Recenzje
Ćwiczenia na gitarę dla bystrzaków
Wydawnictwo Helion wyszło naprzeciwko potrzebom osób, które pragną samodzielnie doskonalić swój warsztat gitarowy, przygotowując specjalne poradniki dotyczące gry na gitarze. Wśród nich jest książka ‘Ćwiczenia na gitarę dla bystrzaków’. Jest to ogromny zbiór ćwiczeń ‘treningowych’, z których zapaleni gitarzyści mogą wybierać te, których zadaniem jest usprawnienie przy wykonywaniu konkretnych „myków” gitarowych. Można więc dobrać sobie ćwiczenia bardzo indywidualnie, zgodnie ze swoimi potrzebami. Skale, arpeggia i akordy zostały tu przejrzyście uporządkowane, aby w razie potrzeby łatwo było znaleźć ćwiczenia o konkretnym przeznaczeniu. Książka jest w zasadzie w całości poświęcona ćwiczeniom. Nie ma już tutaj teorii, tak jak to było w poradniku „Gitara klasyczna”, gdyż autorzy założyli, że czytelnik już jest po pierwszym zetknięciu z gitarą i jego wiedza wykracza już poza poziom podstawowy. Jednak dwa pierwsze rozdziały stanowi zestawienie podstawowych informacji, które pozwolą na przypomnienie lub uzupełnienie wiedzy. Bardzo pomocne jest zaznaczenie istotnych informacji przy pomocy specjalnych ikonek, którymi zostały oznaczone miejsca, gdzie jest coś, co trzeba zapamiętać, wskazówki lub ostrzeżenia, z czym można mieć problem.
Obie te książki to doskonała pomoc w gitarowych zmaganiach. Początkującym nie pozwolą na wykształcenie niepoprawnych nawyków, a pozostałym muzykującym pomogą sensownie i logicznie udoskonalić grę.
Jeśli więc należycie do wciąż powiększającego się grona grających na gitarze, rady zawarte w książce „Ćwiczenia na gitarę” będą świetnym źródłem pomysłów i doskonałą pomocą naukową w dążeniu do perfekcji.
Sztukater.pl jjon.
Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha
Z niezrozumiałych dla mnie powodów, mam skłonności do kupowania książek, które w nazwie posiadają wyraz „filozofia”. Może to jakieś słowo-klucz dla mojej podświadomości (lub słowo, które otwiera właściwą przegródkę w moim portfelu), w każdym razie – mam na półce wiele takich tytułów. Lepszych lub gorszych; naprawdę różnie jest z jakością. Jak było tym razem? Zapraszam do przeczytania recenzji.
„Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha” autorstwa Johna C. Parkina jest jedną z nowszych pozycji na polskim rynku czytelniczym. Niestety – najczęściej w księgarniach znajduje się ona na dziale „psychologia i poradniki życiowe”; próżno jej szukać w sekcji filozoficznej. Chociaż złośliwi mogą powiedzieć, że jest to jedno i to samo…
Już sama okładka daje jasny przekaz; obrazuje, jakie treści znajdziemy wewnątrz:
Nie przeklinaj – po prostu pieprz to!
Pieprz chęć naprawiania świata!
Pieprz samokontrolę i dyscyplinę!
Pieprz plany i cele!
Pieprz swoje problemy!
Pieprz zdanie innych na Twój temat!
Powiedz: „Pieprzę to” i bądź egoistą!
Tak. To właściwie jest świetne podsumowanie całej treści, jaka znajduje się w tej książce. Bardziej szczegółowo zajmiemy się tym za chwilę. Najpierw wróćmy do samego tytułu – „Filozofia f**k it”. Na pierwszy rzut oka może wydać się on celowym zabiegiem, mającym wzbudzić kontrowersje i poprawić marketingową stronę przedsięwzięcia. Tak właśnie jest; zresztą, podobnie, jak z głównym i jedynym hasłem tej „filozofii”. W końcu „pieprz to” jest bardziej przebojowe niż np. daj spokój. A jak sprawa ma się od strony historycznej, jak zaczął się ten swoisty „ruch fuck it”?
Zaczął się od autora tejże książki. Rzeczony pan, po wielu latach pracy w agencjach reklamowych, postanowił (wraz z żoną) wycofać się z wyścigu szczurów. Przeprowadził się z Wielkiej Brytanii do Włoch, kupił tam małe gospodarstwo. Aktualnie prowadzi zajęcia oraz warsztaty z jogi, relaksacji i medytacji, a przede wszystkim – wciela w życie swój autorski program „fuck it”. Więcej informacji znajdziecie na stronie thehillthatbreathes.com/. Dla tych, co nie mają ochoty sprawdzać – wersja przyspieszona. Tydzień z programem „pieprz to” kosztuje jedynie 995 euro. Można by pomyśleć, że tak leniwe istoty, jak ludzie, doskonale opanowały sztukę odpoczynku. Widocznie jednak niektórzy nie potrafią wcielić tego w życie.
