Recenzje
Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu
Co czuje człowiek dryfujący samotnie po morzu przez ponad dwa miesiące? Bezradność? Złość? A może tylko strach? O czym myśli? Czy wierzy w to, że uda mu się przetrwać? Steven Callahan przeżył 76 dni na dmuchanej tratwie, każdego dnia walcząc o przeżycie. Swoje zmagania z żywiołem wody, rekinami, głodem i pragnieniem opisał w przejmującej książce „Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu”.
„Wolność ludzi morza fascynuje, jednak ta wolność nie przychodzi za darmo. Jej cena to utrata bezpieczeństwa typowego dla życia na lądzie. Kiedy szaleje sztorm, żeglarz nie może po prostu zaparkować statku i zejść z niego. Nie może się ukryć w kamiennych ścianach, dopóki burza się nie uspokoi. Nie ma ucieczki od przyrody. Żeglarze są wrażliwi na piękno natury i jej brzydotę bardziej niż większość ludzi na lądzie. Wybrałem życie żeglarza, żeby uciec przed restrykcjami ze strony społeczeństwa, i poświęciłem bezpieczeństwo. Wybrałem wolność i zapłaciłem za to” – ten fragment książki Stevena Callahana można uznać za jej motto.
Początek podróży
Jest 4 luty 1982 roku. Steven Callahan wypływa samotnie z Wysp Kanaryjskich w kierunku Karaibów. Początkowo morze jest spokojne, jednak po tygodniu wiatr wzmaga się i nadciąga burza. Fale pienią się i wywracają jacht „Napoleon Solo”, a Steven ratuje się dzięki nadmuchiwanej tratwie ratunkowej. Od tej pory skazany jest już tylko na łaskę i niełaskę morza, pogody, pływających wokoło morskich stworzeń i własnych umiejętności…
Piekło czas zacząć
„Rozbitek” to książka wstrząsająca, pokazująca nieznany i nieoswojony świat, w którym nie ma miejsca na ludzkie słabości i gdzie nie obowiązują reguły znane nam z codziennego życia. Opowieść o piekle na ziemi, z którego można się wydostać dzięki własnemu uporowi, sprytowi i… odrobinie szczęścia. I choć Steven Callahan pisze, że dziwi go przypinanie mu etykiety bohatera, w trakcie czytania książki trudno jest myśleć o nim w inny sposób.
W „Rozbitku” znajdziemy relacje z codziennej walki o życie – walki z żywiołem i samym sobą. Razem ze Stevenem będziemy wyczekiwać przepływających statków, odpędzać rekiny, polować na ryby, zbierać słodką wodę, łatać przedziurawioną tratwę, konstruować kuszę i zmagać się z samotnością. W tej podróży celem jest przetrwanie, które zmusza do nadludzkiego nieraz wysiłku. „Codziennie muszę pracować ciężej i dłużej, żeby utkać świat, w którym mogę żyć. Przetrwanie to sztuka, a ja chcę grać w niej główną rolę. Scenariusz brzmi dość prosto: trzymaj się, racjonuj jedzenie i wodę, poluj na ryby i obsługuj destylator” – pisze autor w połowie książki.
Trudna sytuacja bohatera staje się w „Rozbitku” punktem wyjścia dla rozważań o samym sobie, swoim dotychczasowym egoizmie i relacjach z innymi ludźmi. Steven z każdym dniem umacnia się w przekonaniu, jak niezwykły jest świat, który go otacza.
Wielowymiarowa opowieść
Niewątpliwie mocną stroną „Rozbitka” są ilustracje namalowane przez autora: Steven Callahan nakreśla wygląd dmuchanej tratwy, ryb, którymi się żywił, destylatora wody, który utrzymywał go przy życiu, zapewniając wodę pitną, czy kuszy, dzięki której mógł polować na koryfeny. Szczegółowe obrazki opatrzone są objaśnieniami, które pomagają jeszcze lepiej zrozumieć trudne położenie tytułowego rozbitka.
Autentyczności opowieści dopełniają fotografie autora, jego wybawców oraz gumowej tratwy i przedmiotów, których Steven Callahan używał, by przetrwać.
Dla kogo?
Książkę „Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu” Stevena Callahena można polecić zarówno miłośnikom przygód, żeglarzom i osobom interesującym się survivalem, jak i tym, którzy poszukują lektury z drugim dnem, w której rozgrywające się wydarzenia są tylko tłem dla przemyśleń, egzystencjalnych refleksji i katharsis bohatera.
Morze stało się dla autora papierkiem lakmusowym jego umiejętności, miejscem, gdzie zdolność pokonywania przeciwności losu określa wartościowość człowieka. W takich warunkach każdy jest nagi, skazany tylko na samego siebie, bez szans na ucieczkę. Pozostaje tylko stawić czoło trudnościom. "Nie przestałem żeglować – pisze Steven Callahan – Morze pozostaje najbardziej odludnym miejscem na świecie. Według mnie podróżowanie przez odludzie, nieważne czy pełne drzew, czy fal, jest kluczowe dla rozwoju i dojrzewania ludzkiej duszy. To na odludziu możesz odkryć, kim naprawdę jesteś, poprzez stawianie czoła wyzwaniom świata, w którym grubość portfela nie ma znaczenia, a miernikiem wartości stają się twoje umiejętności".
Steven nie poddał się, walczył do utraty tchu – nawet wtedy, gdy wydawało się, że nie ma żadnych szans, by się uratować. W nagrodę dostał od losu najpiękniejszą z nagród: życie.
„Wolność ludzi morza fascynuje, jednak ta wolność nie przychodzi za darmo. Jej cena to utrata bezpieczeństwa typowego dla życia na lądzie. Kiedy szaleje sztorm, żeglarz nie może po prostu zaparkować statku i zejść z niego. Nie może się ukryć w kamiennych ścianach, dopóki burza się nie uspokoi. Nie ma ucieczki od przyrody. Żeglarze są wrażliwi na piękno natury i jej brzydotę bardziej niż większość ludzi na lądzie. Wybrałem życie żeglarza, żeby uciec przed restrykcjami ze strony społeczeństwa, i poświęciłem bezpieczeństwo. Wybrałem wolność i zapłaciłem za to” – ten fragment książki Stevena Callahana można uznać za jej motto.
Początek podróży
Jest 4 luty 1982 roku. Steven Callahan wypływa samotnie z Wysp Kanaryjskich w kierunku Karaibów. Początkowo morze jest spokojne, jednak po tygodniu wiatr wzmaga się i nadciąga burza. Fale pienią się i wywracają jacht „Napoleon Solo”, a Steven ratuje się dzięki nadmuchiwanej tratwie ratunkowej. Od tej pory skazany jest już tylko na łaskę i niełaskę morza, pogody, pływających wokoło morskich stworzeń i własnych umiejętności…
Piekło czas zacząć
„Rozbitek” to książka wstrząsająca, pokazująca nieznany i nieoswojony świat, w którym nie ma miejsca na ludzkie słabości i gdzie nie obowiązują reguły znane nam z codziennego życia. Opowieść o piekle na ziemi, z którego można się wydostać dzięki własnemu uporowi, sprytowi i… odrobinie szczęścia. I choć Steven Callahan pisze, że dziwi go przypinanie mu etykiety bohatera, w trakcie czytania książki trudno jest myśleć o nim w inny sposób.
