ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Pozycjonowanie i optymalizacja stron WWW. Jak to się robi

Każdy kto korzysta z wyszukiwarek internetowych wie, że w odpowiedzi na podanie słów opisujących interesujący nas temat otrzymujemy setki stron informacji o witrynach. Na domiar złego wiele z nich nie ma wiele wspólnego z interesującym nas zagadnieniem. Oczywiście często wynika to z niewłaściwego doboru słów kluczowych. Ale ma to również związek z tzw. pozycjonowaniem stron, bowiem ciekawe dla nas witryny bywają ukryte w zalewie stron mało dla nas interesujących lub wręcz zupełnie nie na temat, choć wyszukiwane słowa kluczowe w zapytaniu podaliśmy poprawnie.

Tak wygląda to z perspektywy użytkownika internetu, w szczególności potencjalnego klienta firm udostępniających interesujące dla niego produkty. Z perspektywy tych firm lub twórców stron WWW pragnących ze swoimi informacjami dotrzeć do jak najszerszego kręgu użytkowników internetu sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Najczęściej użytkownicy internetu ograniczają się do przeglądania pierwszych kilku stron w poszukiwaniu określonych informacji. Zatem właściciele strony, którzy nie mieszczą się w pierwszych kilku lub kilkunastu stronach prezentowanych przez wyszukiwarki mają zdecydowanie mniejsze szanse na dotarcie do pożądanych odbiorców. I stąd wziął się problem tzw. pozycjonowania, czyli zbioru działań zmierzających do umieszczenia swojej witryny na lepszej (wyższej) pozycji. Nie jest to proste, bowiem algorytm pozycjonowania wyszukiwarek nie jest z reguły dostępny. Jednocześnie pozycja w wynikach wyszukiwarki nie pozostaje w prostej zależności od wskaźnika typu "pageRank" -- można być wysoko w wynikach i mieć niski pageRank oraz odwrotnie.

Zgodnie z zasadą, że przyroda nie lubi próżni -- a wolny rynek również -- na rynku pojawiła się nisza umownie nazywana pozycjonowaniem, zapełniona przez liczne firmy i osoby, które dają nam nadzieję (często raczej złudzenie) na poprawienie pozycji naszej witryny. Możemy sprawdzić, wystarczy, że podamy w zapytaniu słowo kluczowe "pozycjonowanie", a np. Google w odpowiedzi daje nam ocean stron: "Wyniki 1-10 spośród około 3,110,000 dla zapytanie pozycjonowanie (język polski)" !!! Sprawdźmy zatem co się nam obiecuje, sam otrzymałem taką ofertę, zatem wiem o czym piszę. W skrajnym przypadku to, że nasza strona znajdzie się dla danego słowa kluczowego w pierwszej dziesiątce, brzmi to np. tak: "…zapewniamy w Google -- pozycje na większość najważniejszych haseł pozycje 1-10, a dla wyjątkowo trudnych 1-20". Ja również otrzymałem podobną propozycję -- zresztą nie szukając żadnej pomocy takich firm -- z "gwarancją" pozycji w pierwszej dziesiątce (ceny dla różnych słów od kilkuset do 1900 zł). Opiszę to, bowiem jeden przykład wart tysiąca słów.

Zacząłem myśleć o złożonej propozycji i pozycjonowaniu. Jestem informatykiem z dużą praktyką w programowaniu i postanowiłem zmierzyć się z tym problemem sam, choć nigdy nie interesowały mnie w aspekcie praktycznym kwestie pozycjonowania. Zacząłem od logiki i arytmetyki. W uproszczeniu, jeśli dla przykładu na rynku istnieje 100 firm gwarantujących klientom pozycję w tej samej kategorii od 1 do 10 i każda z nich ma tylko 1 klienta, to jedynie 10% z nich ma szansę spełnić swoją obietnice, bez większej gwarancji, że tak się stanie. To była pierwsza konkluzja.

