnika znajdują się krótkie słowniczki i mini rozmówki polsko – gruzińskie, polsko – ormiańskie, polsko – azerbejdżańskie oraz Indeks wybranych nazw geograficznych.
Jest to więc książka którą powinien przeczytać każdy wybierający się w tamte strony, lub zastanawiający gdzie spędzić kolejny urlop. Sądzę, że wówczas nie będzie zadawać sobie pytania: a może na Zakaukaziu , lecz: od czego zacząć Przewodnik ten znakomicie ułatwi wybór celu podróży. Chociaż – uprzedzam – nie są to kraje, które można poznać podczas jednego do nich wyjazdu.
Autorzy sugerują, i wymieniają je, że w Armenii koniecznie trzeba zobaczyć przynajmniej 21 miejscowości lub miejsc w różnych stronach tego kraju, w tym Górski Karabach. W Azerbejdżanie 16, ale wśród nich także Nachiczewan, do którego, jak już wspomniałem, dostać się można tylko samolotem lub drogą lądową z Iranu. W Gruzji natomiast 29 miejscowości, w tym 2 w zbuntowanej Abchazji.
Jest więc w czym wybierać. Bo przecież oprócz tych, uznanych za najważniejsze, są tam setki innych miejsc i obiektów godnych uwagi. O czym miałem okazję przekonać się parokrotnie podróżując po Zakaukaziu.
Najpopularniejsza jest Gruzja, i to z trzech powodów. Cieszymy się tam powszechną sympatią, o ile nie nazywamy Stalina zbrodniarzem przeciwko ludzkości. Podróżom sprzyja również brak wiz, a także bezpośrednie połączenie lotnicze PLL „Lot” Warszawa – Tbilisi.
Nie jest to jednak ciągle skala ruchu turystycznego, na który zasługuje ten przepiękny region świata z jego bogactwem kultury, pamiątek przeszłości, krajobrazów i przyrody, o skomplikowanej, dramatycznej historii. Zamieszkany przez gościnnych, na ogół sympatycznych i życzliwych ludzi. Kulturowo i mentalnie ciążący – przynajmniej chrześcijańskie od 17 wieków Gruzja i Armenia – ku Europie, chociaż geograficznie oddziela go od niej Kaukaz.
Być może zainteresowanie podróżami w tamte strony zwiększy wydany właśnie, już w czwartej edycji, przewodnik Bezdroży. Napiszę od razu: bardzo dobry, chociaż ciągle nie bez mniejszych lub większych przeoczeń i wad. Zdecydowanie jednak lepszy od poprzedniego, chociaż i III wydanie w roku 2009 też było dobre, nie tylko ze względu na zwiększoną o ponad sto stron objętość, aktualizację czy poszerzenie kręgu autorów.
Rozszerzenie objętości nowej edycji tego przewodnika dotyczy w podobnej skali wszystkich trzech zakaukaskich krajów. Przy czym zwłaszcza Gruzji, która i poprzednio zajmowała w nim najwięcej miejsca. Są to w gruncie rzeczy trzy przewodniki w jednym tomie. Chociaż odnoszę wrażenie, że Azerbejdżan z „oraz” w tytule, ciągle chyba traktowany jest trochę po macoszemu.
Rozszerzono i zaktualizowano informacje o poszczególnych regionach, miejscowościach i wielu obiektach. Skrócono natomiast historię Gruzji usuwając, może słusznie, część poświęconą ruchom narodowo – wyzwoleńczym przełomu XIX i XX i znacznie ograniczając informacje o czasach zaboru rosyjskiego, I wojny światowej, trudnej drogi do niepodległości i okresie sowieckim.
Za wadę uważam zakończenie historii Gruzji na roku 2004 i jedynie w paru słowach wspomnienie w wojnie rosyjsko – gruzińskiej w 2008 r. I ogromnych stratach, chociażby w Gori, jakie ona spowodowała. Zwłaszcza oderwaniu w jej rezultacie od kraju Abchazji oraz Południowej Osetii. Kilka króciutkich informacji na ten temat znalazło się tylko w części poświęconej pierwszej z nich.Z szerszą prezentacją oraz zarysem historii tego regionu.
