Recenzje
126 dni na "kanapie". Motocyklem dookoła świata. Wydanie 2
Pomysł był zwariowany. Wybrać się w podróż dookoła świata motocyklem, nie mając tego pojazdu ani prawa jazdy. Nie mówiąc już o jakimkolwiek doświadczeniu w jeździe motorem. O tym wszystkim przeczytacie w znakomitej książce Tomasza Gorazdowskiego "126 dni na „kanapie". Motocyklem dookoła świata".
Co prawda nie bez przygód, także ekstremalnych, ale jednak z powodzeniem.I chociaż określenie tej podróży jako „dookoła świata" jest trochę naciągane, gdyż odbyła się ona się tylko przez 3 kontynenty. W żadnym miejscu nie przekroczyła równika, najbardziej zbliżając do niego w Singapurze. A większość trasy dookoła północnej półkuli zarówno pasażerowie jak i ich motory przeleciały samolotami. Co nie zmienia faktu, że jednak był to wyczyn.Relacjonowany w trakcie podróży, przeważnie na żywo, na falach Polskiego Radia i w internetowym blogu, a następnie opisany – od razu dodam, że świetnie – w książce wydanej przez krakowskie Bezdroża. Z licznymi – to jeszcze u nas nowość – odsyłaczami na strony internetowe tego wydawnictwa, otwierając które można znaleźć ciekawe filmy i zdjęcia znacznie rozszerzające obraz opisywanych miejsc, do których dotarli podróżnicy. Bo było ich dwu. Pomysłodawcy tej wyprawy udało się bowiem znaleźć i namówić do udziału w niej kolegę – radiowca.Następnie – szczegółów nie będę zdradzał, bo to naprawdę warto samemu przeczytać – szybko skończyć kurs i zdać egzamin na motocyklowe prawo jazdy, znaleźć sponsora – firmę z branży motorowej, bo Polskie Radio nie miało pieniędzy na takie fanaberie. No i zdobyć oraz przygotować odpowiedni sprzęt – także radiowy. Wybrać trasę, co w złożonej sytuacji politycznej zwłaszcza w południowo – wschodniej Azji nie było proste, bo zbyt ryzykowna mogła być np. planowana jazda przez Pakistan. I, oczywiście, załatwić wiele formalności, dokumentów, wiz itp.
Nie miała prawa się udać
Po to, aby autor mógł we wstępie do tej książki napisać: „Kiedy patrzę na naszą wyprawę z perspektywy kilku miesięcy, które minęły od jej zakończenia, coraz bardziej jestem przekonany, że ONA nie miała prawa się udać. A jednak, ta ułańska fantazja... Daliśmy radę! Dzięki determinacji, szczęściu i dobrym ludziom po drodze...". Zaś w ostatnim zdaniu: „Podobno – jak mówią Chińczycy – żaba na dnie studni nigdy nie zobaczy morskich fal. Trzeba się odważyć, trzeba sięgać dalej, wyżej, głębiej, by te fale zobaczyć. Ja je zobaczyłem". A o tym, co działo się od narodzenia idei takiej podróży do możliwości napisania tego ostatniego zdania, jest właśnie książkowa relacja z niej.
Dwaj podróżnicy – dziennikarze radiowej Trójki: Tomek ( tak się sam przedstawia ) Gorazdowski, autor książki i Michał Gąsiorowski spędzili 4 miesiące – dokładnie 126 dni, na siodełkach motocykli. Przejechali ponad 21 tys. km, odwiedzili 19 krajów. Podróżowali przez Europę, turecką Anatolię i Kapadocję, pustynny Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie, tajlandzką dżunglę i malezyjskie herbaciane wzgórza. Przejechali w poprzek Indie i USA zmagając się m.in. z upałami i ulewnymi deszczami. Poznali setki ludzi, masę kultur, zabytków, obyczajów i kuchni. Przeżyli wiele, nie zawsze przyjemnych przygód.
Autor książki opisał to wszystko w sposób bardzo ciekawy, świetnym, żywym językiem, z humorem, a miejscami nawet autoironią. Sporo miejsca w tej relacji zajmują opisy samej jazdy, dróg i ruchu drogowego – z najbardziej niesamowitym w Indiach oraz w wielu wielkich, zatłoczonych miastach. Każdy, kto tam był, wie zresztą jak się tam podróżuje, a polskie drogi i ulice wydają się z tamtej perspektywy pustymi oazami spokoju. Nie brak też w książce kapitalnych ( nie dla uczestniczących w nich podróżników ! ) scen bezduszności i trzymania się, nawet absurdalnych przepisów, zwłaszcza przez granicznych, biurokratów.
Odprawa jak wieczność
Z których, obok irańskich i indyjskich, palma pierwszeństwa należy się bezsprzecznie amerykańskim. Odprawienie z Miami do Londynu motocykli samolotem zajęło bowiem... 9 dni. Tamtejszy celnik – geniusz ( autor określa go mniej elegancko ) na którego nie było mocnych, stwierdzając brak jednego papierka nie wydanego podróżnikom przy wjeździe do USA na lotnisku w San Francisko, uparł się, że powinni... wylecieć też z tego – odległego o 6,5 tys. km – miasta. Nie bez racji autor stwierdził więc, że sama jazda – mimo niekiedy bardzo trudnych warunków pogodowych i klimatycznych – była najłatwiejszą częścią całej wyprawy.
