Recenzje
Nieplanowany układ
Są takie romanse, w których bohaterowie mają dokładnie rozpisany plan na życia. Potem pojawia się jedna osoba, która skutecznie ten plan burzy. Właśnie z takim chaosem mamy do czynienia w tej książce. Camilla ma 31 lat, świetną karierę i bardzo konkretną wizję przyszłości. Chce miłości, rodziny i dziecka, dlatego próbuje poukładać swoje życie niemal jak zawodowy projekt. Wszystko byłoby pięknie, gdyby na jej drodze ponownie nie pojawił się Bryan. Mężczyzna, z którym łączy ją wspólna przeszłość i który zdecydowanie nie należy do fanów stałych związków. Ich „układ” od początku wydaje się pomysłem, który prędzej czy później musi wymknąć się spod kontroli. Ich relacja została świetnie napisana. Dostajemy dużą ilość przekomarzania, chemii, humoru. Stopniowego odkrywamy wraz z bohaterami, że granica między przyjaźnią a czymś znacznie głębszym potrafi być naprawdę cienka. Doskonale zostały przedstawione uczucia Camilli, jej pragnienia i wątpliwości. To kobieta, która próbuje kontrolować przyszłość, bo bardzo boi się, że coś ważnego może ją ominąć. Bryan z kolei jest jej całkowitym przeciwieństwem. Pozornie jest zdystansowany i niechętny zobowiązaniom. Jednak z czasem pokazuje zupełnie inną twarz. To, co szczególnie doceniam, to fakt, że pod lekką, romantyczną historią kryje się temat presji związanej z wiekiem, związkiem, macierzyństwem. Nie jest to historia, która zaskoczy mnie każdym kolejnym wydarzeniem, ale też nie tego od niej oczekiwałam. To lekki, zabawny romans. Idealny na wieczór, kiedy chcecie dostać trochę chemii, humoru, spicy momentów i bohaterów, których relacja rozwija się krok po kroku. Pragnę również pogratulować za przepiękne wydanie. Nie tylko grafika mnie zauroczyła ale też jakość książki. Cudownie grube kartki o pięknym zapachu książki. Tak rzadko już spotykane. Zdecydowanie polecam 🩵
Licealne intrygi
𝐋𝐢𝐜𝐞𝐚𝐥𝐧𝐞 𝐢𝐧𝐭𝐫𝐲𝐠𝐢 - Klaudia Barci ༊·˚ 💻 | ocena: 3.25 / ★ ★ ★ ★ ★ wydawnictwo: beya kategoria wiekowa: 14+ ‧₊˚ 𝐙𝐫𝐨𝐛𝐢𝐥𝐚𝐦 𝐭𝐨. 𝐙𝐚𝐮𝐟𝐚𝐥𝐚𝐦. 𝐀 𝐨𝐧 𝐜𝐡𝐰𝐢𝐥𝐞 𝐩𝐨𝐳𝐧𝐢𝐞𝐣 𝐛𝐞𝐳𝐥𝐢𝐭𝐨𝐬𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐥𝐚𝐦𝐚𝐥 𝐦𝐢 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐞.┊ ۫„Licealne intrygi” to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie w ostatnim czasie premier. Od dłuższego czasu śledziłam Klaudię w mediach i jak tylko dowiedziałam się, że będzie wydawała książkę, wiedziałam że koniecznie będę musiała ją przeczytać! Zapowiadała się wspaniale, spodziewałam się przyjemnej, szkolnej młodzieżówki, która będzie przyjemną odskocznią i pozwoli mi na moment przenieść się w całości do świata bohaterów. Czy mogę powiedzieć, że się zawiodłam? Nie, absolutnie nie, ale nie jestem też w 100% usatysfakcjonowana. Ten tytuł mogłabym łatwo podsumować jednym zdaniem: bardzo dobra autorka, która stworzyła koszmarnie niedopasowaną do mnie książkę. Uważam bowiem, że Klaudia napisała fenomenalny debiut i wszystko, czego oczekiwałabym od dobrej pierwszej książki zostało w niej zawarte. Jej język był dla mnie wręcz zaskakująco dobry i sprawiał, że bardzo przyjemnie przerzucało sie strony, ale nie zabrakło w nim również wielu ślicznych cytatów. Był perfekcyjnie wywarzony i naprawdę wywarł na mnie spore wrażenie! Poza tym, świetnie wykreowała bohaterów, każdy z nich miał niepowtarzalny charakter, który zostawał z czytelnikiem nawet po zakończeniu książki i żaden z nich nie wydał mi się być „płaski”. Wszyscy mieli coś co byłoby dla nich charakterystyczne przez co poznawanie ich było czystą przyjemnością! Sama fabuła jest angażująca i sprawia, że trudno się od niej oderwać. Widać, że autorka miała dobrze rozłożony w głowie pomysł i skutecznie przerzuciła go na papier. Nie ma momentów, które