Recenzje
Budowa robotów dla początkujących
Kilka tygodni temu wydawnictwo Helion dodało do swojej oferty nową książkę, która powinna zainteresować wielu początkujących robotyków. Mowa tutaj o pozycji pod tytułem „Budowa robotów dla początkujących”, której oryginalnym autorem jest David Cook. Autor książki to pasjonat elektroniki oraz robotyki jego strona internetowa pełna jest wskazówek oraz artykułów skierowanych do osób początkujących.
Zabierając się za lekturę tej książki miałem nadzieje odnaleźć w niej złoty środek na problemy początkujących. Czy tak się stało? - O tym w podsumowaniu.
Początek książki to kilka stron wyjaśniających czym tak naprawdę będziemy się zajmować. Sprowadza on początkujących wraz z ich pomysłami na ziemię. Kolejne rozdziały książki są idealnym wprowadzeniem do robotyki, przeznaczonym dla osób, które całkowicie nie mają pojęcia o elektronice. Książka omawia dokładnie z czym będziemy musieli zmierzyć się tworząc własnego robota.
Głównym celem tego obszernego poradnika jest zbudowanie prostego, analogowego robota podążającego za linią. Od samego początku omawiane są wszystkie potrzebne narzędzia oraz zasady bezpiecznej pracy. Kolejny obszerny rozdział omawia jedno z najważniejszych urządzeń w warsztacie robotyka i elektronika – uniwersalny miernik cyfrowy. Omówione są różne typy mierników, ich możliwości oraz zasady wykonywania pomiarów. Co według mnie jest dużą zaletą – istota miernika nie została później pominięta. W każdym, dalszym rozdziale omawiającym elementy elektroniczne, miernik uniwersalny jest używany bardzo często, można zauważyć jak praca z takim narzędziem ułatwia konstruowanie swoich robotów. Dodatkowo, przed przystąpieniem do budowy robota opisane zostały systemy metryczne oraz różne jednostki, które początkującym mogą sprawić sporo problemów.
Dalsza część książki, to w zdecydowanej większości, opisy elementów elektronicznych takich jak: rezystory, diody, źródła zasilania, złącza, komparatory czy tranzystory. Ciężko mi tutaj napisać coś więcej, po prostu każdy element został dość szeroko opisany od strony praktycznej, co nie oznacza, że zabrakło tam teorii, która pojawia się w małych, ale wystarczających dawkach.
W dalszej części omówione zostały silniki prądu stałego, przekładnie mechaniczne, jak również inne elementy mechaniczne oraz materiały niezbędne do stworzenia obudowy robota. Koniec książki to rozdział omawiający uruchomienie linefollowera, do którego zbudowania szykowani byliśmy przez całą lekturę. Omówione zostały kolejne etapy lutowania oraz uruchamiania konstrukcji – od częściowych prototypów, po ostateczną wersję.
Na samym końcu autor podpowiada czym należy zainteresować się dalej. Przedstawia pokrótce pozostałe elementy, takie jak czujniki odległości, przekaźniki itd.. Podpowiada również jakimi innymi robotami można się zająć.
Do książki dołączony jest również dodatek omawiający prawo Ohma oraz kilka innych drobnych spraw, na które warto zwrócić uwagę, ale nie znalazły swojego miejsca w innych rozdziałach tej książki. Co ważne, autor podkreśla również, że tworzenie własnych konstrukcji to nie wyłącznie pasmo sukcesów. Pokazuje, że często zdarzają się również drobne porażki – podaje konkretne przykłady wraz z rozwiązaniem problemów.
Warto wspomnieć, że wszystkie te zagadnienia opisane są w sposób przystępny dla początkujących, co nie znaczy, że zakres materiału jest okrojony. Skłamałbym pisząc, że sam nie dowiedziałem się z tej książki kilku rzeczy. Książka napisana jest w sposób przyjazny dla czytelnika, lektura idzie całkiem szybko i nie ma momentów, w których pojawia się coś niezrozumiałego.
Książka jest dość gruba – 416 stron, jednak sprzedawana jest w dość niskiej cenie jak na publikację tego typu.
Warto zapoznać się również z opisem książki na stronie wydawnictwa oraz udostępnionym fragmentem książki.