Mocną stroną książki są opisy krajów i miejscowości oraz spotkań z ludźmi i ich postaw, udzielanej przez nich pomocy – także w trudnych sytuacjach. Np. wypadku jednego z podróżników i uszkodzenia motocykla koło Persepolis w Iranie, co postawiło dalszą jazdę pod znakiem zapytania. Opisy te czytałem z tym większym zainteresowaniem, że większą część ich trasy od Warszawy do Singapuru znam z autopsji. Niektóre odcinki przejeżdżałem kilkakrotnie, chociaż nie motocyklem. Podobnie nie raz byłem w niektórych opisywanych miejscach.
Tym łatwiej więc docenić mi to, co napisał o nich autor. Za szczególnie udane i trafne uważam relacje z Kapadocji oglądanej z ziemi, podziemi i powietrza – z lotu balonem, Indii – zwłaszcza Agry i Tadż Mahal oraz Varanasi, Malezji oraz Singapuru. Znalazłem w nich sporo ciekawych informacji, w tym mało na ogół znanych, np. że słynne bliźniacze, połączone na 2/3 wysokości łącznikiem, wieże Petronas Tower w Kuala Lumpur zagłębione są 150 m w głąb ziemi. A słynny człowiek – pająk Alain Robert wszedł na sam szczyt iglicy jednej z nich, bez lin i żadnego zabezpieczenia. Chociaż dopiero za trzecim podejściem, gdyż podczas pierwszych dwu był „zdejmowany" przed osiągnięciem celu przez ochronę gmachu.
W kilku miejscach lektury poczułem jednak niedosyt natrafiając na nieścisłości, czy niedostatek informacji. W opisie słynnego meczetu Selimiye w Edirne, w Turcji kontynentalnej, zabrakło mi informacji, że jest to jedna z około 300 budowli wzniesionych według projektu jednego z najgenialniejszych architektów epoki, Mirmara Sinana ( ok. 1490 – 1588 ). W relacji z najsłynniejszego hotelu w Singapurze – Raffles, autor nie wspomniał ( czyżby o tym nie wiedział ?), że mieszkał w nim i pisał nasz rodak, chociaż pisarz angielski, Józef Conrad – Korzeniowski. I jest w nim niewielkie poświęcone mu muzeum.
Opisując baśniowy, nowy Biały Meczet w Abu Zabi – stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, autora trochę poniosła fantazja, gdy pisał o „dziedzińcu z tysiącem kolumn". W odróżnieniu od niego, widziałem i obfotografowałem ze wszystkich stron z detalami nie tylko ten dziedziniec ( gdy nasi motocykliści przyjechali tam, meczet był niedostępny ze względu na modły ), ale również wnętrza i detale tego meczetu. I zapewniam, że brakuje w nim baaardzo wiele do tysiąca kolumn. Co nie zmienia faktu, że jest to jedna z najpiękniejszych współczesnych budowli sakralnych islamu, tylko z niewielką przesadą porównywana z najwspanialszym mauzoleum świata – Tadż Mahal w Indiach.
Życie „lokalesów"
To tyle przykładowo, dla ścisłości. Trochę drażniło mnie określanie hoteli i innych budynków jako „klimatyczne". Bo klimatyczne to mogą być uzdrowiska lub miejscowości. Zaś budowle i pomieszczenia tylko klimatyzowane lub z klimatyzacją. Za mało eleganckie, gdyż może zostać odebrane jako dowód wyższości i lekceważenia, uważam określanie miejscowej ludności jako „lokalesów". Ale to w gruncie rzeczy drobiazgi. Ciekawe są natomiast włamane w tekst w ramkach, w formie jak gdyby kart wyrwanych ze starych dokumentów, informacje monotematyczne. Np. „Turecka kuchnia", „Psy okiem motocyklisty", „Nadawanie ( relacji radiowych ) z przygodami", „Amerykańskie drogi" i wiele innych.
Wspomniałem o licznych ciekawych przygodach i ich opisach oraz dobrym, nie pozbawionym autoironii języku. Oto kilka cytatów: „Kanpur ( Indie ) okazał się najgorszym miejscem na ziemi. Korki, mnóstwo strasznie kopcących samochodów, dziurawe drogi. Śmiecie już nie po kostki, a chyba po kolana. Wypalone trawy na poboczach, palące się śmieci i opony wzdłuż szosy. Do tego smród z zapchanych rynsztoków... Bezdomni, ich noclegownie przy drodze, brudne kartony, tłuste kawałki materiału służące jako dach...". „Droga ( koło Allahabadu w Indiach ), podobna do polskiej gierkówki, z indyjskimi krzakami między jezdniami, z których niespodziewanie wyłaniali się ludzie, rowery, kozy, świnie. Raz wyłonił się nawet słoń... I dalej opis, jak kaleka bez nóg poruszający się na desce z kółkami usiłował wpakować się na tej drodze pod motocykl, aby uzyskać odszkodowanie za wypadek.
