ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Druga pensja z sieci. Jak rozpocząć i rozwinąć działalność w internecie, nie rezygnując z aktualnej pracy

Jeśli pracujesz na etacie, ale po pracy zostaje ci jeszcze trochę czasu, zastanów się, czy nie mógłbyś zarobić dodatkowych pieniędzy. David Lindahl i Jonathan Rozek podpowiadają, na czym można zarobić, nie wydając zbyt wiele na inwestycje. Nie zawsze będą to pomysły przynoszące krociowe zyski (choć takie też mogą się pojawić), ale nie o to chodzi, by od razu stać się milionerem. Celem jest dorobienie sobie do etatu stosunkowo niewielkim wysiłkiem. Ktoś może sądzić, że jest za młody lub za stary na własny biznes, kogoś innego powstrzymywać może brak pieniędzy. Autorzy twierdzą, że w wypadku działalności internetowej to wszystko nie ma znaczenia. Istnieje wiele pomysłów, które można z powodzeniem zrealizować bez względu na wiek i niezależnie od zasobności portfela. Aby zarobić pieniądze, nie trzeba wpaść na pomysł bardzo oryginalny. Jeśli w księgarniach jest mnóstwo książek o uprawie pomidorów, ktoś może pomyśleć, że nie warto pisać jeszcze jednej. Ale skoro tak wiele wydano książek na ten temat, oznacza to, że musi być nimi olbrzymie zainteresowanie! Czy więc poradnik dla działkowców w formie łatwego do wydania w sieci e-booka nie byłby strzałem w dziesiątkę? Autorzy nie tylko prezentują wiele ciekawych pomysłów na ciekawe e-produkty i e-usługi, ale podpowiadają także, w jaki sposób znaleźć na nie klientów.
Lokalna 29/2011

Druga pensja z sieci. Jak rozpocząć i rozwinąć działalność w internecie, nie rezygnując z aktualnej pracy

Olbrzymia część codziennego życia przeniosła się do internetu. Oznaczałoby to, że w sieci czeka na nas wiele okazji do tego, aby dorobić się fortuny lub choćby znaleźć niewielkie źródło dodatkowego dochodu. Autorzy książki przedstawiają się jako ludzie, którzy m. in. w internecie dorobili się milionów. Teraz z pozycji doświadczonego i sytego tygrysa biznesu dzielą się swoją wiedzą z młodymi wilkami e-ekonomii. Rozpoczynając lekturę liczyłem na coś zupełnie innego. Miałem nadzieję, że o to odkryję złotą zasadę jak stać się bogatym człowiekiem nic (lub w najgorszym wypadku niewiele) nie robiąc. Otóż - ponoć tak się nie da, o czym autorzy informują już na wstępie. Aby nie siać pesymizmu zdradzę, że twierdzą także, iż jednym z mitów przeszkadzających w dorobieniu się dużych pieniędzy jest zbyt ciężka praca. Książkę czyta się przyjemnie. David Lindahl i Jonathan Rozek bardzo przyjaźnie i zrozumiale opisują wiele technicznych aspektów. Wskazują także którędy ich zdaniem warto podążać, a którędy lepiej nie iść - choćby wskazując górną cenę za hosting, czy podając miejsca, gdzie można za bardzo niewielkie pieniądze wynająć do pracy programistę (czy też samemu będąc programistą poszukać tam pracy). Głównie autorzy skupili się na tym, jak sprzedać info produkty (artykuły, poradniki, itp.) Chwilami miałem wrażenie, że czytam o kwestiach wiadomych i oczywistych. Być może jednak przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, iż jestem na bieżąco z technologią, a i w biznesie internetowym mniej lub bardziej od dłuższego czasu uczestniczę. Z opinii osoby, której dałem kawałek książki do przeczytania (gdy jakiś termin związany z marketingiem internetowym wydawał się jej niejasny) wiem, że pozycja bardzo dobrze i szybko tłumaczy wcale niełatwe kwestie początkującym. Minusem książki jest z pewnością fakt, iż nie odnosi się ona do realiów polskich. Czy to narzędzia proponowane przez autorów, czy też np. metodyki tworzenia nazw domen nie do końca są właściwe dla polskiego rynku. Ostatecznie sądzę, że jeśli ktoś miałby zamiar rozpocząć zarabiać w sieci publikując w niej jakieś materiały informacyjne i do tej pory nie miał żadnej styczności z taką formą zarabiania, to "Druga pensja z sieci (...)" jest dobrą propozycją. Jeśli ktoś od lat siedzi w internecie, pewnie warto przeczytać kilka uwag ludzi bardziej doświadczonych i część z tego przyswoić, traktując to jako jeden z wielu poradników potencjalnych ludzi sukcesu.
youthcoders.net Patryk yarpo Jar, 2011-07-20