uznałabym za zbędne czy mające na celu sztuczne wyciąganie fabuły, więc naprawdę ogromne brawa. Momentami wręcz ciężko było mi uwierzyć, że czytam coś spod pióra debiutantki. Niestety… nie byłam w stanie pokochać tej książki z jednego, niezwykle banalnego powodu. Czułam się na nią kolokwialnie mówiąc za stara. W mojej opinii, nie jest to książka 14+ i myślę, że kategoria zmniejszona o jakieś 2 lata nie zrobiłaby nikomu krzywdy, a mogłaby pomóc „Intrygom” celować do czytelników, do których są one bardziej dostosowane. Na codzień czytam sporo książek we wspomnianej kategorii i nigdy nie zdarzyło mi się, by jakieś aspekty tych historii były dla mnie infantylne, a niestety przy LI, kilka razy poczułam, że to coś idealnego dla młodszych. Co więcej, myślę że to bardzo ciekawa forma zwiększania wiedzy na bardzo istotne i niepodważalnie potrzebne tematy dla nieco młodszych odbiorców, a już szczególnie odbiorczyń. W mojej opinii, to idealna książka dla najmłodszych nastolatek, które dopiero uczą się na czym polega nowy etap ich życia i które czytając taką książkę, mogłyby rozjaśnić sporo w swoich nie do końca pewnych myślach. Podsumowując, „Licealne intrygi” to bardzo ciekawa propozycja, jednak niestety nie dla mnie. Jeżeli jesteście młodsi, śmiało sięgającie po nią, bo jestem niemal w 100% pewna, że znajdziecie w niej coś bliskiego swojemu sercu. Myśle, że Klaudia zrobiła kawał dobrej roboty i z pewnością sprawiła, że czuje się zachęcona do dalszego zapoznawania się z jej piórem. Jeżeli kiedykolwiek wyda coś skierowanego do nieco starszych czytelników, będę pierwsza chętna, by to poznać! Wierze, że jako autorka idzie we wspaniałą stronę i będę ogromnie trzymać za nią kciuki! <3
Falochrony
Książka jest lekka i bardzo przyjemna, ale porusza też ważne tematy- główna bohaterka zmaga się z poczuciem zagubienia i lękiem przed kolejnym etapem w życiu. Ma ona skończyć szkołę średnią, więc musi wybrać uczelnię, co ją przeraża. Uwielbiam to, jak bardzo wyczuwalny jest tutaj klimat lata. Jest również wątek romantyczny, wątek przyjaźni, oraz ciężkich do spełnienia oczekiwań rodziców. Uważam, że jest to dobra młodzieżówka, jednak bardziej kierowała bym ją do osób 16+, a nie 14+ jak jest na okładce. Są tu niebezpieczne zachowania (skakanie z klifu do wody), oraz tematy, które wydaje mi się trafią bardziej do odrobinę starszych czytelników
Krwawe igrzyska. Krwawe dziedzictwo #2
„Krwawe Igrzyska” to drugi tom „Krwawego Dziedzictwa” Jasmine Mas i chyba właśnie tutaj ostatecznie pogodziłam się z tym, że tej serii nie da się traktować poważnie. I wiecie co? Wcale nie zamierzam. Bo jeśli mam być całkowicie szczera, ta książka jest absurdalna. Fabuła momentami wygląda tak, jakby ktoś wrzucił do jednego worka fae, brutalne igrzyska, omegaverse, tajemnice pochodzenia, zdrady, przepowiednie, kilka traum, garść przystojnych alf i powiedział: „dobra, zobaczymy, co z tego wyjdzie”. A potem jeszcze dorzucił humor, który potrafi pojawić się dokładnie wtedy, kiedy absolutnie nie powinien. 😂 I chyba właśnie dlatego tak dobrze się bawiłam. Czy znalazłam tu niedociągnięcia? Oczywiście. Czy logika chwilami wyszła z pokoju i już nie wróciła? Jak najbardziej. Czy kilka razy zastanawiałam się, co właściwie autorka miała na myśli? Tak. Czy moje oczy po kolejnych absurdalnych decyzjach bohaterów próbowały uciec gdzieś w głąb czaszki? Myślę, że pod koniec widziałam już własny mózg. 