Recenzje
Londyn. Przewodnik - Celownik. Wydanie 1
Przewodniki turystyczne wydawnictwa Bezdroża już nieraz zachwyciły mnie atrakcyjnym i profesjonalnym opracowaniem i zyskały we mnie wierną fankę głównie dzięki nowatorskiej i czytelnej formie oraz wyczerpująco wszechstronnej, wysoce satysfakcjonującej zawartości.
Przewodnik po Londynie czaruje starannie dobranymi, niebywale klimatycznymi fotografiami będącymi fascynującym uzupełnieniem alfabetycznego indeksu ponad stu największych atrakcji turystycznych brytyjskiej metropolii. Ta niebagatelna liczba jest chyba najlepszą gwarancją satysfakcjonującego pobytu w Londynie - to, co miasto ma najpiękniejszego do zaoferowania zostało starannie i niezwykle kusząco wyeksponowane na kartach przewodnika w sposób zdolny zadowolić dosłownie każdego.
Miłośników sztuki z pewnością zaintryguje szekspirowski teatr The Globe czy Galeria Narodowa; bardziej rozrywkowi turyści zapewne nie ominą barwnej Soho czy Camden Town, nie mówiąc już o kultowej Abbey Road; romantycy doskonale odnajdą się pośród Wspaniałej Siódemki londyńskich cmentarzy na czele z urokliwym Highgate czy w ogrodach botanicznych Kew Garden. Choć nie sposób wymienić całej rzeszy obowiązkowych atrakcji będącymi zarówno symbolami, jak i wizytówkami miasta, muszę choć wspomnieć o Big Benie, British Museum, opactwie westminsterskim, katedrze św. Pawła, Tower of London, pałacu Buckingham...
Cudowne fotografie w połączeniu z opisem tych miejsc nieodparcie kuszą i doprawdy trudno się im oprzeć.
To jednak nie wszystko, co przewodnik ma do zaoferowania; dla zainteresowanych historią Londynu jest zwięzły, acz treściwy rys historyczny oraz legendy związane z dziejami miasta, które znakomicie dopełniają naszą wiedzę i wyobrażenie o tej metropolii.
Niezwykle czytelna i dokładna mapa Londynu w skali 1:10 000 w połączeniu z urokliwymi fotografiami, interesująco zredagowanym tekstem tworzą zgrabną i intrygującą całość, dzięki której samodzielne zwiedzanie miasta będzie prawdziwą przyjemnością. Czytelny układ stron, przejrzyste odsyłacze, alfabetyczna kolejność stołecznych atrakcji pozwalają na błyskawiczne i bezproblemowe odnalezienie interesujących nas obiektów oraz ich identyfikację, zaś wyczerpująca i treściwa charakterystyka pozwala na dogłębne zapoznanie się z ich historią i specyfiką. Garść praktycznych informacji wieńcząca publikację znacznie ułatwi życie tak zwiedzającym, jak i tym, którzy wyjazd do Londynu dopiero planują.
Przewodnik po Londynie to fachowa, kompleksowa i pod każdym względem atrakcyjna publikacja, która jak mało która nie tylko zapoznaje ze specyfiką tej europejskiej stolicy, lecz także pozwala w nieskrępowany sposób cieszyć się miastem, bezbłędnie trafiać do wybranych celów, ułożyć własny plan zwiedzania oferując niezależność w jego trakcie i w pełni czerpać z bogatej różnorodności atrakcji. Z tym przewodnikiem zaplanowanie jakiejkolwiek wyprawy będzie dziecinnie łatwe, a zwiedzanie obfitować będzie w tylko przyjemne niespodzianki.