A przecież ta wojna odegrała ogromną rolę w dziejach Gruzji i jej współczesności. Południowa Osetia pominięta została całkowicie także w opisie atrakcji turystycznych. Uwzględniony został natomiast, w rozdziale poświęconym Armenii, Górski Karabach – również sporna armeńska enklawa na obszarze Azerbejdżanu. Z prezentacją tego regionu, jego atrakcji, informacjami o trybie uzyskiwania wiz, wjazdu itp.
Natomiast w części przewodnika po Azerbejdżanie wyodrębniono Autonomiczną Republikę Nachiczewańską. Jest to azerbejdżańska eksklawa na granicy z Iranem, do której drogą lądową można wjechać tylko z niego. Czytelnik nie otrzymuje więc jeszcze pełnego przewodnika, ale jednak uwzględniający na pewno najważniejsze fakty, miejsca i obiekty w krajach, które opisuje. Zgodnie zresztą z zapowiedzią wydawcy we wstępie:
„Książka, którą trzymają Państwo w rękach, omawia kraje w polskiej literaturze podróżniczej przeważnie zaniedbane. Również i ta publikacja nie jest pozycją wyczerpującą. Ba, zaledwie porusza zagadnienia Zakaukazia: jego rozdarcia pomiędzy Azją i Europą. Jego kultur i wyznań, zabytków, zwyczajów, gościnności, przyrody… Z racji niedużej objętości przewodnika, skoncentrowaliśmy się na przedstawieniu w nim jedynie najważniejszych atrakcji turystycznych państw zakaukaskich.”
Jak już wspomniałem, są to faktycznie trzy przewodniki w jednym tomie. Jedyny w pomyśle wspólny rozdział: „Zaproszenie na Zakaukazie”, zawiera bowiem propozycje tylko pięciu tras zwiedzania, z czego czterech w Gruzji i jednej – Erewania oraz jego okolic, w Armenii. Sugerowane trasy uważam za ciekawe, ale daleko nie pełne. W przypadku Gruzji brak mi zwłaszcza trasy po Kartlii. W Armenii zaś jeziora Sewan i jego okolic oraz szlaku monasterów zarówno na północy, jak i południu oraz południowym zachodzie kraju.
Ale korzystając z tego przewodnika można je sobie samemu zaplanować, podobnie jak sporo innych, nie mniej ciekawych. W przypadku Azerbejdżanu jest to wręcz konieczne, gdyż autorzy nie proponują, przynajmniej we wstępie, żadnej po nim trasy. Każda z części poświęconych poszczególnym krajom zawiera po dwa identyczne pod względem zawartości rozdziały: „Informacje praktyczne” i „Informacje krajoznawcze”. Z ogromną dawką rzetelnych i ciekawie opisanych faktów, przyrody, historii, kultury itp.
I oczywiście chyba wszystkiego tego, o czym powinien wiedzieć turysta przygotowując się do wyjazdu w tamte strony oraz podróżując po nich. Najobszerniejsze, rzecz oczywista, są rozdziały prezentujące walory turystyczne poszczególnych krajów oraz sposoby ich zwiedzania. W podziale na stolice i ich okolice oraz, przeważnie historyczne, regiony.
W Gruzji są to: Tbilisi i Mccheta-Mtianetia; Abchazja – potraktowana, jak już wspomniałem trochę szerzej ze względu na fakt aktualnego oderwania jej od reszty kraju oraz dosyć skomplikowany system wizowy, Megrelia, Swanetia, Racza-Leczchumi; Imeretia; Kartlia Wewnętrzna – ale uwzględniono w niej tylko Gori z okolicą; Kachetia; Adżaria i Guria oraz Samcche-Dżwachetia i Kartlia Dolna.
W Armenii: Erewan i okolice; Regiony Armenii Północnej – Szirak, Lori i Tawusz; Armenia Środkowa – Aragac, Kotaik i Gegarkunik; Armenia Południowo–Zachodnia – Armawir i Ararat; Armenia Południowo–Wschodnia – Wajoc, Dzor i Sjunik oraz wspomniany już Górski Karabach i jego monastery.
