Recenzje
Adobe After Effects CS4. Oficjalny podręcznik
Dzięki temu podręcznikowi, napisanemu przez certyfikowanych instruktorów Adobe, szybko zaczniesz swobodnie pracować w środowisku programu After Effects. Autorzy najpierw poprowadzą Cię przez proces poprawnej instalacji aplikacji, a następnie - lekcja po lekcji, przykład za przykładem - nauczą Cię używać poszczególnych narzędzi i funkcji. Zapoznasz się także ze sposobami animowania tekstu i tworzenia prezentacji multimedialnych, wykorzystywania warstw, pracy z maskami, korekcji kolorów oraz ich kluczowania. Ponadto zobaczysz, jak wykorzystać trzeci wymiar w tworzonym materiale wideo oraz przygotowywać pliki wyjściowe. Poznaj sposoby tworzenia profesjonalnych efektów specjalnych. Popuść wodze swojej fantazji i twórz niepowtarzalne filmy!
Computer Arts
Tajlandia. Świątynie, pływające targi i rajskie plaże. Wydanie 1
Tajlandia to barwny kraj egzotycznych zapachów, smaków i dźwięków. Zamiast gołębi w centrum wielkiego miasta - krokodyle, zamiast bigosu - pikantne curry, zamiast dorożką - przejażdżka słoniem, zamiast czarnych habitów -pomarańczowe szaty mnichów buddyjskich, zamiast polnych kwiatów - orchidee... Z jednej strony wielkie metropolie, tętniące życiem ośrodki turystyczne, wystawne rezydencje królów, z drugiej - pola ryżowe, gęste gaje kokosowe, rajskie plaże oraz ukryte w lasach khmerskie świątynie o bajkowej architekturze.
GAZETA CZĘSTOCHOWSKA
Indie. W poszukiwaniu sacrum. Wydanie 1
W poszukiwaniu sacrum, czyli... "Indie to dla nas miejsce szczególne, które wyzwala emocje i wzbudza silne uczucia. To także miejsce, które nas połączyło. Gdy po raz pierwszy razem odwiedziliśmy ten kraj, a było to w 2001 roku, w Polsce panowała ostra zima, jedna z najbardziej mroźnych i śnieżnych w ostatniej dekadzie" - napisali we wstępie do wydanego kilka tygodni temu albumu fotograficznego "Indie. W poszukiwaniu sacrum" z urodzenia siedlczanin, absolwent (1998 r.) I LO im. B. Prusa w Siedlcach, Rafał Kubik i jego żona Emilia - łodzianka.
"My zaś z tej monochromatycznej, śnieżnobiałej rzeczywistości przenieśliśmy się w odurzający zmysły niezwykle barwny indyjski mikrokosmos, gdzie co dzień rano witało nas gorące slońce. Indyjska rzeczywistość szybko nas pochłonęła. Być może po trosze dlatego, że jedno z nas miało już na koncie osobisty kontakt z Indiami. Dla Rafała był to bowiem drugi wyjazd na subkontynent. Każdy dzień tamtej miesięcznej podróży okazał się głębokim doświadczaniem czegoś innego, niepojętego - nowych ludzi, niezrozumiałych sytuacji i zachowań...
Po powrocie bez przerwy dręczyła nas tęsknota: i za pozostawaniem w drodze, i za samymi Indiami. Byliśmy pewni, że chcemy lepiej poznać ten kraj. Pojechaliśmy drugi raz, tym razem na siedem miesięcy. Był to czas magiczny: czas włóczęgi, pełnej wolności i smakowania świata, jednocześnie też czas "wgryzania się" w Indie i ich kosztowania.
W trakcie tych kilku miesięcy przemierzyliśmy prawie cały subkontynent. Z ciekawością chłonęliśmy: obrazy, zapachy i smaki odwiedzanych miejsc, z zapartym tchem oglądaliśmy ceremonie religijne i odwiedzaliśmy święte miejsca. Bo indyjska duchowość przyciągała nas w sposób szczególny i właściwie to poszukiwanie sacrum za każdym razem wyznaczało trasy naszych wędrówek po półwyspie.
Oczywiście nie zawsze przepełniały nas wyłącznie radość i euforia. Wielokrotnie samoistnie pojawiały się irytacja, zniecierpliwienie i złość na bolesną rzeczywistość, którą trudno jest zrozumieć i zaakceptować.
