Recenzje
Nieplanowany układ
Q:Czy można przegapić życie, będąc zbyt zajętym jego perfekcyjnym planowaniem? Książka najmocniej wybrzmiewa nie wtedy, gdy opowiada o miłości, lecz gdy pokazuje kobietę, która przez lata potrafiła zadbać o wszystko poza samą sobą. Przecież odpoczynek jest prosty. Wystarczy przestać pracować, wyłączyć myśli i nie analizować przyszłości. Drobnostka, szczególnie dla osoby, która nawet własne szczęście najchętniej wpisałaby do kalendarza. Camilla może irytować swoim niezdecydowaniem i kurczowym trzymaniem się planu, ale trudno nie spojrzeć na nią z empatią. Za jej pośpiechem kryje się samotność. Za potrzebą kontroli strach. Za wyznaczonym terminem na szczęście - bolesne przekonanie, że wszyscy inni zdążyli już znaleźć swoje miejsce. Jej randkowe doświadczenia bywają tak absurdalne, że zamiast aplikacji randkowej przydałby się numer alarmowy. Najwięcej ciepła przynoszą chwile, w których bohaterowie nie próbują nazywać tego, co ich łączy. Przyjaźń jest naturalna, pełna swobody, sarkazmu i drobnych gestów znaczących więcej niż romantyczne deklaracje. Bryan okazuje się zieloną flagą w przebraniu mężczyzny, który rzekomo nie nadaje się do związków. Słucha, wspiera, przyznaje się do błędów i potrafi wyciągnąć z nich wnioski. Sama przemiana relacji w miłość nie zawsze brzmi równie przekonująco, ale chemii i wzajemnej troski nie można im odmówić. Historia, która przemyca ważne przypomnienie. Praca może dawać satysfakcję i poczucie bezpieczeństwa, lecz nie powinna zabierać przestrzeni na zwyczajne życie. Czasami warto się zatrzymać, złapać oddech i sprawdzić, czy cel, do którego tak uparcie się biegnie, nadal jest własnym marzeniem. Szkoda, że wątek terapii pozostał powierzchowny, a niektóre emocjonalne zmiany nastąpiły zbyt szybko. Mimo tych zastrzeżeń książka pozostawia po sobie ciepło i myśl, że odpoczynek nie jest nagrodą za wykonanie wszystkich obowiązków. Jest czymś, na co człowiek nie musi sobie zasłużyć.
Z masażem Ci do twarzy. Poznaj naturalne metody dbania o swoją urodę
✨To jedna z tych książek, które czyta się błyskawicznie, a jednocześnie można z niej naprawdę sporo wynieść. Autorka skupia się na naturalnych metodach dbania o wygląd twarzy i pokazuje, jak wiele możemy zrobić samodzielnie w domu. Książka została wzbogacona o zdjęcia, dzięki którym łatwiej wykonywać poszczególne techniki, każdy ruch jest dokładnie pokazany również na fotografii. Autorka porusza temat masażu dłońmi, wykorzystania różnych masażerów, a także kinesiotapingu. 💙Co bardzo mi się spodobało, to fakt, że książka nie skupia się wyłącznie na samym masażu. Autorka zwraca uwagę również na inne aspekty, które mogą wpływać na wygląd naszej twarzy, między innymi postawę ciała i to, jak napięcia w całym ciele mogą przekładać się na wygląd twarzy. 🌸Dla mnie jest to wartościowa książka, szczególnie ze względu na moje zainteresowanie kosmetologią. Myślę, że przyda mi się zarówno do własnego automasażu, jak i może okazać się pomocna w pracy zawodowej. ✨Masaż twarzy naprawdę może zdziałać wiele, a przecież każdy z nas może znaleźć wieczorem 3-5 minut, żeby poświęcić je na krótki automasaż. Ja od dziś zaczynam testować na sobie ruchy, które pokazuje autorka.
