Recenzje
Puck Off
„Puck off” to trzeci tom serii autorstwa Ludki Skrzydlewskiej, w którym poznajemy losy Matthiasa Carlssona i Rosie Gallagher. Powrót Rosie do Edmonton nie zapowiada żadnych zawirowań. Przecież co może się wydarzyć? Można spotkać przystojnego mężczyznę, spędzić z nim upojne chwile, nie martwiąc się o nazwiska, a potem wrócić do swojego życia z przekonaniem, że ich drogi więcej się nie przetną. Gdy Rosie wraca do pracy po urlopie, szefowa zleca jej zadanie poprawy wizerunku dwóch nowych hokeistów Nafciarzy. Jakie jest jej zdziwienie, gdy jednym z nich okazuje się mężczyzna, z którym spędziła noc. Kobieta robi wszystko, co w jej mocy, by odwlec w czasie ich ponowne spotkanie. Matthias przylatuje do Edmonton, aby dołączyć do drużyny Nafciarzy, co nie jest dla niego łatwe, ponieważ większość kibiców i członków drużyny nienawidzi jego brata, który grał tam w poprzednim sezonie. Mężczyzna doznaje szoku, gdy widzi uciekającą przed nim rudowłosą kobietę, od razu rozpoznaje w niej Rosie. Matt, był pewien, że ta jedna noc będzie tylko przyjemnością, niczym poważniejszym, okazuje się, że nie może przestać myśleć o tej rudowłosej kobiecie. Mimo że w drodze powrotnej do Edmonton wziął od niej numer telefonu, nigdy do niej nie zadzwonił. Teraz, gdy dowiaduje się, że Rosie pracuje w dziale PR Nafciarzy, postanawia zrobić wszystko, aby znów zaciągnąć ją do łóżka. To jednak nie jest takie łatwe, ponieważ kobieta postanowiła postawić między nimi granicę - to, co się wydarzyło wcześniej, nie może się powtórzyć. Tylko czy będą w stanie walczyć z wzajemnym pożądaniem? I czy to tylko pożądanie, czy może coś więcej? Wow, co to była za genialna historia! Pełna pasji, pożądania i walki - walki o dobre imię, miłość, zaufanie, ale także o przyjaźnie, nawet te, które dopiero przed nimi. Ludka doskonale ukazała w tej historii więź między dwojgiem ludzi. Ile poświęceń jesteśmy w stanie dokonać, aby uszczęśliwić drugiego człowieka? Uwielbiam twórczość Ludki, a jej hokejówki? To najlepsze powieści o hokeju, jakie czytałam, i zawsze będą miały szczególne miejsce w moim sercu. To, jak autorka dyrygowała moimi emocjami, trudno opisać słowami. Moment, w którym Matt był ogromnym wsparciem dla Rosie, skradł moje serce i nie raz doprowadził mnie do łez wzruszenia. Po przeczytaniu tej historii zyskałam nowego książkowego męża, ale nie potrafię wybrać, który z trzech poznanych hokeistów jest moim numerem jeden. Na ten moment na podium znajduje się Mavi/Matt! Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, koniecznie musicie ją nadrobić!