W Azerbejdżanie natomiast: Baku i okolice; Plaże północnego Azerbejdżanu; Szeki i jego okolice; Azerbejdżan południowy oraz także już wspomniana Autonomiczna Republika Nachiczewańska. Każdy region, miejscowość czy zabytek poza opisem, historią itp. zawiera również mnóstwo informacji o dojeździe, noclegach, wyżywieniu, godzinach otwarcia muzeów, cenach biletów itp.
Wewnątrz są mapki, plany regionów, miast oraz metra w Erewaniu i Tbilisi. Blisko 30 zdjęć kolorowych na wkładkach oraz sporo czarnobiałych. A także rysunki zabytków, instrumentów muzycznych itp. W tekst włamano również, szkoda jednak, że brak ich indeksu, krótkie, ciekawe informacje w ramkach na szarym tle.
Np. „Isindi i znakomici jeźdźcy z Gurii”, „Wódka z morwy”, „Legenda o powstaniu Wardzi”, „Chaczkary – kamienne wizytówki Armenii”, „Religia w Armenii”, „Zmienne losy ormiańskiego koniaku”, „Sunnici i szyici”, „Azerbejdżanie czy Azerowie ”, „Górscy Żydzi”. Na końcu przewodnika znajdują się krótkie słowniczki i mini rozmówki polsko – gruzińskie, polsko – ormiańskie, polsko – azerbejdżańskie oraz Indeks wybranych nazw geograficznych.
Jest to więc książka którą powinien przeczytać każdy wybierający się w tamte strony, lub zastanawiający gdzie spędzić kolejny urlop. Sądzę, że wówczas nie będzie zadawać sobie pytania: a może na Zakaukaziu , lecz: od czego zacząć Przewodnik ten znakomicie ułatwi wybór celu podróży. Chociaż – uprzedzam – nie są to kraje, które można poznać podczas jednego do nich wyjazdu.
Autorzy sugerują, i wymieniają je, że w Armenii koniecznie trzeba zobaczyć przynajmniej 21 miejscowości lub miejsc w różnych stronach tego kraju, w tym Górski Karabach. W Azerbejdżanie 16, ale wśród nich także Nachiczewan, do którego, jak już wspomniałem, dostać się można tylko samolotem lub drogą lądową z Iranu. W Gruzji natomiast 29 miejscowości, w tym 2 w zbuntowanej Abchazji.
Jest więc w czym wybierać. Bo przecież oprócz tych, uznanych za najważniejsze, są tam setki innych miejsc i obiektów godnych uwagi. O czym miałem okazję przekonać się parokrotnie podróżując po Zakaukaziu.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński, 2012-06-11
Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu
Książka „Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu” poraża swoim autentyzmem. Przeczytałam sporo książek podróżniczych, ale nie pamiętam, bym podczas lektury którejkolwiek (może poza „Endurance. Antarktyczna Wyprawa Shackletona”) odczuwała ból niemal fizyczny, śledząc perypetie głównego bohatera.
Trudno napisać, że to jest książka, która może się podobać. To książka z kategorii tych, które skłaniają do refleksji- nad życiem w ogóle, nad naszą kruchością, więziami z naturą i granicami do jakich jesteśmy w stanie dotrzeć, walcząc o życie.
