Recenzje
ABC laptopów
Pod koniec lat 70, kiedy powstawał pierwszy laptop (Grid Compass Computer 1109) nikt w tamtych czasach nie sądził, że pojęcie laptopa i notebooka będą wymienne. Bowiem laptop wtedy oznaczał większy i cięższy rodzaj komputera, a notebook – łatwy do przenoszenia, posiadający wewnętrzne zasilanie. Choć i tak rozmiary sprzętu pozostawiały wiele do życzenia. Oczywiście pierwsze innowacyjne nowinki technologiczne jak w większości przypadków były wykorzystywane albo w wojsku albo w NASA. Tak też było w tym przypadku. Przy kupnie pierwszego komercyjnego laptopa był to ogromny wydatek, rzędu 10000 dolarów. W dzisiejszych realiach jesteśmy w stanie kupić za o wiele mniejszą kwotę sprzęt, który będzie spełniać nasze wymagania.
Nawiązując do wymagań warto zadać sobie pytanie kupując owego notebooka, jaki tak naprawdę jest nam potrzebny? Odpowiedzi warto szukać w książce ABC Laptopów wydanej przez wydawnictwo Helion. Pozycja powinna zaciekawić tych, którzy zamierzają dokonać zakupu takiego sprzętu, bowiem znajdziemy w niej szereg porad dotyczących planowanego nabycia oraz jego późniejszej konfiguracji. Swoją część odnajdą również osoby znające zagadnienia komputerów przenośnych, polecam w przypadku, gdy po prostu chcecie poszerzyć lub uzupełnić zasób wiedzy.
Pierwszy rozdział obejmuje podstawowe informacje jakie powinniśmy wiedzieć na temat komputerów przenośnych. Na początek kategoryzacja komputerów przenośnych, ale już kilka stron dalej dowiadujemy się o typach matryc montowanych w laptopach i ich zastosowaniach. Ta część zaciekawiła mnie ze względu na tekst dotyczący martwych pikseli. Okazuje się, że nawet liczbę martwych pikseli reguluje norma, która nosi nazwę ISO 13406-2. W zależności od klasy matrycy norma określa dopuszczalną liczbę martwych pikseli, która może się ujawnić. Co ciekawe matryce klasy II montowane w laptopach stanowią zdecydowaną większość na rynku, a to daje dwa dopuszczalne martwe piksele na ekranie. Dopiero po wystąpieniu trzeciego mamy prawo do złożenia reklamacji u producenta. W dalszej części dowiadujemy się jakie podzespoły będziemy mogli zmienić lub dokupić do naszego notebooka.
Drugi rozdział pt. Poradnik kupującego z pewnością pomoże rozwiać wątpliwości dotyczące zakupu laptopa. Szczególnie ważną rzeczą jest analiza naszych potrzeb, dlatego też autor w tym rozdziale umieścił swego rodzaju analizy(w formie pytanie – odpowiedź) dla typowych zastosowań domowych, biznesowych oraz maniaków gier komputerowych. W następnej części mamy omówienie wybranych systemów operacyjnych, ale szkoda, że brakuje tutaj systemu Windows 7. Sądząc po braku jakiejkolwiek wzmianki na temat tego systemu, książka była pisana chyba przed jego premierą(22 października 2009).
Kolejną etapem pomagającym w wyborze laptopa jest wyszukiwanie korzystnej oferty w internecie.
Przed zakupem upragnionego sprzętu warto rozejrzeć się na forach internetowych w celu zaciągnięcia opinii innych osób oraz odwiedzić popularne porównywarki cen. W książce znajduje się jeszcze kilka ciekawych porad, dlatego zachęcam do jej nabycia.
Po zakupie wymarzonego laptopa pora na jego pierwsze uruchomienie – rozdział trzeci.
I tutaj małe rozczarowanie z mojej strony, ponieważ kilkanaście stron dotyczy konfiguracji Windows’a Visty. Choć oglądając screeny większość opcji pokrywa się z robiącą “boom” na rynku “siódemką”. Informacji na temat konfiguracji Linuksa można szukać na próżno, dlatego też zawsze kompromisowym rozwiązaniem jest doczytać w sieci na ten temat(przy domyśle, że sprawdzimy to na inny komputerze :) ).
Po przeczytaniu dalszych części będziemy w stanie skonfigurować poprawnie sieć komputerową, do której podłączymy naszego laptopa poprzez kabel lub WiFi. Bardzo ważnym elementem podczas pracy z komputerem jest jego bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo rozumiane nie tylko poprzez antywirusa, ale również tworzenie kopii zapasowych. Na temat obu przypadków również doczytamy w książce.
Pomocną częścią dla osób posiadających laptopy lub komputery stacjonarne są problemy w systemie. I od tak z pomocą książki będziemy w stanie poradzić sobie z zamianą liter Z na Y i odwrotnie lub brakiem ć lub ł. Z “ambitniejszych problemów” warto zatrzymać się na zmianie rozmiaru partycji bez utraty danych albo problemami ze sterownikami po aktualizacji.
Ostatni dział i w dodatku najobszerniejszy poświęcony jest obsłudze komputera. Przede wszystkim dotyczy podstawowego poruszania się po systemie(niestety cała książka opiera się na Windows Vista), uruchamiania i zamykania programów oraz operacji na plikach i folderach. W książce znajdziemy również podstawy edytora tekstu i arkusza kalkulacyjnego.
Decydując się na zakup laptopa warto zwrócić szczególną uwagę na cel jego zakupu, możliwości naszego portfela oraz odpowiednie parametry. Na te, które będą nam potrzebne do jego swobodnego użytkowania, bo może się okazać, że posiadanie błyszczącego ekranu i srebrnej obudowy nie wystarczy nam do zadań jakie będziemy stawiać naszemu notebook’owi.