Druga myśl była taka -- jaką wiarygodność wywiązania się z deklaracji zawartych w ofercie ma firma obiecująca nam wysoką pozycję w rankingu, jeśli sama znajduje się na 500. pozycji? To ostatecznie przekonało mnie by sprawą zająć się samodzielnie. Dodatkową motywacją był fakt, że nagle stwierdziłem, iż prawdopodobnie wskutek zmiany domeny oraz w krótkim czasie dwóch dostawców usług internetowych pageRank mojej strony i firmy z dość wysokiego wskaźnika -- zwłaszcza jak na ich bardzo specjalistyczny, wręcz niszowy charakter -- spadł do 0 (ZERA). Ten wskażnik -- ze wspomnianych powodów mniej mnie zmartwił -- dużo gorsze było to, że po wprowadzeniu do Google zapytania "sztuczna inteligencja" mojej strony nie było w sierpniu 2007 (po wspomnianych zmianach) wśród pierwszych 500 wyników! I to dla strony istniejącej wiele lat i dla firmy, która jako pierwsza zajęła się praktycznie wdrażaniem systemów sztucznej inteligencji. Było to tym bardziej zaskakujące, że statystyki pokazywały iż liczba odwiedzin strony była przez cały czas względnie duża.

Jako naukowiec postanowiłem podejść do sprawy metodycznie, czyli ustalenia tego co wiedzą inni, zatem m.in. od przejrzenia dostępnej literatury. Mój wybór padł na książkę panów Bartosza Danowskiego, Michała Makaruka pt. "Pozycjonowanie i optymalizacja stron WWW, jak to się robi" wydawnictwa Helion. Wspomniana książka napisana jest lekkim, popularyzatorskim językiem i może być czytana zarówno przez osoby nie mające głębszej wiedzy o wyszukiwarkach i pozycjonowaniu, jak i osoby bardziej zaawansowane. Zamiast recenzowania poprzez akcentowanie walorów książki, niech za recenzję znowu posłuży moje osobiste doświadczenie.

Po przeczytaniu książki zastosowałem w praktyce część podanej w niej wiedzy uzupełnionej przez własną intuicję, dedukcję i eksperymenty. Efekt -- obecnie, dla tego samego hasła wortal Aitechu w krótkim czasie pojawił się wśród pierwszych 20-35 wyników. Przy okazji, udało mi się wykryć kilka słabości algorytmu Google, ale to już inna bajka i "know-how", którym być może podzielę się z czytelnikami przy innej okazji. Dość powiedzieć, że na bardzo wysokich pozycjach znalazłem dla zapytania "sztuczna inteligencja" strony o średnich wskaźnikach pageRank, na dodatek kompletnie nie związanych z tematyką sztucznej inteligencji. Czy można oczekiwać lepszej recenzji? Dodatkowym walorem książki jest poruszenie zagadnień etycznych, to rzadkość. Wiemy, że z etyką w różnych obszarach aktywności bywa różnie.

Polecam zatem tę książkę wszystkim zainteresowanym problematyką pozycjonowania stron.

AITECH Krzysztof Michalik; 09/2007

Akty. Fotografia cyfrowa dla profesjonalistów

Bez wątpienia książkę Rodericka Macdonalda zatytułowaną "Akty. Fotografia cyfrowa dla profesjonalistów" uznać należy za pozycję unikatową na polskim rynku wydawniczym, gdyż publikacji praktycznych dotyczących tego tematu było dotąd jak na lekarstwo. Jej autorowi, doświadczonemu wykładowcy w dziedzinie środków przekazu i miłośnikowi fotografii aktu artystycznego (czasem z domieszką fetyszyzmu), udało się stworzyć spójny opis warsztatu fotografa specjalizującego się w tej dziedzinie fotografii. Zaletą książki jest przede wszystkim jej aspekt praktyczny (oparty na wieloletnich osobistych doświadczeniach) i edukacyjny oraz niezwykle przystępny język wykładu. Choć w polskiej wersji znaleźć można drobne błędy merytoryczne czy terminologiczne, to wydaje się, że wynikają one z barku konsekwencji i niedoskonałości przekładu niż niewiedzy autora.

W przypadku takiego tematu olbrzymie znaczenie ma również warstwa ilustracyjna książki. Także pod względem publikacja nie rozczarowuje, wszystkie rozdziały zostały bogato i ciekawie zilustrowane. W "Akcie" brak jest typowych ujęć w stylu glamour, powszechnie wykorzystywanych w kolorowych pismach i magazynach. Za to znajdziemy w nim wiele naturalnych i zróżnicowanych tematycznie fotografii (zdjęcia artystyczne, ujęcia o zabarwieniu erotycznym, zdjęcia grupowe, detale i pejzaże ciała), które, zamiast onieśmielać początkujących, zachęcają do podejmowania pierwszych własnych prób i eksperymentów -- niekoniecznie od razu w profesjonalnym atelier, ale po prostu w domowym zaciszu czy ustronnym plenerze. I jest to -- w mojej opinii -- jeden z istotnych atutów tej publikacji.