W „Rozbitku” znajdziemy relacje z codziennej walki o życie – walki z żywiołem i samym sobą. Razem ze Stevenem będziemy wyczekiwać przepływających statków, odpędzać rekiny, polować na ryby, zbierać słodką wodę, łatać przedziurawioną tratwę, konstruować kuszę i zmagać się z samotnością. W tej podróży celem jest przetrwanie, które zmusza do nadludzkiego nieraz wysiłku. „Codziennie muszę pracować ciężej i dłużej, żeby utkać świat, w którym mogę żyć. Przetrwanie to sztuka, a ja chcę grać w niej główną rolę. Scenariusz brzmi dość prosto: trzymaj się, racjonuj jedzenie i wodę, poluj na ryby i obsługuj destylator” – pisze autor w połowie książki.
Trudna sytuacja bohatera staje się w „Rozbitku” punktem wyjścia dla rozważań o samym sobie, swoim dotychczasowym egoizmie i relacjach z innymi ludźmi. Steven z każdym dniem umacnia się w przekonaniu, jak niezwykły jest świat, który go otacza.
Wielowymiarowa opowieść
Niewątpliwie mocną stroną „Rozbitka” są ilustracje namalowane przez autora: Steven Callahan nakreśla wygląd dmuchanej tratwy, ryb, którymi się żywił, destylatora wody, który utrzymywał go przy życiu, zapewniając wodę pitną, czy kuszy, dzięki której mógł polować na koryfeny. Szczegółowe obrazki opatrzone są objaśnieniami, które pomagają jeszcze lepiej zrozumieć trudne położenie tytułowego rozbitka.
Autentyczności opowieści dopełniają fotografie autora, jego wybawców oraz gumowej tratwy i przedmiotów, których Steven Callahan używał, by przetrwać.
Dla kogo?
Książkę „Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu” Stevena Callahena można polecić zarówno miłośnikom przygód, żeglarzom i osobom interesującym się survivalem, jak i tym, którzy poszukują lektury z drugim dnem, w której rozgrywające się wydarzenia są tylko tłem dla przemyśleń, egzystencjalnych refleksji i katharsis bohatera.
Morze stało się dla autora papierkiem lakmusowym jego umiejętności, miejscem, gdzie zdolność pokonywania przeciwności losu określa wartościowość człowieka. W takich warunkach każdy jest nagi, skazany tylko na samego siebie, bez szans na ucieczkę. Pozostaje tylko stawić czoło trudnościom. "Nie przestałem żeglować – pisze Steven Callahan – Morze pozostaje najbardziej odludnym miejscem na świecie. Według mnie podróżowanie przez odludzie, nieważne czy pełne drzew, czy fal, jest kluczowe dla rozwoju i dojrzewania ludzkiej duszy. To na odludziu możesz odkryć, kim naprawdę jesteś, poprzez stawianie czoła wyzwaniom świata, w którym grubość portfela nie ma znaczenia, a miernikiem wartości stają się twoje umiejętności".
Steven nie poddał się, walczył do utraty tchu – nawet wtedy, gdy wydawało się, że nie ma żadnych szans, by się uratować. W nagrodę dostał od losu najpiękniejszą z nagród: życie.
next.pl 2012-04-17
I Ty jesteś mentalistą! Naucz się odczytywać myśli, emocje i zachowania otaczających Cię osób
Jak nauczyć się odczytywać myśli, emocje i zachowania otaczających Cię osób? Chcesz nauczyć się przewidywać zachowania ludzi? Chcesz mieć wpływ na otoczenie? Przeczytaj książkę Manuela Horetha „I Ty jesteś mentalistą!” wydaną przez wydawnictwo Sensus.
Kim jest mentalista? To człowiek, który potrafi odczytać ludzkie nastroje i wywierać wpływ na otoczenie; uważnie słucha, czyta w ludzkich oczach, potrafi dotykiem skłonić ludzi do różnych zachowań, potrafi za pomocą zapachu wpływać na ich postawę, ma umiejętność właściwego traktowania ludzi oraz potrafi pracować nad swoimi uczuciami i osób postronnych.
Jak zostać mentalistą? Manuel Horeth, autor książki „I ty jesteś mentalistą!” uważa, że tylko zagłębiając się w siebie, można zacząć postrzegać świat z innej, bardziej klarownej perspektywy. W swojej książce poświęca sporo miejsca każdemu ze zmysłów. Uczy jak słuchać w sposób świadomy i pozbawiony uprzedzeń, jak świadomie patrzeć, jak wyostrzyć swój wzrok, by móc np. rozpoznać kłamstwo, wyjaśnia, dlaczego tak ważna jest siła dotyku i jaki ma on wpływ na postrzeganie przez nas świata oraz jaki wpływ na odbiór naszych wrażeń ma zapach i w jakich sytuacjach jest on szczególnie skuteczny. Sporo miejsca poświęca również „odczuwaniu” – wskazując, że ten zmysł w profesji mentalisty ma nadrzędne znaczenie. Zdaniem Horetha troskliwe obchodzenie się z uczuciami zarówno swoimi, jak i innych jest sztuką samą w sobie, a opanowanie tej sztuki oznacza umiejętność właściwego postępowania z samym sobą oraz z ludźmi, którymi obcujemy.
Książka ma bardzo przejrzysty układ – każdy rozdział dotyczy poświęcony jest jednemu ze zmysłów. Manuel Horeth, prócz części teoretycznej, poświęcił sporo miejsca części praktycznej. Każdy rozdział zawiera zadania i testy, dzięki którym można utrwalić zdobytą wiedzę. Ponadto książka zawiera również przydatne ilustracje i grafiki, wypunktowania, pogrubienia, podsumowania. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem od pierwszego zdania do ostatniej kropki.
Kim jest mentalista? To człowiek, który potrafi odczytać ludzkie nastroje i wywierać wpływ na otoczenie; uważnie słucha, czyta w ludzkich oczach, potrafi dotykiem skłonić ludzi do różnych zachowań, potrafi za pomocą zapachu wpływać na ich postawę, ma umiejętność właściwego traktowania ludzi oraz potrafi pracować nad swoimi uczuciami i osób postronnych.
