Recenzje
BezMarketing. Przestań kusić klientów, zacznij z nimi rozmawiać!
"Bycie autentycznym nie ma nic wspólnego z czerstwym dowcipem, bierną postawą, trzymaniem się za ręce i śpiewaniem "We are the world". Bycie autentycznym polega na skupianiu się na tym, co tylko Ty masz do zaoferowania. Jeżeli jesteś sobą, nie masz sobie równych."
To, co wyróżnia tę książkę na tle innych "niesamowicie-ważnych-i-skutecznych" poradników na temat marketingu w sieci, jest właśnie autentyzm jej autora. Scott Stratten nie jest prezesem korporacji. Nie ma zdjęcia w garniaku i nawet nie jest jakoś zabójczo przystojny (no dobra, TUTAJ jest bardzo ;) ). A jednak swoim bezpośrednim stylem, budując wizerunek przysłowiowego "chłopaka z sąsiedztwa", z łatwością trafia zarówno do specjalistów, jak i marketingowych laików.
Scott (pozwolę sobie pisać po imieniu) stworzył genialną w swojej prostocie strategię marketingową, którą nazwał najzwyczajniej w świecie "unmarketing" - czyli bezmarketingiem. Dlaczego BEZ? Pewnie dlatego, że radzi wyrzucić do kosza wszystkie dotychczas znane typowe rady marketingowe, których celem jest zwabienie klienta i przeprogramować się na zupełnie inne podejście do sprawy.
Nie będę zdradzać wszystkich tajemnic, żeby je poznać, musicie zajrzeć do książki ;) napiszę tylko tyle, że strategia bezmarketingu będzie atrakcyjna dla obu stron barykady. Z jednej strony, zmusza sprzedawcę do pracy nad swoją ofertą i ulepszaniem relacji z klientem, z drugiej zaś jest uczciwa wobec potencjalnego klienta. Kiedy obie strony zyskują, nie ma przegranych, prawda?
Autor w swojej książce szczerze i z dużą dawką poczucia humoru opowiada najpierw o swoich porażkach, potem o błędach dużych i znanych firm, a na koniec je dogłębnie analizuje i radzi, w jaki sposób można uniknąć podobnego obrotu spraw w swoim biznesie. Jednak najfajniejsze w "BEZmarketingu" Scotta Strattena jest prezentacja najpopularniejszych serwisów społecznościowych i sposobów ich użycia w tworzeniu dobrej współpracy z klientem.
Facebook, twitter i kilka innych, w Polsce mniej znanych, serwisów, nie mają przed Scottem tajemnic. Wprawdzie oryginalnie poradnik ukazał się we wrześniu 2010 roku i od tego czasu wspomniane serwisy wprowadziły sporo zmian i nowych narzędzi, jednak idea pozostaje ta sama. Jeśli jeszcze nie wiesz, do czego może służyć newsletter, a co można zrobić przy pomocy twittera i facebooka, jak zdobyć zaufanie "fana" czy "followersa" i jak go zatrzymać na dłużej oraz (najprawdopodobniej) zmotywować go do zakupu twojego produktu - to jest książka dla ciebie.
Bezmarketing można stosować nie tylko pracując w większej firmie usługowej czy sprzedażowej. Szczególnie przyda się w przypadku drobnych działalności, organizacji, blogerów, freelancerów. Napisaną w świetnym stylu książkę czyta się jednym tchem, jak powieść. Na szczególną pochwałę zasługuje okładka, przypominająca papier pakowy - choć twarda, dostaje u mnie najwyższą ocenę ;-)
To, co wyróżnia tę książkę na tle innych "niesamowicie-ważnych-i-skutecznych" poradników na temat marketingu w sieci, jest właśnie autentyzm jej autora. Scott Stratten nie jest prezesem korporacji. Nie ma zdjęcia w garniaku i nawet nie jest jakoś zabójczo przystojny (no dobra, TUTAJ jest bardzo ;) ). A jednak swoim bezpośrednim stylem, budując wizerunek przysłowiowego "chłopaka z sąsiedztwa", z łatwością trafia zarówno do specjalistów, jak i marketingowych laików.
Scott (pozwolę sobie pisać po imieniu) stworzył genialną w swojej prostocie strategię marketingową, którą nazwał najzwyczajniej w świecie "unmarketing" - czyli bezmarketingiem. Dlaczego BEZ? Pewnie dlatego, że radzi wyrzucić do kosza wszystkie dotychczas znane typowe rady marketingowe, których celem jest zwabienie klienta i przeprogramować się na zupełnie inne podejście do sprawy.
Nie będę zdradzać wszystkich tajemnic, żeby je poznać, musicie zajrzeć do książki ;) napiszę tylko tyle, że strategia bezmarketingu będzie atrakcyjna dla obu stron barykady. Z jednej strony, zmusza sprzedawcę do pracy nad swoją ofertą i ulepszaniem relacji z klientem, z drugiej zaś jest uczciwa wobec potencjalnego klienta. Kiedy obie strony zyskują, nie ma przegranych, prawda?
Autor w swojej książce szczerze i z dużą dawką poczucia humoru opowiada najpierw o swoich porażkach, potem o błędach dużych i znanych firm, a na koniec je dogłębnie analizuje i radzi, w jaki sposób można uniknąć podobnego obrotu spraw w swoim biznesie. Jednak najfajniejsze w "BEZmarketingu" Scotta Strattena jest prezentacja najpopularniejszych serwisów społecznościowych i sposobów ich użycia w tworzeniu dobrej współpracy z klientem.
