Recenzje
Światła, ujęcie, retusz. Od pustego studia do gotowej fotografii
Ostatnio na moje biurko trafiła książka „Światła, ujęcie, retusz” znanego i lubianego autora Scotta Kelby’ego. Czy warto dodać tę pozycję do swojej fotograficznej biblioteczki?
Dzięki uprzejmości wydawnictwa Helion miałem okazję przeczytać wspomnianą książkę, której tematyka jest bardzo w moim stylu – sesje studyjne i ich obróbka , dużo zagadnień sprzętowych, różne ustawienia lamp, wiele modyfikatorów.
Dokładnie to, co lubię :)
Kim jest Scott Kelby? To przede wszystkim redaktor naczelny i wydawca magazynu „Photoshop User” , gospodarz podcastu o tej samej nazwie i współprowadzący serwis D-Town TV. Jego książki to Photoshop, Photoshop i jeszcze raz Photoshop – nie bez powodu, bo Scott jest dyrektorem warsztatów Adobe Photoshop Seminar Tour, jak również współzałożycielem i przewodniczącym NAPP. Sporo tego, prawda?
Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej Scott nieco tłumaczy się czytelnikom, dlaczego używa takiego, a nie innego sprzętu. Tu pojawiają się również pierwsze wskazówki na temat tzw. workflow , opis sprzętu używanego przez autora i generalny opis systemu jego pracy. Podoba mi się, że również udziela wskazówek dotyczących budowania własnego studio i pierwszych kroków.
Następna część to typowy opis sesji. Śmiałem się do siebie, że mamy ze Scottem podobną pracę – robimy zdjęcia i opisujemy je na łamach blogów czy książek. W sumie w książce jest dwanaście sesji , które opisane są w sposób absolutnie kompleksowy , od pomysłu do ostatnich szlifów w Photoshopie. Za to należy się duży plus , bo dzięki temu czytelnicy otrzymują gotowy sposób na wykonanie konkretnego zdjęcia.
Autor używa markowego sprzętu – głównie Nikona, ale również Canona i oświetlenia Elinchrom. Podoba mi się to, że w pierwszej części zaznaczył, że podobne zdjęcia można wykonać przy użyciu wielokrotnie tańszego sprzętu , oraz to, że używa lamp kompaktowych, a nie generatorów. Mimo że generatory są oczywiście lepsze, to wielu początkujących adeptów fotografii nie może sobie na nie pozwolić. Używane w sesjach modyfikatory to również żadna czarna magia , typu parasole sferyczne, soczewki Fresnela czy inne, trudno dostępne i bardzo drogie. Dzięki temu łatwo przełożyć to na bardziej popularny w Polsce sprzęt Elfo czy Quantuum.
Podoba mi się również fakt, że autor nieco odsłania swój warsztat , z czego mogą czerpać nieco bardziej doświadczeni fotografowie, którzy niekoniecznie opanowali studio. Podłączanie komputera do aparatu, używanie szarej karty i inne „sztuczki” może nie przełożą się na rezultat sesji, ale z całą pewnością uczynią pracę bardziej efektywną.
Co ciekawe, Scott każdą z sesji zrobił przy użyciu zarówno lamp studyjnych, jak i systemowych, stosując te same modyfikatory.
Minusy? W moim odczuciu same zdjęcia prezentowane w książce nie są zbyt ciekawe. Kolejną rzeczą jest niekiedy zbyt nachalna obróbka, w której autor dodaje np. odbicie nocnego miasta w okularach (ale czy ja powinienem oceniać tak utytułowanego autora, który Photoshopem zajmował się, kiedy ja kończyłem piąty rok życia ). Nie lubię również prezentowania produktów, które nie są dostępne na polskim rynku, ale cóż – amerykańskie książki tak mają.
Po przeczytaniu tej książki nie ma miejsca na wymówki – wszystko podane jest jak na tacy. Nic, tylko fotografować! Książka kosztuje 59 zł, co wydaje się rozsądną propozycją za tak kompleksową pracę, która może zainspirować, ale przede wszystkim zmotywować do działania. Polecam!
Dzięki uprzejmości wydawnictwa Helion miałem okazję przeczytać wspomnianą książkę, której tematyka jest bardzo w moim stylu – sesje studyjne i ich obróbka , dużo zagadnień sprzętowych, różne ustawienia lamp, wiele modyfikatorów.
Dokładnie to, co lubię :)
Kim jest Scott Kelby? To przede wszystkim redaktor naczelny i wydawca magazynu „Photoshop User” , gospodarz podcastu o tej samej nazwie i współprowadzący serwis D-Town TV. Jego książki to Photoshop, Photoshop i jeszcze raz Photoshop – nie bez powodu, bo Scott jest dyrektorem warsztatów Adobe Photoshop Seminar Tour, jak również współzałożycielem i przewodniczącym NAPP. Sporo tego, prawda?
Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej Scott nieco tłumaczy się czytelnikom, dlaczego używa takiego, a nie innego sprzętu. Tu pojawiają się również pierwsze wskazówki na temat tzw. workflow , opis sprzętu używanego przez autora i generalny opis systemu jego pracy. Podoba mi się, że również udziela wskazówek dotyczących budowania własnego studio i pierwszych kroków.
Następna część to typowy opis sesji. Śmiałem się do siebie, że mamy ze Scottem podobną pracę – robimy zdjęcia i opisujemy je na łamach blogów czy książek. W sumie w książce jest dwanaście sesji , które opisane są w sposób absolutnie kompleksowy , od pomysłu do ostatnich szlifów w Photoshopie. Za to należy się duży plus , bo dzięki temu czytelnicy otrzymują gotowy sposób na wykonanie konkretnego zdjęcia.
Autor używa markowego sprzętu – głównie Nikona, ale również Canona i oświetlenia Elinchrom. Podoba mi się to, że w pierwszej części zaznaczył, że podobne zdjęcia można wykonać przy użyciu wielokrotnie tańszego sprzętu , oraz to, że używa lamp kompaktowych, a nie generatorów. Mimo że generatory są oczywiście lepsze, to wielu początkujących adeptów fotografii nie może sobie na nie pozwolić. Używane w sesjach modyfikatory to również żadna czarna magia , typu parasole sferyczne, soczewki Fresnela czy inne, trudno dostępne i bardzo drogie. Dzięki temu łatwo przełożyć to na bardziej popularny w Polsce sprzęt Elfo czy Quantuum.
Podoba mi się również fakt, że autor nieco odsłania swój warsztat , z czego mogą czerpać nieco bardziej doświadczeni fotografowie, którzy niekoniecznie opanowali studio. Podłączanie komputera do aparatu, używanie szarej karty i inne „sztuczki” może nie przełożą się na rezultat sesji, ale z całą pewnością uczynią pracę bardziej efektywną.
Co ciekawe, Scott każdą z sesji zrobił przy użyciu zarówno lamp studyjnych, jak i systemowych, stosując te same modyfikatory.
Minusy? W moim odczuciu same zdjęcia prezentowane w książce nie są zbyt ciekawe. Kolejną rzeczą jest niekiedy zbyt nachalna obróbka, w której autor dodaje np. odbicie nocnego miasta w okularach (ale czy ja powinienem oceniać tak utytułowanego autora, który Photoshopem zajmował się, kiedy ja kończyłem piąty rok życia ). Nie lubię również prezentowania produktów, które nie są dostępne na polskim rynku, ale cóż – amerykańskie książki tak mają.
Po przeczytaniu tej książki nie ma miejsca na wymówki – wszystko podane jest jak na tacy. Nic, tylko fotografować! Książka kosztuje 59 zł, co wydaje się rozsądną propozycją za tak kompleksową pracę, która może zainspirować, ale przede wszystkim zmotywować do działania. Polecam!
fotoblogia.pl Jakub Kaźmierczyk, 2012-05-30
Kolejność narodzin a charakter. Co wpływa na osobowość dziecka?
Chcesz wiedzieć, w jaki sposób twoja pozycja w rodzinie wpływa na twoje zachowanie we wszystkich aspektach życia i kształtuje twój charakter? Nic nie wyjaśni tego lepiej niż książka Lindy Blair.
Prawdopodobnie nic nie interesuje nas tak bardzo jak ludzki charakter.
Wiele z nas przeczuwa, że miejsce w rodzinie musi odgrywać znaczącą rolę, Teoria kolejności narodzin przedstawia kusząco prosty sposób na zrozumienie nas samych i innych ludzi. Z pewnością zauważyłaś kiedyś, że w zupełnie inny sposób zachowują się osoby urodzone w różnej kolejności. Jedynacy są ludźmi egoistycznymi, ambitnymi, zmuszonymi do wypełniania luk w kontaktach z rówieśnikami z dzieciństwa. Każdemu jedynakowi towarzyszy poczucie osamotnienia. Osoby urodzone jako najstarsze dzieci swoich rodziców są przeważnie odpowiedzialne, spokojne, ciekawe świata i potrafią o siebie zadbać. Średniaki mają trudne życie, ponieważ rodzice poświęcają im najmniej uwagi. Najmłodsi natomiast to często rodzinne maskotki, którym odpowiedzialności brak. To przez każdego powtarzane stereotypowe cechy. Jednak czy według Lindy Blair tak jest naprawdę?