Nawiązując do wymagań warto zadać sobie pytanie kupując owego notebooka, jaki tak naprawdę jest nam potrzebny? Odpowiedzi warto szukać w książce ABC Laptopów wydanej przez wydawnictwo Helion. Pozycja powinna zaciekawić tych, którzy zamierzają dokonać zakupu takiego sprzętu, bowiem znajdziemy w niej szereg porad dotyczących planowanego nabycia oraz jego późniejszej konfiguracji. Swoją część odnajdą również osoby znające zagadnienia komputerów przenośnych, polecam w przypadku, gdy po prostu chcecie poszerzyć lub uzupełnić zasób wiedzy.
Pierwszy rozdział obejmuje podstawowe informacje jakie powinniśmy wiedzieć na temat komputerów przenośnych. Na początek kategoryzacja komputerów przenośnych, ale już kilka stron dalej dowiadujemy się o typach matryc montowanych w laptopach i ich zastosowaniach. Ta część zaciekawiła mnie ze względu na tekst dotyczący martwych pikseli. Okazuje się, że nawet liczbę martwych pikseli reguluje norma, która nosi nazwę ISO 13406-2. W zależności od klasy matrycy norma określa dopuszczalną liczbę martwych pikseli, która może się ujawnić. Co ciekawe matryce klasy II montowane w laptopach stanowią zdecydowaną większość na rynku, a to daje dwa dopuszczalne martwe piksele na ekranie. Dopiero po wystąpieniu trzeciego mamy prawo do złożenia reklamacji u producenta. W dalszej części dowiadujemy się jakie podzespoły będziemy mogli zmienić lub dokupić do naszego notebooka.
Drugi rozdział pt. Poradnik kupującego z pewnością pomoże rozwiać wątpliwości dotyczące zakupu laptopa. Szczególnie ważną rzeczą jest analiza naszych potrzeb, dlatego też autor w tym rozdziale umieścił swego rodzaju analizy(w formie pytanie – odpowiedź) dla typowych zastosowań domowych, biznesowych oraz maniaków gier komputerowych. W następnej części mamy omówienie wybranych systemów operacyjnych, ale szkoda, że brakuje tutaj systemu Windows 7. Sądząc po braku jakiejkolwiek wzmianki na temat tego systemu, książka była pisana chyba przed jego premierą(22 października 2009).
Kolejną etapem pomagającym w wyborze laptopa jest wyszukiwanie korzystnej oferty w internecie.
Przed zakupem upragnionego sprzętu warto rozejrzeć się na forach internetowych w celu zaciągnięcia opinii innych osób oraz odwiedzić popularne porównywarki cen. W książce znajduje się jeszcze kilka ciekawych porad, dlatego zachęcam do jej nabycia.
Po zakupie wymarzonego laptopa pora na jego pierwsze uruchomienie – rozdział trzeci.
I tutaj małe rozczarowanie z mojej strony, ponieważ kilkanaście stron dotyczy konfiguracji Windows’a Visty. Choć oglądając screeny większość opcji pokrywa się z robiącą “boom” na rynku “siódemką”. Informacji na temat konfiguracji Linuksa można szukać na próżno, dlatego też zawsze kompromisowym rozwiązaniem jest doczytać w sieci na ten temat(przy domyśle, że sprawdzimy to na inny komputerze :) ).
Po przeczytaniu dalszych części będziemy w stanie skonfigurować poprawnie sieć komputerową, do której podłączymy naszego laptopa poprzez kabel lub WiFi. Bardzo ważnym elementem podczas pracy z komputerem jest jego bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo rozumiane nie tylko poprzez antywirusa, ale również tworzenie kopii zapasowych. Na temat obu przypadków również doczytamy w książce.
Pomocną częścią dla osób posiadających laptopy lub komputery stacjonarne są problemy w systemie. I od tak z pomocą książki będziemy w stanie poradzić sobie z zamianą liter Z na Y i odwrotnie lub brakiem ć lub ł. Z “ambitniejszych problemów” warto zatrzymać się na zmianie rozmiaru partycji bez utraty danych albo problemami ze sterownikami po aktualizacji.
Ostatni dział i w dodatku najobszerniejszy poświęcony jest obsłudze komputera. Przede wszystkim dotyczy podstawowego poruszania się po systemie(niestety cała książka opiera się na Windows Vista), uruchamiania i zamykania programów oraz operacji na plikach i folderach. W książce znajdziemy również podstawy edytora tekstu i arkusza kalkulacyjnego.
Decydując się na zakup laptopa warto zwrócić szczególną uwagę na cel jego zakupu, możliwości naszego portfela oraz odpowiednie parametry. Na te, które będą nam potrzebne do jego swobodnego użytkowania, bo może się okazać, że posiadanie błyszczącego ekranu i srebrnej obudowy nie wystarczy nam do zadań jakie będziemy stawiać naszemu notebook’owi.
polishwords.com.pl 2011-11-09
Joomla! Budowa i modyfikacja szablonów
W obecnych czasach, gdzie Internet jest czymś powszechnym, posiadanie własnej strony internetowej nie jest czymś nadzwyczajnym i skomplikowanym. W szczególności kiedy mamy do dyspozycji szereg narzędzi, które nie tylko ułatwiają nam budowanie, ale również zarządzanie witryną. Jednym z kluczowych elementów naszej witryny jest odpowiednio zbudowany szablon. Ma on nie tylko spełniać funkcję estetyczną, ale również praktyczną. To właśnie na jego podstawie internauta będący na naszej strony w ciągu kilku sekund zadecyduje czy do niej wróci. Posiadanie profesjonalnie wykonanego layoutu jest rzeczą niezbędną dla firm i osób chcących odnieść sukces.