„... codziennie w rzece ( w Varanasi – Benares ) myje się ponad 60 tysięcy ludzi, mimo iż Ganges jest potwornie zanieczyszczony. Do świętej rzeki swoje ścieki spuszcza 115 miast mających powyżej stu tysięcy mieszkańców każde. Że kąpiący się i pijący tę wodę nie padają natychmiast jak muchy, to faktycznie cud. Norma, według której klasyfikuje się wody nadające do pływania w nich, dopuszcza 500 pałeczek E. coli w jednym literze. W wodzie z Gangesu jest ich półtora miliona!!! A Hindusi ją piją!". Dodam od siebie, że pływając tam łodzią, nie odważyłem się zanurzyć w Gangesie nawet palca...
„Stosy pogrzebowe palą się w Varanasi dzień i noc... w nocy Dasahwamedh czy Manikarnika, główne ghaty, w których pali się ciała, wyglądają przerażająco. Płonące stosy pogrzebowe, długie, tańczące cienie palaczy, zwłoki zawinięte w całuny, dzwonki, dzwoneczki, modlitwy dobiegające z daleka i z bliska; wszystko razem jest fascynujące...".
Na zakończenie cytatów jeszcze coś z realiów tej podróży „Pierwsza rzecz po ulokowaniu się w hotelu to prysznic. To nie była fanaberia. To była absolutna konieczność związana ze zdjęciem butów. Po całym dniu w wysokich, grubych, wzmacnianych, skórzanych butach nasze stopy załatwiały wszystkich i wszystko w promieniu kilku metrów. Włączone telewizory traciły kolory, kwiaty w wazonach więdły w oczach, komary i muchy padały w locie, a jednostki ludzkie, które pojawiały się w okolicy ( na przykład pokojówka przynosząca dodatkowy klucz do pokoju ), zawracały z krzykiem".
No i z podróży przez USA: „Rano zdążyliśmy jeszcze zjeść typowe amerykańskie śniadanie z naleśnikami grubości maty plażowej ( i rozmiarem niewiele jej ustępującymi ). Naleśniki były nielimitowane...". Oczywiście oprócz takich opisów i scenek, są w książce setki innych. Ciekawych – o ludziach, zwyczajach, zabytkach, krajobrazach, przyrodzie. Naprawdę warto ją przeczytać, obejrzeć liczne, zamieszczone w niej zdjęcia z podróży, a także otwierać polecane przez autora strony internetowe.
kurier365.pl Cezary Rudziński, 2011-11-17
Czarnogóra, Serbia i Bośnia. Zielony Przewodnik. Wyd. 1
Z założenia nieufnie podchodzę do wszelkich przewodników, dlatego informacje o kraju, który planuję odwiedzić, czerpię głównie od znajomych i ze źródeł internetowych – serwisów turystycznych i forów. Dotarcie do szczegółowych i rzetelnych informacji bywa jednak czasochłonne, a w przewodniku Bezdroży otrzymujemy garść potrzebnych informacji w jednym miejscu
Może gdybym podczas swoich pierwszy podróży na Bałkany była wyposażona w „Zielony Przewodnik” po Czarnogórze, Serbii, Bośni i Hercegowinie, nie znalazłabym się w kilku dość stresujących sytuacjach i byłabym lepiej przygotowana do samej wyprawy. Na pewno nie dziwiłyby mnie kilkugodzinne opóźnienia pociągów (choć to i w warunkach polskich nowością nie jest), autobusy jeżdżące według nikomu nieznanego rozkładu („mniej więcej” w przypadku zgodności z wywieszoną informacją o kursach poszczególnych busów bywa wartością naprawdę relatywną, o czym przekonałam się w Žabljaku), czy chociażby – dla człowieka przeżywającego ćevapowe sensacje żołądkowe to rzecz ważna – brak sieciówek typu KFC czy McDonald’s w Sarajewie (zmieniło się to w grudniu 2011 r.).
Przewodnik obfituje w praktyczne i sprawdzone informacje, które przydadzą się zarówno osobom wybierającym się w te rejony samochodem, podróżującym lokalnymi środkami transportu, jak i autostopowiczom. Nie zapomniano również o turystach silnie odczuwających brak dostępu do internetu bezprzewodowego czy też pozbawionych komputera na czas urlopu – adresy kafejek internetowych i ceny zostały uwzględnione przy opisach poszczególnych miejscowości. W przypadku choroby również niż zostajemy pozbawieni sami sobie – w przewodniku bez trudu znajdziemy adres apteki, a dołączony plan miasta pozwoli nam ją zlokalizować. (Trzeba pamiętać, że regionalna kuchnia potrafi dać się we znaki, więc zakup leków na niestrawność bywa konieczny).
Zmotoryzowani dowiedzą się też, które działania na drodze mogą zaowocować mandatem, jakie są dopuszczalne prędkości na drogach i co może zdenerwować policjanta tak bardzo, że nasza przeprawa ze stróżami prawa na finansowym uszczerbku się nie zakończy. Turyści chcący zobaczyć coś więcej niż standard oferowany przez biura podróży w trakcie wycieczek objazdowych nie będą zawiedzeni – mniej popularne, ale za to nie mniej atrakcyjne obiekty zostały wymienione i krótko opisane, podobnie jak propozycje tras po poszczególnych krajach (np. 2-dniowa wycieczka objazdowa do serca starej Czarnogóry czy kilkudniowe zwiedzanie miast i miasteczek Wojwodiny).