Podsumowując, książkę „Budowa robotów dla początkujących”, szczerze polecam początkującym, którzy chcieliby wejść w świat robotyki. Nie jest to książka, która od razu zrobi z Was konstruktorów najlepszych robotów jednak, moim zdaniem jest ona idealnym poradnikiem wyjaśniających wiele spraw, które przydadzą się przy własnych projektach. Co prawda, nie uważam, aby przedstawiony tam robot był wzorem dla początkujących. Jednak mając wyjaśnione wszystkie podstawy w tak przystępny sposób, na pewno łatwiej będzie „wkręcić” się we wspaniały świat robotyki amatorskiej.
Zabierając się za lekturę tej książki miałem nadzieje odnaleźć w niej złoty środek na problemy początkujących. Czy tak się stało? - O tym w podsumowaniu.
Początek książki to kilka stron wyjaśniających czym tak naprawdę będziemy się zajmować. Sprowadza on początkujących wraz z ich pomysłami na ziemię. Kolejne rozdziały książki są idealnym wprowadzeniem do robotyki, przeznaczonym dla osób, które całkowicie nie mają pojęcia o elektronice. Książka omawia dokładnie z czym będziemy musieli zmierzyć się tworząc własnego robota.
Głównym celem tego obszernego poradnika jest zbudowanie prostego, analogowego robota podążającego za linią. Od samego początku omawiane są wszystkie potrzebne narzędzia oraz zasady bezpiecznej pracy. Kolejny obszerny rozdział omawia jedno z najważniejszych urządzeń w warsztacie robotyka i elektronika – uniwersalny miernik cyfrowy. Omówione są różne typy mierników, ich możliwości oraz zasady wykonywania pomiarów. Co według mnie jest dużą zaletą – istota miernika nie została później pominięta. W każdym, dalszym rozdziale omawiającym elementy elektroniczne, miernik uniwersalny jest używany bardzo często, można zauważyć jak praca z takim narzędziem ułatwia konstruowanie swoich robotów. Dodatkowo, przed przystąpieniem do budowy robota opisane zostały systemy metryczne oraz różne jednostki, które początkującym mogą sprawić sporo problemów.
Dalsza część książki, to w zdecydowanej większości, opisy elementów elektronicznych takich jak: rezystory, diody, źródła zasilania, złącza, komparatory czy tranzystory. Ciężko mi tutaj napisać coś więcej, po prostu każdy element został dość szeroko opisany od strony praktycznej, co nie oznacza, że zabrakło tam teorii, która pojawia się w małych, ale wystarczających dawkach.
W dalszej części omówione zostały silniki prądu stałego, przekładnie mechaniczne, jak również inne elementy mechaniczne oraz materiały niezbędne do stworzenia obudowy robota. Koniec książki to rozdział omawiający uruchomienie linefollowera, do którego zbudowania szykowani byliśmy przez całą lekturę. Omówione zostały kolejne etapy lutowania oraz uruchamiania konstrukcji – od częściowych prototypów, po ostateczną wersję.
Na samym końcu autor podpowiada czym należy zainteresować się dalej. Przedstawia pokrótce pozostałe elementy, takie jak czujniki odległości, przekaźniki itd.. Podpowiada również jakimi innymi robotami można się zająć.
Do książki dołączony jest również dodatek omawiający prawo Ohma oraz kilka innych drobnych spraw, na które warto zwrócić uwagę, ale nie znalazły swojego miejsca w innych rozdziałach tej książki. Co ważne, autor podkreśla również, że tworzenie własnych konstrukcji to nie wyłącznie pasmo sukcesów. Pokazuje, że często zdarzają się również drobne porażki – podaje konkretne przykłady wraz z rozwiązaniem problemów.
Warto wspomnieć, że wszystkie te zagadnienia opisane są w sposób przystępny dla początkujących, co nie znaczy, że zakres materiału jest okrojony. Skłamałbym pisząc, że sam nie dowiedziałem się z tej książki kilku rzeczy. Książka napisana jest w sposób przyjazny dla czytelnika, lektura idzie całkiem szybko i nie ma momentów, w których pojawia się coś niezrozumiałego.
Książka jest dość gruba – 416 stron, jednak sprzedawana jest w dość niskiej cenie jak na publikację tego typu.
Warto zapoznać się również z opisem książki na stronie wydawnictwa oraz udostępnionym fragmentem książki.
