ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Światło, aparat, ujęcie. Kreatywne techniki oświetleniowe

Bob Davis to były fotograf prasowy, który w książce Światło, aparat, ujęcie daje się jednak poznać jako specjalista od ślubów. Raczej nie znajdziesz go zamkniętego w studiu, bowiem na teatr swych działań wybrał plener. W parze z jego preferencjami stale idą wyzwania. Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują. „Zostań badaczem światła” – takimi słowami autor kilkakrotnie zachęca do lektury i eksperymentów ze światłem. Dzięki jego wskazówkom dowiesz się, jak zmierzyć się ze zmieniającym się oświetleniem w fotografii plenerowej i jak utrudnienia obrócić na swoją korzyść. Czego możesz się spodziewać, sięgając do tej książki? Przede wszystkim wielu wiadomości o „żonglowaniu” lampami błyskowymi. Za doświetlenie prawie wszystkich zdjęć zamieszczonych w książce odpowiadało jedynie kilka Speedlightów Canona. Davis pokazuje, jak wykorzystać ich potencjał i jak uniknąć wleczenia ze sobą w plener bardziej skomplikowanego i przede wszystkim ciężkiego sprzętu. Wracając do zamieszczonych w podręczniku zdjęć, każde opatrzone jest komentarzem i rysunkowym schematem ustawienia oświetlenia. Ułatwia to samodzielne próby zapanowania nad światłem zastanym. Najistotniejsze informacje znajdziesz w rozdziałach Zrozumieć światło oraz Kontrolowanie światła. Pierwszy z nich wprowadzi cię w zagadnienie teoretycznie. Drugi odpowie na pytania „jak pracować z lampami?”, „czy potrzebuję więcej lub mniej lamp?” albo „jak pozbyć się tego przeklętego cienia przy fotografowaniu z fleszem?”. Autor nie zapomniał o przedstawieniu różnego rodzaju modyfikatorów światła: dyfuzorów, plastrów miodu, strumienic... Jeśli szukasz książki o fotografii studyjnej, to trafiłeś pod niewłaściwy adres. Ten temat jest tu dość pobieżnie potraktowany, choć moim zdaniem tytuł i okładka sugerują coś innego. Jednak wiedzę, którą zdobędziesz, czytając książkę, bez problemu wykorzystasz i w studiu fotograficznym. Tam jesteś „panem światła” i z pewnością nad nim zapanujesz. Najważniejszą myślą płynącą z książki jest ta, że trzeba nauczyć się rozpoznawać światło i świadomie go używać. Do pełni szczęścia niezbędna będzie żyłka poszukiwacza przygód i naukowca, bo jak inaczej zostać „badaczem światła”?
Foto

Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!

Patrząc na książkę po tytule bardzo mnie zaciekawiła, jako że jestem także osobą, która czynnie 2-3 razy w tygodniu uprawia jogging. Byłem pewien, że na temat biegania mam wystarczającą wiedzę, lecz moje podejście się zmieniło po przeczytaniu książki. Czytając strona po stronie, dowiedziałem się jak ważne jest otoczenie wkoło Nas. Jak osoba trenująca w Nowej Zelandii, może być w pewien sposób lepiej przygotowana do biegu niż Europejczyk czy Amerykanin. Historia jaka jest opisana w książce pokazuje jak z czasem społeczeństwo przyswaja pozytywne wzorce od pojedynczych jednostek w celu udoskonalania swojej osoby. Czytając strona po stronie znajdziesz w książce wszystko na temat: - treningów dla początkujących jak i zaawansowanych (5km, 10km, pół maraton, maraton) - poprawną rozgrzewkę przygotowującą do biegu w aspekcie fizycznym jak i umysłowym. Anatomia mięśni umysłu jak i mięśni ciała. Opis jak uniknąć kontuzji - wyjaśnienie zdywersyfikowanych styli biegania, układu stopy podczas biegu, natężenia biegu - motywacja do biegu ta, która wychodzi od Ciebie jak i od otoczenia w jakim się znajdujesz - „Sztuka startowania w profesjonalnych zawodach” Przed każdym joggingiem odświeżam sobie pamięć i zaglądam do książki, aby podczas biegu myśleć o tym jak moje ciało oraz jakże ważna psychika współpracują ze mną. Jeff Galloway opisuje swoją pasję, która jest oparta o naukowe aspekty, co daje efekt profesjonalizmu, który jest dostępny dla każdego z Nas!
sfbcc.org.pl Paweł Stańczuk, 2011-11-07

Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!