Recenzja ta poświęcona jest budowaniu i modyfikacji szablonów jednego z najlepszych i w dodatku darmowych systemów zarządzania treścią, a mianowicie – Joomli. Choć w sieci na próżno szukać statystyk tyczących się liczby osób posiadających strony oparte o ten właśnie system, to z całym przekonaniem stwierdzam, że jest ich w sieci bardzo dużo(mowa o polskich witrynach).
Książka wydana przez wydawnictwo Helion prezentuje się dość przyjemnie, pod względem dobranej kolorystyki jak i wydruku, bowiem wertując kolejne kartki czujemy lakierowany papier co umila czytanie i oglądanie zawartych w niej grafik. Trochę nudzące wprowadzenie, ale przecież zawsze można przeskoczyć kilka stron dalej. Dalej – dosłownie, bo w pierwszym rozdziale dowiadujemy się o tym jak zidentyfikować czy dana witryna jest oparta o Joomla czy inny system. Banalne metody, które moim zdaniem powinny się znaleźć, ale nie w tej pozycji(bardziej pasuje do jakiegoś samouczka dla naprawdę początkujących). Na końcu pierwszego rozdziału miło zaskoczyły mnie obalane mity na temat wykorzystywania materiałów znalezionych w sieci do budowania swojej witryny(od stylów CSS po kod źródłowy i zdjęcia).
Plusem dla książki jest prosty język, którym dotrze się nawet do osób, które wcześniej nie miały styczności z systemem Joomla. Choć według mnie za tę pozycję mimo wszystko powinna zabierać się osoba, która kiedyś spotkała się z tego typu CMS’em. “Gwoździem programu” jest dopiero rozdział trzecie, który zainteresował mnie na tyle, że przeczytałem go z wielkim zaciekawieniem, choćby dla niego warto zaopatrzyć się w tę pozycję. Przez 59 stron, czytając kartka po kartce sączymy odrobinę informacji na temat tworzenia własnego layouta niczym gąbka – wodę. Poza tworzeniem wersji na ekrany naszych komputerów autor książki znalazł również miejsce na opis tworzenia template’a na urządzenia mobilne. Z racji tego, że wersja 1.0.x nie jest już wspierana przez Joomla. Dlatego też książka skupia się głównie na wersji 1.5 i 1.6
W dalszych rozdziałach dowiesz się również o odpowiednim doborze fontów dla Twojej witryny, ale co ciekawe poszerzysz swoją wiedzę z zakresu ochrony prawnej szablonów dostępnych w sieci. Dowiesz się również jak odróżnić inspirację od zapożyczenia, albo jak to bywa z plagiatem.
Budując witrynę w sieci, bez względu na to czy prywatną czy firmową, warto pamiętać o tym, że projekt graficzny przyciągający oko to jeden z ważniejszych elementów każdej strony internetowej. W ciągu kilku sekund na jego podstawie zapadnie decyzja czy to Ty osiągniesz sukces poprzez zainteresowanie internauty swoją stroną czy zrobi to konkurencja. Przygotowując stronę opartą o system Joomla z solidnie przygotowanym szablonem oszczędzasz nie tylko swój czas i pieniądze, ale masz również pewność, że to co chcesz przekazać odbiorcy zostanie zaszufladkowane w jego pamięci.
Recenzja ta poświęcona jest budowaniu i modyfikacji szablonów jednego z najlepszych i w dodatku darmowych systemów zarządzania treścią, a mianowicie – Joomli. Choć w sieci na próżno szukać statystyk tyczących się liczby osób posiadających strony oparte o ten właśnie system, to z całym przekonaniem stwierdzam, że jest ich w sieci bardzo dużo(mowa o polskich witrynach).
Książka wydana przez wydawnictwo Helion prezentuje się dość przyjemnie, pod względem dobranej kolorystyki jak i wydruku, bowiem wertując kolejne kartki czujemy lakierowany papier co umila czytanie i oglądanie zawartych w niej grafik. Trochę nudzące wprowadzenie, ale przecież zawsze można przeskoczyć kilka stron dalej. Dalej – dosłownie, bo w pierwszym rozdziale dowiadujemy się o tym jak zidentyfikować czy dana witryna jest oparta o Joomla czy inny system. Banalne metody, które moim zdaniem powinny się znaleźć, ale nie w tej pozycji(bardziej pasuje do jakiegoś samouczka dla naprawdę początkujących). Na końcu pierwszego rozdziału miło zaskoczyły mnie obalane mity na temat wykorzystywania materiałów znalezionych w sieci do budowania swojej witryny(od stylów CSS po kod źródłowy i zdjęcia).
Plusem dla książki jest prosty język, którym dotrze się nawet do osób, które wcześniej nie miały styczności z systemem Joomla. Choć według mnie za tę pozycję mimo wszystko powinna zabierać się osoba, która kiedyś spotkała się z tego typu CMS’em. “Gwoździem programu” jest dopiero rozdział trzecie, który zainteresował mnie na tyle, że przeczytałem go z wielkim zaciekawieniem, choćby dla niego warto zaopatrzyć się w tę pozycję. Przez 59 stron, czytając kartka po kartce sączymy odrobinę informacji na temat tworzenia własnego layouta niczym gąbka – wodę. Poza tworzeniem wersji na ekrany naszych komputerów autor książki znalazł również miejsce na opis tworzenia template’a na urządzenia mobilne. Z racji tego, że wersja 1.0.x nie jest już wspierana przez Joomla. Dlatego też książka skupia się głównie na wersji 1.5 i 1.6
W dalszych rozdziałach dowiesz się również o odpowiednim doborze fontów dla Twojej witryny, ale co ciekawe poszerzysz swoją wiedzę z zakresu ochrony prawnej szablonów dostępnych w sieci. Dowiesz się również jak odróżnić inspirację od zapożyczenia, albo jak to bywa z plagiatem.
