Recenzje
Good Decisions. Dylogia Complicated. Tom 2
Prawda w końcu wychodzi na jaw, ale intrygi i szantaże nie pozwalają bohaterom odetchnąć. Alison postanawia zdystansować się od Dominica i zawiesić ich burzliwą relację, pamiętając, że wciąż jest on jej szefem i planuje ślub z inną kobietą. Dominic nie potrafi przyjąć jej decyzji, lecz kiedy jego życie ponownie się rozpada, sam odsuwa ją od siebie. Ali nie wie, że mężczyzna właśnie przeżywa żałobę po stracie najbliższej osoby. Dominic zataja ten fakt, świadomy, że Alison niezwłocznie by do niego wróciła. Tak czy inaczej, ich losy ponownie splatają się w relacji, która przynosi więcej bólu niż szczęścia. Bardzo byłam ciekawa jak potoczą się losy Alison i Dominica. Znając pierwszą części nie miałam oczekiwać co do kontynuacji, ale muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyła szczególnie końcówka. W sumie to nawet nie wiem kiedy ją przeczytałam, bo czyta się ją naprawdę szybko i tak jak poprzednia część nie jest długa. Już w pierwszej części myślałam, że Dominic będzie tym typem bohatera który stoi nad wszystkimi i rozdaje karty. Ale myliłam się, Dominic jest postacią która ma władzę, ale ma też serce i nie jest nietykalny, co sprawia, że jest bardziej ludzki. Problemy Dominica zamiast się rozwiązywać tylko się piętrzą, a on jest w rozsypce - strata, żałoba, intrygi, manipulacje i zarzuty. Każdy chciałby mieć w sparcie, a on je odtrąca, bo wie, że Alison już wystarczająco dużo przeszła i czas by martwiła się sobą, a nie nim. Tym mi naprawdę zaimponował, że przede wszystkim postawił jej dobra ponad siebie. Alison chcę zacząć normalnie żyć, a w jej przypadku to naprawdę duży krok. Kocha Dominica, ale ma dość ciągłego odtrącania i mimo swoich uczuć chce to zakończyć. Alison potrzebuje spokoju i przepracowania swojej traumy, a taka huśtawka w niczym nie pomaga. Jednak by ocalić decyduje się aby zeznawać w jego sprawie i tutaj wykazała się odwagą. Nie każda ofiara decyduje się na taki krok. Bez wątpienia Alison i Dominic się kochają. Ale mimo swoich uczuć które do siebie żywią przyciągają się albo odpychają i co ciekawa jeden bez drugiego nie może funkcjonować. Słowem podsumowania - dobrze mi się ją czytało, chociaż jakby była troszeczkę dłuższa też by się nic nie stało.
Biurowy tyran. Wredni szefowie z Chicago #1
"🄱🄸🅄🅁🄾🅆🅈 🅃🅈🅁🄰🄽" to pierwszy tom cyklu [Wredni szefowie z Chicago] od Nicole Snow. Solidna cegiełka (472 strony) przepełniona pożądaniem, docinkami i sunasoidą przyciągania i odpychania... #biurowytyran to typowy romans biurowy, w którym sporo się dzieje! Kreacja postaci pozostawia sporo do życzenia w szczególności postaci męskiej. Sabrina wypadła lepiej, choć jej wiara w przesądy i zabobony troszkę przesadzona. „ᴄᴀᴌᴏᴡᴀᴌ ᴍɴɪᴇ ᴊᴀᴋ ᴏᴘęᴛᴀɴʏ. ᴄᴀᴌᴏᴡᴀᴌ ᴍɴɪᴇ ᴊᴀᴋ ʜᴜʀᴀɢᴀɴ. ᴄᴀᴌᴏᴡᴀᴌ ᴍɴɪᴇ ᴅᴏ ᴏśʟᴇᴘɪᴇɴɪᴀ, ᴏɢᴌᴜꜱᴢᴇɴɪᴀ ɪ ɴɪᴇᴘʀᴢʏᴛᴏᴍɴᴏśᴄɪ. ᴀ ᴘᴏᴛᴇᴍ ꜱᴛᴡɪᴇʀᴅᴢɪᴌ, żᴇʙʏśᴍʏ ɴɪɢᴅʏ ᴏ ᴛʏᴍ ɴɪᴇ ᴡꜱᴘᴏᴍɪɴᴀʟɪ.” Podczas czytania bezustannie miałam ochotę na cynamonową latte, przez ilość wzmianek na jej temat... 😂 Muszę ponarzekać trochę na zbyt długie rozdziały, według mnie momentami przeciągane na siłę. 🤷 Teksty przy #spicy scenach wielokrotnie żenujące i wręcz niesmaczne! 🙄 Nie będę ukrywała, ale takie zwroty mocno mnie irytują i z miejsca dana historia traci w moich oczach. Wątek dotyczący przyrodniego brata Magnusa dobry! Każda wzmianka na temat Jordana wywoływała uśmiech na mojej twarzy, zwłaszcza fragmenty z jego pyskówkami. 😂 "Biurowy tyran" może i nie należy do najlepszych romansów, jakie czytałam, ale ogólnie nie wypadł tak źle...