Jak zostać mentalistą? Manuel Horeth, autor książki „I ty jesteś mentalistą!” uważa, że tylko zagłębiając się w siebie, można zacząć postrzegać świat z innej, bardziej klarownej perspektywy. W swojej książce poświęca sporo miejsca każdemu ze zmysłów. Uczy jak słuchać w sposób świadomy i pozbawiony uprzedzeń, jak świadomie patrzeć, jak wyostrzyć swój wzrok, by móc np. rozpoznać kłamstwo, wyjaśnia, dlaczego tak ważna jest siła dotyku i jaki ma on wpływ na postrzeganie przez nas świata oraz jaki wpływ na odbiór naszych wrażeń ma zapach i w jakich sytuacjach jest on szczególnie skuteczny. Sporo miejsca poświęca również „odczuwaniu” – wskazując, że ten zmysł w profesji mentalisty ma nadrzędne znaczenie. Zdaniem Horetha troskliwe obchodzenie się z uczuciami zarówno swoimi, jak i innych jest sztuką samą w sobie, a opanowanie tej sztuki oznacza umiejętność właściwego postępowania z samym sobą oraz z ludźmi, którymi obcujemy.
Książka ma bardzo przejrzysty układ – każdy rozdział dotyczy poświęcony jest jednemu ze zmysłów. Manuel Horeth, prócz części teoretycznej, poświęcił sporo miejsca części praktycznej. Każdy rozdział zawiera zadania i testy, dzięki którym można utrwalić zdobytą wiedzę. Ponadto książka zawiera również przydatne ilustracje i grafiki, wypunktowania, pogrubienia, podsumowania. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem od pierwszego zdania do ostatniej kropki.
next.pl 2012-04-17
Kanon fotografii. W poszukiwaniu indywidualnego stylu
Ta książka-album zabierze cię w podróż po świecie oglądanym przez pryzmat widzenia fotograficznego. Podstawy technik fotograficznych zostały opisane przez autora – doświadczonego fotografa i dydaktyka – poradniczo i ze szczegółami, czyniąc z tej książki najlepszy podręcznik dla miłośników fotografii w praktyce. Jednak jej prawdziwą siłą jest poetycki język i filozofia, jaka przyświeca naciskaniu spustu migawki…
Nietypowy format tej książki-albumu i monochromatyczna okładka, przedstawiająca delikatny blask, wlewający się do pustego pomieszczenia z krzesłem pośrodku, zaintryguje każdego wielbiciela klasycznej sztuki fotograficznej. Wewnątrz, jak obiecuje opis na odwrocie, znajdziemy uznany przewodnik po świecie technik fotograficznych, wznawiany już czwarty raz od 1994 roku, tym razem wzbogacony również o praktyczną wiedzę na temat arkanów fotografii cyfrowej. Brzmi zobowiązująco, ale ta publikacja spełnia obietnice z nawiązką.
Świat prawdziwy lub wyimaginowany
Książka Bruce’a Barnbauma stanowi potężną bazę wiedzy na temat fotografii – jej założeń, technik, poetyk – w szerokiej rozpiętości tematycznej, a jej wielkim atutem jest intrygująca głębia przemyśleń na temat tej odmiany sztuki, fascynacja i zrozumienie medium fotograficznego oraz nieskąpienie wielu profesjonalnych, użytecznych wskazówek technicznych oraz osobistych refleksji czytelnikowi. Refleksji, które mogą się okazać cenne podczas poszukiwania własnego stylu – w końcu fotografia w uniwersalny sposób pozwala nam zapożyczyć piękno indywidualnego spojrzenia.
Ten „podręcznik do fotografii” przeplatany jest opowieściami o wędrówkach z aparatem w ręku, zebranych na przestrzeni 35 lat działalności fotograficznej autora, które doskonale ilustrują podejmowane zagadnienia techniczne, faktów z historii fotografii (w tym nazwisk najważniejszych twórców i ich roli w kształtowaniu nie tylko tej dziedziny sztuki, ale i społecznego kontekstu), osobistych przemyśleń filozoficznych na temat twórczości w ogóle (czemu zostało poświęcone ostatnie 5 rozdziałów, łącznie z miejscem na cytaty japońskiej poezji haiku!), najważniejszych założeń, uwag i porad na temat robienia zdjęć (od koncepcji zdjęcia po samodzielnie mocowanie odbitki na ramie) – a wszystko to jest spisane niezwykle przejrzyście, precyzyjnie i niemal encyklopedycznie, czego nie sposób docenić przy takich ogromie tematycznym i bogactwie przekazywanej wiedzy.
Zdjęcia z powstania świata
Jedną z najpiękniejszych rzeczy w tej książce-albumie są oczywiście czarno-białe (oraz kilka kolorowych) fotografie autorstwa Barnbauma we wszystkich odcieniach monochromu – każdemu, mimo że mówi samo za siebie, towarzyszy krótki opis, akcentujący jego historię i znaczenie. Są to głównie monumentalne górskie krajobrazy, widoki uwiecznione aparatami wielkoformatowymi, mimo braku kolorów, do których przyzwyczaił nas współczesny świat cyfrówek, zapierające dech w piersiach ilością szczegółów, plastyką formy, dostrzeżonej wśród naturalnych zasobów Ziemi. „Inspiruje mnie geologia”, pisze Barnbaum, „czuję podziw dla ogromnych sił, które doprowadziły do powstania gór i kanionów”.
Wyobraź sobie zdjęcie, a potem je zrób
To kompendium fotograficzne z przejrzystym układem składa się z 18 rozdziałów z dodatkami. Po wstępnym objaśnieniu swojego spojrzenia na to, czym jest fotografia i jak szukać własnego źródła kreatywnego spojrzenia, autor sięga do podstaw, czyli zasad kompozycji. Zachęca w inspirujący sposób do myślenia o swoich zdjęciach w określonych kategoriach – spójności przekazu i jego założeniu, a także prostoty. Po omówieniu podstawowych elementów kompozycji obrazu (m. in. światła, kontrastu, dynamiki, faktury czy głębi ostrości), a także pułapek, jakie czekają na fotografa (czyli zbytniego brania do siebie sztywno ustalonych zasad…), przechodzimy do wizualizacji – idei wyobrażenia sobie zdjęcia, zanim ono jeszcze powstanie, czyli tzw. widzenia fotograficznego.
Studium światła
W rozdziałach Światło oraz Kolor znajdziemy dużo praktycznych porad na temat ekspozycji i barwy (tak ciekawych jak np. ćwiczenie na percepcję światła), rodzaju światła i zakresu tego, co może ono „wyciągnąć” na zdjęciu, regułę „kwadratu odległości”, definicję koła i kuli barw z przystępnymi ilustracjami oraz korekcji parametrów w zależności od uczuć, jakie chcemy przekazać za pomocą fotografii. W rozdziale Filtry, temat świadomego kształtowania możliwości technicznych pozyskiwania obrazu zostaje wyczerpany – różnokolorowe filtry każdego rodzaju zostają dokładnie przeanalizowane pod kątem użyteczności w terenie.