Budując witrynę w sieci, bez względu na to czy prywatną czy firmową, warto pamiętać o tym, że projekt graficzny przyciągający oko to jeden z ważniejszych elementów każdej strony internetowej. W ciągu kilku sekund na jego podstawie zapadnie decyzja czy to Ty osiągniesz sukces poprzez zainteresowanie internauty swoją stroną czy zrobi to konkurencja. Przygotowując stronę opartą o system Joomla z solidnie przygotowanym szablonem oszczędzasz nie tylko swój czas i pieniądze, ale masz również pewność, że to co chcesz przekazać odbiorcy zostanie zaszufladkowane w jego pamięci.
polishwords.com.pl 2011-10-26
Logo Design Love: Zaprojektuj genialny logotyp!
“Firma bez logo jest jak człowiek bez twarzy” i w tym aspekcie jest to stu procentowa prawda. Z jednej strony firmy nie posiadające logo tłumaczą brakiem zapotrzebowania na nie lub brakiem pieniędzy. W przypadku pieniędzy może się okazać, że inwestycja w logotyp zwróci się szybciej niż wydaje się to właścicielowi firmy. Każdego dnia widzimy dziesiątki logotypów różnych firm, i na dodatek są to takie, które jesteśmy w stanie naszkicować z pamięci. Nieprzypadkowo twórcy logotypów stawiają na prostotę, bowiem to ona jest uznawana za element, który zadecyduje o tym czy nasz mózg będzie w stanie spamiętać logo danej firmy czy nie.
Książka Logo Design Love jest świetnym podręcznikiem dla osób, ktore chcą poznać tajniki projektowania długowiecznych logotypów, dowiedzieć się jak wycenić swój projekt oraz na co warto zwracać uwagę przy jego tworzeniu. W dodatku została napisana przez grafika z bogatym doświadczeniem prowadzącym również takie blogi jak logodesignlove.com lub davidairey.com. Dlatego też zachęcam do lektury bogatej w szereg wskazówek i porad.
Nawiązując do prostoty, o której wcześniej wspomniałem autor książki David Airey porównuje Mona Lisę i prosty logotyp. Łatwiej będzie nam zapamiętać jeden element, np. uśmiech Mony Lisy niż kilka innych szczegółów takich jak strój, ułożenie rąk albo tło, na którym została namalowana. Co w przypadku, kiedy miałbyś naszkicować logo McDonald’s oraz wizerunek Mony Lisy? Które z Twoich dzieł przypominałoby oryginał? Na to pytanie odpowiedz sobie sam, ale po odpowiedź odsyłam do książki.
Okazuje się, że wokół nas są setki logotypów, na które już z przyzwyczajenia nie zwracamy większej uwagi w naszym domu. Autor poświęcił 33 minuty swego życia, aby sfotografować każdy logotyp, który spotkał przy wykonywaniu porannych czynności od momentu dźwięku budzika. Wyniki tego eksperymentu są dość interesujące. W dodatku po przeczytaniu tej części z jeszcze większą ochotę chce się czytać kolejne rozdziały.
Bardzo ważnym elementem przy tworzeniu logotypu jest gromadzenie informacji, które pozwoli nam określić potrzeby danej firmy. Należy pamiętać przy zadawaniu pytań, że zapotrzebowanie poszczególnych firm i branż są zróżnicowane. Od podstawowych pytań nawiązujących do historii firmy i jej konkurencji po takie dotyczące kojarzonych słów z daną firmą. Właśnie w tej książce znajdziemy wiele pytań i odpowiedzi na tego typu zagadnienia.
Kolejnym ciekawym zagadnieniem pojawiającym się w następnym rozdziale jest wycena projektu. Pewnie nie jednokrotnie zastanawiałeś się ile wziąć za wykonanie projektu. Wiedza zawarta w tym rozdziale nie tylko posłuży w wycenie projektu logotypów, ale również innych usług wykonywanych przez Ciebie. Airey w swojej książce przedstawia kilka czynników, które decydują o cenie projektu graficznego. Do takich m.in. zalicza się poziom Twoich kompetencji, czas realizacji projektu, a nawet bieżąca sytuacja gospodarcza.
Odnosząc się do sytuacja gospodarczej wiele firm szuka oszczędności, dlatego też odpowiednio dostosowana kwota za projekt jest jedną z ważnych kwestii, ale i zaliczka, która pozwoli nam się zabezpieczyć przed klientem-oszustem. Co w sytuacji, kiedy rozpoczeliśmy już tworzenie projektu, wysyłamy pierwsze wypociny, a nasz klient nagle wyparował? Zapewne wielu projektantów(szczególnie stawiających pierwsze kroki) trafiło choć raz na takiego klienta. Dla tych którzy chcą się tego ustrzec, autor w klarowny sposób radzi w jaki sposób pobierać zaliczki i od czego uzależnić ich wysokość.
W dalszych rozdziałach znajdziemy szeroki opis tworzenia mapy myślowej, ale na sam koniec autor pozostawił nam kilkanaście porad dotyczących projektowania logo, których zapewne na próżno szukać w sieci.
“Nigdy nie przestawaj projektować, nawet jeśli nie masz akurat żadnego konkretnego zadania. W ten sposób zachowasz świeżość umysłu i nie stracisz motywacji”, a wszelkie niedociągnięcia i braki wiedzy zdobywaj poprzez czytanie tej książki.