Ocena, na ile każdy z nas wpasowuje się w swój sporządzony pod kątem kolejności narodzin profil psychologiczny, a na ile się z niego wyłamuje, jest pozytywnym bodźcem, który składnia do zastanowienia nad swoją przeszłością. Po dokonaniu takiej analizy można wyraźniej dostrzec, jakie czynniki miały na nas największy wpływ oraz, na których etapach dorastania zachodziły zmiany w naszych charakterach. Czytelnik po lekturze tej książki dowie się również, dlaczego utrzymanie niektórych z relacji międzyludzkich wydaje się proste i naturalne, podczas gdy inne sprawiają bardzo wiele problemów. Jeśli zna się pozycję danej osoby w porządku narodzin , jest się w stanie przewidzieć całkiem sporo informacji na temat jej zachowania, sposobu myślenia i odczuwania.
Książka „ Kolejność narodzin a charakter dziecka ” jest podzielona na dwie części. Część pierwsza to cztery główne pozycje związane z kolejnością narodzin , czyli dziecko pierwsze, środkowe, ostatnie i jedynak oraz najbardziej typowe cechy, jakie wyróżnia się w każdej z tych pozycji. To podstawa, pozwalająca zrozumieć swój charakter. Część druga to uzupełnianie wiedzy na temat kolejności narodzin i nastawienie na odbieranie cech z pierwszego rozdziału w sposób bardziej osobisty (względne oddziaływanie genów, relacje z rodzeństwem i rodzicami, wstrząsy w strukturze rodziny). W całą treść książki wplecione są analizy konkretnych przypadków, nadające teoretycznej wiedzy praktyczny wymiar.
W książce Lindy Blair czytelnik odnajduje zatem nie tylko opis osobowości uzależnionej od swojego miejsca w rodzinie. Przewodnik ujawnia też wiedzę na temat każdego człowieka i otaczających go ludzi. Informacje zawarte w książce „ Kolejność narodzin a charakter dziecka ” mają wiele praktycznych zastosowań w budowaniu relacji międzyludzkich, kształtowaniu swojego charakteru, a nawet wychowywaniu własnych dzieci.
Prawdopodobnie nic nie interesuje nas tak bardzo jak ludzki charakter. Wiele z nas przeczuwa, że miejsce w rodzinie musi odgrywać znaczącą rolę, Teoria kolejności narodzin przedstawia kusząco prosty sposób na zrozumienie nas samych i innych ludzi. Z pewnością zauważyłaś kiedyś, że w zupełnie inny sposób zachowują się osoby urodzone w różnej kolejności. Jedynacy są ludźmi egoistycznymi, ambitnymi, zmuszonymi do wypełniania luk w kontaktach z rówieśnikami z dzieciństwa. Każdemu jedynakowi towarzyszy poczucie osamotnienia. Osoby urodzone jako najstarsze dzieci swoich rodziców są przeważnie odpowiedzialne, spokojne, ciekawe świata i potrafią o siebie zadbać. Średniaki mają trudne życie, ponieważ rodzice poświęcają im najmniej uwagi. Najmłodsi natomiast to często rodzinne maskotki, którym odpowiedzialności brak. To przez każdego powtarzane stereotypowe cechy. Jednak czy według Lindy Blair tak jest naprawdę
Ocena, na ile każdy z nas wpasowuje się w swój sporządzony pod kątem kolejności narodzin profil psychologiczny, a na ile się z niego wyłamuje, jest pozytywnym bodźcem, który składnia do zastanowienia nad swoją przeszłością. Po dokonaniu takiej analizy można wyraźniej dostrzec, jakie czynniki miały na nas największy wpływ oraz, na których etapach dorastania zachodziły zmiany w naszych charakterach. Czytelnik po lekturze tej książki dowie się również, dlaczego utrzymanie niektórych z relacji międzyludzkich wydaje się proste i naturalne, podczas gdy inne sprawiają bardzo wiele problemów. Jeśli zna się pozycję danej osoby w porządku narodzin , jest się w stanie przewidzieć całkiem sporo informacji na temat jej zachowania, sposobu myślenia i odczuwania.
Książka „ Kolejność narodzin a charakter dziecka ” jest podzielona na dwie części. Część pierwsza to cztery główne pozycje związane z kolejnością narodzin , czyli dziecko pierwsze, środkowe, ostatnie i jedynak oraz najbardziej typowe cechy, jakie wyróżnia się w każdej z tych pozycji. To podstawa, pozwalająca zrozumieć swój charakter. Część druga to uzupełnianie wiedzy na temat kolejności narodzin i nastawienie na odbieranie cech z pierwszego rozdziału w sposób bardziej osobisty (względne oddziaływanie genów, relacje z rodzeństwem i rodzicami, wstrząsy w strukturze rodziny). W całą treść książki wplecione są analizy konkretnych przypadków, nadające teoretycznej wiedzy praktyczny wymiar.