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że spora ilość książek podróżniczych dotyczy podróży podjętych z wyboru. W większości wypadków autorzy mierzą się z trudnościami i frustracją, wpisanymi w realizowanie swoich wizji podróżniczych. Jednak bez względu na napotkane przeszkody, nasz poziom współczucia dla nich jest dość przewidywalny- oparty na przekonaniu, że to niejako „na własne życzenie”. Co w sytuacji, gdy plany ulegają potężnej korekcie, podróż zmienia bieg, a kolejne dni pozostają poza naszym wpływem
Bo jak pisze sam autor: „katastrofa na morzu może się wydarzyć w jednym momencie, bez ostrzeżenia, lub też nadejść po długich dniach oczekiwania i strachu. Nie zawsze przychodzi, gdy morze jest najbardziej wzburzone; może zaskoczyć, gdy wody są tak spokojne i niewzruszone jak żelazna blacha. Żeglarze mogą zostać powaleni w każdym momencie, gdy trwa cisza i podczas sztormu, ale morze nie robi tego z nienawiści czy złośliwości. Nie musi dawać ujścia gniewowi, ani nie może podać pomocnej dłoni. Po prostu istnieje, ogromne, silne i obojętne. Nie jestem zły na jego obojętność czy moją znikomość w porównaniu z nim. Właściwie to jeden z głównych powodów, dla których lubię żeglować: morze sprawia, że tak przejmująco odczuwam znikomość mojego małego ja i całej ludzkości”. (str. 20)
Taka katastrofa spotyka Stevena Callahana, podczas próby przepłynięcia Oceanu Atlantyckiego niewielką łodzią ”Solo”, skazując go na siedemdziesiąt sześć dni samotnego dryfowania po oceanie w ratunkowej tratwie pneumatycznej. Każdy dzień to zmaganie z żywiołem, samotnością, zawodzącymi sprzętami, głodem, pragnieniem, własnym ciałem. I przede wszystkim z psychiką. Determinacja by przetrwać jest kolosalna, nawet wtedy, gdy kolejne statki, nie zauważywszy tratwy, mijają ją bezpowrotnie. Dzień za dniem, pomimo bezsensu i niemal bez nadziei na ratunek, śledzimy walkę rozbitka o przetrwanie w ekstremalnie trudnych warunkach.
„Cały czas jestem otoczony przez cuda natury i mam tu na myśli nie tylko mały ekosystem rozwijający się na mojej tratwie. Akrobatki koryfeny wykonują podwodny balet pod puszystymi, białymi chmurami. Chmury płyną po niebie i łączą się na horyzoncie, tworząc wirujące ogniste zachody słońca, powoli gasnące wraz z nadejściem nocy. Następnie całkiem jakby słońce nagle się roztrzaskało, tysiące lśniących galaktyk objawia się na głębokim, czarnym niebie. Nigdzie niebo nie jest większe niż nad morzem. Ale trudno mi cieszyć się niezwykłym pięknem dookoła. Ono szydzi ze mnie, wykraczając ponad moje możliwości pojmowania. Wiem, że w każdej chwili może mi je skraść atak koryfeny lub rekina czy też wyciek powietrza z tratwy, więc nie potrafię ot tak po prostu zrelaksować się i go podziwiać. To piękno otoczone przez brzydki strach. Piszę w dzienniku, że to widok na niebo z miejsca w piekle. Mój nastrój jest uwarunkowany obecnością słońca. Jego światło codziennie wprawia mnie w optymistyczny nastrój, dając nadzieję, że mogę przetrwać kolejne czterdzieści dni, ale w ciemności każdej nocy, zdaję sobie sprawę, ze jeśli coś pójdzie źle, nie przetrwam. Szybko zmieniające się nastroje ścigają się, aż czuję się całkiem zdezorientowany. Pisanie pomaga mi to ogarnąć, ale chciałbym mieć towarzysza., który powiedziałby mi, czy śnię, a nawet czy jestem zdrowy na umyśle., Jeśli się załamię, mogę zmarnować flary, a nawet zrobić coś gorszego”.(str. 75)
Książka na szczęście kończy się happy endem, ale ilość cierpienia jakiego doświadczył główny bohater sprawia, że ulga i radość przychodzą bardzo powoli. Polecam wilkom morskim oraz wilczkom o mocnych nerwach!
Trudno napisać, że to jest książka, która może się podobać. To książka z kategorii tych, które skłaniają do refleksji- nad życiem w ogóle, nad naszą kruchością, więziami z naturą i granicami do jakich jesteśmy w stanie dotrzeć, walcząc o życie.