Podsumowując, książkę „Budowa robotów dla początkujących”, szczerze polecam początkującym, którzy chcieliby wejść w świat robotyki. Nie jest to książka, która od razu zrobi z Was konstruktorów najlepszych robotów jednak, moim zdaniem jest ona idealnym poradnikiem wyjaśniających wiele spraw, które przydadzą się przy własnych projektach. Co prawda, nie uważam, aby przedstawiony tam robot był wzorem dla początkujących. Jednak mając wyjaśnione wszystkie podstawy w tak przystępny sposób, na pewno łatwiej będzie „wkręcić” się we wspaniały świat robotyki amatorskiej.
forbot.pl 2012-04-27
Biuro Wszelkiego Pocieszenia
Wojciech Zimiński- dziennikarz radiowy i telewizyjny. Od wielu lat związany z Programem III Polskiego Radia. Widzom TVN24 znany przede wszystkim z programu Szkło Kontaktowe.
Biuro Wszelkiego Pocieszenia to zbiór felietonów Wojciecha Zimińskiego od wielu lat emitowanych na antenie radiowej Trójki. Autor porusza w nich prozaiczne tematy, nawiązuje do problemów z jakimi spotykamy się na co dzień. Chociaż najczęściej pisze o rzeczach, które go denerwują, to jego teksty mają z założenia nas rozweselać, bo przecież nie ma tego złego... A jak pisze Artur Andrus we wstępie do książki "...wiadomo, że czujemy się lepiej ze świadomością, że ktoś inny ma równie źle jak my albo gorzej od nas".
Zimiński jest uważnym obserwatorem otaczającej nas rzeczywistości, potrafi na różne sprawy spojrzeć krytycznym okiem, ale jego spostrzeżenia zawsze zawierają szczyptę humoru. W swoich felietonach podkreśla absurdy codzienności, w prześmiewczy sposób pisze o naszych największych narodowych przywarach, głośno mówi o rzeczach, które go bawią, zastanawiają, denerwują, czy dziwią.
Książkę czyta się niesamowicie szybko. Felietony są krótkie i w każdej chwili można przerwać lekturę, po czym wrócić i zacząć w dowolnym miejscu. Autor pisze o sprawach bliskich każdemu z nas, wiele razy czułam się tak, jakbym czytała o własnych problemach. Podobało mi się, że spostrzeżenia i przemyślenia Zimińskiego chociaż często do bólu trafne, są podane w zabawny sposób. Inteligencja i błyskotliwość autora, zaprawiona odrobiną ironii i dowcipu tworzą doskonałą mieszankę. Moją uwagę zwróciło też wydanie książki. Zabawne rysunki, limeryki i różnorodna czcionka doskonale nawiązują do klimatu całej publikacji.
Dla niektórych słabą stroną książki może się okazać jej budowa. Nie znajdziemy tu rozdziałów, felietony nie są poukładane tematycznie, każdy dotyczy czegoś innego i nie nawiązuje w żaden sposób do poprzedniego. Mnie jednak taki, nazwijmy to, chaos zupełnie nie przeszkadzał.
Podsumowując, Biuro Wszelkiego Pocieszenia jest doskonałą lekturą do poczytania na dobry początek dnia albo kiedy potrzebujemy małej dawki humoru. To o czym przeczytaliśmy, szybko zatrze się w pamięci, ale przynajmniej na chwilę poprawi nam nastrój.
Biuro Wszelkiego Pocieszenia to zbiór felietonów Wojciecha Zimińskiego od wielu lat emitowanych na antenie radiowej Trójki. Autor porusza w nich prozaiczne tematy, nawiązuje do problemów z jakimi spotykamy się na co dzień. Chociaż najczęściej pisze o rzeczach, które go denerwują, to jego teksty mają z założenia nas rozweselać, bo przecież nie ma tego złego... A jak pisze Artur Andrus we wstępie do książki "...wiadomo, że czujemy się lepiej ze świadomością, że ktoś inny ma równie źle jak my albo gorzej od nas".
Zimiński jest uważnym obserwatorem otaczającej nas rzeczywistości, potrafi na różne sprawy spojrzeć krytycznym okiem, ale jego spostrzeżenia zawsze zawierają szczyptę humoru. W swoich felietonach podkreśla absurdy codzienności, w prześmiewczy sposób pisze o naszych największych narodowych przywarach, głośno mówi o rzeczach, które go bawią, zastanawiają, denerwują, czy dziwią.