Siedmiomiesięczna podróż nie wyczerpała naszej ciekawości. Po pewnym czasie zaczęliśmy myśleć o powrocie. Obecnie nadal, pomimo licznych już wyjazdów w tamte rejony, nie przestajemy planować kolejnych indyjskich wędrówek i wciąż znajdujemy powody, by odwiedzać ten kraj.
W Indiach czas nie płynie liniowo, przeciwnie, zatacza koło, tworzy ćakrę. Wszystkie rzeczy i zjawiska mają tam swój rytm, cyklicznie pojawiają się i znikają. Nasz czas też zatacza kręgi. Mamy swój świecki czas w Polsce i święty dla nas czas indyjski, który zawsze, gdy stajemy na półwyspie, zaczyna płynąć od nowa. Za każdym razem odkrywamy kolejne miejsca, kolejne historie i kolejne paradoksy.
To ciekawe, że im więcej wiemy o Indiach, im więcej miejsc odwiedzamy, tym mniej czujemy się pewni, a wręcz ogarnia nas dezorientacja. Indie bowiem wysyłają sprzeczne sygnały, wymykają się schematom, które wciąż próbujemy tworzyć w naszych umysłach. Pochodzimy w końcu ze świata Arystotelesa, św. Tomasza i Kartezjusza.
Nasze ostatnie podróże po półwyspie wiązały się z pisaniem przewodnika dla Wydawnictwa Bezdroża ("Indie Północne, Nepal i Goa", Kraków 2009). Były to wędrówki, które zmusiły nas do spojrzenia na Indie okiem obiektywnego obserwatora, neutralnego czytelnika. Trzeba było zgłębić dziedziny życia, o których nie wiedzieliśmy wiele, odłożyć na bok własne preferencje i uprzedzenia.
Niniejszy album natomiast jest próbą odzwierciedlenia naszych indyjskich fascynacji, mapą miejsc, które zobaczyliśmy i poczuliśmy wszystkimi zmysłami. Emilia i Rafał Kubik" - czytamy we wstępie do albumu "Indie. W poszukiwaniu sacrum" (Wydawnictwo Bezdroża, Kraków 2009).
Autorzy albumu pokazują nam swoje Indie, nie zapominając też o przybliżeniu: geografii, historii oraz kultury tego kraju. Pokazują ludzi i ich życie - i w mieście, i na wsi, mozaikę ras i charakterów, na co dzień i od święta. W poszukiwaniu sacrum odnajdujemy również święte Indie, z ich głównymi (hinduizm, islam, buddyzm) oraz mniej licznie wyznawanymi religiami (dżinizm, sikhizm, chrześcijaństwo, bahaizm i zaratusztrianizm).
"My zaś z tej monochromatycznej, śnieżnobiałej rzeczywistości przenieśliśmy się w odurzający zmysły niezwykle barwny indyjski mikrokosmos, gdzie co dzień rano witało nas gorące slońce. Indyjska rzeczywistość szybko nas pochłonęła. Być może po trosze dlatego, że jedno z nas miało już na koncie osobisty kontakt z Indiami. Dla Rafała był to bowiem drugi wyjazd na subkontynent. Każdy dzień tamtej miesięcznej podróży okazał się głębokim doświadczaniem czegoś innego, niepojętego - nowych ludzi, niezrozumiałych sytuacji i zachowań...
Po powrocie bez przerwy dręczyła nas tęsknota: i za pozostawaniem w drodze, i za samymi Indiami. Byliśmy pewni, że chcemy lepiej poznać ten kraj. Pojechaliśmy drugi raz, tym razem na siedem miesięcy. Był to czas magiczny: czas włóczęgi, pełnej wolności i smakowania świata, jednocześnie też czas "wgryzania się" w Indie i ich kosztowania.
W trakcie tych kilku miesięcy przemierzyliśmy prawie cały subkontynent. Z ciekawością chłonęliśmy: obrazy, zapachy i smaki odwiedzanych miejsc, z zapartym tchem oglądaliśmy ceremonie religijne i odwiedzaliśmy święte miejsca. Bo indyjska duchowość przyciągała nas w sposób szczególny i właściwie to poszukiwanie sacrum za każdym razem wyznaczało trasy naszych wędrówek po półwyspie.
Oczywiście nie zawsze przepełniały nas wyłącznie radość i euforia. Wielokrotnie samoistnie pojawiały się irytacja, zniecierpliwienie i złość na bolesną rzeczywistość, którą trudno jest zrozumieć i zaakceptować.