Maskarada
„Maskarada” to drugi i zarazem finałowy tom dylogii „Awangarda” K.N. Haner. Nie będę jednak zdradzać zbyt wielu szczegółów fabuły, ponieważ łatwo byłoby zaspoilerować wydarzenia z pierwszej części. W skrócie mogę jedynie powiedzieć, że książka kontynuuje historię Avy, której życie wywróciło się do góry nogami. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, dlatego wobec kontynuacji miałam spore oczekiwania. Niestety po lekturze pozostały mi mieszane uczucia. Pierwsza połowa książki bardzo mi się dłużyła, mimo że cały czas coś się działo. Miałam wrażenie, że autorka próbowała dodać jeszcze więcej wątków, aby uczynić historię ciekawszą i bardziej złożoną. W moim odczuciu przyniosło to jednak odwrotny efekt. Działo się zbyt wiele, przez co fabuła momentami wydawała się przytłaczająca. Niektóre decyzje bohaterów również wydały mi się nielogiczne. Na szczęście druga połowa książki wypada znacznie lepiej. Tempo stało się bardziej wyważone, a wiele wcześniejszych wydarzeń i decyzji zostało wreszcie wyjaśnionych. Relacje bohaterów nadal wzbudzają emocje, jednak zabrakło mi większej głębi. Ich uczucia zeszły na dalszy plan, przez co nie odczuwałam tych silnych emocji, których oczekuję od romansu. Chętnie przeczytałabym również więcej szczerych rozmów między bohaterami, które pozwoliłyby lepiej zrozumieć ich relację. Ostatecznie uważam, że „Maskarada” nie jest złą książką, ale mnie niestety nie porwała. Być może sama miałam zbyt wysokie oczekiwania i liczyłam na historię bliższą temu co dostałam w pierwszym tomie i temu co najbardziej lubię w romansach. Dlatego nie sugerujcie się wyłącznie moją opinią. Być może Wam ta książka bardziej przypadnie do gustu. Jeśli jednak czytaliście pierwszy tom, warto sięgnąć po kontynuację, aby poznać zakończenie historii Avy i dowiedzieć się, jak potoczyły się jej losy.
Regret Me Not
Regret me not, to w sumie druga część po Forget me not, z tym, że główną bohaterką jest tutaj Cove, przyjaciółka Astry. Forget me not podobało mi się bardzo, bardzo. Bardzo. Poprzeczka była więc postawiona wysoko, stąd nie dziwota, że w moim osobistym rankingu Regret aż tak nie doskoczyło, ale! Nadal bardzo dobrze się przy tej lekturze bawiłam. W sumie to ta książka ma wiele motywów, które bardzo lubię! Grumpy and Sunshine, nie wiem co takiego ma w sobie ta gburowatość, chyba chodzi o to, jak mury takiego gburka, w tym przypadku sztywnego księgowego, Callowaya, zaczynają się kruszyć pod wpływem tej drugiej osoby. To chyba takie typowo romansiarowe ahhh 😍 ;) Fałszywy związek, chociaż nie do końca fałszywy, bo najpierw zdarzył się ślub! Dwa lata wcześniej. W Las Vegas. I żyli długo i...całkowicie osobno, bez żadnego kontaktu. Ona sobie, on sobie. Do czasu, kiedy nagle znów pojawia się Call, prosząc aby Cove pojechała z nim na ślub brata. Na Alaskę! Nawiasem mówiąc, niby człowiek wie, że zimno, ale po co brać ze sobą ciepłe ciuchy, prawda Cove?;) Co wydarzy się, kiedy oboje będą udawać, że naprawdę są razem, szczęśliwi i zakochani? Ohh, wiadomo, że wszyscy wiedzą. Ale jak się to wszystko będzie wydarzać?;) Całość jest pełna humoru i uroczości (słowotwórstwo zamierzone;)), pełna emocji wszelakich. Ważną rolę odgrywają też te łapki widoczne na okładce, czyli pies Cove, Furdinand, a ja zawsze lubię zwierzaki w książkach. Ogólnie bardzo miło spędziłam czas z tą książką I jak najbardziej polecam!