Książkę czyta się niesamowicie szybko. Felietony są krótkie i w każdej chwili można przerwać lekturę, po czym wrócić i zacząć w dowolnym miejscu. Autor pisze o sprawach bliskich każdemu z nas, wiele razy czułam się tak, jakbym czytała o własnych problemach. Podobało mi się, że spostrzeżenia i przemyślenia Zimińskiego chociaż często do bólu trafne, są podane w zabawny sposób. Inteligencja i błyskotliwość autora, zaprawiona odrobiną ironii i dowcipu tworzą doskonałą mieszankę. Moją uwagę zwróciło też wydanie książki. Zabawne rysunki, limeryki i różnorodna czcionka doskonale nawiązują do klimatu całej publikacji.
Dla niektórych słabą stroną książki może się okazać jej budowa. Nie znajdziemy tu rozdziałów, felietony nie są poukładane tematycznie, każdy dotyczy czegoś innego i nie nawiązuje w żaden sposób do poprzedniego. Mnie jednak taki, nazwijmy to, chaos zupełnie nie przeszkadzał.
Podsumowując, Biuro Wszelkiego Pocieszenia jest doskonałą lekturą do poczytania na dobry początek dnia albo kiedy potrzebujemy małej dawki humoru. To o czym przeczytaliśmy, szybko zatrze się w pamięci, ale przynajmniej na chwilę poprawi nam nastrój.
mojaksiazkolandia.blogspot.com Magda, 2012-05-05
Fotograf w podróży
Czyż może być lepszy czas na przygotowanie się do rozwinięcia skrzydeł w doskonaleniu sztuki fotografowania. W porze rozkwitającej przyrody i przygotowań do bliższych i dalszych wojaży z aparatem w ręku, dwa proponowane przez Wydawnictwo Helion poradniki wydają się strzałem w dziesiątkę.
„Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynując historia od Available Light do HDR. Poradnik dla fotoamatorów" to obszerne dzieło, będące zbiorem (w formie pisanej i na DVD) doświadczeń Andrzeja A. Mroczka. Poza DVD książka kryje w sobie inną wydawniczą niespodziankę -cztery panoramiczne fotografie, które odkryją swój urok m.in. po odchyleniu jednej lub drugiej okładki i rozwinięciu blisko metrowej panoramy.
Zdjęcia cyfrowe to temat od niedawna fascynujący fotoamatorów, a każda publikacja im poświęcona jest rozchwytywana. Ta jest z jednej strony podsumowaniem dokonań poprzedników w tej dziedzinie, a z drugiej pomostem w przyszłość z taką łatwością wykonywanych -przez co nie zawsze dopracowanych - zdjęć.
Andrzej A. Mroczek z pewnym sentymentem przypomina czas przeszły fotografii -wprowadzając w najnowszą technologię obrazowania cyfrowego: w fotografię wysokich rozdzielczości tonalnych. Podkreśla, że dopiero High Dynamie Rangę Imaging pozwala technice cyfrowej uzyskać obrazy lepsze, niż na filmach fotograficznych. Namawia, by wykorzystać ów szczególny okres, gdy rodząca się technologia otwiera przed fotografią nowe perspektywy. Według autora, dążeniem każdego ambitnego fotoamatora powinno być uczestniczenie w tym - jakże fascynującym - procesie. I właśnie w tym pomóc ma niniejsza książka.
Druga propozycja Heliona to „Fotograf w podróży" Piotra Trybalskiego -bardziej refleksja, niż techniczny poradnik, choć oczywiście, tam, gdzie to niezbędne, przypominane są niezbędne niuanse. Autor skupia się przede wszystkim na roli, jaką odgrywa ulotna chwila, niepowtarzalny klimat miejsc i fascynacja obcą kulturą.
Podpowiada, jak zachowywać się - a nawet w co ubierać i jak maskować aparat - by bez przeszkód kadrować na ulicy, w zaskakujących sytuacjach, podczas podróży rozmaitymi środkami lokomocji - od roweru po grzbiet wielbłąda czy słonia.
Prawdziwa fotografia podróżnicza nie polega na zwyczajnym uwiecznianiu interesujących miejsc - przekonuje Trybalski - to sztuka opowiadania historii językiem obrazu. By w tej sztuce osiągnąć mistrzostwo, potrzeba nieprzeciętnej wrażliwości - po wiele-kroć zilustrowanej na łamach książki - albumu. Naśladownictwo - wskazane. Własna inwencja - tym bardziej.