Berlin. Przewodnik - Celownik. Wydanie 1

Berlin od czasu gdy był podzielony na stolicę NRD i Berlin Zachodni zmienił się znacznie, Zwłaszcza w jego części wschodniej oraz na obszarach w pobliżu sławnego Muru. W okresie poprzedzającym faktyczne przeniesienie do tego miasta stolicy państwa, określany był jako największy plac budowy w Europie. Oczywiście stare zabytki i obiekty pozostały na swoich miejscach. Ale ci, którzy znali w przeszłości jedną lub obie części Berlina, w wielu jego miejscach mogą się obecnie czuć trochę zagubieni. Poruszanie się po nim, uwzględnianie w planach zwiedzania tego, co konkretnego turystę interesuje przede wszystkim, ułatwiać ma nowy przewodnik „Berlin” wydany przez Bezdroża w serii Przewodniki - celowniki. Stanowi on, podobnie jak wcześniejsze które ukazały się w niej, połączenie atlasu, a ściślej 18 stronicowego planu miasta z 12 stronami indeksu ulic, indeksu atrakcji turystycznych omówionych następnie w najobszerniejszej, ponad 100 - stronicowej części, krótką historią niemieckiej stolicy oraz informacjami praktycznymi. Autorka proponuje poznawanie przede wszystkim 110 zabytków, obiektów i miejsc które uznała, generalnie słusznie, za największe atrakcje tego miasta przedstawione, a następnie omawiane w porządku alfabetycznym ich niemieckich nazw. Są wśród nich zamki i pałace, świątynie różnych religii i wyznań, ratusze, muzea, galerie, biblioteki, place, parki itp. Dodatkowo, w odrębnym Indeksie wymienia i lokalizuje - ale nie omawia - na planie miasta blisko 280 pozostałych obiektów. Wśród nich 50 stacji U-Bahn - metra i 18 stacji S-Bahn nazywanej przez nią nie wiadomo dlaczego „kolejką podmiejską”, chociaż jest to szybka kolej miejska jeżdżąca na nasypach oraz, także przez centrum, wiaduktach. A ponadto ambasady. W podstawowej części przewodnika poszczególne zabytki, obiekty i miejsca omawiane są na jednej z dwu rozłożonych stron, drugą zaś zajmują ich fotografie. Gdy przy jakimś placu lub ulicy, ew. przed budowlą znajdują się inne ważne obiekty, są do ich opisów odsyłacze. Całość jest więc przejrzysta, a korzystanie z tego przewodnika ułatwiają strony spięte na grzbiecie spiralą oraz 138 stacji kolejowych oraz U-Bahn i S-Bahn zaznaczonych na planie miasta na wewnętrznej stronie przedniej okładki. Informacje przewodnikowe są zwięzłe, niekiedy nadmiernie, co powoduje niekiedy u czytelnika niedosyt. Mnie trudno było np. zrozumieć, dlaczego opisując pruską Kolumnę Zwycięstwa - Sigesäule autorka nawet nie wspomniała, że to na niej żołnierze I Armii WP, którzy - jako jedyni, obok Armii Czerwonej, z koalicji antyhitlerowskiej, uczestniczyli w zdobywaniu Berlina - powiesili w maju 1945 roku biało - czerwoną