Facebook, twitter i kilka innych, w Polsce mniej znanych, serwisów, nie mają przed Scottem tajemnic. Wprawdzie oryginalnie poradnik ukazał się we wrześniu 2010 roku i od tego czasu wspomniane serwisy wprowadziły sporo zmian i nowych narzędzi, jednak idea pozostaje ta sama. Jeśli jeszcze nie wiesz, do czego może służyć newsletter, a co można zrobić przy pomocy twittera i facebooka, jak zdobyć zaufanie "fana" czy "followersa" i jak go zatrzymać na dłużej oraz (najprawdopodobniej) zmotywować go do zakupu twojego produktu - to jest książka dla ciebie.
Bezmarketing można stosować nie tylko pracując w większej firmie usługowej czy sprzedażowej. Szczególnie przyda się w przypadku drobnych działalności, organizacji, blogerów, freelancerów. Napisaną w świetnym stylu książkę czyta się jednym tchem, jak powieść. Na szczególną pochwałę zasługuje okładka, przypominająca papier pakowy - choć twarda, dostaje u mnie najwyższą ocenę ;-)
misja-ksiazka.blogspot.com 2012-06-09
Czytaj dwa razy szybciej!
Ślęczymy nad lekturami dłużej niżbyśmy chcieli. Z braku czasu Kinga czytamy nawet dwa miesiące, a mniejsze lektury nawet i cały tydzień. Wydawałoby się, że nie ma nadziei dla książkoholików zasypanych tonami książek, ale Marcin Matuszewski biegnie im na ratunek. Na rynku wydawniczym ukazała się publikacja od Grupy Wydawniczej Helion w przygotowaniu z portalem Intelektualnie.pl o tytule „Czytaj dwa razy szybciej”, prezentując niezawodne sposoby na poprawę tempa czytania.
Książka ta to przede wszystkim bardzo szybki kurs, który przy regularnych ćwiczeniach może dać zdumiewające efekty. Niech nikogo nie przeraża stronicowa objętość tej lektury, bowiem samego tekstu czytanego jest tutaj bardzo niewiele. Marcin Matuszewski nie rozpisuje się za specjalnie nad metodami, nie pisze o tym jak działa nasze oko i mózg, co być może pozwoliłoby lepiej zrozumieć, ale też i wykonać ćwiczenia. Zaczynamy od tego, że mierzymy swój wskaźnik, czyli ilość słów czytanych w minutę (mój to 176 słów!). Teksty, które to sprawdzają także dają nam pewną wiedzę o koncentracji i pamięci. Kiedy zakończymy już serię ćwiczeń, mamy tekst sprawdzający, który pokaże nam jak wielkie poczyniliśmy postępy, a autor twierdzi, że czas czytania może skrócić się nawet i o połowę. Sprawę sprowadza się jednak do tego, że szybsze czytanie wynika z ogarniania kątem oka słów znajdujących się poza zasięgiem, czyli tzw. widzenie peryferyjne. To na nim opiera się cała filozofia, dlatego też laicy będą mieli z tym pewne problemy. Inną istotną sprawą jest to, że wręcz nakazuje się stosowanie niektórych metod, aby utrzymać tempo czytania. Niektóre z nich mogą być stosowane jedynie w początkowej fazie, ale inne nawet i za każdym razem jak sięgamy po lekturę. Jaki w tym sens? W końcu szybsze czytanie miało ułatwić nam życie, a nie dodatkowo je utrudniać.
Zdecydowaną większość publikacji stanowią ćwiczenia opracowane przez trenera. Wykorzystując widzenie peryferyjne odczytujemy małe przestrzenie o małej zawartości materiału a potem coraz większe. Wśród zadań znajdą się też choinki, które stopniowo poszerzają nam pole widzenia. Choć te niesamowite elementy treningu mają całkowity sens, to oczywiście są nie do ogarnięcia na raz. Bardzo szybko wykańczają nasze oczy, które nie są przyzwyczajone do tego typu pracy. Dlatego też sensownym będzie rozłożenie sobie tego w czasie, tak samo jak i powtarzanie tego co już zrobiliśmy. Szczęśliwie, celem szkolenia jest nie tylko nauczenie nas szybszego czytania, ale również rozumienie tekstu czytanego.
Tempo czytania konkretnej książki zależy nie tylko od naszych zdolności, ale przede wszystkim od tego w jaki sposób jest napisana i czy tematyka nas interesuje. Widzenie peryferyjne umożliwi nam przyswajanie wiedzy ponad to. Szybciej będziemy wiedzieli jaką umowę bądź regulamin podpisujemy, co ułatwi nam życie. Szybciej będziemy rozwiązywali problemy z męczeniem lektury szkolnej, którą każą nam czytać. Jednakże czy oprócz nielicznych wypadków w naszym życiu warto jest nauczyć się czegoś co tak diametralnie skróci nam czas, w którym przyjdzie nam czytać ulubioną książkę? Gdzie w tym przyjemność? Na szczęście, niczym za pomocy guziczka ,zawsze można to wyłączyć i ponownie cieszyć się naszymi ukochanymi powieściami.