Włochy południowe. Rzym, Neapol, Bari. Travelbook. Wydanie 2
„Włochy południowe. Rzym, Neapol, Bari” to kolejny przewodnik z serii travelbook wydawnictwa Bezdroża, który napisało aż czworo autorów: Agnieszka Masternak (Rzym i Watykan), Krzysztof Bzowski (Neapol i Kampania), Beata i Paweł Pomykalscy (Apulia, Kalabria i Bazylikata). Kto zna przewodniki z serii travelbook wydawanej przez Bezdroża, to wie, że przewodnik Włochy południowe. Rzym, Neapol, Bari zmieści się do każdego plecaka, plecaczka lub damskiej torebki. Będzie więc znakomitym towarzyszem podróży po opisanych pięciu włoskich regionach (dokładniej po czterech + Rzym i Watykan). Kiedy czytałem przewodnik Włochy południowe. Rzym, Neapol, Bari, to nie mogłem wyjść z podziwu, jak autorzy zmieścili na 200 stronach tyle ciekawych informacji. W dodatku uzupełnionych o mapki i liczne fotografie. Przewodnik rozpoczyna się rozdziałem „Atrakcje Rzymu i Włoch południowych”, w którym autorzy dokonali trudnego wyboru najważniejszych miejsc opisanych w przewodniku. Potem następuje krótki wstęp krajoznawczy i Agnieszka Masternak zabiera nas do Rzymu i Watykanu. Na pierwszy ogień idzie Rzym starożytny, a więc Forum Romanum, Palatyn, Koloseum i Kapitol. Autorka prowadzi nas na Piazza Venezia, a potem na Piazza Navona i do Panteonu, nie omijając znajdującej się po drodze (i nieco ukrytej) Galeria Colonna. Są i Schody Hiszpańskie i Villa Borghese, a do tego jeszcze Krypta kapucynów i Zatybrze, a na deser Watykan. Mogę śmiało napisać, że liczba miejsc, do których można zajrzeć z przewodnikiem w ręku wystarczy na tygodniowy pobyt w Rzymie. Trochę szkoda, że na drodze z Rzymu do Neapolu zabrakło przystanku na Monte Cassino, gdzie znajduje się Polski Cmentarz Wojenny, cztery pomniki związane z walkami 2 Korpusu Polskiego, nie wspominając już o klasztorze benedyktynów. Po Kampanii oprowadza nas Krzysztof Bzowski i rozpoczyna podróż od Neapolu, gdzie trafiamy i do Pałacu królewskiego i do Galerii Borbonica czy słynnego Museo San Severo z rzeźbą Chrystusa złożonego do grobu i przykrytego welonem. Wśród propozycji do zwiedzania w Neapolu znajdziemy też Muzeum Archeologiczne, Katakumby św. Januarego oraz Muzeum Capodimonte. I znów widać, że na sam Neapol potrzeba kilku dni, a autor rozdziału już zabiera nas dalej - na Wezuwiusz, by przyjrzeć się drzemiącemu wulkanowi, do Caserty, aby obejrzeć wielką rezydencję królewską ze wspaniałym parkiem i na Capri… A przecież wśród opisanych atrakcji są jeszcze Pompeje i Herkulanum, Ischia, Amalfi i Positano. Mnie najbardziej zafascynowała kartuzja Padula, która obiecuje wytchnienie od tłumów turystów w zaciszu największego w całych Włoszech klasztoru. Dwa kolejne rozdziały przygotowali Beata i Paweł Pomykalscy, autorzy licznych przewodników, nie tylko po Włoszech. W Bari nie mogło zabraknąć wizyty w bazylice św. Mikołaja, ale autorzy pokazują nam też romańską katedrę San Sabino, pinakotekę „Corrado Giaquinto” i Piazza del Ferrarese ze wspaniałym budynkiem Teatro Margherita. Potem jedziemy na Gargano, gdzie znajdujemy wita nas ojciec Pio w San Giovanni Rotondo. Stamtąd już niedaleko do sanktuarium św. Michała Archanioła na Monte Sant’ Angelo. Potem autorzy proponują w zwiedzić nieco mniej znane miasta Manfredonia i Trani oraz mekkę płetwonurków - wyspy Tremiti. Zwiedzanie Apulii nie byłoby pełne bez zamku Castel del Monte, którego konstrukcja od lat zadziwia turystów, Polignano a Mare i jego klifów oraz Alberobello, gdzie królują trulle. Na koniec zwiedzania Apulii autorzy zostawili nam wspaniałe Lecce, które zachwyca bielą swych barokowych budowli. Jedyne czego zabrakło mi w rozdziale o Apulii, to Polski Cmentarz Wojenny w Casamassima, który znajduje się niedaleko Castel del Monte. I znów nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Apulia zasługuje na osobny przewodnik… Ostatni rozdział to aż dwa włoskie regiony, „schowane” na południu półwyspu. Tu Beata i Paweł Pomykalscy dokonali wyboru najciekawszych miejsc i zapraszają nas do Reggio di Calabria z przepiękną katedrą, a potem do najsłynniejszej miejscowości wypoczynkowej Kalabrii - nadmorskiej Tropei. W Bazylikacie wszyscy jadą oglądać Matere, przez co jest to jedno z najliczniej odwiedzanych miejsc we Włoszech, ale jak nie obejrzeć budowli wykutych w skałach, słynnych Sassi położonych na zboczach kanionu rzeki oraz miejsc, gdzie kręcono „Pasję” oraz film z Bondem. Oprócz Matery autorzy pokazują nam jeszcze tylko Melfi i Le Castella, co powoduje, że mam ochotę na osobny travelbook po Bazylikacie. Jeśli szukasz towarzysza podróży po południowych Włoszech, to sprawdzi się w tej roli przewodnik „Włochy południowe. Rzym, Neapol, Bari”. Polecam
Żyj bez maski! Nowe spojrzenie na ADHD, autyzm i neuroodmienność
Ellie Middleton napisała książkę, która nie próbuje naprawiać ani osładzać doświadczeń osób neuroodmiennych. To osobisty, często surowy i równocześnie pełen empatii głos wnętrza — kogoś, kto przez lata ukrywał swoją odmienność i dopiero późna diagnoza pozwoliła jej spojrzeć na siebie z większą życzliwością. Żyj bez maski! to lektura impulsowa: jednocześnie terapeutyczna dla tych, którzy odnajdą w niej siebie, i edukacyjna dla tych, którzy chcą zrozumieć, jak wygląda życie poza normą. O czym jest książka (krótko) Autorka opisuje swoją drogę od niezdiagnozowanego, zagubionego nastolatka i dorosłej osoby do momentu, gdy diagnoza ADHD i autyzmu zapaliła „światło” rozumienia. Middleton analizuje własne doświadczenia: maskowanie tożsamości, przebodźcowanie, trudności w relacjach i pracy, problemy z tożsamością, ale też odkrywanie siły i autentyczności. Książka łączy osobiste anegdoty, refleksje i praktyczne wskazówki — od tego, jak funkcjonować w miejscu pracy, przez samo-diagnozę, po kwestie związane z wyglądem i społecznym przywilejem urody. Mocne strony 1. Autentyczność i głos z wnętrza — Największą siłą książki jest perspektywa osoby, która zna temat od środka. Autorka nie udaje eksperta; mówi o własnym życiu i na tej bazie buduje empatię i zrozumienie. 2. Normalizacja bez spłycania — Middleton konsekwentnie obala mity: nie trzeba być „geniuszem z Aspergerem” ani „kreatywnym ADHDowcem”, by zasługiwać na akceptację. To normalizacja, która nie upraszcza, lecz uwalnia od konieczności udowadniania swojej wartości. 3. Wrażliwe poruszenie rzadziej omawianych tematów — Wątek aleksytymii (trudności w nazywaniu emocji) jest rzadkością w popularnonaukowych książkach — tutaj pojawia się w sposób przydatny i konkretny. Również rozdziały o maskowaniu i procesie „odmaskowywania” mogą być praktycznym wsparciem. 4. Przystępny styl — Niekiedy potoczne, „instagramowe” fragmenty sprawiają, że książkę czyta się lekko i szybko; to może pomóc czytelnikom początkującym w temacie nie zrazić się żargonem. Słabsze strony 1. Niejednolity poziom tekstu — Styl momentami przypomina długi wpis w social media — z zaletą bezpośredniości, ale też z ryzykiem powtórzeń i braku głębszego rozwinięcia niektórych wątków. Czytelnik szukający solidnej, naukowej analizy może poczuć niedosyt. 2. Język i sformułowania — Sporadyczne użycie wyrażeń typu „cierpieć na” może wzmacniać medyczno-patologizujący przekaz, mimo że intencje autorki są dobre. Dla części osób neuroodmiennych takie sformułowania bywają krzywdzące. 3. RSD i granice dowodowe — Autorka odnosi się do wrażliwości na odrzucenie (RSD) jako elementu związanego z ADHD. To ważny i użyteczny koncept do zrozumienia doświadczeń emocjonalnych, lecz warto zaznaczyć, że naukowe podstawy RSD są wciąż rozwijane; czytelnik powinien traktować go raczej jako perspektywę kliniczną i subiektywną, nie dogmat. 