Jestem przekonana, że to wszechstronne opracowanie usatysfakcjonuje niejednego turystę i sprawi, że londyńska przygoda zostanie w pamięci przez długi czas.
http://zwiedzamwszechswiat.blogspot.com/
Toskania i Wenecja. W krainie cyprysów, oliwy i win. Wydanie 1
Nie od dziś wiadomo, że nieodłączne ludzkiej egzystencji jest poznawanie piękna świata. Wiele osób poświęca swoje życie podróżom, które nadają jego sens. Co dzień podziwiają niesamowite zabytki, które zapierają dech w piersiach, a jednocześnie wywołują w człowieku uczucie spełnienia. Dlatego też nieustanna wędrówka, która wiąże się z poznaniem jest niezbędna w życiu człowieka oraz przyczynia się do rozwinięcia w Nas poczucia piękna i estetyki. Ale jak wybrać miejsce, które odwiedzimy? Jak nie zgubić się od razu po wyjściu z pociągu czy samolotu ? Wystarczy chwycić za przewodnik ;)
Kolejną osobą, która stanęła na drodze mojej „czytelniczej podróży” jest Pani Agnieszka Masternak. Z tego co udało mi się dowiedzieć, jest ona nie tylko teatrologiem (koneserem teatru), ale również studentką psychologii w ramach Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, które kontynuuje obecnie na rzymskiej La Sapienzy. Włochami zafascynowała się dobrych parę lat temu podczas stypendium w Udine, gdzie studiowała przez rok. Jak dalej można przeczytać na stornie wydawnictwa, Pani Agnieszka oczarowana krajem pizzy i wina, powracała tam wielokrotnie, posuwając się, jak zauważyła, coraz bardziej na południe i mieszkając krótszy lub dłuższy okres czasu w Sienie, Ankonie, Fano, by osiąść wreszcie w Rzymie. Pani Masternak nie tylko angażowała się w międzynarodowe projekty, podejmując m.in. współpracę z włoskimi reżyserami teatralnymi i pozarządowymi organizacjami, ale również z czasem doskonaliła swój język. Jej zainteresowania obejmują teatr, który odnajduje także w widowiskach i świętach, żywych jeszcze zwłaszcza w południowych obszarach Włoch, oraz muzykę, a w szczególności tradycyjne pieśni Ukrainy, Białorusi i Bułgarii, ale przede wszystkim tarantelle z południa Włoch. Chyba jak każdy z Nas, do szczęścia potrzebuje słońca, dobrego jedzenia, otwartych ludzi i piękna wokoło. Autorka przewodnika ma po prostu wewnętrzną potrzebę podróży i odkrywania ciągle nowych rzeczy. Dlatego zapewne Włochy stały się dla niej drugim domem, bo, jak uważa, działają na każdy zmysł i można poznawać je w nieskończoność, wiecznie dając się czymś zachwycić i zaskoczyć.
Pozycja przedstawia dwie najpiękniejsze części Włoch – Wenecję i Toskanię, będące obok Rzymu, najchętniej odwiedzane przez turystów miejsca we Włoszech. Oba są trochę jak z baśni. Jakby nierzeczywista Wenecja, poprzecinana setkami kanałów, w których wodach odbijają się fasady domów, oraz niemalże idealna Toskania z intensywnością swoich kolorów: soczystej zieleni rozległych pól i ciemnej zieleni cyprysów, sieny palonej, ochry, bieli i żółci kamiennych willi i miast, tak wkomponowanych w krajobraz, że wydają się być od zawsze jego częścią. W obu tych miejscach, których wygląd wciąż niewiele różni się od tego,jakim znamy go z płócien renesansowych mistrzów, widać ingerencję człowieka w naturę, którą udało się ujarzmić w harmonijny sposób, nie pozbawiając jej piękna. I patrząc na to piękno, łatwo uświadomić sobie, że to tu właśnie rodziła się kultura, która zadecydowała o późniejszych losach sztuki całej Europy.*
Bez żadnych ogródek przyznaję, że nie czytuję przewodników zbyt często. Kiedy chcę odpłynąć do nowego, nieznanego świata, najczęściej chwytam za pozycje typowo podróżnicze, zazwyczaj spod pióra Pani Pawlikowskiej czy Pana Kraśko. Tym razem jednak, skuszona magiczną Wenecją, która zachwyciła mnie w publikacji „Król złodziei”, postanowiłam się zdecydować na ten typ literatury. Niektórzy powiedzieliby zapewne, że przewodnik nie jest żadną literaturą, gdyż same w nim obrazki i krótkie opisy zabytków. Ale ja się z tym nie zgadzam. Od razu widać, czytając pozycję Pani Agnieszki, że autorka włożyła w wykonanie swojej pozycji dużo pracy. Ponadto w publikacji znajdują się nie tylko obrazki, ale również ciekawostki dotyczące Włoch, ich kultury, jedzenia i świąt oraz niezwykle wyczerpujące opisy zabytków i historie poszczególnych miast.