„Zdjęcia cyfrowe w oświetleniu zastanym. Fascynując historia od Available Light do HDR. Poradnik dla fotoamatorów" to obszerne dzieło, będące zbiorem (w formie pisanej i na DVD) doświadczeń Andrzeja A. Mroczka. Poza DVD książka kryje w sobie inną wydawniczą niespodziankę -cztery panoramiczne fotografie, które odkryją swój urok m.in. po odchyleniu jednej lub drugiej okładki i rozwinięciu blisko metrowej panoramy.
Zdjęcia cyfrowe to temat od niedawna fascynujący fotoamatorów, a każda publikacja im poświęcona jest rozchwytywana. Ta jest z jednej strony podsumowaniem dokonań poprzedników w tej dziedzinie, a z drugiej pomostem w przyszłość z taką łatwością wykonywanych -przez co nie zawsze dopracowanych - zdjęć.
Andrzej A. Mroczek z pewnym sentymentem przypomina czas przeszły fotografii -wprowadzając w najnowszą technologię obrazowania cyfrowego: w fotografię wysokich rozdzielczości tonalnych. Podkreśla, że dopiero High Dynamie Rangę Imaging pozwala technice cyfrowej uzyskać obrazy lepsze, niż na filmach fotograficznych. Namawia, by wykorzystać ów szczególny okres, gdy rodząca się technologia otwiera przed fotografią nowe perspektywy. Według autora, dążeniem każdego ambitnego fotoamatora powinno być uczestniczenie w tym - jakże fascynującym - procesie. I właśnie w tym pomóc ma niniejsza książka.
Druga propozycja Heliona to „Fotograf w podróży" Piotra Trybalskiego -bardziej refleksja, niż techniczny poradnik, choć oczywiście, tam, gdzie to niezbędne, przypominane są niezbędne niuanse. Autor skupia się przede wszystkim na roli, jaką odgrywa ulotna chwila, niepowtarzalny klimat miejsc i fascynacja obcą kulturą.
Podpowiada, jak zachowywać się - a nawet w co ubierać i jak maskować aparat - by bez przeszkód kadrować na ulicy, w zaskakujących sytuacjach, podczas podróży rozmaitymi środkami lokomocji - od roweru po grzbiet wielbłąda czy słonia.
Prawdziwa fotografia podróżnicza nie polega na zwyczajnym uwiecznianiu interesujących miejsc - przekonuje Trybalski - to sztuka opowiadania historii językiem obrazu. By w tej sztuce osiągnąć mistrzostwo, potrzeba nieprzeciętnej wrażliwości - po wiele-kroć zilustrowanej na łamach książki - albumu. Naśladownictwo - wskazane. Własna inwencja - tym bardziej.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2012-04-30
Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań
Wydana przez Helion książka „Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań" to unikat -może niekoniecznie w fotografii, ale na pewno rzadkość w świecie kulinariów. Choć uwielbiamy podziwiać piękne, smakowite zdjęcia potraw, zwykle nie zastanawiamy się, jak one powstawały. Więc czas na taką refleksję, na taką lekturę...
Helene Dujardin w sposób bardzo oryginalny, subiektywny wprowadza nas w świat „ujęć ze smakiem", pozostawiając jednak czytelnikowi wiele miejsca na wątpliwości, dochodzenie do własnych prawd i odkryć w tej dziedzinie.
Dzięki tej książce z każdą kolejną stroną - wzbogaconą w liczne ilustracje - opanowujemy wiedzę, która pozwoli uwiecznić każde kulinarne dzieło (najlepiej przez siebie przygotowane...). W ten sposób - pozostając w kuchni - będziemy w stanie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - dobrze się najemy, a przy okazji stworzymy sobie szanse na wykonanie fantastycznego zdjęcia.
W trakcie lektury zdobywamy wiedzę teoretyczną przydatną nie tylko przy fotografowaniu potraw. Uwagi i spostrzeżenia dotyczące sprzętu, kompozycji oraz sposobu oświetlenia fotografowanego obiektu z pewnością będzie można wykorzystać podczas podejmowania innych tematów.
Z precyzją charakterystyczną zarówno dla kucharza jak i fotografa poznajemy podstawy sztuki uwieczniania zaplanowanych obiektów kulinarnych, poznając zarówno znaczenie światła, konstrukcji aparatu, pozbywając się dylematów związanych z jakością obrazu i wypracowując własny styl.
Autorka wyraźnie rozdziela fotografowanie w świetle naturalnym od wykorzystywania światła sztucznego, zdecydowanie opowiadając się za naturą z jej wszystkimi zaletami. Jednak „zmuszona" do fotografii w świetle sztucznym, z równym zapałem dzieli się swoją wiedzą i bogatym doświadczeniem.