Breaking hearts
𝑶𝒄𝒆𝒏𝒂: ★★★★☆/5 Czytałam już dużo debiutów i muszę przyznać, że bardzo je lubię. Czemu? Wydaje mi się, że głównym powodem jest chęć poznania historii, od której autorka zaczęła swoją przygodę z wydawaniem. Zawsze podchodzę do nich z pozytywnym nastawiem. I tak też było tym razem. Zaczynając od początku. To historia o dziewczynie, która uciekła z domu, by zacząć nowe życie z dala od ojca-tyrana. Stara się ułożyć wszystko od nowa, ale wciąż żyje w cieniu przeszłości. Ten wątek został poprowadzony naprawdę dobrze. Tajemniczość głównej bohaterki sprawiła, że nie mogłam odłożyć książki i przeczytałam ją na raz. Muszę przyznać, że uwielbiam, kiedy nie poznajemy wszystkich sekretów od razu, tylko odkrywamy je stopniowo, razem z innymi bohaterami. Karinie naprawdę świetnie to wyszło. Książka liczy zaledwie 240 stron, co czyni ją idealną lekturą na jeden wieczór. Początkowo tempo akcji jest spokojne. Obserwujemy codzienne życie bohaterki, jej szkołę i rutynowe obowiązki. Końcówka natomiast rozwija się bardzo dynamicznie, a wiele wątków pojawia się jednocześnie. I to mi się nie spodobało. Uważam, że gdyby relacja bohaterów i niektóre wydarzenia były bardziej rozciągnięte w czasie, mocniej zżyłabym się z tą historią. Podsumowując. Chcę wam polecić tę książkę i zachęcić, żebyście dali jej szansę. To piękna historia, która mimo drobnych wad na pewno zostanie ze mną na dłużej. Jest na swój sposób wyjątkowa i gwarantuję, że wciągnie was od pierwszych stron.
not TRUE LOVE
Moja ocena - 4/5 Akcja rozpoczyna się w Miami, gdzie główna bohaterka - siedemnastoletnia Elizabeth Black - zaczyna swoją przygodę po książce i próbuje zaznać spokoju po koszmarze, który przeżyła w Nowym Jorku. Na samym początku dziewczyna przedstawia to miasto jako urokliwe, spokojne - podoba się jej tu. Ale autorka długo na tym nie stoi, bo już po przerzuceniu kilku stron rozpoczyna się wciągająca akcja, podczas której Elie zmierzy się z prawdziwym rollercoasterem... Samą fabułę tej pozycji nazwałabym ciekawą. Wątki, które porusza autorka, choć mogą wydawać się powtarzalne, to jednak Julia je trochę modyfikuje, dzięki czemu nie dostajemy poczucia powtarzalności. Krótkimi chwilami autorka daje nam czas na oddech, jednak nie zwleka z ponownym “atakiem”, tym samym pobudzając akcję do szybszego tempa, napięcia i tajemnic. Już na prawie starcie nasza bohaterka poznaje intrygującego bohatera. Głównymi bohaterami “not True Love” są Elizabeth Black - postać, która ma swój zadziorny charakterek, jest zraniona, ale nadal nie można nazwać jej nudną, bezosobową postacią, pomimo chwilowych upadków. Nie możemy zapomnieć o drugim bohaterze - z początku arogancki, złośliwy, z ostrym charakterkiem chłopak o dobrym sercu - Oscar Davids. Oboje tworzą dość specyficzną relację, która zrodziła się dość nietypowo. Momentami są blisko, w innych chwilach daleko im do zgody, ale nie trwa to długo. Ich relacja na pewno nie należy do spokojnych, a wręcz przeciwnie - jest burzliwa, rodząca się na tle jeszcze większej burzy, której skutki wkrótce odczują... Styl pisania Julii jest typowy dla młodych autorek - przyjemny, płynny, dodający tempa fabule, z drobnymi błędami, które są do dopracowania, a nie niszczą fabuły. Autorka, mimo że porusza różnej wagi tematy - od tych związanych z relacją, po te bolesne, wiążące z przeszłością - nie opisuje ich przesadnie, zachowuje odpowiedni umiar, który pasuje doskonale do głównego grona odbiorców. Julia nie używa zawiłego, skomplikowanego języka, dzięki czemu proces czytania nie jest męczący, a przyjemny i szybki. Tak jak wspomniałam, tematyka książki nie bazuje na jednym. Autorka porusza ciosy przeszłości, ukazując jej skutki i to, jakie działania podejmujemy obecnie przez niezagojone rany i kujące blizny. Ból bohaterów miesza się z ukazaniem, jak odpowiednia osoba może wpłynąć na naszą psychikę. Moja opinia jest kierowana pozytywnym nastawieniem. Pomimo drobnych błędów, które mogą wadzić starszym, bardziej drażliwym na tym punkcie czytelnikom, mi przypadła do gustu. Choć nie przepadam za tym gatunkiem, to ta książka robi wyjątek. Z faktu, że szczerość jest moją nieodłączną cechą, to jedyne, do czego się bardziej przyczepię, to liczba przekleństw. Gdyby trochę ją zminimalizować, treść byłaby bardziej pozytywnie odbierana. Sama fabuła wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej deseczki. Książkę polecam młodym osobom, które lubią historię z burzliwymi relacjami, bólem przeszłości i tym, którym nie przeszkadza styl pisania młodej autorki. Natomiast nie polecam pozycji starszym czytelnikom preferującym dojrzalsze, bardziej stonowane treści.