Przewodnik, prócz zestawu ciekawostek podkreślających charakter regionu, zawiera wszelkie niezbędne informacje, jakich potrzebuje osoba po raz pierwszy wyruszająca w te rejony, począwszy od organizacji podróży, przez wiadomości geograficzno-historyczne i kulturowe, aż po opisy interesujących miejsc z tradycyjnym, trzygwiazdkowym systemem oceny atrakcji turystycznych. Słowniczki polsko-serbski i polsko-bośniacki są równie miłym dodatkiem, co wybrane przepisy z kuchni serbskiej, czarnogórskiej czy bośniackiej – osoby lubiące ożywiać kulinarne wspomnienia z podróży we własnym domu na pewno będą zadowolone.
Warto również podkreślić „techniczne” zalety przewodnika – jest on przepięknie wydany, na doskonałej jakości papierze, w wygodnym formacie. Został napisany w bardzo przystępnym języku, bez nadmiernego nagromadzenia epitetów uwypuklających „piękne okoliczności przyrody”. Co najważniejsze, zachowano równowagę między treścią a ilością zamieszczonych zdjęć, dzięki czemu lektura nie nuży, a czytelny układ ułatwia odnalezienie interesujących nas informacji.
W mojej opinii, „Zielony Przewodnik” jest jedną z najlepszych pozycji dostępnych na rynku, jeśli chodzi o przewodniki związane z tą częścią Półwyspu Bałkańskiego – polecam go z czystym sumieniem.
Może gdybym podczas swoich pierwszy podróży na Bałkany była wyposażona w „Zielony Przewodnik” po Czarnogórze, Serbii, Bośni i Hercegowinie, nie znalazłabym się w kilku dość stresujących sytuacjach i byłabym lepiej przygotowana do samej wyprawy. Na pewno nie dziwiłyby mnie kilkugodzinne opóźnienia pociągów (choć to i w warunkach polskich nowością nie jest), autobusy jeżdżące według nikomu nieznanego rozkładu („mniej więcej” w przypadku zgodności z wywieszoną informacją o kursach poszczególnych busów bywa wartością naprawdę relatywną, o czym przekonałam się w Žabljaku), czy chociażby – dla człowieka przeżywającego ćevapowe sensacje żołądkowe to rzecz ważna – brak sieciówek typu KFC czy McDonald’s w Sarajewie (zmieniło się to w grudniu 2011 r.).
Przewodnik obfituje w praktyczne i sprawdzone informacje, które przydadzą się zarówno osobom wybierającym się w te rejony samochodem, podróżującym lokalnymi środkami transportu, jak i autostopowiczom. Nie zapomniano również o turystach silnie odczuwających brak dostępu do internetu bezprzewodowego czy też pozbawionych komputera na czas urlopu – adresy kafejek internetowych i ceny zostały uwzględnione przy opisach poszczególnych miejscowości. W przypadku choroby również niż zostajemy pozbawieni sami sobie – w przewodniku bez trudu znajdziemy adres apteki, a dołączony plan miasta pozwoli nam ją zlokalizować. (Trzeba pamiętać, że regionalna kuchnia potrafi dać się we znaki, więc zakup leków na niestrawność bywa konieczny).
Zmotoryzowani dowiedzą się też, które działania na drodze mogą zaowocować mandatem, jakie są dopuszczalne prędkości na drogach i co może zdenerwować policjanta tak bardzo, że nasza przeprawa ze stróżami prawa na finansowym uszczerbku się nie zakończy. Turyści chcący zobaczyć coś więcej niż standard oferowany przez biura podróży w trakcie wycieczek objazdowych nie będą zawiedzeni – mniej popularne, ale za to nie mniej atrakcyjne obiekty zostały wymienione i krótko opisane, podobnie jak propozycje tras po poszczególnych krajach (np. 2-dniowa wycieczka objazdowa do serca starej Czarnogóry czy kilkudniowe zwiedzanie miast i miasteczek Wojwodiny).
Przewodnik, prócz zestawu ciekawostek podkreślających charakter regionu, zawiera wszelkie niezbędne informacje, jakich potrzebuje osoba po raz pierwszy wyruszająca w te rejony, począwszy od organizacji podróży, przez wiadomości geograficzno-historyczne i kulturowe, aż po opisy interesujących miejsc z tradycyjnym, trzygwiazdkowym systemem oceny atrakcji turystycznych. Słowniczki polsko-serbski i polsko-bośniacki są równie miłym dodatkiem, co wybrane przepisy z kuchni serbskiej, czarnogórskiej czy bośniackiej – osoby lubiące ożywiać kulinarne wspomnienia z podróży we własnym domu na pewno będą zadowolone.
Warto również podkreślić „techniczne” zalety przewodnika – jest on przepięknie wydany, na doskonałej jakości papierze, w wygodnym formacie. Został napisany w bardzo przystępnym języku, bez nadmiernego nagromadzenia epitetów uwypuklających „piękne okoliczności przyrody”. Co najważniejsze, zachowano równowagę między treścią a ilością zamieszczonych zdjęć, dzięki czemu lektura nie nuży, a czytelny układ ułatwia odnalezienie interesujących nas informacji.