Siedmiomiesięczna podróż nie wyczerpała naszej ciekawości. Po pewnym czasie zaczęliśmy myśleć o powrocie. Obecnie nadal, pomimo licznych już wyjazdów w tamte rejony, nie przestajemy planować kolejnych indyjskich wędrówek i wciąż znajdujemy powody, by odwiedzać ten kraj.
W Indiach czas nie płynie liniowo, przeciwnie, zatacza koło, tworzy ćakrę. Wszystkie rzeczy i zjawiska mają tam swój rytm, cyklicznie pojawiają się i znikają. Nasz czas też zatacza kręgi. Mamy swój świecki czas w Polsce i święty dla nas czas indyjski, który zawsze, gdy stajemy na półwyspie, zaczyna płynąć od nowa. Za każdym razem odkrywamy kolejne miejsca, kolejne historie i kolejne paradoksy.
To ciekawe, że im więcej wiemy o Indiach, im więcej miejsc odwiedzamy, tym mniej czujemy się pewni, a wręcz ogarnia nas dezorientacja. Indie bowiem wysyłają sprzeczne sygnały, wymykają się schematom, które wciąż próbujemy tworzyć w naszych umysłach. Pochodzimy w końcu ze świata Arystotelesa, św. Tomasza i Kartezjusza.
Nasze ostatnie podróże po półwyspie wiązały się z pisaniem przewodnika dla Wydawnictwa Bezdroża ("Indie Północne, Nepal i Goa", Kraków 2009). Były to wędrówki, które zmusiły nas do spojrzenia na Indie okiem obiektywnego obserwatora, neutralnego czytelnika. Trzeba było zgłębić dziedziny życia, o których nie wiedzieliśmy wiele, odłożyć na bok własne preferencje i uprzedzenia.
Niniejszy album natomiast jest próbą odzwierciedlenia naszych indyjskich fascynacji, mapą miejsc, które zobaczyliśmy i poczuliśmy wszystkimi zmysłami. Emilia i Rafał Kubik" - czytamy we wstępie do albumu "Indie. W poszukiwaniu sacrum" (Wydawnictwo Bezdroża, Kraków 2009).
Autorzy albumu pokazują nam swoje Indie, nie zapominając też o przybliżeniu: geografii, historii oraz kultury tego kraju. Pokazują ludzi i ich życie - i w mieście, i na wsi, mozaikę ras i charakterów, na co dzień i od święta. W poszukiwaniu sacrum odnajdujemy również święte Indie, z ich głównymi (hinduizm, islam, buddyzm) oraz mniej licznie wyznawanymi religiami (dżinizm, sikhizm, chrześcijaństwo, bahaizm i zaratusztrianizm).
www.info.siedlce.pl
Adobe Dreamweaver CS4/CS4 PL. Oficjalny podręcznik
"Adobe Dreamweaver CS4/CS4 PL. Oficjalny podręcznik" zawiera jedenaście lekcji przygotowanych przez autoryzowanych trenerów firmy Adobe. Obejmują one podstawy obsługi programu, a ponadto zawierają wiele wskazówek i technik, które pozwalają zwiększyć wydajność pracy. Dzięki tej książce dowiesz się między innymi, jak zbudować sprawny serwis WWW i nim zarządzać, jak stworzyć interaktywny i rozbudowany interfejs oraz jak korzystać z inteligentnych obiektów programu Photoshop i Flash. Nauczysz się korzystać z najnowszych i najlepszych rozwiązań do tworzenia witryn internetowych, takich jak panel Properties (Właściwości) czy arkusze stylów CSS. Zobaczysz także, jak tworzyć makiety, formularze oraz tabele. Cała wiedza ekspertów Adobe Dreamweaver w praktycznym podręczniku!
Computer Arts
Plemiona 2.0. Zostań internetowym przywódcą
Nowy rok to okazja do robienia różnych postanowień. Obiecujemy sobie schudnąć, rzucić palenie, zmienić pracę, spełnić jakieś swoje marzenie. A może tym razem zrobić coś innego? Np. zostać przywódcą.
Pewnie myślicie, że to wymaga posiadania zaplecza politycznego lub organizacyjnego., albo specjalnego namaszczenia do tej roli. Okazuje się, że w dobie web 2.0 wcale nie. "Sukcesy odnoszą ci ludzie, którzy wywierają presję na swoje organizacje i którzy motywują innych do modyfikowania obowiązujących reguł gry" - pisze Seth Godin w swojej najnowszej książce "Plemiona 2.0. Zostań internetowym przywódcą".