W książce Lindy Blair czytelnik odnajduje zatem nie tylko opis osobowości uzależnionej od swojego miejsca w rodzinie. Przewodnik ujawnia też wiedzę na temat każdego człowieka i otaczających go ludzi. Informacje zawarte w książce „ Kolejność narodzin a charakter dziecka ” mają wiele praktycznych zastosowań w budowaniu relacji międzyludzkich, kształtowaniu swojego charakteru, a nawet wychowywaniu własnych dzieci.
Prawdopodobnie nic nie interesuje nas tak bardzo jak ludzki charakter.
Wiele z nas przeczuwa, że miejsce w rodzinie musi odgrywać znaczącą rolę, Teoria kolejności narodzin przedstawia kusząco prosty sposób na zrozumienie nas samych i innych ludzi. Z pewnością zauważyłaś kiedyś, że w zupełnie inny sposób zachowują się osoby urodzone w różnej kolejności. Jedynacy są ludźmi egoistycznymi, ambitnymi, zmuszonymi do wypełniania luk w kontaktach z rówieśnikami z dzieciństwa. Każdemu jedynakowi towarzyszy poczucie osamotnienia. Osoby urodzone jako najstarsze dzieci swoich rodziców są przeważnie odpowiedzialne, spokojne, ciekawe świata i potrafią o siebie zadbać. Średniaki mają trudne życie, ponieważ rodzice poświęcają im najmniej uwagi. Najmłodsi natomiast to często rodzinne maskotki, którym odpowiedzialności brak. To przez każdego powtarzane stereotypowe cechy. Jednak czy według Lindy Blair tak jest naprawdę?
Ocena, na ile każdy z nas wpasowuje się w swój sporządzony pod kątem kolejności narodzin profil psychologiczny, a na ile się z niego wyłamuje, jest pozytywnym bodźcem, który składnia do zastanowienia nad swoją przeszłością. Po dokonaniu takiej analizy można wyraźniej dostrzec, jakie czynniki miały na nas największy wpływ oraz, na których etapach dorastania zachodziły zmiany w naszych charakterach. Czytelnik po lekturze tej książki dowie się również, dlaczego utrzymanie niektórych z relacji międzyludzkich wydaje się proste i naturalne, podczas gdy inne sprawiają bardzo wiele problemów. Jeśli zna się pozycję danej osoby w porządku narodzin , jest się w stanie przewidzieć całkiem sporo informacji na temat jej zachowania, sposobu myślenia i odczuwania.
Książka „ Kolejność narodzin a charakter dziecka ” jest podzielona na dwie części. Część pierwsza to cztery główne pozycje związane z kolejnością narodzin , czyli dziecko pierwsze, środkowe, ostatnie i jedynak oraz najbardziej typowe cechy, jakie wyróżnia się w każdej z tych pozycji. To podstawa, pozwalająca zrozumieć swój charakter. Część druga to uzupełnianie wiedzy na temat kolejności narodzin i nastawienie na odbieranie cech z pierwszego rozdziału w sposób bardziej osobisty (względne oddziaływanie genów, relacje z rodzeństwem i rodzicami, wstrząsy w strukturze rodziny). W całą treść książki wplecione są analizy konkretnych przypadków, nadające teoretycznej wiedzy praktyczny wymiar.
W książce Lindy Blair czytelnik odnajduje zatem nie tylko opis osobowości uzależnionej od swojego miejsca w rodzinie. Przewodnik ujawnia też wiedzę na temat każdego człowieka i otaczających go ludzi. Informacje zawarte w książce „ Kolejność narodzin a charakter dziecka ” mają wiele praktycznych zastosowań w budowaniu relacji międzyludzkich, kształtowaniu swojego charakteru, a nawet wychowywaniu własnych dzieci.