flagę. Bo… ruiny Reichstagu i Brama Brandenburska były już zajęte przez flagi czerwone z sierpem i młotem. Za plus uważam natomiast, chociaż to w tej serii wydawniczej normalne, włamanie w tekst 2-4 stronicowych informacji monotematycznych: „Polacy nad Sprewą”, „Berlin w obrazach filmowych”, „Kulturalna metropolia”, „Berlin z wodnej perspektywy” i „Okolice Berlina” - Poczdam, Rheinsberg i Sachsenhausen. Chociaż szkoda, że nie uwzględniono ich w żadnym z indeksów. A miejsca nie brakowało, gdyż 4 puste strony na końcu przewodnika pozostawiono na ew. notatki jego nabywcy. Kilkunastostronicowy rozdział „Informacje praktyczne" zawiera, w ogromnym skrócie, to, co turyście jest potrzebne. O noclegach - od campingów, poprzez hotele do hoteli z paroma przykładami głównie droższych obiektów. Wyżywieniu - z zaledwie dwiema proponowanymi restauracjami, przykładowymi ulicznymi przysmakami oraz wzmiankami o kuchni międzynarodowej i zdrowej żywności. Ponadto możliwościach robienia zakupów, także z nad wyraz ubogimi propozycjami, o berlińskiej komunikacji z włamaną w ramce bardzo potrzebną informacją o biletach dobowych, tygodniowych i honorowanych w niej kartach turystycznych. Na końcu zaś o kulturze i rozrywkach. Proponując spośród muzeów…Currywurst - tego gatunku berlińskiej kiełbasy oraz Ramones - kolekcję ponad 500 gadżetów związanych z zespołem muzyki rockowej o tej nazwie. Równie poważne są sugerowane 3 galerie oraz 4 bary. Z których do odwiedzenia jednego ma zachęcać - zacytuję: „Projektor filmowy nieustannie wyświetla czarno-białe filmy na taśmie 8-milimetrowej, a z głośników dobiegają dźwięki punk-rocka”. Walorami baru Ä są: „..wygodne kanapy i oryginalnie zdobione lampy z abażurami”. W Balkan Tripps „rozgrywane są najsłynniejsze mecze ping-ponga”. Autorka zamieszcza również nazwy i adresy 4 klubów słynących przede wszystkim z łomotu nazywanego muzyką. Dziękuję za ostrzeżenie. Ostatnią pozycją w przewodniku jest 1 i 1/5 -stronicowy Minisłowniczek polsko - niemiecki. Mimo trochę zgryźliwej oceny, zwłaszcza niezwykle ubogich Informacji praktycznych, turysta znajdzie w nim sporo omówień i rad co zwiedzać. A jeżeli będzie zawiedziony gdy zobaczy, że na prezentację np. Muzeum Pergamońskiego, Galerii Malarstwa, XIII - wiecznych Nikolaikirche i Marienkirche itp. autorka poświęciła tyle samo miejsca w opisie co na jedną rzeźbę „Berlin”, galerię East Side Gallery, której głównym eksponatem jest fragment muru berlińskiego czy… nieistniejący już Pałac Republiki po którym pozostał tylko plac porośnięty trawą, to zawsze może sięgnąć po inny przewodnik. Także tego samego wydawnictwa.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński, 2011-07-20