Książka ta to przede wszystkim bardzo szybki kurs, który przy regularnych ćwiczeniach może dać zdumiewające efekty. Niech nikogo nie przeraża stronicowa objętość tej lektury, bowiem samego tekstu czytanego jest tutaj bardzo niewiele. Marcin Matuszewski nie rozpisuje się za specjalnie nad metodami, nie pisze o tym jak działa nasze oko i mózg, co być może pozwoliłoby lepiej zrozumieć, ale też i wykonać ćwiczenia. Zaczynamy od tego, że mierzymy swój wskaźnik, czyli ilość słów czytanych w minutę (mój to 176 słów!). Teksty, które to sprawdzają także dają nam pewną wiedzę o koncentracji i pamięci. Kiedy zakończymy już serię ćwiczeń, mamy tekst sprawdzający, który pokaże nam jak wielkie poczyniliśmy postępy, a autor twierdzi, że czas czytania może skrócić się nawet i o połowę. Sprawę sprowadza się jednak do tego, że szybsze czytanie wynika z ogarniania kątem oka słów znajdujących się poza zasięgiem, czyli tzw. widzenie peryferyjne. To na nim opiera się cała filozofia, dlatego też laicy będą mieli z tym pewne problemy. Inną istotną sprawą jest to, że wręcz nakazuje się stosowanie niektórych metod, aby utrzymać tempo czytania. Niektóre z nich mogą być stosowane jedynie w początkowej fazie, ale inne nawet i za każdym razem jak sięgamy po lekturę. Jaki w tym sens? W końcu szybsze czytanie miało ułatwić nam życie, a nie dodatkowo je utrudniać.
Zdecydowaną większość publikacji stanowią ćwiczenia opracowane przez trenera. Wykorzystując widzenie peryferyjne odczytujemy małe przestrzenie o małej zawartości materiału a potem coraz większe. Wśród zadań znajdą się też choinki, które stopniowo poszerzają nam pole widzenia. Choć te niesamowite elementy treningu mają całkowity sens, to oczywiście są nie do ogarnięcia na raz. Bardzo szybko wykańczają nasze oczy, które nie są przyzwyczajone do tego typu pracy. Dlatego też sensownym będzie rozłożenie sobie tego w czasie, tak samo jak i powtarzanie tego co już zrobiliśmy. Szczęśliwie, celem szkolenia jest nie tylko nauczenie nas szybszego czytania, ale również rozumienie tekstu czytanego.
Tempo czytania konkretnej książki zależy nie tylko od naszych zdolności, ale przede wszystkim od tego w jaki sposób jest napisana i czy tematyka nas interesuje. Widzenie peryferyjne umożliwi nam przyswajanie wiedzy ponad to. Szybciej będziemy wiedzieli jaką umowę bądź regulamin podpisujemy, co ułatwi nam życie. Szybciej będziemy rozwiązywali problemy z męczeniem lektury szkolnej, którą każą nam czytać. Jednakże czy oprócz nielicznych wypadków w naszym życiu warto jest nauczyć się czegoś co tak diametralnie skróci nam czas, w którym przyjdzie nam czytać ulubioną książkę? Gdzie w tym przyjemność? Na szczęście, niczym za pomocy guziczka ,zawsze można to wyłączyć i ponownie cieszyć się naszymi ukochanymi powieściami.
irka.com.pl agniecha, 2012-05-26
Adobe Flash CS5/CS5 PL Professional. Oficjalny podręcznik
Adobe Flash jest jedną z częściej wykorzystywanych technologii internetowych. Mimo dużej konkurencji ze strony HTML 5 nadal posiada bardzo mocną pozycję, a programiści znający Action Script są w cenie.
Książka "Adobe Flash CS5/CS5 PL Professional" próbuje wprowadzić początkującego w wielki świat animacji flash.
Każda kolejna lekcja jest listą kroków. Całość zdaje się być ułożona starannie i z wyczuciem. Kolejne lekcje wykorzystują wiedzę zdobytą wcześniej. Na pewno dużym plusem jest fakt, że "Adobe Flash ..." jest oficjalnym podręcznikiem wspieranym przez Adobe. Także bardzo przydatnym do sprawdzenia własnych postępów jest seria pytań po każdym dziale.
Do książki dołączona jest płyta, dzięki której nauka powinna być prostsza. Szkoda, że samą aplikację i tak trzeba ściągnąć z internetu. Choć w przypadku dobrego łącza nie jest to wielki problem. Tu pojawia się też inny problem z tego typu książkami - ich krótki czas przydatności. Z pewnością w następnej wersji okienka ze zrzutów ekranu (których jest naprawdę sporo - to akurat plus) staną się mylące. Należy pamiętać jednak, że jest to podręcznik do tej konkretnej wersji.
Dla każdego początkującego może to być bardzo przydatna lektura. Osoby bardziej obeznane raczej nie będą doznawać olśnienia na każdej stronie. Czegoś ciekawego może się jednak i wyjadacze nauczą.
Książka "Adobe Flash CS5/CS5 PL Professional" próbuje wprowadzić początkującego w wielki świat animacji flash.