Z tytułu można wnioskować, że to poradnik. Ale zdziwi się ten, kto liczy, że otrzyma gotową receptę na to, jak zostać dzisiaj przywódcą. Seth Godin nie podaje na tacy rozwiązania, bo go po prostu nie ma. Według jego koncepcji przywódcy nie działają w ramach utartych schematów organizacyjnych. "(.) nie przejmują się ani strukturą organizacyjną, ani oficjalnym błogosławieństwem podmiotów, w których pracują. Wykorzystują swoją pasję i swoje pomysły, przewodzą innym, odcinając się przy tym od biurokracji i gróźb, na których opiera się proces kierowania" - stwierdza Godin. Trudno jest dać dać jeden przepis na posiadanie pasji.
A pasja jest niezbędna, żeby pokonać strach, który blokuje ludzi na drodze do przywództwa. Strach powoduje, że pracownik nadal będzie robić mnóstwo bezproduktywnych rzeczy, zamiast zerwać ze schematem i wprowadzić zmiany w swojej firmie. Seth Godin zachęca do takiego działania niemal na każdej karcie książki. Nie mówi, jak to zrobić, ale podaje przykłady ludzi, którzy zburzyli status quo w swojej organizacji lub życiu. Wpuścili jednorożca do fabryki balonów i wszystko się nagle zmieniło. Okazuje się, że wcale nie są to prezesi korporacji, czy charyzmatyczni politycy. Tacy ludzie rzadko zostają prawdziwymi przywódcami. Oczywiście mogą, bo mają całkiem dobrą pozycję startową - są już na świeczniku. Ale siedzieć w fotelu prezesa, to jeszcze nie znaczy przewodzić ludziom. Można co najwyżej nimi zarządzać.
Tymczasem sekretarka tego prezesa, po godzinach pracy, może być popularnym przywódcą plemienia ludzi, którzy starają się usprawnić codzienną pracę sekretariatu. To jedna z kluczowych cech współczesnego przywództwa. Musi być plemię, które chce, żeby dana osoba mu przewodziła. I oczywiście musi jeszcze istnieć jakiś cel lub idea, która łączy ludzi w plemię, jak np. usprawnianie pracy sekretariatu.
A zatem sekretarka z korporacji, dzięki swojemu doświadczeniu, kreatywności i pasji może być przywódcą. Kiedyś słuchałyby jej co najwyżej koleżanki z piętra lub budynku. Dzisiaj, dzięki internetowi - blogom, mikroblogom, portalom społecznościowym - jej głos może dotrzeć do tysięcy ludzi, którzy staną się jej plemieniem. Mogą czytać jej bloga, komentować jej teksty i być fanami jej profilu na Facebooku.
Wspomniany już prezes, jeśli nie wyzwoli się z fabrycznego myślenia i dalej będzie zarządzał ludźmi wewnątrz organizacji i chciał kierować konsumentami, przegapi jeden z najważniejszych obecnie trendów. Bo wyobraźmy sobie, że takich plemion są setki tysięcy. Ludzie mają przecież ogromną potrzebę przynależności i bycie członkiem plemienia fanów Madonny nie wyklucza ich przynależności do plemienia użytkowników iPhona. Zaraz potem mogą dyskutować na forum plemienia segregujących śmieci czy właścicieli labradorów. I wszędzie są potencjalnymi konsumentami.
I to jest jedno z najważniejszych przesłań Setha Godina i celów napisania tej książki, choć o przywództwie powstało już bardzo wiele tekstów. Ta pozycja nie tylko wywraca do góry nogami schematy organizacyjne, zachęca do burzenia istniejącego status quo, ale także zwraca uwagę marketingowców na zagadnienie przywództwa i plemion. Dziś mają do dyspozycji internet - potężne narzędzie, które pozwala zamienić ludzi z konsumentów w lojalnych członków plemienia, skupionego wokół marki. Dziwicie się, że ludzie tak chętnie kupują produkty firmy Apple, mimo że wiele brakuje im do doskonałości To jest po prostu plemię wielbicieli nagryzionego jabłka.
A skąd jednorożec w sklepie z balonami O tym już przeczytacie w książce Setha Godina "Plemiona 2.0. Zostań internetowym przywódcą". Polskie wydanie ukaże się w styczniu nakładem wydawnictwa Helion.
Pewnie myślicie, że to wymaga posiadania zaplecza politycznego lub organizacyjnego., albo specjalnego namaszczenia do tej roli. Okazuje się, że w dobie web 2.0 wcale nie. "Sukcesy odnoszą ci ludzie, którzy wywierają presję na swoje organizacje i którzy motywują innych do modyfikowania obowiązujących reguł gry" - pisze Seth Godin w swojej najnowszej książce "Plemiona 2.0. Zostań internetowym przywódcą".