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że spora ilość książek podróżniczych dotyczy podróży podjętych z wyboru. W większości wypadków autorzy mierzą się z trudnościami i frustracją, wpisanymi w realizowanie swoich wizji podróżniczych. Jednak bez względu na napotkane przeszkody, nasz poziom współczucia dla nich jest dość przewidywalny- oparty na przekonaniu, że to niejako „na własne życzenie”. Co w sytuacji, gdy plany ulegają potężnej korekcie, podróż zmienia bieg, a kolejne dni pozostają poza naszym wpływem
Bo jak pisze sam autor: „katastrofa na morzu może się wydarzyć w jednym momencie, bez ostrzeżenia, lub też nadejść po długich dniach oczekiwania i strachu. Nie zawsze przychodzi, gdy morze jest najbardziej wzburzone; może zaskoczyć, gdy wody są tak spokojne i niewzruszone jak żelazna blacha. Żeglarze mogą zostać powaleni w każdym momencie, gdy trwa cisza i podczas sztormu, ale morze nie robi tego z nienawiści czy złośliwości. Nie musi dawać ujścia gniewowi, ani nie może podać pomocnej dłoni. Po prostu istnieje, ogromne, silne i obojętne. Nie jestem zły na jego obojętność czy moją znikomość w porównaniu z nim. Właściwie to jeden z głównych powodów, dla których lubię żeglować: morze sprawia, że tak przejmująco odczuwam znikomość mojego małego ja i całej ludzkości”. (str. 20)
Taka katastrofa spotyka Stevena Callahana, podczas próby przepłynięcia Oceanu Atlantyckiego niewielką łodzią ”Solo”, skazując go na siedemdziesiąt sześć dni samotnego dryfowania po oceanie w ratunkowej tratwie pneumatycznej. Każdy dzień to zmaganie z żywiołem, samotnością, zawodzącymi sprzętami, głodem, pragnieniem, własnym ciałem. I przede wszystkim z psychiką. Determinacja by przetrwać jest kolosalna, nawet wtedy, gdy kolejne statki, nie zauważywszy tratwy, mijają ją bezpowrotnie. Dzień za dniem, pomimo bezsensu i niemal bez nadziei na ratunek, śledzimy walkę rozbitka o przetrwanie w ekstremalnie trudnych warunkach.
„Cały czas jestem otoczony przez cuda natury i mam tu na myśli nie tylko mały ekosystem rozwijający się na mojej tratwie. Akrobatki koryfeny wykonują podwodny balet pod puszystymi, białymi chmurami. Chmury płyną po niebie i łączą się na horyzoncie, tworząc wirujące ogniste zachody słońca, powoli gasnące wraz z nadejściem nocy. Następnie całkiem jakby słońce nagle się roztrzaskało, tysiące lśniących galaktyk objawia się na głębokim, czarnym niebie. Nigdzie niebo nie jest większe niż nad morzem. Ale trudno mi cieszyć się niezwykłym pięknem dookoła. Ono szydzi ze mnie, wykraczając ponad moje możliwości pojmowania. Wiem, że w każdej chwili może mi je skraść atak koryfeny lub rekina czy też wyciek powietrza z tratwy, więc nie potrafię ot tak po prostu zrelaksować się i go podziwiać. To piękno otoczone przez brzydki strach. Piszę w dzienniku, że to widok na niebo z miejsca w piekle. Mój nastrój jest uwarunkowany obecnością słońca. Jego światło codziennie wprawia mnie w optymistyczny nastrój, dając nadzieję, że mogę przetrwać kolejne czterdzieści dni, ale w ciemności każdej nocy, zdaję sobie sprawę, ze jeśli coś pójdzie źle, nie przetrwam. Szybko zmieniające się nastroje ścigają się, aż czuję się całkiem zdezorientowany. Pisanie pomaga mi to ogarnąć, ale chciałbym mieć towarzysza., który powiedziałby mi, czy śnię, a nawet czy jestem zdrowy na umyśle., Jeśli się załamię, mogę zmarnować flary, a nawet zrobić coś gorszego”.(str. 75)
Książka na szczęście kończy się happy endem, ale ilość cierpienia jakiego doświadczył główny bohater sprawia, że ulga i radość przychodzą bardzo powoli. Polecam wilkom morskim oraz wilczkom o mocnych nerwach!
planeta-faceta.pl 2012-06-10
Lizbona. Przewodnik-celownik. Wydanie 1
Portugalskiej stolicy – Lizbonie poświęcono już sporo przewodników w języku polskim. Zarówno w obszernych rozdziałach w publikacjach o całej Portugalii, jak i prezentujących wyłącznie to miasto i jego okolice. Najnowszy ukazał się właśnie w popularnej serii Bezdroży „Przewodnik – celownik”.