Książka Logo Design Love jest świetnym podręcznikiem dla osób, ktore chcą poznać tajniki projektowania długowiecznych logotypów, dowiedzieć się jak wycenić swój projekt oraz na co warto zwracać uwagę przy jego tworzeniu. W dodatku została napisana przez grafika z bogatym doświadczeniem prowadzącym również takie blogi jak logodesignlove.com lub davidairey.com. Dlatego też zachęcam do lektury bogatej w szereg wskazówek i porad.
Nawiązując do prostoty, o której wcześniej wspomniałem autor książki David Airey porównuje Mona Lisę i prosty logotyp. Łatwiej będzie nam zapamiętać jeden element, np. uśmiech Mony Lisy niż kilka innych szczegółów takich jak strój, ułożenie rąk albo tło, na którym została namalowana. Co w przypadku, kiedy miałbyś naszkicować logo McDonald’s oraz wizerunek Mony Lisy? Które z Twoich dzieł przypominałoby oryginał? Na to pytanie odpowiedz sobie sam, ale po odpowiedź odsyłam do książki.
Okazuje się, że wokół nas są setki logotypów, na które już z przyzwyczajenia nie zwracamy większej uwagi w naszym domu. Autor poświęcił 33 minuty swego życia, aby sfotografować każdy logotyp, który spotkał przy wykonywaniu porannych czynności od momentu dźwięku budzika. Wyniki tego eksperymentu są dość interesujące. W dodatku po przeczytaniu tej części z jeszcze większą ochotę chce się czytać kolejne rozdziały.
Bardzo ważnym elementem przy tworzeniu logotypu jest gromadzenie informacji, które pozwoli nam określić potrzeby danej firmy. Należy pamiętać przy zadawaniu pytań, że zapotrzebowanie poszczególnych firm i branż są zróżnicowane. Od podstawowych pytań nawiązujących do historii firmy i jej konkurencji po takie dotyczące kojarzonych słów z daną firmą. Właśnie w tej książce znajdziemy wiele pytań i odpowiedzi na tego typu zagadnienia.
Kolejnym ciekawym zagadnieniem pojawiającym się w następnym rozdziale jest wycena projektu. Pewnie nie jednokrotnie zastanawiałeś się ile wziąć za wykonanie projektu. Wiedza zawarta w tym rozdziale nie tylko posłuży w wycenie projektu logotypów, ale również innych usług wykonywanych przez Ciebie. Airey w swojej książce przedstawia kilka czynników, które decydują o cenie projektu graficznego. Do takich m.in. zalicza się poziom Twoich kompetencji, czas realizacji projektu, a nawet bieżąca sytuacja gospodarcza.
Odnosząc się do sytuacja gospodarczej wiele firm szuka oszczędności, dlatego też odpowiednio dostosowana kwota za projekt jest jedną z ważnych kwestii, ale i zaliczka, która pozwoli nam się zabezpieczyć przed klientem-oszustem. Co w sytuacji, kiedy rozpoczeliśmy już tworzenie projektu, wysyłamy pierwsze wypociny, a nasz klient nagle wyparował? Zapewne wielu projektantów(szczególnie stawiających pierwsze kroki) trafiło choć raz na takiego klienta. Dla tych którzy chcą się tego ustrzec, autor w klarowny sposób radzi w jaki sposób pobierać zaliczki i od czego uzależnić ich wysokość.
W dalszych rozdziałach znajdziemy szeroki opis tworzenia mapy myślowej, ale na sam koniec autor pozostawił nam kilkanaście porad dotyczących projektowania logo, których zapewne na próżno szukać w sieci.
“Nigdy nie przestawaj projektować, nawet jeśli nie masz akurat żadnego konkretnego zadania. W ten sposób zachowasz świeżość umysłu i nie stracisz motywacji”, a wszelkie niedociągnięcia i braki wiedzy zdobywaj poprzez czytanie tej książki.
polishwords.com.pl 2011-12-19
Pozycjonowanie i optymalizacja stron WWW. Jak się to robi. Wydanie III
Wielu początkujących administratorów – twórców stron internetowych wyobraża sobie jej funkcjonowanie mniej więcej tak…hmm…PageRank 2, co najmniej 1000 odsłon dziennie i duże wpływy z reklam. W rzeczywistości jednak to wszystko wygląda nieco inaczej. Page Rank strony jest na niskim poziomie, dziennych odwiedzin można policzyć na palcach jednej ręki a przedstawiciel Google AdSense uprzejmie odmówił z nami współpracy. Co za tym idzie, zapał do pracy maleje, wartość merytoryczna publikowanych treści z postu na post jest coraz niższa, a nam powoli odechciewa się prowadzenia serwisu, o którym tak bardzo marzyliśmy.
Warto zastanowić się na tym co należy zrobić aby dobrze wypaść w internecie. Odpowiedź jest krótka – wypozycjonować naszą witrynę. Internet jako źródło informacji posiada wiele witryn kiepskiej jakości, ale również takie, które są warte ponownego odwiedzenia. W jaki sposób internauta przeszukujący sieć ma akurat wpaść na link do naszej strony?
I tym oto pytaniem postawionym powyżej zachęcam wszystkich posiadaczy stron internetowych do przeczytania książki wydanej przez wyd. Helion pt. Pozycjonowanie i optymalizacja stron – czyli jak to się robi. W pierwszej części dowiadujemy się jak działają najpopularniejsze wyszukiwarki w sieci(Google i NetSprint). Okazuje się, że w Polsce popularność wyszukiwarki z Mountain View jest miażdżąco wysoka(97%, 3% przypada odpowiednio na NetSprint i MSN). Dlatego też w głównej mierze treść książki opiera się o rozwiązania tejże firmy.