Wenecja. Przewodnik - Celownik

Wenecja jest jednym z najbardziej niezwykłych, a zarazem pięknych miast świata. Chociaż niełatwym do życia w nim ze względu na wszechobecną wodę, częste powodzie oraz tłumy turystów. Jej bogata i burzliwa, ponad 15 wiekowa historia oraz niezliczone zabytki i znajdujące się w niej dzieła sztuki spowodowały, że znajduje się ona na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zwiedzanie tego miasta poprzecinanego kanałami pełniącymi też funkcje ulic jest czymś fascynującym. Wymaga jednak orientacji w tym co - i gdzie - zobaczyć trzeba przede wszystkim. Bo złudzeniu ulegają ci turyści, którym wydaje się, że wystarczy do tego miasta nad adriatycką laguną wpaść na weekend aby je poznać. W rzeczywistości tylko na „liźnięcie” Wenecji i zwiedzenie w niej chociażby kilkudziesięciu najważniejszych zabytków, budowli, muzeów i miejsc, nawet tydzień to za mało. Wybór tego, co - przy ograniczonym na to czasie - chce się zobaczyć przede wszystkim oraz szybkie dotarcie do niego ułatwić ma nowy przewodnik - celownik wydany przez krakowską oficynę Bezdroża. Zgodnie z koncepcją tej serii stanowi on połączenie atlasu - planu miasta w skali 1 : 10 000, dużej dawki dobrych zdjęć, krótkiej informacji o dziejach miasta oraz o najciekawszych zabytkach, obiektach i miejscach. A także turystycznych informacji praktycznych. Autorka proponuje na wstępie, w Indeksie alfabetycznym z odsyłaczami na odpowiednie strony atlasu lub poza nim, 112 atrakcji turystycznych. Można oczywiście dyskutować, czy nie powinno ich być o kilka więcej, czy o kilkanaście mniej, ale nie brakuje w nim niczego naprawdę cennego i wartego uwagi. Dodatkowo w „Indeksie pozostałych obiektów” wymienia ponad 170 innych z odsyłaczami do ich lokalizacji na planie, ale już bez opisów i informacji o nich. Zabytki, obiekty i miejsca zawarte w tym „Indeksie”, przedzielone 9 - stronicowym planem miasta ( Atlasem ) i 10 - stronicowym rozdziałem „Historia Wenecji” zawierającym w ogromnym skrócie najważniejsze i ważne momenty w jej dziejach, omówione są w podstawowym rozdziale: „Atrakcje Wenecji”. Też w porządku alfabetycznym według ich włoskich nazw i numeracji zgodnej z Indeksem atrakcji turystycznych. Przy czym na jednej stronie rozłożonego przewodnika znajdują się informacje o zabytkach i obiektach, z reguły po 3-2, ale w zależności od ich rangi i znaczenia, nawet 1-2 stronicowych. Na drugiej zaś odpowiednie zdjęcia. W opisach są też odnośniki na inne strony przewodnika. Bo część miejsc nie jest opisana kompleksowo, lecz fragmentarycznie. Np. w opisie Canal Grande znajdują się odnośniki do 11 budowli lub miejsc znajdujących się nad nim, a równocześnie przy ich opisach odsyłacze do Canal Grande. Podobnie w przypadku Placu Św. Marka, wyspy Murano i wielu innych. Ma to ułatwiać zwiedzanie oraz szybką orientację w tym co jest ważne oraz dodatkowo warte poznania. Opisy są, oczywiście, krótkie, ale zawierają przynajmniej podstawowe informacje i fakty ważne dla turysty. W tekst przewodnika włamano ( szkoda, że bez uwzględnienia ich w spisie treści lub w którymś z indeksów ) kilka obszerniejszych - od 1 do nawet 6 stron - informacji monotematycznych: „Święta i wydarzenia kulturalne”, „Kalendarium najważniejszych wydarzeń”, „Karnawał w Wenecji”, „Inspiracje weneckie”, „W labiryncie kanałów” i „Słynni Wenecjanie”. Jedne pełniejsze, inne napisane trochę „po łebkach”. W przypadku np. „Sławnych Wenecjan”, autorka najwięcej miejsca poświęciła słynnemu podróżnikowi Marco Polo ( chociaż warto było wspomnieć w tym miejscu, że kilkadziesiąt lat przed tym wenecjaninem na dworze władcy Chin był, i opisał tę podróż, chociaż nie tak barwnie, polski zakonnik Benedykt Polak ) oraz awanturnikowi i uwodzicielowi Giacomo Casanovie. Pozostałych, m.in. Giovanniego Belliniego, Antonia Canovę, Carla Goldoniego, Antonia Vivaldiego tylko wspomniała. Lub wymieniła ich nazwiska ( Giorgioni, Tintoretto, Tycjan ) nawet bez imion. 17 - stronicowy rozdział „Informacje praktyczne” zawiera informacje o noclegach w Wenecji i jej okolicach ( kempingi ) w różnego rodzaju obiektach, wyżywieniu, komunikacji, kulturze i rozrywce oraz sugerowanych zakupach. 1 - stronicowy mini słowniczek polsko - włoski ma ułatwić porozumiewanie się na miejscu w podstawowych sprawach. Dobre, podstawowe informacje, plan miasta oraz spis ulic i kanałów, ponad 140 ładnych fotografii, całość wydrukowana na dobrym papierze z grzbietem spiętym sprężyną, co ułatwia otwieranie w potrzebnym miejscu oraz przystępna cena powodują, że przewodnik ten powinien cieszyć się popularnością.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński, 2011-07-16

Druga pensja z sieci. Jak rozpocząć i rozwinąć działalność w internecie, nie rezygnując z aktualnej pracy