Co najbardziej spodobało mi się w dziele autorstwa teatrolożki ? Wiele rzeczy mogłabym tu wymienić, począwszy do informacji praktycznych o kolejnych miastach do niezwykle atrakcyjnych zdjęć. Jednak z moim uznaniem spotkały się szczególnie ciekawostki, które nie tylko pomagały ubogacić wiedzę czytelnika, ale również niezwykle dobrze uzupełniały się z opisami wykonanymi przez autorkę. Z chęcią zaczytywałam się w fragment o Lwie św. Marka, czy pierwszym gettcie w Europie ;)
Strasznie spodobały mi się również, już wyżej wspomniane informacje praktyczne. W tym krótkim, ale treściwym tekście mogliśmy znaleźć wiele przydatnych informacji jak adresy i numery telefonów poszczególnych miejsc noclegowych, oraz ceny za dobę w danym miejscu. Myślę, że ten zabieg spotka się z wieloma słowami uznania i ułatwi życie niejednemu Polakowi wybierającemu się do Włoch.
Zaproszenie do podróży, które rozpoczynało książkę, nie tylko zachęciło do dalszej lektury przewodnika, ale również oczarowało czytelnika. Idąc dalej spotkałam się niestety z małym rozczarowaniem. Publikacja została podzielona na trzy części – pierwszą, niemal stustronnicową dotyczącą Włoch, drugą, równie obszerną dotyczącą Toskanii oraz trzecią, zaledwie pięćdziesięciostronnicową dotyczącą Wenecji. Może i by spotkało się to z moim uznaniem (choć początkowo szkoda było mi, że fragment dotyczący magicznej Wenecji jest tak krótki) jednak myślę, że w opisie Włoch nie potrzebnie zawarto część o polityce czy faunie i florze.
Podsumowując muszę przyznać, że z przewodnikiem Pani Agnieszki wybrałabym się do Wenecji i Toskanii ( a może już nawet wybrałam się w mojej wyobraźni), gdyż wszystko jest wręcz „podane na tacy”, a każdy pis jest tak realny, że czytelnik czuje się, jakbym stąpał po gorących ziemiach Włoch ;) Nie zostaje mi nic, jak polecić pozycję przyszłym podróżnikom po półwyspie Apenińskim, a autorce życzyć dalszych, tak owocnych prac ;)
ksiazki-meme.blogspot.com
Adriatyckie wybrzeże Włoch. Szmaragdowym szlakiem od Triestu do Lecce. Wydanie 1
Zastanawiam się czy jestem odpowiednią osobą do recenzowania przewodnika, a to za przyczyną, iż wędrując po świecie, zwiedzając miasta i miasteczka, nie czynię tego z opasłym przewodnikiem w ręku wędrując od jednego opisanego w nim obiektu do drugiego, o którym napisano, że koniecznie trzeba go zobaczyć.
Z reguły w takiej wędrówce zdaję się na własną intuicję, zaglądając w tajemnicze zaułki, wąskie i ciemnawe uliczki, wyszukując wzrokiem to, co mnie zaciekawia i co na moje wyczucie warte jest odwiedzenia. Ta metoda do tej pory mnie nie zawiodła. I tak po powrocie do domu konfrontuję własne wspomnienia z tym co w przewodnikach zostało opisane. Z reguły okazuje się, że zobaczyłem i zwiedziłem większość opisanych w przewodnikach miejsc i jeszcze sporo więcej. Czyli, z przewodników korzystam, ale „post faktum” - po to, by uzupełnić wiedzę o rzeczach, które widziałem. Oczywiście nie wędruję „na oślep”, zabieram ze sobą mapę, plan odwiedzanego miasta i coś na kształt przewodnika, niewielką książeczkę zawierającą podstawowe informacje o miejscach, które penetruję. Na grube, opasłe tomiszcza nie mam miejsca, te pozostają w domu.