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
Czasem bywa tak, że plany się sypią, a marzenia trzeba odłożyć na później. Właśnie z tym mierzy się Jordan, gdy po wyrzuceniu z uczelni wraca do rodzinnego miasteczka. A tam już pierwszego dnia daje znać mieszkańcom o swoim powrocie. Próbując uratować kociaka, powoduje wypadek. Z pomocą przychodzi jej strażak, ale nie byle jaki, a jej sąsiad, Cassidy, do którego wzdychała lata temu. Jordan myślała, że wyleczyła się z tego nastoletniego zauroczenia, ale szybko przekonała się, jak bardzo była w błędzie. Kłopoty to drugie imię Jordan, ale dzięki temu jej sąsiad miał trochę rozrywki. Może samo ściąganie z drzewa nie jest niczym nadzwyczajnym, ale już z cmentarnego ogrodzenia... takie rzeczy nie wydarzają się codziennie. Choć nie wszystko jej wychodziło, talentu i wiedzy można jej pozazdrościć. Jest zafiksowana nauką i chce udowodnić, że jest jeszcze czegoś warta. Odkryła również, że potrafi dogadać się z małymi naukowcami i rozbudzić w nich ciekawość. Myślę, że nie tylko ja szaleję za samotnymi ojcami. Cassidy na dodatek był strażakiem i hobbystycznie zajmował się ogrodem. Przepraszam bardzo, czy mogę takiego zamówić? Uwielbiam w nim to, że ponad wszystko stawiał dobro Zary. Jest jej i tak ciężko, bo jej mama wybrała karierę zamiast niej. I ja wszystko rozumiem, że należy się rozwijać, ale to, co zrobiła na urodzinach córki... nie zasługuje, by nazywać ją mamą. Zabawnie obserwowało się to jego uświadamianie, że sąsiadka wcale nie jest mu obojętna, ale dopiero gdy na horyzoncie pojawiła się konkurencja, przeszedł do działania. Oczywiście potrafił również sprawiać, że się rozpływałam: organizacja randek, kwiaty w dość oryginalnym wydaniu. I to całe wchodzenie przez okno? To było takie urocze, ale i szalone. Ona była pewna, że nigdy jej nie zauważał, on był przekonany, że kocha jego brata. Autorki budowały napięcie, bo zanim coś więcej się między nimi wydarzyło, wiele razy ktoś musiał im przeszkadzał. Kocham to, że Jordan jest wyrozumiała i od początku świadoma, że wchodząc w tę relację, bierze Cassidy'ego w pakiecie z Zarą. I sama była zaskoczona, jak bardzo tego pragnie. Nie chciała zastępować jej mamy. Chciała być kimś ważnym, kimś, na kogo będzie mogła liczyć. Rozumiem trochę tego strażaka. Bał się, że ponownie z Zarą zostaną postawieni na drugim miejscu. Ale Jordan nie jest taka jak jego była żona. Duet tych aktorek to coś genialnego. Jestem zachwycona humorem, styl jest lekki i ogromnie angażujący. Kiedy książka jest dla mnie dobra? Gdy śmieję się do niej jak głupia, a na koniec historia sprawia, że się wzruszam. Tu tak właśnie było. Bardzo lubię dzieci w książkach, a Zara skradła moje serce. Moment z tortem na jej urodziny bardzo mnie poruszył. Potrafiło też rzucić tekstem, który rozkładał na łopatki. Nie mogę nie wspomnieć o matkach głównych bohaterów, bombowe kobiety. Po cichu od początku liczył, że ich dzieciaki się zejdą. Trochę nawet im w tym pomagały. Na starość chce być taka jak oni. Jeśli Wasz TBR na jesień nie jest jeszcze zamknięty, ten tytuł koniecznie musicie tam wrzucić. Dla mnie „The STEM” to historia o tym, że szczęście można odnaleźć w nieszczęściu. Możemy się przekonać, miłość potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Często mamy ją tuż obok, ale po prostu jej nie zauważamy, potrzebujemy czasu, czasem lekkich życiowych zawirowań, by otworzyć oczy. I w tym przypadku jeszcze kota🤣 Po zapowiedzi na koniec... już nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Polecam.