W kolejnym rozdziale czytamy o budowaniu wizerunku naszej witryny, potencjalne wzrosty liczby odwiedzin oraz wzrostu zysków z prowadzonej strony. W ciekawy sposób zostały tutaj wyjaśnione flagowe produkty Google AdSense i AdWords. Walka o pozycję to nie wszystko – tak brzmi kolejny rozdział, który poświęcony jest przede wszystkim wartość merytorycznej umieszczanego tekstu. Dodatkowo zasięgniemy porad w jaki sposób stworzyć przemyślany układ i system nawigacji na naszej stronie bez względu na to czym będzie się zajmować nasz serwis.
Istotną częścią w tej całej układance są potencjalne zagrożenia i błędy stosowane przez osoby pozycjonujące witrynę. Okazuje się, że powód nisko osadzonego linku w wyszukiwarce jest banalny, a jednak można go przeoczyć – słowa kluczowe. Autorzy wyjaśniają źle dobrane słowa kluczowe oraz ich przesycenie na stronie. W dalszej części doczytamy o konsekwencjach błędów i stosowania nieetycznych metod pozycjonowania. Informacje zawarte w tym dziale powinny być przestrogą dla osób, które chcą z takich technik skorzystać, a wierzcie, że jest to działanie opłacalne na krótką metę.
Mając już odpowiednio wypozycjonowaną i zoptymalizowaną witrynę warto pomyśleć nad śledzeniem ruchu na naszej stronie. Do dyspozycji mamy wiele systemów monitoringu ruchu. W książce przedstawione są dwa narzędzia AWStats i Google Analytics. Zachęcam do zapoznania się obojgiem narzędzi, które posiadają bogate zaplecze konfiguracyjne ułatwiające analizę odwiedzin witryny.
Jako dodatek do całości wiedzy przekazanej przez Bartosza Danowskiego i Michała Makaruka ostatni rozdział poświęcony jest wielu ciekawym narzędziom ułatwiającym pozycjonowanie i optymalizację witryny. Informacje tam zawarte sięgają od witryny analizującej stronę pod kątem PageRank albo pracę z systemem i monitoring fraz po dokładnie wyjaśnioną obsługę narzędzia SEO Bohater.
Pozycjonowaniem i optymalizacją witryny warto zająć się na etapie rozwojowym, kiedy można jeszcze z użyciem ciekawych narzędzi przyciągnąć użytkownika na swoją stronę, a szczególnie pomocnym elementem tej czynności będzie skorzystanie z powyżej opisanej książki.
Warto zastanowić się na tym co należy zrobić aby dobrze wypaść w internecie. Odpowiedź jest krótka – wypozycjonować naszą witrynę. Internet jako źródło informacji posiada wiele witryn kiepskiej jakości, ale również takie, które są warte ponownego odwiedzenia. W jaki sposób internauta przeszukujący sieć ma akurat wpaść na link do naszej strony?
I tym oto pytaniem postawionym powyżej zachęcam wszystkich posiadaczy stron internetowych do przeczytania książki wydanej przez wyd. Helion pt. Pozycjonowanie i optymalizacja stron – czyli jak to się robi. W pierwszej części dowiadujemy się jak działają najpopularniejsze wyszukiwarki w sieci(Google i NetSprint). Okazuje się, że w Polsce popularność wyszukiwarki z Mountain View jest miażdżąco wysoka(97%, 3% przypada odpowiednio na NetSprint i MSN). Dlatego też w głównej mierze treść książki opiera się o rozwiązania tejże firmy.
W kolejnym rozdziale czytamy o budowaniu wizerunku naszej witryny, potencjalne wzrosty liczby odwiedzin oraz wzrostu zysków z prowadzonej strony. W ciekawy sposób zostały tutaj wyjaśnione flagowe produkty Google AdSense i AdWords. Walka o pozycję to nie wszystko – tak brzmi kolejny rozdział, który poświęcony jest przede wszystkim wartość merytorycznej umieszczanego tekstu. Dodatkowo zasięgniemy porad w jaki sposób stworzyć przemyślany układ i system nawigacji na naszej stronie bez względu na to czym będzie się zajmować nasz serwis.
Istotną częścią w tej całej układance są potencjalne zagrożenia i błędy stosowane przez osoby pozycjonujące witrynę. Okazuje się, że powód nisko osadzonego linku w wyszukiwarce jest banalny, a jednak można go przeoczyć – słowa kluczowe. Autorzy wyjaśniają źle dobrane słowa kluczowe oraz ich przesycenie na stronie. W dalszej części doczytamy o konsekwencjach błędów i stosowania nieetycznych metod pozycjonowania. Informacje zawarte w tym dziale powinny być przestrogą dla osób, które chcą z takich technik skorzystać, a wierzcie, że jest to działanie opłacalne na krótką metę.
Mając już odpowiednio wypozycjonowaną i zoptymalizowaną witrynę warto pomyśleć nad śledzeniem ruchu na naszej stronie. Do dyspozycji mamy wiele systemów monitoringu ruchu. W książce przedstawione są dwa narzędzia AWStats i Google Analytics. Zachęcam do zapoznania się obojgiem narzędzi, które posiadają bogate zaplecze konfiguracyjne ułatwiające analizę odwiedzin witryny.
Jako dodatek do całości wiedzy przekazanej przez Bartosza Danowskiego i Michała Makaruka ostatni rozdział poświęcony jest wielu ciekawym narzędziom ułatwiającym pozycjonowanie i optymalizację witryny. Informacje tam zawarte sięgają od witryny analizującej stronę pod kątem PageRank albo pracę z systemem i monitoring fraz po dokładnie wyjaśnioną obsługę narzędzia SEO Bohater.
Pozycjonowaniem i optymalizacją witryny warto zająć się na etapie rozwojowym, kiedy można jeszcze z użyciem ciekawych narzędzi przyciągnąć użytkownika na swoją stronę, a szczególnie pomocnym elementem tej czynności będzie skorzystanie z powyżej opisanej książki.
polishwords.com.pl 2011-12-16
Social Media Marketing. Odkryj potencjał Facebooka, Twittera i innych portali społecznościowych
„Jak to się robi w nowych mediach?”