Prawdopodobnie nic nie interesuje nas tak bardzo jak ludzki charakter. Wiele z nas przeczuwa, że miejsce w rodzinie musi odgrywać znaczącą rolę, Teoria kolejności narodzin przedstawia kusząco prosty sposób na zrozumienie nas samych i innych ludzi. Z pewnością zauważyłaś kiedyś, że w zupełnie inny sposób zachowują się osoby urodzone w różnej kolejności. Jedynacy są ludźmi egoistycznymi, ambitnymi, zmuszonymi do wypełniania luk w kontaktach z rówieśnikami z dzieciństwa. Każdemu jedynakowi towarzyszy poczucie osamotnienia. Osoby urodzone jako najstarsze dzieci swoich rodziców są przeważnie odpowiedzialne, spokojne, ciekawe świata i potrafią o siebie zadbać. Średniaki mają trudne życie, ponieważ rodzice poświęcają im najmniej uwagi. Najmłodsi natomiast to często rodzinne maskotki, którym odpowiedzialności brak. To przez każdego powtarzane stereotypowe cechy. Jednak czy według Lindy Blair tak jest naprawdę
Ocena, na ile każdy z nas wpasowuje się w swój sporządzony pod kątem kolejności narodzin profil psychologiczny, a na ile się z niego wyłamuje, jest pozytywnym bodźcem, który składnia do zastanowienia nad swoją przeszłością. Po dokonaniu takiej analizy można wyraźniej dostrzec, jakie czynniki miały na nas największy wpływ oraz, na których etapach dorastania zachodziły zmiany w naszych charakterach. Czytelnik po lekturze tej książki dowie się również, dlaczego utrzymanie niektórych z relacji międzyludzkich wydaje się proste i naturalne, podczas gdy inne sprawiają bardzo wiele problemów. Jeśli zna się pozycję danej osoby w porządku narodzin , jest się w stanie przewidzieć całkiem sporo informacji na temat jej zachowania, sposobu myślenia i odczuwania.
Książka „ Kolejność narodzin a charakter dziecka ” jest podzielona na dwie części. Część pierwsza to cztery główne pozycje związane z kolejnością narodzin , czyli dziecko pierwsze, środkowe, ostatnie i jedynak oraz najbardziej typowe cechy, jakie wyróżnia się w każdej z tych pozycji. To podstawa, pozwalająca zrozumieć swój charakter. Część druga to uzupełnianie wiedzy na temat kolejności narodzin i nastawienie na odbieranie cech z pierwszego rozdziału w sposób bardziej osobisty (względne oddziaływanie genów, relacje z rodzeństwem i rodzicami, wstrząsy w strukturze rodziny). W całą treść książki wplecione są analizy konkretnych przypadków, nadające teoretycznej wiedzy praktyczny wymiar.
W książce Lindy Blair czytelnik odnajduje zatem nie tylko opis osobowości uzależnionej od swojego miejsca w rodzinie. Przewodnik ujawnia też wiedzę na temat każdego człowieka i otaczających go ludzi. Informacje zawarte w książce „ Kolejność narodzin a charakter dziecka ” mają wiele praktycznych zastosowań w budowaniu relacji międzyludzkich, kształtowaniu swojego charakteru, a nawet wychowywaniu własnych dzieci.
dlaLejdis.pl Joanna Swojak, 2012-05-30
Podręcznik projektantów logo. Smashing Magazine
Każda firma ma dziś logo. Własne znaki posiadają już nawet pojedyncze produkty, czy nawet fizyczne osoby. Trzeba zatem przyznać, że tworzenie logo to bardzo duży i ciągle rosnący rynek.
Choćby z tego powodu warto byłoby, zastanowić się chwilę, co tak naprawdę należy zrobić, a czego zrobić nie wolno, by zaprojektować logo idealne. Na takie pytania próbuje odpowiedzieć Gareth Hardy w swojej książce.
Na pierwszy rzut oka stworzenie logo nie powinno być niczym trudnym. Patrząc na większość znanych symboli marek można uznać, że wręcz banalne. Czytając tę książkę można jednak zauważyć jak wiele niuansów czyha po drodze na niewprawionego projektanta.
Autor prócz czysto technicznych (format pliku, programy, techniki rysowania szkiców) podpowiedzi ukazuje także wiele problemów natury komunikacyjnej z klientem udzielając ciekawych wskazówek jak uniknąć przysłowiowej miny.
W "Podręczniku projektantów logo" spodobało mi się, że autor wielokrotnie odwołuje się do przykładów wziętych z jego bogatej kariery projektanta. Prócz swoich opinii cytuje także innych znanych projektantów. Pokazuje tą całą branże w wielu wymiarach, co niewątpliwie jest plusem. W książce ciekawych fragmentów mogą szukać nie tylko graficy, ale też osoby odpowiedzialne za kontakt z klientem, podpisywanie umów i budowanie szeroko rozumianej "marki" klienta.
Nie jestem projektantem i pewnie nie będę. Jednak ocenianą pozycję czytało mi się całkiem przyjemnie i szybko. Moje braki w tej dziedzinie nie były szczególnym problemem. Jeśli ktoś para się tą dziedziną grafiki albo planuje rozpocząć działalność powinien znaleźć tu sporo przydatnych podpowiedzi, co zrobić, aby wszyscy byli zadowoleni.
Choćby z tego powodu warto byłoby, zastanowić się chwilę, co tak naprawdę należy zrobić, a czego zrobić nie wolno, by zaprojektować logo idealne. Na takie pytania próbuje odpowiedzieć Gareth Hardy w swojej książce.