„Adriatyckie wybrzeże Włoch” wydawnictwa „Bezdroża” to właśnie jeden z takich przewodników, które ze sobą bym wziął. Nie zajmuje wiele miejsca, nie epatuje nadmiarem barwnych zdjęć – jest ich tyle ile potrzeba, przecież sami za chwilę cuda będziemy oglądać. Zawiera przydatne informacje, adresy, plany, na tyle dokładne, aby się nie zgubić – cóż więcej podróżnik, nie będący Japończykiem czy też Amerykaninem w podróży potrzebuje!
tawernaskipperow.pl MZ, 2011-10-26
Zakamarki marki. Rzeczy, o których mogłeś nie wiedzieć, zapomnieć lub pominąć podczas budowania swojej marki
Każdy szanujący się marketer, PR-owiec czy przedsiębiorca jest świadomy, że prowadzenie firmy/marki wymaga strategii, że brand musi się wyróżniać na tle konkurencji i że niesamowicie ważna jest aktualna witryna internetowa, a zadowolony klient to referencyjna wędka, która przyciągnie następnych. Niestety, domeną ludzką jest zapominanie o najbardziej oczywistych oczywistościach. „Zakamarki marki" napisane przez Pawła Tkaczyka to świetne remedium na marketingową sklerozę i rutynę, która prędzej czy później dopada każdego. Autor, niczym kapłan brandingu, prowokuje nas do rachunku sumienia. W książce pochyla się nad kwestiami związanymi z kreowaniem silnej marki oraz z opracowywaniem strategii komunikacji. Rozdział po rozdziale możemy czytać książkę, jednocześnie patrząc na opisywane w niej kwestie przez pryzmat własnej działalności. Autor sam o sobie mówi, że „zarabia na życie opowiadaniem historii" i tę swadę retora doskonale czuć w słowie pisanym. Dynamiczne i niedługie rozdziały ułatwiają odbiór marketingowych porad. Autor nie napusza się, nie szpikuje tekstu niezrozumiałą terminologią. Nie owija case'ów w bawełnę, pisze tekstem otwartym. Książka nie jest wielkim, zamkniętym dziełem: czyta się ją jednym tchem, ale nie trzeba jej czytać jednym ciągiem. Można podejść do materiału wybiórczo i skupić się tylko na wybranych zagadnieniach.
Paweł Tkaczyk, autor „Zakamarków marki", to przede wszystkim praktyk. Specjalista od zarządzania marką i kreowania wizerunku, który od ponad dziesięciu lat pomaga budować silne brandy i tworzyć kampanie reklamowe. Jest również właścicielem agencji reklamowej MIDEA, z którą tworzył projekty dla takich firm jak Agora i Allegro. Największą popularność zdobył w Internecie jako autor błoga, do którego odsyła w „Zakamarkach". Ja również bardzo gorąco polecam jego teksty obecne w Sieci, W mojej ocenie znajdziemy tam o wiele więcej praktyki. Niestety, nie zgodzę się z hasłem krzyczącym z okładki „Zero teorii. Sama praktyka". Tak naprawdę, poważnie potraktowane case study pojawia się dopiero w ostatnim rozdziale i to budzi pewien niedosyt u czytelnika. Dlatego też, aby w pełni skorzystać z wiedzy zamieszczonej w tej książce, warto odrobić zadanie domowe i przeanalizować poruszane w książce zagadnienia na przykładzie własnego biznesu. Wielkim walorem jest fakt, że autor jest Polakiem i obraca się w polskiej rzeczywistości biznesowej. Wcześniej zajmował się konsultacjami marketingowymi strategii również dla małych i średnich firm, co też ma korzystne odzwierciedlenie w tekście książki (polecam podcast: „Mała wielka firma").
