ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Mechanizmy władzy w biznesie. Psychologia na wysokim stanowisku

Czy można uzbroić się w zestaw efektywnych narzędzi psychologicznych, które pozwolą zwyciężać w każdej sytuacji biznesowej? Według autora "Mechanizmów władzy w biznesie" tak. D.J. Lieberman to międzynarodowy autorytet w dziedzinie psychologii zachowań i relacji międzyludzkich, autor książek oraz laureat wielu nagród. Techniki opisywane w jego książkach są stosowane przez FBI, Departament Marynarki Wojennej, firmy z listy "Fortunę 500", rządy, korporacje i specjalistów od zdrowia psychicznego. Czytelnicy "Mechanizmów władzy w biznesie" poznają skuteczne techniki, które krok po kroku pozwolą sformułować taktykę nadającą się do zostawania w dowolnej sytuacji. Skutecznie wdrożone pozwolą np. zdobyć zaufanie pracowników, zacieśnić pozytywne kontakty z klientami czy wpłynąć na to, jak jest się postrzeganym przez konkurencję. Książka zamiast suchych praw i zasad dostarcza konkretnych rozwiązań rzeczywistych problemów. Napisana jest codziennym i rzeczowym językiem, pozbawionym zbędnych ozdobników i psychoterapeutycznego żargonu.
Personel i Zarządzanie

AlphaHuman

Gdybym miał streścić najnowszą książkę Mateusza Grzesiaka „AlphaHuman” powstałoby zdanie zawarte w tytule. Można by podsumować je jeszcze krócej: „Banalne i oklepane”. Większość o tym wie. Problem pojawia się we wprowadzeniu tego w życie. Często spotykam się z krytyką literatury poświęconej samorozwojowi. Że zbyt ogólna. Że nie daje gotowych rozwiązań. Ogólnie, że za dużo trzeba przy tym myśleć. Jeżeli czytelnik spodziewa się po „AlphaHuman” natychmiastowej pomocy - nie wymagającej zaangażowania - niech nie bierze do rąk tej pozycji. To nie podróż w przedziale 1 klasy pociągu Intercity, relacji Gdańsk - Warszawa. Kupuję bilet (książkę), siadam wygodnie w fotelu i po kilku godzinach dojeżdżam do celu (rozwiązuje się mój problem). Grzesiak nie da takiej gwarancji. Wiele zależy od samego czytelnika, aspirującego do bycia AlphaHuman. Rozwiązania nie leżą w świecie zewnętrznym, tylko w nas. To jedno z przesłań książki. My kształtujemy obraz rzeczywistości. Na podstawie indywidualnych doświadczeń, nabytych przekonań, poznanych osób. AlphaHuman odchodzi od bycia opartego na stereotypach, zbiorze twierdzeń „trzeba” i „powinno się”. Z perspektywy naszego bycia na Ziemi, tu i teraz, równie ważne jest to, że rano się budzimy, jak to, że dostajemy awans na stanowisko prezesa spółki. Smak kawy może dać dużo radości, jeżeli wyjdzie się z mechanizmu porannego dobudzania, gdzie wykonywane czynności są jedynie elementami, które należy odhaczyć zanim pójdzie się do pracy. W jednej z wcześniejszych książek Grzesiak pisał, że jeżeli nie czerpiesz radości z prowadzenia malucha, posiadając Ferrari staniesz się jedynie jego niewolnikiem. Odpowiedzialność jest jednym z fundamentów egzystencji. Jest to świadomość tego, że to ode mnie i tylko ode mnie zależy kim jestem i będę. Człowiek uczy się tego przez całe życie. Można wejść w tryb narzekania, obwiniania ludzi i warunków, które doprowadziły do obecnego stanu. Pytanie: czy przyniesie to rozwiązanie? Jak mawiał Mistrz Yoda lęk prowadzi do złości, złość do gniewu, gniew do nienawiści, a nienawiść zabija czyste Ja człowieka (jeżeli trochę to przekręciłem lub dodałem coś od siebie ślę przeprosiny Rycerzom Jedi). Odpowiedzialność to nie poczucie winy. To gotowość do przyjęcia konsekwencji za własne czyny i podjęte decyzje. Jeżeli ktoś wyrządził