W mojej opinii, „Zielony Przewodnik” jest jedną z najlepszych pozycji dostępnych na rynku, jeśli chodzi o przewodniki związane z tą częścią Półwyspu Bałkańskiego – polecam go z czystym sumieniem.
balkanistyka.org Zuzanna Głowacka, 2012-01-15
Droga do oświecenia
Droga do oświecenia jest drogą, którą każdy musi przejść, aby osiągnąć stan buddy. Droga, gdzie pozbywacie się egoizmu, nienawiści, zapatrzenia w siebie, a nabywacie altruizm, współczucie i akceptację. Jest to droga, gdzie stajesz się lepszym człowiekiem. Wyczulonym na emocje i potrzeby innych, znającym podstawowe zasady buddyzmu, cyklicznej egzystencji, karmy, czterech szlachetnych prawda oraz wielu innych aspektów, nad którymi trzeba pomyśleć, pomedytować i zmienić w swoim życiu, aby odrodzić się ponownie jako człowiek.
Oczywiście ta książka to tylko kropla w morzu pytań. Dla osób poszukujących wiedzy to książka idealna. Podzielona na trzy poziomy praktyki (poziomy zaawansowania) umożliwia dokładne wgłębienie się w temat. Rozdziały zakończone Kontemplacją pomogą rozpocząć praktykowanie buddyzmu. Jednakże książka ta zawiera podstawowe założenia, sugerowałabym sięgnąć również po inne lektury, aby wgłębiać się w temat jeszcze bardziej.
To niezwykła i inspirująca książka, napisana dla wyznawców wszystkich religii.
Odkąd pamiętam byłam zafascynowana tą religią. Świat zwrócił szczególną uwagę na Tybet w 2008, a od kilku lat można obserwować wzrost wierzących w buddyzm. Chociaż tak naprawdę buddyzm ciężko nazwać religią - tu nie ma boga. Nie ma cudownego stwórcy. Jest tylko Budda, który poprzez wielokrotne odradzanie się zdobył niezbędną wiedzę i osiągnął najwyższy stopień rozwoju. Jego nauka polega przede wszystkim na altruizmie, którego pozytywne skutki prowadzą do zbierania pozytywnej karmy. Buddyzm to religia pokoju. Od samego początku książki widać, jak wiele dobroci i pokoju nosi w sobie Dalajlama, który z szacunkiem opowiada o innych religiach, żadnej nie oceniając, a nawet chwaląc i ceniąc. Podczas pierwszych strony zaznacza on, że każda religia może się od siebie uczyć, a wyznawcy innych wierzeń nie muszą przechodzić na inną wiarę. Chodzi o sam fakt czerpania z buddyzmu, nauczenia się wielkiego współczucia i akceptacji. Sam Dalajlama uważa, że czasem lepiej jest zostać przy własnym wyznaniu przy okazji zgłębiając tajniki buddyzmu.
"Droga do oświecenia" jest duchowym przewodnikiem, nad którym trzeba się skupić i wielokrotnie do niego wracać. Duchowa podróż jaką pragniemy odbyć będzie trwała przez całe życie. Nie ma nic pośpiesznie, bez przemyślenia i wtajemniczenia. Jednakże buddyzm to jest tajemnicze bractwo, które sekrety zdradza tylko wtedy, gdy odpowiednio się zagłębisz. Wręcz przeciwnie, z całymi naukami możesz zapoznać się od razu, jednak, aby odpowiednio przejść tę drogę należy postępować zgodnie ze wskazówkami, stopniowo krok po kroku.
Lektura ta nie rozwiała wszystkich pytań, przeciwnie, rozbudziła jeszcze więcej. Głód mojej wiedzy dostał pożywkę na kilka godzin, lecz nadal pozostaje. Przede wszystkim kontynuowałam poszukiwania jak buddyzm odnosi się do takich codziennych spraw jak: homoseksualizm, eutanazja, aborcja. Poszukiwałam również takich tradycji jak ślub. To dopiero początek moich poszukiwań. Zachęcam wszystkich zainteresowanych do obycia takich poszukiwań i duchowej podróży. Uwierzcie mi, tu nie ma przykazów życia ani wtrącania się w osobiste sprawy ludzi. Sam Budda do każdego człowieka podchodził w indywidualny sposób, a doktryny buddyjskie, jak mówi sam Dalajlama, powinny być unowocześniane z duchem czasów. Można wierzyć w wybrane aspekty, ale trzeba trzymać się podstawowych zasad. Jak dla mnie buddyzm to religia przyszłości, z której powinien czerpać każdy.
Oczywiście ta książka to tylko kropla w morzu pytań. Dla osób poszukujących wiedzy to książka idealna. Podzielona na trzy poziomy praktyki (poziomy zaawansowania) umożliwia dokładne wgłębienie się w temat. Rozdziały zakończone Kontemplacją pomogą rozpocząć praktykowanie buddyzmu. Jednakże książka ta zawiera podstawowe założenia, sugerowałabym sięgnąć również po inne lektury, aby wgłębiać się w temat jeszcze bardziej.