Pierwszy rozdział książki został w całości poświęcony zapleczu sprzętowemu fotografa aktu. Autor, w oparciu o własne doświadczenia, udziela wskazówek na temat wyboru aparatu, obiektywów i oświetlenia. Sporo miejsca poświęca także zagadnieniom dotyczącym formatów zapisu, sprzętu komputerowego, oprogramowania oraz druku. Nie epatując szczegółami technicznymi, skupia się przy tym na sprawach najistotniejszych i ukazuje Czytelnikowi szeroki wachlarz możliwości.

Roderick Macdonald sporo miejsca poświęca w książce wyborowi i znajdowaniu modeli oraz przygotowaniom do sesji. Autor przekonuje, że w wypadku fotografii aktu etapy te mają równie istotne znaczenie dla ostatecznego efektu, co odpowiednie oświetlenie, pozy czy dokładna obróbka końcowa zdjęć. Warto przeczytać te uwagi, gdyż poszukiwanie modeli, negocjowanie z nimi warunków umowy zgody na wykorzystanie wizerunku i wysokości wynagrodzenia lub innych form rozliczenia za sesję traktowane jest przez wielu za temat trudny, a nawet wstydliwy i w związku z tym rzadko poruszany w publikacjach. W "Akcie" znajdziemy natomiast szereg niezwykle cennych praktycznych wskazówek dotyczących zarówno pierwszych kontaktów telefonicznych lub mailowych z potencjalną modelką i precyzyjnego określania własnych oczekiwań, jak i porady na temat zachowania się podczas sesji.

Dwa kolejne rozdziały książki poświecone zostały wykorzystaniu oświetlenia i pracy z modelem. Czytelnik zostaje w nich zapoznany z różnymi typami oświetlenia i możliwościami ich wykorzystania. Zaprezentowane liczne przykłady ilustrują zastosowanie różnych źródeł światła (sztucznego, naturalnego i mieszanego), ich rozmieszczenie, sposoby wyzyskania cieni czy użycia lampy błyskowej zamocowanej na aparacie, a nawet światła świecy.

W części dotyczącej samej sesji znaleźć można natomiast wiele uwag na temat wyboru studia lub odpowiedniego pleneru, wykorzystania rekwizytów aż po inspirujące przykłady konkretnych sprawdzonych póz i tematów oraz sposobów fotografowania. Autor z pełną otwartości mówi o swoim warsztacie pracy i nie boi się wspominać o trudnościach czy problemach na jakie można natrafić. Dzięki takiemu sposobowi narracji Czytelnik ma więc wrażenie uczestniczenia w omawianych przez fotografa sesjach i zyskuje przekonanie, że osiągnięcie udanych efektów to raczej kwestia podejmowania kolejnych prób i wyzwań oraz otwartości na eksperyment, a nie wybitnego talentu.

W dobie fotografii cyfrowej edycja zdjęcia w programie graficznym jest tym samym, czym kiedyś była praca w ciemni. To właśnie na tym etapie pracy fotografie zyskują ostateczny szlif i pełny wyraz. Trudno więc dziwić się, że autor poświęcił tym zagadnieniom blisko sto stron prezentowanej książki. W rozdziale zatytułowanym "Obróbka końcowa" stawia on tezę, że plik z aparatu to zaledwie materiał wyjściowy do uzyskania ostatecznej fotografii i pokazuje jak wiele można osiągnąć korzystając z zalet zapisu zdjęć w formacie RAW. Prezentuje najważniejsze narzędzia Photoshopa i opisuje wypróbowane przez siebie sposoby edycji kolorystyki skóry i usuwania jej defektów oraz uczy rozpoznawania najistotniejszych mankamentów obrazu. Sporo uwagi poświęca także katalogowaniu swoich prac, przygotowywaniu portfolio i płyty z materiałem dla modelki.

Warto wspomnieć także o obszernym skorowidzu, który poprzez alfabetyczny wykaz pojęć i zagadnień omawianych w książce znacząco podnosi komfort korzystania z tej pozycji, podobnie zresztą jak twarda i szyta oprawa z przydatną zakładką w formie tasiemki.