Wydany w wygodnej postaci z grzbietem spiętym spiralą, ma układ identyczny jak inne w tej serii omawiane przeze mnie w ub. roku. A więc „Indeks (126) atrakcji turystycznych Lizbony” w układzie alfabetycznym ich portugalskich nazw i lokalizacją na planie miasta oraz Indeks blisko 120 innych obiektów.
W tym drugim przypadku znalazłem dwa wyjątki od zasady układu alfabetycznego wg. nazewnictwa portugalskiego. Ambasada RP, a nie jak w przypadku przedstawicielstw dyplomatycznych innych krajów Embaixada. I mniej zrozumiały Pomnik Karola I Dyplomaty zamiast tylko, jak w przypadku pozostałych uwzględnionych, jego imienia i symbolu graficznego pomnika.
Druga część tego przewodnika – „Atlas Lizbony” zawiera plan miasta w 9 częściach z zaznaczonymi na nim 41 stacjami metra oraz symbolami omawianych obiektów. Plan ten nie obejmuje całego miasta, lecz tylko jego najważniejsze dzielnice wschodnie oraz leżące nad Tagiem południowe. Od Santa Apolonia na wschodzie po Belem, czyli ujście rzeki do Atlantyku na zachodzie. W rozdziale tym znajduje się również indeks ulic uwzględnionych na przewodnikowym planie miasta.
Trzecia z części wstępnych poświęcona jest historii Lizbony. Od legendarnego, odkrytego przez Odyseusza na ówczesnym „Krańcu świata” Olissips i terenów zasiedlonych w XII w p.n.e. przez Fenicjan. Poprzez czasy antyczne, muzułmańskie (714-1147), stołeczność od 1260 r., okres świetności Złotego Wieku wielkich odkryć geograficznych i powstawania portugalskiego imperium kolonialnego, po zniszczenie Lizbony w wielkim trzęsieniu ziemi w 1755 roku. A następnie jej odbudowę przez markiza Pombala w obecnym kształcie i rozwój historycznych dzielnic.
Podstawowa, 120 – stronicowa część przewodnika „Atrakcje Lizbony” stanowi zwięzłą ich prezentację w kolejności alfabetycznej nazw. W układzie: na lewej z dwu rozłożonych stron tekst, na prawej zdjęcia ogromnej większości obiektów. Informacje są zwięzłe, niekiedy przesadnie, ale zawierają podstawowe fakty i dane. W części tej na 4-stronicowej wkładce przedstawione są także okolice Lizbony oraz najważniejsze tam miejscowości i obiekty.
Sinitra, Queluz z b. pałacem królewskim, kurorty: Cascais, Estriol, Costa da Caparica, najdalej na zachód wysunięty przylądek kontynentu europejskiego Cabo da Roca i miasteczko Cacilhas na południowym brzegu Tagu. Druga, 3-stronicowa wkładka w tej części, prezentuje Lizbończyków. Ich codzienność, obyczaje, różnorodność kulturalną itp.
Ostatnia część „Informacje praktyczne” poświęcona jest noclegom we obiektach różnej kategorii poczynając od kempingów i hoteli, z ich nazwami, adresami, charakterystyką itd. Podobnie wyżywieniu, komunikacji miejskiej i zakupom. Na końcu znajduje się mini słowniczek polsko – portugalski z podstawowymi słowami i zwrotami.
Jest to więc przewodnik dla tych turystów, którzy nie muszą być „prowadzeni za rączkę” opisami dzielnicy za dzielnicą oraz ulic, placów, zabytków i innych atrakcji na trasie. Lecz wolą samodzielne zwiedzanie. I potrafią m.in. dzięki oznaczeniom na planie miasta zorientować się gdzie się aktualnie znajdują, co godnego uwagi jest w pobliżu oraz obejrzeć te obiekty na zdjęciach i przeczytać o nich.