Ogółem – panują klimaty spod znaku New Age. „Filozofia pieprz to” nazywana jest najwyższą drogą duchową. To sposób na ostateczne rozwiązanie większości problemów, a także zdobycia spokoju i wolności. Zachodnia odpowiedź na wschodnią nirwanę. „Fuck it”, rozumiane jako przejście od napięcia do odprężenia. A cytując już samą książkę:
„[...] najbardziej bluźniercza forma wyrażenia najbardziej głębokiej myśli – że kiedy się odprężymy i poddamy zwykłemu biegowi życia, doświadczymy najwyższej wolności.”
Pomimo mojej kąśliwości i ironicznego stylu, którym posługuję się, pisząc o tej książce, nie jest ona taka znowu zła. Główną zaletą jest to, że została napisana z dużym dystansem. Znajduje się w niej wiele żartów; sporo z nich – co mnie niezmiernie cieszy – nie należy do tych, co są poprawne politycznie. Można by nawet użyć pewnego związku frazeologicznego i powiedzieć, że została napisana „z jajem”.
Uczymy się, jak mniej poważnie patrzeć na otaczający nas świat. Dzięki temu możemy spróbować brać z niego to, co istotne i pieprzyć wszystko, co takie nie jest. Uważam, że większość ludzi powinna wziąć sobie do serca przynajmniej część nauk zawartych w tej książce. Oczywiście, dla wielu z nas dostępne są one całkiem naturalnie, nie trzeba kupować specjalnej książki, żeby się ich nauczyć czy je poznać.
Tak naprawdę wszystko, co oferują poradniki życiowe i inne magiczne, złote księgi mądrości, już dawno jest w nas samych. Chodzi głównie o racjonalne przyjmowanie pewnych treści. Naturalną reakcją na tę książkę, moją jak i moich filozofujących przyjaciół, było wykonanie w myślach niekończącej się pętli poprzez sformułowanie „pieprzę pieprz to” i tak dalej, mnożąc słówka na literkę „p”. Jednak takie zabiegi do niczego konstruktywnego nie prowadzą.
Czasem naprawdę zdrowo jest krzyknąć „pieprzę to”, nawet w miejscach publicznych. Można ewentualnie ominąć funkcjonariuszy policji i straży miejskiej. Podejrzewam, że mandat byłby uzasadniony. Można również pieprzyć mandaty – krzyczeć i tak. Jednak np. mnie, jako biednego studenta, na to po prostu nie stać. Oczywiście, mógłbym pieprzyć pieniądze, jedzenie, głód, uczucie odrętwienia, osłabienie, tunel ze światełkiem na końcu… Jednak wcześniej wspomniałem o pewnej dozie racjonalności. Dlatego właśnie kończę z sucharami na dziś, mówię „pieprzę to” w kierunku tej recenzji (ostatni suchar) i idę oglądać głupi animowany serial (dla zainteresowanych: Family Guy).
Polecam także udać się pod adres www.thefuckitway.com. Znajdziemy tam blog autora książki, podobno regularnie aktualizowany. Jedną z ciekawszych rzeczy jest „fuck it chocolate” i choćby dlatego polecam zapoznanie się z tą stroną.
Filozofia.TV blog filozoficzny Michał "Niecny" Mallek
Rybki akwariowe. Seriaporad.pl
„Rybki akwariowe” autorstwa Dona Harpera – recenzja
Przydatny poradnik akwarystyczny nie musi być ani zbyt obszerny, ani drogi. Dowodem na to jest kieszonkowa książeczka autorstwa Dana Harpera pt.: „Rybki akwariowe”. Ów nieco infantylny tytuł tłumaczy fakt, że skierowana jest ona m. in. do najmłodszych akwarystów, ale nie tylko. Pozycja ta została wydana w ubiegłym roku nakładem gliwickiego Wydawnictwa HELION. Stanowi tłumaczenie oryginalnego tekstu z 2007 r., jest więc jak najbardziej aktualna i dostosowana do dzisiejszych standardów akwarystyki.