4. Ramka dla specjalistów — Książka jest świetna jako relacja i wsparcie, ale nie zastąpi rzetelnego przewodnika terapeutycznego ani podręcznika dla specjalistów. Brakuje odwołań do badań i konkretnych narzędzi terapeutycznych z bibliografią. Najważniejsze tematy (rozwinięcie) Maskowanie — Proces, w którym osoby neuroatypowe uczą się ukrywać swoje cechy, by dopasować się społecznie. Middleton opisuje zarówno koszt psychiczny maskowania (wyczerpanie, utrata tożsamości), jak i konkretne strategie odmaskowywania — delikatne, często terapeutyczne kroki, które mogą pomóc odzyskać autentyczność. Tożsamość i dzieciństwo — Autorka pokazuje, jak doświadczenia z dzieciństwa splatają się z dorosłą tożsamością, ale unika jednowymiarowego determinizmu — nie każdy uraz musi definiować całe życie. Funkcjonowanie w pracy i społeczeństwie — Praktyczne porady dotyczące dostosowań w miejscu pracy, rozmów z przełożonymi i sposobów komunikacji, które mogą poprawić codzienne funkcjonowanie. Język, narracja i etykiety — Middleton krytykuje terminy, które więcej szkodzą niż pomagają (np. „wysokofunkcjonujący autyzm”), i zachęca do uważniejszego języka — to ważne przesłanie dla wszystkich, którzy piszą o neuroodmienności. Dla kogo jest ta książka? Dla osób neuroatypowych (z diagnozą czy w procesie samorozpoznania), które potrzebują wsparcia i zrozumienia. Dla bliskich, rodziców, partnerów i przyjaciół, którzy chcą lepiej zrozumieć doświadczenia osób neuroodmiennych. Dla pracowników HR, nauczycieli, terapeutów — jako uzupełniająca perspektywa „z wnętrza”. Dla każdego, kto szuka empatycznej, osobistej książki o tożsamości i odwadze bycia sobą. Ostrzeżenia (trigger warnings) Książka porusza tematy trudne: traumy, przebodźcowanie, doświadczenia przemocy emocjonalnej — osoby wrażliwe na takie treści powinny podejść z ostrożnością. Ocena końcowa Żyj bez maski! to ważna i aktualna książka, bo daje głos tym, którzy przez lata byli zmuszani do milczenia. Nie jest to pozycja akademicka — i nie musi nią być — ale to wartościowy dokument doświadczenia, który może pomóc wielu osobom zacząć proces uznania i samoakceptacji. Oceniam na 4/5 — za autentyczność, wrażliwość i praktyczny wkład w rozmowę o neuroodmienności, z zastrzeżeniem co do miejscami nierównej redakcji i używanego języka.
Iluzje Royal
Życie Royal nigdy nie było proste. Dorastała w cieniu cudzych grzechów, nosząc na barkach winy, które nie należały do niej. W dniu swoich osiemnastych urodzin traci resztki złudzeń - prawda, która wychodzi na jaw, łamie coś w niej na zawsze. A mimo to… Royal wciąż próbuje się podnieść. I próbuje walczyć o siebie. Jack również nie znał łatwego życia. Dziecko bez matki, wychowane w świecie, gdzie bliskość mylono z przetrwaniem. Więzienie zabrało mu resztki niewinności, ale dało siłę. Kiedy los stawia ich na tej samej drodze, wszystko się zmienia - dla obojga. Bo są ludzie, którzy przychodzą po to, by przewrócić nasz świat do góry nogami. „Iluzje Royal” to historia o bólu, strachu, o tym, jak trudno wybaczyć - sobie i innym. To opowieść o tym, że nawet jeśli życie ciągle podcina nam skrzydła, wciąż możemy próbować wznieść się wyżej. Anna Wolf pisze o emocjach tak prawdziwie, że wywołuje poruszenie w czytelniku. Jednakże, Royal momentami mnie irytowała. Uciekała wtedy, gdy powinna zostać. Milczała, gdy wystarczyło kilka słów. Ale może właśnie w tym tkwi sens tej historii - w tym, że czasem łatwiej budować iluzje niż zmierzyć się z rzeczywistością. „Iluzje Royal” to książka, która zostaje z człowiekiem. Nie krzyczy, nie błyszczy - ale gdzieś głęboko porusza coś, o czym nie chcemy nawet myśleć.