Każda kolejna lekcja jest listą kroków. Całość zdaje się być ułożona starannie i z wyczuciem. Kolejne lekcje wykorzystują wiedzę zdobytą wcześniej. Na pewno dużym plusem jest fakt, że "Adobe Flash ..." jest oficjalnym podręcznikiem wspieranym przez Adobe. Także bardzo przydatnym do sprawdzenia własnych postępów jest seria pytań po każdym dziale.
Do książki dołączona jest płyta, dzięki której nauka powinna być prostsza. Szkoda, że samą aplikację i tak trzeba ściągnąć z internetu. Choć w przypadku dobrego łącza nie jest to wielki problem. Tu pojawia się też inny problem z tego typu książkami - ich krótki czas przydatności. Z pewnością w następnej wersji okienka ze zrzutów ekranu (których jest naprawdę sporo - to akurat plus) staną się mylące. Należy pamiętać jednak, że jest to podręcznik do tej konkretnej wersji.
Dla każdego początkującego może to być bardzo przydatna lektura. Osoby bardziej obeznane raczej nie będą doznawać olśnienia na każdej stronie. Czegoś ciekawego może się jednak i wyjadacze nauczą.
youthcoders.net Patryk yarpo Jar, 2012-06-07
Potwór w Twojej głowie. Jak być nieszczęśliwym i zatruć życie innym
Bycie szczęśliwym człowiekiem jest bardzo trudne, ponieważ na każdym kroku spotyka nas jakieś mniejsze lub większe nieszczęście. W takim razie, po co cieszyć się życiem, śmiać się i pokonywać różnego rodzaju przeszkody, stojące na naszej drodze?
Starania, które i tak nie przyniosą żadnego rezultatu są bezsensowne. Nie warto starać się, przeć do przodu i posiadać jakąkolwiek motywację do czegoś. Zdecydowanie łatwiej jest być nieszczęśliwą osobą - narzekać na wszystko, niczego nie doceniać, martwić się i stać na uboczu, nie podejmując żadnych wyzwań oraz nie wchodząc w głębsze relacje z innymi ludźmi.
Olga Rzycka w swoim poradniku radzi jak być nieszczęśliwym i utrudniać spokojne oraz szczęśliwe życie innym ludziom. Skoro nam jest źle, to dlaczego ktoś miałby chodzić z uśmiechem na twarzy? To niedorzeczne i godne potępienia!
"Potwór w Twojej głowie" składa się z dwóch części oraz rozdziału dodatkowego.
W pierwszej części mamy okazję zapoznać się z potworami, które mieszkają w ludzkich głowach. Ba! Możemy nawet zobaczyć je na własne oczy! Ten rozdział to skarbnica wiedzy, zawierająca rady oraz odpowiedzi na wiele pytań, chociażby - co zrobić, aby potwory znajdujące się w mojej głowie, miały jak najlepsze szanse do rozwoju?
Jak mam postępować, żeby moje życie było złe pod każdym względem? Jak podtrzymywać wysoki poziom nieszczęścia?
Wszystkie rady można wypisywać bądź wydrukować i powiesić sobie nad łóżkiem - ciągłe życie w nieszczęściu będzie gwarantowane.
Druga część książki dotyczy relacji z otaczającymi nas ludźmi. Po zapoznaniu się z treścią tego rozdziału, każdy dowie się jak sprawić, aby innym w relacjach z nami oraz nam w relacjach z innymi było naprawdę źle. Dodatkowo, wiele przykładów postępowania w:
- związkach - co zrobić, aby zawsze kończyły się niepowodzeniem?
- pracy - jak zwiększyć prawdopodobieństwo, aby praca nie przynosiła żadnej satysfakcji i była jedynie męczarnią?
- relacjach z dziećmi - jak wychować godnego siebie następcę, który będzie toksycznym człowiekiem, utrudniającym życie sobie i innym?
Jednak, żeby nie było tak pięknie - autorka umieszcza dodatek w postaci metody na pozbycie się potworów, czyli jak się odrobaczyć.Dzięki niemu dowiadujemy się chociażby o tym, w jaki sposób należy odkrywać ograniczające nas przekonania oraz jak je zwalczać.
Ten "nieszczęśliwy" poradnik jest zabawny oraz wciągający. Czyta się go z uśmiechem na twarzy, mimo tego, iż powinien być wtedy zabroniony. ;-) Bardzo spodobały mi się zabawne rysunki, które świetnie uzupełniają przekazywaną treść.
Podczas lektury tego poradnika, czytelnik ma szansę uświadomić sobie jak wiele go ogranicza, tylko dlatego, że nie wierzy w siebie, boi się porażki oraz tego, co powiedzą inni.
Polecam go ludziom, którzy czują się nieszczęśliwi i chcieliby to zmienić, jak również osobom, które cieszą się z tego co mają, aby utwierdziły się w przekonaniu, że są prawdziwymi szczęściarzami.
Młodzi ludzie często muszą podejmować decyzje, które mogą zaważyć na ich przyszłym życiu. Nie jest to łatwe, ponieważ mając -naście lat, człowiek często nie ma jeszcze całkowicie ukształtowanego charakteru oraz sprecyzowanych planów na przyszłość,
a wymaga się od niego odpowiedzialności za własne czyny i słowa, stanowczości, odwagi, pewności siebie. Nastolatek nie jest już dzieckiem, ale nie jest jeszcze osobą dorosłą.
