ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Jak stworzyć udany związek? Trening

Nie doceniamy znaczenia rozmowy, nie potrafimy jej prowadzić. Trudno jest mówić o tym, co czujemy, czego oczekujemy od innych. Także spokojne słuchanie o frustracjach drugiej osoby nie jest łatwe. Dlatego warto skorzystać z porad ludzi, którzy na temat rozmowy naprawdę i mają coś do powiedzenia!
Pani Domu 10/2007

Jak zwalczyć stres i osiągnąć pełen relaks? Trening. Wydanie V

Zespół amerykańskich naukowców -- Martha Davis, dr Elizabeth Robbins Eshelman oraz dr Matthew McKay -- zajął się innym, jeszcze powszechniejszym problemem trapiącym człowieka -- codziennym stresem. Choć już 20 lat minęło od pierwszego wydania książki "Jak zwalczyć stres i osiągnąć pełen relaks? Trening", lektura najnowszego, zaktualizowanego, piątego wydania, staje się sprawą jeszcze bardziej "palącą", bowiem wraz z rozwojem cywilizacji i tempem życia, problem walki ze stresem narasta.

By poradnik spełnił nasze oczekiwania, autorzy podpowiadają, jak najlepiej go wykorzystać. Uświadamiają nam, w jaki sposób reagujemy na stres, prezentują techniki oddychania, kontroli nad mięśniami, medytacji i autohipnozy. Uczymy się również zwalczania irracjonalnych myśli, kontroli niepokoju, zarządzania czasem, a nawet odżywiania. Trenujemy asertywność, a nawet przygotowujemy własną kasetę/płytę relaksacyjną.

Wyposażeni w wiedzę (i niezbędne akcesoria) możemy przystąpić do walki ze stresem, by z czasem przestał nam "wtrącać" się do codziennego życia.

Dziennik Łódzki n; 20-10-2007

Kierowanie zespołami. Osobisty mentor - Harvard Business School Press

Likwidacja przyczyn, a nie skutków problemów w pracy zespołu to główna rada autorów dla osób, które dopiero zaczynają swoją karierę na decyzyjnym stanowisku. Jak rozpoznać swoje mocne i słabe strony w nowej roli, wyeliminować konflikty czy sterować twórczym chaosem w zespole? Co robić, kiedy podwładni nie akceptują powierzonych funkcji i zadań, nie wykazują inicjatywy albo zrzucają odpowiedzialność na innych? Kiedy większość pracy lider musi wykonać w pojedynkę? Autorzy starają się odpowiedzieć na te pytania, dając jednocześnie wskazówki. Lider sam musi postawić sobie kilka pytań, m.in. czy członkowie jego zespołu się uzupełniają i czy akceptują go jako lidera.
Rzeczpospolita KAP; 10/2007

Harvard Business Review. Sprawna i efektywna organizacja

Książka jest zbiorem artykułów powstałym głównie z myślą o przedsiębiorcach, którzy receptę na sukces widzą w ciągłej kontroli, a nie dobrej organizacji. A to -- według autorów -- największy błąd. Dlatego radzą, jak stworzyć ramy organizacyjne, które zapewnią pracownikom swobodę i jednocześnie wymuszą odpowiednie działania.

Zaczynając od projektowania poszczególnych stanowisk pracy, by zapewnić maksymalną efektywność działań, do wyznaczania reguł współdziałania w grupie i kształcenia pracowników w trakcie pełnienia obowiązków służbowych, czyli przyjemne z pożytecznym. Autorzy poświęcili sporo miejsca na kwestie zarządzania kreatywnością, promowania pracy zespołowej i tworzenie w tym celu wirtuozerskich zespołów. Nie zabrakło też rad, jak walczyć z firmową biurokracją.

Całość można podsumować krótko -- stwórz ramy, a system ruszy.

Rzeczpospolita KAP; 10/2007

Junior sam w domu albo Oskar de la Mancha, Rycerz Nieasertywnego Oblicza i Ludzie, których lubię najmniej

Nie lubiłem Macaulay′a Culkina. Kiedy na świecie zapanowało szaleństwo na punkcie młodego aktora, związane z serią filmów "Kevin sam... gdzieś tam", zastanawiałem się z czego ono wynika. 10-letni Culkin grał sztywno jakby połknął kij od szczotki wraz z włosiem i szufelką, a na jego twarz-plastelinka, za duże uszy i mięsisto-gąbczaste usta wprost patrzeć nie mogłem (szczególnie po spożytym posiłku). Dochodzące zza oceanu wiadomości o zachowaniu świeżo upieczonej gwiazdy utwierdzały mnie tylko w przekonaniu, że oto mamy do czynienia z kolejnym rozpuszczonym jak dziadowski bicz gówniarzem...