To niezwykła i inspirująca książka, napisana dla wyznawców wszystkich religii.
Odkąd pamiętam byłam zafascynowana tą religią. Świat zwrócił szczególną uwagę na Tybet w 2008, a od kilku lat można obserwować wzrost wierzących w buddyzm. Chociaż tak naprawdę buddyzm ciężko nazwać religią - tu nie ma boga. Nie ma cudownego stwórcy. Jest tylko Budda, który poprzez wielokrotne odradzanie się zdobył niezbędną wiedzę i osiągnął najwyższy stopień rozwoju. Jego nauka polega przede wszystkim na altruizmie, którego pozytywne skutki prowadzą do zbierania pozytywnej karmy. Buddyzm to religia pokoju. Od samego początku książki widać, jak wiele dobroci i pokoju nosi w sobie Dalajlama, który z szacunkiem opowiada o innych religiach, żadnej nie oceniając, a nawet chwaląc i ceniąc. Podczas pierwszych strony zaznacza on, że każda religia może się od siebie uczyć, a wyznawcy innych wierzeń nie muszą przechodzić na inną wiarę. Chodzi o sam fakt czerpania z buddyzmu, nauczenia się wielkiego współczucia i akceptacji. Sam Dalajlama uważa, że czasem lepiej jest zostać przy własnym wyznaniu przy okazji zgłębiając tajniki buddyzmu.
"Droga do oświecenia" jest duchowym przewodnikiem, nad którym trzeba się skupić i wielokrotnie do niego wracać. Duchowa podróż jaką pragniemy odbyć będzie trwała przez całe życie. Nie ma nic pośpiesznie, bez przemyślenia i wtajemniczenia. Jednakże buddyzm to jest tajemnicze bractwo, które sekrety zdradza tylko wtedy, gdy odpowiednio się zagłębisz. Wręcz przeciwnie, z całymi naukami możesz zapoznać się od razu, jednak, aby odpowiednio przejść tę drogę należy postępować zgodnie ze wskazówkami, stopniowo krok po kroku.
Lektura ta nie rozwiała wszystkich pytań, przeciwnie, rozbudziła jeszcze więcej. Głód mojej wiedzy dostał pożywkę na kilka godzin, lecz nadal pozostaje. Przede wszystkim kontynuowałam poszukiwania jak buddyzm odnosi się do takich codziennych spraw jak: homoseksualizm, eutanazja, aborcja. Poszukiwałam również takich tradycji jak ślub. To dopiero początek moich poszukiwań. Zachęcam wszystkich zainteresowanych do obycia takich poszukiwań i duchowej podróży. Uwierzcie mi, tu nie ma przykazów życia ani wtrącania się w osobiste sprawy ludzi. Sam Budda do każdego człowieka podchodził w indywidualny sposób, a doktryny buddyjskie, jak mówi sam Dalajlama, powinny być unowocześniane z duchem czasów. Można wierzyć w wybrane aspekty, ale trzeba trzymać się podstawowych zasad. Jak dla mnie buddyzm to religia przyszłości, z której powinien czerpać każdy.
wykredowana.blogspot.com Magda Saczuk, 2012-01-27
Jak tego dowieść - krótka opowieść. Dowody matematyczne dla każdego
Fakt ukazania się dobrej książki popularnonaukowej na polskim rynku księgarskim jest znaczącym wydarzeniem, gdyż matematyka pełni wyjątkową rolę w edukacji młodego człowieka. Rozumiał to doskonale arcybiskup prof. dr hab. Stanisław Wielgus – wieloletni rektor KUL, przewodniczący Rady Naukowej Konferencji Episkopatu Polski – gdy w swojej homilii mówił: Zwolennicy ograniczania roli matematyki w kształceniu uczniów nie rozumieją niestety jeszcze jednego niesłychanie ważnego, pedagogicznego tym razem, aspektu, a mianowicie tego, że bez pomocy nauk formalnych, w tym zwłaszcza matematyki, nie można nauczyć dziecka poprawnego, ścisłego, precyzyjnego i logicznego myślenia. To przede wszystkim nauki formalne gimnastykują umysł ucznia. To one, w sposób niedostrzegalny, czynią jego umysł tak elastycznym, by mógł sobie dawać radę w najbardziej trudnych i nieoczekiwanych intelektualnie sytuacjach, by był twórczy i samodzielny.
Słowa arcybiskupa nabierają szczególnego znaczenia w kontekście badań, jakie przeprowadzono w ramach Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów – PISA. Okazało się, że na 32 kraje europejskie zajęliśmy dopiero 30. miejsce, wyprzedzając jedynie Grecję i Portugalię. A przecież nawet najbardziej rozwinięte cywilizacyjnie kraje europejskie czy USA w świetle badań PISA wypadają blado w porównaniu z wieloma krajami azjatyckimi, takimi jak na przykład Japonia czy Chiny. Daje to pewne wyobrażenie, jaką pozycję my zajmujemy w świecie.