Książkę "Akty. Fotografia cyfrowa dla profesjonalistów.", pomimo jej tytułu, polecić można przede wszystkim osobom zaczynającym swoją przygodę z fotografią aktu, choć z pewnością mającym już nieco doświadczeń w innych tematach fotograficznych i używających raczej lustrzanki niż aparatu kompaktowego. By skorzystać z rad autora dotyczących edycji obrazu, nieodzowna okaże się także z pewnością podstawowa wiedza o obsłudze programu Adobe Photoshop. Z uwagi jednak na cenne wskazówki warsztatowe, pozycja ta może zainteresować także fotografów, mających już pewne doświadczenia w tej dziedzinie fotografii, a którzy chcieliby usystematyzować nieco swój sposób pracy.

Fotografuj.pl Przemysław Imieliński; 09/2007

Retoryka. Mowa zjednuje ludzi. Wydanie IV

Ta książka w zasadzie powinna znaleźć się w pierwszej części megarecenzji. Traktuje ona bowiem o podstawach występowania publicznego i przemawiania. Zasady mówienia, dbanie o głos, sztuczki podczas przemawiania, jak przezwyciężyć tremę, jak radzić sobie z trudnymi słuchaczami, jak rozwijać słownictwo, jak kontrolować mowę ciała podczas prelekcji i tak dalej, i tak dalej.

Chciałbym napisać, że jest to mój przemyślany, błyskotliwy pomysł, żeby zamieścić tę książkę pod koniec drugiej części megarecenzji. Niestety, to nie do końca prawda. Po prostu książka zapodziała mi się na półce i odnalazłem ją dopiero podczas szukania tytułów do drugiej części, już po publikacji części pierwszej. Ale ponieważ potrzeba jest matką wynalazków (dlatego później trudno się dziwić, że owe dzieci są trochę z przypadku), dlatego logiczne wytłumaczenie jest takie: czytając tę książkę teraz, zobaczysz jak dużo już umiesz. Przewracając kolejne strony będziesz mówić sobie w myśli "to już wiem", "tu niezupełnie tak jest", "tutaj zrobiłem dokładnie tak i oponent został wyśmiany przez publiczność". Jest to więc zarazem podsumowanie, jak i psychiczne podbudowanie twoich dotychczasowych postępów w sztuce występowania na żywo.

Pozytywne nastawienie, które uzyskasz dzięki przeczytaniu tej książki właśnie teraz, pomoże ci przejść na najwyższy poziom zaawansowania w wystąpieniach publicznych. Tam operują prawdziwi masterzy, którzy mówią ładnie, z sensem i zarazem dowcipnie. Przy okazji sprawiają wrażenie, że sami świetnie się bawią. Ich dobry humor przenosi się na widzów i w efekcie wszyscy są zadowoleni. Tacy mówcy są zawsze mile zapraszani i zarabiają całkiem przyzwoicie.

Tak więc przeczytaj, zobacz jak dużo umiesz i gotuj się na wejście na najwyższy poziom wtajemniczenia.

e-biznes.pl Mariusz Ludwiński; 09/2007

Ukryta perswazja. Psychologiczne taktyki wywierania wpływu

Trzeba przyznać prosto z mostu, że autor dał w tej książce nieco ciała. I to z samego początku. Nie rozumiem po co tłumaczy, że perswazja jest dobra. Czytelnik, który jest zainteresowany takim sposobem przekonywania, i tak sięgnie po książkę. W takim przypadku nie trzeba go przekonywać. A jeśli ktoś nie jest zainteresowany, to książkę ominie szerokim łukiem. I wtedy oczywiście argumentacja jest zupełnie zbyteczna.

Autor stara się więc przekonać jaka to perswazja jest dobra i skuteczna, w przeciwieństwie do modeli komunikowania się typu "wygrana-wygrana". Drogi autorze, "wygrana-wygrana" nie jest kompromisem. To wyjście jeszcze lepsze dla obu stron, ponieważ skupia się na spełnieniu rzeczywistych potrzeb, a nie na zaspokojeniu fanaberycznych zachcianek. Poza tym, biorąc pod uwagę powtarzające się kontakty z tą samą osobą, w pewnym momencie perswazja przekonująca do swoich rozwiązań i ignorująca rozwiązania drugiej osoby, w końcu przestanie działać. A jeśli nawet nie, to osoba ciągle perswadowana do cudzych rozwiązań w końcu przy pierwszej nadarzającej się okazji podkłada świnię. I wtedy nawet najlepsza perswazja nie pomoże.