mi krzywdę, to czy złoszczenie się na tą osobę dostarczy mi ulgi? Czy nie lepiej, jak pisał w „Coachingu” Bennewicz, potraktować taką osobę jako nauczyciela? Jeżeli zdarzył się wypadek samochodowy lub umarła bliska mi osoba, to czy uzyskam odpowiedź dlaczego tak się stało? Czy nie lepiej potraktować to jako lekcję, która mnie wzmocnieni? Grzesiak pisze: „Im silniejsze uderzenie, tym większa energia - dlatego nigdy nie bój się energii, ale pokornie ucz się jej zarządzania. Poświęć życie, jeśli zechcesz, na to, by stać się wojownikiem, którego największą siłą jest jego życiowa mądrość. To piękny i szlachetny cel” (s. 171). Miłość wyznacznikiem życia. Jest siłą napędową kontaktów między ludzkich. Dopełnia relacje z drugim człowiekiem. Bycie z kimś jest dla samego bycia, a nie bycie „bo” i „dlaczego”. Na pierwszym miejscu bycie sobą, a nie zodiakalną Panną, mężem, ojcem, fanem Orlando Magic, miłośnikiem psów, lubiącym krwiste steki. Role pełnione w życiu wyrażają nasze poglądy i nadają mu barw, jednak nie powinny zakrywać tego, kim naprawdę jesteśmy. „AlphaHuman” Grzesiaka nie przynosi gotowych rozwiązań. Uczy stawiać pytania i próbować na nie odpowiedzieć. Jak w zawartych w książce opowiastkach o króliku, lisku i borsuku. Uczy dystansu do siebie i świata. „Przestajesz się wywyższać, przestajesz się poniżać - znowu jesteś prawdziwy”(s.97).
Z życia książek 2011-07-02

Druga pensja z sieci. Jak rozpocząć i rozwinąć działalność w internecie, nie rezygnując z aktualnej pracy

Zarabianie w sieci stało się ostatnio modnym tematem. Pojawia się coraz więcej książek na ten temat równocześnie ze wzrostem liczby materiałów na temat tworzenia startupów. W sieci możemy znaleźć wiele treści na temat tego tematu, jednak większość z nich raczej skupia się na tym, żeby to ich autorzy zarobili, a nie czytelnicy. Książka, którą dzisiaj opiszę mówi jak zarobić w sieci w praktyczny i pożyteczny dla ludzi sposób. Sposób jest świetny, ale nie wiem czy wypali. Kto by nie chciał zarabiać w sieci? Wiele metod, które znajdziecie w Internecie nie działa. Inne ocierają się o łamanie prawa albo dobrych obyczajów. Czy można jednak robić rzetelną pracę i na tym zarabiać? David Lindhal i Jonathan Rozek w książce „Druga pensja z sieci” starają się pokazać, że można. Ich pomysłem na zarabianie są tzn. infoprodukty, czyli artykuły zbierające w kompletną całość informacje na jakieś zagadnienie. Obszar możliwości jest ogromny. Właściwie wszystkie potrzebne informacje np. na temat wędkowania możemy znaleźć w sieci. Jednak jeżeli interesuje nas to jak łowić jakiś konkretny gatunek ryb, bardzo ciężko będzie nam znaleźć jedno dobre, kompletne opracowanie. Możemy oczywiście sięgnąć po książki, ale coraz więcej osób woli mieć takie rzeczy dostępne w sieci. Sposób na zarabianie autorów jest dobry, ale nie wiem czy u nas wypali. To dlatego, że mam wrażenie, że jesteśmy skłonni nawet pracować przez tydzień za darmo nad zebraniem wszystkich potrzebnych informacji, zamiast wydać 30 złotych na produkt od kogoś, kto już raz tą pracę wykonał. A przecież jak wielkie jest to marnotrastwo czasu i pieniędzy. Przecież zamiast poświęcać ten tydzień przed komputerem moglibyśmy już od początku zacząć łowić mając dobre kompendium. Czy więc jest nadzieja na zarobki? Jeśli znajdziesz naprawdę dobre tematy i przygotujesz rzetelne opracowanie - myślę że owszem. Jednak przestrzegałbym przed zbyt błahym podejściem do jakości. Ja osobiście bym zapłacił za opracowania na niektóre tematy. Jednak musiałaby to