Książka „Zakamarki marki" zwraca uwagę na ważną kwestię, którą jest pozycjonowanie marki. Marka zaczyna swoje życie w umyśle konsumenta - i to od strategii marketingowej zależy, jakie skojarzenia przyjdą mu do głowy, kiedy zobaczy logo danej firmy. Tkaczyk zadaje pytanie: „Jak brzmisz w uchu odbiorcy ". Na początku lat 80. A. Ries i J. Trout mianem pozycjonowania określili działania firmy zwrócone w kierunku potencjalnego klienta w celu odpowiedniego ukształtowania jego spojrzenia na dany produkt. Pozycjonowanie to działanie stricte komunikacyjne. Wielkim sukcesem największych brandów było właśnie zdominowanie konkretnych segmentów rynku i wbicie się w świadomość potencjalnych nabywców. Myśląc o pizzy, od razu asocjuję nazwę „Pizza Hut". Myśląc o butach sportowych, od razu kojarzę takie marki, jak Addidas czy Nike. Ktoś, kto chce zająć naczelną pozycję w świadomości odbiorców, nie może podejmować się porównywania z inną, podobną marką. Musi zostać bezdyskusyjnym liderem, wyróżniając się i będąc najlepszym w konkretnej, wybranej kategorii. Podczas swojej wizyty w Warszawie guru marketingu, A1 i Laura Reis, starali się wytłumaczyć, że lepiej być pierwszym niż lepszym. Ludzie kojarzą bowiem produkty, które się wyróżniają, a nie te, które faktycznie mają najlepszy skład chemiczny. W szybkiej komunikacji obrazkowej nie ma czasu na długie komunikaty i racjonalne analizy. Współcześnie musimy wskazać jedną charakterystyczną cechę naszego produktu i konsekwentnie ją eksponować przez cały czas trwania naszej komunikacji marketingowej (polecam pozycję „22 niezmienne prawa marketingu" A1 Ries, Jack Trout). Pamiętajmy, że wybór konsumenta często ma podłoże emocjonalne.
Kolejną ważną kwestią jest odnalezienie USP (Unique Selling Proposition) swojej usługi lub produktu, czyli unikatowej propozycji sprzedaży. Wyobraźmy sobie, że klient stoi przed wielką ścianą długopisów żelowych, ogląda całą masę opakowań - i co zadecyduje o jego wyborze (zakładając, że żadna z marek nie ma tak ugruntowanej pozycji jak np. Parker) Co odróżnia jeden komplet pisaków od drugiego Unikalna cecha jest kluczem do zwycięskiej komunikacji marketingowej. Dobry USP sprzeda każdy produkt. Swojego czasu miasto Kraków szukało unikalnej właściwości, która by przyciągnęła turystów zagranicznych. Dlaczego europejski turysta miałby przyjechać do Krakowa, a nie do Berlina czy Paryża Specjaliści od promocji miast i regionów wyeksponowali coś, czym nie może się pochwalić żadne inne wielkie miasto Europy: „Lverything is reachable in the walking distance", od jednego do drugiego atrakcyjnego punktu można przejść pieszo, wszystko jest w zasięgu nogi. To obroniło Kraków i wyróżniło jego ofertę na tle mocnej konkurencji. Pytanie o USP produktu to kolejne pytanie, z którym trzeba się zmierzyć na drodze dochodzenia do perfekcji kreowania strategii swojej marki. Paweł Tkaczyk przekonuje, że aby dokonać personalizacji swojej marki, potraktować ją należy jak żywą osobę. Nasz produkt codziennie chodzi na randki z klientami i tak jak przy okazji pierwszego rendez-vous musi zrobić piorunujące ważenie na konsumencie. Musi udowodnić, że wart jest drugiego spotkania. Te proste projekcje mogą być niezwykle konstruktywne i z pewnością przełożą się na realny zysk.