Na pierwszy rzut oka stworzenie logo nie powinno być niczym trudnym. Patrząc na większość znanych symboli marek można uznać, że wręcz banalne. Czytając tę książkę można jednak zauważyć jak wiele niuansów czyha po drodze na niewprawionego projektanta.
Autor prócz czysto technicznych (format pliku, programy, techniki rysowania szkiców) podpowiedzi ukazuje także wiele problemów natury komunikacyjnej z klientem udzielając ciekawych wskazówek jak uniknąć przysłowiowej miny.
W "Podręczniku projektantów logo" spodobało mi się, że autor wielokrotnie odwołuje się do przykładów wziętych z jego bogatej kariery projektanta. Prócz swoich opinii cytuje także innych znanych projektantów. Pokazuje tą całą branże w wielu wymiarach, co niewątpliwie jest plusem. W książce ciekawych fragmentów mogą szukać nie tylko graficy, ale też osoby odpowiedzialne za kontakt z klientem, podpisywanie umów i budowanie szeroko rozumianej "marki" klienta.
Nie jestem projektantem i pewnie nie będę. Jednak ocenianą pozycję czytało mi się całkiem przyjemnie i szybko. Moje braki w tej dziedzinie nie były szczególnym problemem. Jeśli ktoś para się tą dziedziną grafiki albo planuje rozpocząć działalność powinien znaleźć tu sporo przydatnych podpowiedzi, co zrobić, aby wszyscy byli zadowoleni.
youthcoders.net Patryk yarpo Jar, 2012-05-29
Elektronika z Excelem
Kiedyś zanim powstały komputery czyli jakieś 100 lat temu interesowałem się elektroniką. Kupowałem Elektronikę dla wszystkich ( o ile dobrze pamiętam nazwę), Elektronikę Praktyczną i Młodego Technika. No i montowałem z diód, rezystorów, tranzystorów i scalaków różne układy na wypalonych samemu płytkach. Frajdy było przy tym co niemiara. Niestety nie dotarłem do momentu programowania swojego pierwszego mikroprocesora ponieważ wtedy pojawił się komputer i zająłem się programowaniem aplikacji na niego.
Jednak nadal wspominam fascynację elektroniką i czasem by się coś tam polutowało. To taka relaksująca rzecz, w dodatku efekty potrafią być przydatne i imponujące jak np. własny zasilacz czy migacz diodami :] albo tzn. pipek dręczyciel (kto wie to wie, a kto nie wie to niech nie próbuje się domyślić).
U mnie w mieście wtedy w latach świetności było z 5 sklepów elektronicznych. Do tego jeszcze 2 w innych częściach miasta. Oczywiście wszędzie byłem. taka pasja. Tu były dobre scalaki, gdzie indziej wszystkie potrzebne rezystory, a w innym jeszcze miejscu odpowiednie pudełka.
Do tych wszystkich wspomnień skłoniła mnie książka Witolda Wrotka wydana przez wydawnictwo Helion. Jako, że wydawnictwo to wydaje raczej świetne tłumaczenia angielskich książek to zainteresowałem się książką wiedząc, że skoro jest polski autor to musi być pozycja warta zainteresowania.
Publikuje on książki od 1993 roku. Wtedy wydał ABC DOS i o ile pamiętam była to najsłynniejsza książka o DOSie w Polsce. Do kwietnia 2008 napisał około 200 książek nie licząc w tym współautorstwa. Nazwisko (czyżby?) nie jest jednak znane ponieważ pracował pod różnymi pseudonimami z PLJ i MIKOM. Pisał w Nowym Elektronik na przykład. Używał pseudonimów Paweł Kaczor, Piotr Czarny czy Bolesław Ogórek itp. Może któreś kojarzysz.
Książka ma 164 strony i kosztuje ok. 30 złotych i pokazuje w Excelu (a więc tak, że prościej się nie da) jak przeliczać elementy układów elektronicznych. Za moich czasów nie było Excela i takie rzeczy robiło się na piechotę… żmudnie i mało ciekawie. A tu okazuje się, że Excel pozwala faktycznie wyobrazić sobie jak zadziała konkretny element, a książka pozwala poczuć bakcyla do elektroniki przed pierwszą kroplą kalafonii. Ba! Nawet arkusze użyte w książce są dostępne na FTP Heliona (linka nie podam, kupicie książkę to będziecie mieli na 10 stronie link) Przyjrzyjmy się rozdziałom:
Pierwszy rozdział opowiada o tym jak aproksymować wyniki pomiarów tranzystora bipolarnego, jak analizować charakterystykę przejściową, wyjściową, punkt pracy tranzystora i stabilizację punktu pracy tranzystora. I tu pojawia się od razu pytanie: do kogo adresowana jest książka? Czy jak ktoś nie ma pojęcia o elektronice to jest dla niego? Czy trzeba mieć jakieś podstawy np. z technikum elektronicznego? Odpowiedź na to pytanie daje książka już na 12 stronie gdzie autor wyjaśnił działanie tranzystora jednym prostym rysunkiem. Ta książka jest dla każdego kto pamięta co to jest natężenie i napięcie z lekcji fizyki z podstawówki. Chociaż dla niejednego technika czy inżyniera może być przydatna bo często jest tak, że niby coś wiesz teoretycznie, ale nie masz tego co nazywam wyobrażeniem rzeczywistości, a więc jak to naprawdę działa.