Kolejne rozdziały zostały poświęcone strefowego systemowi ekspozycji w tradycyjnej fotografii oraz tworzeniu odbitek w ciemni. Poznamy dzięki nim szczegóły techniczne rodzajów filmu, wywoływania negatywu (w ramkach, w kuwecie, mechanicznie) z wykorzystaniem stref, korekcją kontrastu nastawioną na uniknięcie efektu Schwarzschilda – całość bogato ilustrowana wykresami i tabelami. Odbitce, czyli maestrii w ciemni, został poświęcony osobny rozdział – papiery, wywoływacze, sekrety stykówki, utrwalanie i retusz przestają stanowić problem. Mamy również okazję poznać technikę odbielania odbitki żelazicyjankiem potasu.
To dopiero początek
Po zgłębieniu żelaznych zasad dotyczących wykonywania klasycznej fotografii, przyszedł czas na uzupełnienie tematyki o fotografię cyfrową. Przechodzimy od systemu strefowego w fotografii cyfrowej, przez demozaikowanie konwertera RAW, korekcję cyfrową paramentów, efekt HDR, po tworzenie masek i warstw w Photoshopie. To nie koniec… Zdjęcie należy bowiem pokazać światu, dlatego cały kolejny rozdział poświęcony jest odpowiedniej oprawie – klejonej na gorąco (szczegóły techniczne pozwolą nam na zamocowanie i wyretuszowanie odbitki samodzielnie).
O bezpodstawności mitów fotograficznych to rozdział, z którego możemy dowiedzieć się m. in. dlaczego fotografować można o dowolnej porze dnia (a nie tylko przy porannym i wieczornym świetle), a reguła trójpodziału powinna wylądować na śmietniku historii za względu na pewien błąd statystyczny… Ostatnie 5 rozdziałów książki to filozoficzna podróż z autorem przez zagadnienia takie jak uczciwość artystyczna i fotomanipulacja, kreatywność i intuicja w sztuce, istota fotografii, a nawet własna filozofia.
To naprawdę tylko niewielki wycinek wszystkich porad i refleksji zawartych w książce!
Towarzysz podróży
Dzięki temu, że autor często zwraca się bezpośrednio do czytelnika, mamy szansę zostać potraktowani z prawdziwą uwagą. Podejście dydaktyczne, ale dalekie od protekcjonalności, przypomina raczej asystę duchową, przewodnictwo po świecie sztuki fotografii, ręka w rękę z jej skromnym mistrzem. „Zastanów się, co Cię fascynuje, co przyciąga”, pisze Barnbaum. „Szukasz wrażeń czysto estetycznych, pociąga Cię forma i kolor? Jeśli tak, to może powinieneś się zainteresować abstrakcją. Brett Weston to doskonały przykład klasycznego mistrza, który z powodzeniem łączył abstrakcję z tradycyjną fotografią srebrową…”, radzi dalej. Kilkudziesięcioletnie doświadczenie w prowadzeniu warsztatów fotograficznych, otwartość na uwagi swoich słuchaczy i współpracowników, zaowocowały książką twórcy umiejącego dostrzec potencjał słuchaczy (i czytelników).
Fotografia to komunikacja niewerbalna
Każdy, kto interesuje się fotografią nie tylko z estetycznego punktu widzenia, ale czerpie również przyjemność ze zgłębiania wiedzy na temat technik fotograficznych, wie, że indywidualny styl w fotografii można osiągnąć, poznając podstawy, które składają się na umiejętność wykonania zdjęcia z zastosowaniem funkcji narzędzia, czyli aparatu. Dopiero po poznaniu takich pojęć jak przesłona, ekspozycja, balans bieli, głębia ostrości, reguł takich jak widzenie fotograficzne, działanie określonych filtrów, efekt Schwarzschilda, umiejętność wykorzystania światłomierza i histogramu, wykonywania odbitek i znajomość rodzaju papierów fotograficznych, możemy w pełni upajać się prawdziwą istotą fotografii, która zmusza twórcę do „patrzenia bardziej”, dostrzegania w rzeczach prostych i przez innych pomijanych tego, co chce pokazać i zakomunikować światu. Sprawiając, że osoba patrząca na fotografię wie, jak to jest być w skórze tego, który nacisnął spust migawki, a co więcej, w jednej chwili poczuje to samo. To jak udostępnianie własnego widzenia innym ludziom...
Nietypowy format tej książki-albumu i monochromatyczna okładka, przedstawiająca delikatny blask, wlewający się do pustego pomieszczenia z krzesłem pośrodku, zaintryguje każdego wielbiciela klasycznej sztuki fotograficznej. Wewnątrz, jak obiecuje opis na odwrocie, znajdziemy uznany przewodnik po świecie technik fotograficznych, wznawiany już czwarty raz od 1994 roku, tym razem wzbogacony również o praktyczną wiedzę na temat arkanów fotografii cyfrowej. Brzmi zobowiązująco, ale ta publikacja spełnia obietnice z nawiązką.
Świat prawdziwy lub wyimaginowany
Książka Bruce’a Barnbauma stanowi potężną bazę wiedzy na temat fotografii – jej założeń, technik, poetyk – w szerokiej rozpiętości tematycznej, a jej wielkim atutem jest intrygująca głębia przemyśleń na temat tej odmiany sztuki, fascynacja i zrozumienie medium fotograficznego oraz nieskąpienie wielu profesjonalnych, użytecznych wskazówek technicznych oraz osobistych refleksji czytelnikowi. Refleksji, które mogą się okazać cenne podczas poszukiwania własnego stylu – w końcu fotografia w uniwersalny sposób pozwala nam zapożyczyć piękno indywidualnego spojrzenia.
Ten „podręcznik do fotografii” przeplatany jest opowieściami o wędrówkach z aparatem w ręku, zebranych na przestrzeni 35 lat działalności fotograficznej autora, które doskonale ilustrują podejmowane zagadnienia techniczne, faktów z historii fotografii (w tym nazwisk najważniejszych twórców i ich roli w kształtowaniu nie tylko tej dziedziny sztuki, ale i społecznego kontekstu), osobistych przemyśleń filozoficznych na temat twórczości w ogóle (czemu zostało poświęcone ostatnie 5 rozdziałów, łącznie z miejscem na cytaty japońskiej poezji haiku!), najważniejszych założeń, uwag i porad na temat robienia zdjęć (od koncepcji zdjęcia po samodzielnie mocowanie odbitki na ramie) – a wszystko to jest spisane niezwykle przejrzyście, precyzyjnie i niemal encyklopedycznie, czego nie sposób docenić przy takich ogromie tematycznym i bogactwie przekazywanej wiedzy.
Zdjęcia z powstania świata
Jedną z najpiękniejszych rzeczy w tej książce-albumie są oczywiście czarno-białe (oraz kilka kolorowych) fotografie autorstwa Barnbauma we wszystkich odcieniach monochromu – każdemu, mimo że mówi samo za siebie, towarzyszy krótki opis, akcentujący jego historię i znaczenie. Są to głównie monumentalne górskie krajobrazy, widoki uwiecznione aparatami wielkoformatowymi, mimo braku kolorów, do których przyzwyczaił nas współczesny świat cyfrówek, zapierające dech w piersiach ilością szczegółów, plastyką formy, dostrzeżonej wśród naturalnych zasobów Ziemi. „Inspiruje mnie geologia”, pisze Barnbaum, „czuję podziw dla ogromnych sił, które doprowadziły do powstania gór i kanionów”.