Powyższy cytat odwołuje się do jednego ze sloganów widocznych na okładce „Social media marketing” Liany „Li” Evans. Książkę ową, otrzymałem do recenzji od księgarni One Press, tym samym rozpoczynając współpracę, mam nadzieję, że owocną, bo książek wciąż mi brakuje. ;)
Tytuł książki w zasadzie tłumaczy pokrótce to, co znajdziemy na kolejnych jej stronicach. We wstępie jeszcze kilka słów o autorce, Liana Evans, z wykształcenia PRowiec i informatyk. Pracę rozpoczynała jako specjalista od marketingu w wyszukiwarkach, prowadzi również własnego bloga „Search Marketing Gurus”. Te 300 stron składajace się na „Social media marketing” to jej przemyślenia i rady dla ludzi, którzy pracują lub dopiero zaczną pracować w przestrzeni mediów społecznościowych. Właśnie, kto powinien zajmować się social mediami?
Co nie przypadło mi do gustu podczas lektury?
Przede wszystkim autorka dyskredytuje prace agencji, uważa, że tylko klient zna swój produkt na tyle, żeby go wypromować w mediach społecznościowych i skutecznie nawiązać dialog. Ok, może w USA, ale w Polsce wewnętrzne komórki social mediowe nawet w dużych firmach do rzadkość. Po prostu ludzie, którzy wiedzą co w trawie piszczy zatrudniają się w agencjach. Uczęszczają również na szkolenia produktowe, śledzą rynek do którego przynależy klient, starają się zdobyć wszelkie potrzebne know how, aby prowadzić skuteczne kampanie. Za tą wadą idą również liczne odwołania autorki do wprowadzania polityki social mediowej w firmie, po prostu pominąłem te rozdziały, bo sam pracuję w tej chwili po stronie agencji.
Mankament drugi, autorka wymienia wiele platform i serwisów, które w Polsce są postrzegane marginalnie albo ich czas świetności minął… Czytając trzeba wziąć na to poprawkę i z tym łączy się ostatnia moim zdaniem wada tej publikacji: każda książka o Internecie jest przeterminowana już w chwili wydania. Co nie znaczy jednak, że książka jest bezwartościowa, po prostu chciałem najpierw wylać swoje żale, żeby przejść do tego co w twórczości pani Evans mi się spodobało.
„Odkryj potencjał Facebooka, Twittera i innych portali społecznościowych”
Nie istnieje idealna publikacja książkowa na temat jak prowadzić kampanie w mediach społecznościowych, podobnie ma się rzecz z książkami na temat Public Relations, po prostu szybko się przeterminowują, co nie znaczy, że nie można z nich czerpać inspiracji. Co w tej materii oferuje nam omawiana pozycja?
Przede wszystkim autorka potępia podejścia ad hoc do mediów społecznościowych. Pierwsza część książki (łącznie jest ich pięć), to skupienie się na budowaniu strategii, poznawaniu grupy odbiorców i dobieraniu odpowiednich serwisów, w których ta grupa docelowa się udziela. W Polsce mamy o tyle łatwiej, że tych serwisów topowych jest stosunkowo mało i research zajmuje mniej czasu.
Kolejnym pryncypium, na które zwraca uwagę autorka, to dialog, a nawet jak niedawno pisał Blogosławiony, multilog. Zawsze gdzieś internauci będą rozmawiać o danej marce i zadaniem dobrego community managera lub social media konsultanta jest dotrzeć do źródła rozmowy, obserwować i ewentualnie grzecznie się wtrącić.
„Dialog i tak ma miejsce – z Tobą czy bez Ciebie”
Nie można lekceważyć roli mediów społecznościowych, ponieważ są świetnym narzędziem wizerunkowym i jeśli brand/firma nie zadbają o to, żeby złagodzić ton tychże, to kto zrobi to za nich? Dużo miejsca poświęcono również wadze monitoringu social media.
Liana Evans większość swoich tez, popiera krótkimi case’ami, które nie są na pewno wyczerpujące, ale obrazują opisywane zagadnienia. I tak znalazło się miejsce dla Pizzy Hut i jej „twitterowego stażysty” czy zmiany polityki obsługi klienta w firmie Dell. Mamy więc dwie strony medalu, sukcesy i porażki w social media, a wiadomo, że dobrze jest nie popełniać czyichś błędów.
Czy warto poświęcić 49 złotych na tą książkę?
Tak, moim zdaniem warto. Czemu, skoro już na wstępie wytknąłem jej braki? Oprócz wyraźnych zalet książka pokazuje amerykańskie standardy sprzed dwóch lat, a polska branża ma mniej więcej tyle obsuwy za zachodem (czy to socialowa, czy PRowa), więc niektóre case’y mogą być w miarę aktualnymi inspiracjami.
Co więcej jest to skumulowana wiedza na temat mediów społecznościowych, z której możemy uszczknąć ciekawe fragmenty do podesłania dla klienta, jeśli ten do końca tego medium nie rozumie, bo całość jest też napisana bez żargonowego zatchnięcia. Prosty język, proste przykłady i przekaz.
I na koniec warto przypomnieć, że autorka nie postrzega social mediów niczym koń z klapkami na oczach. Patrzy na nie przez pryzmat zarówno marketingu, ROI, narzędzia wizerunkowego, obsługi klienta i pozycjonowania brandu.
„Twoje treści muszą być wartościowe”
Oczywiście kilka słów autorka poświęciła również contentowi, ale to już mam nadzieję doczytacie sami. Dla mnie była to całkiem pożyteczna lektura, oby i dla Was stała się wartościowa.