Patrząc na książkę po tytule bardzo mnie zaciekawiła, jako że jestem także osobą, która czynnie 2-3 razy w tygodniu uprawia jogging. Byłem pewien, że na temat biegania mam wystarczającą wiedzę, lecz moje podejście się zmieniło po przeczytaniu książki. Czytając strona po stronie, dowiedziałem się jak ważne jest otoczenie wkoło Nas. Jak osoba trenująca w Nowej Zelandii, może być w pewien sposób lepiej przygotowana do biegu niż Europejczyk czy Amerykanin. Historia jaka jest opisana w książce pokazuje jak z czasem społeczeństwo przyswaja pozytywne wzorce od pojedynczych jednostek w celu udoskonalania swojej osoby. Czytając strona po stronie znajdziesz w książce wszystko na temat: - treningów dla początkujących jak i zaawansowanych (5km, 10km, pół maraton, maraton) - poprawną rozgrzewkę przygotowującą do biegu w aspekcie fizycznym jak i umysłowym. Anatomia mięśni umysłu jak i mięśni ciała. Opis jak uniknąć kontuzji - wyjaśnienie zdywersyfikowanych styli biegania, układu stopy podczas biegu, natężenia biegu - motywacja do biegu ta, która wychodzi od Ciebie jak i od otoczenia w jakim się znajdujesz - „Sztuka startowania w profesjonalnych zawodach” Przed każdym joggingiem odświeżam sobie pamięć i zaglądam do książki, aby podczas biegu myśleć o tym jak moje ciało oraz jakże ważna psychika współpracują ze mną. Jeff Galloway opisuje swoją pasję, która jest oparta o naukowe aspekty, co daje efekt profesjonalizmu, który jest dostępny dla każdego z Nas!
sfbcc.org.pl Paweł Stańczuk, 2011-11-07

Biuro Wszelkiego Pocieszenia

Tu recenzja „Biura wszelkiego pocieszenia”. Autor – Wojciech Zimiński. Objętość – do ugryzienia, poza tym pisane dużą czcionką i z obrazkami. Treść – zabawna, trafnie oddająca niuanse codzienności. Książka jest zbiorem skeczy/ felietonów satyrycznych/ porannych rozśmieszaczy (nic nie skreślać), którymi Zimiński od lat raczy radiosłuchaczy. Jest w niej sporo wątków osobistych ujętych w tak uniwersalny sposób, że nie sposób być jednocześnie widzem, jak i uczestnikiem tych wydarzeń. Bo, kto nie korzystał z „uroku” przecen i promocji, przynosząc do domu sterty nie potrzebnych przedmiotów. Kto (to zdanie skierowane do rodziców) nie malował pokoju dziecka lub nie szedł z nim na spacer do parku. Kto nie prowadził samochodu bombardowany trąbieniem i wyzywaniem innych kierowców. I tak dalej. „Biuro wszelkiego pocieszenia” to poradnik pomagający nie zwariować w świecie przywar (osobistych i narodowych) i śmiać się z nich. Dzięki niemu życie będzie łagodniejsze, a przynajmniej zabawniejsze.
Z życia książek Przemek Opłocki, 2011-11-07

