Recenzje
Addiction. O krok bliżej światła. Tom 2
Po mocnym i emocjonującym zakończeniu pierwszego tomu nie mogłam inaczej i od razu sięgnęłam po kontynuację. Byłam ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, i nie zawiodłam się. Druga część startuje dokładnie tam, gdzie skończyła się pierwsza, a emocje od razu uderzają ze zdwojoną siłą. 🔥 I muszę przyznać - jeśli pierwszy tom dostarczył mi masy wrażeń, to drugi podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej. Jest mroczniej, intensywniej i bardziej emocjonalnie. Cały czas obserwujemy toksyczną relację głównych bohaterów, pełną wzlotów i upadków, przyciągania i odpychania, odrzucania i powrotów. To właśnie ten kontrast sprawia, że książka tak mocno wciąga. Bo czego można się spodziewać po dwojgu ludzi złamanych przez życie, którzy desperacko próbują poskładać siebie i to, co ich łączy? ❤️🩹 Najbardziej podoba mi się to, że autorka potrafi oddać prawdziwe emocje i zachowania - bez upiększania i bez cukru. Reigan jest brutalny, zimny i pozornie pozbawiony uczuć, a jednak widać, że w głębi duszy to po prostu złamany chłopak, który odciął się od emocji, by przetrwać. Vedia natomiast to dziewczyna uparta i pyskata, ale też zagubiona, jej nieodpowiedzialne wybory są w rzeczywistości wołaniem o pomoc. Nie jest to zdrowe, ale bardzo autentyczne. I właśnie to jest największą siłą tej historii, bo pokazuje, że relacja może być toksyczna, trudna i pełna bólu, a jednocześnie być dla bohaterów czymś ważnym, dającym im chwilami wsparcie i odwagę, by walczyć o siebie nawzajem. To nie bajkowy romans, tylko opowieść o ludziach rozbitych, którzy próbują się poskładać i to naprawdę chwyta za serce. 🫶 Wiem, że ta książka nie będzie dla każdego. Toksyczne związki w literaturze wywołują skrajne emocje - i dobrze! Ja sama miałam momenty, w których kipiałam ze złości i miałam ochotę na nich nakrzyczeć, ale były też takie, w których czułam ciepło i radość z ich małych zwycięstw. Dzięki temu bawiłam się świetnie i nie mogłam się oderwać.