Tytuł książki "Druga pensja z sieci. Jak rozpocząć i rozwinąć działalność w internecie, nie rezygnując z aktualnej pracy" sugeruje, iż znajdziemy w niej wskazówki, jak - w sensie organizacyjnym, a nawet mentalnym - można pogodzić dwa etaty, w moim przypadku ten dla korpo i mój prywatny, dopiero co zaczęty biznes. Gdyby nie to, że książka naprawdę mnie wciągnęła i znalazłam w niej dużo praktycznych rozwiązań, a nie tylko kolejny poradnik genialnego handlowca, to uznałabym, że dałam się złapać w pułapkę tytułu. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Helion mamy dla Czytelników DI do rozdania dwie sztuki opisanej poniżej książki. Oczywiście każdy może tytuł książki interpretować na swoją modłę, ale moim zdaniem autorzy książki "Druga pensja z sieci. Jak rozpocząć i rozwinąć działalność w internecie, nie rezygnując z aktualnej pracy", David Lindahl i Jonathan Rozek, albo celowo zastosowali tytuł haczyk, albo aktualna praca według nich to też praca w sieci, a ta druga to tylko jakiś nowy profil działania lub odmiana aktualnej. Dość jednak o tytułach, skupmy się na treści. Autorzy, bynajmniej nie tylko teoretycy, ale tacy, co to zęby na marketingu i konsultingu zjedli, zapewniają we wstępie, że nauczą czytelnika uczciwej komunikacji między nim jako sprzedawcą a jego klientami. I tak rzeczywiście jest, bowiem w treści naprawdę wyczuwa się naturalność i szczere chęci jej twórców, żeby nasza relacja z klientem była oparta na dialogu a nie sztuczności. Potwierdza to w mojej ocenie ogólnie zauważalny trend odchodzenia od metod polowania na klienta za wszelką cenę w imię podwyższania słupków sprzedaży. Jedyne, co mi przeszkadzało podczas czytania, to jakaś dziwna maniera w zapewnianiu w prawie każdym rozdziale, że autor wie, co mówi, bo na tej działalności zarobił miliony dolarów. Taka "mantra" może naprawdę w pewnym momencie zmęczyć... Początkowa treść książki odnosi się do zahamowań i obiekcji nowicjuszy internetowego biznesu. Znajdziemy tutaj opis fałszywych barier stojących na drodze do sukcesu w internecie. Jak już się z nimi rozprawimy, to żeby nie było tak różowo, pojawi się opis zagrożeń czyhających w sieci. Wszystko po to, żebyśmy nie bali się, że ktoś ukradnie nam nasz pomysł, ale po to, żebyśmy świadomie pracowali na nasz sukces. Jeśli nie mamy pomysłu na produkt oraz jego dystrybucję, dostaniemy najpierw zbiór ogólnych rad, aby ostatecznie skupić się na infoprodukcie, będącym niejako "produktem eksportowym", takim rodzajem produktu warsztatowego tej książki. Jeśli ktoś nie czuje się dobrze w kategorii infoproduktów, nie powinien się zrażać, bowiem zagadnienia są tak ogólne i szyte na wszelkie potrzeby, że każdy znajdzie nie tylko coś, ale naprawdę wiele treści dla siebie. Przygotowanie do rozpoczęcia działalności wpisane jest według autorów w wymiar siedmiu fundamentów dobrej strony internetowej. Dlatego właśnie obalane są mity, że najważniejsza jest nazwa domeny lub najlepsze jest to, co płatne. Warto odnotować, że w momencie, gdy poruszany jest temat, na który tak naprawdę można by było poświęcić osobny rozdział, autorzy odsyłają nie tylko do swojej strony, ale także polecają inne cenne adresy WWW. Generalnie książka jest pewnego rodzaju zbiorem odsyłaczy czy to do innych serwisów, czy też przydatnych aplikacji. Nie wyczuwa się przy tym, żeby dostawcy tych informacji silili się na znawców w każdej dziedzinie. Rozdziały o tym, jak sprawić, żeby ludzie chcieli kupować twoje produkty i wreszcie je kupowali, są chyba kluczowe w tym opracowaniu. Dobrze jest przypomnieć sobie takie truizmy, że Google również korzysta z Google, bowiem nasz model biznesowy opieramy na zyskach, a triki i sztuczki pozycjonowania pomogą nam tylko dotrzeć do potencjalnych klientów. Ponieważ wszyscy zeszli z drzewa do internetu, to ma się wrażenie, że przeceniają wartość wirtualnych narzędzi, zapominając o tym, że czasami warto sięgnąć po zwykłą prasę, choćby lokalną, w celu zamieszczenia w niej reklamy. De facto nie zaszkodzi nam działanie wielopłaszczyznowe w oparciu o blogi, media społecznościowe czy YouTube. Ponieważ narzędzia nie zastąpią dobrych relacji z klientem, przeczytamy również, dlaczego warto wydłużyć okres gwarancji czy cytować innych ekspertów. Warto ponadto zapamiętać tytuł rozdziału, że dobre relacje oznaczają dobre dochody. Na koniec otrzymamy trochę teorii spirali dochodów, ale bez żadnego mydlenia oczu i czarowania nieziemskimi zyskami. Zamiast tego - metoda mnożenia zysków, która nosi nazwę optymalizacji konwersji przedstawiona w trzech krokach. Jeśli chcesz wiedzieć jakich, zapytaj wujka Moe, która to postać przewija się ze swoimi radami przez kolejne rozdziały. Czy warto w ogóle słuchać takiego wujka? Z każdej rady można wynieść coś pozytywnego dla siebie, a te zawarte w opisywanej książce wydają się być uniwersalne, szczególnie w przypadku prowadzenia internetowych biznesów.
Dziennik Internautów Małgorzata Gontarek, 2011-07-06