Recenzje
Dzieci z Kuřim. Wstrząsająca opowieść o przemocy, manipulacji i sekcie
To jedna z takich książek, o których trudno jest w zasadzie napisać cokolwiek. Bo jeżeli stwierdzę, że jest fenomenalna, to wydaje się być odrobinę nie na miejscu, zważywszy na tematykę. Powiem więc, że to pozycja, która zasługuje na uwagę przede wszystkim dlatego, że autorka z ogromną pieczołowitością podeszła do tematu i - co chyba jest najmocniejszą stroną - dokonała rzetelnego, bezstronnego, pogłębionego researchu. Język prowadzonej "narracji" jest wyważony, ascetyczny, oszczędny, można by rzec naturalistyczny. To dodaje wiarygodności. Autorka prowadzi nas po szalenie skomplikowanych meandrach jednej z najbardziej szokujących i mrożących krew w żyłach sprawach kryminalnych współczesnych Czech. Podczas lektury, człowiek przeciera oczy ze zdumienia, bo opowieść o maltretowanych i torturowanych dzieciach wydaje się być tak niewiarygodna, że aż chwilami powątpiewamy w możliwość jej zaistnienia. Uważam, że jest to bardzo mocny, dojrzały i świadomy debiut, a autorce należą się głębokie ukłony za to, że zdementowała powielające się mity i nieścisłości krążące w sieci!
Echo potępienia
Miniony tydzień pełen był literatury jakże różnej, ale bardzo wciągającej. Był thriller, literatura obyczajowa i fantasy. I na tej ostatniej kategorii chciałabym się zatrzymać na chwilę i przedstawić najnowszą książkę K.E. December “ Echo potępienia”. Książka opowiada o Emily, która jako dziennikarka śledcza dostaje za zadanie napisać o sprawie zagadkowego morderstwa. Tym bardziej tajemniczego, że ofiara zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, a jedyny świadek opisuje sprawę jak nie z tego świata, sama ofiara zaś posiada takie samo znamię jak zmarły ojciec Emily. Dodatkowo od pewnego czasu dziewczynę dręczą złowrogo brzmiące głosy oraz nawiedzają postacie, przy których jeży się włos na głowie. Wszystkie drogi prowadzą ją do rodzinnego miasteczka, w którym wiele się zmieniło i wiele spraw wymaga wyjaśnienia. Nawet w najśmielszych snach nie podejrzewa, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znalazła. Emily to silna kobieta, dla której rodzina jest najważniejsza. Tylko czy starczy jej sił, aby zmierzyć się z tym, co przygotował dla niej Bóg, Zakon czy Lilith? Czym lub kim tak naprawdę jest Drzewo Życia? I dlaczego w głowie słyszy echo potępienia? Moje kilka zdań nie jest w stanie w żaden sposób przygotować Was na to, co zgotowała czytelnikowi autorka. Przedstawiona historia nawiązuje nie tylko do życia na ziemi, ale również wpleciony został wątek aniołów i demonów, którzy nie są wcale tacy, jakich przedstawiają w literaturze, sztuce czy muzyce. Moc w najczystszej postaci, która emanuje z kartek książki, sprawa, że jest ona zaskakująca i wciągającą. Przedstawione postaci zaciekawiły mnie tak bardzo, iż pokusiłem się o mały research w internecie, aby zobrazować sobie tych, których przedstawiła autorka. “Echo potępienia” jest pierwszym tomem zaplanowanej trylogii, którą planuje wydać autorka. I na pewno z niecierpliwością będę czekać na ciąg dalszy anielsko-ziemskiej powieści, w której ważą się ludzkie losy, ale również istnienie Edenu. K.E. December przyzwyczaiła mnie do pikantnych, mafijnych historii pełnych miłości, walecznych uniesień i świątecznych klimatów. To, co miałam okazję przeczytać, jest powiewem świeżości, który trzyma w napięciu, zaskakuje i uskrzydla wyobraźnię. Zdecydowanie ta literatura jest idealna na jesienne wieczory. Gorąco polecam i czekam na więcej!