Jak pokazują badania PISA, polscy uczniowie stosunkowo dobrze radzą sobie z zadaniami opartymi na schematach, jednak nie potrafią rozwiązywać nietypowych zadań, gdzie trzeba wykazać się znajomością metod przeprowadzania wyrafinowanych rozumowań logicznych.
I tu właśnie widać w całej okazałości ogromne znaczenie książki autorstwa Dariusza Laskowskiego pod tytułem „Jak tego dowieść – krótka opowieść...”, która wypełnia istotną lukę w wykształceniu matematycznym polskiego ucznia. Dzięki publikacji Dariusza Laskowskiego każdy uczeń w Polsce, któremu leży na sercu dobro własnej edukacji matematycznej, może tę lukę wypełnić we własnym zakresie, bez pomocy nauczyciela, gdyż książka ta została napisana wyjątkowo przystępnie. Dlatego może ją czytać z powodzeniem nie tylko licealista, ale również posiadający odpowiednie wyrobienie matematyczne gimnazjalista, i to już począwszy od pierwszej klasy.
Dariusz Laskowski wykazał, że doskonale rozumie unikalną rolę matematyki. Jego książka zawiera bowiem to, co jest istotne w wykształceniu młodego człowieka, a czego, niestety, nie daje szkoła: wtajemnicza czytelnika w zagadnienia dotyczące posługiwania się skutecznymi i wysokowydajnymi rozumowaniami logicznymi, a także odsłania przed nim tajniki przeprowadzania dowodów – zarówno dowodów wprost, dowodów indukcyjnych, rozumowań rekurencyjnych i bardzo ważnych w matematyce dowodów nie wprost, czyli dowodzeniem poprzez sprowadzanie do niedorzeczności. Autor książki wszystkie te dowody – co jest bardzo ważne z edukacyjnego punktu widzenia – ilustruje dużą liczbą konkretnych przykładów. Należy przy tym zaznaczyć, że obecnie metoda dowodzenia indukcyjnego została wykreślona z aktualnych programów nauczania matematyki w szkołach, a szeroko pojmowane rozumowania rekurencyjne i dowody nie wprost w zasadzie nigdy nie były obecne w szkole poza pozostawiającym wiele do życzenia, bo niepełnym, dowodzeniem, że liczba √2 jest niewymierna.
Z publikacji autorstwa Dariusza Laskowskiego korzystać mogą przede wszystkim uczniowie, lecz będzie ona również interesująca dla nauczycieli prowadzących w szkołach koła matematyczne, a także dla wykładowców matematyki na uniwersytetach i akademiach na tych kierunkach, na których kształci się przyszłych nauczycieli.
Dla mnie osobiście książka ta zawiera cenne materiały i porusza zagadnienia, z którymi nigdy wcześniej się nie zetknąłem. Na przykład wiedziałem, że w przypadku ogólnym niemożliwa jest trysekcja kąta, czyli podział danego kąta na trzy kąty o równych miarach. Nie zdawałem sobie jednak sprawy z tego, że jeśli zaznaczymy na linijce dwa punkty, to taka konstrukcja jest jak najbardziej możliwa.
Gorąco polecam tę książkę zarówno uczniom, nauczycielom, jak i wykładowcom matematyki na wyższych uczelniach, bo rzadko zdarza się, że na rynku wydawniczym pojawia się naprawdę wartościowa pozycja z matematyki – a tę na pewno można do takich zaliczyć.
Słowa arcybiskupa nabierają szczególnego znaczenia w kontekście badań, jakie przeprowadzono w ramach Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów – PISA. Okazało się, że na 32 kraje europejskie zajęliśmy dopiero 30. miejsce, wyprzedzając jedynie Grecję i Portugalię. A przecież nawet najbardziej rozwinięte cywilizacyjnie kraje europejskie czy USA w świetle badań PISA wypadają blado w porównaniu z wieloma krajami azjatyckimi, takimi jak na przykład Japonia czy Chiny. Daje to pewne wyobrażenie, jaką pozycję my zajmujemy w świecie.
Jak pokazują badania PISA, polscy uczniowie stosunkowo dobrze radzą sobie z zadaniami opartymi na schematach, jednak nie potrafią rozwiązywać nietypowych zadań, gdzie trzeba wykazać się znajomością metod przeprowadzania wyrafinowanych rozumowań logicznych.
I tu właśnie widać w całej okazałości ogromne znaczenie książki autorstwa Dariusza Laskowskiego pod tytułem „Jak tego dowieść – krótka opowieść...”, która wypełnia istotną lukę w wykształceniu matematycznym polskiego ucznia. Dzięki publikacji Dariusza Laskowskiego każdy uczeń w Polsce, któremu leży na sercu dobro własnej edukacji matematycznej, może tę lukę wypełnić we własnym zakresie, bez pomocy nauczyciela, gdyż książka ta została napisana wyjątkowo przystępnie. Dlatego może ją czytać z powodzeniem nie tylko licealista, ale również posiadający odpowiednie wyrobienie matematyczne gimnazjalista, i to już począwszy od pierwszej klasy.