Pragmatyczny programista. Od czeladnika do mistrza

Według autorów pragmatyczny programista to programista szybko wprowadzający nowinki i dostosowujący warsztat, programista dociekliwy, myślący krytycznie, zawsze gotowy do nowych wezwań, a przede wszystkim dbający o swoje rzemiosło. Książka wyjaśnia, jak stać się takim programistą. Czytelnik dowie się, na czym polega filozofia i postawa pragmatyczna oraz jak dobrać i wykorzystywać podstawowy zestaw narzędzi programowania. Otrzyma praktyczną wiedzę w zakresie koncepcji projektowania kontraktowego, uzyskiwania przejrzystości kodu przez stosowanie metadanych i eliminowanie związków fizycznych w systemie. Zrozumie wagę programowania aktywnego w odniesieniu do kodowania mechanicznego. Dowie się, jak uniknąć typowych pułapek czyhających na programistę oraz jak testować oprogramowanie, kiedy do niego przystąpić i jak sprawić, by eliminować błędy tylko raz. Książka jest skierowana do programistów pragnących poprawić swoją efektywność i produktywność.
NetWorld Piotr Kociatkiewicz, 11/2011

Siedem dróg do relaksacji. Naucz się, jak pokonać stres

Dziś kolejny raz będę pisać o poradniku, który jest literaturą dość specyficzną, dlatego jest coś, co chciałabym zaznaczyć od razu na wstępie: nie lubię spekulacji i hurra - optymizmu. Nie wierzę, że wystarczy sobie powiedzieć "jestem super" i nagle faktycznie okaże się, że jestem super. Nie wierzę, że na hasło "pieniądze mnie kochają" kupon w totka okaże się szczęśliwy, a dolary zaczniemy zbierać prosto z ulicy. Nie wierzę również, że wystarczy "nastroić się pozytywnie" (cokolwiek to znaczy) i pstryk!: partner nagle przestanie czepiać się o bałagan, bez problemu uda nam się zmienić pracę na lepszą, a wszystkie problemy rozpłyną się w różowej mgle. Wierzę natomiast w to, że człowiek jest całością. Że nie można cieszyć się pełnią zdrowia, kiedy w naszej głowie kłębią się czarne myśli i odwrotnie: trudno być optymistą, kiedy ciało choruje. Wierzę również w to, że człowiek jest sam sobie w stanie pomóc. Nie mamy wpływu na to, że praca jest stresująca, nie zmienimy gburowatego sąsiada w anioła, ani też nie jesteśmy w stanie usunąć z drogi auta, które wlecze się przed nami. Możemy natomiast sprawić, że te wydarzenia nie wyprowadzą nas z równowagi na resztę dnia, że nie zaczniemy kląć na czym świat stoi i gwałtownie nie podniesie nam się ciśnienie. O tym, w jaki sposób radzić sobie z codziennym stresem, mówi książka Mateusza Karbowskiego. I to, co mi się podoba, to fakt, że nie ma tu żadnych czary mary, o których pisałam wcześniej, tylko konkretne wskazówki, jak wyluzować. Są one oparte na konkretnych badaniach, poparte nazwiskami uczonych oraz przez wiele lat stosowali je ludzie Wschodu. Praca z oddechem, relaksacja Jakobsona, wizualizacja, NLP, medytacja, autohipnoza, trening autogenny Schultza - te hasła są mi znane, ale dopiero teraz zaczynam wcielać je w życie. I jak to przy tego typu książkach bywa, trudno mi powiedzieć, czy wskazówki Mateusza Karbowskiego są skuteczne, czy też nie - będę to mogła ocenić dopiero po kilku tygodniach. Po pierwszej lekturze natomiast najbardziej spodobała mi się metoda Jakobsona, którą od kilku dni stosuję. Jest to nic innego, jak spinanie i rozluźnianie poszczególnych partii mięśni - i działa! Fakt, nie jestem zaprawiona w boju i efekt rozluźnienia utrzymuje się krótko - ale nerwusom i stresowcom taki relaks jest zdecydowanie potrzebny. Do plusów zaliczam również fakt, że tak naprawdę, aby skorzystać z tych technik, nie potrzeba wiele: wystarczą chęci, determinacja, by coś zmienić, spokojne miejsce i dosłownie piętnaście minut wolnego czasu. Aaa - i nie stosować przed snem, bo grozi to nie tyle zrelaksowaniem, co zaśnięciem. Wiem, sprawdziłam :)
slowoczytane.blogspot.com Scarletka, 2011-11-09