Wydany w wygodnej postaci z grzbietem spiętym spiralą, ma układ identyczny jak inne w tej serii omawiane przeze mnie w ub. roku. A więc „Indeks (126) atrakcji turystycznych Lizbony” w układzie alfabetycznym ich portugalskich nazw i lokalizacją na planie miasta oraz Indeks blisko 120 innych obiektów.
W tym drugim przypadku znalazłem dwa wyjątki od zasady układu alfabetycznego wg. nazewnictwa portugalskiego. Ambasada RP, a nie jak w przypadku przedstawicielstw dyplomatycznych innych krajów Embaixada. I mniej zrozumiały Pomnik Karola I Dyplomaty zamiast tylko, jak w przypadku pozostałych uwzględnionych, jego imienia i symbolu graficznego pomnika.
Druga część tego przewodnika – „Atlas Lizbony” zawiera plan miasta w 9 częściach z zaznaczonymi na nim 41 stacjami metra oraz symbolami omawianych obiektów. Plan ten nie obejmuje całego miasta, lecz tylko jego najważniejsze dzielnice wschodnie oraz leżące nad Tagiem południowe. Od Santa Apolonia na wschodzie po Belem, czyli ujście rzeki do Atlantyku na zachodzie. W rozdziale tym znajduje się również indeks ulic uwzględnionych na przewodnikowym planie miasta.
Trzecia z części wstępnych poświęcona jest historii Lizbony. Od legendarnego, odkrytego przez Odyseusza na ówczesnym „Krańcu świata” Olissips i terenów zasiedlonych w XII w p.n.e. przez Fenicjan. Poprzez czasy antyczne, muzułmańskie (714-1147), stołeczność od 1260 r., okres świetności Złotego Wieku wielkich odkryć geograficznych i powstawania portugalskiego imperium kolonialnego, po zniszczenie Lizbony w wielkim trzęsieniu ziemi w 1755 roku. A następnie jej odbudowę przez markiza Pombala w obecnym kształcie i rozwój historycznych dzielnic.
Podstawowa, 120 – stronicowa część przewodnika „Atrakcje Lizbony” stanowi zwięzłą ich prezentację w kolejności alfabetycznej nazw. W układzie: na lewej z dwu rozłożonych stron tekst, na prawej zdjęcia ogromnej większości obiektów. Informacje są zwięzłe, niekiedy przesadnie, ale zawierają podstawowe fakty i dane. W części tej na 4-stronicowej wkładce przedstawione są także okolice Lizbony oraz najważniejsze tam miejscowości i obiekty.
Sinitra, Queluz z b. pałacem królewskim, kurorty: Cascais, Estriol, Costa da Caparica, najdalej na zachód wysunięty przylądek kontynentu europejskiego Cabo da Roca i miasteczko Cacilhas na południowym brzegu Tagu. Druga, 3-stronicowa wkładka w tej części, prezentuje Lizbończyków. Ich codzienność, obyczaje, różnorodność kulturalną itp.
Ostatnia część „Informacje praktyczne” poświęcona jest noclegom we obiektach różnej kategorii poczynając od kempingów i hoteli, z ich nazwami, adresami, charakterystyką itd. Podobnie wyżywieniu, komunikacji miejskiej i zakupom. Na końcu znajduje się mini słowniczek polsko – portugalski z podstawowymi słowami i zwrotami.
Jest to więc przewodnik dla tych turystów, którzy nie muszą być „prowadzeni za rączkę” opisami dzielnicy za dzielnicą oraz ulic, placów, zabytków i innych atrakcji na trasie. Lecz wolą samodzielne zwiedzanie. I potrafią m.in. dzięki oznaczeniom na planie miasta zorientować się gdzie się aktualnie znajdują, co godnego uwagi jest w pobliżu oraz obejrzeć te obiekty na zdjęciach i przeczytać o nich.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński, 2012-06-09