Dariusz Laskowski wykazał, że doskonale rozumie unikalną rolę matematyki. Jego książka zawiera bowiem to, co jest istotne w wykształceniu młodego człowieka, a czego, niestety, nie daje szkoła: wtajemnicza czytelnika w zagadnienia dotyczące posługiwania się skutecznymi i wysokowydajnymi rozumowaniami logicznymi, a także odsłania przed nim tajniki przeprowadzania dowodów – zarówno dowodów wprost, dowodów indukcyjnych, rozumowań rekurencyjnych i bardzo ważnych w matematyce dowodów nie wprost, czyli dowodzeniem poprzez sprowadzanie do niedorzeczności. Autor książki wszystkie te dowody – co jest bardzo ważne z edukacyjnego punktu widzenia – ilustruje dużą liczbą konkretnych przykładów. Należy przy tym zaznaczyć, że obecnie metoda dowodzenia indukcyjnego została wykreślona z aktualnych programów nauczania matematyki w szkołach, a szeroko pojmowane rozumowania rekurencyjne i dowody nie wprost w zasadzie nigdy nie były obecne w szkole poza pozostawiającym wiele do życzenia, bo niepełnym, dowodzeniem, że liczba √2 jest niewymierna.
Z publikacji autorstwa Dariusza Laskowskiego korzystać mogą przede wszystkim uczniowie, lecz będzie ona również interesująca dla nauczycieli prowadzących w szkołach koła matematyczne, a także dla wykładowców matematyki na uniwersytetach i akademiach na tych kierunkach, na których kształci się przyszłych nauczycieli.
Dla mnie osobiście książka ta zawiera cenne materiały i porusza zagadnienia, z którymi nigdy wcześniej się nie zetknąłem. Na przykład wiedziałem, że w przypadku ogólnym niemożliwa jest trysekcja kąta, czyli podział danego kąta na trzy kąty o równych miarach. Nie zdawałem sobie jednak sprawy z tego, że jeśli zaznaczymy na linijce dwa punkty, to taka konstrukcja jest jak najbardziej możliwa.
Gorąco polecam tę książkę zarówno uczniom, nauczycielom, jak i wykładowcom matematyki na wyższych uczelniach, bo rzadko zdarza się, że na rynku wydawniczym pojawia się naprawdę wartościowa pozycja z matematyki – a tę na pewno można do takich zaliczyć.
swiatmatematyki.pl Eugeniusz Sikorski redaktor merytoryczny
Profesjonalne ujęcia portretowe. Techniki retuszowania zdjęć według Scotta Kelby'ego
Wszyscy chcemy wyglądać na zdjęciach jak najlepiej. Często fotografowane osoby oczekują, że na zdjęciach będą wyglądać lepiej niż w rzeczywistości. Dlatego w fotografii portretowej zrobienie zdjęcia to dopiero połowa drogi, kolejny, często nie mniej ważny etap zaczyna się przed monitorem komputera, w cyfrowej ciemni. Programy graficzne oferują nam wiele opcji, które mają „upiększyć" zdjęcie, ale musimy też wiedzieć, jak umiejętnie z nich skorzystać. Pomocna może okazać się książka „Profesjonalne ujęcia portretowe. Techniki retuszowania zdjęć według Scotta Kelby'ego". W książce w bardzo przystępny sposób krok po kroku opisane i zaprezentowane są różne techniki retuszu. Oprócz standardowych zabiegów znajdziemy także dział poświęcony np. korygowaniu asymetrii twarzy, retuszowaniu odrostów czy wyszczuplaniu twarzy oraz ramion.
Przy każdej omawianej technice Scott prezentuje fotografię przed i po retuszu, i udostępnia kolejne zdjęcie, zachęcając do wypróbowania prezentowanej wcześniej techniki. Jednocześnie ostrzega, że czasami lepiej nie chwalić się zdjęciami przed i po obróbce. Niewskazane jest zwłaszcza pokazywanie obu wersji zainteresowanym, jak łatwo przewidzieć mogłoby to popsuć ich samopoczucie. Uwierzcie, to bardzo cenna uwaga...
Nam spodobał się również ostatni rozdział, poświęcony technikom szybkiego retuszu. Pomaga uporządkować wiedzę, by w 5-10 minut szybko i sprawnie poprawić zdjęcie.
Jak zwykle u Kelby'ego nie trzeba czytać książki od początku, można skakać pomiędzy rozdziałami i szukać informacji, które w danym momencie są nam potrzebne.
Przy każdej omawianej technice Scott prezentuje fotografię przed i po retuszu, i udostępnia kolejne zdjęcie, zachęcając do wypróbowania prezentowanej wcześniej techniki. Jednocześnie ostrzega, że czasami lepiej nie chwalić się zdjęciami przed i po obróbce. Niewskazane jest zwłaszcza pokazywanie obu wersji zainteresowanym, jak łatwo przewidzieć mogłoby to popsuć ich samopoczucie. Uwierzcie, to bardzo cenna uwaga...
Nam spodobał się również ostatni rozdział, poświęcony technikom szybkiego retuszu. Pomaga uporządkować wiedzę, by w 5-10 minut szybko i sprawnie poprawić zdjęcie.
Jak zwykle u Kelby'ego nie trzeba czytać książki od początku, można skakać pomiędzy rozdziałami i szukać informacji, które w danym momencie są nam potrzebne.
Digital Camera Polska MŚ, 2012-02-01