być cena niezbyt wysoka i przed zakupem musiałbym mieć pewność, że to jest rzetelne i dobrej jakości opracowanie. Dlaczego? Mamy bowiem w sieci setki miejsc, w których domorośli sprzedawcy oferują jakieś beznadziejne materiały za niebotyczne pieniądze i zachwalają je marketingową papką. Jeśli widzę takie marketingowe teksty to od razu rezygnuję z oglądania strony, bo wiem jak to się skończy. Rozczarowaniem i arogancją sprzedawcy jeśli ośmielę się mu powiedzieć, że jego skrzętnie przygotowane 5 stron na temat instalacji WordPressa nie odpowiadało moim potrzebom. Także reasumując: jeśli postawisz na wysoką jakość, rzetelność w informowaniu o zawartości produktu i trafisz do osób, które naprawdę nie posiadają wiedzy w opisanej dziedzinie, to masz szansę na zarobki. A poza tym wiecie co, spośród wszystkich sposobów zarabiania w sieci, ten jest jednym z najbardziej pożytecznych. Wykonujesz faktyczną pracę i dostarczasz określoną wartość (oszczędność czasu). Ja osobiście mogę zadeklarować, że jeśli zobaczę opracowanie na interesujący mnie temat, opisane rzetelnie, bez papki marketingowej, będę wiedział co znajdę w środku, a cena będzie odpowiednia - to kupię taki produkt.
polishwords.com.pl Tomasz Smykowski, 2011-06-23

Słowacja. Zielony Przewodnik Michelin

Ukazał się kolejny „Zielony przewodnik Michelina” napisany przez grono 11 polskich autorów i wydany przez Bezdroża, poświęcony krajowi naszych sąsiadów z południowej strony Tatr. Fakt, że mające ponad 100 lat tradycji francuskie wydawnictwo, którego partnerem jest krakowska oficyna sięga po polskich autorów, potwierdza zarówno ich kompetencje, jak i fakt, że życzliwi i obiektywni sąsiedzi dobrze rozumiejący mentalność, specyfikę oraz znający miejscową historię, są w stanie lepiej niż autorzy z innych krajów napisać świetny przewodnik. Co nie oznacza, że zupełnie bez wad, ale łatwych do usunięcia w kolejnym wydaniu. Zgodnie z układem treści przewodników tej serii, składa się on z trzech części. Z pierwszej, "Organizacja podróży", czytelnik dowiaduje się, kiedy na Słowację najlepiej pojechać, a także dokąd, z propozycją 8 różnych tras. Jak się do wyjazdu przygotować. Czym dojechać - chociaż tylko koleją lub samochodem, z pominięciem niewiadomo dlaczego połączeń lotniczych. A przecież w sezonie zimowym dzięki nim na trasie Warszawa - Poprad dostanie się na słowackie tereny narciarskie w Tatrach jest o wiele szybsze i wygodniejsze, przy czym nie droższe, niż do Zakopanego. Są w tym rozdziale również informacje jak poruszać się na miejscu, gdzie się zatrzymać oraz zjeść - i co. Informacje podstawowe: co robić w nagłych wypadkach, o pieniądzach, poczcie, rozmowach telefonicznych, Internecie, a nawet paleniu - czyli mandatach za złamanie zakazu palenia w miejscach publicznych. Ponadto Co warto zrobić, a co zobaczyć? Z informacjami na temat sportu i rozrywek od A do Z oraz Świąt i festiwali. Chociaż szkoda, że autorzy ograniczyli się do odpowiedzi tylko na pierwszą część tytułowego pytania informując o golfie, jeździectwie, kanoe i kajakach, lotniach i paralotniach, myślistwie, narciarstwie, plażach, rowerach, spa, wędkarstwie, wędrówkach i spacerach oraz wspinaczce. Zapominając, że odpowiedź na jego część drugą: „co zobaczyć?” wymaga chociażby wspomnienia w tym miejscu o zabytkach, muzeach itp. Uwzględniono co prawda na 2 stronach sugerowane „Atrakcje turystyczne i zajęcia dla dzieci”, ale bardzo wybiórczo, przy czym w sposób chaotyczny, bez zachowania zasad kolejności alfabetycznej lub