Na szczęście to tylko głupia wpadka na początku. Na kolejnych stronach jest znacznie lepiej.

Rzucą ci się w oczy sztuczki ukrytej perswazji wymieniane w rzucających się w oczy ramkach. Niby to rzeczy oczywiste, ale dopiero wtedy gdy o nich się czyta. W wirze codziennych wydarzeń używamy najprostszych broni, tych do których jesteśmy najbardziej przyzwyczajeni.

Dowiesz się w jaki sposób można skutecznie wykorzystywać negatywne emocje do przekonywania. Chodzi o wywołanie uczucia przewidywanego żalu i podsunięcie prostego środka zapobiegawczego. Rzecz jasna taka sztuczka działa wyłącznie na pewną grupę ludzi, na ludzi którzy boją się przyszłości sami z siebie. Nie jest to wcale mała grupa, nawet wśród młodego pokolenia. Dlatego zanim ją zastosujesz albo przetestuj światopogląd rozmówcy, albo miej w zanadrzu gotowy do wykorzystania zwrot rozmowy w kierunku pozytywnej motywacji do wykonania pożądanego przez ciebie zachowania.

Poznasz też 55 taktyk ukrytej perswazji. Mi spodobała się szczególnie taktyka nr 33 "Stosuj ukryte hipnotyzujące schematy językowe". O uważnym dobieraniu wypowiadanych słów dowiesz się więcej w trzeciej części megarecenzji, natomiast na tym poziomie wystarczy ci znajomość konkretnych sztuczek. Zapamiętasz kilka i będziesz je stosować. To świetna metoda sterowania rozmową w pożądanym przez ciebie kierunku i zwracania uwagi rozmówcy na szczegóły, na które chcesz zwrócić jego uwagę.

A na deser czeka cię 27 obserwacji na temat ludzi. Ich celem jest przypomnienie ci o przyziemności życia. Ty jesteś już wytrenowanym i wyedukowanym prelegentem. Stosujesz zaawansowane techniki, żeby mówić to co chcesz, jak chcesz i po co chcesz. Ale dla większości ludzi to czarna magia. Równie przydatna jak znajomość wysokości plonów kukurydzy na Madagaskarze w roku 1998. Opisane przez autora obserwacje przypomną ci, że w gruncie rzeczy ludzie nie są zbyt skomplikowani. Większość ludzi porusza się w obrębie wyuczonych od pokoleń schematów postępowania. Jeśli je zapamiętasz i wykorzystasz, odniesiesz sukces. Znajdziesz się w ekskluzywnej grupie, która umie wykorzystać ludzkie słabości i ograniczenia. Tyle.

Pisałem o tym przy okazji megarecenzji o manipulacji. Znajomość zaawansowanych technik perswazyjnych nie oznacza, że musisz z nich cały czas korzystać. Mistrz sztuk walki nie rozdaje ciosów na lewo i prawo. Ale gdy przyjdzie odpowiedni moment, umie pokonać przeciwnika sprawnie i elegancko. To jest sekret mistrzostwa - wiedza kiedy z niego skorzystać i cierpliwość, żeby nie robić tego niepotrzebnie. Poznaj te sztuczki i zostań prawdziwym mistrzem. Życzę ci tego z całego serca.

e-biznes.pl Mariusz Ludwiński; 09/2007

Zakazana retoryka. Podręcznik manipulacji

To książka co najmniej kontrowersyjna. Z iście niemiecką skrupulatnością autorka sklasyfikowała w niej 30 technik werbalnej manipulacji. Niektóre z nich są stare jak świat, a przynajmniej jak "Sztuka retoryki" Arystotelesa, inne czerpią z dorobku chociażby Roberta Cialdiniego, część z nich to efekt wyraźnej fascynacji autorki programowaniem neurolingwistycznym czy wręcz hipnozą.

W tytule wyraźnie zaznaczono, że ksiązka jest podręcznikiem manipulacji -- jednak uczciwiej byłoby nazwać ją swoistym katalogiem technik manipulowania. Każdą z nich opisano według tego samego, stałego klucza, przy czym najważniejszą częścią omówienia jest skrócony instruktaż stosowania danej techniki z podanymi konkretnymi przykładami sformułowań i sposobami prowadzenia rozmowy.