Rzekłem!
Powyższy cytat odwołuje się do jednego ze sloganów widocznych na okładce „Social media marketing” Liany „Li” Evans. Książkę ową, otrzymałem do recenzji od księgarni One Press, tym samym rozpoczynając współpracę, mam nadzieję, że owocną, bo książek wciąż mi brakuje. ;)
Tytuł książki w zasadzie tłumaczy pokrótce to, co znajdziemy na kolejnych jej stronicach. We wstępie jeszcze kilka słów o autorce, Liana Evans, z wykształcenia PRowiec i informatyk. Pracę rozpoczynała jako specjalista od marketingu w wyszukiwarkach, prowadzi również własnego bloga „Search Marketing Gurus”. Te 300 stron składajace się na „Social media marketing” to jej przemyślenia i rady dla ludzi, którzy pracują lub dopiero zaczną pracować w przestrzeni mediów społecznościowych. Właśnie, kto powinien zajmować się social mediami?
Co nie przypadło mi do gustu podczas lektury?
Przede wszystkim autorka dyskredytuje prace agencji, uważa, że tylko klient zna swój produkt na tyle, żeby go wypromować w mediach społecznościowych i skutecznie nawiązać dialog. Ok, może w USA, ale w Polsce wewnętrzne komórki social mediowe nawet w dużych firmach do rzadkość. Po prostu ludzie, którzy wiedzą co w trawie piszczy zatrudniają się w agencjach. Uczęszczają również na szkolenia produktowe, śledzą rynek do którego przynależy klient, starają się zdobyć wszelkie potrzebne know how, aby prowadzić skuteczne kampanie. Za tą wadą idą również liczne odwołania autorki do wprowadzania polityki social mediowej w firmie, po prostu pominąłem te rozdziały, bo sam pracuję w tej chwili po stronie agencji.
Mankament drugi, autorka wymienia wiele platform i serwisów, które w Polsce są postrzegane marginalnie albo ich czas świetności minął… Czytając trzeba wziąć na to poprawkę i z tym łączy się ostatnia moim zdaniem wada tej publikacji: każda książka o Internecie jest przeterminowana już w chwili wydania. Co nie znaczy jednak, że książka jest bezwartościowa, po prostu chciałem najpierw wylać swoje żale, żeby przejść do tego co w twórczości pani Evans mi się spodobało.
„Odkryj potencjał Facebooka, Twittera i innych portali społecznościowych”
Nie istnieje idealna publikacja książkowa na temat jak prowadzić kampanie w mediach społecznościowych, podobnie ma się rzecz z książkami na temat Public Relations, po prostu szybko się przeterminowują, co nie znaczy, że nie można z nich czerpać inspiracji. Co w tej materii oferuje nam omawiana pozycja?
Przede wszystkim autorka potępia podejścia ad hoc do mediów społecznościowych. Pierwsza część książki (łącznie jest ich pięć), to skupienie się na budowaniu strategii, poznawaniu grupy odbiorców i dobieraniu odpowiednich serwisów, w których ta grupa docelowa się udziela. W Polsce mamy o tyle łatwiej, że tych serwisów topowych jest stosunkowo mało i research zajmuje mniej czasu.
Kolejnym pryncypium, na które zwraca uwagę autorka, to dialog, a nawet jak niedawno pisał Blogosławiony, multilog. Zawsze gdzieś internauci będą rozmawiać o danej marce i zadaniem dobrego community managera lub social media konsultanta jest dotrzeć do źródła rozmowy, obserwować i ewentualnie grzecznie się wtrącić.
„Dialog i tak ma miejsce – z Tobą czy bez Ciebie”
Nie można lekceważyć roli mediów społecznościowych, ponieważ są świetnym narzędziem wizerunkowym i jeśli brand/firma nie zadbają o to, żeby złagodzić ton tychże, to kto zrobi to za nich? Dużo miejsca poświęcono również wadze monitoringu social media.
Liana Evans większość swoich tez, popiera krótkimi case’ami, które nie są na pewno wyczerpujące, ale obrazują opisywane zagadnienia. I tak znalazło się miejsce dla Pizzy Hut i jej „twitterowego stażysty” czy zmiany polityki obsługi klienta w firmie Dell. Mamy więc dwie strony medalu, sukcesy i porażki w social media, a wiadomo, że dobrze jest nie popełniać czyichś błędów.
Czy warto poświęcić 49 złotych na tą książkę?
Tak, moim zdaniem warto. Czemu, skoro już na wstępie wytknąłem jej braki? Oprócz wyraźnych zalet książka pokazuje amerykańskie standardy sprzed dwóch lat, a polska branża ma mniej więcej tyle obsuwy za zachodem (czy to socialowa, czy PRowa), więc niektóre case’y mogą być w miarę aktualnymi inspiracjami.
Co więcej jest to skumulowana wiedza na temat mediów społecznościowych, z której możemy uszczknąć ciekawe fragmenty do podesłania dla klienta, jeśli ten do końca tego medium nie rozumie, bo całość jest też napisana bez żargonowego zatchnięcia. Prosty język, proste przykłady i przekaz.
I na koniec warto przypomnieć, że autorka nie postrzega social mediów niczym koń z klapkami na oczach. Patrzy na nie przez pryzmat zarówno marketingu, ROI, narzędzia wizerunkowego, obsługi klienta i pozycjonowania brandu.
„Twoje treści muszą być wartościowe”
Oczywiście kilka słów autorka poświęciła również contentowi, ale to już mam nadzieję doczytacie sami. Dla mnie była to całkiem pożyteczna lektura, oby i dla Was stała się wartościowa.
Rzekłem!
pijarukoksu.wordpress.com Jakub „Pijaru Koksu” Prószyński