Aktora przyprawiłem w ostrym sosie antypatii i bez spożywania spuściłem w ubikacji -- o wrzody na żołądku trzeba dbać. Dla pewności dwa razy ciągnąłem za skobelek...

I wtedy wpadła mi w ręce jego książka "Junior sam w domu albo Oskar de la Mancha, Rycerz Nieasertywnego Oblicza i Ludzie, których lubię najmniej". Już sam tytuł wywołał burzę niezlasowanych jeszcze życiem w tym kraju komórek mózgowych. Znając nieco (nawet jeśli to "nieco" oparte jest na doniesieniach prasowych) realia życia w Hollywood nie dziwi ostatni jego człon. Tam wszyscy się sympatycznie nienawidzą, a lista wzajemnych antypatii przebiłaby niejedną książkę telefoniczną średnio-dużego miasta.

Zastanowiło użycie sformułowań "Oskar de la Mancha" -- co w czasach, gdy większa część amerykańskiej młodzieży nie potrafi pokazać na mapie sąsiadującej z USA Kanady, świadczy o wiedzy/oczytaniu autora, oraz "Nieasertywnego" -- co w dobie sms-owych nieortograficznych skrótów myślowych zadziwia podwójnie. Prawdziwe zaskoczenie przyszło jednak, kiedy okazało się, że nie trzymam oto w ręku kolejnej wygładzonej biografii hollywoodzkiej gwiazdy, spisanej przez dorabiającego na boku akademika, po kilku seansach terapeutycznych wynurzeń, lecz... No właśnie. Z czym tak właściwie mamy do czynienia?

Już od pierwszych stron Culkin przekonuje nas do swego literackiego dyletanctwa -- mało tego -- prawie do wtórnego analfabetyzmu, która to cecha skutecznie utrudnia: jemu -- pisanie, nam zaś -- zamierzony odbiór przekazu! Aż trudno w to uwierzyć, bowiem podobnego pióra mógłby mu pozazdrościć niejeden domorosły pisarzyna (czyli jakieś 80% nazwisk zalegających społem i hurtem w księgarniach).

Sama książka to jeden wielki pocięty na nierówne kawałki monolog Juniora (bo tak nazwał się autor). Raz jest to fragment opowiadania, raz lista osób nielubianych (co Ci chłopie zrobił Kopernik!), raz opatrzona napisem "pusta strona" pusta strona. Choć sam Culkin wielokrotnie zwraca się do Czytelnika, odnosi się wrażenie, że "Junior" to książka pisana dla niego samego, że to spowiedź w pustym konfesjonale, to próba samooczyszczenia i samorozgrzeszenia. W kilku miejscach monolog przekształca się w rozmowę z ojcem, z którym nigdy nie miał dobrych stosunków i którego szczerze nienawidził, przybierającą formę niewysłanych listów. Macaulay stawia mu długą listę zarzutów, które skutecznie wypaczyły życie jemu i jego matce, choć nie unika odpowiedzialności za swój, o wiele większy w obliczu przewin ojca -- grzech zaniechania, brak reakcji, spolegliwość.

Książka nie jest jednak pasmem nienawistnych zarzutów, jest również świadectwem przeżywanej miłości i zrozumienia swego dotychczasowego życia. Jest również listą marzeń i planowanych zmian. Choć Junior nie stawia grubej kreski w życiorysie i nie odżegnuje się od przeszłości, to daje jasno do zrozumienia, że dorósł i doświadczył błogosławieństwa dojrzałości.

Nie lubiłem Macaulay′a Culkina, lecz po lekturze "Juniora" musiałem zrewidować swoje poglądy. Choć nadal uważam, że chłopina w "Kevinach sam... gdzieś tam" grał jakby połknął kij od szczotki wraz z włosiem i szufelką, to jego plastelinkowa twarz nie wzbudza już odruchów wymiotnych, powiem więcej -- zaczyna budzić sympatię. Choć książkę szczerze polecam (w 10-stopniowej skali mocna ósemka), to nadal nie mogę zrozumieć czemu aktor dołączył naszego astronoma do listy osób nielubianych. W całej książce nie padło ani jedno złe słowo na słabą płeć, a przecież Kopernik również była kobietą!

DużeKa Grzegorz Raczek; 10/2007