Wiele miejsca poświęca także zasadom kompozycji obrazu -umiejscowienia głównego tematu, asymetrii, regule trójpodziału, głębi ostrości czy kątom widzenia. Zdradza swe tajniki przygotowań do sesji, planowania ujęć oraz aranżowania sceny.
I choćbyśmy byli już najbardziej doświadczonymi fotografami świata, dobrze jest zapoznać się ze spostrzeżeniami i radami Helene Dujardin, nim przystąpimy do „dania głównego", czyli fotografii kulinarnej. Otoczeni rekwizytami, propozycjami tła, nakryć i obrusów, zagłębiamy się w takie pozorne drobiazgi, jak wysokość i kolor, korzystając ze sposobów sugerowanych przez autorkę na dopełnienie i urozmaicenie sceny. Rozsmakować się będziemy mogli podczas prób fotografowania przypraw i ziół, bakalii, owoców i warzyw, a tym bardziej deserów i napojów. A więc - smacznego i pięknego!
Helene Dujardin w sposób bardzo oryginalny, subiektywny wprowadza nas w świat „ujęć ze smakiem", pozostawiając jednak czytelnikowi wiele miejsca na wątpliwości, dochodzenie do własnych prawd i odkryć w tej dziedzinie.
Dzięki tej książce z każdą kolejną stroną - wzbogaconą w liczne ilustracje - opanowujemy wiedzę, która pozwoli uwiecznić każde kulinarne dzieło (najlepiej przez siebie przygotowane...). W ten sposób - pozostając w kuchni - będziemy w stanie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - dobrze się najemy, a przy okazji stworzymy sobie szanse na wykonanie fantastycznego zdjęcia.
W trakcie lektury zdobywamy wiedzę teoretyczną przydatną nie tylko przy fotografowaniu potraw. Uwagi i spostrzeżenia dotyczące sprzętu, kompozycji oraz sposobu oświetlenia fotografowanego obiektu z pewnością będzie można wykorzystać podczas podejmowania innych tematów.
Z precyzją charakterystyczną zarówno dla kucharza jak i fotografa poznajemy podstawy sztuki uwieczniania zaplanowanych obiektów kulinarnych, poznając zarówno znaczenie światła, konstrukcji aparatu, pozbywając się dylematów związanych z jakością obrazu i wypracowując własny styl.
Autorka wyraźnie rozdziela fotografowanie w świetle naturalnym od wykorzystywania światła sztucznego, zdecydowanie opowiadając się za naturą z jej wszystkimi zaletami. Jednak „zmuszona" do fotografii w świetle sztucznym, z równym zapałem dzieli się swoją wiedzą i bogatym doświadczeniem.
Wiele miejsca poświęca także zasadom kompozycji obrazu -umiejscowienia głównego tematu, asymetrii, regule trójpodziału, głębi ostrości czy kątom widzenia. Zdradza swe tajniki przygotowań do sesji, planowania ujęć oraz aranżowania sceny.
I choćbyśmy byli już najbardziej doświadczonymi fotografami świata, dobrze jest zapoznać się ze spostrzeżeniami i radami Helene Dujardin, nim przystąpimy do „dania głównego", czyli fotografii kulinarnej. Otoczeni rekwizytami, propozycjami tła, nakryć i obrusów, zagłębiamy się w takie pozorne drobiazgi, jak wysokość i kolor, korzystając ze sposobów sugerowanych przez autorkę na dopełnienie i urozmaicenie sceny. Rozsmakować się będziemy mogli podczas prób fotografowania przypraw i ziół, bakalii, owoców i warzyw, a tym bardziej deserów i napojów. A więc - smacznego i pięknego!
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2012-04-28
Dziennik diety. Szczuplej dzień po dniu!
Dziennik diety należy do najskuteczniejszych „narzędzi" odchudzających, bo umożliwia wgląd w menu i jego weryfikację. Dotąd brakowało jednak przystępnych publikacji z gotowymi arkuszami do rejestrowania posiłków. Książka przygotowana przez dietetyczki z firmy Dietosfera.pl oferuje jednak znacznie więcej - oprócz formularzy na 12 tygodni kuracji, znajdziesz w niej też m.in. lekkie przepisy, dietetyczne triki, propozycje superproduktów, zadania do wykonania, plan treningów itp., czyli kompletny program odnowy sylwetki.
SHAPE 2012-05-01