Tak naprawdę - nie ma zbyt łatwego życia.
"Autor przystępnie i w zabawny sposób przekazuje wiedzę oraz motywuje do dokonywania pozytywnych życiowych wyborów. Każdy z nas jest inny, jak więc zrozumieć samego siebie i otaczający świat? Czy istnieje klucz do poznania życiowego potencjału i atrakcyjnych predyspozycji? W jaki sposób zgrać się z otoczeniem tak, by zawsze móc zaprezentować mocną stronę swojej osobowości?"
Nastolatką już nie jestem i żałuję, że taki poradnik nie trafił w moje ręce kilka lat temu. Może nie doprowadziłby do diametralnych zmian w moim życiu, aczkolwiek na pewno pomógłby mi w pewnym stopniu.
"Praktyczny przewodnik dla nastolatków" składa się z trzech głównych części, a do tego zawiera wstęp oraz dodatki w postaci różnych przydatnych informacji.
Część pierwsza w głównej mierze pomaga w określeniu własnej osobowości. Każdy ma szansę uświadomienia sobie własnych predyspozycji, odkrycia mocnych stron oraz poznania odpowiednich metod zwalczania stresu, uczenia się i spędzania wolnego czasu. Ponadto, możemy dowiedzieć się jak sprawić, aby nasze relacje z bliskimi stały się lepsze.
Druga część przedstawia w jaki sposób humory i nastroje wpływają na decyzje, które podejmujemy. Ten rozdział ukazuje również sposoby kontrolowania swoich emocji oraz dziesięć najlepszych sposobów na zbudowanie silnej osobowości.
Ostatnia część zatytułowana "Zdobądź świat" uświadamia, że warto wierzyć w siebie, a zminimalizowanie własnego stresu pomaga osiągać zamierzone cele.
Przy tym poradniku nie sposób nudzić się! Nie dość, że zawiera wiele przydatnych rad oraz ciekawostek, to jeszcze różnego rodzaju testy, zabawne ilustracje oraz teksty z lukami do wypełnienia. Uważam, że ten przewodnik byłby wspaniałym prezentem dla każdego młodego człowieka. Z pewnością, przyniósłby wiele radości, większej pewności siebie oraz wiarę w to, iż każdy człowiek ma w sobie ogromny potencjał, który należy odkryć oraz rozwijać.
Starania, które i tak nie przyniosą żadnego rezultatu są bezsensowne. Nie warto starać się, przeć do przodu i posiadać jakąkolwiek motywację do czegoś. Zdecydowanie łatwiej jest być nieszczęśliwą osobą - narzekać na wszystko, niczego nie doceniać, martwić się i stać na uboczu, nie podejmując żadnych wyzwań oraz nie wchodząc w głębsze relacje z innymi ludźmi.
Olga Rzycka w swoim poradniku radzi jak być nieszczęśliwym i utrudniać spokojne oraz szczęśliwe życie innym ludziom. Skoro nam jest źle, to dlaczego ktoś miałby chodzić z uśmiechem na twarzy? To niedorzeczne i godne potępienia!
"Potwór w Twojej głowie" składa się z dwóch części oraz rozdziału dodatkowego.
W pierwszej części mamy okazję zapoznać się z potworami, które mieszkają w ludzkich głowach. Ba! Możemy nawet zobaczyć je na własne oczy! Ten rozdział to skarbnica wiedzy, zawierająca rady oraz odpowiedzi na wiele pytań, chociażby - co zrobić, aby potwory znajdujące się w mojej głowie, miały jak najlepsze szanse do rozwoju?
Jak mam postępować, żeby moje życie było złe pod każdym względem? Jak podtrzymywać wysoki poziom nieszczęścia?
Wszystkie rady można wypisywać bądź wydrukować i powiesić sobie nad łóżkiem - ciągłe życie w nieszczęściu będzie gwarantowane.
Druga część książki dotyczy relacji z otaczającymi nas ludźmi. Po zapoznaniu się z treścią tego rozdziału, każdy dowie się jak sprawić, aby innym w relacjach z nami oraz nam w relacjach z innymi było naprawdę źle. Dodatkowo, wiele przykładów postępowania w:
- związkach - co zrobić, aby zawsze kończyły się niepowodzeniem?
- pracy - jak zwiększyć prawdopodobieństwo, aby praca nie przynosiła żadnej satysfakcji i była jedynie męczarnią?
- relacjach z dziećmi - jak wychować godnego siebie następcę, który będzie toksycznym człowiekiem, utrudniającym życie sobie i innym?
Jednak, żeby nie było tak pięknie - autorka umieszcza dodatek w postaci metody na pozbycie się potworów, czyli jak się odrobaczyć.Dzięki niemu dowiadujemy się chociażby o tym, w jaki sposób należy odkrywać ograniczające nas przekonania oraz jak je zwalczać.
Ten "nieszczęśliwy" poradnik jest zabawny oraz wciągający. Czyta się go z uśmiechem na twarzy, mimo tego, iż powinien być wtedy zabroniony. ;-) Bardzo spodobały mi się zabawne rysunki, które świetnie uzupełniają przekazywaną treść.
Podczas lektury tego poradnika, czytelnik ma szansę uświadomić sobie jak wiele go ogranicza, tylko dlatego, że nie wierzy w siebie, boi się porażki oraz tego, co powiedzą inni.