„Rybki akwariowe” to książka ze wszech miar ekonomiczna, zwłaszcza jeśli chodzi o zużycie papieru i efektywność jego wykorzystania. Na jej zaledwie około 100 maleńkich stronach Autorowi udało się bowiem zebrać podstawowe informacje niezbędne do prawidłowego założenia i pielęgnacji akwarium, a do tego całkiem obszerne opisy wielu gatunków ryb. Zacznijmy jednak od początku. Poradnik otwiera krótki rozdział tłumaczący ludzką fascynację akwarystyką oraz wyjaśniający, czemu hobby to jest tak wspaniałe i co sprawia, że warto zostać akwarystą. Autor przedstawia w nim również jak funkcjonuje organizm ryby oraz udziela garści praktycznych porad dotyczących zakupu zwierząt akwariowych (zarówno co do wyboru gatunków jak i unikania nabywania chorych osobników). Kolejny rozdział poświęcony został zakładaniu akwarium. Autor omawia w nim różne rozwiązania techniczne, możliwości wyboru wielkości i kształtu zbiornika oraz radzi jak unikać podstawowych błędów już na tym etapie. Możemy dowiedzieć się, jakie akwarium najlepiej wybrać dla dziecka, a czego zdecydowanie unikać. Poznajemy wreszcie podstawowe urządzenia techniczne i sposób ich instalacji. Teraz przychodzi kolej na dekoracje i rośliny. Zostają nam przedstawione rozmaite materiały, jakie można wykorzystać do aranżacji wnętrza zbiornika oraz sposoby sadzenia roślin w taki sposób, aby tworzyły atrakcyjne i ciekawe kompozycje. Poznajemy wreszcie same rośliny polecane przez Autora dla początkujących akwarystów. Kolejny rozdział traktuje o zakładaniu akwarium i parametrach wypełniającej go wody. Jego dużym atutem są czytelne, schematyczne rysunki ilustrujące poszczególne etapy prowadzonych prac począwszy od płukania żwirku, po pielęgnację działającego już zbiornika.
Zdecydowanie najobszerniejszym rozdziałem książki Dona Harpera jest część poświęcona opisom ryb akwariowych (co dobrze koresponduje z jej tytułem). Zwierzęta zostały podzielone na grupy systematyczne, każdą z nich zaś opatrzono dość obszernym wstępem. Poszczególne prezentowane tutaj gatunki zostały całkiem dokładnie opisane, zaś najważniejsze szczegóły dotyczące ich pielęgnacji wypunktowano w czytelnych, zaznaczonych szarym kolorem ramkach. Dzięki takiemu rozwiązaniu szybko można zorientować się w podstawowych potrzebach danej ryby i stwierdzić, czy kwalifikuje się ona na mieszkańca naszego zbiornika. Przygodę z rybami zaczynamy od poznania wybranych gatunków labiryntowych, później zostają nam przedstawione ryby sumokształtne, kąsaczokształtne, pielęgnicowate (tym często pomijane w książkach dla początkujących wybrane gatunki pochodzące z Malawi i Tanganiki), szczupieńczykowate, piękniczkowate i karpiowate (w tym, dość obszernie, złota rybka). Bohaterami ostatniej części tego rozdziału są pozostałe wybrane przez Autora gatunki określone zbiorczo jako „inne rybki”. Nie brak wśród nich rzadziej opisywanych ciekawostek, takich jak choćby trąbonos, brzeszczotek czarny, motylowiec, babka złota czy kolcobrzuch zielony. W następnym rozdziale Autor omawia zasady żywienia mieszkańców akwarium oraz wyjaśnia, co należy robić aby utrzymać ich w dobrej kondycji. Poznajemy podstawowe choroby ryb i sposoby radzenia sobie z nimi. Książeczkę wieńczy garść praktycznych porad dotyczących rozmnażania ryb akwariowych, przydatny słowniczek, spis literatury wzbogacony m. in. o adresy internetowe wybranych polskich organizacji akwarystycznych oraz skorowidz ułatwiający korzystanie z treści tej publikacji.
„Rybki akwariowe” to pozycja, która polecić można zwłaszcza osobom, które nie mają zbyt wiele czasu na studiowanie literatury, a chciałyby uniknąć poważniejszych błędów przy zakładaniu i pielęgnacji akwarium przeznaczonego np. dla ich dzieci. I – choć Autor (lub może tłumacz?) nie uniknął pewnych błędów w jej treści (np. nieprawidłowe lub nieaktualne nazwy części roślin i ryb, nazwanie suma rekiniego „drapieżnikiem” czy kilka dość kontrowersyjnych porad) sądzę, że spokojnie może ona spełnić to zadanie. Pewną wadą książeczki jest też raczej mała czcionka, ale mankament ten w pełni równoważy z kolei jej przystępna cena wynosząca ok. 15 zł.