Superkonwergencja. Jak rewolucje w genetyce, biotechnologii i AI mogą odmienić nasze życie
Przewidywanie przyszłości, nawet tej najbliższej, to trudna sztuka. Pisząc to mam wrażenie, że już tak kiedyś pisałem. I rzeczywiście tak było w EM poleca (#22) - Stanisław Lem „Okamgnienie” (można sprawdzić). Książka Okamgnienie to lemowskie powiedzenie „sprawdzam” lemowskim przepowiedniom zawartych w „Sumie technologicznej” (Summa technologiae) z 1964 roku, czyli sprzed 40 lat. Rozliczenie rzetelne, a zarazem gorzkie w swoim podsumowaniu. Tym razem mam w ręku kolejną futurologiczną „cegłę”. Superkonwergencja. Jak rewolucje w genetyce, biotechnologii i AI mogą odmienić nasze życie Jamiego Metzla nie jest czystą futurologią, nie jest gdybaniem i wróżeniem z fusów. To rzetelne i bardzo prawdopodobne przewidywanie dość bliskiej przyszłości jako konsekwencji rewolucji, która dzieje się teraz. Przemiany rewolucyjne już zaszły, ich wyniki są znane, a niewiadomymi są jedynie konsekwencje tych przemian, ich zakres, tempo oraz ewentualnie rewolucyjki pochodne. W dodatku Metzl skupia się na wąskim wycinku rzeczywistości: genetyce i biotechnologii, dziedzinach, które wzajemnie się napędzają i uzupełniają, oraz sztucznej inteligencji (AI) będącej coraz bardziej istotnym motorem tych przemian. Książka jest podzielona na siedem rozdziałów. Rozdział pierwszy to oswojenie Czytelnika ze sposobem myślenia Autora i zapoznanie z naturą przewidywanych zmian będących treścią tej książki, czyli w genetyce, biotechnologii oraz rolą coraz bardziej wyrafinowanej informatyki, w rozwoju tych dwóch dziedzin. Przez „wyrafinowaną informatykę” rozumiem sztuczną inteligencję, z której tylko „sztuczną” uznaję za określenie adekwatne. To, co nazywamy na wyrost „inteligencją” jest w istocie umiejętnością zaawansowanego wnioskowania nabytą w drodze algorytmicznego uczenia maszynowego na zylionowej objętości danych wytworzonych przez Człowieka. Absolutnie nie umniejszam znaczenia AI (zostańmy przy tym określeniu), to wielka niewiadoma, która już spowodowała postęp w wielu dziedzinach nauki niemożliwy bez jej udziału. I chwała jej za to (tylko trzymajmy krótko wodze, bo się wymknie spod kontroli). Rozdział drugi, najdłuższy, to rozwinięcie koncepcji leczenia indywidualnego zamiast obecnego, opartego na doświadczeniu zbiorowym, inaczej medycynie uogólnionej. O co chodzi? Przykład podany przez Autora jest dobrą ilustracją, a jest nim Tylenol, czyli powszechnie znany paracetamol. Ten lek przeciwbólowy jest sprzedawany bez recepty i bez ograniczeń na całym świecie mimo, że u niewielkiego odsetka ludzi może spowodować tragiczne skutki (500 zgonów rocznie w USA). Ryzyko to jest uznane jednak za akceptowalne, w porównaniu do korzyści. Podobnie dzieje się w przypadku (też uogólnionych) kuracji przeciwnowotworowych oraz szczepień. Obecny stan wiedzy pozwala jednak myśleć o leczeniu indywidualnym i lekach opracowywanych dla konkretnych pacjentów. Niezbędnym elementem pozwalającym myśleć o takim podejściu do leczenia jest posiadanie szczegółowych danych o organizmie