Na jego końcu znajduje się przedstawiony na graficznej skali i pełniący funkcję listka figowego wykres wątpliwości etycznej danej techniki. Obawiam się jednak, że sama ksiązka -- gdyby ją ustawić na takiej skali -- zajęłaby cały zakres etycznych wątpliwości.

Po pierwsze, czy możliwe jest nauczenie -- a taką przecież funkcję pełnią podręczniki -- na około 330 stronach mnóstwa skomplikowanych nieraz technik? Po drugie, sama etyka uczenia tego rodzaju działania. Wprawdzie autorka broni się tu sprytnym chwytem znanym każdemu handlarzowi broni -- "sprzedaję broń, żebyś nie stał się ofiarą uzbrojonego napastnika" -- jednak utożsamianie szlachetnej sztuki retoryki z manipulacją i kłamstwem to lekkie nadużycie. Po trzecie, opisy technik: przykładem prawdziwej lubości, z jaką autorka opisuje niektóre techniki może być hipnoza.

Co zrobić, żeby ofiara wykonała polecenie? Przekaż groźną sugestię, czyli cytując autorkę, powiedź ofierze: "Poczujesz ostry ból głowy, jeżeli chociażby spróbujesz stawić opór moim poleceniom. Jeżeli mimo to dalej będziesz oporny, twój mózg odmówi posłuszeństwa. Głowa wypełni się krwią, a czaszka pęknie. Upadniesz i już się nie podniesiesz".

Boję się, być może naiwnie, że po utożsamieniu omawianej książki z piarem etyka naszej branży w oczach otoczenia upadnie i już się więcej nie poruszy.

Piar.pl dr Jacek Trębecki; 08-09/2007

Zakazana retoryka. Podręcznik manipulacji

To książka co najmniej kontrowersyjna. Z iście niemiecką skrupulatnością autorka sklasyfikowała w niej 30 technik werbalnej manipulacji. Niektóre z nich są stare jak świat, a przynajmniej jak "Sztuka retoryki" Arystotelesa, inne czerpią z dorobku chociażby Roberta Cialdiniego, część z nich to efekt wyraźnej fascynacji autorki programowaniem neurolingwistycznym czy wręcz hipnozą.

W tytule wyraźnie zaznaczono, że ksiązka jest podręcznikiem manipulacji -- jednak uczciwiej byłoby nazwać ją swoistym katalogiem technik manipulowania. Każdą z nich opisano według tego samego, stałego klucza, przy czym najważniejszą częścią omówienia jest skrócony instruktaż stosowania danej techniki z podanymi konkretnymi przykładami sformułowań i sposobami prowadzenia rozmowy.

Na jego końcu znajduje się przedstawiony na graficznej skali i pełniący funkcję listka figowego wykres wątpliwości etycznej danej techniki. Obawiam się jednak, że sama ksiązka -- gdyby ją ustawić na takiej skali -- zajęłaby cały zakres etycznych wątpliwości.

Po pierwsze, czy możliwe jest nauczenie -- a taką przecież funkcję pełnią podręczniki -- na około 330 stronach mnóstwa skomplikowanych nieraz technik? Po drugie, sama etyka uczenia tego rodzaju działania. Wprawdzie autorka broni się tu sprytnym chwytem znanym każdemu handlarzowi broni -- "sprzedaję broń, żebyś nie stał się ofiarą uzbrojonego napastnika" -- jednak utożsamianie szlachetnej sztuki retoryki z manipulacją i kłamstwem to lekkie nadużycie. Po trzecie, opisy technik: przykładem prawdziwej lubości, z jaką autorka opisuje niektóre techniki może być hipnoza.

Co zrobić, żeby ofiara wykonała polecenie? Przekaż groźną sugestię, czyli cytując autorkę, powiedź ofierze: "Poczujesz ostry ból głowy, jeżeli chociażby spróbujesz stawić opór moim poleceniom. Jeżeli mimo to dalej będziesz oporny, twój mózg odmówi posłuszeństwa. Głowa wypełni się krwią, a czaszka pęknie. Upadniesz i już się nie podniesiesz".

Boję się, być może naiwnie, że po utożsamieniu omawianej książki z piarem etyka naszej branży w oczach otoczenia upadnie i już się więcej nie poruszy.

Piar.pl dr Jacek Trębecki; 08-09/2007