Druga książka daje takie wyobrażenie na temat diód LED, fotorezystorów, fotodiod i fototranzystorów. Kolejny rozdział dotyczy wzmacniaczy małej częstotliwości, badania pasma przenoszenia i tworzenia wzmacniaczy odwracających (coś dla osób chcących sobie podkręcić głośność i jakość w samochodzie :) ). Kolejny rozdział dotyczy generatorów przebiegu sinusoidalne z tranzystorami, generatora fali prostokątnej ze wzmacniaczem operacyjnym, słynnym układem 555 czy bramką NAND. Piąty rozdziałów mówi o przeliczaniu wartości na decybele i nepery, o reaktancji pojemnościowe, filtrach górno i dolnoprzepustowych, układach całkujących, różniczkujących , kluczach diodowych i stabilizatorach z diodą Zenera, w więc rzeczach przydatnych w przetwarzaniu dźwięku.
Dalej mamy układy cyfrowe kombinacyjne, a więc o Analysis ToolPak, konwersji liczb na dziesiętne i inne, funktorach logicznych i detektorach prawdy. Rozdział wieńczy informacja o siatce Karnaugha. Kolejny rozdział traktuje o układach cyfrowych sekwencyjnych tj. przerzutniku RS, D, Latch, przerzutniku D wyzwalanym zboczem, J-K, JK-MS i o sterowaniu sygnalizacją świetlną.
Następny rozdział wprowadza nas w temat liczników asynchronicznych, modulo n, synchronicznych i rejestrów. Dalej mamy przetworniki A/C i C/A, próbkowanie, aliasing, harmoniczne i błędy kwantowania a więc temat konwertowanie sygnałów cyfrowych na analogowe i na odwrót (przydatne do dostarczania sygnałów z urządzeń analogowych do układów cyfrowych).
Dalej mamy już systemy mikrokomputerowe a więc arytmetykę: sumowanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie binarne oraz rozkazy: przesuwanie w lewo, z przeniesieniem i przesyłanie danych.
Dla fanów radia i telewizji też coś się znajdzie w ostatnim rozdziale, który mówi o propagacji fal elektromagnetycznych, natężeniu pola, zakresach fal radiowych, dipolach UKF, widoczności bezpośredniej, kablu współosiowym, zrozumiałości mowy i modulacji amplitudy, a więc coś dla osób, które chcą samemu nadawać radio i TV.
Każdy rozdział kończy się serią pytań sprawdzających. Odpowiedzi znajdują się na końcu, a zaraz po nich zakończenie i skorowidz.
Jednak nadal wspominam fascynację elektroniką i czasem by się coś tam polutowało. To taka relaksująca rzecz, w dodatku efekty potrafią być przydatne i imponujące jak np. własny zasilacz czy migacz diodami :] albo tzn. pipek dręczyciel (kto wie to wie, a kto nie wie to niech nie próbuje się domyślić).
U mnie w mieście wtedy w latach świetności było z 5 sklepów elektronicznych. Do tego jeszcze 2 w innych częściach miasta. Oczywiście wszędzie byłem. taka pasja. Tu były dobre scalaki, gdzie indziej wszystkie potrzebne rezystory, a w innym jeszcze miejscu odpowiednie pudełka.
Do tych wszystkich wspomnień skłoniła mnie książka Witolda Wrotka wydana przez wydawnictwo Helion. Jako, że wydawnictwo to wydaje raczej świetne tłumaczenia angielskich książek to zainteresowałem się książką wiedząc, że skoro jest polski autor to musi być pozycja warta zainteresowania.
Publikuje on książki od 1993 roku. Wtedy wydał ABC DOS i o ile pamiętam była to najsłynniejsza książka o DOSie w Polsce. Do kwietnia 2008 napisał około 200 książek nie licząc w tym współautorstwa. Nazwisko (czyżby?) nie jest jednak znane ponieważ pracował pod różnymi pseudonimami z PLJ i MIKOM. Pisał w Nowym Elektronik na przykład. Używał pseudonimów Paweł Kaczor, Piotr Czarny czy Bolesław Ogórek itp. Może któreś kojarzysz.