pacjenta i stosowanym dotychczas leczeniu. To warunek konieczny, obecnie całkowicie realny do spełnienia. Historia leczenia jest rejestrowana w bazach danych, obok cyklicznych badań laboratoryjnych i obrazowych. Rejestrowane są nawet dane genetyczne (genotypy). Bardzo ciekawą ilustracją indywidualnej eksperymentalnej terapii genetycznej jest tekst Piotra Rieske Czy progres w terapii pacjentów z chorobami genetycznymi przejdzie w „poprawianie” genetyczne ludzi? opisujący edycję genów chłopca z przewlekłą chorobą ziarniniakową związaną z mutacją jednego z genów. Zastosowano metodę edycji genów CRISPR przez podanie nanolipidów bezpośrednio do organizmu dziecka. Przypomnę, że to pionierska terapia eksperymentalna, która nie spowodowała wyleczenia, ale wyraźną poprawę stanu zdrowia. O to mniej więcej chodzi w predykcyjnej opiece zdrowotnej, czyli takiej, gdzie potrafimy przewidzieć indywidualne skutki zastosowanego leczenia. Trzeci rozdział traktuje o hackrikulturze, czyli tym, co teraz nazywamy GMO. Autor stara się obiektywnie opisać wpływ bieżący i przyszły biotechnologii na rolnictwo, rozważa różne możliwe scenariusze dla świata. Temat jest delikatny, ale jednak nasza przyszłość będzie wymagała ingerencji w geny roślin, aby zapewnić nam żywność. Zresztą trzeba pamiętać, że manipulacje genetyczne były podstawą powstania rolnictwa luż dziesiątki tysięcy lat temu. Wystarczy wspomnieć o udomowieniu pszenicy przez człowieka (niektórzy twierdzą, że to człowiek został udomowiony przez pszenicę). Rodział czwarty jest o nowozwierzętach. Temat bardzo podobny do poprzedniego, nie będę się rozpisywał. Niejako bonusowo Autor pisze o swoich przewidywaniach dotyczących zastosowania biotechnologii do wykorzystania zwierząt jako dawców organów do przeszczepu lub jako „matek zastępczych” do hodowania organów ludzkich. Rozdział piąty to niezwierzęta. Pod tym określeniem kryje się mocno fantastyczna wizja produkcji żywności bez udziału organizmów żywych, czyli zwierząt. Dlatego użyłem słowa „produkcja”. Czy to jest trudne? Nie jest, eksperymentalne instalacje do hodowli komórek już istnieją. Większym od technologicznego problemem może być społeczna akceptacja w ten sposób produkowanej żywności. Przeprowadzone badania sondażowe wykazały jednakże zaskakująco wysokie poparcie i akceptację dla żywności produkowanej metodą „reaktorową”. Dwa ostatnie rozdziały tej książki to rozważania, które powinny być obowiązkowym elementem każdego dzieła futurologicznego: Co może pójść nie tak? i Zamki na piasku. Drugi tytuł wymaga wyjaśnienia, najlepiej słowami amerykańskiego przyrodnika Henry’ego Davida Thoreau: Jeśli zbudowałeś zamki na piasku - twoja praca nie poszła na marne; właśnie tam powinny stać. Teraz połóż pod nie fundamenty. Myślę, że zachęciłem Cię do przeczytania tej książki, bo naprawdę warto. Pomijając jej mądrą i ciekawie napisaną treść, książka jest bardzo dobrze wydana, ciekawa edytorsko, w twardej oprawie. Jamie Metzl „Superkonwergencja. Jak rewolucje w genetyce, biotechnologii i AI mogą odmienić nasze życie”, Wydawnictwo Helion 2025