terytorialnej. Generalnie bardzo dobrze, przynajmniej w mojej ocenie, autorzy przedstawili w rozdziale „O kraju”, słowacką przyrodę, historię, kulturę i sztukę oraz współczesność kraju. Także w tym przypadku w beczce miodu znalazła się jednak łyżeczka dziegciu. Przynajmniej w prezentacji historii kraju. Potraktowanej, rzecz oczywista, od pradziejów, a nie bardzo młodej słowackiej państwowości. Z ciekawą prezentacją jej okresów: Prehistoria, Państwo Wielkomorawskie, Pod panowaniem węgierskim, Pod rządami Habsburgów, Walka o niepodległość, Andrej Hlinka zwany Ojcem Narodu, Lata II Wojny Światowej, Po II Wojnie Światowej. Niestety, zwłaszcza do czasów najnowszych, tj. ostatniego stulecia, koniecznych jest parę uwag krytycznych. Zupełnie pominięte zostały np. losy ziem słowackich w okresie I wojny światowej oraz, bezpośrednio po niej Słowacka Republika Rad - krótki, ale dosyć krwawy epizod. Dosyć jednostronnie przedstawiono Andreja Hlinkę. Tylko jego rolę w budzeniu świadomości narodowej Słowaków ( chociaż przed nim robili to już inni w XIX w. ) oraz działań na rzecz ich niezależności, a przynajmniej autonomii. Z pominięciem natomiast nacjonalistycznego charakteru stworzonej przez niego Słowackiej Partii Ludowej. Która m.in. od 1935 r. współpracowała, de facto przeciwko Czechosłowacji, z hitlerowską Partią Niemców Sudeckich Karla Henleinena. A pod kierownictwem jego następcy, ks. Jozefa Tiso, stała się główną i jedyną siłą faszystowskiego tzw. Państwa Słowackiego. Współpracującego z III Rzeszą także w przygotowywaniu najazdu na Polskę we wrześniu 1939 roku. Państwa, w którym ogromną rolę odgrywała paramilitarna Hlinkowska Gwardia, z którego Żydów deportowano do obozów koncentracyjnych itp. Nadmiernie łagodnie potraktowany został również sam „führerek” Slovenskeho štatu - ks. Jozef Tiso, osądzony i powieszony - przypomnę - po wojnie za zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko własnemu narodowi. „Białe plamy” stanowią w tej skrótowej prezentacji historii - także w jej Kalendarium - również międzywojenne i wojenne stosunki słowacko - polskie. Moim zdaniem należało wspomnieć zarówno o zajęciu przez Polskę po Dyktacie Monachijskim w 1938 roku części słowackiego Spiszu i Orawy, jak również o wspomnianej już współpracy szefów Państwa Słowackiego, z terenów którego ona też nastąpiła, w przygotowaniu agresji hitlerowskiej na Polskę. I nie tylko o odebraniu po klęsce wrześniowej tych ziem, ale i przyłączenia, za zgodą III Rzeszy, do Państwa Słowackiego części Tatr Polskich, z Doliną 5 Stawów i jej okolicami. Ze Słowacją i Słowakami mamy obecnie znakomite relacje, nie powinno więc być żadnych przemilczeń dotyczących naszej wspólnej, minionej i nie zawsze chwalebnej po obu stronach przeszłości. Podstawowa - ponad 250 stron - część tego przewodnika „Odkrywanie Słowacji” stanowi prezentację jej walorów turystycznych w podziale na 10 regionów: Bratysława i okolice; Nizina Naddunajska, Zahorie i Małe Karpaty; Poważe i Ziemia Czadecka; Ponitrze i Pohronie; Orawa, Liptów i Turec; Horehronie i Słowacja Południowa; Spisz; Szarysz i Abov; Słowacja Wschodnia. Z ich charakterystyką na wstępie, a następnie omawianiem miast i miejsc w porządku alfabetycznym ich nazw. Z masą informacji o ich przeszłości i współczesności, propozycji zwiedzania oraz oznaczaniem rangi obiektów gwiazdkami od 1 do 3* - lub nie. Sądzę, że nie tylko czytelnicy mający raczej mgliste pojęcie o słowackich zabytkach i innych tamtejszych atrakcjach, ale również ludzie nawet nieźle