Magazyn Akwarium Paweł Zarzyński Redaktor Naczelny Magazynu Akwarium
Twój podręczny uspokajacz. Niezbędnik każdej kobiety
Poradników, jak radzić sobie ze stresem, jest całkiem sporo, choć w dzisiejszym świecie wydaje się, że popyt nie będzie słabnąć. „Twój podręczny uspokajacz” Kate Hanley nie odkrywa Ameryki, jednak jego formuła zachęca do skorzystania. Różnego rodzaju trudne sytuacje, jakie mogą nas spotkać w każdej chwili (trudna rozmowa, bolące stopy czy problem z roztargnieniem), są pogrupowane w odpowiednie działy i każdy ma przyporządkowane rozwiązanie – ćwiczenie fizyczne lub psychiczne (albo ich kombinacja). Przypomina to trochę książkę kucharską. Dziś muszę coś zrobić z moim poczuciem winy? O, na stronie 195 krok jest opisane po kroku, jak sobie z nim poradzić, a na wszelki wypadek jest kilka alternatywnych metod.
Czytelna, ładnie wydana, wyjątkowo praktyczna – do czytania zawsze, gdy jest potrzebna, wystarczy wyszukać tylko odpowiedni dział. Taka jest ta książka. Podtytuł brzmi „Niezbędnik każdej kobiety”. Tak naprawdę tylko on i oprawa graficzna sugeruje, że poradnik jest skierowany do czytelniczek. Przyda się również mężczyznom, którzy statystycznie radzą sobie ze stresem gorzej niż kobiety.
VEGE Marta Mikita
Almanach fotografii. Wydanie X
Podręcznik nazbyt uniwersalny
„Almanach fotografii” to duża i gruba księga. Autorzy twierdzą, że książka „zawiera wszystko, czego potrzebujesz, aby wykonywać zdjęcia cyfrowe, a prócz tego szczegółowe instrukcje postępowania w ciemni dla korzystających z filmu”. Nie ufam uniwersalności, ponieważ z reguły jeżeli coś jest o wszystkim i dla wszystkich to, tak naprawdę, musi być nazbyt uproszczone.
Mam wrażenie, że autorom szkoda było pracy nad poprzednimi wydaniami książki, zatem zostawili to co dotyczyło fotografii analogowej i dołączyli część o fotografii cyfrowej. Taki zabieg spowodował, że w wielu miejscach informacja staje się zagmatwana – a przecież autorzy Almanachu twierdzą, że kierują ją także do początkującego odbiorcy. Adeptom fotografii trudno jednak będzie pojąć, czy np. informacje dotyczące filtrów dotyczą także cyfry czy może nie? Wielka szkoda, że autorzy tej książki nie podjęli wysiłku wytłumaczenia zasadniczych różnic w podejściu do obu rodzajów fotografii. Tak na marginesie według mnie znacznie łatwiej przejść od fotografii analogowej do cyfrowej niż pokonać tę drogę w drugą stronę.
Tym niemniej to ciekawy podręcznik z wielką ilością dobrych zdjęć. Skutecznie pozwoli uporządkować czytelnikom swoją fotograficzną wiedzę oraz poszerzyć horyzonty o inne elementy technik fotograficznych. Opisy połączone ze zdjęciami w większości przypadków dają klarownie wyjaśnienia poszczególnych terminów i zjawisk. Sądzę, że po lekturze książki jest łatwo je zrozumieć. Chociaż czasami odwołują się, np. do nieistniejących oznaczeń, co może wprowadzać czytelnika w błąd (np. s. 34 i 35 obiektyw z naniesioną skalą głębi ostrości jedynie drobnym druczkiem zaznaczono, że „wiele obiektów jej nie ma” – nie mają jej prawie wszystkie współczesne obiektywy!) i nie pojawia się w tym miejscu informacja o przycisku podglądu głębi ostrości w lustrzankach. Zdarza się także, że książka prześlizguje się po pewnych zagadnieniach np. ogólny rozdział o cyfrowej edycji zdjęć, który nie jest w niczym pomocny. Napisanie „możliwości wywoływania plików RAW sprawiają, że Lightroom lub Aperture to naprawdę uniwersalne programy” chyba nie wyczerpują tematu i warto jednoznacznie w takiej książce dać przegląd konkretnych programów do cyfrowej edycji zdjęć.
Chyba lepiej byłoby podzielić Almanach na dwie oddzielne części. Jedną o fotografii analogowej drugą o cyfrowej. To znacznie ułatwiłoby czytelnikom korzystanie z podręcznika.
fotogea.com Marek Waśkiel