Mądrość ciała. Odkrywanie harmonii i uwolnienie napięć
Puck Off
Kolejna książka o hokeiście Nafciarzy, czyli „Puck off” autorstwa Ludki Skrzydlewskiej. Jest to już kolejna część serii, opowiadająca historię Matta i Rosie. Jak ja kocham czytać o green flagach! Matt jest typowym dobrym chłopcem, który stawia swoją kobietę na piedestale. Co prawda jego relacja z Rosie zaczęła się od łóżka, ale mimo tego i tak zachowywał się jak rasowy dżentelmen. Mamy tutaj typowe „nieporozumienie”. Po spotkaniu w hotelu, myśleli, że ich drogi się rozejdą, ale nigdy nie jest tak prosto! Okazuje się, że Rosie pracuje w dziale PR zespołu Nafciarzy, a Matt właśnie został tam przetransferowany. Ich relacja rozwija się dosyć szybko, bo zgadzają się na układ opierający się na „łóżku”. Nie jest to do końca książka, która tylko bawi, ale pojawia się wątek straconej ciąży. Czytając o tym, poczułam naprawdę duży smutek ☹ Było to podwójnie przygnębiające też dlatego, że obydwoje zaakceptowali tę ciążę i chcieli mieć to dziecko. Było troszkę depresyjnie, ale powoli, dzięki wytrwałości Matta, Rosie doszła do siebie. Ich miłość była pełna gwałtowności, nieporozumień i uprzedzeń, ale koniec końców im się udało. Jestem pod wrażeniem tego jak autorka umiała połączyć humor i romans z trudnym tematem. Bardzo miło czytało mi się tę książkę i zdecydowanie polecam. Jestem fanką pióra Ludki Skrzydlewskiej już od jakiegoś czasu i nie zawiodłam się na żadnej książce 🥰
Puck Off
Drogi Czytelniku, doskonale wiesz, że po książki Ludki uwielbiam sięgać i każda kolejna jej książka trafia w moje ręce, tym razem nie mogło być inaczej, tym bardziej że jest to trzecia część mojej ulubionej serii. Zanim trafił do mnie mój egzemplarz, trochę sobie o nim poczytałam i nastawiałam się na gorącą relację, z której chemia będzie wylewała się stronami. Gorąco faktycznie było, ale co do tej chemii mam małe, nawet powiedziałabym, że duże wątpliwości. Znając twórczość Ludki, wiedziałam, że nie nastawiam się na zbyt dużo, bo zawsze spełniała moje oczekiwania. Niestety, nie wszystko poszło tak, jak myślałam, jednak nie oznacza to, że bawiłam się źle — spędziłam miły dzień z bohaterami, choć niekiedy odczuwałam irytację przez niezdecydowanie Rosie, którą za chwilę poznamy bliżej. Mimo że uwielbiam całą serię, to ten tom wyszedł najsłabiej, nad czym bardzo ubolewam. Zanim zagłębię się w szczegóły, poznajmy bohaterów, którzy sprawią, że…zwariujemy. Tym razem poznajemy historię Rosie oraz Matta — ich drogi łączą się podczas lotu do Calgary. Od pierwszych stron jesteśmy wrzuceni w wir wydarzeń, robi się ciekawie, po wspólnie spędzonej nocy czas wrócić do rzeczywistości, która nie okazuje się tak, jak wcześniej. Chłopak od razu wpadł dziewczynie w oko, ale gdy dowiaduje się, że będzie z nim pracować…bańka pęka. Głównie przy tym temacie zaczynają się schody, ponieważ Rosie z jednej strony nie chce, żeby to było ich ostatnie spotkanie, z drugiej sądzi, że przez to w pracy atmosfera będzie napięta. Nie podobało mi się, że wszystko chciała ukrywać, bo „co ludzie powiedzą”. Rozumiem jej obawy, ale nie można uzależniać swojego szczęścia od innych — ludzie gadali, gadają i będą gadać, dlatego nie wolno się z tym przejmować. Jeśli już, trzeba to przepracować, ponieważ swoim niezdecydowaniem nie krzywdziła tylko samej siebie, a także Matta, który starał się jak mógł. Rozumiem też, że potrzebowała czasu i jasno dawała znać mężczyźnie, że nie chce się z nim spotykać, jednak zaraz robiła coś innego… Skoro już przy nich jesteśmy, to doskonale wiesz, Drogi Czytelniku, że chemii w ich relacji nie czułam. Sięgając po książkę, wiedziałam, że będzie w niej więcej scen zbliżeń i głównie na tym się będzie ich relacja przez krótki czas opierać, ale właśnie to sprawiło, że nie było takiego efektu Wow, który pokazałby, że naprawdę poczuli to, co poczuli. Miałam wrażenie, że tylko bohater się stara, a Rosie przychodzi na gotowe i nawet nie kiwnie palcem, żeby pokazać, że jej również zależy. Bolało mnie to, ponieważ lubię, jak autorka przedstawia wątek romantyczny, a tu poszło coś nie tak… „Puck off” to prawdziwy grubasek, dlatego liczyłam, że sytuacja się poprawi — niestety to się nie wydarzyło, a ich relacja raz szła naprzód, następnego dnia cofała się o dwa stopnie. Nie powiem, trochę mnie to męczyło, ponieważ chciałam już konkretów, a one do końca się nie ukazały. Na szczęście oprócz wątku romantycznego dostaliśmy inne wątki, które poszły nieco lepiej i sprawiły, że miałam nawet złamane serce, co podwyższyło moją ocenę. Ludka zdecydowała się poruszyć temat straty dziecka, który nie tylko łamie serce, ale i uświadamia, z jakimi problemami muszą niektórzy się zmagać. Jasne, autorka nie wchodziła w szczególiki, lecz bardzo dobrze oddała emocje, które mogą towarzyszyć w takich chwilach — warto pamiętać, że jesteśmy inni i to, że jedni będą przeżywać to tak, nie oznacza, że drudzy są tymi gorszymi. Pozwólmy przeżywać ludziom żałobę tak, jak tego potrzebują. Przy tym momencie serce złamało się na pół, a łzy już dłużej się nie hamowały. Autorka pokazała także, jak dzieciństwo wpływa na naszą teraźniejszość, tak samo z przekonaniami. Nie będę zagłębiała się w temat, ponieważ wnioski wyciągnąć trzeba samemu — po skończeniu naszła mnie chwila refleksji. Warto wspomnieć o postaci Matta, który jest przykładem książkowego męża, dlatego nie da się przejść obok niego obojętnie. Rozczulałam się, gdy obserwowałam, z jaką troską traktuje Rosie. Był gotów zrobić dla niej wszystko i to go w tej relacji wyróżniało. „Puck Off” mimo minusów, to dobra książka, na której bawiłam się przednio. Potrzebowałam takiej lekkiej lektury i taką mi Ludka zafundowała, chociaż nie jest to historia, która w pamięci pozostanie na długo, ale i takie są potrzebne. Najważniejsze, że nie zabrakło w niej emocji — tylko to się dla mnie liczyło. Polecam.