znający ten kraj, będą zaskoczeni jak wiele z nich zasłużyło na 3* - czyli sugestię: „Zobacz koniecznie”. Przy czym nie są to oceny na wyrost. Mocną stroną tego przewodnika są również mapy, plany oraz dobre, kolorowe fotografie. Treść wzbogacają informacje monotematyczne włamane w tekst na barwnym tle. M.in. „Cyryl i Metody oraz ich dzieło”, „Nieznośny chłód wiosny” ( Interwencja ZSRR i krajów Układu Warszawskiego w 1968 r. w Czechosłowacji ), „Piknik przy pływającym młynie”, „Modrzańskie cudeńka” ( ceramika ), „Druciarstwo” ( artystyczne wyplatanki z drutu ), „Święty Świerad”, „Słowacka poezja narodziła się na Orawie”, „Juraj Janosik”, „Z Bańskiej Bystrzycy do gwiazd” ( o jezuicie i astronomie Maksymilianie Hellu ), „Słowacki kras”, Jak to ze słynnym kolegium Pijarów ( w Podolińcu ) było”. Podróżowanie po Słowacji ułatwia krótki słowniczek oraz mini rozmówki polsko - słowackie. Zaś wyszukiwanie tego, co jest w danym momencie potrzebne, Indeks na końcu. Jest to więc, pomimo niewielkich, wyrażonych wyżej uwag krytycznych, przewodnik bardzo dobry, ułatwiający poznanie i docenienie zabytków oraz innych miejsc, obiektów oraz walorów kraju naszych południowych sąsiadów i przyjaciół. Na pewno wart ceny ustalonej za niego przez wydawcę. Z przyjemnością polecam więc go Czytelnikom.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński, 2011-06-29

Fotografia prasowa. Z obiektywem za kulisami niezwykłych wydarzeń

Reportaż jest gatunkiem prestiżowym, modnym, ale też trudnym. A książka Kennetha Kobré jest wyjątkową ofertą wejścia za kulisy procesu powstawania fotoreportaży.D To nie jest książka dla osób z wrażliwym żołądkiem. Śmierć, rany, ludzkie tragedie pokazane są na niemal każdej stronie. Wiele jest zdjęć naprawdę drastycznych, a niejeden materiał jest wstrząsający i zapada w pamięć na dłużej. Książka jednak nie stara się epatować makabrą. Zadaniem fotoreportera jest dokumentowanie ważnych i dramatycznych historii. Czasem jest to dramat zakładników, innym razem historia rekonwalescencji rannego żołnierza, kolejne to opowieść o rodzinie balansującej na krawędzi nędzy czy relacja o losie dzieci uzależnionych od narkotyków już na etapie życia płodowego. W książce poznajemy zarówno same historie, jak i kontekst towarzyszący ich dokumentowaniu. Samo życie Największym atutem książki są przykłady - fotografie reporterów prasowych publikowane w mediach na przestrzeni ostatniego pół wieku, a w książce omówione i skomentowane. Nie tylko oglądamy same zdjęcia, w tym wiele słynnych i stanowiących kanon gatunku, ale poznajemy historie ich powstania, opowiadane zarówno przez fotografów, jak i przez fotoedytorów i redaktorów, przygotowujących materiał do publikacji i decydujących, co trafi na łamy, a co nie. Dowiadujemy się, dlaczego dany materiał został opublikowany, jak został przyjęty, jakie motywacje stały za tym, aby go zaprezentować w ten sposób. Ale też, w przypadku niektórych materiałów, dowiemy się, dlaczego materiał nie trafił na łamy. Są tu też kadry, które nigdy nie zostały upublicznione - a także powody, dla których nie trafiły do drukarni. Jak w porządnym artykule prasowym - dowiadujemy się nie tylko „co”, ale także „dlaczego” i ta druga część stanowi o tym, że książka jest pozycją wyjątkową. Kwestia odpowiedzialności Autor zwraca szczególną uwagę na kwestie etyczne, a w reportażu pojawiają się one wyjątkowo często. Dylematy moralne pojawiają się zarówno na etapie fotografowania, gdy reporter musi podjąć decyzję, czy w obliczu ludzkiej tragedii