Polecam go ludziom, którzy czują się nieszczęśliwi i chcieliby to zmienić, jak również osobom, które cieszą się z tego co mają, aby utwierdziły się w przekonaniu, że są prawdziwymi szczęściarzami.
Młodzi ludzie często muszą podejmować decyzje, które mogą zaważyć na ich przyszłym życiu. Nie jest to łatwe, ponieważ mając -naście lat, człowiek często nie ma jeszcze całkowicie ukształtowanego charakteru oraz sprecyzowanych planów na przyszłość,
a wymaga się od niego odpowiedzialności za własne czyny i słowa, stanowczości, odwagi, pewności siebie. Nastolatek nie jest już dzieckiem, ale nie jest jeszcze osobą dorosłą.
Tak naprawdę - nie ma zbyt łatwego życia.
"Autor przystępnie i w zabawny sposób przekazuje wiedzę oraz motywuje do dokonywania pozytywnych życiowych wyborów. Każdy z nas jest inny, jak więc zrozumieć samego siebie i otaczający świat? Czy istnieje klucz do poznania życiowego potencjału i atrakcyjnych predyspozycji? W jaki sposób zgrać się z otoczeniem tak, by zawsze móc zaprezentować mocną stronę swojej osobowości?"
Nastolatką już nie jestem i żałuję, że taki poradnik nie trafił w moje ręce kilka lat temu. Może nie doprowadziłby do diametralnych zmian w moim życiu, aczkolwiek na pewno pomógłby mi w pewnym stopniu.
"Praktyczny przewodnik dla nastolatków" składa się z trzech głównych części, a do tego zawiera wstęp oraz dodatki w postaci różnych przydatnych informacji.
Część pierwsza w głównej mierze pomaga w określeniu własnej osobowości. Każdy ma szansę uświadomienia sobie własnych predyspozycji, odkrycia mocnych stron oraz poznania odpowiednich metod zwalczania stresu, uczenia się i spędzania wolnego czasu. Ponadto, możemy dowiedzieć się jak sprawić, aby nasze relacje z bliskimi stały się lepsze.
Druga część przedstawia w jaki sposób humory i nastroje wpływają na decyzje, które podejmujemy. Ten rozdział ukazuje również sposoby kontrolowania swoich emocji oraz dziesięć najlepszych sposobów na zbudowanie silnej osobowości.
Ostatnia część zatytułowana "Zdobądź świat" uświadamia, że warto wierzyć w siebie, a zminimalizowanie własnego stresu pomaga osiągać zamierzone cele.
Przy tym poradniku nie sposób nudzić się! Nie dość, że zawiera wiele przydatnych rad oraz ciekawostek, to jeszcze różnego rodzaju testy, zabawne ilustracje oraz teksty z lukami do wypełnienia. Uważam, że ten przewodnik byłby wspaniałym prezentem dla każdego młodego człowieka. Z pewnością, przyniósłby wiele radości, większej pewności siebie oraz wiarę w to, iż każdy człowiek ma w sobie ogromny potencjał, który należy odkryć oraz rozwijać.
Sylwuch.blogspot.com Sylwuch, 2012-05-04
Elektronika dla bystrzaków. Wydanie II
Po chwili przerwy wracam do recenzowania pozycji związanych z elektroniką i robotyką dostępnych na polskim rynku. W tej recenzji chciałbym opisać moje spostrzeżenia, po zapoznaniu się z książką dla początkujących elektroników, mowa o pozycji „Elektronika dla bystrzaków” wydanie II, której autorami są Cathleen Shamieh oraz Gordon McComb, tłumaczeniem pozycji na wersję polską zajął się Łukasz Piwko.
Książka ta nie jest ściśle związana z robotyką, jednak mam nadzieje, że moja opinia przyda się osobą, które mają braki w podstawowej, wymaganej wiedzy. Książek poruszających tę tematykę jest całkiem sporo, jedne zarzucają czytelnika masą teorii, inne ograniczają się wyłącznie do praktyki. Według mnie w każdej czegoś zawsze brakuje, aby była tą idealną.
Autorzy byli przygotowani na to, że odbiorcy nie będą zawsze czytać książki w całości, dlatego pozycja została napisana w taki sposób, że czytając rozdział o danym zagadnieniu znajdziemy w nim odesłania do innych powiązanych momentów z książki. Z jednej strony może to drażnić czytelnika, który zapoznaje się z całą książką, jednak z drugiej strony zdecydowanie ułatwia później odszukiwanie odpowiednich informacji. Przyjrzyjmy się dokładniej jak wygląda pozycja, która podzielona została na cztery główne część: „Podstawy elektroniki”, „Żeby się nauczyć, trzeba się ubrudzić”, „Przekuwani e teorii w praktykę” oraz „Dekalogi”.
Część I „Podstawy elektroniki”
Pierwsze 190 stron książki dotyczy podstaw elektroniki, znajdziemy tutaj informacje na temat samego prądu od strony fizycznej, omówiony został przepływ prądu, elektryczność, moc oraz wszystkie inne pokrewne pojęcia. Przedstawione zostały w sposób przystępny bez zbędnej teorii i matematyki. Do tłumaczenia zagadnień zastosowano wiele porównań, przykładowo do wody w rurach czy dzieci jedzących cukierki :) Na pewno pozwoli to na lepsze zobrazowanie zagadnień, które mogą sprawiać trudność początkującym. Pojawiają się jednak takie pojęcie jak atomy i kwarki, omówienie półprzewodników typu p i n wymagało poruszenia tematu dziur elektronowych, dlatego wydaje mi się, że pozycja ta skierowana jest dla osób co najmniej ze szkoły średniej.