Z tytułu można wnioskować, że to poradnik. Ale zdziwi się ten, kto liczy, że otrzyma gotową receptę na to, jak zostać dzisiaj przywódcą. Seth Godin nie podaje na tacy rozwiązania, bo go po prostu nie ma. Według jego koncepcji przywódcy nie działają w ramach utartych schematów organizacyjnych. "(.) nie przejmują się ani strukturą organizacyjną, ani oficjalnym błogosławieństwem podmiotów, w których pracują. Wykorzystują swoją pasję i swoje pomysły, przewodzą innym, odcinając się przy tym od biurokracji i gróźb, na których opiera się proces kierowania" - stwierdza Godin. Trudno jest dać dać jeden przepis na posiadanie pasji.
A pasja jest niezbędna, żeby pokonać strach, który blokuje ludzi na drodze do przywództwa. Strach powoduje, że pracownik nadal będzie robić mnóstwo bezproduktywnych rzeczy, zamiast zerwać ze schematem i wprowadzić zmiany w swojej firmie. Seth Godin zachęca do takiego działania niemal na każdej karcie książki. Nie mówi, jak to zrobić, ale podaje przykłady ludzi, którzy zburzyli status quo w swojej organizacji lub życiu. Wpuścili jednorożca do fabryki balonów i wszystko się nagle zmieniło. Okazuje się, że wcale nie są to prezesi korporacji, czy charyzmatyczni politycy. Tacy ludzie rzadko zostają prawdziwymi przywódcami. Oczywiście mogą, bo mają całkiem dobrą pozycję startową - są już na świeczniku. Ale siedzieć w fotelu prezesa, to jeszcze nie znaczy przewodzić ludziom. Można co najwyżej nimi zarządzać.
Tymczasem sekretarka tego prezesa, po godzinach pracy, może być popularnym przywódcą plemienia ludzi, którzy starają się usprawnić codzienną pracę sekretariatu. To jedna z kluczowych cech współczesnego przywództwa. Musi być plemię, które chce, żeby dana osoba mu przewodziła. I oczywiście musi jeszcze istnieć jakiś cel lub idea, która łączy ludzi w plemię, jak np. usprawnianie pracy sekretariatu.
A zatem sekretarka z korporacji, dzięki swojemu doświadczeniu, kreatywności i pasji może być przywódcą. Kiedyś słuchałyby jej co najwyżej koleżanki z piętra lub budynku. Dzisiaj, dzięki internetowi - blogom, mikroblogom, portalom społecznościowym - jej głos może dotrzeć do tysięcy ludzi, którzy staną się jej plemieniem. Mogą czytać jej bloga, komentować jej teksty i być fanami jej profilu na Facebooku.
Wspomniany już prezes, jeśli nie wyzwoli się z fabrycznego myślenia i dalej będzie zarządzał ludźmi wewnątrz organizacji i chciał kierować konsumentami, przegapi jeden z najważniejszych obecnie trendów. Bo wyobraźmy sobie, że takich plemion są setki tysięcy. Ludzie mają przecież ogromną potrzebę przynależności i bycie członkiem plemienia fanów Madonny nie wyklucza ich przynależności do plemienia użytkowników iPhona. Zaraz potem mogą dyskutować na forum plemienia segregujących śmieci czy właścicieli labradorów. I wszędzie są potencjalnymi konsumentami.
I to jest jedno z najważniejszych przesłań Setha Godina i celów napisania tej książki, choć o przywództwie powstało już bardzo wiele tekstów. Ta pozycja nie tylko wywraca do góry nogami schematy organizacyjne, zachęca do burzenia istniejącego status quo, ale także zwraca uwagę marketingowców na zagadnienie przywództwa i plemion. Dziś mają do dyspozycji internet - potężne narzędzie, które pozwala zamienić ludzi z konsumentów w lojalnych członków plemienia, skupionego wokół marki. Dziwicie się, że ludzie tak chętnie kupują produkty firmy Apple, mimo że wiele brakuje im do doskonałości To jest po prostu plemię wielbicieli nagryzionego jabłka.
A skąd jednorożec w sklepie z balonami O tym już przeczytacie w książce Setha Godina "Plemiona 2.0. Zostań internetowym przywódcą". Polskie wydanie ukaże się w styczniu nakładem wydawnictwa Helion.
biznes.onet.pl Jacek Zawadzki