Wyobraź sobie zdjęcie, a potem je zrób
To kompendium fotograficzne z przejrzystym układem składa się z 18 rozdziałów z dodatkami. Po wstępnym objaśnieniu swojego spojrzenia na to, czym jest fotografia i jak szukać własnego źródła kreatywnego spojrzenia, autor sięga do podstaw, czyli zasad kompozycji. Zachęca w inspirujący sposób do myślenia o swoich zdjęciach w określonych kategoriach – spójności przekazu i jego założeniu, a także prostoty. Po omówieniu podstawowych elementów kompozycji obrazu (m. in. światła, kontrastu, dynamiki, faktury czy głębi ostrości), a także pułapek, jakie czekają na fotografa (czyli zbytniego brania do siebie sztywno ustalonych zasad…), przechodzimy do wizualizacji – idei wyobrażenia sobie zdjęcia, zanim ono jeszcze powstanie, czyli tzw. widzenia fotograficznego.
Studium światła
W rozdziałach Światło oraz Kolor znajdziemy dużo praktycznych porad na temat ekspozycji i barwy (tak ciekawych jak np. ćwiczenie na percepcję światła), rodzaju światła i zakresu tego, co może ono „wyciągnąć” na zdjęciu, regułę „kwadratu odległości”, definicję koła i kuli barw z przystępnymi ilustracjami oraz korekcji parametrów w zależności od uczuć, jakie chcemy przekazać za pomocą fotografii. W rozdziale Filtry, temat świadomego kształtowania możliwości technicznych pozyskiwania obrazu zostaje wyczerpany – różnokolorowe filtry każdego rodzaju zostają dokładnie przeanalizowane pod kątem użyteczności w terenie.
Kolejne rozdziały zostały poświęcone strefowego systemowi ekspozycji w tradycyjnej fotografii oraz tworzeniu odbitek w ciemni. Poznamy dzięki nim szczegóły techniczne rodzajów filmu, wywoływania negatywu (w ramkach, w kuwecie, mechanicznie) z wykorzystaniem stref, korekcją kontrastu nastawioną na uniknięcie efektu Schwarzschilda – całość bogato ilustrowana wykresami i tabelami. Odbitce, czyli maestrii w ciemni, został poświęcony osobny rozdział – papiery, wywoływacze, sekrety stykówki, utrwalanie i retusz przestają stanowić problem. Mamy również okazję poznać technikę odbielania odbitki żelazicyjankiem potasu.
To dopiero początek
Po zgłębieniu żelaznych zasad dotyczących wykonywania klasycznej fotografii, przyszedł czas na uzupełnienie tematyki o fotografię cyfrową. Przechodzimy od systemu strefowego w fotografii cyfrowej, przez demozaikowanie konwertera RAW, korekcję cyfrową paramentów, efekt HDR, po tworzenie masek i warstw w Photoshopie. To nie koniec… Zdjęcie należy bowiem pokazać światu, dlatego cały kolejny rozdział poświęcony jest odpowiedniej oprawie – klejonej na gorąco (szczegóły techniczne pozwolą nam na zamocowanie i wyretuszowanie odbitki samodzielnie).
O bezpodstawności mitów fotograficznych to rozdział, z którego możemy dowiedzieć się m. in. dlaczego fotografować można o dowolnej porze dnia (a nie tylko przy porannym i wieczornym świetle), a reguła trójpodziału powinna wylądować na śmietniku historii za względu na pewien błąd statystyczny… Ostatnie 5 rozdziałów książki to filozoficzna podróż z autorem przez zagadnienia takie jak uczciwość artystyczna i fotomanipulacja, kreatywność i intuicja w sztuce, istota fotografii, a nawet własna filozofia.
To naprawdę tylko niewielki wycinek wszystkich porad i refleksji zawartych w książce!
Towarzysz podróży
Dzięki temu, że autor często zwraca się bezpośrednio do czytelnika, mamy szansę zostać potraktowani z prawdziwą uwagą. Podejście dydaktyczne, ale dalekie od protekcjonalności, przypomina raczej asystę duchową, przewodnictwo po świecie sztuki fotografii, ręka w rękę z jej skromnym mistrzem. „Zastanów się, co Cię fascynuje, co przyciąga”, pisze Barnbaum. „Szukasz wrażeń czysto estetycznych, pociąga Cię forma i kolor? Jeśli tak, to może powinieneś się zainteresować abstrakcją. Brett Weston to doskonały przykład klasycznego mistrza, który z powodzeniem łączył abstrakcję z tradycyjną fotografią srebrową…”, radzi dalej. Kilkudziesięcioletnie doświadczenie w prowadzeniu warsztatów fotograficznych, otwartość na uwagi swoich słuchaczy i współpracowników, zaowocowały książką twórcy umiejącego dostrzec potencjał słuchaczy (i czytelników).
Fotografia to komunikacja niewerbalna
Każdy, kto interesuje się fotografią nie tylko z estetycznego punktu widzenia, ale czerpie również przyjemność ze zgłębiania wiedzy na temat technik fotograficznych, wie, że indywidualny styl w fotografii można osiągnąć, poznając podstawy, które składają się na umiejętność wykonania zdjęcia z zastosowaniem funkcji narzędzia, czyli aparatu. Dopiero po poznaniu takich pojęć jak przesłona, ekspozycja, balans bieli, głębia ostrości, reguł takich jak widzenie fotograficzne, działanie określonych filtrów, efekt Schwarzschilda, umiejętność wykorzystania światłomierza i histogramu, wykonywania odbitek i znajomość rodzaju papierów fotograficznych, możemy w pełni upajać się prawdziwą istotą fotografii, która zmusza twórcę do „patrzenia bardziej”, dostrzegania w rzeczach prostych i przez innych pomijanych tego, co chce pokazać i zakomunikować światu. Sprawiając, że osoba patrząca na fotografię wie, jak to jest być w skórze tego, który nacisnął spust migawki, a co więcej, w jednej chwili poczuje to samo. To jak udostępnianie własnego widzenia innym ludziom...
next.pl 2012-04-17
Potwór w Twojej głowie. Jak być nieszczęśliwym i zatruć życie innym
To nie żart – książka Olgi Rzyckiej naprawdę chce zachęcić nas do bycia nieszczęśliwymi. No, może nie wszystkich nas. Tylko tych, którzy już są nieszczęśliwi. Pomysł wydaje się absurdalny, ale nie z perspektywy autorki. Skoro tak wiele osób jest dzisiaj nieszczęśliwych, rośnie liczba samobójstw, atakuje plaga depresji i nerwic – dlaczego nie być w tym najlepszym?