Omówione oczywiście zostały takie zagadnienia jak prawo Ohma oraz Joule’a. Połączenia równoległe oraz szeregowe, nie poruszano tematyki przekształceń typu gwiazda – trójkąt. Do każdej dawki teorii dodano proste zadanie, które pozwala zastosować „w praktyce” nabytą wiedzę. Oczywiście autorzy opisali w tej części podstawowe elementy bierne oraz aktywne, dodatkowo znaleźć tutaj można informacje na temat filtrów górno i dolnoprzepustowych. Dodano również podrozdział dotyczący układów scalonych, bramek logicznych oraz podstawowych układów takich jak NE555 czy 4017.
Część II „Żeby się nauczyć, trzeba się ubrudzić”
Kolejna część jak sama nazwa wskazuje co raz bardziej zbliża się do „brudzenia się”, czyli do praktyki. Omówione tutaj zostały najpotrzebniejsze narzędzia warsztatowe. Zajęto się również bezpieczeństwem, i tak o to możemy w książce znaleźć ciekawą tabelkę, która przedstawia zależność prądu przepływającego przez ciało człowieka od skutków jakie on wywołuje (od uczucia mrowienia, przez odczuwanie bólu aż do migotania serca).
Kolejny rozdział jest według mnie jednym z najważniejszych, ponieważ zajmuje się schematami ideowymi. Omówiono w nim podstawowe symbole oraz zasady czytanie schematów, co jak wiadomo przynosi najwięcej problemów początkującym.
Oczywiście nie mogło również zabraknąć, w tego typu pozycji, omówienia podstawowych sposóbów montowania układów elektronicznych, takich jak: z użyciem płytek stykowych czy uniwersalnych, przeznaczonych do lutowania. W rozdziale tym znajdziemy również informację na temat wykonywania podstawowych pomiarów miernikiem uniwersalnym, analizatorem stanów i oscyloskopem.
Część III „Przekuwani e teorii w praktykę”
Chyba najbardziej wyczekiwana część przez czytelników książki. To właśnie tutaj można zbudować swój pierwszy obwód elektroniczny. Mam wrażenie, że jednak jest to trochę za późno. Za nami 300 stron teorii i dopiero tutaj możemy coś stworzyć. Jak nie trudno się domyślać nie są to skomplikowane projekty. Ograniczamy się do przetestowania w praktyce prawa Ohma, ładujemy i rozładowujemy kondensatory, tworzymy prosty układ z użyciem NE555. Szczerze mówiąc trochę się zawiodłem na tej części. Liczyłem na więcej. Można było chyba skupić się na mniejszej ilości materiału, ale zająć się nim dokładniej.
Część IV „Dekalogi”
Jest to zbiór porad na różne tematy od związanych jeszcze ze sprzętem i elektroniką przez polskie oraz zagraniczne sklepy dla elektroników, a kończąc na zasobach internetowych, które warto odwiedzić.
Podsumowanie
Pozycja wydana została na białym papierze, jakość druku jest bardzo dobra. Cena książki jest również przystępna, ponieważ wynosi aktualnie 39zł. Niezdecydowanych zachęcam do zapoznania się ze spisem treści oraz dostępnym fragmentem. Szczegółowy opis znajduje się również na stronie wydawnictwa Helion.
Książka w mojej opinii jest dobrym wprowadzeniem do teorii elektroniki, jednak za mało w niej praktyki. Moja „idealna” książka poświęcona podstawą elektroniki powinna przeplatać teorię i praktykę – czego tutaj nie znalazłem. Obawiam się, że pierwsze 300 stron może zniechęcić początkujących. Jednak jest to lektura potrzebna, chyba autorzy mieli dobre przeczucie, że mało kto przeczyta książkę w całości. Dlatego uważam ją za dobrą pozycję do przejrzenia i sięgania do niej w odpowiednich momentach, aby uzupełnić własną wiedzę. Myślę, że razem z książką „Budowa robotów dla początkujących” stanowiłyby idealny duet i mogły wprowadzić w teoretyczne szczegóły elektroniki nowych adeptów tej sztuki.
Książka ta nie jest ściśle związana z robotyką, jednak mam nadzieje, że moja opinia przyda się osobą, które mają braki w podstawowej, wymaganej wiedzy. Książek poruszających tę tematykę jest całkiem sporo, jedne zarzucają czytelnika masą teorii, inne ograniczają się wyłącznie do praktyki. Według mnie w każdej czegoś zawsze brakuje, aby była tą idealną.
Autorzy byli przygotowani na to, że odbiorcy nie będą zawsze czytać książki w całości, dlatego pozycja została napisana w taki sposób, że czytając rozdział o danym zagadnieniu znajdziemy w nim odesłania do innych powiązanych momentów z książki. Z jednej strony może to drażnić czytelnika, który zapoznaje się z całą książką, jednak z drugiej strony zdecydowanie ułatwia później odszukiwanie odpowiednich informacji. Przyjrzyjmy się dokładniej jak wygląda pozycja, która podzielona została na cztery główne część: „Podstawy elektroniki”, „Żeby się nauczyć, trzeba się ubrudzić”, „Przekuwani e teorii w praktykę” oraz „Dekalogi”.