Książka „Zakamarki marki" nie odkrywa Ameryki. Weterana marketingu może lekko znudzić „zawartością merytoryczną" (bo na pewno nie stylem). Natomiast dla początkujących może być zbyt powierzchowna i skrótowa. Od autora jednak możemy się uczyć samych dobrych praktyk działania, a na szczególną uwagę zasługuje jego zaangażowanie w promocję książki. Sposób wprowadzenia jej na rynek jest potwierdzeniem, że autor jest specjalistą w swojej dziedzinie. Strona WWW dedykowana książce jeszcze przed premierą zawierała fragmenty „Zakamarków marki" czytanych przez samego autora. Na jeszcze większe uznanie zasługuje komunikacja na profilu na Facebooku. Paweł Tkaczyk od samego początku prowadził aktywną komunikację, dopytywał, czy dotarły wysyłane egzemplarze książki, i odsyłał użytkowników do opublikowanych na jej temat recenzji. Może i nam uda się trafić na facebookowy profil „Zakamarków marki". Na koniec dodam tylko, że rozliczenie się z grzeszków i zaniedbań marketingowych jest miarodajne tylko wtedy, gdy dokonamy go w uczciwy sposób.
Marketer +, Nowa Sprzedaż Dorota Korczyk, 2011-12-01
Wychowawcze czary-mary. Odzyskaj spokój w domu i ciesz się z posiadania dziecka
Liczysz do trzech i... twoje marudzące dziecko przestaje bić młodszą siostrzyczkę, sprząta zabawki i idzie umyć zęby. To chyba jakieś czary Trochę czary - uważa Thomas W. Phelan, amerykański psycholog kliniczny. Ale przekonuje, że tego typu czary odprawić może każdy rodzic, nauczyciel, dziadek... Jego sposób na ujarzmienie dziecka (w przedziale wiekowym od 2 do 12 lat) jest dość prosty. Gdy miody człowiek zaczyna łobuzować, trzeba policzyć do trzech - dając mu czas na to, żeby przestał, a jeśli nie wykorzysta szansy - wymierzyć niezbyt dotkliwą karę, np. kilka minut samotności w swoim pokoju. W trudnych sytuacjach, psycholog proponuje bardziej kreatywne warianty tej metody, ale wszystkie łączą dwie podstawowe zasady: zero ględzenia i zero emocji. Robienie wykładów dziecku jest zbędne, a okazywanie swojej frustracji i gniewu - szkodliwe.
Plus tej książki: jest prosta, intuicyjna, przyjazna dla dziecka i dla rodziców. Minus: została tylko częściowo spolszczona. Czytamy np. paragrafy obowiązujące w Stanach i Kanadzie. Jeśli ktoś chce wiedzieć, jak ma się do tego polskie prawo, musi sobie sam sprawdzić. Trochę irytujące niedopatrzenie.
Magazyn SENS Patrycja Kowalska, 2011-11-01
Wychowawcze czary-mary. Odzyskaj spokój w domu i ciesz się z posiadania dziecka
Liczysz do trzech i... twoje marudzące dziecko przestaje bić młodszą siostrzyczkę, sprząta zabawki i idzie umyć zęby. To chyba jakieś czary Trochę czary - uważa Thomas W. Phelan, amerykański psycholog kliniczny. Ale przekonuje, że tego typu czary odprawić może każdy rodzic, nauczyciel, dziadek... Jego sposób na ujarzmienie dziecka (w przedziale wiekowym od 2 do 12 lat) jest dość prosty. Gdy miody człowiek zaczyna łobuzować, trzeba policzyć do trzech - dając mu czas na to, żeby przestał, a jeśli nie wykorzysta szansy - wymierzyć niezbyt dotkliwą karę, np. kilka minut samotności w swoim pokoju. W trudnych sytuacjach, psycholog proponuje bardziej kreatywne warianty tej metody, ale wszystkie łączą dwie podstawowe zasady: zero ględzenia i zero emocji. Robienie wykładów dziecku jest zbędne, a okazywanie swojej frustracji i gniewu - szkodliwe.
Plus tej książki: jest prosta, intuicyjna, przyjazna dla dziecka i dla rodziców. Minus: została tylko częściowo spolszczona. Czytamy np. paragrafy obowiązujące w Stanach i Kanadzie. Jeśli ktoś chce wiedzieć, jak ma się do tego polskie prawo, musi sobie sam sprawdzić. Trochę irytujące niedopatrzenie.
Magazyn SENS Patrycja Kowalska, 2011-11-01