Przez ponad 100 stron dowiadujemy się, że nasze biedne głowy, procesory przetwarzające zewnątrz- i wewnątrzpochodne informacje, mogą zostać zasiedlone przez potwory. To my pozwalamy się im narodzić, my je karmimy, podlewamy, tuczymy. Sami hodujemy pasożyty, które następnie wpływają na nasz zmysł wzroku (abyśmy wszystko widzieli w ciemnych barwach), na nasz mięsień sercowy (aby przypadkiem nie pojawiła się w nas nadzieja) i wszystkie możliwe organy. Do dyspozycji mamy wiele gatunków: Czarnomyśl pospolity, Narzekuj czerwonoskrzydły, Rozpamiętywacz niezwykły, Lękliwek nadzwyczajny i wiele innych. Wyrośnięty potwór potrafi już w dużej mierze zadbać o siebie sam. Wtedy wydaje się nam, że to on przejął nad nami władzę.
Książka jest niewielka, a temat ujęty zwięźle, wręcz skrótowo. Mamy tutaj wypunktowania, pogrubienia, podsumowania. Wszystko podane na tacy, przystępnie. Najpierw dowiemy się, jak być nieszczęśliwym z samym sobą, a następnie jak wykorzystać już nabyte umiejętności do unieszczęśliwiania ludzi wokół nas i tworzenia toksycznych relacji.
Ostatni rozdział – dla niepoznaki dodany po zakończeniu – jest dla tych, którzy mimo wszystko chcieliby zatrzymać to zwariowane koło fortuny. Ponieważ, jak twierdzi autorka, potwora można wyhodować, więc można go też zagłodzić. Decyzja należy do nas.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autorka bazuje na jakiejś metodzie psychologicznej, której mechanizm działa następująco – kiedy ktoś zmusza/zachęca cię, żebyś robił źle, ty automatycznie w kontrze do tego przymusu będziesz robił dobrze. Tak czy owak – to działa. Czytając z rozbawieniem opisy potworów i ich sposoby działania za pomocą naszych emocji, zdążyłam przeanalizować sporą część własnego życia. Autorka (nie)chcący wdała się w rolę kabareciarza, który prześmiewając publiczność robi to tak umiejętnie, że publiczność zaczyna śmiać się sama z siebie.
Po przeczytaniu tej krótkiej pozycji jestem zdecydowanie na tak. Z pewnością jest to jedna z wielu tego typu książek i najprawdopodobniej temat ten był podejmowany wiele razy w różnych ujęciach. Wielokrotnie spotykamy się w psychologii z pojęciem „demonów w naszej głowie”, które tutaj, jako potwory, zyskują pieszczotliwe przydomki i stają się mniej przerażające. Jednak w moje ręce wpadła ta pozycja i pozostanie na półce. Jej skrótowość i wielkość sprawia, że z chęcią będę zaglądać do niej, kiedy będę chciała poprawić sobie humor i zmotywować się do działania. Co więcej nie trzeba jej znać na pamięć – spis treści w łatwy sposób pozwoli nam odnaleźć porady dotyczące naszego aktualnego problemu.
Jest jednak grupa osób, która nie będzie zadowolona z zakupu. Po przeczytaniu „Potworów” od razu poleciłam ją paru osobom. Ze względu na zabieganie i nadmiar pracy oraz wieczny brak czasu, każdemu wybrałam odpowiedni dla niego fragment. Większość była zadowolona i pozytywnie oceniła książkę. „Potwory” nie są jednak dla osób, które nie są gotowe na zmianę. Osoby te mogą uświadomić sobie istniejące w nas mechanizmy i pogłębić nasze złe samopoczucie, przypominając o beznadziei, bezsilności, ułomności i problemach. Ale… przecież taki był cel książki.
Przez ponad 100 stron dowiadujemy się, że nasze biedne głowy, procesory przetwarzające zewnątrz- i wewnątrzpochodne informacje, mogą zostać zasiedlone przez potwory. To my pozwalamy się im narodzić, my je karmimy, podlewamy, tuczymy. Sami hodujemy pasożyty, które następnie wpływają na nasz zmysł wzroku (abyśmy wszystko widzieli w ciemnych barwach), na nasz mięsień sercowy (aby przypadkiem nie pojawiła się w nas nadzieja) i wszystkie możliwe organy. Do dyspozycji mamy wiele gatunków: Czarnomyśl pospolity, Narzekuj czerwonoskrzydły, Rozpamiętywacz niezwykły, Lękliwek nadzwyczajny i wiele innych. Wyrośnięty potwór potrafi już w dużej mierze zadbać o siebie sam. Wtedy wydaje się nam, że to on przejął nad nami władzę.
Książka jest niewielka, a temat ujęty zwięźle, wręcz skrótowo. Mamy tutaj wypunktowania, pogrubienia, podsumowania. Wszystko podane na tacy, przystępnie. Najpierw dowiemy się, jak być nieszczęśliwym z samym sobą, a następnie jak wykorzystać już nabyte umiejętności do unieszczęśliwiania ludzi wokół nas i tworzenia toksycznych relacji.
Ostatni rozdział – dla niepoznaki dodany po zakończeniu – jest dla tych, którzy mimo wszystko chcieliby zatrzymać to zwariowane koło fortuny. Ponieważ, jak twierdzi autorka, potwora można wyhodować, więc można go też zagłodzić. Decyzja należy do nas.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autorka bazuje na jakiejś metodzie psychologicznej, której mechanizm działa następująco – kiedy ktoś zmusza/zachęca cię, żebyś robił źle, ty automatycznie w kontrze do tego przymusu będziesz robił dobrze. Tak czy owak – to działa. Czytając z rozbawieniem opisy potworów i ich sposoby działania za pomocą naszych emocji, zdążyłam przeanalizować sporą część własnego życia. Autorka (nie)chcący wdała się w rolę kabareciarza, który prześmiewając publiczność robi to tak umiejętnie, że publiczność zaczyna śmiać się sama z siebie.
Po przeczytaniu tej krótkiej pozycji jestem zdecydowanie na tak. Z pewnością jest to jedna z wielu tego typu książek i najprawdopodobniej temat ten był podejmowany wiele razy w różnych ujęciach. Wielokrotnie spotykamy się w psychologii z pojęciem „demonów w naszej głowie”, które tutaj, jako potwory, zyskują pieszczotliwe przydomki i stają się mniej przerażające. Jednak w moje ręce wpadła ta pozycja i pozostanie na półce. Jej skrótowość i wielkość sprawia, że z chęcią będę zaglądać do niej, kiedy będę chciała poprawić sobie humor i zmotywować się do działania. Co więcej nie trzeba jej znać na pamięć – spis treści w łatwy sposób pozwoli nam odnaleźć porady dotyczące naszego aktualnego problemu.