Część I „Podstawy elektroniki”
Pierwsze 190 stron książki dotyczy podstaw elektroniki, znajdziemy tutaj informacje na temat samego prądu od strony fizycznej, omówiony został przepływ prądu, elektryczność, moc oraz wszystkie inne pokrewne pojęcia. Przedstawione zostały w sposób przystępny bez zbędnej teorii i matematyki. Do tłumaczenia zagadnień zastosowano wiele porównań, przykładowo do wody w rurach czy dzieci jedzących cukierki :) Na pewno pozwoli to na lepsze zobrazowanie zagadnień, które mogą sprawiać trudność początkującym. Pojawiają się jednak takie pojęcie jak atomy i kwarki, omówienie półprzewodników typu p i n wymagało poruszenia tematu dziur elektronowych, dlatego wydaje mi się, że pozycja ta skierowana jest dla osób co najmniej ze szkoły średniej.
Omówione oczywiście zostały takie zagadnienia jak prawo Ohma oraz Joule’a. Połączenia równoległe oraz szeregowe, nie poruszano tematyki przekształceń typu gwiazda – trójkąt. Do każdej dawki teorii dodano proste zadanie, które pozwala zastosować „w praktyce” nabytą wiedzę. Oczywiście autorzy opisali w tej części podstawowe elementy bierne oraz aktywne, dodatkowo znaleźć tutaj można informacje na temat filtrów górno i dolnoprzepustowych. Dodano również podrozdział dotyczący układów scalonych, bramek logicznych oraz podstawowych układów takich jak NE555 czy 4017.
Część II „Żeby się nauczyć, trzeba się ubrudzić”
Kolejna część jak sama nazwa wskazuje co raz bardziej zbliża się do „brudzenia się”, czyli do praktyki. Omówione tutaj zostały najpotrzebniejsze narzędzia warsztatowe. Zajęto się również bezpieczeństwem, i tak o to możemy w książce znaleźć ciekawą tabelkę, która przedstawia zależność prądu przepływającego przez ciało człowieka od skutków jakie on wywołuje (od uczucia mrowienia, przez odczuwanie bólu aż do migotania serca).
Kolejny rozdział jest według mnie jednym z najważniejszych, ponieważ zajmuje się schematami ideowymi. Omówiono w nim podstawowe symbole oraz zasady czytanie schematów, co jak wiadomo przynosi najwięcej problemów początkującym.
Oczywiście nie mogło również zabraknąć, w tego typu pozycji, omówienia podstawowych sposóbów montowania układów elektronicznych, takich jak: z użyciem płytek stykowych czy uniwersalnych, przeznaczonych do lutowania. W rozdziale tym znajdziemy również informację na temat wykonywania podstawowych pomiarów miernikiem uniwersalnym, analizatorem stanów i oscyloskopem.
Część III „Przekuwani e teorii w praktykę”
Chyba najbardziej wyczekiwana część przez czytelników książki. To właśnie tutaj można zbudować swój pierwszy obwód elektroniczny. Mam wrażenie, że jednak jest to trochę za późno. Za nami 300 stron teorii i dopiero tutaj możemy coś stworzyć. Jak nie trudno się domyślać nie są to skomplikowane projekty. Ograniczamy się do przetestowania w praktyce prawa Ohma, ładujemy i rozładowujemy kondensatory, tworzymy prosty układ z użyciem NE555. Szczerze mówiąc trochę się zawiodłem na tej części. Liczyłem na więcej. Można było chyba skupić się na mniejszej ilości materiału, ale zająć się nim dokładniej.
Część IV „Dekalogi”
Jest to zbiór porad na różne tematy od związanych jeszcze ze sprzętem i elektroniką przez polskie oraz zagraniczne sklepy dla elektroników, a kończąc na zasobach internetowych, które warto odwiedzić.
Podsumowanie
Pozycja wydana została na białym papierze, jakość druku jest bardzo dobra. Cena książki jest również przystępna, ponieważ wynosi aktualnie 39zł. Niezdecydowanych zachęcam do zapoznania się ze spisem treści oraz dostępnym fragmentem. Szczegółowy opis znajduje się również na stronie wydawnictwa Helion.
Książka w mojej opinii jest dobrym wprowadzeniem do teorii elektroniki, jednak za mało w niej praktyki. Moja „idealna” książka poświęcona podstawą elektroniki powinna przeplatać teorię i praktykę – czego tutaj nie znalazłem. Obawiam się, że pierwsze 300 stron może zniechęcić początkujących. Jednak jest to lektura potrzebna, chyba autorzy mieli dobre przeczucie, że mało kto przeczyta książkę w całości. Dlatego uważam ją za dobrą pozycję do przejrzenia i sięgania do niej w odpowiednich momentach, aby uzupełnić własną wiedzę. Myślę, że razem z książką „Budowa robotów dla początkujących” stanowiłyby idealny duet i mogły wprowadzić w teoretyczne szczegóły elektroniki nowych adeptów tej sztuki.
forbot.pl 2012-06-08