sięgać po aparat, ale też na etapie redakcyjnym, gdy zapada decyzja o publikacji lub odrzuceniu materiału. Czy potrzebne są zdjęcia rodziców i rodzeństwa rozpaczających nad zwłokami chłopca, który utonął podczas kąpieli w jeziorze? Nie zabrakło także bardzo ważnych aspektów związanych z działaniami niedozwolonymi dla reportera. I tutaj mamy tę kwestię przedstawioną na konkretach i przykładach często doświadczonych zawodowców, którzy stracili pracę po popełnieniu czegoś, co zostało uznane za fałszerstwo. Co ciekawe, kryteria tutaj zmieniają się z czasem i to, co kiedyś uchodziło, dzisiaj może kosztować karierę. Wpadki, skandale i kontrowersje, których „bohaterami” byli fotografowie, to historie pokazujące, jak trudny i ryzykowny jest ten zawód. Autor dyskutuje także kwestię, czy w przypadku dramatycznych wydarzeń fotograf powinien ograniczyć się do pracy z aparatem, czy zaangażować w sytuację. Klasyczny dylemat: fotografować czy ratować nie ma jednoznacznego rozstrzygnięcia, ale książka dostarcza argumentacji za każdą z tych postaw, więc czytelnik może sobie wyrobić własną opinię. Z kwestią odpowiedzialności i etyki wiążą się aspekty prawne - co wolno reporterowi, a co stanowi już naruszenie przepisów. Choć książka koncentruje się na zachodnim rynku prasowym, to wydawcy należą się brawa za dodanie do rozdziału na temat prawnych aspektów pracy reportera także informacji dotyczących polskich regulacji. Są też w książce rozdziały dotyczące obsługi aparatu i to raczej w aspektach ogólnych, a nie jakoś związanych z pracą reportera. Ocena jasności na podstawie histogramu, podstawy pracy z lampą błyskową, czy kadrowanie i zaznaczanie w Photoshopie to wiedza, której raczej nie szukamy w takiej książce. Zaprezentowanym tam poradom nic nie można zarzucić, merytorycznie są w porządku, tylko po co w takiej książce to abecadło? Są też informacje mniej podstawowe, a bardziej dotyczące specyfiki fotoreportażu: czy to dotyczące sprzętu, czy technik fotograficznych. Czytelnik dowie się też sporo na temat procesu doboru zdjęć do artykułów, rozmieszczania ich w layoucie gazety i innych aspektów związanych z fotoedycją i redagowaniem. Może dla fotografa, zwłaszcza amatora, nie są to informacje niezbędne, ale pozwalają lepiej zrozumieć, na jakie zdjęcia jest zapotrzebowanie. Przeczytałeś? To obejrzyj Na płycie DVD dołączonej do książki umieszczono cztery filmy: trzyczęściowy materiał na temat przygotowywania wydania słynnego czasopisma „Sports Illustrated”, kulisy pracy reportera fotografującego walkę z pożarem buszu, reportaż z festiwalu fotografii prasowej i walki fotografów na festiwalu w Cannes. Wszystkie filmy zostały opatrzone tłumaczeniem na język polski, czytanym przez lektora. Filmy są ciekawe, ale nie tak pasjonujące jak książka. Mam też wątpliwości, czy będą zrozumiałe dla osób, które nie pracowały w żadnej redakcji. Niemniej filmy to miły bonus. Naucz się mówić tym językiem Pozycja absolutnie obowiązkowa dla wszystkich miłośników reportażu, zarówno mających ambicję dołączenia do grona zawodowców, jak i uprawiających ten gatunek amatorsko. Zaleciłbym nawet lekturę wszystkim odbiorcom mediów, bo książka pokazuje kulisy i motywy tworzenia przekazu prasowego. Dzięki tej pozycji łatwiej będzie zrozumieć wiadomości, które do nas trafiają. A jeśli ktoś sam chce stać się twórcą przekazu, ta książka nauczy go języka reportażu. Do tego „Fotografia prasowa” napisana jest lekko i ciekawie, więc od lektury trudno się oderwać.
Digital Foto Video Piotr Dębek