Jest jednak grupa osób, która nie będzie zadowolona z zakupu. Po przeczytaniu „Potworów” od razu poleciłam ją paru osobom. Ze względu na zabieganie i nadmiar pracy oraz wieczny brak czasu, każdemu wybrałam odpowiedni dla niego fragment. Większość była zadowolona i pozytywnie oceniła książkę. „Potwory” nie są jednak dla osób, które nie są gotowe na zmianę. Osoby te mogą uświadomić sobie istniejące w nas mechanizmy i pogłębić nasze złe samopoczucie, przypominając o beznadziei, bezsilności, ułomności i problemach. Ale… przecież taki był cel książki.
next.pl 2012-04-17
Zakazana retoryka. Podręcznik manipulacji
Na pytanie „czy jesteś podatny na manipulację?” większość z nas odpowie „nie”, ale prawdą jest, że techniki perswazji i manipulacji towarzyszą nam od dzieciństwa, choć rzadko to sobie uświadamiamy. Gloria Beck w Zakazanej retoryce wydobywa je na światło dzienne i kataloguje w zbiorze opatrzonym wiele mówiącym podtytułem „Podręcznik manipulacji”.
Kolejna książka o NLP?
Nie będę ukrywał, że NLP (programowanie neurolingwistyczne) od zawsze jawiło mi się jako tani bazar ludowych mądrości, stworzony nie po to, by dawał wymierne rezultaty, ale by szokował i zaskakiwał swoimi metodami. Brak naukowych potwierdzeń skuteczność NLP oraz jego zawrotna popularność i pseudopsychologiczny, popularny charakter sprawiły, że do książki Glorii Beck podszedłem z dużym dystansem. W końcu to jeszcze jedno dzieło opatrzone dopiskiem: „podręcznik manipulacji”. Tyle, że książka Beck to nie bryk z NLP, przynajmniej nie tylko. „Zakazana retoryka” to nic innego jak praktyczny przewodnik po retoryce właśnie.
Co kryje w sobie zakazana retoryka?
Czego można się dowiedzieć z Zakazanej retoryki? Jak skłonić ludzi do działania zgodnego z naszą wolą, jak świadomie umacniać lub osłabiać więzi w grupie osób, jak niszczyć nieprzychylne nam osoby, jak poradzić sobie w relacji zarówno z podwładnym, jak i przełożonym. Spektrum zaprezentowanych technik jest ogromne. Od sposobu właściwego przemawiania po hipnozę.
Przede wszystkim narzędzie praktyczne
Zakazana retoryka to narzędzie praktyczne. Nie znajdziecie tu barwnych dykteryjek i opowiastek o historii NLP czy manipulacji. Od pierwszej do ostatniej opisanej techniki autorka bombarduje nas informacjami praktycznymi. Stąd też powodzenie tej czy innej metody zależy jedynie od osoby, która ją stosuje. To największa wada i zarazem zaleta tej książki. Efekt nie jest bowiem gwarantowany, ale każdą bez wyjątku technikę możemy przetestować sami, przekonując się o jej skuteczności.
Książka nie dla wszystkich
Kto z pewnością nie powinien sięgać po tę książkę? Każdy, u kogo manipulacja innymi dla osiągnięcia własnych korzyści budzi oczywisty etyczny sprzeciw. Autorka nie kryje, że aby móc w pewni wykorzystać potencjał „Zakazanej retoryki”, musimy odrzucić klasyczne rozumienie słowa „etyczne”. Książka nie zaciera oczywiście granicy między dobrem a złem, a na pewno nie w sposób definitywny.
10 stopni do piekła
Każda z technik opisana jest w punktach na skali etyczności. W sumie dana metoda wpływania na innych może zgromadzić od 0 do 10 punktów. Autorka, choć nie wdaje się w rozważania, które wyjaśniłyby co oznacza poszczególna ilość punktów na skali, to nie pozostaje zupełnie głucha na kwestie etyczne. Każda technika opatrzona jest zastrzeżeniami, które warto przemyśleć, jeśli chcemy zrobić z niej użytek. Te swoiste skutki uboczne wyznaczają też poziom etyczności danej metody. Im ich więcej, tym metoda mniej etyczna. Warto nadmienić, że technik o najniższym poziomie kontrowersji (1–2 punkty na skali) jest zdecydowanie więcej, niż tych oznaczonych liczbą 10.
Kolejna książka o NLP?
Nie będę ukrywał, że NLP (programowanie neurolingwistyczne) od zawsze jawiło mi się jako tani bazar ludowych mądrości, stworzony nie po to, by dawał wymierne rezultaty, ale by szokował i zaskakiwał swoimi metodami. Brak naukowych potwierdzeń skuteczność NLP oraz jego zawrotna popularność i pseudopsychologiczny, popularny charakter sprawiły, że do książki Glorii Beck podszedłem z dużym dystansem. W końcu to jeszcze jedno dzieło opatrzone dopiskiem: „podręcznik manipulacji”. Tyle, że książka Beck to nie bryk z NLP, przynajmniej nie tylko. „Zakazana retoryka” to nic innego jak praktyczny przewodnik po retoryce właśnie.
Co kryje w sobie zakazana retoryka?
Czego można się dowiedzieć z Zakazanej retoryki? Jak skłonić ludzi do działania zgodnego z naszą wolą, jak świadomie umacniać lub osłabiać więzi w grupie osób, jak niszczyć nieprzychylne nam osoby, jak poradzić sobie w relacji zarówno z podwładnym, jak i przełożonym. Spektrum zaprezentowanych technik jest ogromne. Od sposobu właściwego przemawiania po hipnozę.
Przede wszystkim narzędzie praktyczne
Zakazana retoryka to narzędzie praktyczne. Nie znajdziecie tu barwnych dykteryjek i opowiastek o historii NLP czy manipulacji. Od pierwszej do ostatniej opisanej techniki autorka bombarduje nas informacjami praktycznymi. Stąd też powodzenie tej czy innej metody zależy jedynie od osoby, która ją stosuje. To największa wada i zarazem zaleta tej książki. Efekt nie jest bowiem gwarantowany, ale każdą bez wyjątku technikę możemy przetestować sami, przekonując się o jej skuteczności.
Książka nie dla wszystkich
Kto z pewnością nie powinien sięgać po tę książkę? Każdy, u kogo manipulacja innymi dla osiągnięcia własnych korzyści budzi oczywisty etyczny sprzeciw. Autorka nie kryje, że aby móc w pewni wykorzystać potencjał „Zakazanej retoryki”, musimy odrzucić klasyczne rozumienie słowa „etyczne”. Książka nie zaciera oczywiście granicy między dobrem a złem, a na pewno nie w sposób definitywny.
10 stopni do piekła
Każda z technik opisana jest w punktach na skali etyczności. W sumie dana metoda wpływania na innych może zgromadzić od 0 do 10 punktów. Autorka, choć nie wdaje się w rozważania, które wyjaśniłyby co oznacza poszczególna ilość punktów na skali, to nie pozostaje zupełnie głucha na kwestie etyczne. Każda technika opatrzona jest zastrzeżeniami, które warto przemyśleć, jeśli chcemy zrobić z niej użytek. Te swoiste skutki uboczne wyznaczają też poziom etyczności danej metody. Im ich więcej, tym metoda mniej etyczna. Warto nadmienić, że technik o najniższym poziomie kontrowersji (1–2 punkty na skali) jest zdecydowanie więcej, niż tych oznaczonych liczbą 10.
next.pl 2012-04-17
Zakazana retoryka. Podręcznik manipulacji
Na pytanie „czy jesteś podatny na manipulację?” większość z nas odpowie „nie”, ale prawdą jest, że techniki perswazji i manipulacji towarzyszą nam od dzieciństwa, choć rzadko to sobie uświadamiamy. Gloria Beck w Zakazanej retoryce wydobywa je na światło dzienne i kataloguje w zbiorze opatrzonym wiele mówiącym podtytułem „Podręcznik manipulacji”.