😂 A mimo to nie potrafiłam odłożyć tej książki. Sadie trafia do krainy fae i zostaje zmuszona do udziału w tytułowych Krwawych Igrzyskach. Jest brutalnie, krwawo i zdecydowanie nie jest to miejsce na spokojny spacer po lesie. Problem w tym, że zamiast skupić się wyłącznie na walce o przetrwanie, bohaterowie nadal mają mnóstwo własnych problemów, tajemnic i… oczywiście problemów z komunikacją. Bo przecież można normalnie porozmawiać. Tylko po co, skoro można najpierw się pokłócić, rzucić groźbę, zrobić coś kompletnie nieracjonalnego, a dopiero później zastanawiać się nad konsekwencjami? Samych igrzysk spodziewałam się jednak trochę więcej. Arena i walki są ciekawym elementem, ale mam wrażenie, że autorka znacznie bardziej zainteresowana była relacjami między bohaterami, ich przeszłością oraz kolejnymi tajemnicami dotyczącymi Sadie. I właśnie bohaterowie są tutaj tym, co trzymało mnie przy tej historii. Ich relacje są chaotyczne, momentami irytujące, czasem kompletnie odklejone, ale zdecydowanie nie można powiedzieć, że jest nudno. Do tego dochodzi jeszcze Xerxes, który bardzo szybko stał się dla mnie jednym z ciekawszych elementów tej części. Nie będę też udawać, że wszystko mi się podobało. Powtarzające się myśli Sadie potrafiły mnie zmęczyć, niektóre rozwiązania fabularne były mocno naciągane, a jej humor nie zawsze trafiał w moje poczucie humoru. Ale ostatecznie… czy ja naprawdę przyszłam tutaj po perfekcyjnie skonstruowane romantasy? Nie. Przyszłam po guilty pleasure. I dokładnie to dostałam. To jest książka z gatunku 'wiem, że to jest złe, ale świetnie się przy tym bawię'. Jest absurdalna, momentami komiczna, brutalna, chaotyczna i chwilami tak dziwna, że człowiek może tylko usiąść i patrzeć w ścianę. A jednak czyta się ją błyskawicznie i trudno odmówić jej jednej rzeczy tego, że potrafi skutecznie oderwać od rzeczywistości. „Krwawe Igrzyska” nie są książką, którą będę wychwalać za wybitną fabułę czy perfekcyjny worldbuilding. Ale jako moje książkowe odmóżdżenie? Sprawdzają się znakomicie. Czy będę czytać dalej? Oczywiście. Skoro już raz weszłam w ten chaos, chcę zobaczyć, jak daleko jeszcze możemy się posunąć.
Maskarada
„Maskarada” to drugi i zarazem finałowy tom dylogii „Awangarda” K.N. Haner. Nie będę jednak zdradzać zbyt wielu szczegółów fabuły, ponieważ łatwo byłoby zaspoilerować wydarzenia z pierwszej części. W skrócie mogę jedynie powiedzieć, że książka kontynuuje historię Avy, której życie wywróciło się do góry nogami. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, dlatego wobec kontynuacji miałam spore oczekiwania. Niestety po lekturze pozostały mi mieszane uczucia. Pierwsza połowa książki bardzo mi się dłużyła, mimo że cały czas coś się działo. Miałam wrażenie, że autorka próbowała dodać jeszcze więcej wątków, aby uczynić historię ciekawszą i bardziej złożoną. W moim odczuciu przyniosło to jednak odwrotny efekt. Działo się zbyt wiele, przez co fabuła momentami wydawała się przytłaczająca. Niektóre decyzje bohaterów również wydały mi się nielogiczne. Na szczęście druga połowa książki wypada znacznie lepiej. Tempo stało się bardziej wyważone, a wiele wcześniejszych wydarzeń i decyzji zostało wreszcie wyjaśnionych. Relacje bohaterów nadal wzbudzają emocje, jednak zabrakło mi większej głębi. Ich uczucia zeszły na dalszy plan, przez co nie odczuwałam tych silnych emocji, których oczekuję od romansu. Chętnie przeczytałabym również więcej szczerych rozmów między bohaterami, które pozwoliłyby lepiej zrozumieć ich relację. Ostatecznie uważam, że „Maskarada” nie jest złą książką, ale mnie niestety nie porwała. Być może sama miałam zbyt wysokie oczekiwania i liczyłam na historię bliższą temu co dostałam w pierwszym tomie i temu co najbardziej lubię w romansach. Dlatego nie sugerujcie się wyłącznie moją opinią. Być może Wam ta książka bardziej przypadnie do gustu. Jeśli jednak czytaliście pierwszy tom, warto sięgnąć po kontynuację, aby poznać zakończenie historii Avy i dowiedzieć się, jak potoczyły się jej losy.