Książka ma 164 strony i kosztuje ok. 30 złotych i pokazuje w Excelu (a więc tak, że prościej się nie da) jak przeliczać elementy układów elektronicznych. Za moich czasów nie było Excela i takie rzeczy robiło się na piechotę… żmudnie i mało ciekawie. A tu okazuje się, że Excel pozwala faktycznie wyobrazić sobie jak zadziała konkretny element, a książka pozwala poczuć bakcyla do elektroniki przed pierwszą kroplą kalafonii. Ba! Nawet arkusze użyte w książce są dostępne na FTP Heliona (linka nie podam, kupicie książkę to będziecie mieli na 10 stronie link) Przyjrzyjmy się rozdziałom:
Pierwszy rozdział opowiada o tym jak aproksymować wyniki pomiarów tranzystora bipolarnego, jak analizować charakterystykę przejściową, wyjściową, punkt pracy tranzystora i stabilizację punktu pracy tranzystora. I tu pojawia się od razu pytanie: do kogo adresowana jest książka? Czy jak ktoś nie ma pojęcia o elektronice to jest dla niego? Czy trzeba mieć jakieś podstawy np. z technikum elektronicznego? Odpowiedź na to pytanie daje książka już na 12 stronie gdzie autor wyjaśnił działanie tranzystora jednym prostym rysunkiem. Ta książka jest dla każdego kto pamięta co to jest natężenie i napięcie z lekcji fizyki z podstawówki. Chociaż dla niejednego technika czy inżyniera może być przydatna bo często jest tak, że niby coś wiesz teoretycznie, ale nie masz tego co nazywam wyobrażeniem rzeczywistości, a więc jak to naprawdę działa.
Druga książka daje takie wyobrażenie na temat diód LED, fotorezystorów, fotodiod i fototranzystorów. Kolejny rozdział dotyczy wzmacniaczy małej częstotliwości, badania pasma przenoszenia i tworzenia wzmacniaczy odwracających (coś dla osób chcących sobie podkręcić głośność i jakość w samochodzie :) ). Kolejny rozdział dotyczy generatorów przebiegu sinusoidalne z tranzystorami, generatora fali prostokątnej ze wzmacniaczem operacyjnym, słynnym układem 555 czy bramką NAND. Piąty rozdziałów mówi o przeliczaniu wartości na decybele i nepery, o reaktancji pojemnościowe, filtrach górno i dolnoprzepustowych, układach całkujących, różniczkujących , kluczach diodowych i stabilizatorach z diodą Zenera, w więc rzeczach przydatnych w przetwarzaniu dźwięku.
Dalej mamy układy cyfrowe kombinacyjne, a więc o Analysis ToolPak, konwersji liczb na dziesiętne i inne, funktorach logicznych i detektorach prawdy. Rozdział wieńczy informacja o siatce Karnaugha. Kolejny rozdział traktuje o układach cyfrowych sekwencyjnych tj. przerzutniku RS, D, Latch, przerzutniku D wyzwalanym zboczem, J-K, JK-MS i o sterowaniu sygnalizacją świetlną.
Następny rozdział wprowadza nas w temat liczników asynchronicznych, modulo n, synchronicznych i rejestrów. Dalej mamy przetworniki A/C i C/A, próbkowanie, aliasing, harmoniczne i błędy kwantowania a więc temat konwertowanie sygnałów cyfrowych na analogowe i na odwrót (przydatne do dostarczania sygnałów z urządzeń analogowych do układów cyfrowych).
Dalej mamy już systemy mikrokomputerowe a więc arytmetykę: sumowanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie binarne oraz rozkazy: przesuwanie w lewo, z przeniesieniem i przesyłanie danych.
Dla fanów radia i telewizji też coś się znajdzie w ostatnim rozdziale, który mówi o propagacji fal elektromagnetycznych, natężeniu pola, zakresach fal radiowych, dipolach UKF, widoczności bezpośredniej, kablu współosiowym, zrozumiałości mowy i modulacji amplitudy, a więc coś dla osób, które chcą samemu nadawać radio i TV.
Każdy rozdział kończy się serią pytań sprawdzających. Odpowiedzi znajdują się na końcu, a zaraz po nich zakończenie i skorowidz.
polishwords.com.pl Tomasz Smykowski, 2012-05-28
Socjotechnika. Sztuka zdobywania władzy nad umysłami
Sztuka zdobywania władzy nad umysłami" Christophera Hadnagy'ego. Autor w kompleksowy sposób prezentuje zjawiska psychologiczne, które wykorzystują socjotechnicy. Posiłkuje się przy tym barwnymi ilustracjami poszczególnych zagadnień, przytaczając pogłębione analizy, ale i życiowe historie. Udowadnia, że ludzki umysł to najmocniejszy element każdego systemu, ale i... najsłabszy, funkcjonujący według pewnych utartych schematów.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2012-05-28