Kolejna książka o NLP?
Nie będę ukrywał, że NLP (programowanie neurolingwistyczne) od zawsze jawiło mi się jako tani bazar ludowych mądrości, stworzony nie po to, by dawał wymierne rezultaty, ale by szokował i zaskakiwał swoimi metodami. Brak naukowych potwierdzeń skuteczność NLP oraz jego zawrotna popularność i pseudopsychologiczny, popularny charakter sprawiły, że do książki Glorii Beck podszedłem z dużym dystansem. W końcu to jeszcze jedno dzieło opatrzone dopiskiem: „podręcznik manipulacji”. Tyle, że książka Beck to nie bryk z NLP, przynajmniej nie tylko. „Zakazana retoryka” to nic innego jak praktyczny przewodnik po retoryce właśnie.
Co kryje w sobie zakazana retoryka?
Czego można się dowiedzieć z Zakazanej retoryki? Jak skłonić ludzi do działania zgodnego z naszą wolą, jak świadomie umacniać lub osłabiać więzi w grupie osób, jak niszczyć nieprzychylne nam osoby, jak poradzić sobie w relacji zarówno z podwładnym, jak i przełożonym. Spektrum zaprezentowanych technik jest ogromne. Od sposobu właściwego przemawiania po hipnozę.
Przede wszystkim narzędzie praktyczne
Zakazana retoryka to narzędzie praktyczne. Nie znajdziecie tu barwnych dykteryjek i opowiastek o historii NLP czy manipulacji. Od pierwszej do ostatniej opisanej techniki autorka bombarduje nas informacjami praktycznymi. Stąd też powodzenie tej czy innej metody zależy jedynie od osoby, która ją stosuje. To największa wada i zarazem zaleta tej książki. Efekt nie jest bowiem gwarantowany, ale każdą bez wyjątku technikę możemy przetestować sami, przekonując się o jej skuteczności.
Książka nie dla wszystkich
Kto z pewnością nie powinien sięgać po tę książkę? Każdy, u kogo manipulacja innymi dla osiągnięcia własnych korzyści budzi oczywisty etyczny sprzeciw. Autorka nie kryje, że aby móc w pewni wykorzystać potencjał „Zakazanej retoryki”, musimy odrzucić klasyczne rozumienie słowa „etyczne”. Książka nie zaciera oczywiście granicy między dobrem a złem, a na pewno nie w sposób definitywny.
10 stopni do piekła
Każda z technik opisana jest w punktach na skali etyczności. W sumie dana metoda wpływania na innych może zgromadzić od 0 do 10 punktów. Autorka, choć nie wdaje się w rozważania, które wyjaśniłyby co oznacza poszczególna ilość punktów na skali, to nie pozostaje zupełnie głucha na kwestie etyczne. Każda technika opatrzona jest zastrzeżeniami, które warto przemyśleć, jeśli chcemy zrobić z niej użytek. Te swoiste skutki uboczne wyznaczają też poziom etyczności danej metody. Im ich więcej, tym metoda mniej etyczna. Warto nadmienić, że technik o najniższym poziomie kontrowersji (1–2 punkty na skali) jest zdecydowanie więcej, niż tych oznaczonych liczbą 10.
Kolejna książka o NLP?
Nie będę ukrywał, że NLP (programowanie neurolingwistyczne) od zawsze jawiło mi się jako tani bazar ludowych mądrości, stworzony nie po to, by dawał wymierne rezultaty, ale by szokował i zaskakiwał swoimi metodami. Brak naukowych potwierdzeń skuteczność NLP oraz jego zawrotna popularność i pseudopsychologiczny, popularny charakter sprawiły, że do książki Glorii Beck podszedłem z dużym dystansem. W końcu to jeszcze jedno dzieło opatrzone dopiskiem: „podręcznik manipulacji”. Tyle, że książka Beck to nie bryk z NLP, przynajmniej nie tylko. „Zakazana retoryka” to nic innego jak praktyczny przewodnik po retoryce właśnie.
Co kryje w sobie zakazana retoryka?
Czego można się dowiedzieć z Zakazanej retoryki? Jak skłonić ludzi do działania zgodnego z naszą wolą, jak świadomie umacniać lub osłabiać więzi w grupie osób, jak niszczyć nieprzychylne nam osoby, jak poradzić sobie w relacji zarówno z podwładnym, jak i przełożonym. Spektrum zaprezentowanych technik jest ogromne. Od sposobu właściwego przemawiania po hipnozę.
Przede wszystkim narzędzie praktyczne
Zakazana retoryka to narzędzie praktyczne. Nie znajdziecie tu barwnych dykteryjek i opowiastek o historii NLP czy manipulacji. Od pierwszej do ostatniej opisanej techniki autorka bombarduje nas informacjami praktycznymi. Stąd też powodzenie tej czy innej metody zależy jedynie od osoby, która ją stosuje. To największa wada i zarazem zaleta tej książki. Efekt nie jest bowiem gwarantowany, ale każdą bez wyjątku technikę możemy przetestować sami, przekonując się o jej skuteczności.
Książka nie dla wszystkich
Kto z pewnością nie powinien sięgać po tę książkę? Każdy, u kogo manipulacja innymi dla osiągnięcia własnych korzyści budzi oczywisty etyczny sprzeciw. Autorka nie kryje, że aby móc w pewni wykorzystać potencjał „Zakazanej retoryki”, musimy odrzucić klasyczne rozumienie słowa „etyczne”. Książka nie zaciera oczywiście granicy między dobrem a złem, a na pewno nie w sposób definitywny.
10 stopni do piekła
Każda z technik opisana jest w punktach na skali etyczności. W sumie dana metoda wpływania na innych może zgromadzić od 0 do 10 punktów. Autorka, choć nie wdaje się w rozważania, które wyjaśniłyby co oznacza poszczególna ilość punktów na skali, to nie pozostaje zupełnie głucha na kwestie etyczne. Każda technika opatrzona jest zastrzeżeniami, które warto przemyśleć, jeśli chcemy zrobić z niej użytek. Te swoiste skutki uboczne wyznaczają też poziom etyczności danej metody. Im ich więcej, tym metoda mniej etyczna. Warto nadmienić, że technik o najniższym poziomie kontrowersji (1–2 punkty na skali) jest zdecydowanie więcej, niż tych oznaczonych liczbą 10.
next.pl 2012-04-17